Panna młoda odc. 61: Beyza w potrzasku! Hancer chce spotkania z „byłą żoną”!

Beyza i Hancer rozmawiają przed starym domem.

„Panna młoda” Odc. 61 – streszczenie

Mały dom Cemila jest cichy i skromny. Jasne ściany, prosta kanapa przy oknie zasłoniętym koronkową firanką i stary piecyk stojący w kącie tworzą atmosferę zwyczajnego, biedniejszego domu. Na ścianie wisi niewielki obraz z kwiatami, a przy drzwiach stoi drewniany wieszak na płaszcze.

Hancer puka do drzwi. Po chwili otwiera je Derya. Na widok szwagierki unosi brwi ze zdziwieniem.

— Hancer? — pyta. — Dlaczego przyszłaś? Czy coś się stało?

— Nie, bratowo — odpowiada szybko Hancer, wchodząc do środka. — Powiedziałaś rano, że brat źle się czuje, więc się przestraszyłam. Przyszłam go zobaczyć. Gdzie on jest?

— Poszedł kupić chleb — wzdycha Derya. — Zaraz powinien wrócić.

Hancer marszczy brwi.

— Dlaczego wysłałaś go po chleb, skoro jest chory? — mówi z wyrzutem. — A jeśli zasłabnie na ulicy i upadnie?

Derya prycha z lekką irytacją.

— Mówisz tak, jakbyś nie znała swojego brata. — Rozkłada ręce. — Czy on kiedykolwiek mnie słuchał?

Hancer kręci głową.

— Dobrze. W takim razie pójdę go poszukać.

Robi krok w stronę drzwi i sięga do klamki, ale w tej samej chwili drzwi nagle się otwierają.

Do środka wchodzi Cemil.

W ręku trzyma żółtą reklamówkę z dwoma jeszcze ciepłymi bochenkami chleba. Na jego twarzy widać zmęczenie.

Hancer od razu podchodzi do niego.

— Bratowa powiedziała mi, że nie czujesz się dobrze — mówi z troską. — Bardzo się przestraszyłam. Dlatego przyszłam.

Cemil zatrzymuje się w progu i kieruje na żonę ciężkie, pełne pretensji spojrzenie.

— Nie potrafisz utrzymać języka za zębami — mówi chłodno. — Dlaczego musiałaś ją martwić bez powodu?

— Nie bądź zły na bratową — wtrąca szybko Hancer, próbując złagodzić sytuację. Na jej twarzy pojawia się nagle delikatny uśmiech. — Właściwie przyszłam z dobrą wiadomością.

Cemil spogląda na nią uważniej.

— Twój szwagier znalazł lekarza — mówi Hancer z nadzieją w głosie. — Powiedział, że jest szansa. Ten lekarz jest teraz za granicą, ale kiedy wróci, zbada cię.

Na twarzy Cemila pojawia się ledwie zauważalny uśmiech. Nie ma w nim jednak radości — raczej zmęczona rezygnacja.

— Dobrze — odpowiada spokojnie. — Zobaczymy, kiedy wróci.

Derya klaszcze lekko w dłonie, chcąc zmienić atmosferę.

— No dobrze, nie stójmy tak — mówi. — Zjedzmy razem śniadanie.

Cemil od razu kręci głową.

— Ja nie zostanę. Idę do sklepu.

— Jakby klienci walili tam drzwiami i oknami… — rzuca Derya z ironią. — Twoja siostra przyszła w odwiedziny. Usiądźmy razem choć na chwilę.

— Dlaczego tak nalegasz, Deryo? — odpowiada zniecierpliwiony Cemil. — Nie chce mi się jeść. Idę do sklepu.

Odwraca się i wychodzi z domu. Drzwi cicho się za nim zamykają.

Derya prycha z irytacją.

— Taki jest cały czas — mówi. — Nawet jeśli powiesz mu coś dobrego, nic to nie zmienia. Stał się zupełnie innym człowiekiem.

