Miłość i nadzieja odc. 375: Feraye dowiaduje się, że Sila jest jej córką!

Feraye jest wstrząśnięta, gdy patrzy na kartkę z wynikiem badania DNA.

„Miłość i nadzieja” – odcinek 375 – szczegółowe streszczenie

Po dłuższej rozmowie w gabinecie Melis odprowadza Fatmę do drzwi. Obie wychodzą na korytarz, ale w tym momencie telefon Melis zaczyna nagle dzwonić. Dziewczyna zatrzymuje się, zerka na ekran i robi krok w tył.

– Muszę to odebrać – mówi szybko. – Wyjście jest tam, prosto. Idź śmiało.

Wskazuje ręką kierunek i bez słowa wraca do gabinetu, zamykając za sobą drzwi.

Fatma rusza powoli w stronę wyjścia, ostrożnie stawiając kroki i trzymając się za brzuch. Nie zdąża jednak dotrzeć do klamki, bo drogę zastępuje jej Zeynep, która nagle pojawia się w przedpokoju.

– Już wychodzisz? – pyta, uśmiechając się uprzejmie, choć jej oczy uważnie śledzą każdy ruch nieznajomej kobiety. – Chciałam cię poczęstować ciastem.

– Dziękuję, ale… dzisiaj zjadłam dużo – odpowiada Fatma, głaszcząc się po brzuchu. – Jestem pełna po brzegi.

Zeynep przysuwa się nieco bliżej.

– Jestem starszą siostrą Melis.

– Naprawdę? – Fatma mruży oczy, jakby nagle wszystko ułożyło się jej w całość. – Więc… ty też wiesz? O wszystkim?

– Oczywiście – blefuje Zeynep bez mrugnięcia, sprawdzając reakcję kobiety.

– To dobrze. W takim razie zapytam wprost… Czy ty też potrzebujesz dziecka? W naszej wiosce jest jeszcze jedna dziewczyna w ciąży. Nie da rady wychować kolejnego. Chciałaby oddać dziecko odpowiedniej rodzinie. Tak jak ja oddam moje pani Melis.

Zeynep zastyga. Jej oczy rozszerzają się z szoku, ale szybko wraca do roli.

– Aha… no tak… Nie, nie potrzebuję żadnego dziecka. Dziękuję.

– W takim razie do zobaczenia – mówi Fatma i wychodzi, nieświadoma burzy, jaką właśnie wywołała.

Zeynep stoi w miejscu, wciąż oszołomiona. Chwilę później Melis wychodzi z gabinetu. Jej siostra od razu staje przed nią, blokując przejście.

– Jak możesz brać udział w czymś takim?! – pyta twardo, patrząc jej prosto w oczy.

– W czym niby? – Melis próbuje zachować spokój, ale głos jej lekko drży.

– W kupnie dziecka Fatmy!

– Co ty opowiadasz, Zeynep?! – Melis gwałtownie zaprzecza. – Chyba ci odbiło! Jaka sprzedaż dziecka?!

– Nie kłam! – Zeynep robi krok bliżej. – Fatma spytała mnie wprost, czy też nie potrzebuję dziecka! Słyszałam też waszą rozmowę!

Melis przewraca oczami i splata ręce na piersiach.

– Boże! To prosta, niewykształcona kobieta. Pewnie uznała, że jesteś bogata i chciała wcisnąć ci jakąś głupotę. Daj spokój, Zeynep. Jestem w ciąży, muszę odpocząć.

– Naprawdę? – Zeynep mruży oczy. – Od kiedy troszczysz się o cudze dzieci?

– Owszem, troszczę się! – wyrzuca Melis, unosząc głos. – Dzięki temu, że jestem w ciąży, stałam się bardziej empatyczna! Nie masz pojęcia, jak to jest!

Zeynep przechyla głowę, obserwując ją uważnie. Coś jej nie pasuje. Coś… nie zgadza się w sposobie, w jaki Melis trzyma ręce, jak ustawia ciało. Jej brzuch wygląda… dziwnie.

