„Panna młoda” Odc. 27 – streszczenie
Samochód Engina zatrzymuje się przed starym domem. Mężczyzna wysiada pierwszy, a po chwili dołącza do niego Yasemin. Oboje nie kierują się w stronę głównej rezydencji — bez wahania zmierzają do mniejszego budynku, jakby ta decyzja była oczywista i przemyślana.
Przyszli do Hancer.
Dziewczyna otwiera drzwi niemal natychmiast. Na jej twarzy pojawia się zaskoczenie, a zaraz potem szczery uśmiech.
— Wejdźcie, proszę — mówi ciepło. — Bardzo się cieszę, że przyszliście.
Nie zdążą jednak nawet dobrze rozsiąść się w salonie, gdy do domu przychodzi Cihan. Jego spojrzenie szybko obejmuje gości.
— Przyszedłem po was — oznajmia chłodno, bez zbędnych wstępów. — Mama czeka w rezydencji.
Zapada krótka cisza.
Yasemin unosi brew i spogląda na niego spokojnie, ale stanowczo.
— Cihanie — mówi rzeczowo — przyszliśmy na herbatę do panny młodej. — Uśmiecha się lekko. — Przeproś ciocię Mukadder i przekaż jej, że wpadniemy innym razem.
Cihan zaciska szczękę. Przez ułamek sekundy wygląda, jakby chciał zaprotestować, ale ostatecznie milknie.
Hancer kieruje się do kuchni, by zrobić herbatę i coś słodkiego. Otwiera szafki, zagląda do spiżarni — pusto. Jej ramiona lekko opadają. Sięga po telefon i wybiera numer jedynej życzliwej osoby w rezydencji.
— Sinem… — mówi cicho, gdy ta odbiera. — Planowałam upiec coś dla gości, ale spiżarnia jest zupełnie pusta.
— Czego potrzebujesz? — pyta Sinem bez wahania.
— Mleka, mąki, jajek… i może kakao.
— Dobrze — odpowiada natychmiast. — Wyślę Gülşüm z produktami.
Hancer waha się przez moment.
— A ty… nie przyszłabyś też? — pyta ostrożnie. — Usiedlibyśmy razem.
Po drugiej stronie zapada krótka cisza, po czym Sinem odpowiada cieplej:
— Mine zaraz pójdzie spać. Wezmę składniki i przyjdę. — Dodaje z uśmiechem w głosie. — Nie zostawię cię samej.
Hancer odkłada telefon i przez chwilę stoi nieruchomo w kuchni.
***
Beyza, która podsłuchała rozmowę telefoniczną Sinem, nie traci ani chwili. Z napięciem wypisanym na twarzy kieruje się prosto do salonu, gdzie znajduje ciotkę.
— Ślicznotka ze slumsów ma gości — oznajmia z jadowitym uśmiechem. — Przed chwilą zadzwoniła do Sinem. Nie dosłyszałam wszystkiego, ale zaprosiła ją do starego domu. Wyobrażasz to sobie? Już urządza tam przyjęcia.
Mukadder unosi wzrok, wyraźnie zirytowana.
— Przecież powiedziałam Cihanowi, żeby sprowadził gości do rezydencji — mówi chłodno. — To nie jest miejsce na wizyty.
— Właśnie o tym mówię, ciociu — ciągnie Beyza, podsycając gniew. — Ta dziewczyna manipuluje wszystkimi. Nie tylko Cihanem. — Pochyla się lekko. — Czy kiedykolwiek Cihan tak cię traktował? Robił wszystko, co mu kazałaś. A teraz? Ignoruje cię. — Robi krótką pauzę. — A Sinem? Czy kiedykolwiek odważyła się wyjść z domu bez pytania? Bez twojej zgody?
Mukadder gwałtownie wstaje.
— Dosyć! — wybucha. — To już przekracza wszelkie granice! Nikt nie będzie przyjmował gości w moim domu bez mojego pozwolenia!
W tej samej chwili z kuchni wychodzi Sinem. W rękach trzyma torbę z produktami na ciasto. Na widok teściowej zatrzymuje się niepewnie.
Mukadder natychmiast zastępuje jej drogę.
