Panna młoda odc. 49: Hancer w szoku! Derya sprzeniewierzyła pieniądze!

Hancer, z wyrazem głębokiego wstrząśnięcia, wpatruje się w twarz Deryi.

„Panna młoda” Odc. 49 – streszczenie

Derya zamarła, gdy usłyszała wiadomość.

Jubiler, któremu powierzyła wszystkie swoje oszczędności z nadzieją na szybkie i łatwe pomnożenie pieniędzy… zniknął. Zamknął sklep z dnia na dzień i zapadł się pod ziemię. Lokal stoi pusty, witryny są zasłonięte papierem, a sąsiedzi rozkładają bezradnie ręce.

Policja prowadzi poszukiwania. Okazało się, że nie była jedyna. Dziesiątki osób — takich jak ona, skuszonych obietnicą wysokich zysków — padło ofiarą oszustwa.

— To niemożliwe… — szepcze Derya, czując, jak ziemia usuwa jej się spod nóg.

W głowie zaczyna jej szumieć. Obietnice jubilera, jego uprzejmy uśmiech, zapewnienia o „pewnej inwestycji” — wszystko wraca jak okrutna kpina.

Serce bije jej coraz szybciej. Przed oczami pojawiają się ciemne plamy.

— Moje pieniądze… — wydobywa z siebie ledwie słyszalnie.

Nagle traci równowagę. Jej ciało osuwa się bezwładnie na kanapę.

Zdruzgotana Derya traci przytomność.

***

W domu Deryi panuje chaos. Cemil klęczy przy nieprzytomnej żonie, potrząsając jej ramionami.

— Derya! Otwórz oczy! — woła spanikowany.

Gdy w końcu udaje mu się ją ocucić, kobieta jest blada jak ściana, z trudem łapie oddech. Cemil, drżącymi palcami, sięga po telefon.

— Hancer? — mówi, gdy ta odbiera. — Proszę cię, przyjedź szybko. Z Deryą jest bardzo źle. Nie wiem, co się stało… zemdlała. Ja… ja nie wiem, co robić.

Hancer blednie.

— Już jadę. Nie martw się, wszystko będzie dobrze.

Rozłącza się i natychmiast zamawia taksówkę. W pośpiechu narzuca na siebie płaszcz. Zanim wychodzi, dzwoni do Sinem i informuje ją o sytuacji.

Kilka chwil później Cihan słyszy wszystko z ust bratowej. Nie zadaje zbędnych pytań. Bierze kluczyki i wychodzi z rezydencji.

Silnik samochodu cicho mruczy, gdy zatrzymuje się przed starym domem dokładnie w chwili, gdy Hancer wychodzi na zewnątrz.

Zaskoczona podnosi wzrok.

— Naprawdę nie powinieneś tego robić — mówi. — Zamówiłam taksówkę.

— Odwołaj ją — odpowiada krótko. — Nie wyślę cię taksówką o tej porze. Wsiadaj.

— To tylko kilka ulic dalej. Wrócę za godzinę — próbuje jeszcze.

Cihan opiera dłoń na kierownicy i patrzy na nią surowo.

— Co próbujesz zrobić? — pyta spokojnie, ale stanowczo. — Mam cię siłą wsadzić do samochodu?

Na jej twarzy pojawia się lekki uśmiech.

— Nie musisz mnie straszyć — mówi łagodnie.

— Wsiadaj, Hancer.

Tym razem w jego głosie słychać troskę, której nawet nie próbuje ukryć.

Hancer otwiera drzwi i zajmuje miejsce obok niego.

— Dziękuję — mówi cicho.

Cihan rusza bez słowa, ale jego spojrzenie co chwilę wędruje w jej stronę — jakby upewniał się, że jest obok.

***

Mukadder stoi nieruchomo przed lustrem w swojej sypialni. Złote światło lamp odbija się w tafli szkła, podkreślając każdą zmarszczkę wokół jej oczu, każdy cień zmęczenia na twarzy.

W dłoni ściska białą kopertę — tę samą, którą kilka godzin wcześniej z taką pewnością wręczyła jej Hancer. Teraz papier jest zgnieciony pod naciskiem jej palców.

