„Złoty chłopak” Odc. 254 – streszczenie
Drzwi rozbrzmiewają gwałtownym pukaniem — krótkim, twardym, niecierpliwym. Diyar otwiera je i natychmiast zamiera.
W progu stoi jej dziadek. Wyprostowany, ciężki w ruchach, o kamiennej twarzy i spojrzeniu, które zamiast witać — oskarża. Za nim milcząco pojawia się babcia.
Dziewczyna odruchowo cofa się o krok.
— Dziadku…? — jej głos jest ledwie słyszalny.
Ilyas wchodzi bez zaproszenia, jakby to wciąż był jego dom.
— Zapomniałaś, kim jesteś — mówi lodowato.
Diyar przełyka ślinę.
— Posłuchaj mnie, ja tylko…
Nie kończy. Mężczyzna nagle policzkuje ją. Dziewczyna traci równowagę i upada na mały dywan przy wejściu. Wstrząśnięta podnosi na niego wzrok.
— Nie zrobiłam nic złego… Proszę, posłuchaj mnie…
— JUŻ RAZ CIĘ POSŁUCHAŁEM! — jego głos odbija się echem od ścian. — Widziałem cię w wiadomościach z młodym Korhanem. Pytałem. Skłamałaś, że to przyjaciel. Zaufałem ci.
Diyar drży.
— Bo… wtedy to była prawda…
— A potem sprowadziłaś pijanego mężczyznę do mojego domu!
— On nie był…
— Ten hultaj powinien był stąd wyjść w trumnie! — syczy.
Dziewczyna zaciska palce na materiale spodni.
— Kocham Ferita, dziadku…
Na moment zapada cisza — ciężka i dusząca.
— Kochasz go? — Jego twarz wykrzywia gniew. — Kochasz alkoholika? Tego cię uczyłem? Twoja matka umarła przez takiego samego człowieka!
Diyar podnosi się lekko, a łzy spływają jej po policzkach.
— On już nie pije… Zmienił się…
— Tacy ludzie się nie zmieniają — ucina ostro. — A ja nie pochowam też ciebie.
Z tyłu podchodzi babcia. Delikatnie pomaga dziewczynie wstać i przytula ją, głaszcząc po włosach.
— Już dobrze… Jesteś samotna, dlatego się pogubiłaś. Przyjechaliśmy z Samsun na jakiś czas. Teraz wszystko naprawimy.
Diyar kręci głową, rozpaczliwie.
— To nie przez samotność. Ja naprawdę go kocham…
Ilyas zaciska pięści.
— Ona wciąż to powtarza! Zabierz ją do pokoju — rzuca do żony. — Niech zniknie mi z oczu, bo nie ręczę za siebie!
Babcia obejmuje zapłakaną wnuczkę i prowadzi ją korytarzem, podczas gdy ciężkie spojrzenie dziadka wbija się w jej plecy jeszcze długo po tym, jak znika za drzwiami.
***
Aysen, córka Sefiki, dogania Nurten w pustym hallu rezydencji. Wysokie okna wpuszczają chłodne światło, a echo kroków niesie się po marmurowej posadzce. W pobliżu nie ma nikogo — tylko one dwie i cisza, która aż prosi się o sekrety.
Dziewczyna zatrzymuje kobietę.
— Mogę być twoimi oczami i uszami — mówi cicho, ale pewnie.
Nurten marszczy brwi i mierzy ją podejrzliwym spojrzeniem.
— O czym ty mówisz, dziecko? Jakie znowu oczy i uszy?
Aysen bierze oddech, jakby przekraczała granicę, zza której nie ma powrotu.
— Wczoraj słyszałam twoją rozmowę z Sevdą. Jeśli chcesz… pomogę ci.
— Nagle chcesz zdradzić dom, w którym mieszkasz? — Nurten unosi brew. — Ifakat znowu cię upokorzyła?
W oczach dziewczyny pojawia się chłód.