— Od kiedy jesteś służącą w tym domu? — pyta lodowatym tonem, mierząc ją od stóp do głów. — Pozwoliłam ci zostać żoną mojego syna, licząc, że będziesz damą. A ty… — krzywi się z pogardą — we krwi masz rolę pokojówki. Cokolwiek zrobisz, nie staniesz się kobietą z wyższych sfer.
Sinem prostuje plecy. Po raz kolejny nie cofa się.
— Ja też zostałam zaproszona — odpowiada spokojnie, ale stanowczo. — I mam prawo tam pójść.
Mukadder wbija w nią ostre, niemal groźne spojrzenie.
— Czy zapytałaś mnie o zgodę? — cedzi przez zęby. — Posłuchaj uważnie. Masz w tym domu tylko jedno zadanie. — Zbliża się o krok. — Być matką dla mojej wnuczki. W nic więcej nie będziesz się wtrącać. Rozumiesz? — Wskazuje schody. — Teraz idź na górę. Nie chcę cię widzieć.
Sinem przekazuje torbę z produktami Gulsum, po czym bez słowa odwraca się i odchodzi.
— Widzisz? — syczy Beyza, która przez cały czas stała obok. — Ta dziewucha ma czelność prosić o składniki na ciasto! — Prycha pogardliwie. — Naprawdę uwierzyła, że jest żoną Cihana.
Mukadder milknie na chwilę. Jej twarz tężeje.
— Zostaw to teraz — mówi w końcu poważnym, wyciszonym tonem. — I módl się, żeby Yasemin nie wspomniała o tobie ani słowem.
Odwraca się i rusza do salonu.
Beyza zostaje sama na korytarzu. Jej twarz jest napięta, a uśmiech dawno zniknął.
***
Gülşüm przynosi do starego domu torbę wypełnioną składnikami. Hancer nie traci czasu — zdejmuje biżuterię, podwija rękawy i z widocznym skupieniem zabiera się do pracy. Zapach czekolady szybko wypełnia kuchnię, mieszając się z ciepłem piekarnika i cichymi rozmowami w salonie.
Po chwili ciasto ląduje na stole.
Engin bierze pierwszy kęs i unosi brwi z wyraźnym uznaniem.
— Doskonałe — oznajmia bez wahania. — Ostrzegam cię, Hancer. Od dziś będziemy przychodzić do ciebie specjalnie na ciasto.
Yasemin kiwa głową, uśmiechając się szeroko.
— Jest naprawdę pyszne. Dziękuję ci — mówi szczerze, po czym zerka na siedzącego sztywno Cihana. — A ty? Nie spróbujesz?
— Właśnie zjadłem kolację — odpowiada krótko.
Yasemin wyczuwa napięcie i postanawia je rozbroić.
— Nie uwierzysz, jakimi łobuzami byli ci dwaj jako dzieci — zwraca się do Hancer, wskazując ruchem głowy na Cihana i Engina.
— To było zupełnie normalne dzieciństwo — wtrąca Cihan, krzywiąc się lekko.
— Normalne? — Yasemin parska śmiechem. — Chyba zapomniałeś o przygodzie z pszczołami.
Engin natychmiast wybucha śmiechem.
— Jakiej przygodzie? — pyta Hancer zaciekawiona.
— Znaleźli gniazdo pszczół — zaczyna Yasemin z teatralną powagą. — I oczywiście wpadli na genialny pomysł, żeby się założyć, który z nich wsadzi tam kij.
— Czy naprawdę musimy do tego wracać? — mruczy Cihan, wyraźnie zawstydzony.
— Oczywiście, że musimy — odpowiada bezlitośnie Yasemin. — Niech Hancer się dowie, ile przez nich wycierpiałam. Jak nietrudno się domyślić, pszczoły nie były zachwycone.
— Kiedy wróciliśmy do domu — przejmuje opowieść Engin — mieliśmy opuchnięte twarze, usta, ręce… właściwie wszystko. Wyglądaliśmy jak balony.
— Najlepsze było to — dodaje Yasemin — że schowali się w szopie na węgiel, żeby nikt ich nie zobaczył. Ich twarze były czarne i spuchnięte. Gdy ich zobaczyłam, przeraziłam się i zaczęłam krzyczeć.
