„Miłość i nadzieja” – odcinek 372 – szczegółowe streszczenie
Zeynep zasypia niemal natychmiast po wypiciu soku pomarańczowego. Jej oddech staje się ciężki, niespokojny. Wpada w ten sam koszmar, który ściga ją od dwóch dni – widzi Egego, jak unosi broń i strzela do Sedy. Krzyk rozerwałby powietrze, gdyby tylko zdołała go wydobyć.
Budzi się z szarpnięciem, cała spocona. Serce wali jej jak oszalałe.
– Cihan? – woła drżącym głosem.
Ale odpowiada jej tylko cisza. W domu nie ma nikogo.
Strach ściska ją jak lodowata ręka.
Czuje wyraźnie: dziś wydarzy się coś bardzo, bardzo złego.
***
Ege od chwili, gdy dowiedział się, kim naprawdę jest zabójczyni Melodi, żyje jak człowiek, któremu wyrwano duszę. Nie śpi. Nie je. Chodzi po domu jak zamknięty w klatce wilk. Myśli krążą mu po głowie jak czarne ptaki – natrętne, nieustępliwe.
Gniew tłumi mu oddech, wykręca żołądek, pali w środku.
Gdyby dorwał Sedę…
Nie oddałby jej policji.
Wymierzyłby sprawiedliwość sam.
Nie zawahałby się nawet przez ułamek sekundy.
Belkis, choć sama rozbita jak szkło, patrzy na syna z rosnącym strachem. Wie, że gniew może pchnąć go na drogę, z której nie ma odwrotu.
– Synu… musisz się uspokoić – mówi przez łzy, chwytając go za rękę. – Nie rujnuj swojej przyszłości. Nie rób nic, czego będziesz żałować. Błagam cię.
– Wszyscy każą mi się uspokoić, a ja jeszcze nic nie zrobiłem – odpowiada lodowato, bez cienia emocji.
– I nie rób! – głos Belkis załamuje się. – Straciłam już jedno dziecko. Nie mogę pochować kolejnego. Nie chcę, żebyś trafił do więzienia. Ege… obiecaj mi.
Ege odwraca wzrok.
– Dobrze, mamo. Nie mówmy o tym.
W tym momencie do salonu wchodzi Bulent. Jego twarz jest poważna, stanowcza.
– Musimy porozmawiać – mówi bez wstępów. – Ege, Belkis, posłuchajcie mnie.
Robi krok w stronę nich obojga.
– Chciałem od razu zadzwonić na policję. Ale tego nie zrobiłem. Chciałem, żebyście najpierw… przeżyli ten szok razem. Żebyście się skonfrontowali.
Ege podnosi wzrok. W jego oczach błyszczy ogień.
– A ty co byś zrobił, wujku, gdybyś był na naszym miejscu? – pyta. – Czy potrafiłbyś się opanować?
Bulent zawiesza na nim spojrzenie.
– Nie byłoby to łatwe – przyznaje. – Ale musiałbym to zrobić. Dla swoich córek, dla syna, dla żony. Nadepnąłbym na swoje serce. I starałbym się powstrzymać. – Podkreśla każde słowo. – Wiem, że to trudne, ale musicie zachować spokój.
Belkis ociera łzy.
– Uspokoiłam się, Bulencie – mówi, choć głos jej drży. – Kiedy o tym myślę… masz rację.
– Cieszę się, Belkis. – Bulent kładzie jej rękę na ramieniu. – Pamiętaj: sprawiedliwość dopadnie winnego.
Belkis opuszcza wzrok. Wspomnienie dnia, kiedy lekarz przekazał, że Melodi odeszła, spada na nią jak ciężar. Ege od razu ją obejmuje.
– Przepraszam, mamo… – szepcze.
Belkis unosi głowę, w zaskoczeniu i bólu.
– Za co, synu? Dlaczego mnie przepraszasz?
Ege zamyka oczy, jakby nie chciał patrzeć jej w oczy.
– Bo widziałaś śmierć swojego dziecka. – mówi z trudem. – Przepraszam, że nie udało mi się temu zapobiec.
Belkis obejmuje jego twarz dłońmi.
– Jaka w tym twoja wina? – pyta łagodnie. – Nie przepraszaj za coś, na co nie miałeś wpływu.
