Dziedzictwo odc. 858: Yusuf ponownie wpada w ręce Trucizny!

Yusuf w samochodzie Trucizny.

„Dziedzictwo” Odc. 858 – streszczenie

Volkan nie ustaje w próbach przeproszenia Nese. Pojawia się u jej drzwi z bukietem kwiatów i pełnym skruchy spojrzeniem.

– Chciałem jeszcze raz cię przeprosić – mówi cicho. – Bardzo za tobą tęsknię. Czy możemy wrócić do tego, co było? Popełniłem błąd. Zrozumiałem, jak bardzo byłem niesprawiedliwy. Proszę, wybacz mi. Czy ten gniew nie trwa już zbyt długo?

Nese patrzy na niego z niedowierzaniem.

– Zbyt długo? – powtarza. – Myślisz, że to była jakaś błahostka, a ja się dąsam? Chcesz, żebym tak po prostu o wszystkim zapomniała? – Potrząsa głową i podchodzi bliżej. – W ogóle mnie nie poznałeś, Volkanie. Jak myślisz, co to znaczy kochać?

Volkan marszczy brwi, wyraźnie zbity z tropu.

– Nese, dlaczego zadajesz takie dziwne pytania? – odpowiada niepewnie. – Kochać… to znaczy kochać. – Wzrusza ramionami, nie znajdując lepszych słów.

Nese uśmiecha się smutno.

– Tak myślałam. Nie potrafisz odpowiedzieć. Kiedyś mówiłeś takie piękne rzeczy. A prawda jest prosta: kochać to znaczy wierzyć. Nie można kochać kogoś, komu się nie ufa. Wiesz, co bolało mnie najbardziej? Nie było cię przy mnie, gdy najbardziej cię potrzebowałam. Straciłam do ciebie zaufanie, Volkanie. Dlatego… idź już.

Oddaje mu kwiaty i dodaje cicho:

– Włóż je do wazonu, żeby nie zwiędły tak jak my.

Zdecydowanym ruchem zamyka drzwi. Przez chwilę stoi nieruchomo, a potem opiera się o nie plecami i zaciska powieki, próbując powstrzymać łzy.

***

Yaman i Nana przemierzają wioskę, pokazując mieszkańcom zdjęcie Yusufa i pytając, czy ktoś go widział. W końcu jeden z mężczyzn rozpoznaje chłopca.

– Godzinę temu znalazł go nasz Huseyin i zabrał do swojego domu – oznajmia. – Biedak zemdlał w lesie. Huseyin wziął go na ręce i zaniósł do siebie. Powiedział, że najpierw pokaże go żonie, a potem zabierze do szpitala. Nie wiem, czy zdążył już powiadomić policję.

– Masz do niego numer? – pyta Yaman.

– Tak, zaraz wam podam. Nie martwcie się, Huseyin to dobry człowiek. Na pewno się nim zaopiekuje. Ale jego dom jest daleko, musicie wspiąć się na wzgórze.

Yaman natychmiast wybiera numer do mężczyzny, który znalazł Yusufa.

– Panie Huseyinie, podobno jest u pana mały chłopiec. Jestem jego stryjem. Czy wszystko z nim w porządku?

– Tak, znalazłem go w lesie i przyprowadziłem do domu – odpowiada mężczyzna. – Moja żona zrobiła mu coś do jedzenia. Wydaje się zdezorientowany, ale poza tym nic mu nie dolega.

Po chwili Huseyin podaje Yusufowi telefon.

– Mistrzu, słyszysz mnie? – pyta Yaman z napięciem w głosie.

– Stryjku? Nana? – Yusuf mówi niepewnie.

– Nie bój się, kochanie – uspokaja go Yaman. – Już do ciebie jedziemy.

***

Ferit włamuje się do domu Koraya, zdeterminowany, by odkryć prawdę o tym, co łączy go z Ayse. Przeszukując kolejne pokoje, mówi do siebie z rosnącą frustracją:

– Ayse wygląda na nieszczęśliwą na każdym waszym zdjęciu. Czym ją szantażujesz? Dlaczego chce wyjść za ciebie po raz drugi?

Jego wzrok pada na ramkę ze wspólną fotografią Koraya, Ayse i Dogi. Bierze ją do ręki i przygląda się jej z goryczą.

– Kolejne kłamstwo – syczy, ściskając zdjęcie w dłoniach. – Jedyny sposób, by ocalić Ayse, to dowiedzieć się, czym ją zmuszasz do tego związku. Ale nie mogę tego odkryć. Oszaleję! Co ją trzyma przy tym łajdaku?!

W przypływie furii rzuca ramką o podłogę. Szkło pęka, a zdjęcie opada rewersem do góry, odsłaniając ukrytą notatkę. Ferit pochyla się i czyta drżącym głosem:

„Niektóre rodziny opierają się na więzach krwi, a niektóre na włożonym wysiłku.”

Serce zaczyna bić mu szybciej. Patrzy na słowa, jakby nie mógł w nie uwierzyć.

