„Wichrowe Wzgórze” – Odcinek 361: Streszczenie
Gülhan wychodzi do ogrodu, otulona chłodnym powiewem późnojesiennego powietrza. W półmroku dostrzega Gözde, która właśnie opuszcza pracownię, jakby wyrzucona z niej w pośpiechu.
— Gözde… — zaczyna ostrożnie. — Wydawało mi się, że ktoś się tam kłócił. Słyszałaś coś?
Gözde gwałtownie zastyga. Jej oczy rozszerzają się nieznacznie, a głos drży, choć próbuje brzmieć zwyczajnie.
— Ja? Nie… nic nie słyszałam — odpowiada, nerwowo splatając dłonie. — Na pewno to było coś spoza farmy. Jest zimno, przeziębisz się. Lepiej wróć do środka.
Słowa mają ją odepchnąć, ale w zachowaniu Gözde jest coś tak nienaturalnego, że Gülhan nie potrafi zignorować niepokoju. Rusza w stronę pracowni, a przestraszona Gözde niemal ucieka do salonu. Zatrzaskuje za sobą drzwi tarasowe i z sercem w gardle szepcze:
— Muszę stąd zniknąć… natychmiast.
W przedpokoju czekają już spakowane walizki — jej i Halila. Mężczyzna wychodzi właśnie z gabinetu. Na jego twarzy maluje się determinacja, ale też łagodność, której Gözde nie potrafi znieść.
— Jeśli jesteś gotowa, możemy jechać — mówi.
— Tak… jedźmy — odpowiada, a jej głos ledwo utrzymuje się na powierzchni paniki.
Halil marszczy brwi.
— Widziałaś Zeynep? Chcę się z nią pożegnać. Wyglądasz… źle. Wszystko w porządku?
Gözde otwiera usta, by odpowiedzieć, gdy nagle powietrze rozdziera przerażony krzyk Gülhan:
— ZEYNEP?!
Halil natychmiast rzuca się biegiem w stronę salonu, potem przez ogród, nie oglądając się za siebie. Gözde wie, że to koniec — nie ma już odwrotu. Chwyta walizkę i znikając za drzwiami, wypuszcza drżący oddech.
***
Halil wpada do pracowni. Zatrzymuje się jak wbity w ziemię.
Gülhan klęczy na podłodze, trzymając przy skroni Zeynep opatrunek. Jej dłonie drżą, a na twarzy maluje się czysta panika.
— Co… co tu się stało?! — krzyczy Halil, pochylając się nad żoną.
— Usłyszałam hałas, przybiegłam tu… i znalazłam ją taką — odpowiada Gülhan, łamiącym się głosem.
— Dzwoń po karetkę — rozkazuje, nie odrywając wzroku od Zeynep.
Po chwili Zeynep mruga, coraz świadomiej. Jej oddech przyspiesza, a palce zaciskają się na ręce męża.
— Zeynep, kochanie… co się stało? Upadłaś? — pyta drżącym głosem.
— Gözde… — wyszeptuje. — To ona.
Halil nieruchomieje.
— Co?
— To Gozde nas szantażowała, Halilu — szepcze Zeynep, walcząc o oddech. — Skonfrontowałam się z nią. Nie chciała, żebym powiedziała ci prawdę… Dlatego mnie zaatakowała. Ona… uciekła. Halilu, zatrzymaj ją… proszę.
W mężczyźnie coś pęka. Delikatnie przekazuje żonę w ramiona siostry i bez słowa biegnie w stronę salonu. Wpada tam jak burza i ryczy:
— GÖZDE!
W przedpokoju stoi tylko jego walizka. Druga zniknęła.
Halil wybiega na zewnątrz. W ostatniej chwili dostrzega samochód Gözde, który wystrzeliwuje na drogę z piskiem opon. Na podjeździe zatrzymuje się właśnie Hakan — spojrzenia mężczyzn spotykają się na pół sekundy.
— Za nią! — wrzeszczy Halil.
