„Wichrowe Wzgórze” – Odcinek 355: Streszczenie
Halil wprowadza do rezydencji elegancką kobietę o profesjonalnym spojrzeniu — renomowaną neurorehabilitantkę. Wszyscy domownicy od razu czują, że to nie jest zwykła wizyta. Halil liczy, że specjalistka w końcu postawi jego ciotkę na nogi.
Gözde, słysząc o badaniu, prawie wypuszcza z rąk dokumenty, które właśnie zanosiła Halilowi. Panika błyskawicznie pojawia się w jej oczach. Jeżeli Songül zostanie zbadana bez przygotowania — cała jej gra legnie w gruzach.
Biegnie do pokoju Songül jak ogień.
— Natychmiast podnieś nogi! — syczy półgłosem.
— Co się dzieje? — Songül prostuje się, zaskoczona.
— Specjalistka już tu jest! Za chwilę będzie badanie!
W sekundę smaruje jej nogi grubą warstwą kremu znieczulającego. Songül krzywi się z obrzydzeniem, ale pozwala jej działać — obie wiedzą, że to ich jedyna szansa.
Kiedy lekarka przykłada młoteczek do ścięgien, Songül pozostaje nieruchoma jak marmurowa statua. Ani jeden mięsień na jej twarzy nie drgnie. Patrzy przed siebie z perfekcyjnie wyreżyserowanym spokojem, jakby naprawdę nie czuła absolutnie nic.
Zeynep obserwuje każdy ruch specjalistki, niemal wstrzymując oddech. Serce bije jej szybciej z każdym kolejnym testem.
Teraz… jeśli teraz poruszy nogą choć o centymetr…
Ale nic się nie dzieje.
Młoteczek uderza raz, drugi, trzeci — pełna cisza. Zero odruchu.
I nagle napięcie w ramionach Zeynep opada. W jednej chwili wszystkie jej podejrzenia rozsypują się jak domek z kart. Przedtem wierzyła, że jej babcia naprawdę widziała Songül stojącą na nogach, lecz teraz… teraz nie ma już cienia wątpliwości.
Ciotka Halila naprawdę jest sparaliżowana. Przynajmniej tak to wygląda.
A Gözde… tylko uśmiecha się cicho pod nosem.
***
Songül, ośmielona sukcesem, przechodzi do kolejnego etapu swojej gry.
Bez żadnych skrupułów zasypuje Zeynep obowiązkami — tak, by dziewczyna nawet na chwilę nie mogła złapać oddechu.
— Zeynep, pomóż mi się ubrać.
— Zeynep, potrzebuję zupy.
— Zeynep, pójdź ze mną na spacer.
— Zeynep, wróć, muszę się położyć!
Zeynep robi wszystko bez jednego słowa skargi, ale zmęczenie odbija się w jej oczach. Gözde obserwuje to z satysfakcją — im bardziej Zeynep jest zajęta Songül, tym łatwiej jej krążyć wokół Halila, pomagać przy organizacji uroczystości otwarcia fabryki i udawać idealną współpracownicę.
Zeynep widzi ich pracujących razem, ale ufa Halilowi bezgranicznie. Milczy. Zaciska zęby. I robi swoje.
***
Wreszcie Halil sam zaczyna dostrzegać, że coś tu nie gra. Zeynep wygląda coraz gorzej. A Songül… wręcz przeciwnie. Dobrze się bawi, grając swoją niewinną rolę.
Podchodzi do siedzącej na wózku ciotki i pochyla się nisko, patrząc na nią surowym wzrokiem.
— Od teraz — mówi niskim, stanowczym głosem — kiedy będziesz chciała opuścić swój pokój, zawołasz Arzu, a nie Zeynep.
Songül podnosi wzrok, udając niewinne zdziwienie.
— Ale ja tylko… — próbuje zaprotestować.
Halil przerywa jej lodowatym spojrzeniem.
— Zrobisz to, żebym miał pewność, że nie wykorzystujesz swojego stanu, żeby dręczyć Zeynep. — Jego głos jest twardy jak stal. — Zrozumiałaś?
Songül skinieniem głowy potwierdza, choć jej palce zaciskają się na podłokietnikach wózka tak mocno, że aż bieleją.
Bo Zeynep — ta naiwna, słodka dziewczyna — znów wyszła obronną ręką.
A Songül nienawidzi jej bardziej niż kiedykolwiek.