Hancer nie odpowiada. Szybko wychodzi z domu. Na podwórku dogania brata pod drewnianą altaną. Wokół stoją doniczki z roślinami, a zza ogrodzenia widać w oddali błękit wody.

Hancer chwyta go za ręce, zatrzymując.

— Dlaczego to robisz? — pyta z bólem w głosie. — Znaleźliśmy lekarza. Jest nadzieja. Dlaczego jesteś taki obojętny? Czy wcale cię to nie cieszy?

Cemil patrzy na nią spokojnie, jakby już dawno pogodził się z losem.

— Wiesz, co by mnie naprawdę uszczęśliwiło? — mówi cicho.

Hancer milknie.

— Gdybym umarł.

Jej oczy natychmiast wypełniają się przerażeniem.

— Bracie… — szepcze.

— Otworzyć sklep z wiadrem farby w ręku — ciągnie spokojnie — odejść nagle i nie być dla nikogo ciężarem. To by mnie uszczęśliwiło.

— Dlaczego tak mówisz? — pyta Hancer ze łzami w oczach. — Chcesz mnie zranić?

Cemil delikatnie dotyka jej policzka.

— Kochana… czy myślisz, że chciałbym cię martwić?

Patrzy na nią ciepło.

— Po prostu mówię to, co czuję. Oddałem cię twojemu mężowi. Jesteś z nim szczęśliwa. — Robi krótką pauzę. — Gdyby Bóg zabrał mnie teraz, odszedłbym ze spokojnym sercem.

Hancer kręci głową, nie mogąc powstrzymać łez.

— Ty też zachowaj spokój — dodaje Cemil. — Nie żałuj niczego.

Patrzy przed siebie, jakby liczył każdy dzień.

— Chcę przeżyć to, co mi zostało, na własnych nogach. Nie chcę być od nikogo zależny.

Po chwili mówi ciszej:

— Jestem wdzięczny Cihanowi, że o mnie myśli. Niech Bóg go błogosławi. — Jego spojrzenie nagle twardnieje. — Ale jeśli jeszcze raz wspomnisz o lekarzu i zburzysz mój spokój… pokłócimy się, Hancer.

Zapada cisza.

Cemil odwraca się i odchodzi w stronę drogi. Hancer już go nie zatrzymuje.

Stoi nieruchomo pod altaną, patrząc za nim. Na jej twarzy maluje się smutek, bezradność i cichy ból.

***

W przestronnym, nowoczesnym gabinecie panuje cisza. Za dużym biurkiem siedzi Cihan. Jego wzrok jest nieobecny, a palce powoli obracają długopis, jakby wykonywał tę czynność zupełnie bezwiednie. Na półce za nim stoją dekoracyjne rzeźby i eleganckie ozdoby, a światło wpadające przez duże okno rozjaśnia sterylne, jasne wnętrze biura.

Przed biurkiem stoi Engin. Rozkłada na blacie duży arkusz papieru – projekt plakatu.

— Dział marketingu wybrał te dwie wersje plakatu — mówi rzeczowo. — Którąkolwiek zatwierdzisz, natychmiast wyślemy ją do druku.

Cihan nawet nie spogląda na projekty. Wciąż obraca długopis między palcami.

— Wybierz którykolwiek i wyślij do druku, Enginie — odpowiada obojętnie.

Engin przygląda mu się uważnie, po czym siada w fotelu naprzeciwko.

— Znowu coś się dzieje między tobą a Hancer? — pyta spokojnie.

Cihan unosi lekko brwi.

— Aż tak to widać?

Engin uśmiecha się pod nosem.

— Oczywiście. Zauważyłem to od razu.

Cihan opiera się o oparcie krzesła i na chwilę milknie.

— Nie rozumiem, czego Hancer tak naprawdę chce — mówi w końcu powoli. — Przywiozłem ją z powrotem do domu, ale… nie zachowuje się tak jak wcześniej.

