„Panna młoda” Odc. 18 – streszczenie
Cihan i Engin wychodzą z budynku firmy. Popołudniowe powietrze jest ciężkie, a parking prawie pusty. Engin zatrzymuje się nagle i wskazuje głową w stronę stojącego nieopodal samochodu.
— Czy to nie twój szwagier? — pyta, spoglądając na Cemila, który czeka obok auta razem z Emirem, swoim przybranym synem.
Cihan mruży oczy.
— Co on tu robi…? — mruczy pod nosem.
Razem z Enginem podchodzą w ich stronę. Na widok Cihana twarz Cemila wyraźnie się rozjaśnia.
— Dzięki Bogu! — mówi z ulgą. — Zdążyłem, zanim wyszedłeś.
— Coś się stało? — pyta Cihan czujnie.
— Nie, nie. Wszystko w porządku — zapewnia Cemil szybko. — Derya zorganizowała w domu noc henny i… cóż, delikatnie mówiąc, wypędziła nas z Emirem. — Uśmiecha się krzywo. — Pomyślałem więc, że skoro kobiety świętują, my — jako mężczyźni — też powinniśmy. A ty… — Przenosi spojrzenie na Engina. — Jesteś przyjacielem mojego szwagra, prawda?
— Engin — przedstawia się prawnik, wyciągając dłoń. — Prawnik i przyjaciel Cihana.
— Naprawdę? — Cemil ściska jego rękę z entuzjazmem. — To świetnie się składa. W takim razie chodź z nami. Wszyscy razem. Będzie dobrze, zobaczysz.
Engin unosi brwi z lekkim rozbawieniem.
— Zawsze myślałem, że noc henny to raczej kobieca sprawa…
— W filmach mężczyźni też mają swoje świętowanie — odpowiada Cemil z przekonaniem. — I wcale nie wyglądają na nieszczęśliwych.
— Nie ma potrzeby robić z tego wielkiego wydarzenia — wtrąca chłodno Cihan. — Wiesz, że nie przepadam za takimi wyjściami.
— To najwyższy czas to zmienić — odpowiada Cemil stanowczo, ale z uśmiechem. — Nie psuj mi nastroju. Zabiorę was w miejsce, gdzie podają najlepsze jedzenie w całej okolicy. Nalegam.
Cihan i Engin wymieniają spojrzenia. Przez chwilę zapada cisza.
— Ja się piszę — mówi w końcu Engin, uśmiechając się lekko. — Nie odrzucajmy zaproszenia brata Cemila.
Cihan wzdycha, jakby ważył w myślach wszystkie „za” i „przeciw”, po czym niechętnie kiwa głową.
— Dobrze — mówi krótko. — Ale tylko na chwilę.
Na twarzy Cemila pojawia się szeroki, szczery uśmiech.
***
Hancer siedzi przed lustrem, nieruchoma, jakby bała się poruszyć. Znajoma pochyla się nad nią, starannie nakładając makijaż na noc henny. Pędzel sunie po jej policzku, a w lustrze odbija się twarz dziewczyny – blada, skupiona i pełna napięcia.
W tym czasie Derya krząta się po pokoju z niekrytą ekscytacją. Otaczają ją liczne pakunki przywiezione przez kobiety z rodziny Develioglu – eleganckie, przewiązane czerwonymi wstążkami, pachnące nowością i bogactwem. Jedną po drugiej rozwiązuje kokardy, rozkłada obrusy i wyciąga ozdobne tekstylia.
— Spójrz tylko na to… — mruczy pod nosem z zachwytem, przesuwając dłonią po delikatnej tkaninie.
Nagle coś wysuwa się spomiędzy materiałów. Mały prostokąt osuwa się bezszelestnie na podłogę i ląduje rewersem do góry. Derya marszczy brwi, schyla się i podnosi przedmiot. Odwraca go… i w tej samej chwili zamiera.
Jej palce drżą. Oczy rozszerzają się w niedowierzaniu.
To zdjęcie ślubne. Cihan. Obok niego kobieta w białej sukni. Beyza.
Derya czuje, jak krew odpływa jej z twarzy.
— O Boże… — wydusza ledwie słyszalnie.
— Co się stało, bratowo? — pyta Hancer, nie odrywając wzroku od swojego odbicia w lustrze. W jej głosie słychać lekką niepewność.
Derya reaguje instynktownie. Błyskawicznie składa zdjęcie i chowa je w dłoni, a potem pod bluzkę, jakby parzyło.
