Wichrowe Wzgórze odc. 336: Morze oddaje Halila! Cud nad brzegiem!

Yunus znajduje Halila na plaży.

„Wichrowe Wzgórze” – Odcinek 336: Streszczenie

W salonie napięcie pęcznieje jak ciśnienie przed burzą. Tulay i Songul stoją twarzą w twarz, a ich słowa obijają się o ściany otwartej przestrzeni jak kamienie.

— Ta rezydencja to twoje jedyne zmartwienie — wypluwa Songul, patrząc rywalce prosto w oczy. — Wydałaś córkę za Halila tylko po to, żebyście mogły tu zostać. Potem snułyście gierki, żeby ich małżeństwo nie rozpadło się. Wymyśliłyście tysiące kłamstw, choćby tę „ostatnią wolę” ojca Halila.

Tulay prostuje się dumnie. Jej głos jest ostry jak brzytwa.

— Jeśli chodzi o rezydencję, to nie ja mam z tym problem, tylko ty, Songul! — wyrzuca. — To ty robiłaś wszystko, żeby przejąć ten dom. Nie dawałaś nam spokoju, ani mnie, ani moim córkom!

— Gdyby nie my, wylądowałybyście na bruku — odcina się Songul. — Daliśmy wam dach nad głową, opiekę, wyrwaliśmy was z rozpaczliwego stanu.

— Ta farma i rezydencja należą do Aslanlich! — krzyczy Tulay. — Kim ty jesteś, żeby mówić, że się nami opiekowałaś? My nie potrzebujemy twojej litości!

Nagle rozlega się ostry trzask tłuczonego szkła. Zeynep wchodzi do pokoju jak burza. Jej twarz wykrzywiona jest bólem i gniewem. Odłamki rozbitej szklanki rozsypują się po podłodze niczym rozsypane sekrety.

— Myślicie tylko o rezydencji, ziemi i pieniądzach! — krzyczy, a w jej głosie słychać rozdarcie. — Tylko to was interesuje?!

Tulay robi krok, wyciągając ręce, próbując ją powstrzymać, lecz Zeynep odpycha matkę z siłą, która zaskakuje wszystkich.

— Tak, mamo, nie czuję się dobrze! — odpowiada z wyrzutem. — Nie mam powodu, żeby się dobrze czuć! — Tym razem sięga po wazon i rozbija go bez wahania.

Songul rusza w jej stronę, ale Zeynep zatrzymuje ją gestem. Wysuwa palec i mierzy nim w kierunku obu kobiet.

— Jeszcze nie skończyłam! — mówi dobitnie. — Robicie wszystko dla rezydencji, farmy, majątku. Myślicie tylko o sobie. Jedna z was zrobiła, co mogła, żeby rozdzielić mnie i Halila, a druga kombinowała, żebyśmy nie mogli się rozstać. Po co? — jej głos pęka — Żeby mieć ten dom tylko dla siebie!

Łzy napływają jej do oczu i spływają po policzkach. Zeynep bierze oddech, zbiera w sobie gniew i ból, które przekształcają się w determinację.

— Halila tu nie ma. Zaginął. Nie wiemy, gdzie jest. Może… może już nigdy go nie zobaczymy. A wy kłócicie się o mury! Ten dom miał być naszym wspólnym gniazdem, ciepłem dla wszystkich. Czemu nie traktowałyście go jak domu swoich dzieci? Czemu zawsze chcecie więcej?

Z jej słów płynie gniew, ale też rozkaz: trzeba coś zrobić.

— Odszukam Halila i sprowadzę go z powrotem — oznajmia, a jej głos jest twardy jak stal. — Od dziś nic na tej farmie nie będzie takie samo. Nikt więcej nie śmie nam zaszkodzić ani wypowiedzieć o nas złego słowa. Położę temu kres.

Przechodzi obok matki i Songul, wchodzi po schodach i zatrzaskuje drzwi sypialni. Opiera się o nie plecami i ociera twarz dłońmi. W pokoju panuje cisza przerywana tylko odgłosem jej łapania oddechu.

— Musisz być silna — mówi do siebie cicho. — Dla Halila. Musisz go odnaleźć.

Sięga po leżący na sofie sweter męża, przyciska go do piersi, jakby przez tkaninę mogło do niej wrócić jego ciepło.

