„Wichrowe Wzgórze” – Odcinek 362: Streszczenie
Zeynep siedzi na kanapie, a jej powieki stają się coraz cięższe. Głowa opada to w lewo, to w prawo — walczy ze snem jak z niewidzialnym przeciwnikiem. W końcu prostuje się, postanawiając pójść do łazienki i przemyć twarz zimną wodą.
W tej samej chwili jej telefon wibruje.
Nowa wiadomość od Gozde.
Zeynep marszczy brwi i otwiera SMS:
„Jeśli zastanawiasz się, kto ukradł słynny naszyjnik, przez który zginęli rodzice Halila, bądź przy wejściu do lasu w Karaorman o 14:00. Przyjdź sama, jeśli chcesz poznać prawdę. Ja wyjawię ci sekret, a ty przekonasz Halila, żeby mi wybaczył.”
Zeynep aż prycha z niedowierzaniem.
— Myśli, że Halil jej wybaczy po wszystkich brudnych sztuczkach? — mówi do siebie półgłosem. — A ja niby mam uwierzyć w jej „sekrety”?
Mimo to odpowiada:
„Nie wierzę w ani jedno twoje słowo. Halil i tak cię znajdzie. Jeśli nie kłamiesz, prawda wyjdzie na jaw. Nie mam potrzeby się śpieszyć.”
Ledwie wysyła wiadomość, a telefon znów wibruje.
Tym razem Gozde przesyła zdjęcie — białego, perłowego naszyjnika, lśniącego mimo słabej jakości fotografii. Tuż pod nim widnieje krótki dopisek:
„Nie masz dużo czasu. Jeśli nie przyjdziesz, nigdy nie dowiesz się, kto go ukradł.”
Zeynep zastyga. Powiększa zdjęcie i przygląda się biżuterii uważnie, jakby od tego zależało jej życie.
— Nawet nie wiem, jak ten naszyjnik naprawdę wyglądał… — szepcze. — Czy to zdjęcie jest prawdziwe? Czy Gozde znowu gra?
Odstawia telefon, ale po chwili znów po niego sięga. Jej serce bije szybciej.
— Co mam robić? — pyta siebie, czując, jak do głosu dochodzi mieszanka lęku i determinacji.
Dochodzi południe. Do 14:00 zostało tak niewiele czasu.
***
Zeynep długo wpatruje się w zdjęcie naszyjnika, które przysłała jej Gozde. Ma wrażenie, że patrzy na przedmiot, który — choć pozornie niewinny — jest jak zatruty korzeń tragedii. To przez ten naszyjnik życie Halila i jego bliskich rozsypało się jak domek z kart.
Drżącymi palcami przesyła fotografię swojej mamie. Telefon niemal natychmiast zaczyna dzwonić.
— Skąd wziął się ten naszyjnik po tylu latach, moja córko? — pyta Tulay drżącym, zaskoczonym głosem.
Zeynep zaciska palce na telefonie.
— Mamo, zapomnij o tym na razie. — Jej głos jest napięty. — Opowiem ci wszystko później. Powiedz mi tylko jedno — czy ten naszyjnik… to właśnie ten, który ci ukradziono?
Po drugiej stronie zapada krótka, ciężka cisza.
— Tak. — Tulay w końcu odpowiada pewnie. — To ten naszyjnik. Ukradł go Ihsan, ogrodnik. Nigdy więcej go nie widziałam.
Zeynep zamyka oczy, jakby potwierdzenie matki uderzyło ją prosto w serce.
— Dobrze, mamo. Oddzwonię później.
Rozłącza się i natychmiast zaczyna pisać wiadomość do Gozde. Teraz już bez wahania, bez drżących palców — z jasną, zdecydowaną pewnością.
„Będę przy wejściu do lasu około 14:00. Czekaj na mnie.”
Gdy wysyła wiadomość, jej serce bije szybciej.
Wie, że idzie w pułapkę.
Ale wie też, że musi poznać prawdę.
