„Wichrowe Wzgórze” – Odcinek 352: Streszczenie
Gözde bez pukania wpadła do pokoju Songül. Z impetem wskoczyła na łóżko, przez co materac aż zafalował. Songül drgnęła, wyrywając się ze snu, i z trudem otworzyła sklejone powieki.
— Co się dzieje? — wymamrotała z przestrachem, próbując rozeznać się w sytuacji. — Gözde, oszalałaś?
Tamta siedziała już prosto, pełna energii, z błyskiem w oku.
— Ty sobie tu smacznie śpisz, a ja mam wszystko ogarniać sama, tak? — rzuciła z teatralnym oburzeniem. — Właśnie rozmawiałam z panem Ozarem, właścicielem firmy. Kiedy usłyszał moją propozycję, natychmiast przełożył swoją podróż. Rozumiesz? Umowa będzie gotowa już jutro. Podpiszemy ją.
Songül uniosła brwi, półprzytomna, ale już czujna.
— Naprawdę trzeba się ciebie bać, Gözde — mruknęła, opierając się na łokciach. — Brzmisz, jakbyś właśnie przejęła pół miasta.
Gözde uśmiechnęła się triumfalnie i z dumą wskazała na siebie.
— Zgadnij, kto zostanie najbliższym współpracownikiem Halila. No, spróbuj zgadnąć. Ja.
Jej uśmiech zgasł jednak w jednej chwili, ustępując miejsca mrocznemu błyskowi, gdy tylko pomyślała o Zeynep.
— I wtedy zobaczymy, czy wciąż będziesz potrafiła spojrzeć Halilowi w oczy, mój drogi gołąbku z wioski – powiedziała, widząc oczami wyobraźni przegraną rywalkę.
Songül skrzywiła się, przewracając oczami.
— Moim zdaniem nie powinnaś się tak rozpędzać — powiedziała ostrożnym, spokojnym tonem. — Kogut, który skacze najwyżej, pierwszy kończy ze ściętą głową. Halil nie jest łatwy do przekonania. A Zeynep… ona wcale nie odpuszcza. Pracuje jak szalona, i to mimo tego, że cały czas ją zadręczam.
— Bo jeszcze nie zrozumiała, że jej wysiłki są daremne — odparła Gözde ze wzruszeniem ramion, jakby mówiła o czymś oczywistym. — Tylko firma pana Ozara może sprzedać sprzęt w tej cenie. A jutro, gdy podpiszę z nim umowę… — Pochyliła się bliżej Songül, szepcząc prawie konspiracyjnie — Będę mieć w swoich rękach wszystko, czego potrzebuję.
***
Tülay postawiła przed Selmą szklankę świeżo wyciśniętego soku pomarańczowego. Aromat cytrusów wypełnił pokój, a ona sama przez dłuższą chwilę przyglądała się córce z nieukrywaną troską.
— Tak dalej być nie może, Selmo — zaczęła łagodnie, ale stanowczo. — Musisz jak najszybciej znaleźć kucharza, pokojówkę i nianię dla dziecka. I proszę, nie mów mi znowu, że „jeszcze jest czas”. Wiesz dobrze, że znalezienie odpowiednich ludzi to nie lada wyzwanie.
Selma westchnęła głęboko, jakby zbierała odwagę. Ujęła szklankę, ale nie uniosła jej do ust.
— Muszę ci coś powiedzieć, mamo — oznajmiła w końcu, a w jej głosie pobrzmiewało napięcie. — Wracając do kwestii spadku… zmarła ciocia Erena postawiła warunek. Przez wiele lat opiekowała się nią pewna dziewczyna… i ciocia zażądała, by Eren ją poślubił. Tylko wtedy miałby prawo przyjąć spadek. — Selma spojrzała w bok, walcząc z emocjami. — On oczywiście nie zamierza się ze mną rozwieść, więc odrzucił spadek. Nie dostał ani kurusza.
Na twarzy Tülay pojawił się szok, wręcz niedowierzanie.
— Eren… naprawdę zrezygnował z dwustu milionów? Dla ciebie? — zapytała cicho, jakby sama nie wierzyła we własne słowa.
