„Panna młoda” Odc. 21 – streszczenie
Mukadder wchodzi do salonu pewnym, władczym krokiem, jakby całe to miejsce należało wyłącznie do niej. Jej obecność natychmiast zmienia atmosferę. Beyza i Sinem zrywają się z kanap, prostując plecy niemal odruchowo.
— Cihan spędzi dzisiejszą noc w starym domu — oznajmia chłodno pani rezydencji.
Słowa uderzają w Beyzę jak policzek. Na ułamek sekundy traci oddech, choć twarz stara się zachować nieruchomą.
— Sinem — ciągnie Mukadder, jakby nic się nie stało — zadzwoń do fryzjerki Aysegül. Powiedz jej, że zapraszam ją do rezydencji. Niech zabierze ze sobą wszystko, co potrzebne.
— Dobrze, mamo — odpowiada szybko Sinem. — Telefon mam w pokoju. Zaraz zadzwonię.
— Zaznacz, żeby nie zwlekała — dodaje Mukadder ostrym tonem. — Niech przerwie wszystko, czym się teraz zajmuje, i przyjedzie natychmiast. Zapłacimy jej odpowiednio.
— Oczywiście — Sinem kiwa głową i pospiesznie wychodzi.
Mukadder przenosi wzrok na Beyzę. Dziewczyna stoi nieruchomo, jakby skamieniała. Jej palce mimowolnie zaciskają się na materiale sukni.
— Pamiętasz sklep, w którym zawsze kupowałaś koszule nocne? — pyta Mukadder spokojnie. — Jak się nazywał?
— Po co ci to? — odpowiada Beyza oschle, z trudem powstrzymując drżenie głosu.
— Jeszcze nie zrozumiałaś? — Mukadder unosi brew. — Masz do nich numer?
— Nie mam. I nie pamiętam nazwy. Dawno tam nie byłam.
— Sklep „Petek” — wtrąca Fadime, stojąca cicho za plecami Mukadder. — Mają stronę internetową, na której można znaleźć numer telefonu.
— Doskonale — mówi Mukadder bez wahania. — Znajdź numer i zadzwoń. Powiedz, że dzwonisz z rezydencji Develioglu. Niech przyślą najdroższe i najpiękniejsze koszule nocne, jakie mają. Jeszcze dziś.
Robi krótką pauzę, po czym dodaje:
— A potem, razem z Gülsüm, przygotujesz ulubione dania Cihana. Od zupy po deser. Wszystko zanieście do starego domu.
Fadime skłania głowę i szybko odchodzi.
Beyza nie wytrzymuje. Odwraca się gwałtownie do ciotki, a jej głos drży od tłumionej wściekłości.
— Powinnaś zabrać pannę młodą na zakupy, trzymając ją za rękę — rzuca ostro. — Zamiast zamawiać wszystko do domu. Tak byłoby prościej.
Mukadder spogląda na nią z chłodnym pobłażaniem.
— Słuchaj, moja córko o ostrym języku… — mówi powoli. — Unikam chodzenia na zakupy z nową panną młodą, ale jeśli powiesz, że nie kochasz już Cihana, mogę to zrobić.
— Wmawiam sobie, że muszę być cierpliwa, ale tego już za wiele! — wybucha Beyza. — Na moich oczach przygotowujesz tę dziewczynę na noc z Cihanem! To ma być moja kara?!
Mukadder podchodzi bliżej. Jej spojrzenie jest zimne, twarde, bezlitosne.
— Ach, te twoje złe intencje, Beyzo… — mówi cicho, ale groźnie. — Czy to nie ty prosiłaś mnie dziś rano, żeby wszystko było jak dawniej? Chcę, żebyś była obecna we wszystkim, co dzieje się w tej rezydencji.
— Ale nie wciągaj mnie w kupowanie jej koszuli nocnej! — syczy Beyza.
— Dość! — ucina Mukadder stanowczo. — Cały mój wysiłek skupia się na jednym: chcę wziąć wnuka na ręce. Zamiast urządzać sobie załamanie nerwowe, weź się w garść. I módl się, żeby to wszystko zakończyło się tej nocy.