– To znaczy, że… ta rodzina nie opiera się na krwi? – szepcze zszokowany. Jego oddech przyspiesza. – Czy to możliwe, że Doga nie jest twoją córką, Korayu?

W jednej chwili w Fericie odradza się nadzieja – nagła, oszałamiająca myśl, że to on może być ojcem Dogi. Ale niemal natychmiast dopada go wściekłość. Jak Ayse mogła ukrywać przed nim prawdę? Jak mogła pozwolić mu żyć w kłamstwie?

***

Yaman i Nana docierają do chaty w lesie, ale jest już za późno. Trucizna ich uprzedził. Na podłodze leżą ciała Huseyina i jego żony. Wstrząśnięci, dostrzegają wiadomość pozostawioną na stole:

„Znowu ci się nie udało, Kirimli. Znów jestem o krok przed tobą.”

Nana wybucha płaczem. Miała nadzieję, że za chwilę przytuli ukochanego malca, że już nigdy nie pozwoli mu odejść. Zamiast tego stoi w samym środku kolejnej tragedii. Jej ciało ogarnia drżenie, a kolana uginają się pod ciężarem bezsilności.

***

Tymczasem Yusuf siedzi na tylnej kanapie samochodu Trucizny. Jest skrępowany grubymi sznurami, a jego usta zaklejono taśmą. Walczy i szarpie się, próbując uwolnić.

– Po co ten opór? – mówi Trucizna, spoglądając na niego w lusterku wstecznym. – Przecież twój wujek już po ciebie przyszedł. Wujek Trucizna. Nie podałeś mi adresu domu?

Yusuf wpatruje się w niego z przerażeniem, nagle uświadamiając sobie, co się stało.

***

Kilka godzin wcześniej.

Trucizna, przeszukując magazyn, zauważył brak jednego z telefonów. Szybko domyślił się, że Tunca przekazał go Yusufowi, licząc, że chłopiec skontaktuje się ze swoim stryjkiem. Jednak będąc pod wpływem środków odurzających, Yusuf nie był w stanie tego zrobić.

Psychopata postanowił wykorzystać sytuację. Zadzwonił na numer telefonu, który zaginął.

– To ja, twój stryjek – powiedział głosem pełnym czułości. – Nana jest ze mną, szukamy cię. Gdzie jesteś?

Yusuf, zdezorientowany, nie rozpoznał głosu.

– Nie wiem, stryjku – odparł niepewnie. – Znalazł mnie pewien wujek. Mogę zapytać go o adres.

– Nie rób tego – syknął Trucizna, tłumiąc irytację. – To może być zły człowiek. Rozejrzyj się. Co widzisz?

Chłopiec spojrzał na pokój w leśnej chacie. Jego wzrok padł na rachunek za prąd leżący na stole.

– Jest tu jakiś dokument… Yenidag 17, Polonezköy.

– Dobrze, mistrzu. Już jadę. Nikomu nic nie mów.

***

Teraźniejszość.

Yusuf nadal szarpie się na tylnym siedzeniu, ale sznury są zbyt mocne.

– Możesz walczyć – mówi Trucizna, obserwując go w lusterku wstecznym. Jego głos jest spokojny, niemal opiekuńczy. – Możesz próbować uciec. Ale zapamiętaj jedno…

W jego oczach błyska szaleństwo.

– Nawet jeśli ci się uda, znajdę cię.

***

Nana odbiera druzgocący telefon ze szpitala. Jej dłonie drżą, a twarz blednie z każdą sekundą.

***

W tym samym czasie Yaman sięga do skrytki w swoim gabinecie. Wyciąga pistolet i pewnym ruchem przeładowuje broń. Jego wzrok pada na zdjęcie z Yusufem stojące na biurku. Przesuwa po nim palcami, po czym ściszonym, ale pełnym determinacji głosem mówi:

– Nadchodzę, chłopcze ognia. Znajdę cię, gdziekolwiek jesteś.

Odkłada fotografię i opuszcza gabinet. Idąc korytarzem, ma twarz wyrytą determinacją – gotowy zrobić wszystko, by odzyskać bratanka. Gdy już sięga do klamki, by wyjść, zatrzymuje go Nana.

Jej oczy są zaszklone od łez, a głos drży, gdy wypowiada słowa:

– Musimy jechać do szpitala… – Ledwie łapie oddech. – Ciocia Akca…

Nie musi mówić nic więcej. Yaman nieruchomieje. Ciężar tej wiadomości uderza go z całą siłą. Wie, co to oznacza.

Powyższy tekst stanowi autorskie streszczenie i interpretację wydarzeń z serialu Emanet. Inspiracją do jego stworzenia były filmy Emanet 618. Bölüm i Emanet 619. Bölüm dostępne na oficjalnym kanale serialu w serwisie YouTube. W artykule zamieszczono również zrzuty ekranu pochodzące z tych odcinków, które zostały użyte wyłącznie w celach informacyjnych i ilustracyjnych. Wszystkie prawa do postaci, fabuły i materiału źródłowego należą do ich prawowitych właścicieli.

Podobne wpisy