Miłość i nadzieja odc. 369: Feraye odzyskuje wolność! Dowiaduje się, że jej córka żyje!

Sila przytula się do Feraye. Jej twarz wyraża głębokie wzruszenie.

„Miłość i nadzieja” – odcinek 369 – szczegółowe streszczenie

Melis chodziła po domu jak cień. Nie odzywała się do nikogo, nie wychodziła z pokoju, nie podnosiła wzroku znad podłogi. Każdy gest domowników przypominał jej o jednym: już nie ma dziecka, a oni prędzej czy później to zauważą.

Siedziała teraz na łóżku, obejmując się ramionami, jakby próbowała przytrzymać pustkę, która rozlała się w jej wnętrzu.

Drzwi otworzyły się bez pukania. Do środka weszła Seda, jak zwykle pewna siebie, pozornie opanowana.

– Mam rozwiązanie – oznajmiła bez wstępów, po czym wyjęła coś z torby i rozwinęła na łóżku Melis.

Melis zmarszczyła brwi. Przed nią leżała proteza brzucha ciążowego, starannie wycięta z gąbki, z paskami imitującymi naturalne uwypuklenie.

– Za miesiąc wymienisz ją na większą – wyjaśniła Seda z dumą, jakby prezentowała artystyczne dzieło.

Melis spojrzała na protezę z niedowierzaniem.

– Ceylan… – zaczęła drżącym głosem. – Nie mam już dziecka. Co mi po tej… atrapie? Przecież to nie zmieni rzeczywistości.

Ton Melis nie był ani buntowniczy, ani zdecydowany — raczej zrezygnowany, jakby jej umysł nie nadążał za tym, co się dzieje.

Seda przysiadła obok, nachyliła się tak blisko, że Melis poczuła jej oddech na policzku. Ściszyła głos do szeptu:

– Znalazłam dziecko.

Melis uniosła głowę. Jej oczy — puste od dwóch dni — błysnęły nagłym szokiem.

– Co?

– Jest kobieta, którą znam z mojej starej dzielnicy – mówiła powoli, z namysłem, jak ktoś, kto prowadzi rozmówcę krok po kroku w stronę decyzji, której sama oczekuje. – Ma rodzić w tym samym terminie, co ty. Jej ciąża to owoc zakazanej miłości. Nie chce tego dziecka. Jest gotowa je sprzedać.

Melis odsunęła się, jakby ktoś popchnął ją w plecy.

– Sprzedać…?

– Tak. – Seda mówiła z chłodną pewnością. – Ty potrzebujesz dziecka. Ona potrzebuje pieniędzy. Pasujecie do siebie idealnie.

Jej głos był zaskakująco spokojny, jakby chodziło o zakup drożdżówki, a nie handel ludzkim życiem.

Melis wpatrywała się w nią szeroko otwartymi oczami, nie mogąc złapać tchu.

Była oszołomiona. Zszokowana. Zgubiona. Ale co najgorsze — nie zaprotestowała.

W jej spojrzeniu pojawiło się coś niebezpiecznego: iskra nadziei, desperacka i chora, lecz silniejsza niż rozsądek.

Seda widziała to — i uśmiechnęła się w myślach.

Plan zaczynał działać.

***

Cavidan i Bahar wchodzą do garażu, przekonane, że Feraye nadal leży tam bezradna. Jednak gdy podchodzą bliżej, zauważają coś, co je natychmiast niepokoi: sznur oplatający nadgarstki Feraye jest nienaturalnie luźny.

Bahar mruży oczy.

– Mamo… ona się ruszała. Ten węzeł nie wygląda tak, jak go zawiązałam.

Cavidan pochyla się nad Feraye, chcąc sprawdzić dokładniej – i wtedy Feraye wykonuje gwałtowny ruch. Wyskakuje do przodu, chwyta porywaczkę za kominiarkę i jednym szarpnięciem zdziera ją z jej głowy.

– CAVIDAN! – wrzeszczy oszołomiona.

Zanim zdąży wykonać kolejny ruch, druga zamaskowana kobieta – Bahar – obejmuje ją ramieniem i przykłada ostry nóż do jej szyi. Metal dotyka skóry, a Feraye gwałtownie wstrzymuje oddech.

– Ty jesteś Bahar, prawda? – wypowiada, choć wie doskonale, że się nie myli.

Cavidan natychmiast przejmuje inicjatywę.

– Nie, to nie jest Bahar. – Jej głos jest zimny, wyprany z emocji. – To seryjna morderczyni. Zabiła wielu ludzi, więc lepiej bądź grzeczna, bo zabije także ciebie.

– Czego ode mnie chcecie?! – krzyczy Feraye, próbując się wyrwać, bezskutecznie.

Cavidan podnosi brodę kobiety dwoma palcami, jakby oceniała towar na targu.

– Chcę wszystkich kopii nagrania i pieniędzy. Bardzo dużo pieniędzy.

– Nigdy! – syczy Feraye. – Nie dostaniesz ode mnie ani grosza, ani jednego pliku! Policja cię dopadnie! Zgnijesz w więzieniu!