— Oczywiście, że tak — odparła Selma natychmiast, z nutą dumy i oburzenia jednocześnie. — Wybrał swoją rodzinę. Dlaczego cię to tak dziwi? Czy to nie powinno być normalne?
Tülay zawahała się, po czym skinęła głową, ale w jej oczach pojawił się cień niepokoju.
— Masz rację, powinno… ale dla Erena i Kiymet to przecież kolosalna suma — powiedziała powoli. — Na twoim miejscu nie ufałabym im bezgranicznie. Pieniądze potrafią zmienić ludzi szybciej, niż jesteś w stanie to sobie wyobrazić.
— Mamo, proszę. — Selma przymknęła oczy. — Temat spadku jest zamknięty. Nie wracajmy do tego, bo tylko niepotrzebnie się denerwuję.
Tülay westchnęła, jakby chciała dodać coś jeszcze, ale zrezygnowała.
— Dobrze, córko. Powiedziałam, co miałam powiedzieć. Przemyśl to chociaż. — Wstała i poprawiła sukienkę, spoglądając na Selmę z ostatnim, pełnym troski spojrzeniem. — Dobrej nocy.
Opuściła pokój, zamykając za sobą drzwi.
Selma dopiero wtedy uniosła szklankę, upiła łyk soku i odetchnęła, jakby chciała zagłuszyć własne wątpliwości.
— Poślubiłam Erena, bo mnie kocha — wyszeptała z uporem, jakby chciała przekonać nie tyle świat, co samą siebie. — Ufam mu bezgranicznie.
***
Nazajutrz, zaraz po śniadaniu, Selma bierze do ręki telefon, by rutynowo sprawdzić stan konta. W pierwszej chwili jej wzrok zatrzymuje się na długiej liście transakcji, których nie rozpoznaje. Serce zaczyna jej bić szybciej. Otwiera szczegóły — i nagle mruży oczy, jakby nie mogła uwierzyć w to, co widzi.
— Suknia ślubna… restauracja… tort weselny… — czyta półgłosem, a każde kolejne słowo wybrzmiewa jak uderzenie młotka. — Na Boga… dla kogo my niby organizujemy wesele?
W jej głowie natychmiast pojawia się wczorajsza rozmowa z matką. Słowa Tülay — ostre, pełne przestrogi — wracają jak echo, które wbija się prosto w jej świadomość.
— Czy mama mogła mieć rację? — szepcze, czując jak ściska ją w żołądku. — Czy… czy Eren naprawdę poślubi tę kobietę dla pieniędzy? Ale… on kupił wszystko. Wszystko, co potrzebne na ślub. Czy on… — wstrzymuje oddech — …kłamie mi prosto w oczy?
W jej spojrzeniu pojawia się przerażenie, ale szybko próbuje je stłumić. Pokręca głową energicznie, jakby mogła w ten sposób wyrzucić z siebie każdą podejrzaną myśl.
— Nie. Nie, nie, nie. Eren nie zrobiłby czegoś takiego — mówi do siebie zdecydowanie, choć jej głos drży. — On mnie kocha. Znam go. Musi istnieć jakieś… sensowne i logiczne wyjaśnienie.
Odkłada telefon i bierze głęboki oddech, ale napięcie nadal trzyma ją jak w imadle.
— Najlepiej będzie, jeśli porozmawiam z nim wprost. Zapytam go, kiedy tylko przyjdzie — dodaje, naprawdę chcąc wierzyć, że istnieje wyjaśnienie.
A jednak w jej oczach wciąż tli się niepokój, którego nie potrafi uciszyć.
„Wichrowe Wzgórze” – Odcinek 353: Streszczenie
Eren wszedł do pokoju, niosąc eleganckie białe pudełko przewiązane idealnie zawiązaną czarną kokardą. Ułożył je ostrożnie na łóżku, jak coś wyjątkowo delikatnego, po czym sięgnął do kieszeni spodni po telefon. Był wyraźnie czymś przejęty.