— A gdy ona zaczęła krzyczeć — śmieje się Engin — my też się przestraszyliśmy. I wtedy wszyscy zaczęliśmy krzyczeć jednocześnie.
Hancer śmieje się cicho, szczerze rozbawiona.
— Aha, i jeszcze jedno — przypomina sobie Yasemin. — Cihan miał przezwisko. Już jako dziecko był ponury, ciągle marszczył brwi, kłócił się ze wszystkimi. — Uśmiecha się złośliwie. — Nazywaliśmy go „małym awanturnikiem”.
Wszyscy wybuchają śmiechem — nawet Cihan, który przez chwilę próbuje zachować powagę, ale ostatecznie się poddaje.
Na moment zapada cisza.
Hancer i Cihan spoglądają na siebie. Ich spojrzenia zatrzymują się na sekundę dłużej, niż wypada. Jakby nagle, zupełnie niespodziewanie, pojawiło się między nimi coś nowego — cienka nić bliskości, ciepła… i poczucia, że może jednak potrafią się do siebie uśmiechnąć.
***
Mimo późnej pory Beyza nie potrafi oderwać wzroku od starego domu. Stoi przy oknie, w półmroku, z ramionami skrzyżowanymi na piersi. Na piętrze wciąż pali się światło. Widok ten działa na nią jak rozżarzony gwóźdź wbijany prosto w myśli.
Cihan jest tam. Z nią.
Ta świadomość nie daje jej spokoju. Beyza zaciska szczękę. Zna siebie zbyt dobrze — wie, że nie potrafi stać bezczynnie.
Działa szybko i metodycznie. Już po kilku minutach ogród oraz stary dom pogrążają się w ciemności. Prąd gaśnie nagle, jakby ktoś odciął go jednym ruchem.
A potem… krzyk.
Przeraźliwy, rozdzierający noc.
Beyza rzuca się ze schodów prowadzących do ogrodu, celowo tracąc równowagę. Upada ciężko, z głośnym jękiem, a potem zaczyna krzyczeć wniebogłosy — tak, by postawić na nogi całą rezydencję.
Wszyscy wybiegają na zewnątrz niemal jednocześnie.
— Beyza! — Cihan jest przy niej pierwszy. Pomaga jej usiąść i podtrzymuje ją ramieniem. — Co się stało? Co ty tu robiłaś?
— Wyszłam… zaczerpnąć świeżego powietrza — jęczy Beyza, krzywiąc się teatralnie z bólu. — Nagle zgasły lampy, potknęłam się i upadłam. — Łapie się za nogę. — Bardzo boli… nie mogę na niej stanąć…
Mukadder stoi kilka kroków dalej. Obserwuje scenę w absolutnym milczeniu. Jej spojrzenie jest czujne, chłodne. Doskonale wie, że bratanica gra.
Cihan jednak nie dostrzega tej gry. Bez wahania bierze Beyzę na ręce.
W tym momencie jego wzrok mimowolnie spotyka spojrzenie Hancer.
Krótka chwila wystarcza.
Cihan napina szczękę, po czym ostrożnie stawia Beyzę na ziemi.
— Gülşüm — mówi krótko. — Zaprowadź ją do pokoju.
Beyza patrzy na niego zaskoczona, ale natychmiast wraca do roli.
— Naprawdę… to strasznie boli…
— Jeśli chcesz, mogę ją obejrzeć — odzywa się Yasemin, podchodząc bliżej. — Gdyby noga była złamana, ból byłby nie do zniesienia. Ale ostrożności nigdy za wiele.
Lekarka kuca i delikatnie bada kostkę Beyzy. Naciska, porusza stopą, obserwuje reakcję.
— To tylko lekka kontuzja — stwierdza po chwili spokojnie. — Odpoczynek przez kilka dni wystarczy.
— Ale… bardzo boli… — jęczy Beyza, nie rezygnując z tonu ofiary.
— Yasemin jest lekarką — przerywa jej stanowczo Mukadder. — Jeśli mówi, że to nic poważnego, to tak właśnie jest.
Ton nie pozostawia miejsca na dyskusję.
Yasemin i Engin żegnają się krótko z domownikami. Fadime i Gülşüm podchodzą do Beyzy, podtrzymują ją pod ramiona i powoli odprowadzają w stronę rezydencji.