Cavidan uśmiecha się szeroko, aż nieprzyjemnie.

– Może jednak ponegocjujemy? – mówi łagodnie, z ironią. – Najpierw oddasz mi nagranie. Potem pieniądze. A potem…

Nachyla się tak blisko, że ich nosy prawie się dotykają.

– …mam ci coś bardzo ważnego do powiedzenia. Będziesz umierać z ciekawości, żeby to usłyszeć.

– Zamknij się! – krzyczy Feraye. – Nie będę z tobą negocjować!

Wtedy Cavidan dostrzega coś, co wbija ją w ziemię: telefon leżący na palecie, ledwie widoczny w półmroku.

– Co zrobiłaś?! – syczy, chwytając Feraye za włosy. – Do kogo zadzwoniłaś?!

Zanim Feraye zdąży odpowiedzieć, garaż rozbrzmiewa głośnym łup! łup! łup!

Ktoś uderza w bramę.

– Pani Feraye? – słyszy kobiecy głos. – Pani Feraye, czy jest pani tam?!

Sila.

Feraye otwiera usta, by krzyknąć, ale Bahar natychmiast przyciska jej dłoń do ust, dławiąc każdy dźwięk.

Kamera przenosi się na zewnątrz: Sila stoi przed drzwiami, wpatrując się w ekran telefonu.

– To ta lokalizacja… – mówi do siebie. – Dotarłam tam, gdzie miałam dotrzeć.

Uderza ponownie.

– Pani Feraye! Proszę odpowiedzieć!

***

W środku sytuacja eskaluje. Feraye udaje się wyślizgnąć dłoń spod uchwytu Bahar i w nagłym, desperackim ruchu przechwytuje ostrze. Teraz to ona trzyma nóż, wymierzony prosto w twarz Bahar.

– Odsłoń twarz! Natychmiast! – rozkazuje, drżąc ze złości i strachu.

Jej spojrzenie przeskakuje na Cavidan.

– Ostrzegałam cię! – krzyczy. – Mówiłam, żebyś trzymała się z dala od Kuzeya i Sili!

Cavidan zagryza zęby.

– Dlaczego Sila jest dla ciebie tak ważna, hm?

Feraye zaciska palce na nożu.

– Co cię to obchodzi?! Kuzey jest dla mnie jak syn, a Sila jak córka. Rozumiesz? Nigdy nie dostaniesz tego nagrania!

– Oddasz je nam – mówi Cavidan z pewnością siebie, która mrozi krew. – I to dobrowolnie. Będziesz mnie błagać, żebym je przyjęła.

Z zewnątrz rozlega się donośny krzyk Sili:

– Pani Feraye! Jestem tutaj! Proszę coś powiedzieć!

– Sila! Jestem tu! Słyszysz?! Jestem tutaj! – woła Feraye.

– Dzięki Bogu… – słyszy z drugiej strony. – Kto ci to zrobił? Kto jest z tobą?!

Cavidan przykłada palec do ust i syczy:

– Cisza.

Feraye próbuje zmusić Bahar, by pokazała twarz, ale jej ręce drżą, a chaos narasta. Traci czujność.

Cavidan wykorzystuje to w sekundę — wytrąca nóż z dłoni Feraye. Bahar natychmiast przechwytuje ostrze i znowu przykłada je do jej gardła.

W tym momencie za bramą pojawiają się Bulent i Kuzey. Szarpią drzwi, próbują je podważyć, uderzają ramionami — ale garaż jest solidny, niemal pancerny.

– Zostaw mnie! – krzyczy Feraye, mimo ostrza na skórze. – Wiesz, ile lat więzienia wam grozi za porwanie?! Zgnijecie tam!

– Feraye, uspokój się – mówi Cavidan spokojnie, jakby rozmawiała z dzieckiem. – Wyjdziesz stąd i nie powiesz o nas ani słowa. Nie mamy z tym nic wspólnego.

– To koniec! Jesteście skończone!

Cavidan unosi brwi, niewzruszona.

– Wiele lat temu wyrzuciłaś swoje dziecko na ulicę. Pamiętasz? To, które urodziłaś przed ślubem z Bulentem.

Feraye zamiera. Nie szarpie się. Nie oddycha. Na twarzy maluje się mieszanka bólu i wstydu.

Cavidan wyciąga z kieszeni zdjęcie – młodziutka Feraye z maleńką córeczką na rękach.

– Dziewczynka, którą urodziłaś, zniknęła. Rozdzielono was. Czy Bulent o tym wie?

– Grozisz mi? – głos Feraye łamie się. – Nie boję się ciebie. Powiedz wszystkim! Tak, urodziłam córkę. Ale ona… umarła.

Cavidan uśmiecha się powoli, złowrogo.

– Feraye… twoja córka żyje.

Feraye potrząsa głową, jakby ktoś uderzył ją w skroń.

– C-co?

– Dobrze usłyszałaś. Twoja córka żyje.

– Kłamiesz. To kolejna gra. Zawsze masz jakieś gry.

– O nie, kochanie. Twoja córka żyje. – Cavidan pokazuje wynik DNA. – A ja wiem, gdzie jest.