***
Halil, w odpowiedzi na prośbę Gulhan, postanawia przywrócić Tekina do pracy. Merve, przypadkowo podsłuchując ich rozmowę, mylnie interpretuje sytuację i sądzi, że Halil planuje zwolnić Erena, aby zatrudnić Tekina na jego miejsce.
„Wichrowe Wzgórze” – Odcinek 356: Streszczenie
Songül każe Arzu wyrzucić pojemnik z kremem, który nie powinien wpaść w ręce nikogo w domu. Pokojówka, przytłoczona obowiązkami, w pośpiechu odkłada go jednak w pierwszym lepszym miejscu — na toaletce w pokoju Zeynep.
Niedługo później Zeynep znajduje małe pudełeczko, myląc je z maścią na oparzenia. Bez zastanowienia nakłada krem na skórę… i nagle czuje, jak jej ręka zaczyna drętwieć. Z niedowierzaniem odczytuje etykietę — to krem znieczulający.
W tej samej chwili Arzu potwierdza jej najgorsze obawy: pojemnik należał do Songül.
W Zeynep natychmiast odżywają wszystkie wcześniejsze podejrzenia. Przypomina sobie badanie lekarki — ostukiwanie młoteczkiem, całkowity brak reakcji, nienaturalną sztywność Songül. Obraz układa się w jedną, przerażająco logiczną całość.
— Halil ma rację — szepcze do siebie, czując narastający gniew. — Songül wykorzystuje wypadek, żeby się na mnie zemścić. Użyła kremu, żeby ukryć, że ma czucie w nogach. Żeby nikt nie odkrył, że może chodzić.
Zeynep zaciska pięści. W jej oczach pojawia się determinacja.
— Przyznasz się do tego.
***
Zeynep wpada do pokoju Songül niczym burza. Drzwi uderzają o ścianę, a Songül, która jeszcze przed chwilą udawała wyczerpanie, unosi głowę z oburzeniem.
— Co się z tobą dzieje? Co to ma znaczyć?! — warczy, jakby to ona była ofiarą.
Zeynep stoi nad nią, cała roztrzęsiona gniewem.
— Wiem, że możesz chodzić, pani Songül.
Na twarzy chorej pojawia się teatralne zdumienie.
— O czym ty mówisz? Co to za brednie?
— Gra skończona — syczy Zeynep, wyciągając przed siebie mały, okrągły pojemnik. — Znalazłam krem. Halil miał rację. Twoim jedynym celem jest dręczenie mnie.
Pierwszy raz od wielu dni na twarzy Songül pojawia się cień paniki, ale natychmiast maskuje go pogardą.
— Opieka nad leżącą kobietą okazała się dla ciebie za trudna, tak? Daj mi ten krem!
Songül wyciąga rękę, jakby miała prawo rozkazywać, lecz Zeynep natychmiast cofa pojemnik poza zasięg jej palców.
— Jeśli chcesz, wstań i sama go sobie weź — mówi chłodno.
— Nie mogę chodzić, rozumiesz?! — syczy Songül, tracąc kontrolę. — Dawaj to!
— Nie! — Zeynep unosi głowę, a w jej oczach błyska odwaga, jakiej Songül nigdy w niej nie widziała. — Tym razem się nie wywiniesz. Zapłacisz za każde zło, które mi wyrządziłaś. Opowiem o wszystkim Halilowi.
— Nic mu nie powiesz! — syczy Songül i gwałtownie wychyla się z łóżka, próbując wyrwać krem z dłoni Zeynep.
W tej samej chwili drzwi otwierają się z hukiem.
W progu staje Halil.
— Co się tu dzieje? — pyta, a jego ton jest ostry jak brzytwa.
Zeynep odwraca się do niego, ściskając pojemnik jak dowód rzeczowy.
— Pani Songül oszukała nas i lekarkę, używając tego kremu — mówi, podnosząc dłoń. — Może chodzić, Halilu. Symuluje od początku, tak jak podejrzewałeś. Chciała tylko mnie wykorzystać.
Powietrze w pokoju gęstnieje.
A Songül — po raz pierwszy — naprawdę traci grunt pod nogami.
***
Halil stoi nad Songül niczym sędzia, którego wyrok jest już niemal przesądzony. Jego spojrzenie jest twarde, lodowate — takie, przed którym nie da się uciec.
— Jak to wyjaśnisz, ciociu? — pyta ostrym tonem. — Czy ten krem jest twój?