— Muszę natychmiast zadzwonić do pani Şükran — mruknął sam do siebie, szybko wybierając numer. Kiedy odezwała się druga strona, jego ton od razu złagodniał. — Dzień dobry, pani Şükran. Jest pani naprawdę bardzo uprzejma, ale to było niepotrzebne. Właśnie otrzymałem pani prezent.
W tym samym momencie w drzwiach pojawiła się Selma. Uchylając je ledwie o centymetr, wślizgnęła się spojrzeniem do środka. Stała nieruchomo, z dłonią na klamce, wsłuchując się w każde słowo męża.
— To tylko drobny upominek, panie Erenie — odpowiedziała kobieta po drugiej stronie, a jej głos brzmiał niemal serdecznie. — Dzięki pana pomocy moje życie stało się znacznie łatwiejsze. Chciałam się odwdzięczyć. Co by pan powiedział na przeprowadzkę do Australii… razem z rodziną?
Eren westchnął cicho, jakby uznał, że odpowiedź jest oczywista.
— Naprawdę bardzo bym chciał, ale to niemożliwe, dopóki Selma nie urodzi — wyjaśnił spokojnie. — Porozmawiam z nią o tym, ale dopiero po porodzie. Dziękuję za ofertę, to bardzo hojna propozycja, ale na razie musimy to odłożyć.
Kamera przesuwa się i zatrzymuje na twarzy Selmy. Jej wyraz w jednej chwili twardnieje, a oczy ciemnieją ze smutku i rozczarowania.
— Już snuje plany… — myśli z goryczą, zaciskając palce na framudze drzwi. — Jak on w ogóle może? Okłamuje mnie prosto w oczy i nawet nie drgnie mu powieka. I co ja z tym zrobię? Pociągnę go do odpowiedzialności? Po co… skoro, gdy tylko z nim porozmawiam, znowu mnie okłamie, a ja znowu uwierzę jak jakaś naiwna idiotka.
Zaciska usta, jakby chciała powstrzymać drżenie szczęki.
— Nie. Te czasy minęły. Teraz jestem mądrzejsza. Nie dam mu się już oszukać.
W jej oczach pojawia się determinacja.
***
Selma, upewniwszy się, że Eren jest w łazience, ostrożnie podnosi jego telefon z szafki nocnej. Jej dłonie lekko drżą, ale determinacja jest silniejsza niż strach. Szybko odblokowuje urządzenie, odnajduje świeży numer zapisany jako „Şükran” i spisuje go na kartce, którą ukrywa w kieszeni. Potem, już z własnego telefonu, szybko wystukuje wiadomość.
„Jeśli tak bardzo tego pragniesz, weź sobie Erena i stwórzcie swój własny związek, pani Şükran. Życzę powodzenia. Ale jednego powinnaś być pewna: nigdy nie odbierzesz mi mojego dziecka.”
Po wysłaniu wiadomości Selma przez dłuższą chwilę patrzy na ekran, jakby chciała upewnić się, że naprawdę to zrobiła. W jej oczach miesza się gniew, ból i strach, ale w końcu odwraca się z uniesioną brodą — jak ktoś, kto właśnie przekroczył punkt bez powrotu.
***
Songül leży wygodnie na łóżku, oparta o miękkie wezgłowie. Do pokoju wpada jasne, dzienne światło, rozświetlając wnętrze i odbijając się w jej czujnych oczach. W dłoniach trzyma telefon, na ekranie którego odtwarza się nagranie. Uważnie śledzi każdy kadr. Widać na nim wyraźnie, kto siedzi za kierownicą feralnego samochodu.
Kąciki jej ust unoszą się powoli, gdy wciska pauzę. Sięga po telefon i wybiera numer.
— Obejrzałam nagranie, Fikrecie — zaczyna spokojnym, zimnym tonem. — Wszystko widać wyraźnie. To nagranie daje mi ogromną przewagę nad Gözde.
— Cieszę się, że jest pani zadowolona, pani Songül. Jak się czujesz? — odpowiada mężczyzna po drugiej stronie.
Nagle telefon wydaje charakterystyczny sygnał słabej baterii.
— Poczekaj chwilę, Fikrecie… bateria mi zaraz padnie.