— Nic, nic… — mówi zbyt szybko. — Wydawało mi się, że podarłam rajstopy. Na szczęście tylko mi się zdawało. — Wymusza uśmiech. — Idę zajrzeć do salonu.
Odwraca się i wychodzi, zanim Hancer zdąży zadać kolejne pytanie.
***
Derya odnajduje Mukadder i prosi ją o rozmowę na osobności. Siadają na sofie w przedpokoju, z dala od gwaru kobiet i zapachu henny. Przez chwilę panuje cisza, ciężka i nieprzyjemna. W końcu Derya odzywa się cicho, ale zaskakująco stanowczo:
— W porządku, pani Mukadder. Pochodzimy z dwóch różnych światów. Mamy inne zwyczaje, inne zasady. Ale to… — zawiesza głos — to już za wiele.
Mukadder patrzy na nią chłodno.
— Gdzie widziałaś — ciągnie Derya — żeby pierwsza żona pana młodego przychodziła na noc henny jego przyszłej żony?
Wyciąga spod bluzki złożone zdjęcie i kładzie je między nimi. Mukadder zerka na fotografię, nie okazując ani cienia zaskoczenia.
— Proszę spojrzeć — mówi Derya ciszej. — Nie chcę żyć z poczuciem winy. Nie chcę niszczyć małżeństwa, które jeszcze się nawet nie zaczęło. Dlatego… — przełyka ślinę — dlatego nie powiedziałam nic Hancer.
— Dobrze zrobiłaś — odpowiada Mukadder krótko, bez emocji.
Derya nachyla się bliżej.
— Zostawiam pani ukaranie osoby, która podrzuciła to zdjęcie. Ja zachowam milczenie. Ale… — jej spojrzenie staje się znaczące — nie zostawi mnie pani chyba bez nagrody?
Mukadder przez moment mierzy ją wzrokiem, po czym powoli zsuwa z nadgarstka złotą bransoletkę. Delikatnie zakłada ją na rękę Deryi.
— To wystarczy — mówi chłodno.
Sięga po zdjęcie, ale Derya jest szybsza. Zanim Mukadder zdąży je chwycić, fotografia znika znów pod bluzką.
— Zatrzymam to dla siebie — oznajmia spokojnie, z cieniem triumfu w głosie.
Mukadder nie protestuje. Na jej ustach pojawia się ledwie dostrzegalny, niepokojący uśmiech.
***
Gdy noc henny dobiega końca i kobiety z rodziny Develioglu wracają do rezydencji, Mukadder nie traci ani chwili. Zanim jeszcze służba zdąży zdjąć jej płaszcz, rusza prosto do pokoju Beyzy. Otwiera drzwi z impetem.
— Zawstydziłaś mnie przed tymi biedakami! — grzmi, a jej głos drży od gniewu. — Wygląda na to, że mieszkam z wrogiem pod jednym dachem! Jak mogłaś zrobić coś tak głupiego?! Dzięki Bogu, że ta dziewczyna nie zobaczyła zdjęcia!
Beyza cofa się o krok, wyraźnie przestraszona furią Mukadder, ale po chwili prostuje plecy. W jej spojrzeniu pojawia się upór.
— Może nie dziś — odpowiada ostro — ale pewnego dnia i tak się dowie, że jestem byłą żoną Cihana.
— Ostrzegałam cię od samego początku, żebyś się nie wtrącała! — syczy Mukadder. — Ale to był mój błąd. Powinnam była wyrzucić cię z tego domu już dawno temu!
— To jest mój dom! — Beyza unosi głowę i góruje nad byłą teściową wzrostem. — Nigdzie się nie wybieram!
— Straciłaś prawo, by tu mieszkać. Wynoś się! — Mukadder chwyta ją brutalnie za ramię i ciągnie w stronę schodów, aż do samych drzwi wyjściowych.
Beyza wyrywa się gwałtownie.
— Nie odejdę! Cihan obiecał mi, że tu zostanę!
— Jeśli dowie się, co zrobiłaś, wyrzuci cię stąd szybciej niż ja — odpowiada lodowato Mukadder.
W tej samej chwili drzwi wejściowe otwierają się i do środka wchodzi Nusret. Mukadder bez wahania popycha Beyzę w jego stronę.
— Zabieraj stąd swoją córkę!
Nusret spogląda raz na siostrę, raz na roztrzęsioną córkę.
— Dlaczego każesz mi ją zabrać o tej porze? — pyta zdezorientowany. — Co się stało? Co ona zrobiła, siostro?