Jego spojrzenie staje się ciężkie.

— Jest wobec mnie chłodna. Zdystansowana. Unika mojego wzroku, jakby coś ją dręczyło. Jakby coś zjadało ją od środka.

Engin splata dłonie.

— Jej brat jest chory — przypomina spokojnie. — Co innego mogłoby ją tak przytłaczać?

Cihan milczy przez chwilę.

— Jeśli tak jest, mogłaby mi o tym powiedzieć — odpowiada w końcu. — Myślałem, że między nami powstało już wystarczające zaufanie.

Jego głos staje się bardziej napięty.

— A jeśli do tej pory nie udało mi się go zbudować… to znaczy, że wiele rzeczy musimy przemyśleć od nowa.

W tej chwili drzwi gabinetu otwierają się cicho.

Do środka wchodzi sekretarka. Jej kroki są powolne, a twarz blada i zmęczona. W rękach trzyma plik dokumentów. Podchodzi do biurka niemal mechanicznie.

— Proszę podpisać, panie Cihanie — mówi cicho.

Cihan bierze dokumenty i zaczyna składać podpisy. Kobieta stoi obok, jakby myślami była gdzieś bardzo daleko.

Gdy tylko podpisuje ostatnią stronę, sekretarka szybko zabiera papiery i odwraca się w stronę drzwi.

— Wszystko w porządku? — pyta nagle Cihan.

Kobieta zatrzymuje się zaskoczona.

— Mówił pan do mnie?

— Tak, do ciebie — odpowiada spokojnie. — Nie wyglądasz dobrze.

Engin również spogląda na nią uważniej.

— Cihan ma rację, pani Cemre — mówi łagodnie. — Twoje oczy są pełne łez. Proszę, usiądź na chwilę.

Kobieta waha się przez moment, po czym siada w wolnym fotelu naprzeciwko biurka. Splata dłonie na kolanach.

— Gdybym nie porozmawiała z Yasemin… — zaczyna cicho — choroba mojej mamy nie zostałaby zdiagnozowana na czas.

Engin lekko się prostuje.

— To przecież dobra wiadomość — mówi. — Zdiagnozowano ją wcześnie. Dlaczego więc jesteś taka przygnębiona?

Cemre opuszcza wzrok.

— Bardzo się boję, panie Enginie — wyznaje. — Kiedy ktoś, kogo kochasz, jest chory, wpadasz w panikę.

Cihan patrzy na nią uważnie.

— Engin ma rację — mówi spokojnie. — To dobrze, że chorobę wykryto tak wcześnie. Można natychmiast rozpocząć leczenie.

Po chwili dodaje z powagą:

— Zrobimy wszystko, żeby pomóc twojej mamie.

Na twarzy Cemre pojawia się cień wdzięczności.

— Dziękuję, panie Cihanie — mówi cicho. — Wiedziałam, że mnie nie zostawisz.

Powoli wstaje z fotela.

— Pójdę już.

Kłania się lekko i wychodzi z gabinetu.

W pomieszczeniu znów zapada cisza.

***

Wieczór.

Po długim dniu pracy Cihan zatrzymuje samochód przed starym domem. Silnik cichnie, ale on przez chwilę nie wysiada. Opiera dłonie o kierownicę, jakby zbierał myśli. W końcu wysiada i kieruje się do środka.

W domu panuje cisza.

Kiedy wchodzi do sypialni, zatrzymuje się w progu. Na łóżku, przy lampce rzucającej ciepłe światło na granatowe ściany pokoju, siedzi Hancer. Ma opuszczoną głowę, a po policzkach spływają jej ciche łzy.

Cihan natychmiast podchodzi bliżej i siada obok niej na łóżku.

— Co się stało? — pyta z niepokojem. — Dlaczego płaczesz?

Hancer podnosi na niego zaczerwienione oczy.

