„Dziedzictwo” Odc. 892 – streszczenie
Ferit przybywa do domu Ayse z narastającym niepokojem. Coś w jego wnętrzu mówi mu, że stało się coś złego. Gdy wchodzi do środka, jego serce na moment zamiera – Ayse leży na podłodze w salonie, półprzytomna, z wyraźnymi oznakami osłabienia. Natychmiast podbiega do niej i delikatnie unosi jej głowę.
— Ayse, co się stało? — pyta głosem drżącym od napięcia.
Kobieta z trudem otwiera oczy i ledwo słyszalnym głosem odpowiada:
— Wzięłam lekarstwo… zapomniałam, że mam na nie alergię…
Ferit działa instynktownie. Sięga po środek antyhistaminowy, który znajduje w jej apteczce, a następnie ostrożnie przenosi ją na kanapę. Nakrywa ją kocem i przez chwilę obserwuje jej oddech, czuwając nad nią, jakby bał się, że może wydarzyć się coś gorszego.
— Czujesz się lepiej? — pyta z troską.
— Nic mi nie jest… — Ayse nadal mówi osłabionym głosem, ale na jej twarzy widać już nieco więcej koloru.
Ferit jednak nie daje się zwieść.
— Nie wyglądasz dobrze. Powinienem zabrać cię do szpitala.
— Nie — szepcze, kręcąc lekko głową. — Nie ma potrzeby.
Mężczyzna wzdycha i przysiada na krawędzi kanapy.
— Ayse, dlaczego nie uważasz na siebie? — jego głos jest mieszanką troski i frustracji. — Przecież to nadal może być niebezpieczne. Jeśli coś ci się stanie, to ja pójdę do więzienia! Cały świat wie, że mnie nienawidzisz!
Mimo osłabienia, na twarzy Ayse pojawia się cień rozbawienia.
— Nie rozśmieszaj mnie, proszę — mówi z lekkim uśmiechem. — Odpocznę i wszystko będzie dobrze. Możesz już iść. I tak zrobiłeś dla mnie wystarczająco dużo.
Ale Ferit nawet nie zamierza ruszyć się z miejsca.
— Nigdzie nie pójdę. Zostanę tutaj, dopóki nie wyzdrowiejesz — mówi stanowczo. — Zresztą zawsze wyganiasz mnie w najgorszym możliwym momencie.
Nie czekając na jej dalsze protesty, rusza do kuchni i po chwili wraca z talerzem swojej specjalnej zupy. Siada obok niej i podaje jej łyżkę.
— Nieważne, jak bardzo byliśmy na siebie źli, nie zostawię cię w takim stanie. Potraktuj to jako tymczasowy rozejm — mówi cicho.
W tym momencie jego telefon zaczyna dzwonić. Na ekranie wyświetla się nazwisko prokurator Leyli Kazanci. Ferit odbiera połączenie.
— Mam ważne akta dotyczące naszej sprawy — oznajmia kobieta. — Dotarliśmy do nowych informacji o powiązaniach przemytników. To może być przełom. Możesz przyjechać na komisariat?
Ferit nie waha się ani chwili.
— Ayse jest chora. Muszę się nią opiekować. Nie zostawiłbym jej w takim stanie, więc nie mogę przyjechać.
Po drugiej stronie zapada krótka cisza.
— Rozumiem. Przekaż jej moje życzenia szybkiego powrotu do zdrowia — mówi w końcu Leyla.
Ferit kończy rozmowę i odkłada telefon na stolik.
— Możesz iść — mówi Ayse, patrząc na niego poważnie. — Dam sobie radę.
— Nic z tego. Zostanę tutaj, dopóki nie wyzdrowiejesz. I dobrze o tym wiesz — jego głos jest spokojny, ale stanowczy. — Jeśli bym poszedł, i tak bym się martwił.
Ayse przez chwilę milczy, jakby ważyła każde słowo, które zamierza powiedzieć. W końcu unosi na niego wzrok.
— Musisz coś wiedzieć, Fericie — zaczyna powoli. — Tak, popełniłeś błąd, porywając moje dziecko… Ale jedno muszę ci przyznać. Jesteś bardzo skutecznym policjantem. Nie powinieneś być zawieszony.
Ferit unosi brwi, wyraźnie zaskoczony jej słowami.
— Chociaż tego nie pokazuję… cieszę się, że wróciłeś do pracy — dodaje cicho Ayse.
Mężczyzna patrzy na nią przez chwilę w milczeniu, jakby próbował upewnić się, że dobrze usłyszał. W końcu lekko się uśmiecha.
— To prawie zabrzmiało jak komplement — mówi żartobliwie.
