Panna młoda odc. 65: Hancer rzuca się w ramiona Cihana!

Hancer przytula się do Cihana. Jest szczęśliwa.

„Panna młoda” Odc. 65 – streszczenie

Korytarz, który jeszcze chwilę temu był pełen napięcia i strachu, nagle wypełnia się ulgą.

Drzwi sali się otwierają, a wiadomość rozchodzi się błyskawicznie — operacja się udała. Cemil żyje. Oddycha. Odzyskał przytomność.

Dla Hancer świat na moment zatrzymuje się w miejscu.

Jeszcze przed chwilą drżała ze strachu, a teraz nie potrafi powstrzymać emocji. Łzy napływają jej do oczu, ale tym razem to łzy ulgi.

Odwraca się — i bez chwili wahania rzuca się Cihanowi na szyję.

Wtula się w niego mocno, jakby chciała upewnić się, że to wszystko dzieje się naprawdę.

Cihan przez ułamek sekundy jest zaskoczony, ale zaraz obejmuje ją pewnie. Jedną ręką przyciąga ją bliżej, drugą delikatnie opiera na jej plecach.

Na jego twarzy pojawia się ciepły, niemal niezauważalny uśmiech.

— Dziękuję — szepcze Hancer, a jej głos drży. — Dziękuję za wszystko. I… wybacz mi.

Cihan lekko odsuwa się, by spojrzeć jej w oczy.

— To nie ma teraz żadnego znaczenia — mówi spokojnie. — Najważniejsze, że Cemil żyje.

Robi krótką pauzę.

— Kiedy stąd wyjdziemy, porozmawiamy. O wszystkim, co nosisz w sobie.

Hancer patrzy na niego przez łzy, ale na jej ustach pojawia się szczery uśmiech.

— Nie trzeba — odpowiada cicho. — Dostałam już wszystkie odpowiedzi.

Przygląda mu się uważnie, jakby widziała go po raz pierwszy.

— Nie mam więcej pytań.

Cihan marszczy lekko brwi, zaskoczony jej słowami, ale nic nie mówi.

— Jesteś moim bohaterem — dodaje Hancer z miękką pewnością.

I znów go obejmuje. Tym razem jeszcze mocniej.

W tle inni patrzą — jedni z ulgą, inni z milczącą zazdrością, jeszcze inni z niepokojem.

Bo choć jedno życie zostało uratowane… nie wszystkie serca zaznały spokoju.

***

Sinem nie zmrużyła oka przez całą noc.

Siedzi w ciężkim, rzeźbionym fotelu naprzeciw łóżka Mukadder, skulona, obejmując się ramionami, jakby próbowała powstrzymać drżenie. Jej ciało jest sztywne z zimna i napięcia, choć w pokoju panuje ciepło. To strach ją wychładza.

Jej oczy są zaczerwienione, a powieki spuchnięte od płaczu. Wzrok ma wbity w jedną pustą przestrzeń — jakby każda minuta bez córki była wiecznością.

Czeka.

W końcu Mukadder porusza się niespokojnie i otwiera oczy.

Zamarza.

Widok Sinem siedzącej w półmroku, nieruchomej, z twarzą wypraną z nadziei, sprawia, że kobieta gwałtownie podnosi się na łóżku.

— Dobry Boże… — mówi zaskoczona, opierając się o wezgłowie. — Co ty robisz w moim pokoju?

Sinem powoli wstaje. Jej ruchy są ciężkie, jakby każdy krok kosztował ją resztki sił.

Podchodzi do łóżka i siada na jego skraju. Jej dłoń drży, gdy dotyka ręki teściowej.

— Mamo… — jej głos jest cichy, złamany. — Proszę… oddaj mi moją córkę.

W jej oczach znów pojawiają się łzy.

— Ona się boi… — szepcze. — Na pewno się boi. Nigdy nie rozstawałam się z Mine ani na jeden dzień. Ona nie zaśnie beze mnie, nie zje… nie będzie wiedziała, co się dzieje…

Jej głos łamie się całkowicie.

— Błagam cię…

Mukadder patrzy na nią bez cienia wzruszenia.

— Czy myślisz, że powierzyłabym swoją wnuczkę byle komu? — odpowiada chłodno. — Ma teraz lepszą opiekę niż ta, którą ty jej zapewniałaś.

Te słowa uderzają jak policzek. Sinem cofa rękę, ale zaraz zaciska ją w pięść.