Hakan nawet nie pyta o szczegóły. Rzuca się do samochodu.
Silnik ryczy, opony szarpią żwir na podjeździe, a auto znika na drodze w kierunku, w którym odjechała Gozde.
Halil stoi na podjeździe, patrząc za nim z zaciśniętymi pięściami. Oddycha ciężko, jakby próbował okiełznać w sobie narastający gniew.
***
Akcja przenosi się do ponurego domu, w którym zatrzymała się Songul. W wilgotnym, zimnym powietrzu unosi się zapach stęchlizny. Kobieta chodzi po pokoju tam i z powrotem, ściskając w dłoni telefon. Jej brwi zbiegają się w gniewnym geście.
— Obiecałaś, że przygotujesz środki i dasz mi znać — syczy do słuchawki. — Dlaczego bank nadal nie wypłacił mi pieniędzy?!
Po drugiej stronie odzywa się pracownica, niepewna, ale stanowcza:
— Przykro mi, pani Songul, ale pan Halil złożył dyspozycję blokady wszystkich pani kont. Z tego powodu wypłata jest niemożliwa.
Songul gwałtownie przystaje.
— Słucham?! Jakim prawem?! Nie zaakceptuję takiego traktowania! Natychmiast wypłaćcie mi moje pieniądze!
— Niestety nie mogę w tej kwestii nic zrobić. Jeśli chce pani odblokować środki, musi pani porozmawiać z panem Halilem. Życzę miłego dnia.
Połączenie zostaje przerwane.
Songul stoi przez chwilę nieruchomo, jakby próbowała pojąć, co właśnie usłyszała. W końcu opada ciężko na obskurną, zapadniętą kanapę.
— Co mam teraz zrobić? — pyta siebie drżącym głosem. — Jestem spłukana. Sięgnęłam dna… A naszyjnik… został gdzieś w rezydencji. — Jej oczy rozszerzają się w lęku. — Czy Halil już o nim wie? Czy dlatego jest dla mnie taki okrutny?
***
Gozde pędzi samochodem jak opętana, wymijając auta i łamiąc przepisy. Jej ręce drżą na kierownicy, a oddech jest płytki i szybki. W końcu wybiera numer Songul.
Po kilku sygnałach słyszy jej głos.
— Co z tobą, Gozde?! Wczoraj dzwoniłam sto razy! Dlaczego nie odbierałaś?!
— Ciociu Songul… — głos dziewczyny załamuje się. — To koniec. Zeynep dowiedziała się wszystkiego. O mnie… o Cengizie… o koszuli… o wszystkim! Zagroziła, że powie Halilowi. Ja… nie wiedziałam, co robić… Popchnęłam ją! Upadła… miała krew na głowie i… i nie ruszała się… — Łka rozpaczliwie. — Co mam zrobić?!
Przez sekundę w słuchawce panuje cisza.
Po czym Songul… wybucha śmiechem. Głośnym, bezlitosnym, pełnym złośliwej satysfakcji.
— No proszę! — krzyczy triumfalnie. — Cały czas mnie obwiniałaś, a sama zrobiłaś coś sto razy gorszego! Naprawdę, gratulacje!
— Zamknij się! — wrzeszczy Gozde, doprowadzona do szaleństwa. — To wszystko przez ciebie! Gdyby nie twoje chore pomysły, nigdy by do tego nie doszło! Co mam zrobić?! Powiedz coś! Pomóż mi!
Songul wzdycha z udawaną troską.
— Kochanie, nawet ja nie jestem w stanie ci teraz pomóc. Z tego tonu słyszę jedno: musisz poradzić sobie sama.
— Musisz mi pomóc! — powtarza Gozde ostrzej, groźniej. — Mam coś, co cię zainteresuje. Mam twój naszyjnik.
Zapada martwa cisza.
Na twarzy Songul pojawia się twardy, lodowaty uśmiech.
Więc mnie oszukałaś, mała żmijo… — myśli.