Beyza, odwracając głowę, rzuca jeszcze jedno spojrzenie w stronę starego domu.
***
Z powodu awarii prądu Cihan zostaje w starym domu. Salon pogrążony jest w półmroku, rozświetlany jedynie drżącym płomieniem pojedynczej świecy stojącej na stoliku. Cienie tańczą po ścianach, a cisza między nimi jest gęsta, niemal namacalna.
— Mam nadzieję, że Beyzie nie stało się nic poważnego — odzywa się Hancer cicho, jakby bała się zakłócić ten kruchy spokój.
— Nie — odpowiada Cihan spokojnie. — Skręciła tylko kostkę. Yasemin powiedziała, że za kilka dni będzie po wszystkim.
Hancer kiwa głową, po chwili jednak wraca do myśli, które nie dają jej spokoju.
— Ty i Beyza dorastaliście razem — mówi ostrożnie. — Ciągle o tobie wspomina. To chyba oczywiste, że jesteście sobie bliscy. — Zawiesza głos. — Byłeś dla niej jak starszy brat. Czy zawsze tak bardzo cię lubiła?
Cihan nie odpowiada od razu. Jego twarz pozostaje nieruchoma, zamknięta. Płomień świecy odbija się w jego oczach.
— Pójdę po wodę — mówi w końcu krótko.
Wstaje i, oświetlając sobie drogę telefonem, kieruje się do kuchni. Hancer zostaje sama, lecz po chwili wahania również wstaje. Coś każe jej pójść za nim.
Spotykają się w wąskim korytarzu.
Zderzają się lekko, niespodziewanie. Szklanka wypada z rąk Cihana i z głośnym trzaskiem rozbija się o podłogę.
— Przepraszam… — mówi Hancer odruchowo. — Już to pozbieram.
Kuca i zaczyna zbierać ostre odłamki. Nagle syczy cicho — jeden z kawałków szkła przecina jej skórę.
— Hancer… — Cihan natychmiast kuca obok niej i chwyta jej dłoń. — Krwawisz.
— To tylko małe zadrapanie. — Próbuje się uśmiechnąć. — Nic poważnego.
— Nie — odpowiada stanowczo. — Muszę to zobaczyć. Chodź.
Prowadzi ją z powrotem do salonu. Przy świetle świecy delikatnie oczyszcza ranę i owija jej palec chusteczką. Jego ruchy są ostrożne, niemal czułe — zupełnie inne niż te, których się po nim spodziewała.
Przez chwilę oboje milczą.
Nie jest człowiekiem bez serca, za jakiego go brała. A może… zaczyna się zmieniać. Pod jej wpływem.
Ich twarze są coraz bliżej. Oddechy mieszają się ze sobą. Jeszcze moment — i…
Światło nagle wraca.
Żarówka zapala się z cichym trzaskiem. Czar pryska. Oboje odruchowo odsuwają się od siebie.
Nie doszło do pocałunku. Ale coś między nimi się zmieniło.
Coś, czego nie da się już cofnąć.
***
W tym samym czasie Beyza stoi przy oknie w rezydencji, wpatrzona w stary dom. Jej twarz jest napięta, a oczy błyszczą wściekłością.
— Ja się trudzę, kombinuję, knuję… żeby ich rozdzielić — syczy do siebie — a oni są coraz bliżej!
Zaciska dłonie w pięści.
— Brawo, Beyzo. — Śmieje się gorzko. — Możesz być z siebie dumna. Własnymi rękami stworzyłaś im romantyczną atmosferę.
Jej spojrzenie twardnieje.
— Ale to jeszcze nie koniec — dodaje cicho. — Jeszcze zobaczymy, kto wygra.
Powyższy tekst stanowi autorskie streszczenie i interpretację wydarzeń z serialu Gelin. Inspiracją do jego stworzenia był film Gelin 15.Bölüm dostępny na oficjalnym kanale serialu w serwisie YouTube. W artykule zamieszczono również zrzuty ekranu pochodzące z tego odcinka, które zostały użyte wyłącznie w celach informacyjnych i ilustracyjnych. Wszystkie prawa do postaci, fabuły i materiału źródłowego należą do ich prawowitych właścicieli.















