„Złoty chłopak” Odc. 266 – streszczenie
Ferit wpada do sali niemal biegiem. Jasne, sterylne światło odbija się od drewnianych paneli i białej pościeli. Seyran leży półsiedząco na szpitalnym łóżku, blada, z podłączoną kroplówką. Na stoliku obok stoi papierowy kubek z niedopitą herbatą. Przy jej łóżku stoi lekarz z teczką w dłoni.
Seyran unosi wzrok. Ich spojrzenia się spotykają. W jej oczach wciąż widać zmęczenie, ale też ulgę.
– Czy czuje się pani na siłach, by złożyć zeznania? – pyta spokojnie lekarz.
Dziewczyna przełyka ślinę. Jej dłonie, złożone na kołdrze, lekko drżą.
– Tak. Chcę, żeby to się jak najszybciej skończyło – odpowiada cicho, ale stanowczo.
Lekarz kiwa głową.
– W takim razie poinformuję policję. – Spogląda na Ferita. – Proszę jej nie przemęczać. Jej organizm jest bardzo osłabiony.
Kiedy drzwi się zamykają, w sali zapada cisza. Słychać jedynie cichy szum aparatury.
Ferit podchodzi bliżej łóżka. Jego twarz jest napięta, a oczy zaczerwienione po nieprzespanej nocy.
– Seyran… jesteś pewna? – pyta miękko. – Będziesz musiała wrócić do tego wieczoru. Do wszystkiego. To nie będzie łatwe.
Seyran potrząsa głową.
– Nie chcę już uciekać. Chcę, żeby tego łajdaka zamknęli jak najszybciej.
Ferit siada na krześle obok i pochyla się lekko w jej stronę.
– Zostanie ukarany. Przysięgam.
Przez chwilę po prostu na siebie patrzą. W jej spojrzeniu pojawia się ciepło.
– Uratowałeś mnie – mówi cicho. – To ty mnie znalazłeś.
W jego oczach coś drga.
– Tak. Znalazłem cię. I zawsze cię znajdę. Gdziekolwiek będziesz. Jeśli będzie trzeba, wyciągnę cię nawet z rąk śmierci. Mówiłem ci to kiedyś… pamiętasz? Wtedy mi nie uwierzyłaś.
Kąciki jej ust drżą w słabym uśmiechu.
– Zawsze w ciebie wierzyłam. Ale… – zawiesza głos. – Skoro mnie uratowałeś… to znaczy, że ty i Diyar…
Ferit unosi brwi z cieniem swojego dawnego, lekko zadziornego uśmiechu.
– Tak. Uciekłem sprzed ołtarza, żeby cię ratować.
Seyran odwraca głowę w stronę ściany. W jej oczach zbierają się łzy.
– Przykro mi, Fericie… Nie chciałam zniszczyć ci życia.
On bez wahania ujmuje jej dłoń. Jego palce splatają się z jej drobną, chłodną ręką.
– Nie przejmuj się. Najważniejsze, że żyjesz. Reszta… jakoś się ułoży.
Drzwi sali otwierają się ponownie. Do środka wchodzi Diyar – poważna, skupiona – a za nią dwaj policjanci w mundurach. Ich obecność natychmiast zmienia atmosferę.
Ferit instynktownie puszcza dłoń Seyran i wstaje, odsuwając się od łóżka.
– Szybkiego powrotu do zdrowia, Seyran – mówi Diyar spokojnie. Jej twarz jest opanowana, choć w oczach widać napięcie.
– Niech zostaną państwo na zewnątrz – odzywa się jeden z policjantów.
– Nie – odpowiada Diyar stanowczo. – Jestem adwokatką. Zostanę z nią.
Ferit przez chwilę waha się i spogląda jeszcze raz na Seyran. W jej oczach widać lęk, ale też determinację. Kiwa jej delikatnie głową, jakby chciał dodać odwagi, po czym wychodzi.
Policjanci podchodzą bliżej łóżka. Jeden z nich wyciąga notatnik.