Ayse przewraca oczami, ale kąciki jej ust drżą w lekkim uśmiechu.
— Nie przyzwyczajaj się — rzuca, a Ferit parska śmiechem.
Tego dnia po raz pierwszy od dawna między nimi panuje spokój. Tymczasowy rozejm, który być może zdoła zmienić więcej, niż im się wydaje.
***
Jakiś czas później Ferit i Ayse wychodzą do ogrodu. Powietrze jest rześkie, a w oddali słychać szum liści poruszanych przez wiatr. Siadają na drewnianej ławce, pogrążeni w ciszy, która zdaje się nieść więcej emocji niż jakiekolwiek słowa.
— Zanim wyszłam za ciebie, zachorowałam w podobny sposób — mówi w końcu Ayse, spoglądając w dal. — Ale wtedy wszystko przeszło o wiele łagodniej.
Ferit, opierając ręce na kolanach, spogląda na nią z powagą.
— Dużo doświadczyłaś od tamtej pory — mówi cicho. — Zakochałaś się w jednym mężczyźnie i wyszłaś za niego. Rozwiodłaś się, bo myślałaś, że zostałaś oszukana. Ukryłaś swoje dziecko. A kiedy prawda wyszła na jaw, musiałaś patrzeć na jego gniew i smutek córki. To wszystko cię osłabiło, Ayse.
Kobieta wzdycha ciężko, jakby chciała zrzucić z siebie cały ciężar tych lat.
— Chciałabym móc cofnąć czas o siedem lat… — szepcze. — Chciałabym nie popełnić tych błędów. Żeby wszystko było jak wcześniej…
Ferit milczy przez chwilę, a potem, nie zastanawiając się długo, obejmuje ją ramieniem. Ayse nie protestuje. Po prostu siedzą tak razem, pozwalając, by ta chwila należała tylko do nich.
Tymczasem kamera powoli oddala się, ukazując za bramą ogrodu postać w naciągniętym na głowę kapturze. Osoba ta stoi nieruchomo, wpatrując się w nich z nieodgadnionym wyrazem twarzy. W końcu powoli się odwraca, a światło dnia ujawnia jej oblicze.
To prokurator Leyla Kazanci.
— Więc są razem… — szepcze, zaciskając pięści.
W jej oczach kryje się coś niepokojącego. Coś, czego nigdy wcześniej u niej nie widziano. Może to tylko złudzenie… a może wcale nie jest tym, za kogo się podaje.
***
Po brawurowej ucieczce przed Poyrazem, Wilk przyjeżdża prosto do magazynu Trucizny. Jego oddech jest ciężki, a dłonie drżą po starciu z Poyrazem. Gdy tylko przekracza próg, napotyka lodowate spojrzenie swojego szefa.
— Gdzie jest dzieciak? — syczy Trucizna, mrużąc oczy. — Dlaczego przyszedłeś sam?!
Wilk ociera pot z czoła.
— To była pułapka. Poyraz znalazł podsłuch. Oszukali mnie, żeby mnie złapać. Przyłożył mi broń do skroni, żądając, bym go tu przyprowadził. Wyprowadziłem go w pole i przy pierwszej okazji uciekłem.
Trucizna zaciska zęby, a na jego twarzy pojawia się cień wściekłości.
— Myśli, że jest bohaterem. — Jego głos staje się jeszcze bardziej jadowity. — Zapłaci za to, co zrobił!
W następnej chwili jego oczy błyskają morderczą determinacją.
— Idź i zabij Nanę oraz tę drugą dziewczynę! Nie są nam już do niczego potrzebne! Idź!
***
Poyraz, doskonale świadomy tego, że Wilk prędzej umrze, niż doprowadzi go do swojego szefa, celowo pozwala mu uciec. Przeczuwa, dokąd pobiegnie, i podąża za nim, trzymając się w cieniu.
Teraz stoi na progu magazynu, wpatrując się w Truciznę, który wściekle krąży po pomieszczeniu, wyrzucając z siebie pełne furii słowa.
— Słono za to zapłacisz, Burzo Poyrazie!
— To ty zapłacisz, łajdaku! — rzuca nagle Poyraz.
Trucizna zamiera. Powoli odwraca głowę, a jego wzrok napotyka zimne oczy Poyraza i lufę pistoletu, wycelowaną prosto w jego pierś.
— Ty… — wykrztusza, a jego palce niepostrzeżenie suną w stronę paska. — Jak… jak znalazłeś to miejsce?
Poyraz unosi brew.
— Wiem, że psy są lojalne wobec wstrętnych właścicieli takich jak ty.
