„Wichrowe Wzgórze” – Odcinek 358: Streszczenie
Gözde krąży po salonie jak uwięziona pantera. Jej obcasy stukają nerwowo o podłogę, a telefon przy uchu niemal drży od siły, z jaką go ściska.
— Sahin, powiedz mi, że to załatwiłeś. — Jej głos jest napięty jak struna. — Czy udało ci się zmienić raport?
W słuchawce słychać ciężki oddech mężczyzny.
— Nic z tego, pani Gözde. — W jego tonie pobrzmiewa frustracja. — Ten laborant… nie tylko nie dał się przekupić. Był wręcz oburzony. Uznał, że to nieetyczne i groził, że zgłosi sprawę. A co gorsza… wyniki będą gotowe lada chwila.
Gözde zatrzymuje się gwałtownie, jakby ktoś ją ugodził.
— Posłuchaj mnie uważnie, Sahinie. — Jej głos staje się lodowaty, precyzyjny, niebezpiecznie spokojny. — Nie obchodzi mnie, jak to zrobisz. Ale albo rozwiążesz ten problem, albo wszyscy spłoniemy. A jeśli ja pójdę na dno… pociągnę każdego razem ze sobą. Dosłownie każdego.
Po drugiej stronie zapada krótkie, gęste milczenie. Potem słychać ciche westchnienie.
— Jest jeszcze jedno… ostateczne rozwiązanie — mówi Sahin i w tle da się słyszeć metaliczny dźwięk. Wyciąga zza paska pistolet. — Zrobię, co w mojej mocy. Ale musisz być gotowa na wszystko.
Gözde rozłącza się, zaciskając telefon w dłoni tak mocno, że pobielały jej knykcie. Usta ma spięte, a jej oczy płoną niepokojem.
W tej samej chwili drzwi salonu otwierają się szeroko. Do środka wchodzą Halil, Gülhan oraz Tekin pchający wózek Songül. Gözde natychmiast przybiera fałszywie spokojny wyraz twarzy.
— Wróciliście tak wcześnie… — odzywa się niepewnie. — Czy wszystko w porządku? Mam nadzieję, że wieści są dobre.
— Ciocia trochę się zmęczyła — wyjaśnia łagodnie Gülhan, poprawiając pled na kolanach Songül. — Lekarz powiedział, że wyniki zostaną nam przesłane, więc zdecydowaliśmy się wrócić.
— Idę do mojej żony — oznajmia Halil i odchodzi bez dalszych wyjaśnień.
— A ja zajrzę do kuchni. Umieram z głodu — dodaje Gülhan, ruszając wraz z Tekinem.
W salonie pozostają tylko Songül i Gözde. Cisza między nimi jest gęsta jak mgła.
Gözde odwraca się do ciotki Halila, z twarzą bladą jak kreda.
— Co teraz zrobimy, ciociu Songül? — pyta szeptem, ale jej głos łamie się ze strachu. — Sahin wciąż nie załatwił sprawy wyników. Jeśli zostaną przesłane prawdziwe…
Songül drapie się powoli po brodzie, marszcząc czoło. Przez chwilę jej twarz zdaje się zupełnie pozbawiona wyrazu — jakby nawet jej chytrość zatrzymała się, nie wiedząc, w którą stronę ruszyć.
Milczy.
A jej milczenie mówi więcej, niż mogłyby powiedzieć słowa.
Bo po raz pierwszy wygląda na kogoś, kto naprawdę… nie ma planu.
***
Zeynep chodzi po pokoju tam i z powrotem, jakby ściany nagle stały się zbyt ciasne. Co chwilę splata dłonie, rozplata je, a jej oddech jest szybki i ciężki.
— Co tam się dzieje…? — szepcze do siebie, nerwowo spoglądając na telefon. — Wyniki musiały już zostać ogłoszone. Już za chwilę wszyscy poznają prawdę.
Właśnie wtedy drzwi otwierają się cicho. Wchodzi Halil.
Zeynep natychmiast podbiega do niego.
— W końcu jesteś! — mówi z ulgą, lecz głos jej drży. — Z nerwów nie mogłam usiedzieć w miejscu. Co z wynikami? Już wiadomo?
Halil kładzie jej dłonie na ramionach, by ją uspokoić.
— Wróciliśmy, zanim je wydano — odpowiada spokojnie, choć w jego spojrzeniu także czai się napięcie. — Ale wyniki niebawem zostaną przesłane. Nie martw się, Zeynep. Prawda w końcu wyjdzie na jaw. Nikt nie uniknie konsekwencji swoich czynów. Nawet ci, którzy sądzą, że mogą kłamać bez końca.
Zeynep bierze głęboki wdech, jakby próbowała uspokoić serce.
— Halilu… moja mama zostawiła tu kilka swoich rzeczy. Powiedziała Merve, że chciałaby po nie przyjść. Zgodziłam się, ale jeśli masz coś przeciwko, mogę poprosić Merve, żeby jej je zawiozła.