— Mamo, wystarczy! — mówi nagle, z bólem i desperacją. — Gdzie ona jest? Komu ją oddałaś? Sprowadź ją do domu!

Mukadder marszczy lekko brwi, jakby to wszystko było dla niej tylko niewygodną sceną.

— To dopiero drugi dzień — odpowiada spokojnie. — Naucz się cierpliwości.

— Drugi dzień?! — Sinem podnosi głos, nie panując nad emocjami. — Jak długo jeszcze?! Ile mam wytrzymać bez własnego dziecka?!

Łzy spływają po jej policzkach.

— Czy matka na to zasługuje?

Mukadder pochyla się lekko do przodu. Jej spojrzenie staje się ostre.

— Gdybyś była prawdziwą matką — mówi powoli — postawiłabyś córkę na pierwszym miejscu. A ty co zrobiłaś?

Sinem milknie.

— Sprzeciwiłaś mi się — kontynuuje Mukadder. — Poszłaś do szpitala, mimo że ci zabroniłam. Powiedziałaś, że zrobisz to bez względu na wszystko.

Jej głos twardnieje.

— To jest kara.

Cisza zapada ciężko między nimi.

— I to jest cena, którą zapłacisz — dodaje zimno. — A jeśli nadal będziesz uparta… kara się wydłuży.

Sinem wstaje i w milczeniu opuszcza pokój.

***

Gulsum krząta się przy stole, ustawiając talerze z niemal przesadną dokładnością. Każdy ruch jest cichy, wyuczony — jakby bała się zakłócić ciężką atmosferę, która od rana wisi w powietrzu. Na środku stołu stoi jeszcze nietknięte śniadanie — świeże pieczywo, dzbanek wody, talerze czekające na domowników, którzy jakby zapomnieli, że istnieje coś takiego jak zwykły dzień.

Do jadalni wchodzi Beyza. Jej kroki są spokojne, ale spojrzenie czujne.

— Dzień dobry, pani Beyzo — odzywa się Gulsum z uprzejmym ukłonem.

— Dzień dobry — odpowiada chłodno, omiatając wzrokiem stół. Po chwili przenosi spojrzenie na pokojówkę. — Masz oczy i uszy wszędzie. Powiedz mi… czy Cihan dzwonił do mojej cioci? Są jakieś wieści ze szpitala?

— Nie, nie słyszałam żadnej rozmowy — odpowiada ostrożnie Gulsum.

Beyza mruży lekko oczy.

— A ta „piękność ze slumsów”? — rzuca z jadem. — Kontaktowała się z Fadime albo Aysu?

— Nie, pani Beyzo. Nie było żadnych telefonów.

Krótka cisza.

— Dobrze — mówi w końcu Beyza. — Miej oczy i uszy szeroko otwarte. Jeśli dowiesz się czegokolwiek, natychmiast z tym do mnie przyjdź.

— Oczywiście. — Gulsum pochyla głowę i szybko znika w kuchni, jakby chciała uciec od tej rozmowy.

W tej samej chwili w jadalni pojawia się Sinem. Wygląda, jakby przeszła przez burzę — blada, z podkrążonymi oczami, z telefonem zaciśniętym w dłoni. Nie traci czasu na uprzejmości.

— Gdzie jest Mine?

Beyza unosi brew.

— Tobie również dzień dobry.

— Beyza… — głos Sinem drży. — Nie spałam całą noc. Powiedz mi, gdzie mama ją zabrała. Proszę… jeśli coś wiesz…

Beyza przygląda jej się uważnie, jak drapieżnik ofierze.

— Wiesz… ja nie mogę mieć dzieci — mówi spokojnie. — A ciocia nie ma czym mnie szantażować. Myślisz, że to wystarczający powód, żebym zdradzała ci wszystko, co wiem?

Sinem robi krok bliżej.

— Nie proszę o wszystko. Tylko o jedno. Gdzie jest moja córka?

— Skąd mam to wiedzieć?

— W tym domu nic się przed tobą nie ukryje — odpowiada Sinem niemal szeptem. — Nawet twoja ciocia nie potrafi niczego przed tobą ukryć. Proszę, jeśli coś wiesz…

Beyza uśmiecha się lekko. To uśmiech bez ciepła.

— Załóżmy, że coś wiem — mówi powoli. — Dlaczego miałabym ci powiedzieć? Czy ty myślałaś o mnie, kiedy biegałaś za Hancer? Teraz nagle chcesz współczucia?

Sinem zaciska dłonie.