***
Las, w którym stoi Gozde, przypomina zapomnianą katedrę natury — wysokie, smukłe drzewa wznoszą się ku niebu niczym filary, a ich korony splatają się w zielony sklepienie, przez które przebijają się promienie bladego słońca. Powietrze jest chłodne, wilgotne, przesycone zapachem żywicy, mokrej ziemi i gnijących liści. Cisza nie jest absolutna — w tle słychać szelest poruszanych wiatrem gałęzi, pojedyncze ptasie nawoływania, a czasem trzask łamanej gałązki, jakby las sam podsłuchiwał.
Gozde stoi nieruchomo na miękkim dywanie z igliwia, z rękami skrzyżowanymi na piersi. Jej sylwetka, ubrana w jasny płaszcz, kontrastuje z ciemną głębią lasu. Twarz ma napiętą, a oczy czujne, choć wpatrzone w dal, jakby próbowała dostrzec coś poza granicą widzialności — może przyszłość, może wspomnienie.
— Nie zostało już dużo czasu, zanim pozbędę się ciebie na zawsze, Zeynep — mówi cicho, niemal szeptem, jakby nie chciała zakłócić harmonii miejsca, a jednocześnie pragnęła, by las był świadkiem jej słów. — Jak już się ciebie pozbędę, całą winę zrzucę na tę wiedźmę Songul. A przede wszystkim sprawię, że Halil mi wybaczy. — Przymykając oczy, jej twarz łagodnieje, jakby na moment pozwoliła sobie na marzenie. — Potem przyjdzie miłość, spokój i szczęście.
Z głębi lasu wyłania się Salih — jego kroki są ciche, ale zdecydowane. Mężczyzna zatrzymuje się tuż obok niej, a światło przesącza się przez gałęzie, oświetlając ich twarze w złotawych plamach.
Gozde otwiera oczy. Jej spojrzenie jest teraz twarde, a głos surowy, pozbawiony czułości:
— Słuchaj mnie uważnie. Jeśli coś pójdzie nie tak, może nas to bardzo drogo kosztować. Jeżeli pojawi się nawet najmniejszy problem, nie zawahasz się użyć broni. Hojnie cię za to wynagrodzę.
Salih skinął głową, nie zadając pytań.
— Dobrze, pani Gozde, jak sobie pani życzy.
***
Zeynep wchodzi między drzewa, a chłodne, wilgotne powietrze lasu owija się wokół niej niczym ostrzeżenie. Każdy krok dudni jej w uszach od nadmiaru adrenaliny.
— Jestem tu dla Halila… — szepcze, zaciskając dłonie w pięści. — Dowiem się, kto jest jego wrogiem.
Zatrzymuje się. Cisza jest nienaturalna, lepka, jakby las wstrzymał oddech.
— Gozde! — woła w przestrzeń. — Jestem tutaj! Pokaż się!
Przez chwilę nic się nie dzieje. A potem spośród zarośli wyłania się Gozde — z zimnym uśmiechem i wzrokiem, który aż kipi pogardą.
— Wyglądasz na przestraszoną — mówi miękkim, złowrogim tonem. — Uwielbiam cię taką. Kruchą. Bezbronną.
Zeynep nie daje się sprowokować.
— Nie marnuj mojego czasu. Gdzie jest naszyjnik? Kto go ukradł?
Gozde przechyla głowę z udawaną pobłażliwością.
— Po co ten pośpiech, Zeynep? Przyszłaś tu dla Halila. Dla mężczyzny, którego kochasz tak bardzo, że nie widzisz oczywistości. — Zbliża się o krok. — Dla mężczyzny, na którego nigdy nie zasługiwałaś.
— Zamknij się! — wybucha Zeynep. — Powiedz mi, co wiesz, albo odchodzę.
— Och, dobrze… dobrze. — Gozde uśmiecha się szerzej i z kieszeni wyciąga perłowy naszyjnik. — Zastanówmy się razem… kto oczernił twojego teścia? Kto wysłał niewinnego człowieka do więzienia, gdzie zmarł, zanim zdążyłaś go poznać? Kto zniszczył rodzinę Halila?