Songül odkłada telefon na łóżko, zrzuca z siebie kołdrę i… bez najmniejszego wysiłku podnosi się do pełnego siadu. Potem jednym, zupełnie pewnym ruchem wstaje. Jej bose stopy dotykają chłodnej podłogi; nie ma w tym ani odrobiny wahania. Przez chwilę wyprostowuje plecy, jak ktoś, kto uwielbia świadomość własnej kontroli.
Spokojnym krokiem podchodzi do komody, chwyta leżącą tam ładowarkę i podłącza ją do gniazdka. Wraca na łóżko tak lekko, jakby robiła to każdego dnia.
Wznawia rozmowę:
— Od rana czuję się świetnie — oznajmia z wyraźną satysfakcją. — Mogę już chodzić, ale nikt o tym nie wie. I niech tak zostanie. Zeynep troszczy się o mnie z oddaniem… Jest jak marionetka, którą pociągam za sznurki. Robi wszystko, czego sobie zażyczę. Jestem w naprawdę dobrym nastroju.
— Pani Gözde i pani Zeynep są więc w pani garści — ocenia Fikret. — Ułożyłaś doskonały plan.
Songül uśmiecha się szeroko, z przebłyskiem triumfu w oczach.
— Mój drogi… to dopiero początek.
***
Halil z zapałem wertuje stos dokumentów, notatek i ofert, które rozłożył na biurku w swojej pracowni. Od kilku dni szuka idealnej możliwości, by spełnić największe marzenie Zeynep — stworzenie własnych perfum. I w końcu… znajduje to, czego szukał. Renomowana firma we Francji, specjalizująca się w projektowaniu zapachów, zgadza się pomóc. Halil uśmiecha się szeroko, jak ktoś, kto właśnie wygrał bitwę, o którą nikt go nie prosił, ale którą prowadził z miłości.
***
Zeynep wchodzi do pracowni, wciąż z lekkim uśmiechem, choć zmęczona opieką nad Songül. Halil podchodzi do niej z entuzjazmem, którego nie jest w stanie ukryć.
— Znalazłem firmę — oznajmia, wręczając jej elegancko oprawiony katalog. — We Francji. Zgodzili się pomóc ci stworzyć twoją własną linię perfum. Chcą, żebyśmy przylecieli jak najszybciej. Co ty na to?
Zeynep otwiera katalog, przesuwa palcami po zdjęciach laboratoriów i flakoników, a jej oczy zaczynają błyszczeć. Przez kilka sekund wygląda tak, jakby marzenie, które zawsze było dla niej zbyt odległe, nagle znalazło się w zasięgu ręki.
Ale ten błysk gaśnie niemal równie szybko.
— Halilu… to niesamowite — mówi miękkim, drżącym głosem. — Naprawdę niesamowite. Nie wiem, jak ci dziękować…
Uśmiecha się, lecz w jej uśmiechu jest więcej smutku niż radości.
— Ale… nie mogę pojechać.
Halil marszczy brwi, zdziwiony.
— Jak to? Dlaczego?
Zeynep zamyka katalog i przyciąga go do serca, jakby próbowała w ciszy oswoić ogrom emocji, które właśnie ją zalały.
— Muszę zostać z twoją ciocią — wyjaśnia cicho. — Dopóki pani Songül nie stanie na nogi, dopóki nie będzie mogła sama o siebie zadbać… nie mam serca wyjeżdżać. Ona na mnie liczy. Nie mogę zostawić jej samej, nie teraz.
Podchodzi do Halila i delikatnie muska jego policzek pocałunkiem.
— Dziękuję ci. Za wszystko, co robisz. Naprawdę. Ale marzenia mogą poczekać. Twoja ciocia — nie.
Halil, choć stara się zachować spokój, czuje, jak w środku narasta w nim bunt. Patrzy, jak Zeynep wychodzi, a w jego oczach miesza się miłość, bezsilność i determinacja.
Gdy drzwi się zamykają, zostaje sam w pracowni. Oparty o biurko, zaciska dłonie w pięści.
— Nie — mówi półgłosem, jakby ogłaszał decyzję całemu światu. — Nie pozwolę ci zrezygnować ze swoich marzeń przez moją ciotkę. Zeynep… ten projekt powstanie. Z tobą albo bez ciebie. Spełnię to marzenie nawet wtedy, gdy będziesz próbowała mnie powstrzymać.
