„Złoty chłopak” Odc. 253 – streszczenie
Suna odbiera wiadomość od Sevkiego: „Twój ojciec wtargnął do mojego domu. Wie, że Abidin jest Korhanem. Zapłacisz za kłopoty, które mi sprawiłaś, Suno”.
***
Diyar przychodzi do rezydencji późnym popołudniem. W salonie panuje półmrok – granatowe ściany, ciężkie zasłony i obraz wzburzonego morza nad kanapą nadają wnętrzu duszną, przytłaczającą atmosferę. Ferit siedzi rozparty na skórzanej sofie, z rękami opartymi na oparciu, jakby dźwigał na barkach cały ciężar świata. Pilot leży obok, zapomniany.
Diyar siada blisko niego i uważnie przygląda się jego twarzy.
– Jak poszła prezentacja? – pyta cicho.
Ferit przez chwilę milczy, wpatrując się w przestrzeń przed sobą.
– Dobrze. Inwestorom spodobały się szkice, ale… bez Seyran nie podpiszą żadnej umowy. – Zaciska szczękę. – Moja ciocia okłamała ich. Powiedziała, że współpracowaliśmy z Seyran.
Diyar marszczy brwi.
– I co teraz?
– Musimy ją przekonać do współpracy.
– Myślisz, że wam się uda?
Ferit przeczesuje dłonią włosy, wyraźnie rozdarty.
– Prawdę mówiąc… dziś rano prawie ją przekonałem. Ale była bardzo spięta. Ciągle rozglądała się, jakby bała się, że Sinan nas zobaczy. I wiesz co? Faktycznie przyszedł. – W jego głosie pobrzmiewa irytacja. – Powiedział mi, żebym się tu nie kręcił. Kim on w ogóle jest?
Diyar spogląda na niego uważnie.
– Jest jej narzeczonym, Fericie.
– No i co?
– Jak to „co”? – odpowiada spokojnie, ale stanowczo. – Wyobraź sobie, że mój były mąż kręci się pod moim domem. Nic byś mu nie powiedział?
Ferit prycha cicho.
– To co innego. Seyran nie mieszka sama. Jest z nią mama Esme, Suna i Abidin. Mogę na przykład przyjść porozmawiać z Abim. Co Sinanowi do tego? – mówi, bawiąc się nieobecnie kosmykiem włosów Diyar, jakby próbował zagłuszyć własne napięcie.
Diyar patrzy na niego z mieszaniną troski i niepokoju.
– Co teraz zamierzasz? Jak ją przekonasz?
Ferit ciężko wypuszcza powietrze.
– Wieczorem idą na kolację z całą rodziną. Sinana z nimi nie będzie.
Diyar zsuwa się niżej na kanapie i kładzie głowę na jego kolanach, wpatrując się w sufit.
– Myślisz, że tam z nią porozmawiasz i uda ci się ją przekonać?
– To jedyna okazja, żeby złapać ją samą. – Jego głos mięknie. – Nic innego nie przychodzi mi do głowy.
– Pójdziemy tam razem? – proponuje po chwili. – Jakby to był zwykły przypadek. Że wszyscy znaleźliśmy się w tej samej restauracji.
Ferit kręci głową.
– Nie uwierzą w to.
– Nie muszą wierzyć. – Diyar unosi się lekko i patrzy mu w oczy. – Najważniejsze, żebyś mógł z nią porozmawiać, kiedy Sinana tam nie będzie.
Zapada cisza. Tylko tykanie zegara i odległy szum klimatyzacji wypełniają salon. Ferit patrzy w obraz wzburzonego morza nad ich głowami, jakby widział w nim własny chaos.
Po chwili przytakuje.
– Dobrze, niech tak będzie.
***
Plan Ferita rozpada się szybciej, niż zdążył nabrać rozpędu. Gdy wchodzi do restauracji z Diyar, zamiera. Przy jednym, dużym, okrągłym stole – pod wysokimi kolumnami i w ciepłym, złotym świetle lamp – siedzą już nie tylko bliscy Seyran, ale i rodzina Sinana. Dwa światy, które nie miały się tu spotkać, zderzyły się w jednej chwili.
Każda z rodzin wygląda na równie zaskoczoną. Spojrzenia krzyżują się ponad talerzami z przystawkami, a dłonie zastygają nad sztućcami. Nikt nie wie, kto kogo zaprosił.
Ferit i Diyar siadają z boku, przy mniejszym stoliku. Z półmroku obserwują scenę jak widzowie dramatu, który właśnie zaczyna się bez zapowiedzi.
– Coś tam się dzieje… – szepcze Ferit, nie odrywając wzroku od Seyran. – Ale nie mam pojęcia co.
– Też to widzę – odpowiada cicho Diyar. – Spójrz na ich twarze. Oni nie wiedzieli, że spotkają się tu razem.
