Wichrowe Wzgórze odc. 347 i 348: Dramat Songul! Po wypadku traci czucie w nogach!

Songul jest załamana. Na szyi ma założony gorset ortopedyczny.

„Wichrowe Wzgórze” – Odcinek 347: Streszczenie

Zeynep wchodzi do kuchni, by napić się wody. Arzu, czającą się przy blacie, natychmiast podbiega do niej z dzbankiem w dłoniach. Nalewa wodę do szklanki i z pokornym ukłonem podaje ją Zeynep. Przez chwilę milczy, po czym spuszcza wzrok i mówi cicho, z drżącym głosem:

– Pani Zeynep… muszę z tobą porozmawiać. Wiem, że jesteś na mnie zła, i masz do tego pełne prawo. Ale proszę, wysłuchaj mnie. To, co zrobiłam, wydaje się szaleństwem, ale… to nie była tylko moja decyzja. Pani Songul mnie do tego zmusiła. Powiedziała, że jeśli odmówię, wyrzuci mnie z pracy.

Złącza dłonie w błagalnym geście, jakby chciała schować się w cieniu własnej winy.

– Potrzebuję tej pracy, pani Zeynep – ciągnie zrozpaczonym tonem. – Mój narzeczony jest w więzieniu. Jeśli nie będę mogła wysyłać mu pieniędzy, nie przetrwa tam. Nie mam nikogo innego, żadnej rodziny, żadnego domu… – Głos jej się łamie. – Proszę, przebacz mi. Byłam bezradna, naprawdę nie wiedziałam, co robić.

Zeynep patrzy na nią uważnie, nie przerywając. W jej oczach widać wahanie.

Arzu prawdopodobnie mówi prawdę – myśli. – Wszyscy wiedzą, do czego zdolna jest Songul. Nigdy nie ukrywała, że chce mnie rozdzielić z Halilem. A jednak… coś w tonie Arzu nie daje mi spokoju. Jakby wciąż coś ukrywała.

– Błagam, wybacz mi – powtarza pokojówka, ocierając łzy z policzków.

Zeynep wzdycha głęboko.

– Arzu, to, co zrobiłaś, normalnie nie zasługiwałoby na przebaczenie – mówi spokojnie, ale stanowczo. – Dam ci jednak szansę. Od tej chwili, jeśli ktokolwiek spróbuje cię do czegoś zmusić, przyjdziesz najpierw do mnie. Zrozumiałaś?

– Pani Zeynep, niech Bóg ci błogosławi – mówi z wdzięcznością Arzu, rozpromieniając się nagle. – Przywróciłaś mi spokój duszy. Czy mogę coś dla ciebie zrobić?

Zeynep skinieniem głowy daje jej znak, by się uspokoiła.

– Chcę przekazać część żywności na cele charytatywne – mówi po chwili. – Zrobię listę potrzebnych rzeczy, a ty zajmiesz się resztą.

– Oczywiście. Zaraz przyniosę kartkę i długopis – odpowiada Arzu z uległym uśmiechem.

Wychodzi z kuchni, a na jej twarzy pojawia się cień triumfu. Udało się. Zeynep uwierzyła. Poszło łatwiej, niż przypuszczała.

***

Telefon w dłoni Songul zawibrował. Odebrała bez słowa, a po drugiej stronie rozległ się niepewny głos Fikreta.

– Przepraszam, że przeszkadzam, ale… mamy problem.

– Co się znowu stało? Mów szybko – rzuciła ostro, nie kryjąc irytacji.

– Chodzi o rolnika… tego, który podpalił drzewo.

Songul zamarła na chwilę, po czym wybuchła:

– Nie doprowadzaj mnie do szału! Czy nie kazałam ci go zlikwidować? Co się stało? Wstał z grobu?

– Pani Songul… nie zrobiłem tego. Zaoferował mi dużą sumę pieniędzy w zamian za życie. Znasz moją sytuację. Nie mogłem odmówić…

– Chwileczkę… – jej głos stał się lodowaty. – Chcesz mi powiedzieć, że mnie zdradziłeś? Wypuściłeś go, bo rzucił ci garść banknotów? A teraz co? Chce więcej?

– Nie… Wysłałem go za granicę. Ale pan Halil jakoś go odnalazł. Kazał go sprowadzić z powrotem.