Trucizna prycha.
— Myślisz, że jesteś bohaterem? Był już ktoś taki, kto tak myślał. Nazywał się Kirimli i umarł z mojej ręki. Ty także umrzesz z mojej ręki.
Nie przerywając kontaktu wzrokowego, powoli przesuwa dłoń ku broni. Ale zanim zdąży jej dotknąć, Poyraz robi krok do przodu, a jego palec lekko zaciska się na spuście.
— Ani się waż.
Trucizna zaciska szczękę, ale nie zatrzymuje ruchu.
— Mów! Gdzie one są?! — żąda Poyraz.
— Nigdy się nie dowiesz. — Trucizna uśmiecha się szyderczo. — Nie uratujesz ich.
Ale Poyraz nie daje się zwieść. Gdy Trucizna po raz kolejny próbuje sięgnąć po broń, Poyraz rzuca się na niego z siłą huraganu i powala go jednym, precyzyjnym ciosem.
***
W tym samym czasie Wilk pędzi przez ciemny las, ścigając Nanę i Nazli. Jego oddech jest przyspieszony, a oczy błyszczą żądzą mordu.
Siostra Poyraza jest wyczerpana. Była więziona zbyt długo, a teraz jej nogi odmawiają posłuszeństwa. Upada na kolana, z trudem łapiąc oddech.
— Nie mogę… Nano, nie dam rady…
Nana odwraca się i patrzy na nią z determinacją.
— Ukryj się — mówi stanowczo. — Teraz.
Nazli patrzy na nią z przerażeniem.
— Co ty zamierzasz…?
— Zajmę się nim.
— Nie!
Ale Nana już podjęła decyzję. Odwraca się i rusza na spotkanie ze śmiercią.
Wilk dostrzega ją niemal natychmiast i z diabelskim uśmiechem unosi pistolet.
— Tym razem to twój koniec — mówi powoli, celując. — Nikt cię nie uratuje.
Nana zamyka oczy.
— Boże, chroń Yusufa.
Pada strzał.
A sekundę później na ziemię upada… Wilk.
Z tyłu, zza drzew, wynurza się Poyraz. Jego ręka wciąż jest wyciągnięta, a palec tkwi na spuście broni.
Nana otwiera oczy i patrzy na niego szeroko. Jej oddech jest urywany, a serce wali jak szalone.
— Trucizna? — pyta cicho.
Poyraz opuszcza broń.
— To koniec. Jest w naszych rękach. Yusuf także jest bezpieczny.
Na twarzy Nany powoli pojawia się uśmiech. Chce rzucić się Poyrazowi w ramiona, chce poczuć, że to wszystko naprawdę już się skończyło, ale w ostatniej chwili się powstrzymuje.
— Dziękuję ci. Bardzo ci dziękuję.
Nazli wychodzi z ukrycia i z płaczem rzuca się bratu w objęcia. Potem zwraca się do Nany, ujmuje jej ręce i ściska je mocno.
— Dzięki tobie zostałam uratowana. To ty mnie uratowałaś.
***
Nana wraca do magazynu. Na miejscu trwają już policyjne działania.
Policjanci zakuwają Truciznę w kajdanki i podnoszą go z ziemi. Kiedy jego wzrok pada na Nanę, jego twarz wykrzywia zdziwienie.
— Nie umarłaś… — wykrztusza, mrużąc oczy.
Nana robi krok w jego stronę.
— Nie umrę, dopóki nie zapłacisz za to, co zrobiłeś! — mówi twardo. — Zgnijesz w więzieniu! A my… — Pochyla się nieco i wbija w niego spojrzenie pełne triumfu. — Będziemy nadal żyć.
Trucizna nagle wybucha śmiechem.
— Lubisz mówić wielkie słowa, ale zapomniałaś o jednym. — Uśmiecha się złowieszczo. — Nie mogę zostać pokonany. Ja nigdy nie przegrywam!
Policjanci szarpią go, prowadząc do radiowozu.
Nana patrzy na niego przez chwilę, a potem w myślach wyszeptuje:
— Spoczywaj w pokoju, Yamanie. Ten łajdak, który nam cię odebrał, zostanie ukarany.
Na jej twarzy maluje się determinacja. Dziś sprawiedliwości stało się zadość.
***
Leyla Kazanci oddala się od domu Ayse, wciąż trzymając telefon w dłoni. Na ekranie widnieje zdjęcie, które przed chwilą zrobiła – Ferit obejmujący Ayse w czułym geście. Przygląda mu się z dziwnym, niemal hipnotycznym zafascynowaniem.
— Więc to ty jesteś tym słynnym komisarzem Feritem… — mruczy pod nosem.