Feraye zamiera, jakby nagle ktoś wyrwał jej z piersi powietrze.

Jej świat właśnie rozpadł się po raz drugi.

***

Cavidan i Bahar wymykają się tylnym wyjściem, znikając w ciemnej alejce za garażem. Chwilę później Feraye, drżącymi dłońmi, podnosi metalową bramę garażową. Gdy tylko przepuszcza przez nią światło dnia, pada prosto w ramiona Bulenta.

– Feraye! – mężczyzna przyciska ją do siebie, a ona wreszcie pozwala sobie zaczerpnąć głębszy oddech.

Kuzey natomiast nie traci ani sekundy. Wchodzi do środka i uważnie lustruje pomieszczenie. Szorstki beton, przewrócona paleta, porozrzucane pudełka, ślady po szarpaninie… Coś przyciąga jego uwagę. Tuż obok palety, wśród pyłu, błyszczy mały metaliczny punkt.

Schyla się i podnosi go z ziemi. To złoty guzik – ciężki, elegancki, z charakterystycznym wzorem.

Wygląda aż za bardzo znajomo.

Kuzey marszczy brwi, zaciska guzik w dłoni i wychodzi ponownie na zewnątrz.

– Ciociu, nikogo tam nie ma – mówi, zerkając na Feraye z troską. – Powiedz mi… kto cię porwał? Czy to były Bahar i Cavidan?

Feraye natychmiast potrząsa głową. Jest blada, głos jej drży, ale nie z powodu przeżytego porwania, lecz z przerażenia tym, co usłyszała od Cavidan.

– Nie… to nie były one – odpowiada szybko, jakby bała się, że wyczytają prawdę z jej oczu. – Opowiem wam wszystko po drodze. Proszę, chodźmy.

Kuzey i Bulent wymieniają krótkie spojrzenie – pełne niepokoju i pytań. Ale nie naciskają.

Nie teraz. Jej drżenie mówi samo za siebie.

A w dłoni Kuzeya wciąż tkwi błyszczący guzik.

Ślad, który prędzej czy później doprowadzi go do prawdy.

***

Telefon Sedy zawibrował. Gdy zobaczyła na ekranie imię „Cihan”, westchnęła ciężko, jakby spodziewała się kłopotów.

– Co znowu, bracie? – rzuciła zniecierpliwiona, ledwo przykładając telefon do ucha.

Po drugiej stronie usłyszała głos twardy jak stal, bez cienia łagodności:

– Ostrzegam cię po raz ostatni. Masz natychmiast odejść z tego domu.

Seda zakręciła oczami.

– Powiedziałam ci, że się wszystkim zajmę. Nie potrzebuję wykładów.

– Głupia jesteś, dziewczyno? – warknął Cihan. – Gönül właśnie wysłała mi wiadomość.

Seda od razu zmarszczyła brwi, czując, jak gdzieś w jej żołądku zaciska się lodowata kula niepokoju.

– A co Gönül ma niby ze mną wspólnego?

Cihan zawahał się tylko ułamek sekundy, ale Seda wyczuła to jak drapieżnik zapach strachu.

– Powiedziałem jej, że jesteś… siostrą Zeynep.

Seda aż usiadła.

– Co?! Czy ty kompletnie zwariowałeś?!

– Musiałem! – podniósł głos Cihan. – To jedyne, co przyszło mi do głowy, żeby powstrzymać ją od wygadania, że to ty potrąciłaś Melodi. Poprosiłem ją o trochę czasu. Ale ona zaraz wróci, Seda. Rozumiesz? Zaraz tu będzie. I wszystko runie.

Seda zacisnęła zęby. W jej oczach błyskawicznie pojawiła się wściekłość.

– Jak mogłeś zrobić coś takiego? Nałożyć na mnie dodatkowy problem?!

– Nie miałem wyboru! – odpowiedział ostro Cihan. – Teraz to jest wyścig z czasem. Jeśli Gönül wróci z policją, jeśli zacznie drążyć… jesteśmy skończeni. Wyprowadź się z tego domu. Natychmiast.

Seda jednak tylko zimno się uśmiechnęła, choć w jej głosie słychać było ukryty tremor.

– Nie odejdę, bracie – powiedziała wolno, wyraźnie, jak ktoś, kto właśnie podjął nieodwracalną decyzję. – Gönül to twój problem. Rozwiąż go tak, jak potrafisz.

Rozłączyła się, zanim Cihan zdążył odpowiedzieć, patrząc na telefon z gniewem i frustracją, które tylko rosły.

Powyższy tekst stanowi autorskie streszczenie i interpretację wydarzeń z serialu Aşk ve Umut. Inspiracją do jego stworzenia były filmy Aşk ve Umut 279. Bölüm i Aşk ve Umut 280. Bölüm dostępne na oficjalnym kanale serialu w serwisie YouTube. W artykule zamieszczono również zrzuty ekranu pochodzące z tych odcinków, które zostały użyte wyłącznie w celach informacyjnych i ilustracyjnych. Wszystkie prawa do postaci, fabuły i materiału źródłowego należą do ich prawowitych właścicieli.

Podobne wpisy