Panna młoda odc. 38: Hancer i Cihan spędzają noc w jednym łóżku!

Cihan zerka na leżącą obok niego Hancer.

„Panna młoda” Odc. 38 – streszczenie

Cemil i Derya oddali swoją sypialnię Cihanowi i Hancer. Sami przenieśli się do salonu, który o tej porze tonie w ciepłym, przytłumionym świetle lampki stojącej na małym stoliku. Firanki z kwiatowym wzorem delikatnie falują przy uchylonym oknie, a ciszę przerywa jedynie cichy szum miasta.

Cemil leży na rozłożonej wersalce, przykryty grubym, kolorowym kocem. Ręce ma splecione pod głową, na twarzy spokój i niemal dziecięcą radość. Derya siedzi naprzeciwko, na drugiej wersalce. Ma na sobie piżamę w stonowanym kolorze, nogi podkurczone, a całą uwagę skupia na ekranie telefonu. Przesuwa palcem po zdjęciach lśniących, złotych bransoletek, które połyskują na ekranie jak obietnica lepszego jutra.

— Odkąd się pobraliśmy, to pierwsza noc, kiedy śpimy w oddzielnych łóżkach — odzywa się Cemil z lekkim uśmiechem. — A mimo to jestem naprawdę szczęśliwy. Bóg wysłuchał wszystkich moich modlitw. Otworzyliśmy sklep, a Hancer założyła rodzinę.

Derya nie reaguje. Jej palec zatrzymuje się na jednym ze zdjęć — masywna bransoletka z misternym wzorem odbija światło, jakby była stworzona po to, by przyciągać spojrzenia.

— Jakie to piękne… — wzdycha cicho, bardziej do siebie niż do męża.

— Oczywiście, że piękne — potwierdza Cemil, błędnie odczytując jej zachwyt. — Kiedy byliśmy dziećmi, było nas troje: Hancer, ja i babcia. Zawsze marzyłem o dużej rodzinie. Najpierw Bóg zesłał mi ciebie i Emira, a teraz dołączył do nas szwagier. — Jego głos mięknie. — Zupełnie jak w moich snach. Staliśmy się dużą, szczęśliwą rodziną.

— Czuję się jakaś… zagubiona — mówi Derya po chwili, nie odrywając wzroku od telefonu. — To wszystko wygląda tak bogato, tak imponująco, ale…

— Jest bogaty, to prawda — wchodzi jej w słowo Cemil, sądząc, że mówi o Cihanie. — Ale nie jest arogancki. Jest skromny. Widzisz, jak się do nas zbliżył? Przyszedł na otwarcie naszego małego sklepu, zostawiając swoją wielką firmę.

Derya uśmiecha się krótko, chłodno.

— Hancer ma szczęście — mówi. — Niełatwo znaleźć takiego bogacza… — zawiesza głos, po czym poprawia się szybko. — To znaczy… takiego męża.

Cemil marszczy lekko brwi, ale jego ton pozostaje łagodny.

— Dlaczego tak mówisz, Deryo? Pieniądze to jedno, ale Hancer ma serce jak diament. To chyba większe bogactwo, prawda?

— Oczywiście… — odpowiada bez przekonania. — Jedno i drugie jest bogactwem. — Odkłada telefon na chwilę i zerka w jego stronę. — Śpij już. Jutro musimy wcześnie wstać.

Cemil zamyka oczy niemal natychmiast, uspokojony jej słowami i własnymi myślami. Na jego twarzy pozostaje cień uśmiechu.

Derya jeszcze przez moment wpatruje się w ekran. Potem szybko wybiera kilka zdjęć najdroższych bransoletek i wysyła je do Mukadder. Do wiadomości dołącza także fotografię zamkniętych drzwi sypialni, za którymi znajdują się Cihan i Hancer. Dopiero wtedy odkłada telefon na stolik obok wersalki. W półmroku salonu jej spojrzenie błyszczy chciwością i cichą, niecierpliwą determinacją.