— Nie zostawiaj mnie samej — szepcze. — Boże, nie zabieraj mi go.

***

Morze tego dnia jest niespokojne, jakby samo buntowało się przeciwko temu, co wyrzuciło na brzeg. Fale uderzają o mokry piasek, szumiąc złowieszczo, gdy policjanci ustawiają wokół ciała czarny parawan. W powietrzu unosi się zapach soli i czegoś ciężkiego — przeczucia tragedii.

Halil, Eren i Zeynep przyjeżdżają w milczeniu. Silnik gaśnie, a cisza staje się gęsta. Zeynep wysiada pierwsza. Stopy grzęzną jej w piachu, a serce bije tak głośno, że nie słyszy już nic innego. Każdy krok w stronę ciała jest walką z samą sobą.

Pod czarną płachtą widać tylko czubki butów. Czarne, eleganckie — identyczne jak te, które Halil miał na nogach, gdy widziała go po raz ostatni.

— Jest pani gotowa? — pyta cicho policjant.

Zeynep kiwa głową. W rzeczywistości całe jej ciało drży. Nie ma sposobu, by być gotowym na coś takiego.

— Błagam cię, Boże… — modli się w duchu, ściskając dłonie tak mocno, że aż bieleją jej knykcie. — Niech to nie będzie Halil…

Policjant kuca przy ciele i powoli, niemal z szacunkiem, unosi brzeg płachty. Czas wokół wydaje się zatrzymać.

Zeynep wstrzymuje oddech. Widzimy ciemne włosy, gęste brwi, zarost — znajome rysy, które przez chwilę zdają się należeć do Halila.

Eren cofa się pół kroku. Hakan przymyka powieki, jakby chciał odsunąć od siebie tę chwilę.

Lecz gdy materiał odsłania całą twarz, napięcie pęka jak szklana tafla. To nie Halil.

Zeynep zasłania usta dłonią. Przez moment stoi nieruchomo, zanim z jej ust wydobywa się gwałtowny, spazmatyczny oddech. Eren kładzie jej dłoń na ramieniu. Hakan, z boku, wypuszcza powietrze z ulgą, jakby dopiero teraz przypomniał sobie, jak się oddycha.

Zeynep odwraca się od ciała. Łzy spływają jej po policzkach. Mimo ulgi w sercu, czuje tylko pustkę. Bo choć to nie Halil, to ktoś inny właśnie stracił życie. A Halil wciąż jest gdzieś tam — zaginiony, nieosiągalny, jakby pochłonięty przez to samo morze, które teraz milczy.

***

Kamera przenosi się w inną część wybrzeża. Niespokojne fale uderzają o brzeg, a między nimi, na mokrym piasku, leży Halil. Jego ubranie jest przesiąknięte wodą, a włosy przyklejone do czoła. Porusza ręką, próbując się podnieść, lecz siły natychmiast go opuszczają. Z rozcięcia na skroni sączy się krew, spływając cienką strużką po jego twarzy. Z ust wydobywa się chrapliwy, urywany oddech.

W oddali widać postać zbliżającego się mężczyzny — to Yunus, ten sam, którego Halil spotkał dzień wcześniej na cmentarzu. Niosąc w ręku torbę z zakupami, dostrzega ciało wyrzucone przez morze i natychmiast rzuca się biegiem w jego stronę.

— Halil! Synu! — krzyczy, klękając przy nim. Odciąga go delikatnie od wody, przekręca na bok i klepie po plecach. Halil kaszle, wypluwa wodę i próbuje złapać oddech. Cały drży z zimna.

— Spokojnie, spokojnie, już dobrze — mówi Yunus, zdejmując z siebie kurtkę i okrywając nią Halila. — Bóg oddał cię nam z powrotem. Wszystko będzie dobrze, słyszysz? Wszystko będzie dobrze.

***

Yunus zabiera Halila do swojego domu — skromnej chaty stojącej nieopodal skalistego wybrzeża, z małymi oknami i starą, żeliwną kozą pośrodku izby. Kładzie go na wersalce, okrywa grubym kocem i dorzuca drewna do pieca. Wnętrze wypełnia zapach dymu i ciepło, które powoli wypiera chłód morza.

Halil leży bez ruchu, jego twarz jest blada, ale oddech już spokojniejszy. Yunus siada na krześle obok i przez dłuższą chwilę patrzy na niego w milczeniu.