Gdy w końcu odpowiada, jej głos jest jedwabisty, aż nienaturalnie spokojny.
— Dobrze, Gozde. Wyślę ci moją lokalizację. Przyjedź tutaj. Halil na pewno cię tu nie znajdzie.
Dziewczyna rzuca:
— Zaraz będę. Tylko… proszę… nie zostawiaj mnie samej.
Połączenie się urywa.
Songul powoli odkłada telefon. Jej usta wykrzywia coś, co tylko z daleka przypomina uśmiech. Oczy za to płoną chłodną, obliczoną determinacją.
— Czas rozwiązać problem z Gozde. Raz na zawsze — mówi do siebie, niczym skazujący sędzia.
I w pomieszczeniu zapada cisza przed burzą.
***
Godzinę później, gdy nad Yesilpinar zapadł gęsty zmierzch, Gozde zatrzymuje samochód przed zapomnianą przez Boga kryjówką Songul. Wchodzi do środka… i natychmiast cofa się o krok, jakby uderzył ją niewidzialny mur.
— Co to za miejsce?! — wykrzykuje z odrazą, zaciągając powietrze przez rękaw. — Tu śmierdzi jak w chlewie! Ja… ja nie mogę tu zostać. Proszę, pojedźmy do hotelu. Do jakiegokolwiek przyzwoitego hotelu!
Songul patrzy na nią chłodno, z pobłażliwym uśmiechem drapieżnika.
— Gozde, naprawdę jesteś aż tak naiwna? — pyta z zaciętym spokojem. — Halil ściga cię w tej chwili jak zwierzynę. Jeśli zameldujesz się w jakimkolwiek hotelu, znajdzie cię w dziesięć minut.
Gozde otwiera usta, jakby miała coś odpowiedzieć, ale zamiast słów wyrywa jej się tylko drżący szept:
— O Boże, nie pomyślałam… Jestem tak rozbita…
— A niby jak miałabyś myśleć? — Songul wzrusza ramionami. — Sama widzisz, gdzie mieszkam. Żaden hotel mnie nie przyjmie. Halil zrobił wszystko, żeby wyrzucić mnie z Yesilpinar. Dlatego siadaj.
Wskazuje dłonią na miejsce obok siebie, na brudnej, zmechaconej kanapie. Gozde z obrzydzeniem odsuwa kilka pajęczyn i siada, jakby bała się, że zaraz coś ją ugryzie.
— Ciociu Songul… — zaczyna błagalnym tonem. — Musi istnieć jakieś rozwiązanie. Halil musi mi wybaczyć. On nie może mnie tak po prostu znienawidzić. Jeśli tylko mi pomożesz, oddam ci twój naszyjnik.
Na te słowa oczy Songul błyszczą wilczym blaskiem.
— Nie martw się — mówi miękko, aż nienaturalnie. — Mam plan.
Gozde od razu podnosi głowę, jak pies wyczuwający szansę.
— Jaki plan? Mów!
— Zastawię pułapkę na Zeynep — syczy Songul, a jej głos jest chłodny jak nóż przyłożony do gardła. — I skończę z nią raz na zawsze.
Gozde przewraca oczami.
— Znowu Zeynep! Co mnie ona obchodzi?! Mnie interesuje tylko Halil! On musi mi wybaczyć, rozumiesz?!
Songul zaciska zęby.
— Nie rozumiesz NIC. — Pochyla się do przodu, patrząc Gozde prosto w oczy. — Dopóki Zeynep oddycha, nie masz u Halila żadnych szans. Wszystko, co nam się przydarzyło, wydarzyło się przez nią. Nas uratuje tylko jedno: ona musi zniknąć. Na zawsze.
Gozde przełyka ślinę, zaskoczona, ale i zaintrygowana.
— Jak… jaką pułapkę chcesz zastawić?
Songul uśmiecha się powoli, jakby malowała przed sobą wizję, która sprawia jej przyjemność.
