Miłość i nadzieja odc. 374: DNA nie kłamie: Sila jest córką Feraye!

Feraye jest w parku.

„Miłość i nadzieja” – odcinek 374 – szczegółowe streszczenie

Bahar siedzi na kanapie z markotną miną, ściskając poduszkę tak mocno, jakby od tego zależało jej życie.

– Mamo, ten pomysł w ogóle mnie nie przekonuje – mówi z westchnieniem. – Feraye w to nie uwierzy. Zrobi kolejny test DNA i wszystko wyjdzie na jaw.

Cavidan macha lekceważąco ręką.

– Uwierzy, uwierzy. A nawet jeśli nie… najważniejsze, że da nam pieniądze.

Bahar marszczy czoło i zaciska palce na poduszce jeszcze mocniej.

– Mamo, prosiłam cię o Kuzeya, a ty… znalazłaś mi nową mamę.

– Powinnaś być wdzięczna, moja córko – oznajmia Cavidan tonem, jakby wygłaszała mądrą prawdę. – Zapewniłam ci dostatnią przyszłość.

Bahar prycha.

– Chyba sobie – rzuca. – Zgarniesz wszystkie pieniądze i pojedziesz do Ayvalik ze swoim Suko, by tam żyć jak królowa.

Cavidan siada obok niej i obejmuje ją za ramię, nagle łagodniejąc.

– Córko, posłuchaj. Dostaniesz Kuzeya – mówi miękko. – Twoja nowa mama nie pozwoli, żebyś cierpiała. Kuzey to siostrzeniec męża Feraye, a ty… będziesz jej biologiczną córką.

– I co z tego? – marudzi Bahar, ale jej spojrzenie nie jest już tak zimne.

– Feraye powie Bulentowi, żeby porozmawiał z Kuzeyem. Żeby mu wytłumaczył, że ma cię szanować, wspierać i do ciebie wrócić. – Cavidan uśmiecha się przebiegle. – Zrobi wszystko, żeby jej córka była szczęśliwa.

Bahar unosi głowę.

– Myślisz… że ona naprawdę to zrobi?

– Oczywiście! – potwierdza Cavidan pewnym tonem. – Odnalazła zaginioną córkę po latach. Będzie chciała ci to wynagrodzić. Ale… – nachyla się bliżej – musisz wylewać krokodyle łzy. Sprawić, żeby zrobiło jej się ciebie żal. Jak tylko poczuje się winna… będzie twoja.

W oczach Bahar miga pierwsza iskierka nadziei. Nieśmiało głaszcze się po policzku.

– Myślisz, że to zadziała?

– Jestem pewna. – Cavidan przytakuje z triumfem. – Dostaniesz fortunę w swoje ręce i odzyskasz Kuzeya.

***

W domu Feraye rozlega się dzwonek do drzwi. Melis, kipiąca sztuczną uprzejmością, otwiera je teatralnym gestem. W progu staje Cihan.

– Och, witaj, kochany – przeciąga przesadnie słodkim tonem. – Ponieważ twoja siostra siedzi w więzieniu, to ja musiałam otworzyć ci drzwi. Chciałabym zaproponować ci coś do picia, ale… cóż, służąca też jest w więzieniu. Co za zbieg okoliczności, prawda? Nasza służąca jest twoją siostrą. Niesłychane.

Cihan wywraca oczami.

– Nie działaj mi na nerwy, Melis.

– Dobrze, dobrze. – Melis macha ręką. – Pamiętasz, co ci niedawno mówiłam? Że pomogę ci zdobyć Zeynep? A ty spojrzałeś na mnie, jakbyś chciał mi splunąć w twarz.

– Nadal tak patrzę.

– W takim razie radzę ci szybko skorygować to spojrzenie.

– Dlaczego niby?

Melis przechyla głowę i uśmiecha się drapieżnie.

– Ponieważ jesteś bratem zabójczyni Melodi, a ja o tym wiem. Od początku wiedziałeś, co się dzieje w tym domu. To dlatego wkroczyłeś do życia Zeynep? Żeby chronić swoją siostrę? A może miałeś jeszcze inne plany?

– Do rzeczy, Melis. – Cihan zaciska szczękę. – Po prostu przejdź do sedna.

Melis w końcu mówi to wprost:

– Chcę od ciebie dziecka.

Cihan aż cofa głowę, jakby usłyszał największą bzdurę świata.

– O czym ty, do diabła, mówisz? Jakie dziecko?!

– Zanim Seda została aresztowana, obiecała, że znajdzie dla mnie dziecko. Teraz ty się tym zajmiesz.

– Nie wciągaj mnie w swoje chore gry. Wiem, że straciłaś ciążę. I wiem, że ojcem był Gokhan.

Melis uśmiecha się lodowato.

– Więc idź i powiedz to Egemu. Oboje poniesiemy konsekwencje.

Cihan mruży oczy.

– Jakie konsekwencje?

– Ege rozwiedzie się ze mną. A potem odbierze ci Zeynep.