Halil potrząsa głową.
— Nie mam nic przeciwko. Niech przyjdzie i zabierze, co potrzebuje.
Zeynep zamyka oczy na sekundę, jakby te słowa zdjęły z jej ramion ogromny ciężar.
— Dziękuję… — szepcze, wtulając się w męża. — Wiem, ile to dla ciebie znaczy.
Halil przyciąga ją mocniej, głaszcząc uspokajająco po plecach.
— Jesteśmy razem, Zeynep — mówi cicho. — Cokolwiek się stanie, stawimy temu czoła.
***
Tulay wchodzi do salonu. Merve widzi ją pierwsza i natychmiast rzuca się w jej ramiona.
— Mamo! — mówi z drżeniem w głosie. — Tak bardzo za tobą tęskniłam. Jak się czuje Selma? Wszystko u niej w porządku?
— Wszystko dobrze, kochanie — Tulay uśmiecha się łagodnie, głaszcząc córkę po policzku. — Ja też za tobą tęskniłam.
Z kanapy przygląda się temu Songül, mrużąc oczy z niesmakiem. Zbliża się do Gözde i szepcze tak, by nikt nie usłyszał:
— Spójrz tylko, jak się cieszy. W końcu udało jej się wejść do rezydencji. To wina Halila. Po co w ogóle pozwolił jej tu przyjść?
Gözde zaciska usta, ale nic nie odpowiada.
— Pomóż mi spakować rzeczy — mówi Tulay do Merve i kieruje się w stronę schodów.
Wtedy Songül podnosi głos tak, aby echo dotarło aż pod sufit:
— Droga Tulay! Nie musisz szukać po całym domu. Twoje rzeczy są w oficynie.
— Mamo… — wzdycha Merve, odwracając się do niej. — Pani Songül wróciła do swojego pokoju po wypadku. Musieliśmy przenieść rzeczy, żeby zrobić miejsce.
Tulay przewraca oczami. Słowa nie są jej potrzebne — wszystko widać w spojrzeniu. Songül uśmiecha się z triumfem, jakby wygrała małą bitwę.
W tej chwili do salonu wchodzą Zeynep i Halil. Dziewczyna rzuca się matce na szyję, przytulając ją mocno.
— Halilu, nadal nie ma wieści od lekarza? — dopytuje Gülhan, spoglądając na niego z napiętą twarzą.
Jakby na zawołanie w telefonie Halila pojawia się nowa wiadomość. Mężczyzna odtwarza ją na głośniku, by każdy mógł usłyszeć.
— Panie Halilu — odzywa się poważny kobiecy głos — przejrzałam dzisiejsze wyniki. Przykro mi, ale nie ma żadnej poprawy. Utrata czucia nadal się utrzymuje. Proszę jednak zachować nadzieję — to dopiero początek terapii.
Songül natychmiast podciąga kołdrę pod brodę, a łzy spływają jej z teatralną przesadą.
— O Boże… Czy ja już nigdy nie zaznam ulgi? — jęczy, wyciągając rękę do Gülhan, która od razu przysiada przy niej i zaczyna ją uspokajać.
Zeynep blednie i bez słowa wychodzi do ogrodu, jakby musiała zaczerpnąć powietrza, zanim runie na ziemię. Halil podąża za nią równym, szybkim krokiem.
Na zewnątrz Zeynep odwraca się do męża z rozpaczą w oczach.
— Nie rozumiem tego, Halilu… — głos jej drży. — Widziałam, jak chodzi. Na własne oczy! Jeśli to, co zobaczyłam, nie jest prawdziwe… to chyba tracę zmysły. Wiem, że teraz myślisz, że kłamałam, ale przysięgam ci, że nie! Ona STAŁA.
Halil chwyta jej dłonie, mocno, pewnie.
— Zeynep, ufam ci bezgranicznie. — Jego spojrzenie jest głębokie, nieporuszone. — Ani przez chwilę nie pomyślałem, że kłamiesz. Po prostu… wyniki były jednoznaczne. Dlatego zastanawiam się, czy ciocia mogła posunąć się aż tak daleko i sfałszować dokumenty. Hakan to sprawdzi. Nie martw się. Prawda zawsze wychodzi na jaw.
Delikatnie dotyka jej policzka.
— Pamiętaj, Zeynep… jesteś moją jedyną. Zawsze będę stał po twojej stronie.
Zeynep zaciska palce na jego dłoni, a w jej oczach na chwilę błyska ulga — jedyna jasność w morzu wątpliwości.
***
Songül leży spokojnie w łóżku, przekonana, że los znów stanął po jej stronie. Uśmiecha się pod nosem — w jej przekonaniu nic już jej nie grozi, a Zeynep ośmieszyła się na dobre.
Drzwi skrzypią. Do pokoju wchodzi Zumrut.
— Och, pani Songül… — wzdycha seniorka, podchodząc bliżej. — Merve opowiedziała mi, co powiedziała lekarka. Tak bardzo mi przykro.