Songül kurczy się pod jego słowami. Jej ramiona opadają, a głowa pochyla się nisko. Cała drży, jakby miała się zaraz rozsypać. Przez chwilę panuje cisza tak gęsta, że słychać jedynie przyspieszony oddech Zeynep.
Wtem drzwi otwierają się i do środka wchodzi Gözde — spokojnie, pewnym, wręcz triumfalnym krokiem.
— Krem jest mój — oznajmia bez cienia zawahania.
Halil i Zeynep odwracają się do niej jednocześnie, zdezorientowani.
— Słyszałam waszą rozmowę — dodaje, jakby chciała podkreślić, że przychodzi w idealnym momencie.
Songül podnosi głowę. W jej oczach błyszczą łzy — duże, ciężkie, wręcz teatralne.
— Rozumiem cię, Zeynep… — mówi drżącym głosem. — Wiem, że ciężko jest ci się mną opiekować. Ale czy z własnej woli znalazłam się w tym stanie? — Głos jej się łamie, a dłonie zaciskają na kołdrze.
Gözde natychmiast przejmuje inicjatywę, zbliżając się do łóżka jak obrońca w ostatniej chwili.
— Droga Zeynep — mówi gładko. — Ciocia Songül wylała na siebie gorącą zupę. Nałożyłam jej krem, żeby złagodzić ból. Tylko tyle.
— Ale to była tylko kropla… — protestuje Zeynep, choć jej pewność zaczyna się chwiać.
— Co ty opowiadasz? — wzdycha Songül, unosząc rękaw. — Jeśli mi nie wierzysz, sama zobacz. — Prezentuje zaczerwienioną skórę, udając cierpienie. — Nadal piecze…
Halil zaciska szczękę, zmęczony tym chaosem. Musi odzyskać kontrolę.
— Od teraz wszystkim zajmie się Arzu — decyduje tonem, który nie dopuszcza sprzeciwu. — I nie chcę o tym dyskutować.
Zeynep słyszy tylko jedno. Nie nadajesz się do opieki. Jej twarz blednie. Ze spuszczoną głową wychodzi z pokoju, mijając Halila, który natychmiast rusza za nią, chcąc wyjaśnić sytuację.
Drzwi zamykają się.
Gözde od razu zaciska pięści, aż kostki bieleją.
— Ta wieśniaczka będzie teraz non stop przy Halilu! — syczy wściekła. — To się nie mieści w głowie!
Songül przeciwnie — rozluźnia się, jakby właśnie wygrała kolejne starcie.
— Jej sumienie nie da jej spokoju — mówi pewnym tonem. — Zobaczysz. Będzie błagała, by dalej się mną opiekować.
Gözde patrzy na nią, wciąż nieprzekonana.
— Jesteś pewna?
Songül uśmiecha się szeroko, zimno, triumfalnie.
— Absolutnie. Daj jej chwilę. Wróci tu sama. I dokładnie tak, jak chcemy.
W jej oczach błyszczy satysfakcja kogoś, kto wie, że właśnie pociągnął za najwłaściwszy sznurek.
***
Zeynep wchodzi do pracowni, zamykając za sobą drzwi. Halil natychmiast wstaje zza biurka — stają naprzeciw siebie, tak blisko, że mogliby usłyszeć nawzajem własny oddech.
— Kiedy zobaczyłam ten krem… — zaczyna Zeynep, starając się, by głos jej nie drżał. — Źle wszystko zrozumiałam. Popełniłam błąd. Przepraszam, Halilu. Proszę… pozwól mi dalej opiekować się panią Songül.
Halil spogląda na nią poważnie, niemal surowo.
— Ta sprawa jest już zamknięta, Zeynep — odpowiada tonem, który nie zostawia miejsca na dyskusję. — Zapomnij o tym. Już nie będziesz się nią zajmować. Chcę, żebyś skupiła się na innych rzeczach. Na nas. Ostatnio przeszłaś zbyt wiele. Jesteś wyczerpana. Prawie nie jesz i nie śpisz.
— Ale Halilu…
— Nie ma żadnego „ale”. — Jego głos łagodnieje, lecz pozostaje stanowczy. — Od teraz skupisz się na swoich marzeniach i… na mnie.
Wtedy rozlega się pukanie. Drzwi uchylają się, a w nich pojawia się Gözde, z udawaną niewinnością na twarzy.
— Skończyliście? — pyta uprzejmie, ale w jej oczach błyszczy ciekawość.
