„Wichrowe Wzgórze” – Odcinek 254: Streszczenie
Tekin tonie w długach hazardowych, które przekroczyły już milion lir. Nerwy wierzyciela są na skraju wytrzymałości — daje mu czas tylko do jutra na spłatę całej sumy. Jeśli pieniądze się nie pojawią, zapowiada, że „rozliczy się z nim osobiście”.
***
Kiymet realizuje swój podstęp. Do nowej koszuli Erena dyskretnie wkłada jego zdjęcie z Meltem. Wkrótce koszulę znajduje Selma. Widok fotografii sprawia, że serce dziewczyny znów rozpada się na kawałki. Wszystko wygląda tak, jakby podczas swojej dwudniowej nieobecności Eren pojechał do Gaziantep i tam spotkał się z kochanką.
Zdruzgotana Selma wpada do salonu, ściskając w dłoni dowód rzekomej zdrady.
— Co to ma znaczyć, Erenie?! — wyrzuca z siebie, unosząc zdjęcie.
— To… Selma, ja… — mężczyzna blednie, wyraźnie zaskoczony. Szuka słów, lecz żadne nie przychodzą mu na myśl.
— Przestań robić ze mnie idiotkę! — jej głos drży od złości i bólu.
— Selmo, mylisz się. To zdjęcie jest fałszywe. Przysięgam…
— Nie pozwolę, żebyś mnie więcej upokarzał! Odchodzę! Spakuję tylko swoje rzeczy!
Eren rusza za nią, lecz nagle staje mu na drodze matka.
— Ochłonie i jej przejdzie — mówi Kiymet z pozorną troską, kryjąc złośliwy błysk w oku. — Jeśli teraz za nią pójdziesz, może już nie wrócić. Lepiej poczekaj… sama wróci.
***
W wyniku głosowania to Zeynep zostaje nowym prezesem spółdzielni. Sala wybucha oklaskami, a na twarzy Halila pojawia się cień niedowierzania.
Zeynep podchodzi do mównicy. Jej głos brzmi pewnie, choć w oczach tli się iskra, którą dostrzega tylko mąż.
— Przede wszystkim chcę podziękować za zaufanie, jakim mnie obdarzyliście — zaczyna. — Nie mogę też pominąć, jak wiele znaczyło dla mnie wsparcie i doping mojego męża. Mamy wspólny cel — aby nasz projekt rozkwitł. Ale życie, jak wiadomo, lubi zaskakiwać. Ja sama wkrótce zostanę mamą.
Do czego ona zmierza? Co kombinuje? — myśli Halil, czując narastający niepokój.
— Będziecie wspaniałymi rodzicami — odzywają się z uznaniem rolnicy.
— Trudno mi jednak będzie pogodzić obowiązki matki z kierowaniem spółdzielnią — kontynuuje Zeynep. — Dlatego powierzam tę misję mojemu mężowi, Halilowi Firatowi. — Odwraca się w jego stronę, uśmiechając się ciepło, lecz w jej oczach zamigotał cień wyzwania. — Halilu, zgodzisz się?
W rzeczywistości Zeynep wcale nie marzyła o stanowisku. Chodziło jej tylko o jedno — pokonać męża i udowodnić, że jest od niego lepsza. I właśnie osiągnęła swój cel.
***
Kilka minut później Zeynep odciąga Halila na bok.
— Udało mi się wygrać dzięki małemu fortelowi — wyznaje z zadowoleniem. — Worki z nasionami, które kupiłeś, opatrzyłam swoim imieniem. Rolnicy myśleli, że to prezent ode mnie.
— Oszukałaś mnie! — oburza się Halil.
— Przecież od początku ustaliliśmy, że ta rywalizacja nie będzie uczciwa — odpowiada słodko. — Do zobaczenia w domu, mój drogi mężu.
Odchodzi lekkim krokiem, z triumfującym uśmiechem na twarzy, pozostawiając Halila w mieszance złości i podziwu.
***
Tulay siedziała na ławce przed oficyną, skulona, jakby ciężar jej myśli przygniatał ją do desek siedziska. Wpatrywała się w ziemię, bezwiednie pocierając dłonie. Wciąż słyszała w głowie słowa Halila – ostre, bezlitosne ultimatum: Albo powiesz Zeynep o swoich intrygach, albo odejdziesz z farmy.
– Nie mogę powiedzieć Zeynep o tym, co zrobiłam – wyszeptała, wypuszczając powietrze z ciężkim westchnieniem. – Ale jeśli odejdę… cała farma znajdzie się w rękach Songul.
Z zamyślenia wyrwał ją odgłos kroków i szelest toczącej się po kamieniach walizki. Podniosła wzrok i na jej twarzy pojawiło się zdumienie. Do oficyny zbliżała się Selma, ciągnąc za sobą bagaż.