Zeynep robi krok w tył, tracąc cierpliwość.
— Powiedz mi prawdę. Teraz.
— Jak chcesz. — Gozde unosi naszyjnik na wysokość oczu, jakby ważyła przyszłość Zeynep w swoich dłoniach. — Nie będziesz zaskoczona, gdy usłyszysz, kto za tym stoi. Ale jedno jest pewne… — Pochyla się, a jej szept jest jak trucizna: — Od tej chwili nigdy już nie będziesz szczęśliwa z Halilem.
Nagle Zeynep czuje czyjś oddech na karku — chłodny, zbyt bliski, zbyt realny.
Nie ma czasu, by się odwrócić.
Songul, stojąca tuż za Zeynep, w mgnieniu oka wbija igłę w jej szyję. Ruch jest szybki, pewny, niemal chirurgiczny. Zeynep wciąga powietrze, jej ciało drży, a potem osuwa się w dół jak przecięta nitka.
Gozde cofa się o krok, jakby robiła miejsce dla upadającej Zeynep. Nie jest zaskoczona — przeciwnie, czekała na ten moment.
Songul wysuwa z szyi igłę, odrzuca plastikową osłonkę na ziemię i prostuje się.
Teraz obie — Gozde i Songul — stoją po tej samej stronie, patrząc na siebie nad nieprzytomnym ciałem Zeynep.
Ich spojrzenia spotykają się w ciężkim, triumfalnym milczeniu.
Plan został wykonany. Pułapka zatrzasnęła się dokładnie w tej sekundzie.
***
Gozde i Songul stoją nad nieruchomym ciałem Zeynep, jakby czas na chwilę zatrzymał się między drzewami.
— Czy ona… umarła? — pyta Gozde, a w jej głosie pobrzmiewa niepokojąca ekscytacja. — To już koniec?
Songul mruży oczy i powoli podchodzi bliżej Zeynep.
— Jeszcze nie — mówi chłodnym, niemal rozbawionym tonem. — Ale teraz… teraz twoja kolej, Gozde.
Dziewczyna marszczy brwi, nie rozumiejąc.
— Moja kolej? Co masz na myśli?
Wargi Songul wyginają się w drapieżnym uśmiechu.
— Jesteś dla mnie ciężarem. Przez twoją głupią ambicję straciłam mój dom, moje życie, wszystko. Myślałaś, że jesteśmy drużyną? — prycha z pogardą. — Jesteś tylko narzędziem. I twoja rola właśnie dobiegła końca.
— S-Songul, co…?
Nie zdąża dokończyć.
Zimny metal rozcina jej plecy, wbity z całą siłą. Oczy Gozde rozszerzają się w czystym, zwierzęcym przerażeniu. Upuszcza perłowy naszyjnik, który spada na ściółkę z suchym stuknięciem.
Z trudem odwraca głowę i wtedy widzi Fikreta stojącego tuż za nią — bez emocji, w czarnych skórzanych rękawiczkach.
W następnej sekundzie traci równowagę i osuwa się na ziemię, a z wbitego noża wycieka jej życie.
Fikret jednym sprawnym ruchem wyciąga ostrze, wciąż ociekające krwią. Kuca przy nieprzytomnej Zeynep, chwyta jej dłoń i zaciska ją mocno na rękojeści, precyzyjnie, niemal metodycznie.
— Muszą zostać odciski — mruczy pod nosem.
Dopiero wtedy odrzuca zakrwawiony nóż na bok — teatralnie, jakby kończył pracę, a nie właśnie przypieczętował czyjś los.
Songul przykuca przy Zeynep, patrząc na nią z chłodem, który aż przeszywa powietrze.
— Myślałam, że zabicie cię da mi satysfakcję… że będzie moją zemstą — mówi cicho, lecz jej głos jest ostrzejszy niż stal noża. — Ale wiesz co? Zmieniłam zdanie.