***

Mimo że dzielą jedną sypialnię, Cihan i Hancer nie kładą się razem do łóżka. On rozkłada na podłodze koc, tworząc prowizoryczne posłanie, a łóżko bez słowa zostawia żonie.

W tym czasie Derya czeka, aż jej mąż zaśnie. Gdy to wreszcie się dzieje, zsuwa się bezszelestnie z kanapy. Ostrożnie, jak złodziej w cudzym domu, podchodzi do drzwi sypialni i zagląda przez dziurkę od klucza. Widok, który dostrzega, sprawia, że jej usta zaciskają się w cienką linię — Hancer leży sama na łóżku, a Cihan śpi na podłodze, odwrócony plecami.

— Boże… znowu wszystko na mojej głowie — szepcze z irytacją.

Wraca do salonu i poprawia koc na Cemilu, dokładając kolejny, by chłód nie wyrwał go ze snu. Potem, z tym samym zdecydowaniem, otwiera na oścież okno w przedpokoju. Zimne, nocne powietrze natychmiast wdziera się do środka, sunąc po podłodze jak lodowaty język.

— Teraz nie będą mieli wyboru — mówi cicho, z przekonaniem. — Przytulą się, żeby się ogrzać.

***

W sypialni Cihan nagle budzi się i siada na posłaniu. Przeciąg owiewa mu nogi, zimny i nieprzyjemny.

— Skądś wieje… — mruczy, marszcząc brwi.

— Od okna — odpowiada Hancer, odwracając głowę w jego stronę. — Nigdy się dobrze nie domyka.

Sięga po ręcznik, zwija go w ciasny rulon i wciska w szczelinę przy parapecie. Przeciąg słabnie, ale chłód wciąż unosi się w powietrzu.

— To niewiele dało — zauważa Cihan. — Wieje też pod drzwiami.

— Gdy ogień w piecu gaśnie, zawsze robi się chłodniej — mówi Hancer cicho. — Ale dziś… jest inaczej. Zdecydowanie zimniej.

Cihan podnosi się, zwija mały dywanik i wsadza go pod drzwi. Przez chwilę stoją w milczeniu, nasłuchując. Chłód nie ustępuje.

— Mamy elektryczny grzejnik — przypomina sobie Hancer. — Mogę go przynieść.

— Nie — odpowiada od razu. — Nie budźmy wszystkich w środku nocy. Śpij.

— Ale tobie jest zimno — mówi łagodniej. — Chodź do łóżka, jeśli chcesz. Do rana jakoś wytrzymamy… razem.

Cihan patrzy na nią przez chwilę. W jego spojrzeniu widać walkę między rozsądkiem a czymś znacznie bardziej ludzkim.

— Nie chcę ci przeszkadzać — mówi w końcu.

— Jest naprawdę bardzo zimno — powtarza Hancer. — Chodź. Nie bądź uparty.

Po chwili wahania Cihan wstaje i kładzie się obok niej, zostawiając między nimi wyraźną granicę — rząd poduszek, jakby miały strzec niewidzialnego porządku. Leżą sztywno, odwróceni w przeciwnych kierunkach, a jednak żadne z nich długo nie zamyka oczu.

Co chwilę, niemal nieświadomie, zerkają w swoją stronę — czujni, niespokojni, świadomi czyjejś bliskości bardziej niż kiedykolwiek wcześniej.

***

Wstaje nowy dzień. Mukadder, jeszcze zanim zdąży na dobre otrząsnąć się ze snu, kieruje pierwsze kroki do pokoju syna. Otwiera drzwi z wyraźnym napięciem — i natychmiast jej twarz rozjaśnia satysfakcja. Pomieszczenie jest puste, a łóżko perfekcyjnie pościelone, jakby nikt nawet nie próbował się w nim położyć. To jasny znak: nie wrócił na noc do domu.

— A więc stało się… — mówi z uśmiechem, który powoli rozlewa się po jej twarzy. — Derya dotrzymała obietnicy.