– Proszę opowiedzieć, co wydarzyło się tamtego wieczoru.
Seyran zaciska palce na brzegu kołdry. Jej oddech przyspiesza. Obrazy wracają nagle, ostre i bolesne – świece, makaron, duszący smak, upadający telefon.
Głos na moment jej się łamie.
Diyar kładzie dłoń na jej ręce – mocno, pewnie, wspierająco.
– Jestem tutaj – mówi cicho. – Spokojnie. Masz czas.
Seyran zamyka oczy na sekundę, zbiera w sobie resztki sił i zaczyna mówić. Każde słowo kosztuje ją więcej, niż ktokolwiek w tym pokoju potrafi sobie wyobrazić.
***
W innym skrzydle szpitala korytarz tonie w zimnym, białym świetle. Ciszę przerywa jedynie echo kroków i odległe dźwięki aparatury.
Ayla siedzi sztywno na pomarańczowym, plastikowym krzesełku pod ścianą. Jej dłonie spoczywają na kolanach, splecione tak mocno, że aż bieleją kostki. Twarz ma kamienną, ale oczy – czujne, niespokojne.
Hazal krąży obok niej jak cień. Przystaje, znów rusza, zaciska palce na rękawach swetra. Widać, że ledwo panuje nad emocjami.
Na końcu korytarza pojawia się Mumtaz. Idzie szybkim, nerwowym krokiem. Z rozpiętą marynarką i napiętą twarzą.
– Seyran odzyskała przytomność – mówi bez wstępów. – Właśnie składa zeznania.
Te słowa zawisają w powietrzu jak wyrok.
– Niech to szlag! – Ayla zrywa się z miejsca tak gwałtownie, że krzesło przesuwa się po podłodze z ostrym zgrzytem.
– Stój! Dokąd idziesz? – Mumtaz łapie ją za ramię.
– Jeśli ta dziewczyna złoży zeznania, nie będzie już odwrotu – syczy Ayla. – Muszę coś z tym zrobić. Muszę to zatrzymać.
Hazal staje jej na drodze. Jej oczy są zaczerwienione, a głos drży, ale nie ustępuje.
– Mamo, nic już nie rób. Błagam cię. Czy ty naprawdę nie widzisz, do czego doprowadziłaś?
Ayla patrzy na nią chłodno.
– Co ja mam z tym wspólnego? To ta dziewczyna omotała twojego brata!
Hazal kręci głową z niedowierzaniem.
– Ona nic mu nie zrobiła. To ty mu zrobiłaś, mamo. To ty nastawiłaś go przeciwko niej. To ty przestałaś podawać mu lekarstwa. Zrobiłaś wszystko, żeby ich poróżnić.
W oczach Ayli pojawia się cień gniewu.
– Jeżeli dobrze pamiętam, pomagałaś mi w tym.
Hazal opuszcza na moment wzrok.
– Tak. Pomagałam. I niech Bóg mi to wybaczy. Ale nie sądziłam, że zajdzie to tak daleko. – Podnosi głowę, a w jej oczach pojawiają się łzy. – Ty jesteś matką. Powinnaś być mądrzejsza. Matka powinna myśleć o dobru swoich dzieci.
– I myślę – odpowiada Ayla twardo.
– Nie! – Hazal podnosi głos. – Nie myślisz! Chcesz tylko, żeby Sinan kochał wyłącznie ciebie. Żeby nikt nie był dla niego ważniejszy.
– Hazal, zamknij się!
– W więzieniu na pewno będzie kochał tylko ciebie – wyrzuca z siebie dziewczyna. – Bo nikogo innego przy nim nie będzie.
Na twarzy Ayli pojawia się oburzenie.
– O czym ty mówisz? Mój syn nie pójdzie do żadnego więzienia!
Hazal patrzy na nią z bólem, jakby właśnie zrozumiała, że traci nie tylko brata, ale i matkę.
