Dziedzictwo odc. 894: Derya przejmuje tożsamość Leyli!

Derya stoi z założonymi na piersi rękami, patrząc na swoją siostrę, która jest przywiązana do krzesła.

„Dziedzictwo” Odc. 894 – streszczenie

Ferit leżał na łóżku, wpatrując się w sufit. Jego myśli krążyły wokół rozmowy z Ayse. Oboje udawali, że jedyną rzeczą, która ich łączy, jest Doga. W rzeczywistości było inaczej – uczucia, które kiedyś ich połączyły, wciąż iskrzyły gdzieś pod powierzchnią. Ale każde z nich bało się do tego przyznać.

Nagle ciszę przerwał dźwięk telefonu. Ferit sięgnął po urządzenie i spojrzał na ekran. To była prokurator Leyla Kazanci.

– Jak się masz, komisarzu? – zabrzmiał w słuchawce jej ciepły, ale rzeczowy głos. – Mam nadzieję, że nie przeszkadzam.

Ferit westchnął, ale zaraz na jego twarzy pojawił się lekki uśmiech.

– Usłyszałem twój głos, pani prokurator, i wszystko jest już dobrze – odpowiedział swobodnie. – Nie przeszkadzasz. Przepraszam za dzisiaj. Ayse zachorowała, nie mogłem przyjechać.

– Nie przejmuj się tym, zdrowie jest najważniejsze. Wszystko z nią w porządku?

– Tak, ma się lepiej – odparł Ferit, choć nieco zbyt szorstko. – Spełniłem swój obowiązek. W końcu jest matką mojej córki.

– Rozumiem – Leyla nie skomentowała tonu jego głosu. – W takim razie jutro możemy kontynuować naszą pracę.

– A nasz obiad? Nie zapominaj, że tym też musimy się zająć.

– Dobrze, że mi przypomniałeś. – Leyla zaśmiała się cicho. – Ale rzadko jadam poza domem. Jeśli ci to odpowiada, możemy spotkać się u mnie. Zjemy i przy okazji popracujemy. Co powiesz na czwartek o wpół do piątej?

– W porządku, pasuje mi – zgodził się Ferit.

– Świetnie. Zaraz zapiszę to sobie, żeby nie zapomnieć.

Pożegnali się, a Leyla rozłączyła się i sięgnęła po notatnik. Nie zauważyła, że w jej mieszkaniu ktoś już był…

***

Cień przemknął przez pokój, niemal bezszelestnie. Postać sięgnęła po ciężką, ceramiczną miskę stojącą na stole.

Jeden szybki ruch. Głuche uderzenie.

Leyla osunęła się na podłogę, nieprzytomna.

***

Kiedy otworzyła oczy, poczuła ból pulsujący w tyle głowy. Próbowała się poruszyć, ale nie mogła – jej ręce i nogi były przywiązane do krzesła. W ustach miała knebel, który tłumił wszelkie próby krzyku.

Serce zaczęło walić jej jak oszalałe.

Drzwi pokoju skrzypnęły i powoli się otworzyły.

Leyla wstrzymała oddech.

Do środka weszła kobieta – ta sama twarz, to samo spojrzenie. Ale to nie była ona. To była Derya. Jej siostra bliźniaczka.

Leyla wpatrywała się w nią z niedowierzaniem. Nie mogła w to uwierzyć. Derya… Derya, która od dwóch lat przebywała w szpitalu psychiatrycznym.

„To niemożliwe…” – pomyślała w panice.

Derya uśmiechnęła się szeroko i machnęła do niej teatralnym gestem.

– Tobie również dzień dobry, siostrzyczko. Jak się czujesz? Mam nadzieję, że wygodnie ci się siedzi. – Jej ton był niemal uprzejmy, ale w oczach czaiło się szaleństwo.

Leyla szarpnęła się w więzach, próbując się oswobodzić. Lina wżynała się w jej nadgarstki.