Pochyla się jeszcze niżej. Jej twarz jest o centymetry od twarzy Zeynep.
— Umrzeć to za mało. Zapłacisz za wszystko, gnijąc do końca życia w więzieniu. To będzie twój wyrok.
Songul podnosi z ziemi perłowy naszyjnik — ten, który zniszczył życie rodziny Halila — i zamyka go w dłoni jak trofeum.
— Chodź — rzuca do Fikreta.
Oboje znikają między drzewami, zostawiając po sobie chaos, krew… i Zeynep, która leży nieprzytomna obok zwłok Gozde, trzymając na swoich palcach cudzy grzech.
***
Halil wpada do lasu jak burza, przedzierając się przez gałęzie, które smagają go po twarzy. W oddali dostrzega coś na ziemi. Najpierw ciało Saliha, sztywniejące w nienaturalnej pozycji. Jego oddech zamiera.
A potem — kawałek dalej — dwa kolejne ciała.
Jedno z nich to Zeynep.
— Zeynep! — wrzeszczy, a echo jego głosu odbija się od pni drzew niczym rozpaczliwe wołanie o pomoc.
Rzuca się do biegu i klęka przy niej tak gwałtownie, że ziemia rozsypuje się pod jego kolanami. Delikatnie podnosi jej głowę, a jego dłonie drżą jak nigdy dotąd.
— Zeynep, kochanie, otwórz oczy! Proszę, otwórz! ZEYNEP!
Dotyka jej policzka, a jego głos łamie się na ostatniej sylabie.
Zeynep porusza powiekami, jakby wynurzała się z głębokiej wody. Otwiera oczy — nieobecne, zamglone, jakby widziała świat przez grubą taflę szkła.
— Halil…? — szepcze słabo.
— Jestem tutaj. Co się stało? Kto ci to zrobił? — pyta, próbując opanować drżenie w głosie, ale sam ledwo oddycha z przerażenia.
Obok nich coś cicho jęczy.
Halil obraca głowę i widzi Gozde, ledwo żywą, leżącą w nienaturalnej pozycji. Krztusi się, walcząc o ostatnie oddechy. Jej spojrzenie błądzi, aż natrafia na Halila.
Rozchyla spękane wargi.
— Ha… lil… — wychrypia. — To… ona…
Halil pochyla się w jej stronę, wciąż obejmując Zeynep ramieniem.
— Kto? Gozde, kto to zrobił?
Dziewczyna z wysiłkiem unosi drżącą dłoń. Wskazuje gdzieś przed siebie. Jej głos jest ledwie wyczuwalnym strzępem szeptu.
— Ciocia… Songul… to ona wszystko zrobiła… — kaszle krwią. — Naszyjnik… twój… tata… ona go ukradła… przez nią trafił do więzienia… ona… to była ona…
Jej głos gaśnie. Palce opadają bezwładnie na ziemię.
Twarz Gozde zastyga. Na zawsze.
Na twarzy Halila pojawia się coś, czego nikt nigdy wcześniej w nim nie widział.
Nie tylko szok.
Nie tylko ból.
To gniew, który pali tak bardzo, aż odbiera dech.
To zdrada, która w jednej sekundzie rozsypuje całe jego życie jak szkło.
Jego serce bije jak szalone, a w głowie wirują sprzeczne myśli: o ojcu, o matce, o kłamstwach ciotki, o tym, jak niszczyła jego rodzinę od lat.
— Nie… — wyszeptuje, jakby chciał zaprzeczyć całemu światu. — To… niemożliwe…
Ale w głębi duszy wie, że prawda właśnie stanęła przed nim naga. Brutalna. Ostateczna.
I już nic nie będzie takie jak wcześniej.
***
W lesie rozlega się dźwięk syren i trzask gałęzi łamanych pod ciężkimi butami. Policjanci wyskakują spomiędzy drzew z wycelowaną bronią.