Jej twarz jest napięta, przygaszona. Gdyby była kobietą, która pozwala sobie na słabość, łzy już dawno spłynęłyby po jej policzkach. Ale Mukadder nie płacze. Nigdy.

Patrzy na swoje odbicie tak, jakby widziała w nim kogoś obcego.

— Kiedy wilk się starzeje, staje się pośmiewiskiem dla psów — mówi cicho, z trudem przełykając gorycz. — I właśnie tym się stałaś?

Zaciska szczęki.

— Jesteś panią tej rezydencji. Jesteś Mukadder Develioglu. Matką dwóch synów. Kobietą, której nazwisko budziło respekt. A teraz… — jej głos drży, choć wciąż jest twardy — teraz jakaś dziewczyna ze slumsów wyciera o ciebie swoje brudne buty.

Unosi kopertę, jakby była dowodem jej porażki.

— Zniszczyła twoje imię. Podważyła twoją władzę. I zrobiła to z uśmiechem.

Odwraca się gwałtownie od lustra i siada ciężko na łóżku. Materac ugina się pod jej ciężarem.

— Założyła smycz twojemu synowi — mówi coraz ciszej. — Synowi, który do tej pory słuchał tylko ciebie.

Milknie. W pokoju słychać jedynie jej przyspieszony oddech.

— Gdzie popełniłaś błąd, Mukadder Develioglu? — pyta samą siebie. — W którym momencie straciłaś kontrolę?

Jej spojrzenie twardnieje.

— Wilk może się zestarzeć… ale wciąż ma zęby.

Koperta w jej dłoni znów się zgniata.

***

Derya siedzi na kanapie z podkulonymi nogami, jakby próbowała się w sobie schować. Jej dłonie drżą, a wzrok jest nieobecny — wbity w jeden punkt na ścianie. Obok niej Cemil nerwowo przesuwa ręką po jej plecach.

— Deryo… wszystko w porządku, prawda? — pyta łamiącym się głosem. — Wytrzymaj jeszcze chwilę. Hancer już jedzie. Zabierzemy cię do szpitala, kochanie.

— Odejdź ode mnie! — wybucha nagle, odpychając go słabo ręką. — To, co mi się stało… już się nie odstanie. To koniec…

Jej głos się załamuje. Brzmi jak u kogoś, kto właśnie stracił cały świat.

— Nie ma znaczenia, czy zawieziesz mnie do lekarza — szepcze z rozpaczą. — Lekarz nie cofnie tego, co się stało.

— Nie mów tak. — Cemil blednie. — Przestraszyłem się. Straciłaś przytomność! Myślałem, że cię straciłem!

W tym momencie drzwi otwierają się gwałtownie. Do środka wchodzą Cihan i Hancer.

— Dobrze, że jesteście — wzdycha Cemil z ulgą. — Zupełnie nie wiem, jak do niej dotrzeć.

Hancer podchodzi bez wahania i siada tuż obok Deryi. Delikatnie dotyka jej dłoni.

— Bratowo — mówi łagodnie. — Spójrz na mnie. Jak się czujesz? Pojedziemy do szpitala, dobrze?

— Mówiłam ci, żebyś do nich nie dzwonił! — rzuca Derya w stronę męża, a w jej oczach pojawia się gniew zmieszany ze wstydem.

— Byłem przerażony! — tłumaczy się Cemil. — Co miałem zrobić? Patrzeć, jak jesteś nieprzytomna i nie ma z tobą kontaktu?

— Lekarz w niczym mi nie pomoże… — powtarza Derya bezradnie.

Hancer obejmuje ją ramieniem.

— Chodź — mówi cicho. — Umyjemy twarz. Usiądziesz spokojnie. Porozmawiamy. Nie jesteś z tym sama.

Derya pozwala się podnieść, choć jej nogi wciąż są miękkie jak z waty. Hancer prowadzi ją w stronę sypialni.

***

Hancer i Derya siedzą na skraju łóżka. W pokoju unosi się ostry zapach wody kolońskiej. Hancer delikatnie przemywa twarz i dłonie bratowej, jakby próbowała zetrzeć z niej nie tylko pot i łzy, ale i całe nieszczęście ostatnich godzin.

