„Dziedzictwo” Odc. 867 – streszczenie
Nana i Yusuf w ostatniej chwili wymykają się policji i ludziom Trucizny. Każdy ich krok to walka o życie, każda decyzja może okazać się fatalna. W końcu udaje im się znaleźć schronienie w opuszczonym budynku, ale cena tej ucieczki okazuje się wysoka – stan Nany gwałtownie się pogarsza.
Ból pulsuje w jej ciele z każdym oddechem, a rana na boku nie przestaje krwawić. Yusuf patrzy na nią z narastającą paniką.
– Twoja rana krwawi! – mówi zaniepokojony chłopiec, ściskając jej dłoń. – Musimy iść do lekarza! Co, jeśli coś ci się stanie?!
Nana z trudem unosi powieki. W jej oczach czai się wyczerpanie, ale i determinacja.
– Nie możemy iść do szpitala, kochanie. – Jej głos jest słaby, lecz stanowczy. – To pierwsze miejsce, które sprawdzą. Znajdą nas. Nie martw się, nic mi nie będzie…
Próbuje się uśmiechnąć, ale ból jest zbyt silny. Czoło pokrywa jej pot, choć na zewnątrz panuje chłód.
– Zamknę oczy tylko na chwilę… – szepcze. – Odpocznę i nabiorę sił. Obiecuję ci…
Gdy Nana zasypia, Yusuf siedzi przy niej w bezruchu, ale strach nie daje mu spokoju. Nie może czekać. Musi działać.
***
Chłopiec opuszcza bezpieczną kryjówkę. Nie dba o to, że może zostać zauważony – liczy się tylko jedno: znaleźć pomoc dla Nany. Przeszukuje ulice, zagląda do aptek, rozgląda się za czymkolwiek, co mogłoby pomóc. Nie zauważa jednak, że ktoś już go obserwuje.
Zaledwie kilka metrów od niego, w cieniu budynku, czai się człowiek Trucizny. Yusuf jest o krok od wpadnięcia w pułapkę, ale w ostatniej chwili Nana odnajduje go i wciąga z powrotem do bezpiecznej kryjówki.
Drżąc z gniewu i przerażenia, mocno go przytula.
– Nigdy więcej nie oddalaj się ode mnie! – mówi surowo, choć w jej głosie słychać ulgę. – Gdy się obudziłam, ciebie nie było. Nie wiesz, jak się bałam.
– Chciałem tylko znaleźć coś na twoją ranę… – tłumaczy cicho Yusuf.
Nana wzdycha, głaszcząc go po głowie.
– Wiem, kochanie. Ale jesteś tutaj bezpieczny. A ja kocham cię bardziej niż wszystko inne na świecie.
Mocno go przytula. Nie może pozwolić, by coś mu się stało.
***
Tymczasem Ferit wpada do swojego pokoju jak burza. Jego myśli wrą, a gniew wciąż nie opadł. Z trzaskiem zamyka drzwi, a sprzątająca w środku Aynur podskakuje przestraszona.
– Panie Fericie, co się stało? – pyta ostrożnie.
Mężczyzna przechodzi kilka kroków w przód i w tył, jakby sam nie wiedział, co ze sobą zrobić.
– Czuję się… źle. – Zaciska pięści. – Prawie jej powiedziałem. Brakowało tak niewiele.
Unosi dłoń, zbliżając do siebie palec wskazujący i kciuk.
– Jestem człowiekiem, który bez litości zamyka przestępców w więzieniach. A przed własnym dzieckiem brakuje mi słów.
Aynur przygląda mu się uważnie.
– To trudna sytuacja. – Jej głos jest łagodny. – A jeśli jej powiesz, problem będzie jeszcze większy.
Ferit unosi głowę.
– Co masz na myśli?
– Przez lata ktoś inny był dla niej ojcem. Dla ciebie to wyzwolenie, ale dla niej? – Aynur spogląda na niego poważnie. – To może być koniec jej świata.
Ferit milczy. Wiedział o tym. Ale nie chciał tego przyznać.
***
Nana wie, że długo nie wytrzyma w takim stanie. Musi znaleźć pomoc.
Kiedy czuje się na tyle dobrze, by wstać, zabiera Yusufa do pobliskiej budki telefonicznej. To jej jedyna szansa. Drżącymi palcami wkłada do aparatu kartę, którą znalazła na ulicy. Nie ma pojęcia, czy jeszcze działa, ale musi spróbować. Przyciska telefon do ucha i modli się w duchu.
Po chwili słyszy sygnał po drugiej stronie. A potem znajomy głos, którego nie słyszała od miesięcy.
– Słucham?
Nana zamyka oczy. Przyjaciółka. Ostatnia osoba, do której mogła się zwrócić.
– Poranek wstaje nawet po najciemniejszej nocy. Nawet ciemną noc przetrwasz ze swoim przyjacielem.
Po drugiej stronie zapada cisza. A potem…
– Nana?! Dzięki Bogu, żyjesz!
To Pinar.
– Bałam się, że coś ci się stało.
– Nie martw się. – Nana mówi szybko, nerwowo. – Mamy się dobrze, ale potrzebujemy pomocy.
– Gdzie jesteś? Przyjadę po ciebie.
– Podam ci adres, ale musisz mi obiecać, że będziesz ostrożna. Ci ludzie są śmiertelnie niebezpieczni.
– Nie martw się o mnie. Podaj adres.
Pinar wyciąga kartkę i zapisuje dane. Nie wie jednak, że jest obserwowana. Człowiek Trucizny stoi zaledwie kilkanaście metrów dalej. Kiedy Pinar to zauważa, serce zamiera jej w piersi. Musi się go pozbyć.
Skręca w boczną uliczkę, przyspiesza kroku. Nie daje się złapać. Kilka minut później staje przed kryjówką. Zdążyła.
Gdy tylko widzi Nanę, rzuca się na nią i Yusufa. Mocno ich przytula.
– Długo czekałam na ten telefon. – Jej oczy błyszczą od łez.
A potem zauważa plamę krwi na koszuli przyjaciółki.
– Jesteś ranna! Możesz wstać?
– Nie mogę iść do szpitala.
Pinar obejmuje ją mocniej.
– Nie martw się. – Jej głos jest pełen determinacji. – Mam kogoś, kto ci pomoże.
Ostrożnie pomaga jej wstać. Nana zaciska zęby z bólu.
– Tylko wytrzymaj jeszcze trochę. Jesteś bezpieczna.
Ale czy naprawdę?
***
Ayse dowiaduje się, że Ferit pracuje w drukarni i zastawia na niego pułapkę.
Powyższy tekst stanowi autorskie streszczenie i interpretację wydarzeń z serialu Emanet. Inspiracją do jego stworzenia były filmy Emanet 624. Bölüm i Emanet 625. Bölüm dostępne na oficjalnym kanale serialu w serwisie YouTube. W artykule zamieszczono również zrzuty ekranu pochodzące z tych odcinków, które zostały użyte wyłącznie w celach informacyjnych i ilustracyjnych. Wszystkie prawa do postaci, fabuły i materiału źródłowego należą do ich prawowitych właścicieli.