– Córko… co ma znaczyć ta walizka? – spytała zaskoczona Tulay.
– Stęskniłam się. – Selma uśmiechnęła się ciepło. – Przyjechałam na kilka dni.
– Pokłóciłaś się z Erenem? – Tulay zmrużyła oczy, badając wyraz twarzy córki.
– Nie, skąd ten pomysł? – Selma uniosła brew. – Nie cieszysz się, że mnie widzisz?
– Oczywiście, że się cieszę, kochanie. – Tulay przyciągnęła ją do siebie, siląc się na serdeczny uśmiech.
– Coś się stało? – Selma przyjrzała się jej uważnie, wyczuwając napięcie.
– Nie, wszystko w porządku. – Tulay szybko odwróciła wzrok. – Napijemy się kawy?
– Jasne. Mam poprosić Nihan?
– Nie ma potrzeby. – Tulay uśmiechnęła się wymuszenie. – Sama zrobię kawę dla mojej córki.
***
Kiymet siedziała wygodnie na kanapie, delektując się aromatem świeżo zaparzonej kawy. Jej twarz rozświetlał błogi uśmiech, a w oczach tańczyły iskierki satysfakcji.
– Mój nastrój jest dziś wyśmienity – mruknęła do siebie. – Synowa z krzywymi nogami wreszcie zniknęła, a ja odzyskałam spokój ducha.
Sięgnęła po telefon, a jej palce sprawnie wystukały numer. Gdy usłyszała sygnał połączenia, przycisnęła urządzenie do policzka.
– Witaj, Meltem, moja piękna córko – powiedziała słodkim, niemal przesadnie serdecznym tonem. – Mam dla ciebie wspaniałą wiadomość. Ta przebrzydła synowa wreszcie odeszła z domu. Ich związek to już przeszłość. Kiedy się rozwiodą, Eren i ja znów będziemy żyć jak dawniej. A ty, kochanie, nie trać czasu – przyjedź jutro do Yesilpinar.
***
Po powrocie do domu Halil zbiera wszystkich domowników w salonie. Jego głos jest spokojny, ale w powietrzu czuć napięcie.
— Zeynep nie jest w ciąży — oznajmia bez owijania w bawełnę.
Songul natychmiast prostuje plecy i oddycha z wyraźną ulgą. Zumrut i Gulhan wymieniają porozumiewawcze spojrzenia, ich twarze wyrażają rozczarowanie. Tulay siedzi niewzruszona — tę prawdę znała już od dawna.
— Test dał fałszywy wynik — tłumaczy Zeynep z wymuszonym spokojem.
— Nie martwcie się, dzieciaki — wtrąca Zumrut, próbując dodać otuchy. — Jesteście jeszcze bardzo młodzi.
— Najważniejsze, żebyś ty się nie smuciła, moja sułtanko — odpowiada Zeynep, spoglądając na nią.
— O tak, mam jeszcze dużo czasu, żeby zostać ciocią — rzuca pogodnie Merve.
Chwilę później małżonkowie zamykają się w swoim pokoju — i tam zaczyna się prawdziwa burza.
— Brawo, Halilu! — syczy Zeynep, zatrzaskując drzwi. — Z kłamstwa o ciąży zrobiłeś piękne przedstawienie. To była część twojego planu?
— Co ty opowiadasz? — burczy mężczyzna. — Nie miałem żadnego planu. Zrobiłem dokładnie to, czego chciałaś.
— Masz rację — przytakuje chłodno. — To właśnie to, czego chciałam.
Podchodzi do komody, otwiera szufladę i wyciąga z niej starannie spisaną listę wymagań, jakie powinien spełniać mąż Zeynep Aslanli. Zgniata ją w dłoni, a jej oczy błyszczą gniewem.
— Spełniłeś wszystkie punkty. Możesz być z siebie dumny.
Odpala zapalniczkę. Płomień szybko pożera papier, a popiół opada na podłogę. Zeynep odwraca się, gotowa wyjść, lecz Halil chwyta ją mocno za ramię.
— Nie możesz powiedzieć tego wszystkiego i po prostu wyjść — mówi z lodowatym spokojem. — Zapamiętaj sobie: nikt nie zmusi Halila Firata do zrobienia czegokolwiek wbrew jego woli. Wbij to sobie do głowy.
Zeynep wyrywa się i wychodzi, trzaskając drzwiami.
***
Eren pojawia się przed bramą farmy z bukietem świeżych kwiatów w dłoni. Selma wychodzi mu na spotkanie, ale nawet na nie nie spogląda.