— Bratowo… — mówi cicho, starając się opanować drżenie w głosie. — Dlaczego jesteś w takim stanie? Czy coś stało się z moim bratem? Jeśli ktoś dzwonił ze szpitala, proszę, nie kryj tego przede mną.

Derya gwałtownie kręci głową.

— Nie… nie o to chodzi. Ja… nie miałam złych zamiarów — szepcze. — Jeśli chcesz, mogę przysiąc na Emira.

Hancer zamiera.

— Dlaczego miałabyś przysięgać na dziecko? — pyta ostrzej. — Nie strasz mnie bardziej. Powiedz wreszcie, o co chodzi.

Derya zaciska palce na skrawku kołdry.

— Chodzi o pieniądze, które mi dałaś.

Twarz Hancer natychmiast twardnieje.

— Co z nimi zrobiłaś? Nie spłaciłaś długów?

— Spłaciłam. Część. Otworzyliśmy sklep… myślałam, że resztę oddamy w ratach. A pozostałe pieniądze od ciebie… — jej głos się łamie — zainwestowałam.

— Zainwestowałaś? — Hancer marszczy brwi. — To dlaczego wyglądasz, jakby ktoś umarł?

— Bo wszystko zniszczyłam! — wybucha Derya, a łzy zaczynają płynąć strumieniem po jej policzkach. — Jubiler, któremu je powierzyłam… okazał się oszustem. Policja go szuka. Pieniądze przepadły.

Zapada cisza.

Hancer blednie. Powoli opuszcza rękę z chusteczką. W jej oczach pojawia się coś groźnego.

— Czyli… nie ma ich? — pyta lodowato.

— Nie ma — szepcze Derya. — Wszystko wyparowało.

Hancer chwyta się za skroń. Przez chwilę milczy, walcząc z narastającą falą gniewu.

— Co się stało, Hancer? — pyta niepewnie Derya. — Powiedz coś…

Hancer podnosi na nią wzrok. Jej oczy błyszczą od łez, ale nie ma w nich słabości — jest ból i wściekłość.

— Co mam powiedzieć? — jej głos drży. — Poniżyłam się, żeby zdobyć te pieniądze. Zniosłam obelgi. Zniosłam upokorzenie. Wyszłam za człowieka, którego nie kocham, żeby ratować mojego brata! A ty… ty oddałaś je pierwszemu lepszemu oszustowi?!

— Dość! — Derya nagle prostuje plecy. W jej głosie wraca dawna buta. — Nie dramatyzuj. Nie przespałaś się z nim. Nie spaliście nawet w tym samym łóżku. Mam dość tej świętości! To twój brat ma długi, nie ja!

Hancer cofa się, jakby dostała policzek.

— Co ty mówisz…?

— Jeśli tak bardzo cierpisz, rozwiedź się! — ciągnie Derya bezlitośnie. — Zażądaj pięciu milionów odszkodowania. Wrócisz do brata jak bohaterka i wszyscy będą zadowoleni.

— Chcesz, żebym upokorzyła się po raz drugi? — szepcze Hancer z niedowierzaniem.

— Sprzedałaś się raz, możesz to zrobić po raz drugi, a nawet trzeci — odpowiada Derya chłodno. — To twój brat. Twój dług. Rozwiąż to tak, jak potrafisz.

W pokoju zapada ciężka cisza.

Hancer patrzy na bratową tak, jakby właśnie zobaczyła ją po raz pierwszy — i jakby coś w niej bezpowrotnie pękło.

***

Nazajutrz rano Beyza pojawia się w firmie Cihana bez zapowiedzi.

Wchodzi do nowoczesnego gabinetu — przestronnego, jasnego, z ogromnym drewnianym biurkiem pośrodku. Na blacie leżą szkice wzorów, próbki tkanin i rozłożone projekty. W głębi pomieszczenia widać minimalistyczne półki i duże, abstrakcyjne obrazy. Wszystko tu mówi o prestiżu i kontroli.

Beyza podchodzi do biurka i zaczyna przeglądać rozrzucone kartki. Jeden z projektów zatrzymuje jej dłoń. Motyw jest delikatny, ale wyrazisty — misterny wzór inspirowany tradycją, a jednocześnie nowoczesny. Wyraźnie kobiecy.