Szybkim ruchem Zeynep podnosi bluzkę Melis. I wtedy wszystko staje się jasne.

Spod ubrania wysuwa się silikonowa, elastyczna proteza brzucha ciążowego.

– Melis… – Zeynep wstrzymuje oddech. – Ty… nie jesteś w ciąży?!

Melis blednie. Jej oczy szkliwią się w sekundę, a usta drżą jak u małego dziecka, które pierwszy raz zostało przyłapane na kłamstwie. Przez chwilę wygląda, jakby miała zemdleć.

Nie ma już wymówek.

Nie ma ucieczki.

Nie ma kłamstwa, które mogłoby ją uratować.

***

– Co to jest, Melis?! – krzyczy Zeynep, potrząsając w powietrzu silikonowym brzuchem. – Proteza? Tyle razy byłaś u lekarzy! Niezliczoną ilość razy trafiałaś do szpitala z różnymi „bólami”! Podczas USG ty i Ege słyszeliście bicie serca! Ty… – głos jej drży z obrzydzenia – przekupiłaś lekarzy? Jak mogłaś posunąć się do czegoś takiego?!

– Zeynep, ja… – Melis otwiera usta, ale słowa więzną jej w gardle, jakby bała się własnego głosu.

– Rano Ege błagał, żebyś poszła do lekarza, a ty twierdziłaś, że wystarczy odpoczynek! Że nic ci nie jest! – Zeynep nie potrafi się opanować, w jej oczach błyszczą łzy gniewu. – Wszystko po to, żeby twoje kłamstwo nie wyszło na jaw! Oszukałaś nas wszystkich! Egego! Ciocię Belkis! Wujka Bulenta! Ciocię Feraye!

– Nie! – Melis krzyczy, jakby to jedno słowo miało ją uratować.

– Nie?! – Zeynep robi krok w jej stronę. – Chciałaś doprowadzić to kłamstwo do samego końca! Spotkałaś się z Fatmą, żeby kupić jej dziecko i wmówić wszystkim, że urodziłaś je sama! Jakim trzeba być człowiekiem, żeby… żeby traktować cudze dziecko jak towar?!

– Musiałam! – wybucha Melis, a jej głos łamie się dramatycznie.

– Dlaczego?! – Zeynep krzyczy z niedowierzaniem. – Jaki był powód, który daje ci prawo robić takie rzeczy?!

Melis otwiera usta, po czym opada na sofę jak ścięta. Z jej oczu wypływają łzy – ciężkie, bezradne, zbyt długo tłumione.

– Ja… kilka dni temu straciłam dziecko – mówi w końcu, głosem cienkim jak papier. – Byłam sama, Zeynep. Nikogo przy mnie nie było. Nikt o tym nie wiedział. Nikogo nie obchodziło, co czuję…

Zeynep robi wielkie oczy.

– Straciłaś… dziecko? Więc… naprawdę byłaś w ciąży?

Melis kiwnięciem głowy potwierdza, a jej twarz wykrzywia ból, który próbowała ukrywać przed całym światem.

– Tak… byłam w ciąży. Ale potem… wszystko się rozpadło. Straciłam moją córkę. – Zakrywa twarz dłońmi i zapada się w szloch, tak głęboki i bolesny, że nawet Zeynep na moment traci oddech.

Melis drży cała, jakby wreszcie wyrzuciła z siebie tajemnicę, która od tygodnia dusiła ją jak pętla.

***

Ege dowiaduje się, że Cihan pojechał odwiedzić Sedę w więzieniu. Wściekłość i podejrzenia mieszają mu się w głowie. Bez wahania włamuje się do domu Gonul. Drzwi ustępują, a on rusza prosto do pokoju rywala.

Pod materacem znajduje pistolet. Podnosi go ostrożnie i przykłada do nosa. Zapach spalonego prochu jest świeży, ostry, nie do pomylenia. Oznacza to, że ktoś niedawno strzelał z tej broni.