Ege wtula głowę w jej ramię, ale jego oczy mrużą się w skupieniu.
A w jego sercu pulsuje myśl, której nie odważyłby się wypowiedzieć na głos:
Przepraszam, mamo… za to, co wkrótce się wydarzy.
Przepraszam…
***
Seda wraca do domu niczego nieświadoma – spokojnym krokiem, jakby ten dzień niczym nie różnił się od innych. Melis, stojąca przy ogrodzeniu, dostrzega ją jako pierwsza. Serce dziewczyny zamiera, a potem zaczyna tłuc o żebra jak szalone.
– Seda! – chce krzyknąć. – Uciekaj!
Ale słowa nie wychodzą z jej ust. Jest za późno.
Z podwórka wypada Ege, trzymający w rękach pistolet. Twarz ma śmiertelnie poważną, a kroki szybkie, jakby gnała go siła większa niż on sam.
Melis zaczyna wrzeszczeć na całe gardło, przeraźliwie, rozpaczliwie:
– Taaatooo! Tatooo!
Belkis i Bulent wybiegają z domu, jeszcze nie wiedząc, co się dzieje – dopiero dźwięk strzału zamraża ich w pół kroku.
Ege strzela w powietrze. Huk odbija się echem po okolicznych domach. Seda, która szła dalej, zatrzymuje się jak wryta i zastyga w miejscu.
Belkis staje tuż obok syna i łapie go za ramię.
– Synu… błagam. Nie rób nic głupiego.
Ege nie reaguje. Patrzy tylko na Sedę – na tę jedną osobę, która w jego oczach odebrała mu wszystko. W jego spojrzeniu błyszczą łzy, ale są zimne jak stal.
– Zabrałaś mi siostrę – wypowiada wolno, jakby każde słowo ważyło tonę. – Ty ją zabiłaś.
Seda cofa się o krok, cała się trzęsąc. Głos łamie jej się już przy pierwszym słowie.
– To był wypadek… przysięgam… nie chciałam… – szepcze, unosząc ręce w obronnym geście. – Każdego dnia żałowałam… nienawidziłam siebie…
Ale Ege nie słucha. Jego twarz kamienieje coraz bardziej.
Bulent podchodzi ostrożnie, czując, że sytuacja wymyka się spod kontroli.
– Ege, proszę cię… odłóż broń – mówi stanowczo, ale spokojnie. – Niech policja się tym zajmie.
– Synu, błagam! – powtarza Belkis, pociągając go za rękaw. – Nie rób tego!
Seda płacze już otwarcie. Po jej twarzy spływają strumienie łez.
– Proszę… nie zabijaj mnie…
Ege zdaje się nie słyszeć nikogo. Nic do niego nie dociera – ani błagania matki, ani głos rozsądku Bulenta, ani łzy przerażonej Sedy.
Widzi tylko swoją siostrę. Melodi. Jej uśmiech. Jej marzenia, które już nigdy się nie spełnią.
– Moja siostra miała całe życie przed sobą – mówi przez zaciśnięte zęby. – Nie zdążyła nawet się zakochać. Była dobra. Nikomu nic nie zrobiła.
Ruszając powoli do przodu, celuje coraz pewniej.
– A ty ją zabiłaś. I uciekłaś. Nawet się nie obejrzałaś. Jesteś morderczynią. I teraz… zapłacisz za to!
Ege mocniej dociska palec do spustu.
Jeszcze milimetr.
Jeszcze sekunda.
Tyle dzieli tę chwilę od tragedii.
***
Kuzey prowadzi Feraye do małego pomieszczenia gospodarczego przy garażu. Wnętrze jest chłodne, zawilgocone, zagracone – plastikowe kanistry, pudełka po detergentach i skrzynki stoją ciasno na półkach. W kącie leży porzucony wąż ogrodowy, a na środku, pod żółtym światłem jednej słabej żarówki, stoi stary, chwiejący się stołek.
Feraye przysiada na nim, jakby nogi odmówiły jej posłuszeństwa. Od razu pochyla głowę, a ramiona zaczynają jej drżeć.
Rozpłakała się na dobre.
Kuzey staje naprzeciwko niej, bezradny wobec jej rozpaczy.
– Ciociu, proszę… nie płacz – jego głos jest łagodny, niemal błagalny.
Feraye unosi głowę tylko na moment. W jej oczach odbija się strach.