— Beyza, błagam cię…

— Trzeba było myśleć wcześniej — przerywa jej ostro. — Wybrałaś stronę. Pamiętasz? To teraz jej się trzymaj.

W tym momencie telefon Sinem zaczyna dzwonić.

Sinem drży, gdy odbiera.

— Cemil odzyskał przytomność — mówi głos Cihana po drugiej stronie. — Chciałem, żebyś wiedziała.

Na moment czas się zatrzymuje.

— Naprawdę? — odpowiada Sinem cicho. — To… to wspaniale…

Ale w jej głosie nie ma radości. Cihan natychmiast to wyczuwa.

— Coś jest nie tak. Brzmisz dziwnie. W domu wszystko w porządku?

Sinem milknie. Podnosi wzrok.

Beyza patrzy na nią w milczeniu — ale to spojrzenie mówi więcej niż słowa. Ostre. Ostrzegawcze. Nie wolno jej powiedzieć prawdy.

— Ja… — Sinem przełyka ślinę. — Tak. Wszystko w porządku.

Kłamstwo smakuje gorzko.

— Pozdrów ode mnie Hancer — dodaje szybko i się rozłącza.

Cisza.

— Dobrze się spisałaś — mówi Beyza z satysfakcją. — Widzisz? Potrafisz kłamać, kiedy trzeba.

Sinem opuszcza rękę z telefonem.

— Zrobiłam to dla Mine — szepcze. — Nie mam już siły. Powiedz mi, jeśli coś wiesz.

Beyza prostuje się.

— Dobrze — mówi cicho. — Ale niech to zostanie między nami.

Sinem natychmiast chwyta jej dłoń. Pochyla głowę, niemal jakby miała upaść na kolana.

— Nikomu nie powiem. Przysięgam.

Beyza patrzy na nią przez chwilę.

— Wiesz… czasami nawet ja mam sumienie — mówi z lekkim uśmiechem. — Jestem zła na ciocię, ale trzeba jej przyznać jedno.

Jej głos staje się chłodniejszy.

— Jest skuteczna w tym co robi.

Pauza.

— Jednym ruchem pokazała ci twoje miejsce.

Sinem zamiera, a Beyza wyciąga dłoń z jej uścisku.

— Muszę się jeszcze wiele od niej nauczyć.

Odwraca się i odchodzi, zostawiając Sinem samą — pośród idealnie nakrytego stołu i świata, który właśnie całkowicie wymknął się jej spod kontroli.

***

Yonca pojawia się w rezydencji bez zapowiedzi.

Jej obecność od razu wprowadza niepokój — jakby przyniosła ze sobą coś ciężkiego, niewypowiedzianego. Beyza nie chce rozmawiać w domu, więc bez słowa prowadzi ją na zewnątrz. Siadają przy eleganckim, drewnianym stole obok basenu. Powietrze jest spokojne, niemal idylliczne — w ostrym kontraście do napięcia, które narasta między nimi.

Beyza splata dłonie na blacie i patrzy na nią chłodno.

— Więc przyszłaś, bo tata cię o to poprosił? — rzuca bez ogródek. — Ciekawe, co tym razem kombinujesz.

Yonca wzdycha, jakby naprawdę zabolały ją te słowa.

— Wstydź się, Beyzo. Naprawdę łamiesz mi serce.

— Nie jestem w nastroju — ucina ostro Beyza. — Mów, po co przyszłaś.

Na moment zapada cisza.

— Przyszłam, bo twój ojciec się o ciebie martwi — mówi Yonca spokojniej. — Ja też. Jesteś w końcu moją wieloletnią przyjaciółką.

Beyza uśmiecha się krzywo.

— Mój ojciec się o mnie martwi? — prycha. — Jest takim samym oportunistą jak ty.

— Gdybyś mnie tylko wysłuchała…

Drzwi tarasu otwierają się cicho. Aysu wychodzi z tacą i stawia przed nimi filiżanki kawy. Aromat unosi się w powietrzu, ale żadna z kobiet nawet na nią nie patrzy.

Aysu zostaje przez chwilę, spięta.

— Co tak stoisz? — pyta Beyza zniecierpliwiona.

— Chciałam zapytać, czy życzysz sobie czegoś jeszcze.

— Niczego. Idź.

Dziewczyna szybko odchodzi.

Beyza natychmiast wraca spojrzeniem do Yoncy.

— Nie potrzebuję przyjaciółki, która szantażuje mnie dla pieniędzy.

