„Panna młoda” Odc. 13 – streszczenie
Derya niemal podskakuje z radości, gdy na ekranie telefonu pojawia się powiadomienie.
— Hancer! Szybko, chodź tu! — krzyczy na cały dom, nie panując nad euforią.
Hancer wpada do salonu w jednej chwili. Serce bije jej jak oszalałe. Dopiero gdy widzi Cemila siedzącego spokojnie obok żony, oddycha z ulgą.
— Przestraszyłam się, bratowo… — mówi, łapiąc oddech. — Myślałam, że coś stało się bratu. Dlatego tak krzyczałaś?
Derya nie odpowiada od razu. Z triumfalnym uśmiechem wyciąga w jej stronę telefon.
— Spójrz. Beyza zaprosiła mnie do znajomych.
Hancer zerka na ekran bez entuzjazmu, wciąż dochodząc do siebie.
— To… dlatego?
— Dlatego?! — Derya aż klaszcze w dłonie. — Twoja bratowa właśnie zdobyła zamek od środka! Rozumiesz? To pierwszy krok. Powoli wszystkich ich oczaruję. Beyza jest kluczem do tej rezydencji. A ty… — zerka znacząco na Hancer — też jej się spodobałaś.
— Nie ma osoby na świecie, która nie polubiłaby mojej siostry — wtrąca Cemil z dumą i ciepłym uśmiechem.
Derya odwraca się do Hancer i nagle poważnieje.
— Słuchaj mnie uważnie. Dobrze dogaduj się z tą kuzynką. Ona się tobą interesuje, więc nie bądź wobec niej obojętna. Jeśli kiedyś pojawi się jakiś problem… — zawiesza głos — będzie po twojej stronie.
— Jaki problem? — pyta Cemil, marszcząc brwi. — Co masz na myśli?
— Wiesz… — Derya wzrusza ramionami. — Życie. Zawsze coś się wydarza. A Beyza, choć jest tylko kuzynką, nadal należy do rodziny Develioglu. To ważne. Dlatego trzymaj się jej blisko, Hancer.
Derya znów pochyla się nad telefonem i zaczyna przeglądać zdjęcia na profilu Beyzy. Nagle mruży oczy.
— Czekaj… — przybliża ekran. — Ona ma pierścionek na palcu. Więc… ona jest mężatką!
Podnosi wzrok, wyraźnie zaintrygowana.
— Czyli musiała się rozwieść i wrócić do domu ciotki. Przecież mówili, że mieszka w rezydencji. Na pewno tak było.
Hancer odwraca wzrok. Jej głos jest cichy, niemal obojętny.
— Co nas to obchodzi, bratowo?
Ale choć mówi spokojnie, w jej spojrzeniu czai się niepokój.
***
Beyza z trudem przedziera się przez wąskie uliczki dzielnicy. Jej eleganckie szpilki zapadają się w nieutwardzony grunt, a każdy krok wywołuje irytację. Zatrzymuje się, rozgląda uważnie — i wreszcie rozpoznaje dom. Ten sam, który widziała na zdjęciach. Obok altana. Grill. Podchodzi bliżej i dostrzega w palenisku resztki popiołu.
Ślad po spotkaniu.
Po tym wieczorze.
Po pierścionkach.
— Rozniosę na strzępy ten wasz szczęśliwy, rodzinny obrazek — mruczy pod nosem, zaciskając palce na torebce.
Zdecydowanym krokiem podchodzi do drzwi i puka.
Otwiera jej Hancer — w piżamie, kapciach, z potarganymi włosami. Zaskoczona, jeszcze półprzytomna. Beyza uśmiecha się powoli, przeciągle, mierząc ją wzrokiem od stóp do głów.
***
Kwadrans później Hancer — przebrana w codzienny strój — siedzi w pokoju dziennym razem z Deryą i Beyzą. Na stoliku paruje kawa.
— Przepraszam, że nie mamy niczego do podania — mówi Derya z zakłopotanym uśmiechem.