— Dziękuję, pani Zumrut — odpowiada Songül, grając zmęczenie. — Nie czuję się najlepiej, naprawdę potrzebuję ciszy. Porozmawiamy później, dobrze?
— Dobrze, ale… — Zumrut zerka na okrycie Songul. — Ten koc jest zbyt cienki. Jeszcze się pani przeziębi. Zaraz przyniosę coś cieplejszego.
Kieruje się do szafy, sięga po gruby, wełniany pled. Songül obserwuje ją z satysfakcją, unosząc kąciki ust.
Uczynię wszystkie kobiety Aslanlı moimi niewolnicami… — myśli z triumfem.
Zumrut wraca z kocem, ale coś przyciąga jej uwagę. Coś wystaje spod łóżka Songül. Schyla się odruchowo i wyciąga starą fotografię.
Rozprostowuje ją — to zdjęcie młodego Omera, stojącego obok Tulay… z tą różnicą, że twarz Tulay została wycięta ostrymi nożyczkami.
— Co to jest? — pyta Zumrut, marszcząc brwi.
Songül blednie. Na sekundę wygląda, jakby całkowicie pozbawiono ją tchu.
— T-to chyba zdjęcie Tulay — mówi drżącym głosem. — Musiała je zgubić podczas przeprowadzki. Proszę… daj mi je. Wyrzucę do śmieci.
Zumrut cofa rękę.
— Nie. To niemożliwe — odpowiada twardo. — Tulay nigdy nie usunęłaby siebie z tego zdjęcia. Ona bardzo kochała Omera.
— Proszę, pani Zumrut! — Songül podnosi głos. — Nie wracajmy do tematu Tulay i Omera. Daj mi tę fotografię!
Ale Zumrut już jej nie słucha. Jej twarz blednie, a oczy rozszerzają się, jakby nagle zobaczyła duchy przeszłości.
Łzy spływają jej po policzkach.
— Mój Omer… — szepcze.
W jej umyśle odżywa dawne wspomnienie: potajemne spotkanie jej syna z młodą Songül. Omer, stanowczy, pewny siebie, odrzucający jej uczucia. Songül, roztrzęsiona i upokorzona. A potem — nóż. Nieporadny atak. Chaos. Jej własna krew, jej własny krzyk. Szpital. Diagnoza, że już nigdy nie zostanie matką.
Zumrut unosi głowę. W jej oczach pojawia się płomień gniewu, jakiego nie widziano w niej od lat.
— To byłaś TY! — warczy, cedząc każde słowo. — To ty byłaś tą kobietą! Zakochałaś się w Omerze, śledziłaś go! Próbowałaś rozbić jego związek z Tulay! A gdy cię odrzucił… próbowałaś go zabić!
Songül otwiera usta, ale nie potrafi wydać z siebie żadnego dźwięku.
— Zapomniałam o tobie, ale teraz wszystko pamiętam! — krzyczy Zumrut, aż echo odbija się od ścian. — Wszyscy dowiedzą się, kim jesteś! To twój koniec!
I nim Songül zdąży zareagować, seniorka wybiega z pokoju, zaskakująco szybka, pełna nagłej, młodzieńczej energii.
Songül dopiero po chwili odzyskuje władzę nad ciałem — tym razem nie z powodu udawanej choroby, lecz czystej paniki.
— Boże… co ja mam zrobić?! — szepcze z przerażeniem. — Jeśli powie wszystkim… jestem skończona!
Bez namysłu zrywa się z łóżka i biegnie za Zumrut w stronę salonu.
Ale jest już za późno.
Gdy ją dogania i szarpie za ramię, do salonu wpadają wszyscy domownicy, zaniepokojeni krzykami. Wszyscy widzą Songül… stojącą na środku pokoju.
Na własnych nogach.
Zamarzają.
A wtedy Zumrut wskazuje ją drżącą dłonią i krzyczy:
— ZNAM JĄ! TA KOBIETA BYŁA ZAKOCHANA W OMERZE! PRZEŚLADOWAŁA GO! PRÓBOWAŁA GO ZABIĆ, KIEDY ODWRÓCIŁ SIĘ OD NIEJ DLA TULAY!
Zapada cisza tak głęboka, że można by usłyszeć upadek igły.
Songül stoi pośród nich jak skamieniała i blada jak kreda.
Nie wydobywa z siebie żadnego słowa.
Bo to już koniec.
Ostateczny. Nieodwołalny.
Powyższy tekst stanowi autorskie streszczenie i interpretację wydarzeń z serialu Rüzgarlı Tepe. Inspiracją do jego stworzenia był film Rüzgarlı Tepe 208. Bölüm dostępny na oficjalnym kanale serialu w serwisie YouTube. W artykule zamieszczono również zrzuty ekranu pochodzące z tego odcinka, które zostały użyte wyłącznie w celach informacyjnych i ilustracyjnych. Wszystkie prawa do postaci, fabuły i materiału źródłowego należą do ich prawowitych właścicieli.