Halil otwiera usta, by potwierdzić, lecz Zeynep go uprzedza:
— Nie. Jeszcze nie skończyliśmy.
Gözde przenosi spojrzenie na Halila.
— Przyszłam, bo mamy kilka spraw do dokończenia przed otwarciem fabryki — oznajmia.
— Dobrze zrobiłaś — przytakuje Halil. — Ja i Zeynep zakończyliśmy rozmowę.
— Nie, nie zakończyliśmy — powtarza Zeynep uparcie.
Gözde przewraca oczami, ale opuszcza pokój. Gdy mija ją Zeynep, rzuca jej krótkie, chłodne spojrzenie. Zeynep patrzy za nią z niechęcią.
— Jest jak chwast, który rośnie wszędzie, gdzie nie trzeba — mruczy pod nosem.
Halil uśmiecha się lekko i unosi rękę, by musnąć jej policzek.
— Jesteś o mnie zazdrosna? — pyta z nutą prowokacji.
— Nie bądź śmieszny — prycha Zeynep. — Dlaczego miałabym być zazdrosna? Po prostu… nasza rozmowa jeszcze się nie skończyła.
Halil podchodzi do niej od tyłu, obejmuje ją w talii i przyciąga do siebie. Mówi do jej ucha cichym, niskim głosem:
— Jesteś jeszcze piękniejsza, kiedy jesteś zazdrosna.
— Nie jestem zazdrosna… — rzuca słabo, choć jej policzki różowieją.
— Ale ta zazdrość ci służy — uśmiecha się Halil. — Dobrze, koniec żartów. Od teraz moja piękna żona będzie się skupiać wyłącznie na nas. Na naszym małżeństwie. Nie chcę, by cokolwiek cię odciągało. Nie znoszę być zaniedbywany. Zapamiętaj to, Zeynep Firat.
Patrzy jej prosto w oczy — intensywnie, niemal rozbrajająco.
— Dobrze. Będę — odpowiada cicho Zeynep i wychodzi z pracowni.
Mijając Gözde, która czeka tuż za drzwiami niczym cień, obdarza ją wrogim spojrzeniem.
Halil, obserwując tę wymianę, unosi kącik ust.
Zaprzecza, ale jest o mnie zazdrosna — myśli z zadowoleniem.
I ta myśl przynosi mu więcej satysfakcji, niż byłby skłonny przyznać.
***
Nazajutrz odbywa się uroczyste otwarcie nowej fabryki. Wszyscy domownicy szykują się do wyjazdu, a atmosfera w rezydencji aż kipi od emocji i ekscytacji. Dla Zeynep ta impreza ma jednak inny wymiar — to idealna okazja, żeby wreszcie udowodnić, że Songül od dawna oszukuje.
Kiedy Halil zapina mankiety koszuli przed lustrem, Zeynep dyskretnie pruje szew w sukience.
— Halilu… muszę poprawić szew — mówi, udając zaskoczenie. — Zabierz Merve i babcię i jedźcie wcześniej. Dołączę, jak tylko to zaszyję.
Halil, nie podejrzewając niczego, zgadza się i wychodzi.
Gdy tylko drzwi się zamykają, w oczach Zeynep pojawia się determinacja.
— Przykro mi, Halilu… — szepcze do siebie. — Dziś nie przyjdę. Muszę udowodnić, że twoja ciocia chodzi. Taka szansa drugi raz się nie powtórzy.
***
Arzu wchodzi do pokoju Songül z tacą świeżych ręczników. Ciotka Halila od razu podnosi na nią spojrzenie.
— Rozmawiałaś z Zeynep? — pyta, udając zmęczenie.
— Tak — potwierdza Arzu. — Miała problem z sukienką, dlatego nie mogła pojechać razem z panem Halilem. Ale już wyszła. Pojechała prosto na przyjęcie.
Wtedy twarz Songül rozświetla się jak lampka kontrolna.
— Czyli… jesteśmy same w domu? — dopytuje, a w jej głosie pobrzmiewa niepokojące podniecenie.
— Tak. Tylko pani i ja.
— Świetnie. — Songül zrzuca kołdrę i jednym sprężystym ruchem zeskakuje z łóżka, lekko i zwinne jak młoda sarna.
Arzu zastygła jak posąg. Jej oczy robią się ogromne.
— Ty… możesz chodzić?! — wyszeptuje z niedowierzaniem.
Songül, pewna siebie, robi krok w jej stronę i unosi palec ostrzegawczo.