Przeszukuje dalej. Jego wzrok pada na szufladę zamkniętą na kłódkę. Bez wahania wyrywa ją brutalnie i wysuwa. W środku — zdjęcie Sedy i Cihana, stojących obok siebie i uśmiechniętych, jak dwoje dobrych znajomych.

Ege ledwie zdąża wciągnąć powietrze, gdy ktoś uderza go w potylicę z brutalną siłą. Upada na łóżko jak kłoda, tracąc przytomność.

***

Kwadrans później.

Ege otwiera oczy z bolesnym jękiem. Świat kołysze mu się przed oczami. Sięga do tyłu głowy — ból pulsuje jak młot pneumatyczny.

Obok, na krześle, siedzi Cihan. Ze stoickim spokojem pałaszuje smażone kiełbaski, jakby nic szczególnego się nie stało.

– Wiesz, że włamanie do cudzego domu jest przestępstwem, panie prawniku? – mówi, nie przerywając żucia.

Ege siada z trudem, zaciskając zęby.

– Nie wstawaj tak gwałtownie. – Cihan spogląda na niego z udawaną troską. – Kiedy zobaczyłem, że ktoś grzebie w szufladach, wziąłem cię za złodzieja. Dlatego cię uderzyłem. To nic osobistego.

Ege zrywa się i chwyta go za kołnierz.

– Ty jesteś prawdziwym przestępcą! – krzyczy mu prosto w twarz. – Kłamcą i manipulatorem!

Cihan spokojnie zdejmuje jego ręce ze swojej koszuli.

– Chodź. – Wstaje i wskazuje na drzwi. – Porozmawiamy w salonie.

Wychodzi bez pośpiechu.

Ege unosi z podłogi zdjęcie Sedy i Cihana. Patrzy na nie chwilę — w jego spojrzeniu miesza się gniew, niedowierzanie i coś jeszcze… strach.

Po czym rusza za Cihanem.

***

Kuzey wpada między drzewa niczym huragan. Dostrzega, jak Feraye drżącymi dłońmi wysuwa w stronę Cavidan torbę z pieniędzmi i pendrive. W jego oczach pojawia się gniew, który mógłby spalić cały las.

– Ty i Bahar zgnijecie w więzieniu! – krzyczy, wskazując teściową oskarżycielskim palcem. – Zapłacicie za wszystko! Rozliczę was do ostatniego grzechu!

Cavidan blednie, przez sekundę stoi jak sparaliżowana… po czym zrywa się do ucieczki. Zakrywając twarz szalem, błądzi między drzewami jak szczur szukający nowej nory.

Feraye stoi jak wmurowana, jej ciało się trzęsie. Kuzey natychmiast ją obejmuje.

– Kuzeyu… – głos jej pęka. – Moja córka… to Bahar…

– Ciociu – mówi łagodnie, ale stanowczo – Bahar nie jest twoją córką. – Wyciąga z kieszeni wydruk z laboratorium. – Znalazłem ją. Twoją prawdziwą córkę. To Sila. Spójrz.

Feraye bierze kartkę jak coś świętego. W jej oczach miesza się oszołomienie, ulga i ogromne, niewyrażalne szczęście. Nogi się pod nią uginają.

W tej samej chwili dopada do nich Bulent, cały zdyszany i przerażony.

– Co tu się dzieje?! – pyta, rozglądając się między żoną, siostrzeńcem a torbą leżącą na ziemi.

Feraye opada na kolana i szlocha tak, jakby ktoś otworzył w niej dawno zatamowaną ranę.

– Wujku… – Kuzey próbuje przejąć kontrolę. – Chodźmy do domu. Tam spokojnie porozmawiamy.

– Nie! – grzmi Bulent. – Nigdzie nie idziemy! To ma zostać wyjaśnione teraz. – Chwyta Feraye za ramiona i podnosi ją. – Feraye, powiedz mi, co to wszystko znaczy? Co to znaczy, że Sila jest twoją córką? CO?!

Feraye łapie oddech, choć każdy jej wdech drży.