— Oni wszyscy już nic dla mnie nie znaczą. Ani Ifakat, ani Hattuc, ani jej bratanice. Po tym, jak Abidin mnie zostawił, byłam wrakiem człowieka, ale dla nich byłam tylko powietrzem. Nikt nie zapytał, jak się czuję.
Jej głos drży, ale zaraz twardnieje.
— Skoro i tak jestem niewidzialna, mogę zniknąć jeszcze bardziej. A wtedy zobaczę i usłyszę wszystko. Jeśli chcesz ich zniszczyć… masz moje wsparcie.
Przez chwilę Nurten milczy, przyglądając się jej uważnie, jakby ważyła prawdę w każdym słowie. W końcu kącik jej ust powoli unosi się w chłodnym, znaczącym uśmiechu.
„Złoty chłopak” Odc. 255 – streszczenie
Ferit pomaga Seyran znaleźć dom, w którym ma zamieszkać z Sinanem, licząc, że przy okazji przekona ją do współpracy w firmie, jednak ponosi kolejną porażkę.
***
Na wybrzeżu wieje chłodny wiatr, a fale z jednostajnym szumem rozbijają się o kamienie. Suna i jej ojciec siedzą obok siebie na ławce, lecz między nimi wyraźnie czuć napięcie — żadne z nich nie patrzy drugiemu w oczy.
— Czy Abidin naprawdę jest Korhanem? — Kazim nie owija w bawełnę i od razu przechodzi do rzeczy.
Suna splata ramiona na piersi, jakby chciała się osłonić przed jego reakcją.
— Tak — odpowiada cicho.
Kazim gwałtownie odwraca głowę w jej stronę.
— Wytłumacz mi to! Był kierowcą mojego zięcia, a nagle okazuje się kimś równym jemu. Jak to w ogóle możliwe?
Dziewczyna nabiera powietrza i mówi ostrożnie:
— Abidin jest bratankiem pana Halisa. Opowiem ci wszystko, ale nie możesz nikomu o tym powiedzieć. Jeśli prawda wyjdzie na jaw, poleje się krew.
Kazim milknie. Marszczy brwi, lecz w jego oczach — obok zaskoczenia — pojawia się błysk niepokojącej fascynacji. Słucha dalej, jednak jego myśli biegną już zupełnie innym torem.
Choć może obiecać dyskrecję, łatwo dostrzec, że na pierwszym miejscu stawia własny interes. Taka tajemnica to nie tylko wiedza — to szansa, której Kazim z pewnością nie zamierza zmarnować.
***
Nurten nie owija w bawełnę — wprost oznajmia Orhanowi, że jeśli nie poślubi jej córki, ona i Betul zabiorą mu dziecko. Ta groźba staje się iskrą zapalną. W powietrzu natychmiast gęstnieje napięcie, a między Orhanem i jego młodą partnerką wybucha ostra kłótnia.
— Czy powiedziałem, że się z tobą nie ożenię? — pyta twardo, ledwo panując nad gniewem.
— Nie… nie powiedziałeś tego — przyznaje Betul cicho.
— Więc co to ma znaczyć? — jego głos staje się chłodny. — Ty i twoja matka próbujecie się zabezpieczyć na wypadek, gdybym zmienił zdanie?
Betul marszczy brwi, wyraźnie zdezorientowana.
— O czym ty mówisz? Nic o tym nie wiedziałam.
— Naprawdę? — prycha. — To skąd twoja matka bierze odwagę, żeby mi grozić?
Dziewczyna spuszcza wzrok.
— Bo się boi. Bo boi się, że zostaniemy same… bez pomocy.
Orhan robi krok w jej stronę.
— I przez ten strach grozi mi, że odbierze mi dziecko? Za kogo wy się uważacie? Myślicie, że możecie tak grać z Korhanami?
Betul podnosi głowę. W jej oczach pojawia się upór.
— Jestem matką jednego z Korhanów — mówi z dumą.
— W takim razie zachowuj się jak matka — odpowiada ostro. — Myśl o przyszłości tego dziecka. Ty i twoja matka.
Odwraca się gwałtownie i wychodzi, trzaskając drzwiami.