— Ręce do góry! Natychmiast! — krzyczy jeden z funkcjonariuszy.
Halil i Zeynep, wciąż wstrząśnięci, wznoszą ramiona. Zeynep drży — nie wiadomo, czy z zimna, czy z szoku.
Dwóch policjantów podbiega do ciał. Jeden kuca przy Gozde, przykładając dwa palce do jej szyi. Po krótkiej, ciężkiej chwili prostuje się.
— Brak tętna. Kobieta nie żyje.
Drugi, trzymając chusteczkę, podnosi zakrwawiony nóż leżący na ściółce. Obraca go pod światło latarki.
— Narzędzie zbrodni — mruczy i wkłada je do przezroczystego woreczka na dowody.
***
Następny kadr: surowy komisariat.
Zimne światło jarzeniówek, ciemne pokoje przesłuchań, mętne szyby.
Halil i Zeynep siedzą osobno, każde w innym pomieszczeniu. Na ich twarzach maluje się wyczerpanie i oszołomienie.
***
Przesłuchanie Halila.
Komisarz splata dłonie i pochyła się nad stołem.
— Panie Halilu, proszę opowiedzieć, co pan zastał na miejscu zdarzenia.
Halil odchrząkuje, głos mu drży, ale mówi stanowczo:
— Kiedy dotarłem do lasu, moja żona leżała nieprzytomna. Druga kobieta — Gozde — była ciężko ranna. Umierała. Zanim odeszła… wyznała, że za wszystko odpowiedzialna jest moja ciotka, Songul.
Komisarz unosi brew, ale nic nie komentuje.
***
Przesłuchanie Zeynep.
Zeynep siedzi skulona, trzymając się za skroń. Wzrok ma nieobecny, jakby szukała wspomnień w mgle, której nie potrafi przebić.
— Proszę mówić — zachęca policjant. — Co pani pamięta?
— Ja… to wszystko jest jak przez mgłę — odpowiada drżącym głosem. — Poszłam tam po naszyjnik. Gozde twierdziła, że powie mi prawdę o tym, kto go ukradł… o tym, przez kogo ojciec Halila trafił do więzienia. A potem… — zaciska powieki. — Potem zaczęłyśmy się kłócić. Coś się stało. Upadłam. Dalej jest tylko ciemność.
— Straciła pani przytomność?
— Tak mi się wydaje. Kiedy się obudziłam… Halil trzymał mnie w ramionach. A Gozde… ona już umierała. Szepnęła tylko, że… że to pani Songul wszystko zrobiła. A potem… zamknęła oczy.
Policjant nachyla się, zerkając na notatki.
— Czy widziała pani ciotkę Halila na miejscu zdarzenia?
Zeynep potrząsa przecząco głową, a potem mówi:
— Nie. Gdy odzyskałam przytomność, nie było jej. Byli tylko Halil… i Gozde. Reszta… to pustka.
***
Akcja wraca do przesłuchania Halila.
Halil siedzi sztywno, dłonie splecione ma tak mocno, że aż bieleją mu knykcie. Policjant naprzeciwko odkłada teczkę na stół i zaczyna mówić tonem, który nie dopuszcza sprzeciwu.
— Musi pan poznać jeden fakt, panie Firacie. Odciski palców zabezpieczone na narzędziu zbrodni… należą do twojej żony. Do Zeynep Firat.
W oczach Halila błyska niedowierzanie.
— Komisarzu, to jest jakieś nieporozumienie. — Głos mu się łamie, ale próbuje go opanować. — Kiedy dotarłem na miejsce, Zeynep była nieprzytomna. Nie ma możliwości, żeby jej odciski znalazły się na nożu. Ktoś musiał ją wrobić!
— Mamy dowody, panie Firacie. — Funkcjonariusz pochyla się nad stołem. — A ty powinieneś przestać nas okłamywać. Próba ochrony żony może skończyć się oskarżeniem o współudział i podżeganie.