— Cieszę się, że cię znalazłem, chłopcze — mówi w końcu cicho. — Ale twoi bliscy muszą być teraz na skraju rozpaczy. Trzeba ich powiadomić, że żyjesz.

Podchodzi do pieca, gdzie nad ogniem suszą się przemoczone ubrania. Sięga po spodnie Halila i wyciąga z kieszeni telefon. Ekran pozostaje czarny, mimo wielu prób.

— Nic z tego… — mruczy pod nosem. — Woda go zabiła.

W drugiej kieszeni znajduje portfel. Otwiera go i znajduje w środku zdjęcie Zeynep. Przez dłuższy czas wpatruje się w fotografię.

— Więc to ona… — szepcze z łagodnym uśmiechem. — Kobieta, dla której twoje serce wciąż bije. Morze nie dało rady was rozdzielić. Została z tobą.

Przez chwilę milczy, jakby zastanawiał się nad kolejnym krokiem. Drapiąc się po brodzie, mówi do siebie:

— Najpierw muszę kupić lekarstwo, synu. — Wstaje i sięga po kurtkę. — A potem… znajdziemy lekarstwo na twoje serce.

Zerkając jeszcze raz na śpiącego Halila, wychodzi z domu. Drzwi zamykają się za nim z cichym skrzypnięciem, a w pokoju pozostaje tylko dźwięk trzaskającego ognia i spokojny, nierówny oddech Halila.

***

Wracając z apteki, Yunus dostrzega młodą kobietę siedzącą samotnie na białej ławce przy brzegu morza. Fale rozbijają się o kamienie, a wiatr rozwiewa jej ciemne włosy, które przyklejają się do zapłakanej twarzy. Kobieta drży, w dłoniach ściska chusteczkę. Yunus zatrzymuje się obok niej, przyglądając się z troską.

— Co tutaj robisz, córko? — pyta łagodnie.

Dziewczyna unosi wzrok. W jej oczach odbija się rozpacz i bezsilność. Yunus zastyga — rozpoznaje ją natychmiast. Twarz, którą widział wcześniej na fotografii z portfela Halila.

— To ty… — mówi z przejęciem. — Ty jesteś żoną Halila!

Zeynep prostuje się gwałtownie, jakby ktoś właśnie tchnął w nią życie.

— Tak, jestem jego żoną! — potwierdza, chwytając go za ramię. — Skąd znasz mojego męża? Co z nim? Wiesz, gdzie jest?

— Nazywam się Yunus — odpowiada spokojnie, z delikatnym uśmiechem. — Właśnie wracam z miasta. I, córko… znalazłem cię wtedy, kiedy najmniej się tego spodziewałem. Jeśli chcesz, zaprowadzę cię do Halila.

Zeynep otwiera usta, ale przez moment nie potrafi wydobyć z siebie głosu. Serce bije jej jak oszalałe.

— Czy ja śnię? — szepcze. — Jesteś prawdziwy? Naprawdę możesz mnie do niego zabrać?

Yunus kiwa głową.

— Tak, naprawdę. Chodź, nie traćmy czasu.

Zeynep przykłada dłoń do ust, tłumiąc szloch, po czym obejmuje go nagle z wdzięczności.

— Dzięki Ci, Boże… Wiedziałam, że on żyje. Czułam to! — mówi drżącym głosem. — Powiedz, jak on się czuje? Czy jest ranny?

— Wszystkiego się dowiesz, kiedy go zobaczysz — odpowiada łagodnie Yunus. — Chodźmy.

Rusza pierwszy, a Zeynep idzie tuż za nim, nie mogąc powstrzymać łez wzruszenia. W oddali, za wydmami, majaczy niewielka chata, z której unosi się dym z komina — tam, gdzie czeka na nią Halil.

Powyższy tekst stanowi autorskie streszczenie i interpretację wydarzeń z serialu Rüzgarlı Tepe. Inspiracją do jego stworzenia był film Rüzgarlı Tepe 197. Bölüm dostępny na oficjalnym kanale serialu w serwisie YouTube. W artykule zamieszczono również zrzuty ekranu pochodzące z tego odcinka, które zostały użyte wyłącznie w celach informacyjnych i ilustracyjnych. Wszystkie prawa do postaci, fabuły i materiału źródłowego należą do ich prawowitych właścicieli.

Podobne wpisy