Po chwili kamera przesuwa się na uchylone drzwi sąsiedniego pokoju. W półmroku stoi Aysen — nieruchoma, skupiona — która uważnie przysłuchiwała się całej rozmowie.
***
Nazajutrz rano Serpil wchodzi do pokoju Betul bez pukania. Wnętrze jest przygaszone, zasłony wciąż zasunięte, a powietrze ciężkie jak po nieprzespanej nocy. Dziewczyna siedzi na łóżku w tej samej koszuli, z podkrążonymi oczami i zaczerwienionymi powiekami.
Serpil natychmiast to zauważa.
— Co się stało? Płakałaś całą noc? — pyta łagodniej niż zwykle i siada obok niej.
Betul zaciska palce na pościeli.
— Mama wszystko zniszczy… — jej głos się łamie. — Naciska na Orhana, żeby jak najszybciej się ze mną ożenił. On w końcu przestanie mnie kochać… nawet na mnie nie spojrzy.
Zanosi się szlochem.
Serpil wzdycha i próbuje ją uspokoić.
— Dobrze, spokojnie. Dopóki nosisz jego dziecko, nic ci się nie stanie. Nawet jeśli z tobą zerwie…
Milknie nagle, przyglądając się jej uważniej.
— Chwila… — mruży oczy. — Ty naprawdę się w nim zakochałaś.
Betul odwraca wzrok.
— Mamie zależy tylko na pieniądzach. A ja… ja boję się, że przez to Orhan więcej na mnie nie spojrzy.
Za uchylonymi drzwiami stoi Aysen. Słyszała każde słowo. W jej oczach pojawia się ostry, gniewny błysk. Nie zastanawia się ani chwili — rusza prosto do pokoju Nurten.
Wchodzi bez pukania.
— Dziewczyno, co się dzieje? — oburza się matka Betul. — Co to za wtargnięcie do mojego pokoju?
Aysen patrzy na nią poważnie.
— Mam wieści. Nie z rezydencji, a od twojej córki. Betul nie podoba się twój plan. Ona naprawdę zakochała się w panu Orhanie.
– Co?! – Nurten marszczy brwi.
***
Sinan ucieka się do podstępu, by odwieść Seyran od wspólnego zamieszkania w wynajętym domu i nakłonić ją, by wprowadziła się do jego rodzinnej rezydencji. Oznajmia jej, że w budynku doszło do poważnej awarii, której usunięcie potrwa aż trzy miesiące. To jednak nie wszystko — dodaje również, że stan zdrowia jego matki nagle się pogorszył i chce być przy niej jak najczęściej.
Ten ostatni argument trafia w czuły punkt. Seyran, poruszona troską o teściową, zgadza się zamieszkać z rodziną męża.
Niedługo potem odbiera telefon od agenta nieruchomości. Mężczyzna spokojnym tonem informuje, że z domem wszystko jest w porządku i nic nie stoi na przeszkodzie, by się wprowadziła.
W jednej chwili do Seyran dociera prawda — Sinan ją okłamał.
***
Po długiej rozmowie z żoną Ilyas staje naprzeciwko wnuczki. Jego twarz pozostaje poważna, ale głos nie brzmi już tak twardo jak wcześniej.
— Twoja babcia ze mną rozmawiała — zaczyna powoli. — Przekonała mnie, że nie zrobiłaś niczego, co przyniosłoby nam wstyd. I że ten chłopak ma poważne zamiary. Na początku byłem przeciwny… ale zmieniłem zdanie.
Diyar patrzy na niego z napięciem.
— Jeśli rzeczywiście jest tak, jak mówi twoja babcia — kontynuuje — niech chłopak przyjdzie w przyszłym tygodniu i poprosi o twoją rękę.
Na twarzy dziewczyny najpierw pojawia się ulga, lecz niemal natychmiast ustępuje miejsca przerażeniu. Otwiera szeroko oczy — doskonale wie, że Ferit nie jest człowiekiem, który łatwo decyduje się na ślub.