Ayla odwraca się gwałtownie i rusza korytarzem. Jej obcasy stukają o posadzkę, a echo niesie się daleko. Nie ogląda się za siebie.
***
Korytarz przed salą Seyran wypełnia napięcie, które niemal można dotknąć. Pod ścianą stoją Esme, Kazim i Gulgun. Nieco dalej Suna, Ferit, Ifakat i Orhan. Wszyscy zmęczeni, z twarzami pobladłymi po nieprzespanej nocy. Ciszę przerywa nagły stuk obcasów.
Ayla zbliża się szybkim, nerwowym krokiem. Jej twarz jest wykrzywiona gniewem, a włosy wymykają się z upięcia.
– Gdzie ta dziwka?! Obudziła się już?! – krzyczy na cały korytarz.
Esme reaguje natychmiast. Rusza w jej stronę jak burza.
– Zaraz cię zabiję! – wykrzykuje, próbując się na nią rzucić. – Moja córka omal nie umarła przez twojego syna!
Kazim i Gulgun łapią ją w ostatniej chwili.
– Esme, uspokój się! – powtarza Gulgun, przytrzymując ją mocno.
– To wy doprowadziliście mojego syna do szału! – odpowiada Ayla, nie cofając się ani o krok. – To Seyran zniszczyła mu życie! To ona stworzyła problem!
Drzwi sali otwierają się gwałtownie. Dwaj policjanci wychodzą, zaalarmowani wrzaskami.
– Proszę się uspokoić! – mówi jeden z nich stanowczo.
Ayla natychmiast zwraca się do nich, zmieniając ton na pełen desperacji.
– Posłuchajcie mnie! Ta dziewczyna kłamie! To ona otruła mojego syna! Chce zrzucić winę, żeby ratować własną skórę!
W tym momencie w drzwiach pojawia się Seyran. Blada, wyraźnie osłabiona, podtrzymywana pod ramię przez Diyar. Kroki stawia ostrożnie, jakby każdy sprawiał jej ból.
– Na litość boską… – mówi cicho, patrząc prosto na Aylę. – Proszę na mnie spojrzeć. Ledwo stoję. Co jeszcze chce pani osiągnąć? Czy naprawdę nie ma pani sumienia?
– Jesteś w lepszym stanie niż mój syn! – krzyczy Ayla. – On wciąż jest nieprzytomny! Przez ciebie!
Seyran zbiera w sobie resztki sił.
– Pani syn leży teraz w takim stanie z własnego wyboru.
– Jakiego wyboru?! – Ayla aż się cofa z oburzenia. – To ty doprowadziłaś go do szału! Zatruwałaś mu umysł!
– Nie zatruwałam mu żadnego umysłu – odpowiada Seyran drżącym, ale stanowczym głosem. – Nie potrafił zaakceptować, że nie chcę z nim być. Chciał zabić mnie i siebie. Jak może go pani bronić po czymś takim?
Na twarzy Ayli pojawia się lodowata furia.
– Zasłużyłaś na wszystko, co cię spotkało! A nawet na więcej!
– Proszę przestać, pani Aylo – wtrąca Diyar, wysuwając się lekko przed Seyran. Jej głos jest spokojny, ale twardy. – Nikt nie zasłużył na próbę morderstwa. Nikt. Jak może pani mówić takie rzeczy jako kobieta? Jako matka?
Ayla milczy przez ułamek sekundy, ale w jej oczach nie ma skruchy.
Diyar kontynuuje:
– Jako adwokatka Seyran mówię to jasno: pani syn poniesie odpowiedzialność za to, co zrobił. Prawo jest w tej sprawie jednoznaczne.
– To ona zapłaci! – syczy Ayla, wskazując palcem na Seyran.
Policjanci chwytają ją za ramiona.
– Proszę z nami – mówi jeden z nich stanowczo.
– Puśćcie mnie! – wyrywa się. – Nie pozwolę zniszczyć mojego syna!
Zostaje jednak odprowadzona w głąb korytarza. Jej krzyki jeszcze przez chwilę odbijają się echem od ścian.