— Mój brat… — mówi drżącym głosem. — On się opiera. Nie chce się leczyć. Nie chce nawet słuchać o lekarzu.

Jej głos załamuje się.

— Nie chcę bezczynnie patrzeć, jak umiera, Cihanie, ale nie potrafię nic zrobić. Jestem kompletnie bezradna.

Cihan patrzy na nią uważnie.

— To o to chodzi?

Hancer prostuje się nagle, jakby jego reakcja ją zabolała.

— Chyba mnie nie słyszałeś — mówi z rozpaczą. — Mówię ci, że mój brat może umrzeć! A ja nie potrafię go powstrzymać!

Cihan zbliża się do niej spokojnie. Delikatnie odgarnia z jej twarzy kosmyk włosów i opuszkami palców ociera łzy z jej policzków.

— Posłuchaj mnie — mówi cicho, patrząc jej prosto w oczy. — Dopóki masz mnie obok siebie, nie masz powodu do zmartwień.

Na moment zapada cisza.

— Umówiłem twojego brata na wizytę u lekarza — dodaje. — Ten lekarz jest teraz za granicą, ale kiedy tylko wróci, pójdziemy do niego razem. Wszyscy.

Hancer kręci lekko głową.

— Mój brat się nie zgodzi.

Na ustach Cihana pojawia się cień uśmiechu.

— Nie będzie miał wyboru. — Nachyla się nieco bliżej. — Przekonam go. A jeśli będzie trzeba… zmuszę go.

Próbuje rozładować napięcie.

— No dalej, uśmiechnij się trochę. Jeśli istnieje jakakolwiek terapia, twój brat z niej skorzysta. Nawet jeśli będę musiał zabrać go siłą.

Spogląda na nią znacząco.

— Znasz mnie. Wiesz, że jestem do tego zdolny.

Na twarzy Hancer pojawia się cień uśmiechu. Oboje wiedzą, że mówi prawdę. W końcu kiedyś ją porwał.

— Jeśli naprawdę cię kocha — dodaje Cihan łagodniej — nie pozwoli, żebyś została na świecie sama.

W tej chwili jego telefon zaczyna dzwonić. Cihan jednak wciąż patrzy w oczy Hancer i w ogóle tego nie zauważa.

— Odbierz — mówi cicho Hancer. — To może być coś ważnego.

Cihan wyciąga telefon z kieszeni marynarki.

— Tak, bratowo?

Po drugiej stronie rozlega się dziecięcy głos.

— Wujku! Kiedy przyjdziesz? — pyta Mine z wyraźnym podekscytowaniem. — Obiecałeś, że zabierzesz mnie do kina!

Cihan zamyka na chwilę oczy.

— Już idę. Przygotuj się.

Rozłącza się i odkłada telefon.

— Obiecałem Mine, że zabiorę ją do kina — mówi z lekkim zakłopotaniem. — Zupełnie o tym zapomniałem.

Po chwili spogląda na Hancer.

— Może pojedziesz z nami?

Hancer delikatnie kręci głową.

— Może Mine chce spędzić ten wieczór tylko z tobą. Pojedziemy razem innym razem.

Cihan unosi jej podbródek palcami.

— Nie bądź taka smutna — mówi cicho. — Zajmę się wszystkim.

Uśmiecha się do niej, po czym wstaje i wychodzi z pokoju. Drzwi zamykają się cicho.

Na twarzy Hancer uśmiech znika niemal natychmiast. W jej oczach znów pojawia się ciężki cień. Patrzy w przestrzeń.

— Muszę to rozwiązać jak najszybciej… — szepcze do siebie. Jej dłonie zaciskają się nerwowo. — Nie mogę dalej udawać, że nic się nie stało.

Ciężko wzdycha.

— Moje serce tego nie wytrzyma.