— Spokojnie — odpowiada Beyza lekko. — Nie przyszłam tu jeść. Przyszłam sprawdzić, czy z Hancer wszystko w porządku. Nic ci nie jest, prawda? — zerka na nią uważnie. — Wczoraj nagle upadłaś. Poczułam się winna. Żałuję, że powiedziałam ci, że tam zamieszkasz.
Na moment milknie, po czym dodaje ciszej:
— Rozumiem, że dom ci się nie spodobał. W porównaniu z rezydencją jest…
— Nie — przerywa jej Hancer stanowczo, choć w głosie pobrzmiewa niepewność. — To nie o to chodzi. Nie interesują mnie luksusy ani przepych. Po prostu… mam złe przeczucia. Odkąd zobaczyłam ten dom, czuję niepokój.
Beyza unosi brwi.
— Czy moje słowa tobą wstrząsnęły? Mówiłam, że moja ciocia nie była tam szczęśliwa. Nie powinnam była ci tego mówić.
— Nie — Hancer kręci głową. — To nie ma z tym nic wspólnego. Chodzi o mnie. Ten dom mnie przeraża. Nie potrafię tego racjonalnie wyjaśnić.
— W takim razie powiedz im, że chcesz mieszkać w rezydencji — proponuje Beyza spokojnie.
— Z panią Mukadder? — Hancer krzywi się wyraźnie.
— Jeśli nie chcesz mieszkać z teściową, trudno — wzrusza ramionami Beyza.
— Dlaczego miałaby nie chcieć? — wtrąca się Derya. — To w końcu matka jej męża. On ją bardzo ceni i szanuje. Hancer też znajdzie z nią wspólny język. Zresztą… Cihan jest bardzo przywiązany do swojej matki.
— Tak — potwierdza Beyza. — Ona jest dla niego wszystkim. Ma trudny charakter, to fakt, ale jeśli będziesz jej posłuszna, nie będzie żadnych problemów. A jeśli Cihan zobaczy, że ją szanujesz, nie będzie nalegał na ten stary dom. Będzie dobrze. Będziemy mieszkać razem. Duża rodzina to coś pięknego.
— W tej rezydencji jest mnóstwo pokoi — dodaje Derya z entuzjazmem. — Na pewno znajdzie się jeden dla nowej synowej.
— Na parterze jest wydzielona przestrzeń — mówi Beyza, patrząc prosto na Hancer. — Mogę cię tam zakwaterować.
— To byłoby… lepsze — przyznaje Hancer cicho.
— A jeśli Cihan się nie zgodzi — ciągnie Beyza — zapytaj go dlaczego. Masz prawo znać powód. W końcu mieszkał w rezydencji z byłą żoną. Dlaczego miałby nie chcieć mieszkać z tobą?
— Teraz mam do niego zadzwonić? — pyta Hancer niepewnie.
— Oczywiście! — wtrąca się Derya. — Trzeba kuć żelazo, póki gorące. Zamiast się zamartwiać, zapytaj go wprost.
Hancer waha się tylko chwilę. Sięga po telefon, dzwoni do Cihana i po krótkiej rozmowie umawia się z nim za godzinę w kawiarni przy plaży.
Beyza podnosi się z kanapy.
— Muszę już iść. Mam jeszcze sporo spraw do załatwienia.
— Dobrze, że przyszłaś — mówi Derya z ulgą. — Uratowałaś nas przed naprawdę dużym problemem.
Beyza uśmiecha się lekko.
— Do zobaczenia. Powodzenia, Hancer.
Gdy drzwi się zamykają, w pokoju zostaje cisza. A w sercu Hancer — niepokój, który zamiast słabnąć, narasta.
„Panna młoda” Odc. 14 – streszczenie
Hancer i Cihan siadają przy stoliku w ogródku kawiarni. Dziesięć metrów dalej, za szybą lokalu, Beyza obserwuje ich uważnie, udając, że przegląda telefon. Ani na chwilę nie spuszcza ich z oczu.
— Dlaczego to musi być ten konkretny dom? — zaczyna Hancer cicho, ale stanowczo. — Dlaczego akurat tam mamy mieszkać?