Napięcie przy głównym stole gęstnieje. Wtedy Seyran delikatnie uderza widelcem o kieliszek. Cichy, metaliczny dźwięk rozchodzi się po sali. Rozmowy milkną.
Wstaje.
Jej dłoń lekko drży, ale na twarzy maluje się wymuszony, jasny uśmiech.
– Kochani… – zaczyna spokojnie. – Przygotowaliśmy dla was tę niespodziankę, żeby przekazać wam bardzo ważną i wspaniałą wiadomość.
Robi krótką pauzę. Wszyscy wpatrują się w nią w napięciu. Sinan siedzi obok, wyprostowany, czujny.
Seyran unosi rękę. W świetle lamp błyska oficjalny dokument.
– Ja i Sinan… wzięliśmy ślub.
Przez ułamek sekundy zapada absolutna cisza. Jakby ktoś odciął dźwięk. Potem po sali przechodzi fala szoku – niedowierzające spojrzenia, otwarte usta, gwałtowne wdechy.
Ferit blednie. Jego wzrok wbija się w akt małżeństwa, jakby próbował dostrzec w nim błąd.
– Naprawdę powiedziała, że się pobrali? – pyta cicho, z naiwną nadzieją, że to pomyłka, że źle usłyszał.
Diyar powoli kiwa głową.
A w oczach Ferita coś pęka.
***
Ferit dostrzega Seyran, gdy ta kieruje się w stronę łazienki. Zatrzymuje ją w wąskim przejściu między ozdobną przegrodą a ścianą. Diyar zostaje kilka kroków dalej, czujnie zerkając w stronę sali, gotowa ostrzec ich w razie zbliżających się gości.
— Co tu robisz, Ferit? — syczy Seyran, wyraźnie poirytowana i zaniepokojona. — Jeszcze ktoś cię zobaczy.
— Spokojnie, nic się nie stanie — odpowiada ciszej, ale stanowczo. — Przyszedłem spróbować przekonać cię po raz ostatni.
— Moja odpowiedź brzmi „nie”. Dlaczego wciąż naciskasz?
— Naciskam, bo wiem, że w głębi serca chcesz powiedzieć coś innego. Nie proszę o to tylko dla siebie, ale także dla ciebie. Ta praca może zmienić twoją przyszłość.
— Moja przyszłość jest już określona.
— Nie jest. Ja też kiedyś byłem twoją przyszłością — mówi spokojnie, patrząc jej prosto w oczy. — A zobacz, gdzie jesteśmy teraz. Czasem życie skręca w inną stronę. Seyran… twoją przyszłością jesteś ty sama. To, co tworzysz. To, co rysujesz.
Dziewczyna mruży oczy.
— I mówi mi to ktoś, kto sam już nie może rysować?
— Teraz nie mogę — przyznaje cicho. — Ale to nie znaczy, że nigdy nie będę mógł.
— Skoro tak, to dlaczego mnie zmuszasz?
— Bo cię znam. Wiem, czego pragniesz. Masz ogromny talent i właśnie otwiera się przed tobą szansa. Wykorzystaj ją. Zrób to przede wszystkim dla siebie, Seyran.
Zapada krótka cisza. Dziewczyna odwraca wzrok, jakby na moment się zawahała, po czym stanowczo kręci głową.
— Nie chcę, Fericie. Nie chcę mieć nic wspólnego z rodziną Korhanów. Moja odpowiedź brzmi „nie”. I proszę… nie każ mi żałować, że ci pomogłam. Nie pojawiaj się więcej przede mną.
Mija go i odchodzi w stronę łazienki bez oglądania się za siebie.
Po chwili Diyar podchodzi do Ferita.
— Ona jest naprawdę głupia — rzuca sfrustrowany. — Czy człowiek nigdy się nie zmienia? To było jej największe marzenie.
— Pozwól jej zdecydować razem z jej nowym mężem — odpowiada spokojnie Diyar.
Ferit wzdycha ciężko i odwraca głowę.
— Nie. Nic więcej nie powiem. Niech robi, co chce.
— Też tak uważam. Musimy stąd wyjść, zanim ktoś nas zobaczy. Poczekaj tu na mnie, zapłacę rachunek.
Powyższy tekst stanowi autorskie streszczenie i interpretację wydarzeń z serialu Yalı Çapkını. Inspiracją do jego stworzenia był film Yalı Çapkını 76.Bölüm dostępny na oficjalnym kanale serialu w serwisie YouTube. W artykule zamieszczono również zrzuty ekranu pochodzące z tego odcinka, które zostały użyte wyłącznie w celach informacyjnych i ilustracyjnych. Wszystkie prawa do postaci, fabuły i materiału źródłowego należą do ich prawowitych właścicieli.