– Kuzeyu… uciekajmy stąd – mówi drżącym, rwącym się głosem. – Ktoś nas usłyszy, ktoś nas zobaczy… Porozmawiajmy gdzie indziej, błagam.
– Ciociu, uspokój się. – Kuzey przykuca przed nią i ujmuje jej ramiona. Są lodowate. – Nikt nas tu nie usłyszy. Jesteśmy sami. Słucham cię. Powiedz mi wszystko.
Feraye potrząsa głową, jak dziecko, które boi się wyznać największy sekret.
– Nie mogę… Kuzeyu, nie mogę ci powiedzieć.
– Dlaczego?! – w jego głosie pojawia się niepokój. – Dlaczego ukrywasz to przede mną? Nie ufasz mi? Spędziłem z tobą lata w Stambule. Ty i wujek byliście moją rodziną, opiekowaliście się mną. Mówiłaś, że jestem jak twój najstarszy syn. To teraz pozwól mi być nim naprawdę. Pozwól mi ci pomóc.
Feraye zaciska powieki. Wypuszcza powietrze drżącymi ustami.
– Moja córka…
– Melis? – dopytuje od razu.
Feraye gwałtownie kręci głową.
– Nie. Nie chodzi o Melis. Ja… miałam córkę, zanim poznałam Bulenta.
Słowa wylatują z niej jak od lat tłumiony krzyk. Feraye chowa twarz w dłoniach i wybucha spazmatycznym płaczem. Jej ramiona trzęsą się jak liście na wietrze.
Kuzey milknie. Jest wstrząśnięty, choć nie daje tego po sobie poznać.
Feraye w końcu zbiera siły, jakby musiała wydobyć z wnętrza najcięższy kamień.
– Byłam młoda, głupia, naiwna… – zaczyna. – Dorastaliśmy razem. On był jedynym, kogo miałam. Miał na imię Kadir… Jego ojciec pracował dla mojego ojca. Mój tata był surowy, nie pozwalał mi nigdzie wychodzić. Ochroniarz jeździł za mną nawet do szkoły. Czułam się jak więzień. Kadir był… wszystkim. Miałam do niego zaufanie. Kochałam go. A może tylko chciałam uciec od ojca… nie wiem.
W pomieszczeniu zapada pełna napięcia cisza. Jedynie cichy dźwięk kapania wody z rur w kącie przerywa jej słowa.
– Zaszłam w ciążę jeszcze w liceum. – Feraye mówi coraz szybciej, jakby bała się, że cofnie się w ostatniej chwili. – Miesiącami nie wiedziałam, co się ze mną dzieje. Zemdlałam. Obudziłam się w szpitalu. Powiedzieli mi, że jestem w ciąży.
Oczy Kuzeya rozszerzają się nieznacznie. Feraye to zauważa.
– Tak, Kuzeyu. Wiem, że jesteś zaskoczony. Ja sama byłam przerażona.
Feraye wstaje ze stołka i zaczyna chodzić po pomieszczeniu – nerwowo, chaotycznie. Jej buty odbijają się od betonowej posadzki tępym echem.
– Ojciec już nigdy na mnie nie spojrzał. Zamknął mnie w domku letniskowym. Pilnowano mnie dzień i noc. Kadir… zniknął. Słuch po nim zaginął. Zostałam zupełnie sama.
– Boże, ciociu… – Kuzey spuszcza wzrok, nie wiedząc, co zrobić z dłoniami, jak stanąć, jak oddychać.
Feraye znów siada. Tym razem jej głos staje się cichy, głęboki, bolesny.
– Ale urodziłam ją. Była taka piękna, pachniała jak mleko… Przywiązałam się do niej od pierwszego oddechu. Patrzyłam, jak śpi, z zamkniętymi oczkami, z malutką rączką przy twarzy…
Głos jej pęka.
– Nie mogłam jej oddać. Powiedziałam tacie, że nie oddam. Że nie przeżyję bez niej.
– I wtedy ci ją zabrali… prawda? – pyta cicho Kuzey.
Feraye kiwa głową.
– Położna powiedziała, że jest chora. Że muszą ją natychmiast zabrać na leczenie. Uwierz mi, Kuzeyu, ja wierzyłam we wszystko. Byłam dzieckiem z dzieckiem. Zamknęli mnie. Kazali milczeć. Nie pozwolili mi jej zobaczyć. A potem wrócili i…
Opuszcza spojrzenie. Jej dłonie szukają oparcia na udach.