Yonca przyjmuje te słowa bez sprzeciwu.

— Masz rację — mówi cicho. — Były między nami… rzeczy, których nie powinnam była robić. Ale przyszłam to naprawić.

Beyza mruży oczy.

— Dlaczego mam ci wierzyć?

Yonca nie odpowiada od razu. Zamiast tego sięga powoli do torebki.

Wyciąga kilka fotografii i kładzie je na stole.

Cisza nagle staje się ciężka.

Na zdjęciach — Beyza i doktor Fusun Kaba. Ich sekretna rozmowa na ulicy.

Beyza nieruchomieje.

— Oddaję ci je — mówi Yonca spokojnie. — Nie będę cię już szantażować.

Palce Beyzy zaciskają się na krawędzi stołu.

— Myślisz, że jestem głupia? — syczy. — Na pewno masz kopie.

— Przysięgam, że nie — odpowiada Yonca, patrząc jej prosto w oczy.

— Dlaczego to robisz?

Chwila ciszy.

— Bo się zmieniłam.

Beyza parska cicho.

— Ty?

— Tak. — W głosie Yoncy pojawia się coś, czego wcześniej nie było — szczerość. — Twój ojciec mi pomógł. Dał mi pracę… szansę. Po raz pierwszy ktoś zrobił coś dla mnie bezinteresownie.

Beyza słucha, choć nie chce tego okazać.

— Pokazał mi, że można żyć inaczej — kontynuuje Yonca. — Bez manipulacji. Bez kłamstw.

Przesuwa zdjęcia bliżej niej.

— Nie mogę zdradzić człowieka, który wyciągnął do mnie rękę. Dlatego teraz ja wyciągam ją do ciebie.

Cisza.

— Skończmy z tym — dodaje cicho. — Zapomnijmy o wszystkim.

Beyza patrzy na fotografie. Potem na Yoncę.

Jej twarz pozostaje nieodgadniona.

Ale w jej oczach pojawia się błysk — nie wiadomo, czy to wątpliwość…

…czy początek nowej gry.

Powyższy tekst stanowi autorskie streszczenie i interpretację wydarzeń z serialu Gelin. Inspiracją do jego stworzenia był film Gelin 44.Bölüm dostępny na oficjalnym kanale serialu w serwisie YouTube. W artykule zamieszczono również zrzuty ekranu pochodzące z tego odcinka, które zostały użyte wyłącznie w celach informacyjnych i ilustracyjnych. Wszystkie prawa do postaci, fabuły i materiału źródłowego należą do ich prawowitych właścicieli.

Podobne wpisy

  • Panna młoda odc. 42: Cihan uważa Hancer za swoją prawdziwą żonę!

    Gwałtowny skok ciśnienia Mukadder zmusza Sinem i Beyzę do wezwania lekarza do rezydencji. Gdy o wizycie dowiaduje się Cihan, natychmiast dzwoni do Sinem. Słyszy, że stan matki jest stabilny, ale przyczyną był silny stres po ostatnich wydarzeniach. Mimo próśb Sinem Cihan odmawia powrotu do domu, dopóki Mukadder nie przyzna się do błędu i nie przeprosi Hancer. Tymczasem Hancer zmaga się z poczuciem winy i kolejnymi oskarżeniami ze strony teściowej. Mukadder, rozdarta między dumą a strachem przed utratą syna, konfrontuje Hancer w ostrych słowach. Engin próbuje uświadomić Cihanowi, że zaniedbuje własne małżeństwo. Beyza zostaje szantażowana przez Yoncę, która żąda jej ślubnego posagu, grożąc ujawnieniem kompromitujących zdjęć.

  • Panna młoda odc. 11 i 12: Dom z koszmaru! Hancer traci przytomność!

    Engin informuje Cihana o wizycie brata Hancer w firmie, a rozmowa ujawnia irytację Cihana koniecznością odgrywania „idealnego zięcia” i jego przekonanie, że Hancer kieruje się wyłącznie pieniędzmi. Derya i Hancer przyjeżdżają do posiadłości Develioglu z prezentami, a Derya chwali się zdjęciami z grilla i „zaręczyn”, co wywołuje zazdrość i gniew Beyzy. Cihan w ostrych słowach upokarza Hancer w gabinecie, zabrania jej rodzinie zbliżać się do Develioglu i każe natychmiast opuścić dom. Beyza prowadzi Hancer do starego domu na terenie posiadłości, gdzie dziewczyna doznaje silnego déjà vu i traci przytomność. Cihan znajduje ją nieprzytomną, oskarża Beyzę, ale po odzyskaniu świadomości Hancer błaga, by nie kazał jej mieszkać w tym domu. Cihan pozostaje niewzruszony, stawiając jej ultimatum, a Hancer odchodzi pieszo, przekonana, że miejsce ze snów kryje mroczną tajemnicę.