Odwraca się i wychodzi, nie oglądając się za siebie.
Beyza zostaje sama w salonie. Jej ciało drży, a w oczach zbiera się mieszanina wściekłości i rozpaczy. Myśl, że tej nocy Cihan i Hancer znajdą się razem w jednym łóżku, jest dla niej nie do zniesienia.
***
Pokój Beyzy wygląda jak po przejściu burzy. Przewrócone fotele leżą bezładnie na parkiecie, jedna z lamp potoczyła się pod ścianę, a pościel została brutalnie zerwana z łóżka i rzucona na podłogę w splątanej, ciężkiej masie. Poduszki walają się po całym wnętrzu, a obok nich połyskują drobne odłamki rozbitej szklanki. Jedynym meblem, który pozostał na swoim miejscu, jest jasny fotel przy oknie — jakby Beyza potrzebowała choć jednego punktu, który jeszcze się nie zawalił.
Opada na niego bez sił. Ramiona jej drżą, a dłonie zaciskają się boleśnie na kolanach. Oddycha urywanym, nierównym rytmem.
— Tracę rozum… — wyszeptuje, po czym słowa grzęzną jej w gardle. — Robią wszystko, żeby ta żmija spodobała się Cihanowi. Wszystko… Mam już dość!
Jej głos łamie się i przechodzi w szloch. W tej samej chwili ciszę rozdziera dźwięk telefonu. Beyza patrzy na ekran przez zaszklone łzami oczy, po czym odbiera.
— Słucham, tato? — mówi ochryple.
— Dzwonię, żeby zapytać, czy wszystko w porządku — odzywa się Nusret, z wyczuwalnym napięciem.
Beyza parska nerwowym śmiechem, który natychmiast zamienia się w płacz.
— Jeszcze jak! — wybucha. — Całą rezydencję postawili na nogi, żeby ta dziewczyna wyglądała pięknie! Fryzjerka, ekskluzywne koszule nocne… wszystko dla niej! A mnie nikt nawet nie zapyta, czy jeszcze oddycham!
Jej głos drży coraz mocniej.
— Tato… źle się czuję… naprawdę źle. Czuję, jakbym traciła rozum. Mam ochotę spalić tę rezydencję do samych fundamentów!
— Co ty wygadujesz?! — Nusret podnosi głos. — Opanuj się natychmiast! Zastanów się, co mówisz. Co będzie, jeśli ktoś to usłyszy?
— Nie obchodzi mnie to! — krzyczy, niemal dławiąc się łzami.
— Właśnie że powinno — odpowiada ostro ojciec. — Jeśli nie chcesz stracić Cihana raz na zawsze, musisz się uspokoić. Nie możesz dopuścić do kolejnego skandalu. Nie możesz pozwolić, żeby znowu cię wyrzucili.
Po drugiej stronie zapada krótka cisza. Beyza zamyka oczy i wciąga powietrze drżącym oddechem. Jej ramiona powoli opadają.
— Zrozumiałam — mówi w końcu cicho, bez emocji. — Kończę.
Rozłącza się. Telefon bezwładnie opada jej na kolana. Beyza siedzi nieruchomo pośród chaosu, który sama stworzyła. W zdemolowanym pokoju słychać już tylko jej ciężki, przyspieszony oddech — i ciche pęknięcie czegoś w niej samej.
***
Hancer siedzi na skraju łóżka w koszuli nocnej, z dłońmi splecionymi nerwowo na kolanach. W lustrzanych drzwiach szafy odbija się jej sylwetka — delikatna, niemal krucha. Jedwabny materiał miękko opływa jej ciało, a światło nocnej lampki wydobywa subtelny blask skóry. Wygląda pięknie, ale w jej oczach nie ma spokoju. Jest w nich napięcie, strach i niepewność przed nocą, która ma nadejść. Pokój, choć ciepły i starannie urządzony, wydaje się obcy — jak scena, na której ma odegrać rolę, na którą nie jest gotowa.
Nagle w progu pojawia się Beyza.
— Dobry wieczór — mówi łagodnie. — Drzwi były otwarte i pomyślałam, że coś się stało. Przepraszam, że przychodzę bez zapowiedzi.