– Niepotrzebnie się męczysz. – Derya zaśmiała się melodyjnie, jakby właśnie prowadziła beztroską pogawędkę. – Wiem, że chciałabyś stąd wyjść. Ale nic z tego. Teraz role się odwróciły.

Leyla zamrugała, próbując powstrzymać łzy.

– Tak, tak, dobrze słyszałaś – kontynuowała Derya, krążąc po pokoju. – Dwa lata temu zamknęłaś mnie w tamtym przeklętym miejscu, prawda? Teraz to ja zamknęłam ciebie.

Leyla pokręciła głową, próbując wydobyć jakikolwiek dźwięk.

Derya pochyliła się. Ich twarze dzieliły zaledwie centymetry.

– Ty zostaniesz tutaj – wyszeptała z uśmiechem. – A ja… będę żyć twoim życiem.

Leyla znów szarpnęła się rozpaczliwie, ale więzy były zbyt mocne.

Derya wyprostowała się i skrzyżowała ręce na piersi.

– Nieźle się bawimy, prawda? – rzuciła kpiąco.

Leyla czuła, jak panika zaciska się wokół jej gardła jak lodowata obręcz. Muszę się stąd wydostać… Muszę ostrzec Ferita…

Ale Derya tylko się śmiała.

Ona już wygrała.

Przynajmniej tak jej się wydawało.

***

Derya stała przed lustrem, przymierzając ubrania swojej siostry. Kręciła nosem, przewracając oczami z wyraźnym niezadowoleniem.

– Wszystkie jej rzeczy są takie… nudne – westchnęła teatralnie, podciągając rękawy eleganckiej marynarki. – Tak jak ona i jej charakter.

Z sąsiedniego pokoju dobiegały przytłumione, rozpaczliwe piski Leyli. Derya uśmiechnęła się pod nosem.

– Och, chcesz mi przyznać rację? – rzuciła, poprawiając mankiety. – No cóż, to prawda. Nie masz za grosz gustu, siostrzyczko. Całe życie byłaś taką nudziarą. Wzór do naśladowania, najlepsza studentka, sumienna prokurator… – Wykrzywiła usta w kpiącym grymasie. – Nudaaaa!

Nagle w pokoju rozległ się dźwięk telefonu. Derya podskoczyła, ale zaraz potem jej twarz rozjaśnił przebiegły uśmiech.

– Nie martw się, kochana, odbiorę – powiedziała, podnosząc urządzenie ze stolika. – Odtąd to ja będę odbierać ten telefon.

Rzuciła okiem na ekran. Numer był jej dobrze znany.

Doktor Faruk.

Derya przycisnęła telefon do ucha, przybierając idealnie spokojny ton.

– Dzień dobry, panie Faruku – odezwała się ciepło. – Właśnie miałam do pana dzwonić, ale byłam bardzo zajęta. Derya jest ze mną.

W słuchawce zapadła chwila ciszy.

– Czy wszystko w porządku? – zapytał lekarz, a w jego głosie dało się wyczuć ostrożność.

Derya zaśmiała się lekko, jakby rozmawiali o czymś zupełnie niewinnym.

– Oczywiście, proszę się nie martwić – zapewniła. – Długo rozmawiałyśmy. Opowiedziała mi, jak bardzo była nieszczęśliwa w klinice. Zdecydowałyśmy, że spróbuje innej metody leczenia.

– Leylo, wiesz przecież, że twoja siostra jest niebezpieczna – powiedział doktor, ściszając głos. – To narcyzka o psychopatycznych skłonnościach. Nie może być na wolności.

Derya przewróciła oczami.

– Panie Faruku, Derya jest moją siostrą, którą kocham nad życie – powiedziała z przesadną troską. – Dziękuję za pańską opiekę nad nią, ale teraz ja się nią zajmę. Wyślę pieniądze i odbiorę jej rzeczy. Teraz muszę kończyć, mam sporo pracy.

Zanim lekarz zdążył odpowiedzieć, Derya zakończyła rozmowę.