Seyran osuwa się lekko na Diyar.
– Już dobrze – szepcze Diyar, obejmując ją mocniej. – To się skończy. Obiecuję.
Esme patrzy na córkę ze łzami w oczach. Kazim milczy, zaciskając szczęki.
Na korytarzu znów zapada cisza. Ale tym razem jest to cisza po burzy – ciężka, pełna emocji, które jeszcze długo nie pozwolą nikomu zasnąć.
***
W samochodzie panuje ciężka, duszna cisza. Silnik pracuje równo, a za szybą miga rozgrzana słońcem droga.
Osman prowadzi pewnie, obie dłonie zaciskając mocno na kierownicy. Jego twarz jest skupiona, napięta. Na fotelu pasażera siedzi Mumtaz, wciąż trzymając telefon przy uchu.
– Tak… Rozumiem. Dobrze, będziemy w kontakcie – mówi chłodno, po czym rozłącza się i chowa telefon do kieszeni marynarki.
Odwraca się lekko w stronę tylnego siedzenia.
Sinan siedzi pochylony do przodu, z łokciami opartymi na kolanach, a dłońmi splecionymi pod ustami. Jego oczy są rozbiegane, niespokojne.
– Zorientowali się już, że uciekłeś – oznajmia Mumtaz bez emocji.
Sinan przełyka ślinę.
– A mama? – pyta cicho. – Nie podejrzewają jej, prawda?
– Nie. Została zatrzymana po tej awanturze. Oficjalnie: ty uciekłeś, a my o niczym nie wiedzieliśmy.
Na twarzy chłopaka pojawia się cień ulgi, który jednak szybko znika.
– A co z kamerami?
Mumtaz poprawia mankiet koszuli.
– Wszystko załatwione. Kamery miały dziś „awarię”. – Krzywi się lekko. – Oczywiście kosztowało nas to więcej, niż powinno.
Osman zerka w lusterko wsteczne, ale nic nie mówi.
Sinan opada plecami na oparcie.
– I tak się połapią, wujku – mruczy. – To nie są idioci.
– Niech się połapią – odpowiada Mumtaz sucho. – Bez nagrań, bez świadków, bez twardych dowodów mogą co najwyżej snuć domysły. Przesłuchają twoją matkę i w końcu ją wypuszczą.
Zapada chwila ciszy.
– Najważniejsze, żebyś dotarł na łódź – dodaje stanowczo. – Odpływasz dziś w nocy. Potem znikasz.
Sinan gwałtownie unosi głowę.
– Nie chcę płynąć do Grecji. – W jego głosie słychać panikę. – Nie mogę po prostu gdzieś się ukryć? Przeczekać, aż sprawa ucichnie?
Mumtaz odwraca się do niego całkowicie.
– Nie możesz. Jeśli cię ukryjemy tutaj, wciągniesz nas wszystkich w to bagno. Rozumiesz? – Jego głos staje się ostrzejszy. – Jesteś podejrzany o usiłowanie morderstwa.
Te słowa zawisają w powietrzu. Samochód przyspiesza. Za oknem krajobraz zaczyna się zmieniać – miasto zostaje w tyle.
***
Ifakat zatrzymuje się w korytarzu, gdy zza zamkniętych drzwi dobiega podniesiony głos Orhana i zapłakana odpowiedź Betul. Nie puka. Zastyga w bezruchu i wsłuchuje się uważnie w każde słowo. Z urywanych zdań wyłania się coś znacznie poważniejszego niż zwykła kłótnia — matka dziewczyny została aresztowana pod zarzutem morderstwa.
Na twarzy Ifakat nie pojawia się zdziwienie, lecz chłodna czujność. Czeka cierpliwie, aż drzwi się otworzą, a wzburzona Betul wyjdzie z gabinetu. Dopiero gdy Orhan zostaje sam, zamyka się w środku i opada ciężko na fotel, Ifakat wygładza materiał żakietu, przybiera obojętny wyraz twarzy i wchodzi do środka, jakby nic przed chwilą nie słyszała.