Sięga po telefon i wybiera numer.
— Dzień dobry. Chciałbym przesunąć rozpoczęcie projektu perfum o miesiąc — mówi stanowczo. — Tak, dokładnie. Proszę wszystko zarezerwować.
Odkłada telefon, oddychając głęboko.
W jego spojrzeniu nie ma już wahania — tylko determinacja człowieka, który postanowił walczyć za dwoje.
***
Kiymet od samego rana promienieje dobrym humorem. Siedzi przy stole jak królowa własnego świata, nucąc radosną melodię i machając rękami w rytm, który słyszy chyba tylko ona. Wesoło kołysze się na krześle, jakby dzień nie mógł zacząć się lepiej.
W tym właśnie momencie do kuchni wchodzi Selma. Jej twarz jest napięta, a w oczach widać bezsenność i narastającą frustrację. Bez słowa odkłada na blat butelkę mleka i paczkę musli — ale robi to z takim hukiem, że naczynia w szafce delikatnie brzęczą.
Zaskoczona Kiymet prostuje się, przestając śpiewać.
— Co się dzieje, moja córko? — pyta, marszcząc brwi.
Selma odwraca się błyskawicznie, jakby czekała tylko na ten sygnał.
— Nie wstyd ci, pani Kiymet? — wybucha ostrym głosem, który aż tnie powietrze. — To jest doprawdy niewiarygodne! Spiskujesz za moimi plecami w imię spadku! Chcesz nas rozdzielić, żeby Eren mógł ożenić się z tamtą dziewczyną! I to mimo tego, że jestem w ciąży!
Kiymet wstaje powoli, jak osoba, która właśnie oberwała rykoszetem za coś, czego nie zrobiła. Jej oczy rozszerzają się ze zdumienia.
— O czym ty w ogóle mówisz? — pyta oszołomiona. — Nic takiego nigdy nie miało miejsca! Kto ci to nagadał?
— Nikt! — Selma aż drży. — Słyszałam twoją rozmowę z moją ciocią!
Kiymet mruży oczy, jakby próbowała zrozumieć, o którą rozmowę chodzi.
— Masz na myśli rozmowę z Kumru? — pyta w końcu. — O mój Boże, Selmo… wszystko źle zrozumiałaś. Absolutnie wszystko. Jeśli mi nie wierzysz, zadzwoń do swojej cioci i poproś, żeby sama ci wszystko wyjaśniła.
Selma jednak nie uspokaja się ani odrobinę — przeciwnie.
— A Eren?! — wypala, jakby właśnie trafiła w najważniejszy punkt. — Słyszałam, jak rozmawia z Şükran. Czy to też źle zrozumiałam?
Kiymet robi duży krok w jej stronę.
— Z Şükran? — powtarza. — Selmo, to nie ta Şükran, o której myślisz! To jego szefowa! Mają takie samo imię, ale to dwie zupełnie różne osoby, moja córko.
Słowa te uderzają w Selmę z siłą lawiny. Zaskoczenie odmalowuje się na jej twarzy, a po chwili osuwa się na krzesło, jakby ugięły się pod nią kolana. Zasłania usta dłonią, wybałuszając oczy.
— O Boże… — szepcze. — O Boże, co ja zrobiłam?
Kiymet podchodzi bliżej, zaniepokojona.
— Selmo, co takiego?
— Ja… — Selma zaczyna oddychać szybko, niemal panicznie. — Myślałam, że to tamta Şükran, z Gaziantep… I… napisałam jej wiadomość. Napisałam, żeby… żeby wzięła sobie Erena, skoro tak bardzo go pragnie…
Kiymet otwiera usta, po czym z hukiem wypuszcza powietrze i zakrywa twarz dłońmi.
— O nie… nie, nie, nie! — jęczy. — Ta kobieta od dawna ma oko na Erena! A ty dosłownie powiedziałaś jej, żeby go sobie zabrała! Selmo, dziecko moje… co teraz będzie?!