Songul zacisnęła palce na telefonie, jakby chciała go zmiażdżyć.

– Słuchaj mnie uważnie. Nie obchodzi mnie, jak to zrobisz, ale ten człowiek nie może porozmawiać z Halilem. Jeśli ci się nie uda, to sam będziesz musiał spojrzeć Halilowi w oczy i tłumaczyć się z tego, co zrobiłeś.

Rozłączyła się. Przez chwilę siedziała nieruchomo, a potem westchnęła cicho, jakby uszło z niej całe powietrze.

– Jestem skończona…

– Co się dzieje, ciociu Songul? – zapytała Gozde, stojąca tuż obok.

Songul spojrzała na nią z rezygnacją, jakby nie miała już siły udawać.

– Poprosiłam jednego rolnika, żeby podpalił drzewo Halila i Zeynep na Wichrowym Wzgórzu. Chciałam ich rozdzielić. Fikret miał go uciszyć… ale ten głupiec nie zrobił tego. A teraz zgadnij, co się stało. Halil go odnalazł. Kazał go sprowadzić tutaj.

Złapała się za pierś, jakby próbowała powstrzymać ból, który narastał z każdą sekundą.

– Jestem skończona, Gozde. Skończona…

– Ale co takiego ważnego było w tym drzewie? – zapytała Gozde, marszcząc brwi.

– To drzewo było symbolem ich miłości. Gdy dowiedzieli się o pożarze, byli zdruzgotani. Moim celem było przekonanie Halila, że to Zeynep je podpaliła. I udało mi się. Ale teraz… jeśli ten rolnik powie mu prawdę…

Gozde skrzyżowała ręce na piersi. Jej twarz była spokojna, niemal chłodna.

– I co się stanie, jeśli Halil dowie się, że to ty za tym stoisz?

Songul zamilkła. Jej głos, gdy w końcu się odezwała, był łamliwy, pełen bólu.

– W najlepszym wypadku wyrzuci mnie z farmy. Może nawet trafię do więzienia. Ale najgorsze… najgorsze jest to, że Halil nigdy więcej nie spojrzy mi w twarz.

Po jej policzkach spłynęły łzy — ciche i bezbronnie prawdziwe.

Gozde przyglądała się jej przez chwilę, a potem uśmiechnęła się lekko, jakby właśnie w tej katastrofie dostrzegła szansę.

– Być może to jest okazja, na którą czekałyśmy – powiedziała cicho, a w jej oczach pojawił się błysk. Plan już kiełkował.

„Wichrowe Wzgórze” – Odcinek 348: Streszczenie

Arzu wchodzi do kuchni, gdzie Zeynep stoi przy blacie, wciąż pogrążona w myślach. Pokojówka waha się przez chwilę, po czym odzywa się cicho, niemal szeptem:

— Pani Zeynep, muszę coś powiedzieć — zaczyna niepewnie. — Kazałaś mi przyjść od razu, jeśli czegoś się dowiem… No więc, właśnie usłyszałam rozmowę pani Songul przez telefon. Wspominała o tobie i o panu Halilu. Mówiła o jakimś drzewie na Wichrowym Wzgórzu. Ktoś je podpalił, a ona wie, kto to zrobił. Jak tylko to usłyszałam, od razu przyszłam ci powiedzieć.

Zeynep podnosi na nią wzrok, w którym błyska niepokój.

— Powiedz mi szybko, gdzie ona jest? — pyta stanowczo.

— Właśnie wyszła z oficyny — odpowiada Arzu, udając zdenerwowanie. — Miała przy sobie walizkę. Szła szybko… jakby chciała uciec.

Zeynep bez słowa rusza w stronę drzwi, niemal biegiem, a Arzu patrzy za nią z udawaną troską. Gdy Zeynep znika za progiem, na twarzy służącej pojawia się przebiegły, pełen satysfakcji uśmiech.

***

Zaledwie dwie minuty później Arzu wpada do gabinetu Halila, jakby przynosiła najgorszą z wieści.

— Panie Halilu! — woła z udawanym niepokojem. — Pani Songul właśnie opuściła rezydencję! Pani Zeynep była wściekła… wybiegła za nią!