Drzwi cicho się otwierają. Sekretarka w jasnym kostiumie wchodzi z tacą.

— Proszę, pani Beyzo, kawa.

Stawia filiżankę obok niej.

Beyza unosi kartkę.

— Czy Cihan to narysował?

Sekretarka waha się. Jej spojrzenie ucieka w bok.

— Zapytałam cię o coś — mówi chłodno Beyza. — Odpowiedz.

— Nie… — Pracownica przełyka ślinę. — To motyw pani Hancer. Pan Cihan również jest zaangażowany w projekt. Seria jest już w produkcji.

Na twarzy Beyzy pojawia się lodowaty uśmiech.

— Hancer? — powtarza powoli, jakby smakowała to imię z pogardą.

— Tak. Projekt został zatwierdzony.

Beyza rzuca kartkę na biurko. Papier ślizga się po drewnie, zatrzymując przy srebrnym piórze.

Sekretarka szybko wychodzi, wyczuwając narastające napięcie.

— Tu też wpełzłaś, mała żmijo… — syczy Beyza pod nosem. — Chcesz być obecna w każdym jego miejscu.

Drzwi ponownie się otwierają.

Cihan wchodzi do gabinetu. Elegancki, opanowany, z teczką pod pachą. Zatrzymuje się na moment, widząc Beyzę stojącą przy jego biurku.

— Przyszłam bez zapowiedzi. Wybacz — mówi dziewczyna miękko, niemal czule.

Cihan odkłada teczkę i zajmuje miejsce za biurkiem.

— Co się stało? Jest jakiś problem?

— Chodzi o posag — zaczyna spokojnie, siadając naprzeciwko byłego męża. — Chciałam cię przeprosić. Nie chcę, żeby między nami zostały niewyjaśnione sprawy.

Cihan patrzy na nią bez emocji.

— Nie ma o czym rozmawiać. Zamknąłem ten temat.

— Dla ciebie może jest zamknięty. Dla mnie nie. — Jej głos lekko drży. — Popełniłam błąd. Od tamtej pory nieustannie o tym myślę. To mnie wykańcza.

Cihan opiera się wygodnie w fotelu.

— Skoro wciąż do tego wracasz, powiem ci coś. Twoje wybuchy mnie niepokoją, Beyzo. Kiedy zażądałaś posagu, powiedziałaś mi wprost, że nie zależy mi na tobie.

— Nie taki był mój zamiar.

— A jaki był? — przerywa jej chłodno. — Nie chciałaś czuć się zależna? Nie chciałaś być „ofiarą”?

— Cihanie, ja…

Unosi dłoń, uciszając ją.

— Niezależnie od twoich motywów, to było twoje prawo. I je dostałaś. Moje sumienie jest czyste. — Jego ton staje się ostrzejszy. — Nie chcę już psuć sobie humoru tym tematem. Gdyby nie to, że oficjalnie wszystko zakończyliśmy, nie byłoby dla ciebie miejsca w domu.

Beyza zamiera.

— Zamknijmy to. Mam tego serdecznie dość.

Wstaje.

— Muszę iść na spotkanie. Jeśli chcesz, powiedz kierowcy, żeby odwiózł cię do domu.

Mija ją bez cienia wahania.

Beyza zostaje sama w gabinecie, pośród szkiców, projektów i śladów obecności Hancer w każdym kącie tej przestrzeni. Jej spojrzenie zatrzymuje się ponownie na porzuconym motywie.

W jej oczach pojawia się gniew — cichy, ale niebezpieczny.

***

Cemil umówił się na spotkanie z Cihanem, zostawiając sklep pod opieką Deryi.

Niewielkie zaplecze tonie w zapachu farb i rozpuszczalników. Metalowe regały uginają się pod ciężarem białych i czerwonych puszek, ustawionych w równych rzędach. Na biurku leży firmowy telefon, notatnik i torebka Deryi. Pomieszczenie jest surowe, chłodne — zupełnie inne niż luksus, o którym kiedyś marzyła.

Derya z irytacją ustawia kolejne puszki.

— Czy to jest to bogactwo, o którym śniłaś, Deryo? — mruczy do siebie z goryczą. — Najpierw ten niedojda mąż, potem jego długi… A teraz jeszcze jego sklep na twojej głowie.