***

Wieczór jest ciepły i cichy. W ogrodzie przed starym domem świecą niewielkie lampy, a liście drzew delikatnie poruszają się na wietrze. Pod altaną stoi duży stół z jasnymi, plecionymi krzesłami. W oknach domu stoją doniczki z kwiatami, których kolory rozjaśniają nocną scenerię.

Hancer czeka przy stole. Jej dłonie są splecione, a twarz napięta. Widać, że długo zbierała się na tę rozmowę.

Po kilku minutach w ogrodzie pojawia się Beyza. Zatrzymuje się kilka kroków od niej.

— Dlaczego mnie wezwałaś? — pyta chłodno.

Hancer bierze spokojny oddech.

— Musisz przekazać komuś wiadomość — odpowiada.

Beyza marszczy brwi.

— Komu? I dlaczego akurat ja?

— Bo ją znasz — mówi Hancer. — Chodzi o byłą żonę Cihana.

Beyza nagle zastyga. Na ułamek sekundy przełyka ślinę i milknie.

W jej głowie pojawia się jedna myśl: czy ona już wie? Czy Hancer odkryła prawdę? Czy domyśla się, że to właśnie ona jest tą kobietą?

Jednak Hancer mówi dalej, nie zauważając napięcia.

— Zadzwoniła do mnie wczoraj wieczorem — kontynuuje spokojnie. — Gdyby nie zrobiła tego z ukrytego numeru, sama bym do niej oddzwoniła. Dlatego proszę cię o pomoc.

Patrzy Beyzie prosto w oczy.

— Powiedz jej, że jestem gotowa się z nią spotkać.

Beyza przez chwilę nic nie mówi. Wyraźnie nie była przygotowana na taki obrót spraw.

— Skąd nagle taki pomysł? — pyta w końcu. — Dlaczego tak bardzo ci na tym zależy?

— Muszę ją o coś zapytać — odpowiada Hancer cicho. — To dla mnie bardzo ważne.

Beyza przygląda się jej uważnie.

— Mówiłam ci już wcześniej — mówi powoli. — Cihan i jego była żona rozstali się w zgodzie. Gdyby ciocia Mukadder nie nalegała na wnuka, prawdopodobnie nadal byliby razem.

Hancer spuszcza na moment wzrok.

— Ona nie wini pani Mukadder — mówi cicho. — Wini mnie.

Podnosi głowę.

— A ja nie chcę, żeby ktoś miał o mnie złe zdanie.

Jej głos staje się bardziej stanowczy.

— Nikogo nie znałam przed ślubem. Ani jej, ani pani Mukadder, ani Cihana. To było zaaranżowane małżeństwo i wszyscy o tym wiedzą. Jestem pewna, że jego była żona też o tym wie.

Zaciska dłonie.

— Nigdy nie weszłabym w czyjeś małżeństwo. Wiem, jak wielkim grzechem jest rozbijanie czyjegoś domu. To w ogóle do mnie nie pasuje.

Jej oczy błyszczą od emocji.

— Jeśli ma mi coś do powiedzenia, niech powie to prosto w twarz. Jestem gotowa wysłuchać wszystkiego.

Na twarzy Beyzy pojawia się nagle ostre napięcie.

— Dlaczego w ogóle chcesz z nią rozmawiać? — pyta chłodniej. — Jeśli chcesz się czegoś dowiedzieć, zapytaj Cihana.

— Z nim też porozmawiam — odpowiada spokojnie Hancer. — Ale najpierw muszę zrozumieć pewne rzeczy.

Robi krok bliżej.

— Niech powie mi prosto w twarz, co jest nie tak. Chcę jak najszybciej zamknąć ten rozdział.

Beyza wzrusza ramionami.

— A co ja mam z tym zrobić? To sprawa między wami.

Hancer przez chwilę się zastanawia.

— Dobrze. W takim razie powiedz jej tylko jedno: żeby do mnie zadzwoniła. Nie będziesz wtedy w środku tej sprawy.