Splata dłonie na wysokości piersi i unosi wzrok ku górze.

— Daj Boże, żeby ta noc zaowocowała wnukiem — dodaje z nabożną nadzieją, jakby mówiła modlitwę, która właśnie zaczyna się spełniać.

***

Zupełnie inny nastrój panuje w domu Nusreta. Beyza zdrzemnęła się na kanapie, wyczerpana niepokojem i bezsenną nocą. Nagle zrywa się z krzykiem. Jej ciało jest mokre od potu, a oddech urywany, jakby przed chwilą walczyła o życie. Łapczywie chwyta powietrze, a serce bije jej jak oszalałe.

Natychmiast obok niej pojawia się Nusret.

— Beyza, córko! — woła z przerażeniem, kucając przy kanapie. — Co się stało? Wszystko w porządku?

— Koszmar… — wydusza, drżąc. — Straszny koszmar.

Przeciera spocone czoło i przez chwilę milczy, jakby bała się wypowiedzieć to, co widziała.

— Cihan przywiózł tę dziewczynę do rezydencji — mówi w końcu. — Ciocia powitała ją jak synową. Wszyscy byli szczęśliwi… wszyscy oprócz mnie. — Jej głos się łamie. — A potem mnie skreślili. Cihan wyrzucił mnie z domu.

Chowa twarz w dłoniach, ledwie powstrzymując łzy. Nusret kładzie jej dłoń na ramieniu, ściskając je ochronnie.

— Jesteś przemęczona i zestresowana — mówi łagodnie. — To dlatego przyśnił ci się taki koszmar. Nie myśl o tym.

— A jeśli to nie był tylko sen? — pyta, podnosząc na niego przerażone oczy. — A jeśli naprawdę mnie wyrzucą?

Nusret prostuje się gwałtownie, jakby te słowa obudziły w nim bojową gotowość.

— Nikt się na to nie odważy. Ani moja siostra, ani Cihan. Nie pozwolę na to — mówi stanowczo. — Ale nie możemy stać z boku.

Wstaje i patrzy na córkę z determinacją.

— Przygotuj się. Jedziemy do rezydencji.

Beyza również wstaje. Jej strach ustępuje miejsca uporowi. Kiwa głową, a w jej spojrzeniu pojawia się zdecydowanie. Bez słowa odchodzi do swojego pokoju, gotowa walczyć o swoje miejsce.

***

Gdy Cihan i Hancer wychodzą z sypialni, śniadanie jest już gotowe. Na stole czekają talerze, miseczki z oliwkami i serem, parująca herbata oraz świeże pieczywo. Derya wstała skoro świt, by wszystko przygotować, a Cemil — mimo przeziębienia — wyszedł do sklepu po chleb, nie chcąc zawieść gości.

W powietrzu unosi się zapach herbaty i ciepłego pieczywa. Derya zerka na małżonków z niekrytą ciekawością, jakby próbowała wyczytać z ich twarzy odpowiedź na jedno, najważniejsze pytanie.

Derya i Hancer przechodzą do kuchni. Przez chwilę panuje milczenie, które pierwsza przerywa Derya.

— Jak minęła noc? — pyta z pozorną niewinnością, lecz w jej oczach błyszczy zainteresowanie. — Było chłodno… Spaliście wtuleni w siebie, prawda?

Hancer zatrzymuje się na moment. Odwraca się powoli i patrzy na bratową poważnym, przenikliwym spojrzeniem.

— Dobrze wiem, co próbowałaś zrobić, bratowo — mówi spokojnie, bez cienia uśmiechu.

— Co takiego, kochana? — Derya unosi brwi, udając zdziwienie.

— Celowo wychłodziłaś dom, żebyśmy położyli się razem — odpowiada Hancer wprost. — Myślałaś, że zmusisz nas do bliskości. Udało ci się tylko jedno: przeziębić mojego brata.