— Arzu… jeśli powiesz komukolwiek, co widziałaś, zniszczę cię. Rozumiesz?
— N-nie powiem. Nie martw się — jąka się pokojówka, cała blada.
Songül natychmiast odzyskuje dobry humor.
— Wspaniale! — mówi radośnie. — Idź do piekarni i kup mi to pyszne orzechowe brownie. Chcę dziś poczuć smak wolności. Zrobię sobie kawę i zjem je na spokojnie.
— Mogłabym upiec ci ciasto sama… — proponuje Arzu, jakby szukając sposobu, by nie zostawiać jej samej.
— Nie będę tyle czekać. — Songül przewraca oczami. — Chcę ciasto teraz. No już, idź.
— Dobrze… jak pani sobie życzy — odpowiada Arzu pospiesznie i niemal ucieka z pokoju.
Kiedy tylko znika za drzwiami, Songül przeciąga się z błogą satysfakcją. Uśmiecha się szeroko — jak nastolatka, która po latach dostała pierwszy dzień wolności od rodziców.
W końcu może zrzucić maskę ofiary.
W końcu może poczuć się… sobą.
***
Zeynep stoi na podjeździe, nerwowo rozglądając się na boki. W dłoni trzyma kluczyki do samochodu. Podchodzi do ochroniarza i wręcza mu je w pośpiechu.
— Zaparkuj samochód daleko od farmy — poleca cicho, lecz stanowczo. — I nie mów nikomu, że nie wyszłam z domu.
— Tak jest, pani Zeynep — odpowiada mężczyzna i natychmiast odjeżdża, zostawiając ją samą na podwórzu.
Zeynep wciąga powietrze, a jej wzrok zatrzymuje się na rezydencji.
— Już niedługo, pani Songül… — szepcze. — Kiedy będziesz myśleć, że jesteś tu całkiem sama, przestaniesz się pilnować. I wtedy twoje kłamstwo w końcu się rozsypie.
Nagle słyszy zbliżające się kroki. Jej ciało napina się instynktownie. Błyskawicznie kryje się za żywopłotem.
Po chwili przez bramę wychodzi Arzu i szybko oddala się w stronę miasta.
Gdy tylko znika, Zeynep rusza do domu.
***
W kuchni słychać ciche, zadowolone podśpiewywanie. Songül wesoło parzy sobie herbatę w zaparzaczu tłokowym. Stąpa lekko, swobodnie — zupełnie nie przypomina osoby, która rzekomo nie może nawet stanąć o własnych siłach.
Zeynep w tym czasie skrada się przez korytarz, jak duch. Każdy krok stawia ostrożnie, by nie wydać najmniejszego dźwięku. Kiedy dociera do kuchni, zatrzymuje się tuż przy framudze. Wystarczy jeden rzut oka, aby jej serce potwierdziło to, czego się obawiała.
Wiedziałam. Ona może chodzić. Oszukała nas wszystkich. Halil też się o tym dowie jeszcze dziś.
Zeynep bierze głęboki oddech i włącza wideorozmowę z Halilem. Kiedy jego twarz pojawia się na ekranie, przykłada palec do ust, dając znak, by był absolutnie cicho.
Wyciąga telefon przed siebie, odwracając kamerę w stronę kuchni i wkracza do pomieszczenia z pewnością wojownika, który ma w rękach ostateczny dowód.
— Słuchamy cię, pani Songül — mówi głośno, wyraźnie, z chłodną satysfakcją. — Wyjaśnij nam wszystko, proszę.
Songül aż podskakuje. Szklanka w jej ręku niemal wylatuje z palców.
Jej twarz blednie. Ciało zamiera.
Przez chwilę wygląda jak zwierzę osaczone światłem reflektora.
W tym momencie wie, że jej gra dobiegła końca.
Powyższy tekst stanowi autorskie streszczenie i interpretację wydarzeń z serialu Rüzgarlı Tepe. Inspiracją do jego stworzenia były filmy Rüzgarlı Tepe 206. Bölüm i Rüzgarlı Tepe 207. Bölüm dostępne na oficjalnym kanale serialu w serwisie YouTube. W artykule zamieszczono również zrzuty ekranu pochodzące z tych odcinków, które zostały użyte wyłącznie w celach informacyjnych i ilustracyjnych. Wszystkie prawa do postaci, fabuły i materiału źródłowego należą do ich prawowitych właścicieli.

