— Wyślesz jej wiadomość. Taką, która sprawi, że sama będzie błagać o spotkanie z tobą. A kiedy przyjedzie…
Zaciska palce w pięść.
— …zajmę się resztą. Wykończę ją.
Krzyżuje ramiona, pewna siebie, a w jej oczach nie ma już człowieczeństwa — tylko wyrachowana, spokojna gotowość do zbrodni.
Gozde wpatruje się w nią w milczeniu.
Czuje, że obie stoją na krawędzi czegoś, z czego nie da się już zawrócić.
***
Po nocy spędzonej w obskurnej norze Songul, Gozde wychodzi na zewnątrz, jakby dusił ją każdy kolejny wdech stęchłego powietrza. Oparłszy się o pień drzewa, drżącymi palcami wybiera numer Sahina.
— Ciocia Songul ma plan całkowitego pozbycia się Zeynep — mówi ściszonym głosem, nerwowo oglądając się przez ramię. — Ale ja jej nie ufam. Wcale. Wyślę ci lokalizację i godzinę. Jedź tam i bądź gotowy na plan awaryjny.
— Proszę się nie martwić, pani Gozde — odpowiada Sahin pewnym, chłodnym tonem. — Będę na miejscu.
Gozde rozłącza się, przez chwilę jeszcze zaciska telefon w dłoni, po czym wraca do chaty.
Songul, która zdrzemnęła się na starej kanapie, otwiera oczy i przeciąga się, jakby była w luksusowym apartamencie, a nie w rozpadającej się ruderze.
— Co się stało? — pyta z zadowoleniem w głosie. — Obudziłaś się bardzo wcześnie. Czyżby… nasze nowe warunki ci nie odpowiadały?
Gozde wypuszcza ciężko powietrze, jakby tłumiła krzyk.
— Jak to miejsce może mi odpowiadać, ciociu Songul? — mówi z niesmakiem. — Ten dom jest jak padlina. Mam wrażenie, że zaraz zemdleję. Ja tu zwariuję.
Songul macha ręką z lekceważącym uśmiechem.
— Wytrzymasz. Jeszcze tylko trochę. Kiedy pozbędziemy się Zeynep, ty zdobędziesz Halila, a ja odzyskam to, na co zasługuję. Wszystko wróci na swoje miejsce.
Gozde przerywa jej ostro:
— Jak dokładnie planujesz jej się pozbyć?
W tej samej chwili drzwi skrzypią i do środka wchodzi Fikret. Bez słowa podchodzi do Songul i podaje jej strzykawkę w plastikowej osłonce. Gozde sztywnieje.
Songul unosi strzykawkę z teatralnym uśmiechem, jakby prezentowała najnowszy model luksusowego pióra, a nie narzędzie zbrodni.
— Dzięki temu — mówi miękko, wręcz słodko — pozbędziemy się Zeynep. Cicho. Szybko. I niepostrzeżenie. Zniknie z naszego życia na zawsze.
W jej oczach błyska triumf.
— Zaczynajmy, jeśli jesteś gotowa.
Gozde przełyka ślinę, a na jej twarzy pojawia się mroczne podekscytowanie.
— Jeszcze nigdy nie byłam tak bardzo gotowa.
W pomieszczeniu zapada cisza — tak gęsta, że aż ciężka.
Cisza, która zwiastuje nadchodzącą tragedię.
Powyższy tekst stanowi autorskie streszczenie i interpretację wydarzeń z serialu Rüzgarlı Tepe. Inspiracją do jego stworzenia był film Rüzgarlı Tepe 210. Bölüm dostępny na oficjalnym kanale serialu w serwisie YouTube. W artykule zamieszczono również zrzuty ekranu pochodzące z tego odcinka, które zostały użyte wyłącznie w celach informacyjnych i ilustracyjnych. Wszystkie prawa do postaci, fabuły i materiału źródłowego należą do ich prawowitych właścicieli.
