Po chwili dodaje:

— Możesz zadzwonić do niej nawet teraz.

Beyza kręci głową.

— Skoro zadzwoniła do ciebie z ukrytego numeru, musiała mieć powód — mówi. — Nie byłoby w porządku, gdybym zrobiła coś takiego bez jej zgody.

Odwraca się lekko.

— Najpierw z nią porozmawiam. Potem dam ci znać.

Nie czekając na odpowiedź, rusza alejką w stronę rezydencji.

Kiedy oddala się od altany i jest już sama, jej twarz zmienia się całkowicie. Spokojna maska znika.

— Kłamliwa zdzira… — syczy pod nosem.

Jej oczy płoną gniewem.

— Jeszcze śmie mówić, że nie ukradła mi męża.

Zaciska pięści.

— Czy nie przyszła tu sama? Czy nie rozmawiała z Cihanem i nie zmanipulowała go?

Beyza przyspiesza kroku.

— A teraz udaje niewinną…

Powyższy tekst stanowi autorskie streszczenie i interpretację wydarzeń z serialu Gelin. Inspiracją do jego stworzenia były filmy Gelin 40.Bölüm i Gelin 41.Bölüm dostępne na oficjalnym kanale serialu w serwisie YouTube. W artykule zamieszczono również zrzuty ekranu pochodzące z tych odcinków, które zostały użyte wyłącznie w celach informacyjnych i ilustracyjnych. Wszystkie prawa do postaci, fabuły i materiału źródłowego należą do ich prawowitych właścicieli.

Podobne wpisy

  • Panna młoda odc. 33: Mukadder atakuje Beyzę laską!

    Mukadder w brutalnej konfrontacji oskarża Beyzę o próbę zniszczenia rodu Develioglu i wyrzuca ją z rezydencji, grożąc surową karą. Upokorzona Beyza wraca do domu ojca, gdzie ukrywa prawdziwy powód swojego wyjazdu, podsycając w sobie gniew i żądzę zemsty. Cihan, wstrząśnięty wydarzeniami w klinice, przyznaje Enginowi, że niemal zrujnował życie Hancer i zleca dokładne śledztwo w sprawie lekarki. Mimo wyrzutów sumienia nie rezygnuje jednak z planów dotyczących in vitro. Mukadder odwiedza Hancer i narzuca jej nową decyzję: rezygnację z procedur i zajście w ciążę w „naturalny” sposób, bez pytania jej o zdanie. Presja wobec Hancer narasta, a Beyza, uspokojona wsparciem ojca, odzyskuje pewność, że wkrótce wszystko wróci na jej miejsce.

  • Panna młoda odc. 5 i 6: Cihan pakuje walizkę! Ma dość Beyzy!

    Beyza, niepogodzona z rozwodem, zakłada z powrotem obrączkę i składa wniosek o cofnięcie rozwodu. Cihan zabiera Hancer na badanie ginekologiczne, traktując je jak formalność potwierdzającą warunki umowy. Cihan dowiaduje się o ruchu Beyzy i dochodzi między nimi do gwałtownej konfrontacji, zakończonej jego decyzją o odejściu. Beyza, załamana, błaga go, by został, i ostatecznie wycofuje wniosek rozwodowy. Hancer ujawnia Deryi prawdę o pieniądzach i planowanym ślubie, wyznając, że zrobiła to, by zapewnić choremu bratu spokojne ostatnie dni. Tymczasem Mukadder i Nusret ścierają się w konflikcie o przyszłość rodziny. Mukadder ujawnia Beyzie swój bezwzględny plan: Hancer ma urodzić dziecko, a potem zostać usunięta z ich życia.

  • Panna młoda odc. 21: Mukadder szykuje Hancer na noc z Cihanem!