Po tych słowach Hancer odwraca się i wychodzi z kuchni, nie czekając na odpowiedź. Jej kroki są zdecydowane, a twarz napięta.

Derya przez chwilę stoi nieruchomo, po czym na jej ustach pojawia się ledwie dostrzegalny uśmiech. Nie wygląda na zranioną ani zawstydzoną. Wręcz przeciwnie — jest spokojna i pewna siebie, jak ktoś, kto i tak uważa, że wygrał.

— Może nie doszło do zapłonu — szepcze do siebie. — Ale ogień wciąż się tli.

Jej spojrzenie błyszczy cichą satysfakcją.

— Osiągnęłam to, czego nie osiągnął nikt inny — dodaje z przekonaniem. — Położyłam ich w tym samym łóżku.

Na chwilę zamyśla się, jakby już widziała przyszłą nagrodę.

— Zasłużyłam na złotą biżuterię od pani Mukadder.

***

Fadime stoi przy kuchence i gotuje kawę w małym rondelku. Aromat świeżo mielonych ziaren wypełnia kuchnię. Obok niej krzątają się Aysu i Gülsüm, co chwila wymieniając porozumiewawcze spojrzenia.

— Wszyscy zastanawiają się, kiedy nastąpi koniec świata — odzywa się Aysu z powagą, w której pobrzmiewa kpina. — A my właśnie byłyśmy jego świadkami.

Fadime odwraca się do córki, unosząc brwi.

— Co ty znowu wygadujesz?

— Czy nie widziałaś dziś tej czarnej wdowy Mukadder? — ciągnie Aysu półgłosem. — Nikogo nie skarciła, nikogo nie zrugała. Wyobrażasz sobie? Nawet zaprosiła nas do stołu.

— Aysu ma rację, siostro Fadime — wtrąca Gülsüm, przytakując. — Odkąd tu pracuję, pierwszy raz widzę panią Mukadder w takim stanie. Jakby była zupełnie inną osobą.

Fadime przez chwilę miesza kawę, po czym kręci głową.

— Nie będę kłamać — przyznaje cicho. — Jestem tu od lat i jeszcze nigdy nie widziałam jej tak łagodnej.

— Może szykuje się do grobu? — rzuca Aysu bezceremonialnie.

— Boże, dziecko! — Fadime aż podskakuje. — Ugryź się w język! Takich rzeczy się nie mówi!

Upomina córkę, ale po chwili sama parska cichym śmiechem, jakby absurd tej myśli ją rozbawił.

— Spokojnie, ona przetrwa wszystko — dodaje Aysu. — Ale coś musiało się wydarzyć.

— Nieważne co — ucina Fadime. — Zanieś jej kawę, zanim znów zmieni nastrój i nas zruga.

Aysu wchodzi do salonu z tacą. Mukadder siedzi w fotelu, skupiona na robótkach ręcznych. Druty poruszają się rytmicznie, a na jej kolanach spoczywa zaczęta na drutach niewielka część ubranka.

— Czy to kamizelka dla dziecka? — pyta Aysu, nie kryjąc ciekawości. — Wygląda, jakbyś spodziewała się wnuka. Stąd te przygotowania?

Sinem natychmiast posyła dziewczynie ostrzegawcze spojrzenie, ale Mukadder nawet nie drgnie. Jej twarz rozjaśnia ciepły, niemal matczyny uśmiech.

— Oby Bóg wysłuchał twoich słów — odpowiada spokojnie pani Develioglu.

W tej samej chwili drzwi rezydencji otwierają się i do środka wchodzą Nusret i Beyza.

— Nie dzwoniłaś do swojej bratanicy, więc sam ją przywiozłem — mówi Nusret rzeczowo. — Mam nadzieję, że nie ma z tym problemu.

— Żadnego — odpowiada Mukadder z uśmiechem, który zaskakuje wszystkich. — Beyza jest dla nas bardzo cenna. Była przygnębiona, więc powiedziałam jej, żeby odpoczęła. Nie chciałam dzwonić, żeby nie wywierać na niej presji.