Cihan parska.

– Nikt mi nie odbierze Zeynep. Jest moją narzeczoną.

– Możesz w to wierzyć. – Melis wzrusza ramionami. – Ale widzisz… mimo wszystkiego, co zrobiłam, nie udało mi się usunąć miłości z ich serc. Przy pierwszej okazji wrócą do siebie. Jeśli chcesz temu zapobiec, musisz ze mną współpracować.

Cihan oddycha ciężko.

– Czego konkretnie chcesz?

– Dokończysz plan twojej siostry – oznajmia z zimną pewnością. – Załatwisz mi dziecko.

Cihan prycha drwiąco.

– Więc chcesz zatrzymać Egego dzieckiem innej kobiety. Genialne. Ale wiesz, że to w końcu wyjdzie na jaw.

Melis tylko uśmiecha się jeszcze szerzej.

***

Pół godziny później Zeynep przychodzi do domu Feraye. Na podwórku spotyka Cihana i rozmawia z nim. Później, w kuchni, opowiada o tym Egemu.

– Coś się dzieje, Zeynep – mówi Ege, marszcząc brwi. – Kiedy mama i ja wróciliśmy z cmentarza, Melis była akurat w gabinecie. To znaczy, że ukryła tam Cihana, żebyśmy go nie zobaczyli.

– Ale dlaczego Melis miałaby ukrywać Cihana? – dziwi się Zeynep.

– Nie wiem. – Ege zaciska zęby. – Ale zamierzam się dowiedzieć.

W tej chwili do kuchni wchodzi Melis. Bledsza niż zwykle i poruszająca się z ociężałością.

– Kochanie, możemy pojechać do lekarza innym razem? – pyta miękkim tonem. – Jestem strasznie zmęczona. Zbiera mi się na wymioty.

– Nie, Melis – odpowiada Ege stanowczo. – Może być jakiś problem z dzieckiem. Lekarz musi cię zbadać.

– Przecież mówię, że jestem zmęczona. – Melis przewraca oczami. – Potrzebuję tylko odpoczynku.

Ege patrzy jej prosto w oczy.

– Rozmawiałaś dziś z Cihanem?

Melis zamiera na ułamek sekundy.

– Dlaczego pytasz?

– Zeynep próbowała się z nim skontaktować, ale nie mogła.

Melis wzrusza ramionami.

– Nie, nie rozmawiałam z nim.

Zeynep robi krok do przodu.

– A czy był dzisiaj tutaj?

– Nie, nie było go. Idę odpocząć.

Melis odwraca się i wychodzi.

Ege patrzy za nią, po czym nachyla się do Zeynep.

– Słuchaj… Melis kłamie – szepcze z napięciem.

***

Ege opuszcza dom, zdeterminowany, by śledzić Cihana. Zeynep zostaje sama. Chwilę później rozlega się dzwonek do drzwi. Dziewczyna otwiera — i zastyga na moment.

W progu stoi kobieta w zaawansowanej ciąży, ubrana skromnie, ale starannie. Na ramiona ma zarzucony gruby, fioletowy szal, tak duży, że niemal otula całą jej sylwetkę. Włosy ma związane chustą, a dłonie instynktownie trzyma na zaokrąglonym brzuchu. Jej twarz wygląda na zmęczoną, ale jednocześnie łagodną.

– Dzień dobry… czy zastałam panią Melis? – pyta nieśmiało.

Zeynep przygląda jej się uważnie.

– Kim pani jest?

– Jestem Fatma.

– Rozumiem. Proszę wejść. – Zeynep odsuwa się, robiąc jej miejsce. – Jesteś w ciąży, prawda? Mam nadzieję, że wszystko w porządku. Usiądź, proszę. Zaraz powiem Melis, że przyszłaś.

Fatma kiwnięciem głowy dziękuje i siada ostrożnie na sofie, jakby każdy ruch wymagał od niej wysiłku. Nerwowo splata dłonie na kolanach, jak osoba, która przyszła tu z czymś ważnym — i trudnym.

Zeynep wchodzi na górę i zagląda do sypialni Melis. Jej przyrodnia siostra leży niedbale przykryta kołdrą. Podnosi wzrok, z irytacją malującą się na twarzy.

– Na dole jest kobieta, która chce z tobą porozmawiać – oznajmia Zeynep.

– Jaka kobieta? – Melis marszczy brwi.

– Ma na imię Fatma.

Melis nagle uchyla oczy szerzej.

– Fatma? Nie znam żadnej Fatmy.

– Jest w ciąży. Tak jak ty.

Te słowa działają na Melis jak impuls elektryczny. Cała krew odpływa jej z twarzy. Nagle jej spojrzenie staje się czujne, ostre. Jakby w jednej sekundzie ułożyła wszystkie elementy układanki.

– Jest… w ciąży? – powtarza, choć już doskonale wie, o co chodzi.

Zrywa z siebie kołdrę, wstaje bez słowa i idzie w stronę drzwi.