– Co ty kombinujesz, Orhanie? – pyta spokojnie. – Dlaczego twoja młoda kochanka potrzebowała pieniędzy w środku nocy?
– Nie musisz się tym interesować – ucina. – To prywatna sprawa.
– Prywatna? – unosi brew. – Czy chodzi na przykład o morderstwo?
Orhan prostuje się jak sprężyna. Podchodzi bliżej, a w jego oczach pojawia się niepokój.
– Skąd o tym wiesz?
Ifakat pochyla głowę.
– Naprawdę myślisz, że w tym domu można coś ukryć? Słyszę wszystko, kochany.
– Powiedz raczej, że podsłuchujesz pod każdymi drzwiami, zza których dobiega głos – warczy. – Pani Hatice nie może się o tym dowiedzieć. Rozumiesz? To tylko nieporozumienie. Rozmawiałem z panem Necdetem. On rozwiąże ten problem.
– Necdet? – parska cicho. – Odkąd to zajmuje się sprawami karnymi? Chyba że zamierza wskrzesić zmarłego.
Orhan zaciska szczęki.
– Nie drąż. Wystarczy, że sprawa ucichnie.
Ifakat robi kilka kroków w głąb gabinetu.
– A Betul? – pyta miękko. – Co przed nią ukrywasz? Czego nie może się dowiedzieć?
– To nie twoja sprawa, Ifakat.
– Powiedz mi – naciska, wbijając w niego przenikliwe spojrzenie. – Bo inaczej sama się domyślę. A moje domysły bywają bardzo… kreatywne.
Orhan podchodzi tak blisko, że niemal stykają się ramionami. Jego głos staje się cichy, napięty.
– To ja zgłosiłem Nurten. Teraz jesteś zadowolona?
Przez ułamek sekundy w gabinecie zapada cisza. Potem Ifakat wybucha śmiechem. Krótkim, ostrym. Zasłania usta dłonią, jakby chciała go stłumić, ale w jej oczach tańczy satysfakcja.
– Och, Orhanie… – mówi w końcu. – Czy ty naprawdę sądzisz, że to był sprytny ruch?
On wraca za biurko, siadając ciężko na fotelu.
– Świetnie się bawisz, prawda? Lubisz, kiedy potyka mi się noga.
– Ja? – odpowiada słodko. – Ja tylko obserwuję. Ale jeśli Betul dowie się, że to ty wydałeś jej matkę… rozwiedzie się z tobą, zanim zdąży założyć obrączkę.
Orhan podnosi wzrok. Jego twarz twardnieje.
– Jeśli cokolwiek wymsknie ci się z ust… – zniża głos – narobisz sobie tak poważnych kłopotów, że zapomnisz o Betul. I o wszystkim innym.
Ich spojrzenia krzyżują się jeszcze przez chwilę – pełne wyzwania, wzajemnej nieufności.
Orhan mija ją bez słowa i wychodzi z gabinetu, zatrzaskując drzwi.
Ifakat zostaje sama. Powoli podchodzi do biurka, przesuwa palcami po jego blacie i uśmiecha się pod nosem.
Teraz ma w ręku coś znacznie cenniejszego niż plotkę. Ma sekret, który może zniszczyć związek, rodzinę… albo samego Orhana.
Powyższy tekst stanowi autorskie streszczenie i interpretację wydarzeń z serialu Yalı Çapkını. Inspiracją do jego stworzenia był film Yalı Çapkını 80.Bölüm dostępny na oficjalnym kanale serialu w serwisie YouTube. W artykule zamieszczono również zrzuty ekranu pochodzące z tego odcinka, które zostały użyte wyłącznie w celach informacyjnych i ilustracyjnych. Wszystkie prawa do postaci, fabuły i materiału źródłowego należą do ich prawowitych właścicieli.