Jej telefon nagle zaczyna dzwonić. Na ekranie wyświetla się nazwa kontaktu: „Opiekunka”.
Leyla, a raczej kobieta, która wygląda identycznie jak ona, odbiera połączenie.
— Co jest?
— Nie ma cię od kilku godzin — mówi kobieta po drugiej stronie zaniepokojonym głosem. — Wpakujesz mnie w kłopoty. Nie każ mi żałować, że wyświadczyłam ci przysługę.
Leyla – albo jej sobowtór – uśmiecha się kpiąco.
— Nie wyświadczasz mi żadnej przysługi. Dostałaś za to mnóstwo pieniędzy.
— Jeśli nie wrócisz za godzinę, powiem lekarzom, że uciekłaś.
— Uspokój się — rzuca beztrosko. — Za godzinę będę w szpitalu.
Rozłącza się i ponownie spogląda na zdjęcie Ferita.
— Jesteś przystojniejszy, niż myślałam — szepcze z rozbawieniem. — Leyla mówiła, że się rozwiedliście, ale skoro mieszkasz z tą kobietą, oznacza to, że znowu jesteście razem.
Jej uśmiech staje się jeszcze szerszy.
Retrospekcja
Derya, siostra bliźniaczka prokurator Leyli Kazanci, siedzi samotnie w stołówce szpitala psychiatrycznego. Blady blask jarzeniówek nadaje jej twarzy niemal upiorny wygląd. Drżącymi palcami wybiera numer siostry.
— Leyla… błagam, zabierz mnie stąd. — Jej głos jest złamany, pełen desperacji. — Nie mogę tu dłużej wytrzymać. Nie zostawiaj mnie tutaj, proszę…
Po drugiej stronie słyszy spokojny, ale chłodny ton.
— Derya, nie zachowuj się tak. Musisz tam zostać, żeby wyzdrowieć.
— Nie chcę być tutaj! Opowiedz mi coś… cokolwiek. Kiedy mówisz mi o swoim życiu, czuję, jakbym była tam z tobą. Na przykład o sprawie, którą prowadzisz. O tym komisarzu, który porwał swoją córkę.
Leyla waha się przez moment, po czym cicho wzdycha.
— Tak było. Przyszedł do mojego biura, a właściwie wtargnął. Od samego początku ryknął na mnie jak rozwścieczony lew. To bardzo nerwowy facet.
— I co? Zrobiło to na tobie wrażenie?
Leyla przewraca oczami.
— Derya, nie bądź śmieszna. Po prostu… słuchając go, przyznałam mu w pewnym stopniu rację.
— Wstawiłaś się za mężczyzną, który porwał dziecko?
— Ty też byś to zrobiła, gdybyś znała całą historię. Przez lata nie wiedział, że ma córkę. Kiedy się dowiedział, ukrył ją, bo bał się, że mu ją odbiorą. W rzeczywistości jest… bardzo wrażliwym człowiekiem.
Derya milknie na chwilę. A potem, niespodziewanie, chichocze.
— Leyla, proszę cię… ten facet ci się podoba!
— Nie mów bzdur.
— Ależ oczywiście, że tak! Jesteś dokładnie taka sama jak kiedyś. Udajesz chłodną, opanowaną i profesjonalną, ale w głębi serca jesteś… tchórzem. Boisz się uczuć.
Leyla nie odpowiada.
— Nie pozwalasz sobie na nic z komisarzem, prawda? Bo nie pasuje to do twojego idealnego wizerunku? — dodaje Derya z triumfem w głosie.
Leyla milknie.
Teraźniejszość
Derya, stojąc na drodze, nadal przygląda się zdjęciu Ferita. Jej palce zaciskają się na telefonie.
— Głupia Leyla — szepcze z pogardą. — Z pewnością jest pod wrażeniem Ferita.
Jej usta wyginają się w drapieżnym uśmiechu.
— Powinnam być na jej miejscu.
Unosi wzrok, patrząc w stronę domu Ayse.
— Ona żyje życiem, na które ja zasługuję.
Powyższy tekst stanowi autorskie streszczenie i interpretację wydarzeń z serialu Emanet. Inspiracją do jego stworzenia był film Emanet 643. Bölüm dostępny na oficjalnym kanale serialu w serwisie YouTube. W artykule zamieszczono również zrzuty ekranu pochodzące z tego odcinka, które zostały użyte wyłącznie w celach informacyjnych i ilustracyjnych. Wszystkie prawa do postaci, fabuły i materiału źródłowego należą do ich prawowitych właścicieli.
