– W porządku. Zejdę do niej – mówi, a w jej głosie pobrzmiewa nerwowe napięcie, które Zeynep natychmiast wychwytuje, choć jeszcze nie rozumie, co naprawdę się dzieje.

Melis schodzi na dół — a każdy krok brzmi jak echo zbliżającej się katastrofy.

***

Kuzey, trzymając w dłoni świeżo wydrukowane wyniki DNA, czuje, jak serce bije mu pod gardłem. To potwierdzone. Sila jest córką Feraye. Wszystkie elementy układanki wskoczyły na miejsce.

Niezwłocznie dzwoni do Feraye, ale telefon milczy. Drugi sygnał. Trzeci. Brak odpowiedzi. Kuzey czuje rosnący niepokój.

Nie czeka ani chwili — wybiera numer Bulenta.

– Wujku, muszę natychmiast porozmawiać z ciocią! Wiesz, gdzie jest?

Po drugiej stronie słychać ciężkie westchnienie.

– Wiem – mówi Bulent głosem pełnym napięcia. – Śledzę ją od chwili, gdy wyszła z domu. Najpierw pojechała do banku, potem do notariusza… Wydaje mi się, że teraz zmierza na spotkanie z Cavidan. Ma ze sobą pieniądze. I pendrive.

Kuzey zamiera.

– Co ty mówisz, wujku?! Gdzie teraz jesteś?

– W parku. Tuż obok miejsca, do którego poszła.

– Wujku, słuchaj mnie bardzo uważnie. Ciocia pod żadnym pozorem nie może oddać Cavidan ani pieniędzy, ani nagrania! Pod żadnym!

– O jakim nagraniu mówisz, Kuzeyu?

Kuzey zaciska powieki.

– Na pendrivie jest dowód, że Bahar zepchnęła Hulyę z balkonu. Wujku, błagam, zatrzymaj ciocię! Zaraz tam będę.

***

Bulent przyspiesza kroku, ale Feraye znika mu z oczu między drzewami. Gdy dobiega na polanę, widzi tylko jej sylwetkę — malejącą z każdym krokiem, jakby wszystko wymykało się z jego rąk.

Feraye dociera na miejsce spotkania. W tle widać surową, betonową konstrukcję oporową lasu, a w powietrzu unosi się chłód późnego popołudnia. Cavidan już tam stoi, opatulona jasnym płaszczem, z czarną torbą przewieszoną przez ramię. Uśmiech, który jej posyła, jest zimny jak grudniowy wiatr.

– Widziałam twojego męża. Bulent cię śledzi – mówi tonem kogoś, kto ma nad innymi przewagę. – Naprawdę chcesz, żeby twój grzech wyszedł na jaw? Żeby twoje małżeństwo się rozpadło?

– O jakim grzechu mówisz? – głos Feraye drży, ale nie z lęku, tylko z narastającej furii. – Mówisz o moim dziecku. O mojej córce. Ona żyje i chcę ją zobaczyć!

Cavidan wzrusza ramionami.

– A co powie Bulent, kiedy się o tym dowie? Że urodziłaś dziecko, zanim się poznaliście? Że o niczym mu nie powiedziałaś?

Feraye zaciska usta, walcząc z łzami.

– Myślałam, że moje dziecko umarło. Nie miałam powodu, żeby o tym mówić. To przeszłość.

– Przeszłość? – Cavidan parska. – Bulent też miał przeszłość. Też ukrył córkę. Nawet wprowadził ją do waszego domu. Naciye mi wszystko opowiedziała. Myślę… – pochyla głowę, jakby zwierzała się przyjaciółce – że ona wiedziała o wszystkim od początku. Wiesz, jaka jest. Przy swoich dzieciach i rodzeństwie jest słodka jak miód, ale na samą myśl o synowej czuje nienawiść.

– Nie przyszłam tu, żeby słuchać, jak opluwasz moją rodzinę. – Feraye robi krok naprzód. – Chcę prawdy. Powiedz mi, gdzie jest moja córka!

Cavidan przekrzywia głowę.

– Masz pieniądze i nagranie?

Feraye w milczeniu zdejmuje torbę z ramienia i rzuca ją na ziemię.

– Tu jest wszystko. Pieniądze i pendrive. Teraz spełnij swoją część umowy. Pokaż mi moją córkę. Natychmiast.

Powyższy tekst stanowi autorskie streszczenie i interpretację wydarzeń z serialu Aşk ve Umut. Inspiracją do jego stworzenia były filmy Aşk ve Umut 283. Bölüm i Aşk ve Umut 284. Bölüm dostępne na oficjalnym kanale serialu w serwisie YouTube. W artykule zamieszczono również zrzuty ekranu pochodzące z tych odcinków, które zostały użyte wyłącznie w celach informacyjnych i ilustracyjnych. Wszystkie prawa do postaci, fabuły i materiału źródłowego należą do ich prawowitych właścicieli.

Podobne wpisy