A już na pewno nie z nią.
***
W firmie odbywa się kolejne spotkanie z inwestorami. Atmosfera w sali konferencyjnej jest napięta — wszyscy pamiętają, że Seyran dwukrotnie odrzuciła propozycję współpracy.
Dlatego jej nagłe pojawienie się w drzwiach wywołuje prawdziwe poruszenie.
Trudno nie odnieść wrażenia, że ta zmiana decyzji nie jest przypadkowa i ma związek z kłamstwem, którego dopuścił się wobec niej Sinan.
***
W zadymionej, ciepło oświetlonej knajpie trzaska rozżarzony węgiel. Nad długim grillem unosi się zapach pieczonego mięsa i przypraw. Kazim siedzi obok Abidina, jakby zaprosił go tylko na zwykłą kolację — ale jego spojrzenie zdradza coś zupełnie innego. Obraca szczypce w dłoni, przesuwa kawałki mięsa po ruszcie i niby od niechcenia zaczyna rozmowę:
— Z której części Antep dokładnie jesteś? Skąd pochodzi twoja rodzina?
Abidin patrzy w ogień, jakby łatwiej było mówić do płomieni niż do człowieka.
— Nie mam rodziny. Wychowałem się w domu dziecka.
Kazim na moment zamiera, po czym wraca do pracy przy grillu.
— Rozumiem… — mruczy ciszej. — Ja też byłem mały, kiedy straciłem matkę. A co było potem? Co się z tobą działo?
Nabija mięso i warzywa na metalowy szpikulec, ale jego wzrok ani na chwilę nie schodzi z twarzy Abidina.
— Zostałem tam do pełnoletności. Potem musiałem radzić sobie sam. Problemy pojawiały się z każdej strony, więc poszedłem do wojska. A później — jak sam pan wie — trafiłem tutaj.
Kazim unosi brwi.
— Jaki pan?
— Przepraszam, ale nie będę nazywał pana tatą. Nie jestem do tego przyzwyczajony.
Kazim chwilę milczy, po czym odkłada szczypce.
— Dobrze. Nie mów „tato”. Mów do mnie Ago. Jestem Kazim Aga.
— Kazimie Ago… — Abidin splata dłonie. — Powiedziałeś, że mam się o czymś dowiedzieć i dlatego mnie tu wezwałeś. O co chodzi?
Kazim opiera się o blat, jakby dopiero teraz przechodził do sedna.
— Poślubiłeś moją córkę, a my wciąż się nie znamy. Wiem, że spędziłeś z Feritem długie lata, ale nie zachowuj się jak on. Wspomniałeś o rodzicach. Nigdy nie próbowałeś ich odnaleźć?
— Kiedyś chciałem. Potem przestałem.
— A kto cię zostawił w sierocińcu?
Abidin wzrusza ramionami.
— Nie wiem. Ktoś zostawił mnie pod drzwiami. W kołysce był pierścień. Oddali mi go, gdy osiągnąłem pełnoletność.
Kazim na moment przestaje oddychać. Żar z grilla odbija się w jego oczach.
— A do Korhanów jak trafiłeś?
— Po wojsku szukałem pracy. Latif potrzebował kogoś zaufanego. Tak się poznaliśmy.
Kazim powoli kiwa głową, jakby układał w głowie brakujący fragment układanki.
— Latif… — powtarza półgłosem.
Teraz już wie, gdzie powinien skierować następny krok.
Powyższy tekst stanowi autorskie streszczenie i interpretację wydarzeń z serialu Yalı Çapkını. Inspiracją do jego stworzenia były filmy Yalı Çapkını 76.Bölüm i Yalı Çapkını 77.Bölüm dostępne na oficjalnym kanale serialu w serwisie YouTube. W artykule zamieszczono również zrzuty ekranu pochodzące z tych odcinków, które zostały użyte wyłącznie w celach informacyjnych i ilustracyjnych. Wszystkie prawa do postaci, fabuły i materiału źródłowego należą do ich prawowitych właścicieli.