Hancer prostuje się i wstaje z łóżka.
— Pani Mukadder musiała je zostawić otwarte — odpowiada spokojnie, choć w jej głosie pobrzmiewa napięcie. — Wszystko w porządku.
Beyza wchodzi do środka. W rękach trzyma ozdobną skrzynkę, niewiele mniejszą od pudełka na buty — ciężką, misternie zdobioną, jakby kryła w sobie coś cennego. Zatrzymuje się na moment, przyglądając się Hancer uważnie.
— Cihan będzie zszokowany, gdy cię zobaczy — mówi z wymuszonym uśmiechem. — Wiem, że nowożeńców nie powinno się odwiedzać, ale… musiałam. — Unosi lekko skrzynkę. — Chcę dać ci to, zanim przyjdzie Cihan.
Zapada krótka cisza.
— Zadzwoniła jego była żona — dodaje Beyza, spuszczając wzrok. — Była w rozsypce. Poszłam do niej… i dała mi to. Chciała, żebym przekazała właśnie tobie.
Hancer marszczy brwi. Jej spojrzenie pada na skrzynkę, a potem wraca na twarz Beyzy.
— Co jest w środku? — pyta cicho.
— Nie wiem — odpowiada Beyza miękko. — Niespodzianki traciłyby sens, gdyby je wcześniej zdradzać.
Hancer bierze szkatułkę i ostrożnie ją otwiera. W tej samej chwili uderza ją intensywny zapach perfum — ciężki, duszący, obcy. Zielona tkanina, którą wyłożono wnętrze, jest nimi niemal przesiąknięta.
— Och… — wzdycha Beyza. — Jego była żona używa bardzo mocnych perfum.
Drżącymi palcami Hancer unosi materiał. Na dnie pudełka leży stary, pamiątkowy zegarek. Jej serce zamiera.
— To… to zegarek mojego brata — mówi wstrząśnięta. — Cemil podarował go Cihanowi w dniu ślubu. Jak… jak znalazł się u niej?
Beyza bierze głęboki oddech, udając zaskoczenie i smutek.
— Cihan nie wrócił wczoraj do domu na noc — mówi powoli, z premedytacją. — Musiał być u niej. Z nią. Zdjął zegarek… i zapomniał go zabrać. — Robi krótką pauzę. — W jaki inny sposób miałby trafić w jej ręce?
Hancer blednie.
— Przepraszam — ciągnie Beyza, dotykając jej ramienia. — Gdybym wiedziała, że ta kobieta zrobi coś takiego, nie przyszłabym z tym do ciebie. Myślałam, że chce oddać coś w dobrej wierze. Ale oni… oni nie potrafią o sobie zapomnieć. Po niej można spodziewać się wszystkiego, ale tego… — Kręci głową. — Tego nawet sam diabeł by nie wymyślił.
W tym momencie telefon w kieszeni Beyzy cicho wibruje. Rzut oka na ekran wystarcza.
„Pan Cihan nadchodzi!” — ostrzega wiadomość od Gulsum.
— Muszę już iść — mówi szybko Beyza, ściskając dłoń Hancer. — Nie bądź smutna, dobrze?
Odwraca się i niemal bezszelestnie opuszcza stary dom. Gdy tylko znika za drzwiami, na jej twarzy pojawia się szeroki, triumfalny uśmiech. Jest pewna, że jej intryga zadziałała — że tej nocy Cihan i Hancer nie zbliżą się do siebie ani o krok.
Powyższy tekst stanowi autorskie streszczenie i interpretację wydarzeń z serialu Gelin. Inspiracją do jego stworzenia były filmy Gelin 10.Bölüm i Gelin 11.Bölüm dostępne na oficjalnym kanale serialu w serwisie YouTube. W artykule zamieszczono również zrzuty ekranu pochodzące z tych odcinków, które zostały użyte wyłącznie w celach informacyjnych i ilustracyjnych. Wszystkie prawa do postaci, fabuły i materiału źródłowego należą do ich prawowitych właścicieli.