Otrzepuje dłonie i siada ciężko za biurkiem. Wzdycha.

W tym momencie drzwi skrzypią.

Do środka wchodzi mężczyzna około czterdziestki. Wysoki, o szczupłej, ale twardej sylwetce. Ma ciemne, zaczesane do tyłu włosy i gęstą, przystrzyżoną brodę. Jego twarz jest ostra, koścista, z wyraźnymi brwiami i spojrzeniem, które wbija się w człowieka jak nóż. Ubrany jest w ciemną kurtkę i czarne buty — zwyczajnie, ale z wyczuwalną pewnością siebie. Jego oczy błyszczą gniewem tłumionym pod cienką warstwą uprzejmości.

— Dzień dobry, pani Deryo — mówi spokojnie, lecz w jego głosie słychać napięcie. — Nie zaprosiłaś mnie na otwarcie sklepu. A przecież jestem jednym z waszych dobroczyńców.

Derya wstaje powoli.

— Otworzyliśmy sklep, ale jeszcze nic nie zarobiliśmy — odpowiada chłodno. — Wiesz, ilu takich jak ty stoi w kolejce? Poczekaj spokojnie, dostaniesz swoje pieniądze.

Yakup uśmiecha się krzywo.

— „Takich jak ja”? — powtarza cicho, podchodząc bliżej. — Przyszedłem tu po swoje. Myślisz, że będę czekał w nieskończoność?

Zatrzymuje się tuż przed biurkiem.

— Nie mam teraz pieniędzy — mówi Derya, starając się utrzymać twardy ton. — Rozumiesz? Nie mam.

W jednej chwili jego twarz twardnieje.

— Dość!

Machnięciem ręki strąca z półki kilka butelek z rozpuszczalnikiem. Szkło rozbija się o podłogę, a ostry zapach chemikaliów wypełnia pomieszczenie.

— Co ty robisz?! — krzyczy Derya. — Zwariowałeś?!

Yakup pochyla się w jej stronę. Jego oczy płoną.

— Słuchaj mnie uważnie. Dostaliście pieniądze. Nie obchodzi mnie, że je straciliście. Ja chcę swoje.

Wyciąga z kieszeni zapalniczkę i kliknięciem odpala płomień. Mały ogień odbija się w jego źrenicach.

— Albo zapłacisz… — mówi niskim, zimnym głosem — albo spalę ten sklep. A razem z nim wasze marzenia.

Derya blednie. Widzi rozlaną ciecz na podłodze. Jeden ruch wystarczy.

Unosi ręce w geście poddania.

— Stój… spokojnie… — mówi drżącym głosem. — Nie rób głupstw. Powiem ci, jak możesz odzyskać swoje pieniądze.

Yakup mruży oczy.

— Słucham. Lepiej, żeby to było coś wartego mojego czasu.

W pomieszczeniu zapada ciężka, dusząca cisza.

***

Yasemin odwiedza brata w firmie.

Gabinet Engina nie jest mały, ale wyraźnie ustępuje rozmachem gabinetowi Cihana. Jasne ściany, proste regały z segregatorami i dokumentami, kilka designerskich drobiazgów — figurka derwisza, kolorowy obraz żyrafy — nadają wnętrzu bardziej swobodny, mniej surowy charakter. Na biurku stoi komputer, dwa kubki z kawą i metalowa półka na dokumenty. To przestrzeń człowieka uporządkowanego, ale nie obsesyjnie kontrolującego każdy detal.

Engin opiera się wygodnie w fotelu.

— Tak wygląda sytuacja — mówi, odstawiając filiżankę na spodek. — Naprawdę trudno nadążyć za tym, co dzieje się w życiu Cihana. Ich wyjazd do Hereke miał być przełomem. A skończyło się jak zawsze — niedopowiedzeniem i dumą.

Yasemin splata dłonie na kolanach.

— Właśnie o tym myślałam — odpowiada cicho. — Widziałam ich razem na samym początku. Siedzieli przede mną w gabinecie. Powinieneś ich wtedy zobaczyć. Tyle napięcia… ale i coś jeszcze.

— Co masz na myśli?

— Gdyby poznali się w innych okolicznościach… — uśmiecha się lekko — jestem pewna, że wszystko wyglądałoby inaczej.