– Byłam w liceum… – zaczyna drżącym głosem. – Kadir… był synem jednego z pracowników mojego ojca. Dorastałam samotnie, bez miłości, w złotej klatce. Kiedy okazał mi trochę uwagi, myślałam, że… że to miłość. Potem… dowiedziałam się, że jestem w ciąży. Nie zdążyłam nikomu nic powiedzieć. Ojciec zamknął mnie w domku letniskowym. I zanim zrozumiałam, co się dzieje… mojego dziecka już nie było.

Bulent cofa się o krok, jakby dostał w twarz.

– Tracę rozum! – krzyczy. – Powiedziałaś, że w twoim życiu nie było nikogo przede mną! Powiedziałaś, że byłem twoją pierwszą miłością!

– Bo nią jesteś, Bulencie! – Feraye łapie go za rękę, jakby błagała go, by jej nie odtrącał. – Byłam dzieckiem! Naiwnym, zagubionym! Myślałam, że Kadir mnie kocha, ale to była iluzja. Ty jesteś moją pierwszą prawdziwą miłością. Moim życiem.

– Wujku… – wtrąca Kuzey. – To nie jest moment na oskarżenia. Ciocia całe życie żyła z myślą, że jej dziecko nie żyje. Teraz wie, że ono żyje. Bądź dla niej łagodny.

Bulent patrzy na niego z bólem i wściekłością.

– A czy ona była łagodna dla mnie, kiedy przyprowadziłem Zeynep? – pyta z goryczą. – Czy wtedy mnie zrozumiała?

– Bo skłamałeś! – odpowiada Feraye przez łzy. – Sprowadziłeś Zeynep do naszego domu i ukrywałeś ją przede mną!

– A ty powiedziałabyś mi, że Sila jest twoją córką?! – Bulent wskazuje na nią drżącą dłonią. – Gdybym cię nie śledził… nigdy bym się nie dowiedział!

Kuzey wchodzi między nich, zdecydowany, spokojny.

– Wujku… ciocia ma córkę, której nie widziała przez całe swoje życie. A Sila ma matkę, o której marzyła od dziecka. Nie odbieraj im tego. Ciociu, Sila czekała na ciebie całe życie.

Kuzey delikatnie kładzie rękę na jej plecach.

– Jedźmy do niej. Ona musi cię zobaczyć. I ty musisz zobaczyć ją.

Feraye zakrywa usta drżącą dłonią. Łzy spływają po jej policzkach w niekontrolowanym, rwącym potoku, jakby po latach pękła tama bólu. Kuzey podchodzi do niej powoli, spokojnie, wyciągając ku niej rękę.

– Chodźmy, ciociu – mówi cicho, lecz stanowczo. – Twoja córka czeka na ciebie.

Feraye robi krok w jego stronę, ale nagle zatrzymuje ją głos Bulenta.

– Feraye…

Kobieta odwraca się ku mężowi. Bulent staje przed nią, ujmuje jej dłonie i patrzy prosto w oczy – nie z wyrzutem, lecz z czułością, która łamie ostatnie resztki jej oporu.

– Człowiek nie może zmienić swojej przeszłości – mówi spokojnie, z miękkim ciepłem w głosie – ale może zmienić przyszłość.

Feraye drży, jakby nie wierzyła, że naprawdę to słyszy.

– Razem z twoją córką stworzymy rodzinę. Jedną. Prawdziwą. I ja… – głos Bulenta łagodnieje jeszcze bardziej – ja nie zostawię ani ciebie, ani jej. Nigdy. Nie bój się. Chodź do mnie.

Feraye rzuca się w jego ramiona z taką siłą, jakby wracała do domu po latach tułaczki. Bulent przytula ją mocno, obejmuje całym sobą, a ona w końcu pozwala sobie płakać nie ze strachu – lecz z ulgi.

Kuzey patrzy na nich z cichym, wzruszonym uśmiechem. Po chwili podchodzi bliżej, a trójka stoi już razem – zjednoczona, wreszcie po tej samej stronie.

W oczach każdego z nich pojawia się iskra nadziei.

