Panna młoda odc. 17: Hancer i Cihan ustalają datę ślubu!

Zbliżenie na twarz Cihana.

„Panna młoda” Odc. 17 – streszczenie

Hancer i Cihan wchodzą do urzędu stanu cywilnego niemal ramię w ramię, lecz między nimi nie ma ani bliskości, ani spokoju. W powietrzu czuć napięcie, jakby każde z nich niosło własny ciężar. Siadają naprzeciw urzędnika, który z rutynową uprzejmością bierze do ręki dokumenty.

— Chcemy złożyć papiery i zarezerwować termin ślubu — mówi Cihan chłodnym, rzeczowym tonem. — Jak najszybciej. Najlepiej w ciągu dwóch dni.

Urzędnik przegląda dokumenty, marszczy czoło i po chwili odkłada je na biurko.

— Niestety, to niemożliwe.

Hancer wzdryga się. Przez ułamek sekundy nie rozumie, co słyszy. Cihan prostuje się na krześle.

— Jak to niemożliwe? — pyta twardo. — Terminy są zajęte?

— Nie, panie Cihanie. Problem leży gdzie indziej — odpowiada spokojnie urzędnik. — Brakuje zaświadczenia potwierdzającego, że minął ustawowy termin na złożenie odwołania.

Hancer przenosi wzrok z urzędnika na Cihana. Jej twarz blednie.

— Jakiego odwołania? — pyta cicho, niemal szeptem.

Cihan przez moment milczy, po czym wzdycha ciężko.

— Pozwól, że wyjaśnię — mówi, odwracając się do niej. — Moja była żona ma prawo odwołać się od rozwodu przez czternaście dni. Rozwód został orzeczony… piętnaście dni temu.

Słowa zawisają w powietrzu jak uderzenie.

— Piętnaście dni… — powtarza Hancer, a jej oczy rozszerzają się z niedowierzania. — Czyli… w dniu rozwodu zacząłeś szukać nowej żony?

Jej głos drży, ale w tym drżeniu jest ból i gniew.

— Dość — ucina Cihan ostro. — Nie tutaj. Wyjdziemy i porozmawiamy na zewnątrz.

Hancer jednak nie zamierza rozmawiać. Wstaje gwałtownie, tak, że krzesło zgrzyta o podłogę. Do oczu napływają jej łzy, których nie potrafi już powstrzymać. Bez słowa opuszcza gabinet.

Cihan natychmiast rusza za nią, dogania ją na korytarzu i chwyta za ramię.

— Wrócisz tam i złożysz podpis — mówi niskim, nieznoszącym sprzeciwu głosem.

Hancer odwraca się ku niemu, cała drżąc.

— Prędzej podpiszę własny wyrok śmierci, niż to! — odpowiada ostro. Wyrywa ramię z jego uścisku. — Nie jestem kobietą, którą bierze się „z marszu”, dzień po rozwodzie!

Odwraca się i odchodzi szybkim krokiem, nie oglądając się za siebie. Cihan zostaje sam na korytarzu urzędu, z dokumentami, które nagle straciły jakiekolwiek znaczenie.

***

Beyza nerwowo krąży po podwórku, ściskając telefon w dłoni tak mocno, że aż bieleją jej palce. Co chwilę zerka na ekran, jakby spodziewała się kolejnego ciosu. Gdy z domu dobiega głos Fadime, zapraszającej ją na śniadanie, odpowiada bez zatrzymania się:

— Nie chcę!

W tej samej chwili na podjeździe pojawia się samochód Nusreta. Silnik gaśnie, drzwi się otwierają. Mężczyzna wysiada i przez moment tylko patrzy na córkę — na jej napiętą sylwetkę, zaciśnięte usta i wzrok pełen gniewu.

— Widzę, że wiadomości już do ciebie dotarły — mówi w końcu.

Beyza odwraca się gwałtownie.

— Jakie wiadomości? — pyta, choć w jej głosie nie ma ani krzty niewiedzy.