Halil marszczy brwi, a jego twarz twardnieje. Bez słowa sięga po kurtkę z wieszaka i rusza do wyjścia. Echo jego kroków odbija się w korytarzu jak zapowiedź nadchodzącej burzy.

***

Songul idzie wzdłuż drogi, ciągnąc za sobą walizkę, która co chwilę podskakuje na nierównościach asfaltu. Słońce chyli się ku zachodowi, a jej cień wydłuża się, jakby chciał ją dogonić. Nagle za plecami rozlega się znajomy głos, napięty i pełen emocji:

— Pani Songul! Proszę zaczekać! Mówię do pani!

Songul nie reaguje, przyspiesza kroku, jakby udawała, że nie słyszy. Ale Zeynep już biegnie — po chwili dogania ją, chwyta za ramię i obraca w swoją stronę.

— Słyszałam, że wie pani, kto podpalił drzewo na Wichrowym Wzgórzu — mówi ostro, a jej oczy błyszczą gniewem. — Powiedz mi prawdę. Teraz!

— Puść mnie! — syczy Songul, szarpiąc się. — Jakie drzewo? Nie wiem nic o żadnym drzewie!

— Wiem, że kłamiesz! — Zeynep nie odpuszcza. — Milczałaś o sprawie Cengiza, dopóki prawda nie wyszła na jaw. I teraz znowu to samo.

Songul marszczy brwi, udając oburzenie.

— O czym ty mówisz?

— O tobie! — Zeynep mówi coraz szybciej. Słowa wymykają jej się z ust jak strzały. — Od początku próbujesz nas rozdzielić! Może nie mam dowodów, ale wiem, że to ty podpaliłaś drzewo na Wichrowym Wzgórzu. A potem zrzuciłaś winę na mnie, żeby Halil myślał, że to ja chciałam zniszczyć coś, co było dla nas ważne.

Songul parska z niedowierzaniem.

— Czy ty siebie słyszysz? — mówi ostro. — Przestań pleść te bzdury!

Zeynep ponownie chwyta ją za ramię, tym razem mocniej.

— Wracamy na farmę, pani Songul. — Jej ton jest zimny, nie znoszący sprzeciwu. — Wyjaśnisz wszystko Halilowi. Jestem pewna, że będzie miał do ciebie dużo pytań.

— Puść mnie, Zeynep! — krzyczy Songul, coraz bardziej roztrzęsiona. — Nie mogę tam wrócić! Nie mogę już dłużej mieszkać w tej przeklętej oficynie! Puszczaj!

Z wściekłością odpycha Zeynep. Dziewczyna cofa się o krok, a Songul zostaje na środku drogi, dysząc ciężko. W tym momencie z oddali słychać pisk opon. Biały sedan zbliża się błyskawicznie. Słońce odbija się od przedniej szyby jak błysk noża.

— PANI SONGUL!!! — krzyczy Zeynep.

Chwila trwa wieczność. Potem rozlega się huk. Ciało Songul uderza o maskę, przetacza się po niej, po czym spada bezwładnie na asfalt. Samochód odjeżdża z piskiem opon, znikając za zakrętem, jakby nic się nie stało.

Zeynep pada przy niej na kolana.

— Pani Songul! — woła drżącym głosem, próbując ją obrócić. — Słyszysz mnie?!

Wtedy, z przeciwnej strony drogi, nadbiega Halil. Zatrzymuje się gwałtownie, a jego twarz jest blada jak papier.

— Ciociu! — krzyczy, zrywając się biegiem w ich stronę.

Na środku pustej drogi leży nieruchoma Songul, a obok niej kuca Zeynep, cała w strachu i łzach. W powietrzu unosi się zapach spalonej gumy i tragedii, której nikt nie zdoła już cofnąć.

***

Następna scena rozgrywa się w szpitalnym korytarzu. Chłodne, białe światło jarzeniówek odbija się od ścian, a w powietrzu unosi się zapach środków dezynfekcyjnych. Zeynep chodzi tam i z powrotem przed drzwiami sali operacyjnej, z dłońmi splecionymi w nerwowym geście. Halil stoi kilka kroków dalej, milczący, z napiętymi ramionami.

— Kiedy to się skończy? — pyta Zeynep półgłosem, jakby do siebie. — Co jeśli… co jeśli operacja się nie uda?