Engin unosi brew.

— Myślisz, że to aż tak proste?

— Nie proste. — Yasemin kręci głową. — Ale oni nie są sobie obojętni. Problem w tym, że zaczęli od walki, nie od zaufania. A kiedy fundament jest krzywy, wszystko się chwieje.

Zapada chwila ciszy.

Engin sięga po telefon i wybiera numer Hancer.

— Cihan poprosił mnie, żebym omówił z tobą kwestię honorarium za twój motyw — mówi rzeczowo.

Po drugiej stronie zapada krótkie milczenie.

— Honorarium? — w głosie Hancer słychać szczere zaskoczenie. — To tylko rysunek. Nie robiłam tego dla pieniędzy. Nie oczekiwałam niczego w zamian.

— To standardowa procedura — wyjaśnia Engin spokojnie. — Każdy projektant otrzymuje wynagrodzenie. Podaj kwotę, a przygotuję umowę.

— Nie — odpowiada po chwili stanowczo. — Ten projekt nie jest na sprzedaż. Nie chcę pieniędzy.

Engin rozłącza się i wymienia spojrzenie z siostrą.

***

Cihan zabrał Cemila do prywatnej kliniki na specjalistyczne badania, chcąc sprawdzić, jak naprawdę wygląda stan jego zdrowia. Przed nim jednak udaje, że to jedynie rutynowa kontrola, którą każdy mężczyzna powinien wykonywać raz w roku. Twierdzi, że sam również podda się tym samym testom, aby nadać całej sytuacji pozory zwykłego, profilaktycznego przeglądu zdrowia i nie wzbudzać w Cemilu podejrzeń.

Gdy Cihan zostaje sam na korytarzu, jego telefon zaczyna dzwonić.

— Słucham — odbiera cicho.

— Rozmawiałem z Hancer — mówi Engin. — Zapytałem o honorarium.

Cihan milknie.

— Ile sobie zażyczyła?

— Nic. Powiedziała, że projekt nie jest na sprzedaż. Nie chce pieniędzy.

Przez moment po drugiej stronie słychać tylko oddech.

Na twarzy Cihana pojawia się subtelny, niemal niedostrzegalny uśmiech. Oparty o chłodną ścianę kliniki, przymyka oczy.

To była odpowiedź, którą najbardziej chciał usłyszeć.

— Rozumiem — mówi spokojnie. — Dziękuję.

Rozłącza się, a w jego spojrzeniu pojawia się ulga… i cicha nadzieja.

***

Popołudniowe słońce oświetla podjazd rezydencji. W powietrzu unosi się cisza, przerywana jedynie szumem palm poruszanych lekkim wiatrem.

Pod bramą zatrzymuje się taksówka. Drzwi otwierają się powoli i wysiada z niej Beyza. Poprawia płaszcz i już ma ruszyć w stronę wejścia, gdy jej wzrok zatrzymuje się na obcej sylwetce stojącej przy starym domu.

Mężczyzna jest wysoki, szczupły, ubrany w ciemną kurtkę. Ma ostre rysy twarzy, krótko przystrzyżoną brodę i spojrzenie, które zdradza cierpliwość człowieka przyzwyczajonego do egzekwowania długów. Nie wygląda jak ktoś, kto przyszedł z wizytą towarzyską.

Beyza instynktownie cofa się i chowa za jedną z wysokich palm rosnących przy podjeździe.

— Kim on jest? — szepcze do siebie. — I czego tu szuka?

Drzwi starego domu otwierają się. Na zewnątrz wychodzi Hancer. Jej twarz jest spokojna, lecz gdy dostrzega nieznajomego, w jej oczach pojawia się niepokój.

— Kogo pan szuka? — pyta uprzejmie, choć wyraźnie czujnie.

Mężczyzna mierzy ją zimnym spojrzeniem.

— Przyszedłem po swoje pieniądze. Dług Cemila. — Jego głos jest niski, twardy. — Wszyscy wiemy, że twój brat nie zapłaci. Więc ty zapłacisz za niego.

Hancer blednie.

— Proszę… — mówi ciszej, rozglądając się nerwowo, czy nikt nie słyszy. — Ureguluję wszystko. Daj mi tylko trochę czasu.