— Cihan pojechał zarejestrować ślub.

Słowa spadają jak policzek.

— I przyjechałeś z samego rana tylko po to, żeby mi to powiedzieć?! — wybucha. — Myślisz, że tego nie wiem?!

— Czy coś by się zmieniło, gdybym milczał? — odpowiada spokojnie Nusret. — Znasz Cihana. Lubi prowokować. Poślubi ją bez względu na to, co ktokolwiek powie.

— Nie rozumiem, co on w niej widzi! — syczy Beyza. — Co jeszcze mam zrobić, żeby wreszcie z niej zrezygnował?!

Nusret marszczy czoło. Przez chwilę wygląda, jakby liczył w myślach wszystkie szkody, jakie jego córka zdążyła już wyrządzić. Nagle coś sobie przypomina.

— Ta twoja wczorajsza „przyjaciółka”… — zaczyna powoli. — Gdy mnie zobaczyła, prawie spanikowała. Ty też byłaś dziwnie spięta. Co wy dwie kombinujecie?

Beyza zamiera. Jej ramiona sztywnieją, a spojrzenie ucieka w bok. Milczy.

— Beyza — mówi Nusret ostrzej. — Nie waż się niczego przede mną ukrywać. Nie pakuj się w sprawy, które później spadną nam na głowę.

— Nic nie robię… — rzuca słabo.

— Nie rób ze mnie głupca! — podnosi głos. — Co kombinujesz z tą kobietą?

Beyza zaciska szczęki. W końcu wyrzuca z siebie:

— To ona… to ona wysłała do mediów informację, że Cihan zostawił mnie dla tamtej dziewczyny.

Nusret rozkłada ręce i unosi wzrok ku niebu, jakby prosił o cierpliwość.

— Beyza… — mówi ciężko. — Ty igrasz z beczką prochu. Jedna iskra i wszyscy spłoniemy.

— Nie mogę stać bezczynnie, tato — odpowiada z desperacją. — Nie przestanę, dopóki Cihan nie da sobie z nią spokoju. I nie próbuj mnie powstrzymywać.

Nusret bierze głęboki oddech. Gdy znów na nią patrzy, jego głos jest już spokojniejszy — aż niepokojąco spokojny.

— Nie będę cię powstrzymywał. Ale jeśli już działasz, rób to mądrze. Bez śladów. Bez świadków.

Beyza patrzy na niego z niedowierzaniem.

— Nie jesteś na mnie zły?

— Twoja ciotka i Cihan popełnili błąd, wybierając tę dziewczynę — odpowiada chłodno. — I zapłacą za to. Ale nie tak, by dowiedzieli się, że to my stoimy za ich porażką. Jeśli chcesz wygrać, musisz zmienić strategię. Do tej pory robiłaś wszystko, żeby Cihan z niej zrezygnował… może czas zmienić cel.

Na twarzach ojca i córki pojawia się ten sam, porozumiewawczy uśmiech — cichy, niebezpieczny, pełen złych zamiarów.

***

W następnej scenie Beyza zamyka się w swoim pokoju. Zdecydowanym ruchem wysuwa szufladę komody i wyciąga niewielki album. Przez chwilę waha się, po czym wychodzi na balkon. Ciepłe światło zachodzącego słońca zalewa przestrzeń pomarańczowo-złotą poświatą. Beyza opada na fotel, zakłada nogę na nogę i powoli otwiera album.

Wyjmuje jedno zdjęcie.

Wpatruje się w nie długo, niemal bez mrugnięcia, jakby chłonęła każdy szczegół. Na jej twarzy nie ma już łez ani wściekłości — tylko zimna determinacja. Kąciki jej ust unoszą się w ledwie dostrzegalnym, niepokojącym uśmiechu.

— Skoro pojechaliście zarezerwować datę ślubu… — mówi półgłosem, gładząc palcem krawędź fotografii. — Niech to będzie mój prezent.