Halil podchodzi do niej powoli i kładzie dłonie na jej ramionach. Jego głos jest cichy, ale stanowczy:

— Zeynep, proszę, uspokój się. Przestań się obwiniać. Nie myśl o najgorszym.

Ona odwraca wzrok, jakby nie mogła znieść jego spojrzenia.

— Wszystko wydarzyło się tak nagle… — szepcze, a jej głos drży. — Nawet nie wiem, jak do tego doszło. Arzu przyszła i powiedziała, że twoja ciocia wie, kto podpalił drzewo na Wichrowym Wzgórzu. Chciałam z nią porozmawiać, tylko tyle. Ale ona wszystkiemu zaprzeczyła… a potem… — łzy spływają jej po policzkach — potem to się po prostu stało. Nie mogłam nic zrobić. Patrzyłam, jak…

Głos więźnie jej w gardle. Halil delikatnie ujmuje jej twarz w dłonie i ociera kciukami mokre policzki.

— Cicho, już dobrze — mówi łagodnie, choć w jego oczach również czai się ból. — Teraz możemy tylko czekać. Modlić się, żeby wyszła z tego cało.

Zeynep wtula się w jego pierś, szukając w jego ramionach choć odrobiny spokoju. Korytarz milknie — tylko dźwięk kroków lekarzy i szmer aparatury zza drzwi przypomina im, że los Songul wciąż wisi na włosku.

***

Pomimo wszystkich krzywd, które Songul jej wyrządziła, Zeynep nie zawahała się ani przez chwilę. Oddała krew, by ratować życie kobiety, która przez ostatnie miesiące była dla niej źródłem bólu. Operacja zakończyła się sukcesem, ale lekarze nie dawali gwarancji pełnego powrotu do sprawności. Ta niepewność odbiła się na twarzy Zeynep — jej spojrzenie było pełne winy, a ramiona drżały, jakby dźwigały ciężar całego świata.

Halil usiadł obok niej na szpitalnym korytarzu, w milczeniu obserwując jej zgaszone oczy.

– Posłuchaj – powiedział łagodnie – moja ciocia jest silna. Wierzę, że przez to przejdzie.

Zauważył, że Zeynep trzęsie się z zimna. Bez słowa zdjął swój płaszcz i okrył jej ramiona.

– Kiedy jest ci zimno, ja też czuję dreszcze – dodał, ujmując jej dłonie i ogrzewając je pocałunkiem. Ten gest był cichy, ale pełen miłości — jak obietnica, że nie zostawi jej samej w tym chaosie.

W tym momencie na korytarzu pojawiła się Gozde. Widok Halila pochylonego nad Zeynep, ich splecionych dłoni i jego czułości — wszystko to wzbudziło w niej wściekłość. Ale zamiast wybuchnąć, zacisnęła zęby i podeszła z udawaną troską.

– Jak czuje się ciocia Songul? – zapytała, starając się nadać głosowi miękki ton.

– Operacja właśnie się skończyła – odpowiedział Halil, nie odrywając wzroku od Zeynep. – Choć zagrożenie życia minęło, istnieje ryzyko, że nie odzyska pełnej sprawności.

Zanim Gozde zdążyła zareagować, przed salą pojawił się policjant. Jego obecność wprowadziła chłód do przestrzeni, która jeszcze przed chwilą była pełna czułości.

– Potrzebuję informacji o wypadku. — Jego wzrok zatrzymał się na Zeynep. — Czy możesz opowiedzieć, co się wydarzyło?

Zeynep spróbowała zebrać myśli i znowu zobaczyła w pamięci scenę z drogi.

– Pani Songul chciała odejść… – zaczęła cicho. – Próbowałam ją zatrzymać. Nagle wyskoczyła na drogę, prosto przed rozpędzony samochód…

– Czy widziała pani kierowcę?

– Nie… wszystko wydarzyło się tak szybko. Wpadłam w panikę. Nie widziałam ani twarzy kierowcy, ani tablic rejestracyjnych.

Halil objął ją mocniej, jakby chciał ochronić przed złym wspomnieniem.

– Gdy przybyłem na miejsce, moja ciocia była nieprzytomna, a kierowca uciekł – powiedział stanowczo. – Moja żona nie ma z tym nic wspólnego. Była tylko świadkiem.

Policjant skinął głową.