Halil opiera się o oparcie krzesła, jakby szukał powietrza.
— Moja żona nie zrobiła tego, o co ją oskarżacie. To… to moja ciotka. To ona stoi za wszystkim. Zastawiła tę pułapkę, manipuluje nami od miesięcy, a Gozde… Gozde przed śmiercią wskazała ją jako zabójczynię! To ciotka Songul ukradła naszyjnik. To przez nią mój ojciec trafił do więzienia. Ona jest potworem w ludzkiej skórze!
Komisarz marszczy brwi.
— Czy masz jakiekolwiek dowody na poparcie tej teorii? Bo powoływanie się na słowa osoby, która nie żyje, jest… delikatnie mówiąc, mało wiarygodne.
— Dowodem jest to, że to ja was wezwałem do lasu! — Halil uderza dłonią w stół. — Gdybym wiedział, że Zeynep jest winna, nigdy bym tego nie zrobił. To ja poprosiłem Hakana, żebyście natychmiast przyjechali. Czy zrobiłbym to, gdybym próbował ją chronić?
Na twarzy komisarza pojawia się cień wątpliwości, ale nic nie odpowiada. Skończyli.
***
Drzwi pokoju przesłuchań otwierają się z przeciągłym skrzypnięciem. Halil wychodzi powoli, jakby każdy krok ważył tonę.
— Na razie jest pan wolny, ale zabrania się panu opuszczania Yesilpinar do czasu rozstrzygnięcia sprawy — oznajmia policjant. — Proszę to potraktować poważnie.
Halil jedynie kiwa głową, zbyt skupiony na tym, co dzieje się kilka metrów dalej.
Z korytarza dobiega odgłos kajdanek.
Zeynep jest prowadzona przez dwóch funkcjonariuszy. Wygląda blado, krucho — zupełnie jakby świat zwalił się jej na ramiona.
— Nie zabiłam jej! — krzyczy rozpaczliwie. — Przysięgam, nie dotknęłam Gozde!
Nagle dostrzega Halila. Jej głos zamienia się w płaczliwy szept.
— Halil, proszę cię… zrób coś…
Halil rusza w jej stronę, ale policjant unosi dłoń, blokując go.
— Żadnego kontaktu fizycznego — informuje chłodno. — Rozprawa pani Zeynep odbędzie się jutro o piętnastej. Jeśli nie pojawią się nowe dowody, nic pan nie wskóra. Sąd wyda wyrok. Proszę nie utrudniać czynności.
Zeynep wpatruje się w Halila zrozpaczonym, pełnym nadziei spojrzeniem — jakby od niego zależało jej życie.
— Przysięgam, że jestem niewinna — szepcze. — Wiesz o tym, prawda?
Halil podchodzi tak blisko, jak pozwala mu policjant, i odpowiada cicho, ale pewnie:
— Wiem, Zeynep. Wiem. I cię uratuję. Sprowadzę najlepszych prawników. Udowodnię twoją niewinność. Zaufaj mi.
Zanim policjanci odprowadzą ją do celi, po jej policzkach spływają obficie łzy — łzy strachu, bezsilności, ale zarazem nadziei, że Halil dotrzyma słowa.
Cały świat Zeynep rozpada się na kawałki.
Ale w jej oczach wciąż tli się jedna iskierka: wiara w męża.
Powyższy tekst stanowi autorskie streszczenie i interpretację wydarzeń z serialu Rüzgarlı Tepe. Inspiracją do jego stworzenia były filmy Rüzgarlı Tepe 210. Bölüm i Rüzgarlı Tepe 211. Bölüm dostępne na oficjalnym kanale serialu w serwisie YouTube. W artykule zamieszczono również zrzuty ekranu pochodzące z tych odcinków, które zostały użyte wyłącznie w celach informacyjnych i ilustracyjnych. Wszystkie prawa do postaci, fabuły i materiału źródłowego należą do ich prawowitych właścicieli.


