— Umieściła swoje zdjęcia ślubne wśród prezentów, które zawieźliśmy na noc henny — odpowiada Mukadder, z trudem panując nad emocjami. — Wbiła mi nóż w plecy. Zachowała się jak mój wróg. Nie chcę jej już więcej widzieć w tym domu.
Nusret gwałtownie odwraca się do Beyzy.
— Czy ty oszalałaś?! — pyta ostro. — Jak mogłaś zrobić coś takiego?!
— Nusrecie — Mukadder nie ustępuje — obiecałeś, że ją okiełznasz i że będzie robiła wszystko, co jej powiem. Widzisz teraz rezultat. Ona nie może tu dłużej zostać.
— Nawet gdybyś powiedziała, że może zostać — mówi Nusret chłodno — ja na to nie pozwolę. — Spogląda córce prosto w oczy. — Tego też nie potrafię ci wybaczyć. Nie możesz dłużej przebywać w tym domu.
— Tato?! — Beyza patrzy na niego z niedowierzaniem, jakby ziemia usuwała jej się spod nóg.
Mukadder, uznając sprawę za zakończoną, odwraca się na pięcie i odchodzi do salonu.
— Dlaczego się zgodziłeś? — syczy Beyza, gdy zostają sami. — Dlaczego?!
Nusret podchodzi bliżej i mówi już ciszej, bez gniewu:
— Jeśli chcesz wygrać, musisz wiedzieć, kiedy uderzyć, a kiedy się wycofać. Teraz jest czas na odwrót. — Otwiera drzwi i gestem zaprasza córkę. — Chodź.
Beyza wychodzi z ojcem bez słowa sprzeciwu. W jej oczach nie ma już strachu — tylko chłodna determinacja. Wie, że ta przegrana jest tylko chwilowa.
***
Nazajutrz przed rezydencję Develioglu podjeżdża czarny van. Hancer wysiada jako pierwsza. Ma na sobie prostą, ale elegancką suknię ślubną — czystą, jasną, idealnie dopasowaną do jej delikatnej sylwetki. Widać, że nie jest to kreacja z pałacowych salonów, a jednak bije od niej godność i spokój. Obok niej idą Cemil i Derya, wyraźnie przejęci chwilą.
Mukadder, stojąca na schodach rezydencji, natychmiast krzywi się z niezadowoleniem. Jej spojrzenie ślizga się po sukni Hancer, zbyt szybko, zbyt krytycznie. Doskonale widzi, że dziewczyna nie ma na sobie tej kreacji, którą sama jej wybrała.
Sinem natomiast uśmiecha się szczerze. Jej oczy rozjaśniają się, a na ustach pojawia się cień ulgi. Pochyla się lekko i mówi półgłosem, tak by nikt poza nią nie usłyszał:
— Dobrze, że jej nie założyła.
Mine klaszcze w dłonie, nie kryjąc zachwytu.
— Jest piękna! Jak księżniczka! — woła z dziecięcą szczerością.
Cihan podchodzi do Hancer. Staje tuż przed nią, twarzą w twarz. Przez krótką chwilę jego spojrzenie zatrzymuje się na jej twarzy, potem na sukni. Nic jednak nie mówi — żadnego komentarza, żadnego komplementu. Jego milczenie jest ciężkie, trudne do odczytania. Po chwili odwraca się i podaje rękę Cemilowi.
— Witaj — mówi krótko.
Wszyscy kierują się do wnętrza rezydencji. Wszyscy… poza Mukadder i Deryą, które zostają jeszcze na zewnątrz.
Derya rozgląda się niespokojnie.
— Nigdzie nie widziałam twojej bratanicy — zauważa ostrożnie.
Mukadder mruży oczy, a jej głos staje się chłodny i stanowczy.
— Nie lubię lekkomyślnego zaufania — odpowiada. — Skoro zdecydowałaś się milczeć, więc trzymaj się swojego postanowienia.
Jej spojrzenie jest ostrzeżeniem. Milczenie w tej rodzinie bywa cenniejsze niż prawda.
Powyższy tekst stanowi autorskie streszczenie i interpretację wydarzeń z serialu Gelin. Inspiracją do jego stworzenia były filmy Gelin 8.Bölüm i Gelin 9.Bölüm dostępne na oficjalnym kanale serialu w serwisie YouTube. W artykule zamieszczono również zrzuty ekranu pochodzące z tych odcinków, które zostały użyte wyłącznie w celach informacyjnych i ilustracyjnych. Wszystkie prawa do postaci, fabuły i materiału źródłowego należą do ich prawowitych właścicieli.