– Dziękuję za informacje. Dopóki pani Songul nie odzyska przytomności, proszę nie opuszczać miasta. Możliwe, że będziemy musieli ponownie panią przesłuchać.

Odwrócił się i odszedł, zostawiając za sobą ciężar niedopowiedzianych pytań.

Halil podał Zeynep butelkę wody, a potem sięgnął po telefon. Jego twarz była napięta, a głos twardy.

– Hakanie, znajdź kierowcę samochodu, który potrącił moją ciotkę. Zrób to szybko.

Gozde, stojąca nieopodal, wsłuchiwała się w każde słowo. Na jej twarzy pojawił się cień niepokoju — ledwie dostrzegalny, ale wystarczająco wyraźny, by zdradzić, że coś ukrywa.

***

W sali szpitalnej panowała cisza, przerywana jedynie cichym szumem aparatury i oddechami obecnych. Światło sączyło się przez zasłony, tworząc miękkie refleksy na ścianach. Songul leżała na łóżku, blada, z twarzą napiętą bólem. Jej ciało spowijał niebieski koc, a spojrzenie błądziło gdzieś między sufitem a twarzami bliskich.

Halil zbliżył się do łóżka. Jego głos był cichy, pełen troski.

– Jak się czujesz, ciociu?

Gozde, stojąca obok, pochyliła się lekko.

– Czujesz się lepiej, prawda?

Songul potrząsnęła głową. Jej oczy zaszkliły się łzami.

– Nie czuję się dobrze… – wyszeptała. – Wszystko mnie boli. Każda kość, każdy mięsień. Jakby moje ciało było obce.

W tej chwili do sali weszła lekarka. Jej obecność wniosła chłodny profesjonalizm, ale i cichą nadzieję.

– Ogólny stan pacjentki jest stabilny – oznajmiła, zerkając na kartę. – Badania potwierdzają, że nie ma zagrożenia życia. Jednak w wyniku wypadku mogło dojść do uszkodzeń układu nerwowego. Muszę to sprawdzić.

Podniosła koc, odsłaniając stopę Songul. W dłoni trzymała cienki długopis, którym delikatnie przesunęła po skórze.

– Czy czuje pani coś?

Songul wpatrywała się w swoją stopę, jakby należała do kogoś innego. Po chwili jej głos załamał się.

– Nic… Nic nie czuję…

Lekarka spojrzała na nią z wyrozumiałością.

– Utrata czucia może być tymczasowa, ale może też okazać się trwała. Na razie nie możemy tego przesądzać. Potrzebne będą kolejne badania.

Słowa te, choć wypowiedziane spokojnie, uderzyły w Songul jak cios. Jej twarz wykrzywił grymas bólu, a z oczu popłynęły łzy. Szloch wypełnił salę, głęboki, bezbronny, jakby z wnętrza duszy.

– Proszę się uspokoić – powiedziała lekarka łagodnie. – Nic jeszcze nie jest przesądzone.

Ale Songul nie słuchała. Jej płacz narastał, a dłonie zaciskały się na kocu, jakby próbowała uchwycić coś, co właśnie wymykało się z jej życia. Halil i Zeynep stali bezradni, a Gozde odwróciła wzrok, jakby nie chciała, by ktoś dostrzegł cień emocji, który przemknął przez jej twarz.

Halil i Zeynep wychodzą z sali, by porozmawiać z lekarką na osobności. Drzwi zamykają się za nimi cicho, zostawiając Gozde i Songul same w półmroku szpitalnego pokoju. Cisza między nimi jest gęsta, napięta, jakby w powietrzu unosił się niewypowiedziany krzyk.

Songul odwraca głowę w stronę Gozde. Jej twarz wykrzywiona jest bólem i gniewem.

– Miałaś jechać powoli! – syczy, z pretensją w głosie. – Mogłam umrzeć przez ciebie! Oszukałaś mnie!

***

Retrospekcja.

Gozde siedzi za kierownicą białego sedana. Na głowie ma czarną czapkę z daszkiem, która dokładnie maskuje jej włosy. Jej twarz jest nieruchoma, a oczy chłodne, skupione na drodze. Kilkadziesiąt metrów dalej, na poboczu, Zeynep i Songul kłócą się gwałtownie, gestykulując nerwowo.