Cihan opiera się wygodniej na krześle.
— Myślę, że znasz odpowiedź — odpowiada chłodno. — Nie muszę się przed tobą tłumaczyć.
— Nie proszę o tłumaczenia — mówi szybko. — Proszę tylko, żebyś spróbował mnie zrozumieć. Ja naprawdę… nie mogę mieszkać w tym domu.
— Co jest z nim nie tak? — unosi brew. — Będziesz miała dach nad głową. Swój własny. Czego jeszcze chcesz?
Hancer nabiera powietrza, jakby zbierała się na odwagę.
— A gdybyśmy zamieszkali gdzie indziej? — proponuje ostrożnie. — Na przykład w rezydencji. Obiecuję, że nie będę sprawiać problemów. Będę robić wszystko tak, jak chce twoja matka. Zasady, porządek, cisza… Zniosę to. Wiele synowych mieszka z teściowymi. Proszę cię… tylko nie zmuszaj mnie do życia w tamtym domu.
Cihan milczy. Przez chwilę przygląda się jej twarzy, po czym kąciki jego ust unoszą się w ledwie zauważalnym uśmiechu.
— Czy powiedziałam coś śmiesznego? — pyta zdezorientowana. — Dlaczego się uśmiechasz?
— Bo jesteś zabawna — odpowiada spokojnie. — Ty, twoja bratowa i twój brat. On zdecydowanie jest najzabawniejszy.
Hancer blednie.
— Liczyłam na prostą odpowiedź. Myślałam, że mnie zrozumiesz.
— Rozumiem — mówi nagle Cihan i pochyla się do przodu. Niespodziewanie ujmuje jej dłonie i zamyka je w swoich, patrząc jej prosto w oczy. — Rozumiem doskonale.
Z perspektywy Beyzy wygląda to jednoznacznie: bliskość, dotyk, spojrzenia. Jak intymna scena.
— Co do diabła?! — syczy pod nosem.
— Tego właśnie chcesz, prawda? — pyta Cihan, nie puszczając rąk Hancer.
Beyza nie wytrzymuje. Zrywa się od stolika i szybko opuszcza kawiarnię tylnym wyjściem.
Dokładnie w tej samej chwili Hancer gwałtownie cofa dłonie, wyszarpując je z jego uścisku.
— Co ty robisz?! — pyta ostro.
— Dlaczego ci to przeszkadza? — odpowiada spokojnie.
— Bo nie masz do tego prawa! — jej głos drży ze złości. — Między nami nie ma takiej relacji!
— Doskonale — kiwa głową. — Skoro jesteś tego świadoma, przestańmy udawać. Skoro nie mamy takiej relacji, to dlaczego stawiasz mi żądania? — nachyla się ku niej. — Myślisz, że stworzymy prawdziwą rodzinę? Dom? Ja nie zamierzam niczego budować. Nigdy o tym nie marzyłem.
— Gdybym marzyła o domu i rodzinie, nie siedziałabym teraz z tobą — odpowiada twardo Hancer.
— Skoro oboje wiemy, na czym stoimy, przestań opowiadać bajki swojemu bratu.
— Co mój brat ma z tym wspólnego? — marszczy brwi.
Cihan sięga po telefon i pokazuje jej ekran.
— Co to jest? — pyta zaskoczona.
— Wasza rodzinna grupa — mówi chłodno. — Twój brat ją założył. Nie wiedziałaś?
— Nie… przysięgam, pierwszy raz to widzę.
— Ty też w niej jesteś. — Odkłada telefon. — Słuchaj uważnie. Skoro nie tworzymy prawdziwej rodziny, nie życzę sobie takich zabaw. Nie chcę rodzinnych rozmów, zdjęć, planów. Przekaż to swojemu bratu.
— On nie zna prawdy. Nie wie o umowie — mówi cicho. — Polubił cię…
— To mnie nie interesuje. — Głos Cihana twardnieje. — Ty, twoja bratowa i twój brat nie możecie przekraczać tej granicy. Jeśli jeszcze raz mnie w to wciągniecie, porozmawiam z nim osobiście i jasno pokażę mu, gdzie jest jego miejsce.