Beyza marszczy lekko brwi. Coś w tym tonie brzmi nienaturalnie.

Co ta kobieta kombinuje? — myśli podejrzliwie. — Założyła maskę anioła, bo mój ojciec tu jest?

— Usiądźcie — dodaje Mukadder. — Napijemy się razem kawy.

— Ja tylko przywiozłem Beyzę — wyjaśnia Nusret. — Muszę jechać do pracy.

Po tych słowach żegna się i wychodzi niemal natychmiast.

— Ja też pójdę do swojego pokoju — mówi Beyza ostrożnie, spodziewając się, że teraz, bez obecności ojca, ciotka pokaże swoją prawdziwą twarz.

Nic takiego jednak nie następuje. Głos Mukadder pozostaje miękki i uprzejmy.

— Zostań — mówi łagodnie. — Napijemy się kawy i porozmawiamy.

Zdezorientowana Beyza spogląda na nią jeszcze raz, po czym siada na kanapie obok milczącej Sinem, nie wiedząc, czy bardziej powinna się cieszyć… czy obawiać.

Powyższy tekst stanowi autorskie streszczenie i interpretację wydarzeń z serialu Gelin. Inspiracją do jego stworzenia był film Gelin 23.Bölüm dostępny na oficjalnym kanale serialu w serwisie YouTube. W artykule zamieszczono również zrzuty ekranu pochodzące z tego odcinka, które zostały użyte wyłącznie w celach informacyjnych i ilustracyjnych. Wszystkie prawa do postaci, fabuły i materiału źródłowego należą do ich prawowitych właścicieli.

Podobne wpisy

  • Panna młoda odc. 46: Engin nie ma wątpliwości: Cihan się zakochał!

    Cihan, po rozmowie z Yasemin, rezygnuje z in vitro, by nie wywierać presji na Hancer, i planuje wspólny wyjazd do Hereke. Hancer podsłuchuje fragment rozmowy i uznaje, że wciąż jest dla niego jedynie sposobem na dziecko, dlatego w ostatniej chwili odmawia podróży. Cihan czuje się odrzucony i również rezygnuje z wyjazdu. W rezydencji Beyza doprowadza do wyrzucenia Fadime i Aysu, mimo braku dowodów kradzieży. Hancer przygarnia je do starego domu i zapowiada, że Cihan wszystko wyjaśni. Tymczasem Engin sugeruje Cihanowi, że zaczyna kochać Hancer, a Derya niemal zostaje przyłapana przez Cemila na ukrywaniu pieniędzy w donicy.

  • Panna młoda odc. 11 i 12: Dom z koszmaru! Hancer traci przytomność!

    Engin informuje Cihana o wizycie brata Hancer w firmie, a rozmowa ujawnia irytację Cihana koniecznością odgrywania „idealnego zięcia” i jego przekonanie, że Hancer kieruje się wyłącznie pieniędzmi. Derya i Hancer przyjeżdżają do posiadłości Develioglu z prezentami, a Derya chwali się zdjęciami z grilla i „zaręczyn”, co wywołuje zazdrość i gniew Beyzy. Cihan w ostrych słowach upokarza Hancer w gabinecie, zabrania jej rodzinie zbliżać się do Develioglu i każe natychmiast opuścić dom. Beyza prowadzi Hancer do starego domu na terenie posiadłości, gdzie dziewczyna doznaje silnego déjà vu i traci przytomność. Cihan znajduje ją nieprzytomną, oskarża Beyzę, ale po odzyskaniu świadomości Hancer błaga, by nie kazał jej mieszkać w tym domu. Cihan pozostaje niewzruszony, stawiając jej ultimatum, a Hancer odchodzi pieszo, przekonana, że miejsce ze snów kryje mroczną tajemnicę.

  • Panna młoda odc. 4: Cihan i Hancer podpisują umowę!