  • Panna młoda odc. 61: Beyza w potrzasku! Hancer chce spotkania z „byłą żoną”!

    Hancer odwiedza Cemila i próbuje przekonać brata, by zgodził się na leczenie u lekarza znalezionego przez Cihana. Mężczyzna jednak nie chce słyszeć o terapii i przyznaje, że pogodził się już ze swoim losem. Tymczasem w firmie Cihan martwi się chłodnym zachowaniem Hancer, nie wiedząc, że kobieta zmaga się z problemami brata. Wieczorem pociesza zapłakaną żonę i obiecuje, że zrobi wszystko, by zmusić Cemila do wizyty u lekarza. Po rozmowie z mężem Hancer spotyka się z Beyzą i prosi ją o przekazanie wiadomości byłej żonie Cihana. Chce się z nią spotkać i wyjaśnić oskarżenia o rozbicie małżeństwa, nie wiedząc, że to właśnie Beyza stoi za tajemniczym telefonem.

  • Panna młoda odc. 19: Cihan i Hancer zostają mężem i żoną!

    W rezydencji Develioglu dochodzi do kameralnego, pozbawionego emocji ślubu Cihana i Hancer. Ceremonia odbywa się bez radości, w obecności najbliższych; świadkami są Engin i Cemil, a Mine nagrywa wszystko telefonem. Po podpisaniu aktu Cemil wręcza Cihanowi zegarek po ojcu, a Mukadder przekazuje Hancer kosztowną biżuterię, jasno dając do zrozumienia, że posłuszeństwo jest warunkiem przetrwania w rodzinie. Zaraz po ślubie Cihan opuszcza rezydencję, a Hancer zostaje odesłana do starego domu, oddzielona od bliskich. Wieczorem Cihan informuje ją, że następnego dnia jadą na badania do kliniki in vitro, jasno określając jej rolę jako żony mającej urodzić dziecko. Beyza, wyrzucona z rezydencji, popada w rozpacz, lecz pod wpływem ojca postanawia walczyć o powrót do rodziny Develioglu. Nazajutrz Hancer doświadcza pierwszego upokorzenia ze strony Mukadder, która oskarża ją o niespełnienie małżeńskich obowiązków i policzkuje ją, jasno pokazując, że jej koszmar dopiero się zaczyna.

  • Panna młoda odc. 18: Mukadder wyrzuca Beyzę z rezydencji!

    Cemil niespodziewanie zaprasza Cihana i Engina na męskie wyjście w noc henny, próbując rozładować napięcie przed ślubem. Tymczasem podczas przygotowań Hancer do ceremonii Derya odkrywa wśród prezentów zdjęcie ślubne Cihana z Beyzą. Wstrząśnięta, decyduje się nie informować Hancer i potajemnie konfrontuje Mukadder, która nagradza jej milczenie i zapowiada ukaranie winnej. Mukadder natychmiast oskarża Beyzę o prowokację i wyrzuca ją z rezydencji, a Nusret zmusza córkę do wycofania się. Następnego dnia Hancer przyjeżdża do rezydencji w innej sukni ślubnej, niż wybrała Mukadder, co wywołuje jej niezadowolenie. Cihan nie komentuje wyboru narzeczonej, a napięcie wokół nieobecnej Beyzy i ukrytego zdjęcia zapowiada kolejne konflikty.

  • Panna młoda odc. 45: Beyza oskarża Aysu o kradzież bransoletek!

    W firmie Cihan pokazuje Hancer dywan z Hereke i zdradza, że jej sweter stał się inspiracją nowej kolekcji. Powierza jej decyzję o wzorze i zabiera ją do Hereke, by nadzorowała projekt. Mukadder i Beyza knują plan odzyskania Cihana, lecz bransoletki znikają. W rzeczywistości Beyza oddała je Yoncy. O kradzież zostaje oskarżona Aysu, która przyznaje się do długów, ale nie do winy. Fadime i jej córka zostają wyrzucone z rezydencji. Tymczasem Nusret odkrywa w torebce Yoncy dziesięć złotych bransoletek i zaczyna podejrzewać spisek.