***

Nana została wypisana ze szpitala i wróciła do domu. Yusuf, czując się zbyt swobodnie po aresztowaniu Trucizny, niechcący zwrócił się do niej po imieniu w obecności domowników.

– Nana? – zdziwiła się Cansel, marszcząc brwi. – Własną matkę nazywasz Naną?

W salonie zapadła cisza, a wszystkie spojrzenia skupiły się na chłopcu. Zanim Yusuf zdążył wymyślić jakieś wytłumaczenie, Poyraz postanowił wziąć sprawy w swoje ręce.

– Tak. Nana nie jest matką Yusufa – powiedział stanowczo, rozglądając się po twarzach zgromadzonych. – Wiedziałem o tym już wcześniej.

Słowa Poyraza wywołały poruszenie wśród domowników. Cennet i Cansel wymieniły spojrzenia, a Nazli zasłoniła usta dłonią.

– Co to znaczy? – zapytała ostro Cennet.

Poyraz odetchnął głęboko.

– Uciekając przed Trucizną, przez pół roku mieszkali na ulicy. Aby nie dać się złapać, musieli ukrywać swoją tożsamość. Podawali się za matkę i syna.

Cennet pokręciła głową, nadal nie dowierzając.

– Więc ona nie jest jego matką – powtórzyła, jakby próbowała oswoić się z tą myślą. – Ciekawe, czego jeszcze o niej nie wiemy… Ta dziewczyna skrywa wiele tajemnic.

– Była nianią dziecka z bogatej rodziny? – wtrąciła podejrzliwie Cansel.

Poyraz skinął głową.

– Stryjkiem Yusufa był biznesmen Yaman Kirimli. Między nim a Trucizną panowała wielka wrogość. To dlatego Trucizna próbował odebrać im Yusufa.

– Biznesmen? – W oczach Cansel błysnął nagły entuzjazm. – Czyli są bogaci?

– Jestem teraz pod jeszcze większym wrażeniem Nany – odezwała się Nazli, patrząc na nią z podziwem. – Chroniła Yusufa jak własne dziecko.

Sahin pokiwał głową.

– Godna podziwu postawa. Nie każdy by to zrobił.

Cennet nadal miała poważną minę.

– Nie zmienia to faktu, że nas okłamała.

– Była do tego zmuszona, żeby ochronić niewinne dziecko. – Poyraz spojrzał na matkę znacząco.

Cansel nie powiedziała już ani słowa. Odwróciła się na pięcie i ruszyła do swojego pokoju. Wzięła telefon i wpisała w wyszukiwarkę nazwisko Yamana. Po chwili na ekranie pojawiły się zdjęcia imponującej rezydencji Kirimlich.

Otworzyła szeroko oczy.

– O Boże… – szepnęła, z wrażenia aż opadając na łóżko. – Jego dom jest ogromny. To prawdziwe królestwo!

Przez chwilę wpatrywała się w zdjęcia z niedowierzaniem, a potem jej twarz rozjaśnił uśmiech.

– Przebrali się i uciekali przed Trucizną, a ja myślałam, że są żebrakami… – parsknęła pod nosem. – A tu proszę, los się do mnie uśmiechnął.

***

Ferit i Ayse siedzieli naprzeciwko psycholożki. Atmosfera w pokoju była napięta, choć każde z nich próbowało to maskować.

– Dobrze zrozumiałem? – zapytał Ferit, opierając łokcie na kolanach. – Doga boi się, że znów się pokłócimy i staniemy się dla siebie obcy?

Specjalistka skinęła głową.

– Dokładnie. Widziała już, jak wasza relacja się rozpada, i boi się, że to się powtórzy.

Ayse zacisnęła dłonie na kolanach.

– Co powinniśmy zrobić?

Psycholożka spojrzała na nich z troską.

– Musicie odbudować swoją więź. Znów stać się przyjaciółmi – dla Dogi.

Ferit odchylił się na oparcie i westchnął.