Yakup unosi brew.

— Czasu? — prycha. — Myślisz, że przyszedłem tu spacerować? Czy wyglądam na człowieka, który rozdaje terminy?

— Nie mam teraz przy sobie pieniędzy — tłumaczy szybko Hancer, a głos zaczyna jej drżeć. — Ale oddam wszystko. Przysięgam. Tylko nie teraz. Proszę.

Mężczyzna spogląda na ogromną rezydencję za jej plecami.

— Mieszkasz w takim miejscu i mówisz, że nie masz pieniędzy? — mówi z kpiną. — Dobrze. Skoro ty nie możesz zapłacić… pójdę do twojego męża.

Hancer robi krok w jego stronę, jakby chciała zatrzymać go własnym ciałem.

— Nie! — szepcze rozpaczliwie. — Proszę, nie rób tego. Mój mąż nie może się o tym dowiedzieć. Zapłacę. Cokolwiek będzie trzeba. Ale nie mieszaj w to jego.

Ukryta za palmą Beyza obserwuje całą scenę z rosnącym zainteresowaniem. Na jej twarzy pojawia się powolny, triumfalny uśmiech.

— A więc tak… — szepcze do siebie.

Jej oczy błyszczą.

Wreszcie odkryła coś, czym może uderzyć. I nie zamierza zmarnować tej okazji.

Powyższy tekst stanowi autorskie streszczenie i interpretację wydarzeń z serialu Gelin. Inspiracją do jego stworzenia był film Gelin 31.Bölüm dostępny na oficjalnym kanale serialu w serwisie YouTube. W artykule zamieszczono również zrzuty ekranu pochodzące z tego odcinka, które zostały użyte wyłącznie w celach informacyjnych i ilustracyjnych. Wszystkie prawa do postaci, fabuły i materiału źródłowego należą do ich prawowitych właścicieli.

Podobne wpisy

  • Panna młoda odc. 22: Hancer ucieka od Develioglu!

    Późnym wieczorem Cihan przyjeżdża do starego domu. Wręcza Hancer torbę z milionem w gotówce i domaga się, by dotrzymała zawartej umowy. Dochodzi do gwałtownej konfrontacji, podczas której Hancer odrzuca pieniądze i sprzeciwia się Cihanowi. Mężczyzna wycofuje się, zapowiadając wyjazd do kliniki i opuszcza dom. Z ukrycia sytuację obserwuje Beyza, przekonana, że jej intryga z zegarkiem zadziałała. W rezydencji Cihan w ostrym tonie stawia granice Mukadder i informuje ją, że dziecko zostanie poczęte metodą in vitro. Następnego ranka okazuje się, że Hancer zniknęła — spakowała walizkę i opuściła stary dom. Cihan przejmuje sprawę, zakazuje matce ingerencji i uruchamia obserwację żony. Trop prowadzi na wybrzeże, gdzie Hancer siedzi samotnie nad morzem. Kontaktuje się z nią dr Yasemin z kliniki, oferując pomoc i osobiste spotkanie, co daje Hancer pierwszą od dawna nadzieję na wsparcie.

  • Panna młoda odc. 41: Aysu ma coś do ukrycia! Beyza chce posagu!

    Po nocnej kłótni z matką Cihan nocuje w firmie i pracuje do świtu nad nowymi projektami. Engin odkrywa, że inspiracją wzoru jest ręcznie robiony sweter Hancer i uświadamia Cihanowi jej talent. Tymczasem w rezydencji Mukadder pogrąża się w gniewie i rozpaczy, odmawia jedzenia i zakazuje służbie pomagać Hancer. Beyza zapowiada, że zażąda od Cihana własnego posagu, co doprowadza Mukadder do załamania. W tajemnicy Aysu dostarcza Hancer śniadanie i ujawnia, że Cihan nie wróci, dopóki matka nie przeprosi. Wieczorem Yonca zbliża się do Nusreta, podsłuchuje jego rozmowę z Beyzą o posagu i odkrywa słaby punkt rywalki, który może wykorzystać.

  • Panna młoda odc. 44: Cihan ostatecznie zamyka rozdział z Beyzą!