– Przepraszam, ciociu Songul – mówi Gozde cicho, niemal do siebie. – Nie mogę ryzykować wszystkiego, zawierzając twoim umiejętnościom aktorskim. Wprowadzę do naszego planu małą korektę. Będzie bolało, ale musi wyglądać wiarygodnie. Inaczej Zeynep nie poczuje winy. A bez jej wyrzutów sumienia… wszystko się rozsypie.

Wrzuca bieg. Jej stopa wciska gaz z bezlitosną precyzją. Auto rusza gwałtownie. Kilka sekund później dochodzi do uderzenia.

***

Teraźniejszość.

– Ciociu Songul, tak musiało być – mówi Gozde spokojnie, starając się brzmieć przekonująco. – To była konieczność.

– Żartujesz sobie ze mnie? – wybucha Songul. Jej ciało drży z gniewu. – Zrujnowałaś mi życie! Leżę tu jak kaleka, a ty mówisz o konieczności?

– Spójrz na to z innej strony – kontynuuje Gozde, krok po kroku odzyskując kontrolę nad rozmową. – Ze sprawcy stałaś się ofiarą. Zeynep patrzy na ciebie z poczuciem winy, z lękiem. Widziałam to w jej oczach. Wykorzystamy to. Podczas gdy ona będzie się dusić w wyrzutach sumienia, ty uczynisz ją swoją niewolnicą. Będzie cię pielęgnować, słuchać, spełniać każde twoje życzenie. Zaufaj mi.

Songul milczy, ale jej oddech przyspiesza.

– Policja przyjdzie tu wkrótce – dodaje Gozde, pochylając się lekko. – Wiesz, co im powiedzieć, prawda?

Songul nie odpowiada. Ale jej spojrzenie, pełne bólu i niepokoju, zaczyna się zmieniać. W oczach pojawia się cień decyzji.

***

Policjant wchodzi do sali, w której leży Songul. W pomieszczeniu są też Gozde, Halil oraz Zeynep, stojąca nieco z boku, z dłońmi splecionymi nerwowo przed sobą.

— Jeśli czuje się pani niekomfortowo, mogę poprosić pozostałe osoby o opuszczenie pokoju — mówi funkcjonariusz, wyjmując notes.

— Nie trzeba, panie oficerze. Wszystko w porządku — odpowiada Songul cicho, z wyraźnym wysiłkiem.

Zeynep wstrzymuje oddech.

Czy złoży na mnie skargę? — myśli z lękiem. — Na pewno to zrobi… Może przynajmniej w ten sposób zrzucę z siebie część winy.

— Słucham panią — odzywa się policjant. — Proszę opowiedzieć, co dokładnie się wydarzyło.

— To stało się bardzo szybko — zaczyna Songul, patrząc w sufit, jakby próbowała odtworzyć w pamięci każdy szczegół. — Zeynep… — urywa na chwilę, po czym mówi stanowczo: — Zeynep nie ponosi winy.

Zeynep podnosi wzrok, zaskoczona.

— Winny był kierowca, który pędził jak szalony — kontynuuje Songul. — Ja również nie zachowałam ostrożności. Ale Zeynep… ona nie zrobiła nic złego.

Zeynep czuje, jak ściska ją w gardle.

O Boże… ona mnie chroni… — myśli z niedowierzaniem. — Nie obwinia mnie, choć miałaby do tego prawo. A ja… ja wiem, że też zawiniłam.

Halil, stojący w milczeniu pod ścianą, spogląda na ciotkę z mieszaniną zaskoczenia i podziwu.

Zaskakujesz mnie, ciociu. Nie wykorzystałaś okazji, by oskarżyć Zeynep. Może to zdarzenie naprawdę coś w tobie zmieniło.

Powyższy tekst stanowi autorskie streszczenie i interpretację wydarzeń z serialu Rüzgarlı Tepe. Inspiracją do jego stworzenia były filmy Rüzgarlı Tepe 202. Bölüm i Rüzgarlı Tepe 203. Bölüm dostępne na oficjalnym kanale serialu w serwisie YouTube. W artykule zamieszczono również zrzuty ekranu pochodzące z tych odcinków, które zostały użyte wyłącznie w celach informacyjnych i ilustracyjnych. Wszystkie prawa do postaci, fabuły i materiału źródłowego należą do ich prawowitych właścicieli.

Podobne wpisy