– Powiedzieli, że zmarła.
Zapada cisza. Ciężka jak beton i zimna jak ściany pomieszczenia.
Kuzey po chwili przyklęka obok niej.
– Ciociu… twoje dziecko żyje. To wiesz na pewno.
– Tak. – Feraye kiwnięciem głowy ociera łzy. – Moja córka żyje.
– Tylko jakim cudem Cavidan to wie?
Feraye sięga do swojej torebki. Dłonie jej drżą. Wyciąga małą strunową torebkę z kosmykiem włosów oraz wydruk wyniku DNA.
– Spójrz. To włosy mojej córki. I wynik testu DNA. To… to jest moje dziecko.
Kuzey bierze dokumenty, ale jego twarz twardnieje.
– Skąd mamy wiedzieć, że Cavidan nie manipuluje tobą? Mogła wziąć włosy Melis. Mogła zapłacić lekarzowi za fałszywy raport.
– Nie, Kuzeyu. To prawda. Moja córka żyje. Ale tylko Cavidan wie, gdzie teraz jest.
– Czego od ciebie chce?
Feraye odrywa wzrok od podłogi.
– Nagrania. I… dwudziestu milionów.
Kuzey zaciska szczękę. Zaczyna chodzić tam i z powrotem, tak jak wcześniej Feraye.
– Więc to dlatego Bahar nagle się opanowała. Dlatego zrezygnowała z rozwodu. Chciały dostać nagranie. Chciały kupić sobie wolność.
Zatrzymuje się przed Feraye.
– Nie pozwolę im na to.
– Nie mamy wyboru. – Feraye unosi głowę, a w jej oczach błyszczy rozpacz. – Jeśli nie dam im pieniędzy, nigdy jej nie znajdę. Kuzeyu, nie rozumiesz… to moje dziecko. Nie wiem, gdzie jest. Czy żyje dobrze. Czy cierpiała. Nie wiem nic!
Opada na kolana i zakrywa twarz dłoniami.
– Oddam im wszystko! Wszystko! – krzyczy przez łzy. – Chcę ją tylko odnaleźć.
Kuzey natychmiast pochyla się i obejmuje ją mocno – tak, jakby chciał ją ochronić przed całym światem. Feraye wtula się w niego, dławiąc się szlochem.
– Ciociu… nie oddasz im tych pieniędzy – mówi stanowczo, choć głos mu drży. – Przysięgam ci. Znajdę twoją córkę. Nawet gdybym miał przeszukać cały kraj. Znajdę ją. Przysięgam.
Kobieta opiera czoło na jego ramieniu, trzęsąc się jak liść.
– Jak ją znajdziemy, Kuzeyu? Jak… skoro widziałam ją tylko dwa dni? Pamiętam jej zapach… i znamię na lewym ramieniu, w kształcie serduszka… To wszystko, co mam. Nic więcej. Nic…
Kuzey zamyka oczy, odczuwając jej ból jak własny.
– Znajdziemy ją – powtarza szeptem.
W pomieszczeniu gospodarczym unosi się zapach detergentów i zimnej wilgoci. Po półkach, po kablach, po szafkach przesuwa się żółte światło żarówki.
Oni dwoje siedzą na betonowej podłodze, obejmując się, pogrążeni w tragedii sprzed lat.
Nie wiedzą jeszcze, że poszukiwana córka Feraye jest bliżej, niż którekolwiek z nich śmiałoby przypuszczać.
Tak blisko, że wystarczyłoby otworzyć drzwi.
I spojrzeć.
Powyższy tekst stanowi autorskie streszczenie i interpretację wydarzeń z serialu Aşk ve Umut. Inspiracją do jego stworzenia był film Aşk ve Umut 282. Bölüm dostępny na oficjalnym kanale serialu w serwisie YouTube. W artykule zamieszczono również zrzuty ekranu pochodzące z tego odcinka, które zostały użyte wyłącznie w celach informacyjnych i ilustracyjnych. Wszystkie prawa do postaci, fabuły i materiału źródłowego należą do ich prawowitych właścicieli.















