Panna młoda odc. 33: Mukadder atakuje Beyzę laską!

Mukadder grozi Beyzie laską.

„Panna młoda” Odc. 33 – streszczenie

Mukadder wchodzi do pokoju bratanicy, ciężko stukając drewnianą laską o podłogę. Każdy krok brzmi jak zapowiedź wyroku. Jej twarz jest napięta, twarda jak kamień, a w oczach płonie wściekłość tak intensywna, że zdaje się wypalać powietrze wokół.

Beyza odwraca się gwałtownie. Serce podchodzi jej do gardła.

– Ciociu…? – wydusza z siebie drżącym głosem.

Mukadder nie odpowiada od razu. Zatrzymuje się kilka kroków przed nią, wbija w nią spojrzenie i nagle unosi głos, ostrzejszy niż uderzenie bata:

– Chciałaś zakończyć linię krwi mojego syna?! – krzyczy. – Ty bezwstydnico! Sama nie potrafiłaś wydać owocu, więc postanowiłaś odebrać tę szansę innym?! Chciałaś uczynić wszystkich tak samo bezpłodnymi jak ty?!

Beyza załamuje się. Łzy napływają jej do oczu i spływają po policzkach.

– Ciociu, proszę… przestań… – szepcze, cofając się o krok.

– Chciałam powierzyć ci mojego wnuka! – Mukadder cedzi słowa z lodowatą furią. – Jesteś moją krwią. Moją bratanicą! Jak mogłaś mnie oszukać?!

Unosi laskę, a ostro zakończona rękojeść zatrzymuje się tuż przed twarzą Beyzy.

– Czy ty w ogóle pomyślałaś, co się stanie, jeśli się o tym dowiem?!

– Ciociu, błagam… wysłuchaj mnie… – Beyza patrzy na nią z czystym przerażeniem, nie mogąc oderwać wzroku od laski.

Mukadder nie zamierza jednak słuchać.

– Zapłacisz za to! – syczy. – Tak bardzo zapłacisz, że nigdy więcej nie odważysz się podnieść ręki na moje dziedzictwo!

– Proszę, wybacz mi… – Beyza osuwa się na podłogę. Kuli się przy komodzie i zasłania głowę ramionami, drżąc od stóp do głów. – Proszę…

Mukadder bierze zamach.

Laska ze świstem przecina powietrze, ale zamiast uderzyć Beyzę, z potężnym hukiem rozbija się o blat komody. Przedmioty spadają na podłogę, szkło dźwięczy, a echo uderzenia rozchodzi się po pokoju.

– Normalnie połamałabym tę laskę na twoich plecach – mówi Mukadder niskim, groźnym tonem. – Dziękuj Bogu, że jesteś moją bratanicą. Ale nie łudź się. Nie wywiniesz się z tego. W taki czy inny sposób poniesiesz karę.

Jeszcze raz uderza laską o podłogę. Beyza podskakuje, jakby rażona prądem.

– Wynoś się stąd. Natychmiast! – rozkazuje Mukadder. – Jedź do domu swojego ojca i nie wracaj, dopóki się nie uspokoję. I nie waż się skarżyć Nusretowi. To byłoby dla ciebie zgubne. Dziękuj Bogu, że ten incydent zostaje między nami.

Odwraca się i wychodzi, a ciężkie, rytmiczne uderzenia laski jeszcze długo niosą się po korytarzu.

Beyza zostaje sama. Drżącymi dłońmi ociera mokre od łez policzki. Oddycha ciężko, jak po długim biegu. Przez chwilę czuje ulgę – żyje, nic jej się nie stało. Ale pod tą ulgą zaczyna pulsować coś innego. Gniew. Zimny, uporczywy.

– Nie jestem jak Sinem – szepcze do siebie, unosząc głowę. – Ja nie pozwoliłabym się bić.

Jej spojrzenie twardnieje.

– Nie złamałaś tej laski na moich plecach – mówi cicho, niemal szeptem. – Ale przyjdzie dzień, Mukadder Develioglu, kiedy ja złamię ją na twoich. I wtedy zrozumiesz, kim naprawdę jestem.