— Już nigdy więcej się na to nie nabiorę — mówi chłodno, a jej głos drży od gniewu. — Nie ma już dawnej, naiwnej Selmy.
— Popełniasz błąd. W moim życiu nie było nikogo oprócz ciebie. I nigdy nie będzie.
— Na własne oczy widziałam wiadomość i zdjęcie. Wszystko jest aż nadto jasne.
— To fotomontaż! Powiedz, gdzie znalazłaś to zdjęcie?
— A co to zmieni? Chcesz ukryć swoje kłamstwo, wymyślając kolejną historyjkę?
— Selmo… jesteś wobec mnie niesprawiedliwa. Nie rób tego.
— Nie przyszłam, żeby dyskutować. Chciałam tylko powiedzieć, żebyś więcej tu nie przychodził.
— Czyli nie wierzysz mężczyźnie, którego kochasz? Chociaż… wcale mnie to nie dziwi. Tak samo nie wierzyłaś mi w sprawie Feyyaza, a potem spalałaś się z wyrzutów sumienia. Zapomniałaś?
— Nie chcę cię już słyszeć, Erenie. I nigdzie z tobą nie pójdę.
Eren milknie. Widzi, że każde jego słowo odbija się od ściany zbudowanej z jej zranionej dumy i podejrzeń.
— Dobrze… skoro tak. Nie będę się więcej tłumaczyć. Wiedz o tym.
Rzuca kwiaty na ziemię, odwraca się i odchodzi, zostawiając Selmę z mieszaniną gniewu i bólu.
***
Songul nie może znieść, że Tulay wciąż przebywa na farmie, mimo że Halil jasno dał jej do zrozumienia, iż powinna się spakować i odejść. Wściekłość gotuje się w niej coraz bardziej, więc postanawia przyspieszyć rozwój wydarzeń. Wychodzi za rywalką z rezydencji i gwałtownie chwyta ją za przegub, zatrzymując w połowie drogi przez ogród.
— Co robisz? Puść moje ramię! — krzyczy Tulay, próbując się wyrwać.
— A co? Pójdziesz i poskarżysz się na mnie? — prycha Songul.
— Nie rozumiem, czego ode mnie chcesz.
— Czego chcę? — Jej głos drży od sarkazmu. — Ciekawi mnie, jaki masz teraz plan. Zrobiłaś wszystko, żeby wkraść się w łaski mojego siostrzeńca i razem z córką dobrać się do jego majątku. A gdy usłyszałaś o dziecku, poczułaś się jeszcze pewniej. Ale los nie zagrał tak, jak chciałaś, prawda? Więc co teraz?
— Nie jestem tobą. Nie snuję żadnych planów. A nawet gdybym miała, nie zamierzałabym się nimi z tobą dzielić.
— Ach, jakie to przykre, pani Tulay! — Songul nagle podnosi głos tak, by słyszeli wszyscy. — Mieszkamy pod jednym dachem i patrzymy sobie w oczy! I ty śmiesz mówić, że nie jesteśmy na tym samym poziomie?! Trochę szacunku, jeśli w ogóle pamiętasz, co to znaczy!
Krzyki przyciągają uwagę domowników. Z rezydencji wybiegają Halil, Zeynep i pozostali, a Songul wykorzystuje moment, by odegrać swoją rolę do końca.
— Jestem ciocią twojego zięcia, którego podobno tak bardzo kochasz! Zięcia, któremu zawdzięczasz wszystko, co masz! — Jej oczy błyskają, ale nagle pochyla się bliżej i szepcze tak, by tylko Tulay mogła usłyszeć: — Nie zaprzeczysz, bo to prawda. Gdyby nie Halil, żebrałabyś dziś na ulicy. Ale zamiast wyciągnąć dłoń po jałmużnę, położyłaś ją na jego majątku.
Tulay nie wytrzymuje. W przypływie gniewu unosi rękę i z całych sił wymierza policzek Songul. Rozlega się głuche klaśnięcie, a w powietrzu na chwilę zapada cisza. Songul, mimo piekącego policzka, w duchu triumfuje. O to właśnie chodziło — sprowokować rywalkę, by popełniła błąd na oczach Halila. Błąd, który nie zostanie jej zapomniany.
— Dlaczego mi to zrobiłaś? — Songul przybiera łamiący się głos, teatralnie ocierając łzę. — Co ci uczyniłam? Jestem ciocią Halila, jego zastępczą matką… Halilu, wiesz, jak bardzo zależy mi na rodzinie twojej żony. Czy naprawdę zasługuję na takie upokorzenie?
— Porozmawiamy o tym później — ucina Halil stanowczo. — Ale najpierw… pani Tulay, proszę przeprosić moją ciocię.