    Mukadder ogłasza w rezydencji, że Cihan spędzi noc w starym domu. Natychmiast rozpoczyna przygotowania: zamawia fryzjerkę, luksusowe koszule nocne i poleca wysłać do Hancer ulubione potrawy syna. Beyza buntuje się przeciw tej decyzji, lecz Mukadder jasno daje jej do zrozumienia, że jedynym celem jest wnuk. Po kłótni Beyza w samotności wpada w histerię, a ojciec zmusza ją do opanowania emocji, by nie straciła wpływów. Wieczorem Hancer czeka w napięciu na Cihana. Niespodziewanie odwiedza ją Beyza, udając życzliwość, i przekazuje szkatułkę rzekomo od byłej żony Cihana. W środku Hancer znajduje zegarek, który Cemil podarował Cihanowi w dniu ślubu. Beyza sugeruje, że Cihan spędził noc u byłej żony i zostawił tam pamiątkę. Wstrząśnięta Hancer zostaje sama, nieświadoma, że Beyza celowo doprowadziła do intrygi, by tej nocy rozdzielić małżonków.

  • Panna młoda odc. 32: Cihan przerywa operację i ratuje Hancer!

    Cihan kontaktuje się z Yasemin, by upewnić się co do wyboru doktor Fusun Kaby, jednak ignoruje jej ostrzeżenia i nie rezygnuje z procedury in vitro. Sinem, działając na polecenie Mukadder, pomaga Hancer wykonać pierwszy zastrzyk hormonalny, przełamując jej paniczny lęk. Beyza szantażuje Fusun dowodami nielegalnej aborcji z przeszłości, zmuszając ją do posłuszeństwa. Gdy Hancer trafia do szpitala na zabieg, Cihan spotyka się z byłą asystentką Fusun i poznaje prawdę o jej nieetycznych praktykach. W ostatniej chwili wpada na salę operacyjną, przerywa procedurę i wynosi Hancer z kliniki. Plan Beyzy załamuje się, a ona dowiaduje się, że operacja nie doszła do skutku.

  • Panna młoda odc. 46: Engin nie ma wątpliwości: Cihan się zakochał!

    Cihan, po rozmowie z Yasemin, rezygnuje z in vitro, by nie wywierać presji na Hancer, i planuje wspólny wyjazd do Hereke. Hancer podsłuchuje fragment rozmowy i uznaje, że wciąż jest dla niego jedynie sposobem na dziecko, dlatego w ostatniej chwili odmawia podróży. Cihan czuje się odrzucony i również rezygnuje z wyjazdu. W rezydencji Beyza doprowadza do wyrzucenia Fadime i Aysu, mimo braku dowodów kradzieży. Hancer przygarnia je do starego domu i zapowiada, że Cihan wszystko wyjaśni. Tymczasem Engin sugeruje Cihanowi, że zaczyna kochać Hancer, a Derya niemal zostaje przyłapana przez Cemila na ukrywaniu pieniędzy w donicy.

  • Panna młoda odc. 58: Cihan chce wyznać prawdę o Beyzie! Ona kopie dla niego grób!

    Po uzyskaniu zgody Cemila Cihan zabiera Hancer na grób swojego brata Metina, który zginął w wypadku samochodowym. Wyznaje, że wciąż czuje się winny jego śmierci i dlatego tak bardzo pragnie mieć syna, który będzie kontynuacją rodzinnej historii. Później w rezydencji wybucha ostra kłótnia między Cihanem a Mukadder, która obraża Hancer i oskarża syna o zdradę rodziny. W trakcie sprzeczki Cihan ujawnia, że przez siedem lat był żonaty z Beyzą bez miłości – a ona słyszy to ukryta w przedpokoju. Następnie Cihan spotyka się z Enginem i postanawia powiedzieć Hancer prawdę o swojej byłej żonie. Tymczasem Beyza, załamana wyznaniem Cihana, popada w rozpacz i razem z ojcem zaczyna knuć plan zniszczenia zarówno Cihana, jak i Hancer.