— Zrobił to, bo cię polubił — rzuca Hancer z goryczą. — Skąd miał wiedzieć, jakim jesteś człowiekiem?
Cihan wstaje, poprawia marynarkę i pochyla się nad nią.
— W takim razie idź i mu to wyjaśnij.
Odchodzi szybkim, zdecydowanym krokiem, nie oglądając się za siebie.
***
W innej, bardziej zacisznej kawiarni Beyza siedzi naprzeciwko Yoncy. Jej palce nerwowo bębnią o blat stołu, a oczy błyszczą gniewem. Bez słowa odblokowuje telefon i przesuwa go w stronę rozmówczyni.
— Spójrz na to — syczy. — Ci idioci wrzucili to do Internetu.
Na ekranie widnieje zdjęcie udostępnione przez Deryę na Instagramie: Cihan i Hancer, obok siebie, uśmiechnięci, wyglądający jak świeżo zakochana para.
— Robią wszystko, żeby doprowadzić Cihana do szału — dodaje Beyza, zaciskając szczękę.
Yonca bierze telefon i przygląda się zdjęciu z obojętną miną.
— Ta kobieta ma sto pięćdziesiąt obserwujących — zauważa chłodno. — Głównie ludzie z jej dzielnicy. Co niby może się stać, nawet jeśli to wrzuciła?
— Nie obchodzi mnie, ilu ma obserwujących — ucina Beyza. — Teraz ty coś udostępnisz.
Sięga do torebki i wyciąga złoty łańcuszek. Delikatnie kładzie go na stoliku, przesuwając w stronę Yoncy.
— Napiszesz do któregoś z portali plotkarskich. — Jej głos staje się lodowaty. — Niech zrobią z tego porządną sensację. Dobry nagłówek, coś w stylu: „Ożenił się z inną zaledwie kilka dni po rozwodzie”. Niech wszyscy się o tym dowiedzą. Rozumiesz?
Yonca unosi wzrok znad biżuterii i patrzy na Beyzę uważnie.
— Dlaczego patrzysz na mnie w ten sposób? — prycha Beyza. — Masz jakiś problem?
— Widzę kobietę, która sama strzela sobie w stopę — odpowiada spokojnie Yonca. — Gdybyś nie usunęła tamtej ciąży… może drugie dziecko byłoby chłopcem. A teraz? Poszłaś do kiepskiego lekarza i nie możesz mieć dzieci wcale.
— Dość! — Beyza wybucha, gwałtownie się prostując. — Żałuję tylko jednego: że wtedy tam z tobą pojechałam! Jasne jest, że nie chcesz mi pomóc!
Chwyta za łańcuszek, próbując go zabrać, lecz Yonca szybkim ruchem łapie jej dłoń i przytrzymuje.
— Spokojnie — mówi miękko, z cieniem uśmiechu. — Pomogę ci. Chciałam się tylko trochę podroczyć.
***
Mukadder zabiera Hancer do salonu sukien ślubnych, ale zamiast nowej kreacji wybiera dla niej znoszony, wyraźnie używany model. Dziewczyna czuje, jak narasta w niej wstyd i upokorzenie, jednak brakuje jej odwagi, by zaprotestować, więc milcząco przyjmuje tę decyzję.
Powyższy tekst stanowi autorskie streszczenie i interpretację wydarzeń z serialu Gelin. Inspiracją do jego stworzenia były filmy Gelin 5.Bölüm i Gelin 6.Bölüm dostępne na oficjalnym kanale serialu w serwisie YouTube. W artykule zamieszczono również zrzuty ekranu pochodzące z tych odcinków, które zostały użyte wyłącznie w celach informacyjnych i ilustracyjnych. Wszystkie prawa do postaci, fabuły i materiału źródłowego należą do ich prawowitych właścicieli.