— Halil ma rację, mamo — wtóruje Zeynep, całkowicie dając się nabrać na przedstawienie.
Tulay stoi przez moment nieruchomo, wściekłość ściska jej gardło, ale w końcu cedzi przez zęby:
— Przepraszam za policzek, pani Songul.
Odwraca się na pięcie i odchodzi, przygarbiona, w stronę oficyny. Songul patrzy za nią z satysfakcją, unosząc kącik ust.
„Mogłabym znieść dziesięć takich policzków, byle tylko zobaczyć twój żałosny stan, Tulay Aslanli” — myśli, czując ciepłą falę triumfu rozchodzącą się po całym ciele.
***
Zeynep wpada do gabinetu jak burza, z trzaskiem zamykając za sobą drzwi. Podchodzi prosto do biurka, patrząc Halilowi prosto w oczy. Jej spojrzenie jest ostre jak nóż.
– Jak śmiesz wyrzucić moją mamę?! – syczy, niemal drżąc z gniewu. – Teraz nie może mieszkać nawet w domu dla służby? Czego od nas chcesz? Mścisz się na mnie, bo wygrałam wybory?!
Oczywiste, że twoja matka znów nakarmiła cię swoimi kłamstwami – myśli Halil, nie dając tego po sobie poznać.
– Możesz siedzieć cicho, ale ja milczeć nie będę – Zeynep podnosi głos. – Ani moja mama, ani siostra nie opuszczą farmy!
– Nie możemy przymykać oczu na jej zachowanie tylko dlatego, że jest twoją matką – odpowiada chłodno Halil. – A co z tym, co zrobiła mojej cioci?
– Każdy popełnia błędy! – kontruje Zeynep. – Tak, mama popełniła błąd, ale przeprosiła!
Nie jeden błąd, a wiele – myśli Halil z goryczą. – Nawet nie wiesz, jak bardzo cię skrzywdziła.
– Nie przestraszysz mnie swoim milczeniem – dodaje Zeynep z determinacją. – Powiedziałam już ostatnie słowo. Mama zostaje w tym domu!
– To jest mój dom! – jego głos odbija się echem w pomieszczeniu. – A kiedy mówię, że ktoś ma odejść, to tak będzie. Nie będę tolerował, by ktokolwiek zakłócał spokój tego miejsca.
Halil mija ją bez słowa i wychodzi, zostawiając po sobie ciszę ciężką jak ołów.
Zeynep wpatruje się w zamknięte drzwi, a w jej oczach pojawiają się łzy wściekłości.
– Jak mogłam pokochać kogoś takiego jak ty? – szepcze do siebie. – Ale czemu się dziwię… Jesteś kłamliwy, samolubny, nikczemny. Muszę chronić przed tobą swoją rodzinę.
***
Halil zmierza w stronę oficyny, jego kroki dudnią w kamiennej posadzce. Gdy Tulay otwiera drzwi, staje w progu i patrzy na niego z pozornym spokojem.
– Zamiast powiedzieć córce prawdę, podburzyłaś ją i wysłałaś do mnie – mówi mężczyzna, a jego głos jest chłodny jak stal. – Myślisz, że w ten sposób się uratujesz? Na próżno. Tylko odwlekasz to, co i tak jest nieuniknione.
– Wszystko, co zrobiłam, zrobiłam dla dobra mojej córki – odpowiada Tulay, unosząc dumnie brodę, choć w oczach widać cień niepewności. – Chciałam ocalić wasze małżeństwo. Niezależnie od tego, czy w to wierzysz, taka jest prawda.
Halil przysuwa się o krok, a jego spojrzenie wbija się w nią jak ostrze.
– Nie wierzę ci. A Zeynep też przestanie, gdy dowie się, jak było naprawdę. Wtedy sama wyrzuci cię z tego domu. Stracisz nie tylko dach nad głową, ale i córkę.
Mężczyzna odwraca się i odchodzi, zostawiając Tulay w progu. Jej dłonie zaciskają się na framudze drzwi, a na twarzy maluje się mieszanka strachu i bezsilnej złości.
Powyższy tekst stanowi autorskie streszczenie i interpretację wydarzeń z serialu Rüzgarlı Tepe. Inspiracją do jego stworzenia były filmy Rüzgarlı Tepe 149. Bölüm i Rüzgarlı Tepe 150. Bölüm dostępne na oficjalnym kanale serialu w serwisie YouTube. W artykule zamieszczono również zrzuty ekranu pochodzące z tych odcinków, które zostały użyte wyłącznie w celach informacyjnych i ilustracyjnych. Wszystkie prawa do postaci, fabuły i materiału źródłowego należą do ich prawowitych właścicieli.