Uśmiech pogłębia się, nabiera czegoś mrocznego.

— O ile w ogóle do tego ślubu dojdzie — dodaje cicho. — Zobaczymy, Hancer, co zrobisz, kiedy zobaczysz mój prezent.

Beyza opiera się wygodniej w fotelu i znów spogląda na zdjęcie, jakby trzymała w dłoniach broń, która w odpowiednim momencie trafi prosto w serce.

Serce Hancer.

***

Nazajutrz Hancer i Cihan ponownie stawiają się w urzędzie stanu cywilnego. Tym razem wszystko przebiega szybko i bez przeszkód. Urzędnik podsuwa dokumenty, padają krótkie, oficjalne pytania, a potem długopisy suną po papierze. Data ślubu zostaje zarezerwowana. Decyzja zapada.

Gdy wychodzą z budynku, nie pada ani jedno słowo. Na schodach zatrzymują się na moment, po czym każde z nich rusza w inną stronę — jak dwoje obcych ludzi, których połączył tylko podpis na urzędowym formularzu.

Hancer idzie powoli, z opuszczoną głową. Jej dłonie drżą, a serce bije zbyt szybko.

Wyruszyłam w podróż, ale nie wiem, dokąd mnie zaprowadzi — myśli, czując narastający ciężar w piersi. — Boże… daj mi siłę. Spraw, żebym to przetrwała.

Cihan wsiada do samochodu. Przez chwilę siedzi nieruchomo, patrząc przed siebie, po czym sięga po telefon i wybiera numer matki.

— Ustaliliśmy datę ślubu — oznajmia chłodnym, rzeczowym tonem. — Jutro w rezydencji odbędzie się uroczystość. Zacznij przygotowania.

Rozłącza się, odkłada telefon i uruchamia silnik, jakby właśnie zamknął kolejny punkt na liście obowiązków, nie zdając sobie sprawy, że dla kogoś innego był to początek walki o przetrwanie.

***

W ostatniej scenie odcinka Beyza, upewniwszy się, że korytarz jest pusty, cicho otwiera drzwi do pokoju, w którym Fadime przygotowała dary dla panny młodej. Rozgląda się uważnie, nasłuchując, po czym wślizguje się do środka i zamyka drzwi bezszelestnie za sobą.

Podchodzi do stołu zastawionego starannie zapakowanymi prezentami. Przez chwilę gładzi dłonią jeden z pakunków, jakby celebrowała ten moment. Następnie rozwiązuje wstążkę, uchyla papier i rozsuwa równo złożone obrusy. Z wnętrza torebki wyciąga fotografię — swoje zdjęcie ślubne z Cihanem. To samo, na które jeszcze niedawno patrzyła na balkonie, skąpanym w świetle zachodzącego słońca.

Z zimną precyzją wsuw­a zdjęcie pomiędzy tkaniny, tak by nie było widoczne na pierwszy rzut oka, ale by musiało się ujawnić w odpowiedniej chwili.

— To zdjęcie zwali ją z nóg — szepcze do siebie z drapieżnym, triumfalnym uśmiechem.

Starannie zamyka pakunek, poprawia wstążkę i cofa się o krok, zadowolona z efektu. Po raz ostatni rzuca spojrzenie na prezenty, po czym opuszcza pokój, zostawiając za sobą cichą zapowiedź nadchodzącej burzy.

Powyższy tekst stanowi autorskie streszczenie i interpretację wydarzeń z serialu Gelin. Inspiracją do jego stworzenia były filmy Gelin 7.Bölüm i Gelin 8.Bölüm dostępne na oficjalnym kanale serialu w serwisie YouTube. W artykule zamieszczono również zrzuty ekranu pochodzące z tych odcinków, które zostały użyte wyłącznie w celach informacyjnych i ilustracyjnych. Wszystkie prawa do postaci, fabuły i materiału źródłowego należą do ich prawowitych właścicieli.

Podobne wpisy