A potem, krok po kroku, ramię w ramię, ruszają w stronę samochodu. Do Sili. Do córki. Do nowego początku.

***

Sila nerwowo zakłada płaszcz. Jej dłonie drżą, a ruchy są chaotyczne, jakby każda sekunda miała zdecydować o jej dalszym życiu. W przedpokoju pojawia się Yildiz, zaskoczona widokiem roztrzęsionej dziewczyny.

– Sila? Dokąd tak pędzisz? – pyta z niepokojem.

– Do mojej mamy – odpowiada dziewczyna, łamiącym się głosem.

– Co? Dlaczego?

Sila zatrzymuje się, zaciska palce na kołnierzu płaszcza i w końcu wybucha:

– Zapytam ją, dlaczego nigdy mnie nie kochała. Dlaczego całe życie czułam się sierotą, mając matkę na wyciągnięcie ręki. Nigdy jej nie zawiodłam. Od dnia, w którym się urodziłam, nigdy nie zrobiłam nic złego. Zawsze służyłam mamie i Bahar. Zawsze. – Jej głos zaczyna drżeć. – Miałam siedem lat, kiedy zaczęłam opiekować się Bahar. Karmiłam ją, zmieniałam pieluszki, nosiłam ją na plecach do przychodni. Zmywałam, prałam, sprzątałam, gotowałam… robiłam wszystko, absolutnie wszystko. I po co?

Yildiz podchodzi i delikatnie kładzie dłoń na jej ramieniu.

– Żeby być kochaną – mówi cicho.

Sila odpowiada ze ściśniętym gardłem:

– Żeby mama… choć raz pogłaskała mnie po włosach. Żeby zobaczyła, że istnieję. – Zaciska powieki. – Nigdy jej nie zapytałam, dlaczego mnie nie kocha. Nigdy nie miałam odwagi. Ale teraz… teraz to zrobię. Wiesz dlaczego? Bo teraz mam Kuzeya. On mnie wspiera. Nie mówiłam nikomu o tym wszystkim… o bólu, o torturach… bo byłam sama. Ale teraz nie jestem. I pójdę do matki. I zapytam ją. I będzie musiała mi odpowiedzieć.

Wtedy, niespodziewanie, z korytarza wyłania się Naciye. Musiała słyszeć cały monolog.

– Skończ z tymi dramatami – mówi chłodnym, twardym głosem. – Nikt nie pokocha kogoś, kogo nie chciała nawet własna matka. – Mruży oczy. – Zrobisz tylko z mojego syna nieszczęśliwego człowieka przez swoje traumy.

Sila zamiera. Nie spuszcza głowy, ale też nie odpowiada. Jej twarz robi się blada, a w oczach pojawia się cicha determinacja.

Odwraca się do drzwi, ale Yildiz natychmiast ją zatrzymuje, łapiąc za rękę.

– Sila, proszę… – mówi błagalnie. – Znasz swoją mamę. Wiesz, jaka jest. I jest jeszcze Bahar. Nie znajdziesz tam odpowiedzi, których szukasz, tylko więcej ran. Proszę, nie idź tam.

Sila patrzy na nią, wstrzymując oddech, jakby walczyła sama ze sobą.

To chwila, w której wszystko może pęknąć.

***

Cavidan i Bahar zatrzymują się dopiero na skraju parku. Obie dyszą ciężko, jakby dopiero teraz dotarło do nich, jak blisko były katastrofy. Bahar ociera pot z czoła, a Cavidan trzyma się za bok, próbując uspokoić oddech.

– Bahar… – zaczyna w końcu Cavidan, wciąż walcząc o powietrze. – Nie udało mi się zabrać nagrania.

Bahar gwałtownie obraca się w jej stronę.

– A pieniądze? – pyta z desperacją.

Cavidan tylko kręci głową.

– Też nie… Nie zdążyłam.

– Dlaczego, mamo?! – głos Bahar nagle pęka. W jej oczach pojawia się prawdziwa panika.

– Spanikowałam, kiedy zobaczyłam Kuzeya – tłumaczy Cavidan drżącym głosem. – Bahar… on wie. Kuzey wie, że Sila jest córką Feraye.