    Beyza wymusza na Cihanie rozmowę i domaga się wydania swojego posagu po rozwodzie. Cihan bez wahania zgadza się, dając jej pełną swobodę wyboru biżuterii i jasno zamykając wszelkie więzi między nimi. Beyza odbiera to jako ostateczne odrzucenie i obarcza winą Yoncę oraz Hancer. Zdeterminowana, przekazuje Yoncy dziesięć złotych bransoletek, spełniając warunki szantażu, ale jednocześnie składa jej groźbę. Derya przeżywa panikę po zniknięciu doniczki, w której ukryła pieniądze. Podejrzewa sąsiadkę i wywołuje awanturę, po czym odkrywa, że kwiat trafił do sklepu Cemila. Choć odzyskuje „skarb”, musi pogodzić się z tym, że piwonia zostaje w sklepie jako rzekomy talizman szczęścia.

  • Panna młoda odc. 35: Hancer buntuje się przeciwko kontroli Cihana!

    Hancer wraca do domu po wizycie u doktor Yasemin i natychmiast konfrontuje się z Cihanem, który zarzuca jej samowolę i brak lojalności. Między małżonkami dochodzi do ostrej kłótni o kontrolę, decyzje i rozpoczęcie terapii. Hancer jasno deklaruje, że następnego dnia rozpocznie leczenie – niezależnie od jego zgody. Cihan opuszcza dom w gniewie i zjawia się w gabinecie Yasemin, próbując zablokować terapię. Lekarka stawia ultimatum: jeśli Hancer przyjdzie, leczenie ruszy. Yonca odwiedza Nusreta w jego domu i zaskakuje Beyzę. Tymczasem Derya informuje Cihana o pogarszającym się stanie Cemila, prosząc o pomoc i milczenie wobec Hancer. Cihan nie wie, że Hancer zna prawdę, a choroba Cemila jest elementem ukrytego planu, którego celem jest szybka ciąża Hancer i korzyści dla Deryi.

  • Panna młoda odc. 11 i 12: Dom z koszmaru! Hancer traci przytomność!

    Engin informuje Cihana o wizycie brata Hancer w firmie, a rozmowa ujawnia irytację Cihana koniecznością odgrywania „idealnego zięcia” i jego przekonanie, że Hancer kieruje się wyłącznie pieniędzmi. Derya i Hancer przyjeżdżają do posiadłości Develioglu z prezentami, a Derya chwali się zdjęciami z grilla i „zaręczyn”, co wywołuje zazdrość i gniew Beyzy. Cihan w ostrych słowach upokarza Hancer w gabinecie, zabrania jej rodzinie zbliżać się do Develioglu i każe natychmiast opuścić dom. Beyza prowadzi Hancer do starego domu na terenie posiadłości, gdzie dziewczyna doznaje silnego déjà vu i traci przytomność. Cihan znajduje ją nieprzytomną, oskarża Beyzę, ale po odzyskaniu świadomości Hancer błaga, by nie kazał jej mieszkać w tym domu. Cihan pozostaje niewzruszony, stawiając jej ultimatum, a Hancer odchodzi pieszo, przekonana, że miejsce ze snów kryje mroczną tajemnicę.

  • Panna młoda odc. 1: Nowy serial turecki na antenie TVP2!

    Spokojny poranek w ubogim domu Hancer i jej rodziny szybko ustępuje miejsca kolejnym problemom. Dziewczyna opiekuje się małym Emirem i mimo skrajnej biedy stara się zapewnić mu namiastkę normalności. W sklepie spotyka się z odmową dalszego kredytu, a wracając do domu jest świadkiem kolejnego omdlenia swojego brata Cemila, który trafia do szpitala. Tam Hancer mierzy się z pretensjami i chłodem bratowej Deryi. Następnie poznajemy kulisy bezwzględnych planów Mukadder, która szuka idealnej kandydatki na matkę wnuka dla swojego syna Cihana. Dochodzi do rozwodu Cihana i Beyzy, za którym stoją rodzinne naciski i tajemnice. Tymczasem po powrocie ze szpitala rodzinę Hancer czeka kolejny cios: zostają wyrzuceni z domu za zaległy czynsz. Hancer otrzymuje kilka dni na spłatę długu, nie wiedząc, skąd wziąć pieniądze.