Selma patrzy w podłogę, jakby ta mogła jej udzielić odpowiedzi. W jej oczach gromadzą się łzy.
A Kiymet tylko kręci głową, ciężko, z bezradnością i narastającą paniką.
***
Halil wchodzi do pokoju ciotki powolnym, ciężkim krokiem. Drzwi zamykają się za nim bezgłośnie, jakby sam dom wstrzymywał oddech. Zbliża się do łóżka Songül, patrząc na nią uważnym, podejrzliwym wzrokiem.
— Mam nadzieję, że nie sprawiasz Zeynep żadnych kłopotów, prawda? — pyta chłodno.
Songül prostuje się i przybiera wyraz niewinności.
— Oczywiście, że nie — odpowiada z przesadną łagodnością. — Ta sytuacja z zupą… to był zwykły wypadek. Prawie się poparzyłam, ale to nie była jej wina. Zeynep opiekuje się mną wzorowo. Po co miałabym jej utrudniać życie?
Halil staje bliżej, splata dłonie za plecami.
— Owszem, opiekuje się tobą świetnie. Ale wiesz, co mnie zastanawia? Dlaczego to robi? — Jego ton twardnieje. — W domu jest pełno ludzi. Obiecałem, że znajdę ci najlepszą opiekunkę. Ale ty… dalej korzystasz tylko z Zeynep. Ona ma swoje marzenia, ciociu. Marzenia, na które pracowała latami. Projekt perfum jest prawie gotowy, a ona znowu odkłada wszystko na później. Z powodu ciebie. I to mnie doprowadza do szału.
Songül robi minę skrzywdzonego dziecka, a jej wargi zaczynają drżeć.
— Mówisz tak, jakbym ją do czegoś zmuszała — jęczy. — Sama powiedziała, że czuje się odpowiedzialna za wypadek. Co miałam zrobić? Odepchnąć ją? Sprawić, żeby poczuła się jeszcze gorzej? Ale jeśli… jeśli nie chce, nie musi się mną opiekować… — Jej głos łamie się w teatralny sposób, a oczy zaczynają „łzawić”.
Halil nie mruga nawet okiem. Z zimną precyzją obserwuje każdy jej grymas.
— Chcę ci wierzyć, ciociu — mówi po chwili, zbliżając się tak, że Songül niemal cofa się pod poduszkę. — Chcę wierzyć, że rzeczywiście żałujesz.
Nachyla się nad nią, a jego twarz staje się twarda jak kamień.
— Ale jeśli okaże się, że wykorzystujesz dobroć Zeynep… jeśli ją zadręczasz albo grasz swoją chorobą, żeby uderzyć w moje małżeństwo… wtedy nie będę patrzył na to, że jesteś moją ciotką. Wyrzucę cię nie tylko z naszej farmy. Usunę cię z całego Yeşilpınar, nawet gdybyś miała błagać na kolanach.
Posyła jej lodowate spojrzenie, które wbija się głębiej niż każde słowo, i wychodzi, trzaskając drzwiami.
Songül jeszcze chwilę siedzi nieruchomo. Jej łzy natychmiast znikają, zastąpione mrocznym błyskiem w oczach. Unosi podbródek, a na jej twarzy pojawia się szyderczy uśmiech.
— Sztylet, który miał mnie bronić, obrócił się przeciwko mnie — mamrocze do siebie. — Ale pamiętaj, Halilu… W tej historii to nie ja będę stroną przegraną.
Jej śmiech, cichy i zimny, rozlewa się po pokoju jak trucizna.
Powyższy tekst stanowi autorskie streszczenie i interpretację wydarzeń z serialu Rüzgarlı Tepe. Inspiracją do jego stworzenia były filmy Rüzgarlı Tepe 205. Bölüm i Rüzgarlı Tepe 206. Bölüm dostępne na oficjalnym kanale serialu w serwisie YouTube. W artykule zamieszczono również zrzuty ekranu pochodzące z tych odcinków, które zostały użyte wyłącznie w celach informacyjnych i ilustracyjnych. Wszystkie prawa do postaci, fabuły i materiału źródłowego należą do ich prawowitych właścicieli.

