– Niech to szlag! – Bahar łapie się za głowę, jakby świat nagle zaczął się kręcić szybciej. – Boże… nie odpuści mi teraz. On wie! On mnie dopa­dnie, mamo! Wykorzysta to nagranie i pośle mnie za kratki! Boże, muszę… ja muszę uciec!

– Dokąd uciekniesz, moja córko? – Cavidan spogląda na nią z trwogą.

– Nie wiem! – Bahar krzyczy, jednocześnie szlochając. – Byle daleko! Gdziekolwiek, byle nie tutaj! Nie mogę tu zostać ani sekundy dłużej!

– Ale nie mamy pieniędzy – przypomina delikatnie Cavidan. – Jak chcesz uciec bez pieniędzy?

Bahar w jednej chwili zmienia wyraz twarzy na pełen gniewu.

– Dałaś pieniądze Şükrü. Idź do niego natychmiast i odzyskaj je!

Cavidan spuszcza wzrok, jakby nagle bardzo ciężko było jej utrzymać głowę prosto.

– Te pieniądze… – zaczyna niepewnie.

– Co z tymi pieniędzmi, mamo? – Bahar nachyla się nad nią. Głos ma lodowaty, prawie histeryczny.

Cavidan zaciska powieki.

– Przepadły…

W słowie „przepadły” słychać wszystko: strach, bezsilność i świadomość, że wpadły w pułapkę, z której nie ma dobrego wyjścia.

A Bahar, słysząc to, wygląda tak, jakby rozpadł się jej cały świat.

***

Sila wchodzi głębiej w park, wypatrując znajomych sylwetek. Gdy dostrzega Cavidan i Bahar, jej serce zaczyna bić szybciej. Podchodzi powoli, z każdym krokiem czując narastający ciężar w piersi.

Staje naprzeciwko kobiety, którą przez całe życie nazywała „mamą”. Ostrożnie unosi dłonie, jakby chciała ją objąć — może po raz pierwszy w życiu.

Cavidan jednak cofa się gwałtownie, jakby dotyk Sili mógł ją poparzyć.

– Dlaczego, mamo? – głos Sili drży, ale jest w nim siła, której nigdy wcześniej nie miała. – Dlaczego nigdy mnie nie pokochałaś? Dlaczego całe życie czułam się… nikim? Dlaczego nie miałam matki?

W oczach dziewczyny zbierają się łzy, lecz stoi wyprostowana, nie odwraca wzroku. Chce usłyszeć prawdę. Choćby najokrutniejszą.

Nie widzi jednak tego, co dzieje się za jej plecami.

Bahar, stojąca kilka kroków dalej, powoli, ostrożnie sięga do swojej torebki. Jej palce zaciskają się na chłodnej rękojeści noża. Wyciąga go bezszelestnie, a w jej oczach pojawia się zimna, stalowa determinacja.

– To koniec, Sila… – myśli, nie odrywając wzroku od dziewczyny. – Ta historia skończy się, zanim dowiesz się, kim naprawdę jest twoja matka.

Bahar odsuwa kciukiem pochewkę i mocniej ściska nóż. Ciało ma napięte jak struna, gotowa zrobić krok i zadać śmiertelny cios.

Sila, cała pochłonięta bólem i pytaniami, nie czuje nadciągającego zagrożenia.

Nad parkiem zapada ciężka cisza.

Cisza przed ciosem.

Powyższy tekst stanowi autorskie streszczenie i interpretację wydarzeń z serialu Aşk ve Umut. Inspiracją do jego stworzenia był film Aşk ve Umut 284. Bölüm dostępny na oficjalnym kanale serialu w serwisie YouTube. W artykule zamieszczono również zrzuty ekranu pochodzące z tego odcinka, które zostały użyte wyłącznie w celach informacyjnych i ilustracyjnych. Wszystkie prawa do postaci, fabuły i materiału źródłowego należą do ich prawowitych właścicieli.

Podobne wpisy