    Hancer przychodzi do rezydencji Develioglu i w cztery oczy spotyka się z Cihanem. Oświadcza, że zgadza się na małżeństwo, ale stawia warunek: chce pieniędzy i absolutnej tajemnicy przed rodzinami. Po ostrej wymianie zdań Cihan zatrzymuje ją i decyduje się na układ. W obecności domowników ogłasza Mukadder, że zawarł z Hancer umowę i poleca rozpocząć przygotowania do ślubu, czym wywołuje szok Beyzy i niepokój w rodzinie. Następnie zabiera Hancer do siedziby firmy, gdzie prawnik Engin przygotowuje kontrakt małżeński: milion dla Hancer i wysoka kara za zerwanie umowy. Hancer podpisuje dokumenty, otrzymuje zaliczkę w wysokości stu tysięcy i po raz pierwszy uświadamia sobie, że właśnie przypieczętowała decyzję, od której nie ma już odwrotu.

  • Panna młoda odc. 34: Cihan zabiera Hancer na kolację!

    Cihan zabiera Hancer na kolację, próbując przełamać napięcie po ostatnich wydarzeniach, lecz spotkanie szybko przeradza się w pełną chłodu i goryczy konfrontację. Hancer czuje się upokorzona i obca w świecie męża, a jej dystans tylko pogłębia konflikt. Tymczasem w rezydencji Aysu, córka Fadime, otwarcie krytykuje Beyzę i zwraca uwagę na jej podejrzaną obecność, a później drażni Mukadder. Wieczór Cihana i Hancer zostaje celowo zakłócony: do ich stolika trafia tort z życzeniami rocznicowymi, będący prowokacją Beyzy, która z satysfakcją obserwuje efekt swojej intrygi. Następnego dnia Hancer udaje się do Yasemin i oświadcza, że podjęła ostateczną decyzję o in vitro, prosząc ją o pomoc. Z kolei Mukadder pojawia się u Deryi, żądając, by ta zdyscyplinowała Hancer i zmusiła ją do podporządkowania się Cihanowi, jasno sugerując użycie presji i bólu.

  • Panna młoda odc. 48: Cihan przywraca Fadime i Aysu do rezydencji!

    Beyza, pobita przez Mukadder za kłamstwo o bransoletkach, oskarża Yoncę o zdradę – ta przyznaje, że oddała biżuterię Nusretowi i kpi, chwaląc się nowym naszyjnikiem oraz randką z nim. Mukadder wzywa Hancer i proponuje jej pieniądze za milczenie oraz usunięcie Fadime i Aysu z ich życia. Hancer odmawia i ujawnia sprawę Cihanowi. Wieczorem Cihan przyprowadza Fadime i Aysu do rezydencji jako gości, demaskując kłamstwo matki. Zmusza rodzinę do przyjęcia ich z powrotem, spłaca dług Aysu i zapowiada jej powrót do szkoły, biorąc za nią odpowiedzialność.

  • Panna młoda odc. 24: Cihan myśli, że Hancer zdradza go z Enginem!

    Hancer wraz z Enginem przyjeżdża na komisariat, gdzie dowiaduje się, że Cemil został zatrzymany z powodu długów. Dochodzi do ostrej konfrontacji z Deryą, która oskarża Hancer o brak pieniędzy i obojętność wobec losu brata. Engin decyduje się pomóc, proponując negocjacje z wierzycielami i odroczenie spłat, bez informowania Cihana. Tymczasem w starym domu Beyza odkrywa, że Hancer zostawiła czarną torbę, a następnie ukrywa się przed Fadime. Później Beyza odbiera telefon od Yoncy, która domaga się spłaty kolejnego długu. Cihan otrzymuje zdjęcie Hancer z Enginem pod komisariatem i uznaje to za zdradę. Cemil wychodzi na wolność, nieświadomy, że jego problemy nie zostały rozwiązane, a Hancer staje przed presją powrotu do męża, mimo że czuje, iż ten dom nie jest już dla niej bezpieczny.