– Staramy się, naprawdę. Ale czasem… łatwo o nieporozumienia. Czasem coś powie nie tak, ja się zdenerwuję…

– I na odwrót. – Ayse spojrzała na niego krótko. – Ciężko nam nad tym zapanować.

Psycholożka oparła się o biurko, splatając dłonie.

– Kiedyś dobrze się dogadywaliście, prawda? – zapytała łagodnie. – Przypomnijcie sobie, co sprawiało wam radość. Spędzajcie razem czas, róbcie rzeczy, które kiedyś lubiliście robić wspólnie. To pomoże.

Ferit i Ayse wymienili spojrzenia.

– Oczywiście. – Ayse kiwnęła głową. – Zrobimy to dla naszej córki.

– Tak. Dla Dogi. – Ferit przytaknął, choć w jego oczach czaiło się coś więcej.

Czy to możliwe, że odbudowując więź jako przyjaciele, poczują coś więcej?

***

Gdy weszła do pokoju, w którym więziła Leylę, na jej twarzy malował się triumfalny uśmiech. Miała na sobie elegancki kostium – ten sam, w którym Leyla codziennie chodziła do pracy.

– No i jak wyglądam? – zapytała, wykonując obrót wokół własnej osi. – Czy jestem piękna?

Leyla spojrzała na nią rozszerzonymi ze strachu oczami.

– Mnie się nie podoba – kontynuowała Derya, poprawiając mankiet. – Ani to ubranie, ani ta idiotyczna fryzura. Ale co mogę zrobić? Wszyscy muszą uwierzyć, że jestem tobą.

Związana i zakneblowana Leyla zaczęła wydawać przytłumione dźwięki, szarpiąc się w bezradnej walce.

Derya przewróciła oczami i westchnęła ciężko.

– Jesteś nie do zniesienia. Dobrze, powiedz, co masz do powiedzenia.

Jednym, szybkim ruchem zerwała taśmę z jej ust.

Leyla wciągnęła gwałtownie powietrze, a na jej policzkach pojawiły się łzy.

– Derya, nie rób tego! – wyszeptała błagalnie. – Moi współpracownicy się zorientują. Nie dasz rady mnie udawać! Prędzej czy później odkryją prawdę, a wtedy… zamkną cię na zawsze w klinice.

Derya uniosła brew.

– Naprawdę myślisz, że kilka twoich słów zmieni moją decyzję? – prychnęła. – Że od tak wrócę do psychiatryka i zrujnuję swoją młodość w tamtych czterech ścianach? Nigdy!

Sięgnęła po taśmę i gwałtownie przycisnęła ją do ust Leyli, skutecznie tłumiąc kolejne błagania.

– Ty zostaniesz tutaj – wyszeptała, pochylając się nad nią. – A ja będę żyć życiem, jakiego nigdy nie miałam.

Wyprostowała się i poprawiła włosy, jakby właśnie kończyła spotkanie biznesowe.

– To ja posiądę Ferita – dodała z uśmiechem. – Wiem, że się w nim zakochałaś, siostrzyczko. Ale nie martw się, zajmę się nim. Jest smutny. Pocieszę go.

Odwróciła się w stronę drzwi i rzuciła jej ostatnie spojrzenie.

– Pa!

Puściła siostrze ironiczne oczko i wyszła, zamykając za sobą drzwi na klucz.

Powyższy tekst stanowi autorskie streszczenie i interpretację wydarzeń z serialu Emanet. Inspiracją do jego stworzenia były filmy Emanet 644. Bölüm i Emanet 645. Bölüm dostępne na oficjalnym kanale serialu w serwisie YouTube. W artykule zamieszczono również zrzuty ekranu pochodzące z tych odcinków, które zostały użyte wyłącznie w celach informacyjnych i ilustracyjnych. Wszystkie prawa do postaci, fabuły i materiału źródłowego należą do ich prawowitych właścicieli.

Podobne wpisy