***

Cihan stoi w gabinecie firmy naprzeciwko Engina, ale myślami wciąż jest w szpitalu. W obrazie sterylnej sali operacyjnej, w twarzy przerażonej Hancer, w sekundzie, w której zrozumiał, jak blisko było nieodwracalnej tragedii. Jego ramiona są napięte, a szczęka zaciśnięta.

– Prawie zrujnowałem tej dziewczynie życie – mówi w końcu cicho, z wyraźnym ciężarem winy w głosie. – Jedną decyzją. Jednym rozkazem.

– Na szczęście do tego nie doszło – odpowiada Engin spokojnie. – I szczerze mówiąc… – przygląda mu się uważnie – dawno nie widziałem na twojej twarzy czegoś takiego. Przestraszyłeś się?

Cihan wykonuje krótki gest dłonią, jakby zapraszał go, by usiedli. Opadają w fotele. Cihan pochyla się do przodu, opiera łokcie na kolanach, splata palce tak mocno, że bieleją mu knykcie.

– Przejąłem się, bo to ja ją tam zawiozłem – mówi wprost. – To była moja decyzja. Moja odpowiedzialność.

– Rozumiem – przytakuje Engin. – Sumienie nie daje człowiekowi spokoju. Możesz przed nim uciekać, ale ono zawsze idzie za tobą. Krok w krok.

Cihan podnosi na niego wzrok.

– Enginie, chcę, żebyś coś sprawdził. Dokładnie. – Jego głos twardnieje. – Chcę wiedzieć wszystko o tej lekarce. Każdy szczegół. Nie może skrzywdzić już nikogo więcej.

– Oczywiście – odpowiada bez wahania Engin. – Złożę wniosek do inspektoratu. Klinika, dokumentacja, wcześniejsze sprawy. Jeśli jest winna, zapłaci za to.

– Zrób wszystko, żeby dostała jak najsurowszą karę.

Engin milknie na chwilę, po czym zadaje pytanie, którego Cihan się spodziewał, ale którego wolałby nie usłyszeć.

– Myślisz, że to wystarczy, żebyś uciszył swoje sumienie?

Cihan wstaje gwałtownie. Podchodzi do okna. Przez moment patrzy gdzieś w dal, na miasto, które zwykle dawało mu poczucie kontroli. Teraz wydaje się obce.

– Znowu mnie zawstydzasz, przyjacielu – mówi w końcu, bez ironii. – Masz rację. To nie wystarczy. Żałuję. Naprawdę. – Odwraca się. – Jestem zły na siebie. Na własną pychę. Na to, że nie sprawdziłem tej lekarki dokładniej. Myślałem, że wszystko mam pod kontrolą.

– Rozumiem cię – mówi Engin łagodniej. – Ale obwiniasz się ponad miarę. Zdążyłeś na czas. Uratowałeś ją. A co z in vitro? Zrezygnowałeś?

– Nie. – Odpowiedź pada zbyt szybko. – Moja decyzja w tej sprawie się nie zmieniła. Dam Hancer czas. Niech dojdzie do siebie. A potem… spróbujemy jeszcze raz.

Engin marszczy brwi i powoli kręci głową.

– Właśnie tego nie rozumiem. Z jednej strony mówisz, że żałujesz, z drugiej chcesz wracać do punktu wyjścia. Czy naprawdę zastanowiłeś się, jak ona się czuje? – Jego głos staje się ostrzejszy. – Była o krok od utraty możliwości zostania matką. Czy pomyślałeś, co byś czuł, gdyby to się stało?

Robi krok w stronę drzwi, ale jeszcze się odwraca.

– Wszystko, co musisz zrobić, to stanąć przed nią. Nie jako Cihan Develioglu. Nie jako głowa rodu. Ale jako mąż kobiety, która została potwornie straumatyzowana. Jeśli naprawdę żałujesz, powiedz jej to.

Engin wychodzi, zostawiając po sobie ciszę cięższą niż jakiekolwiek oskarżenie.

Cihan wraca do biurka. Sięga po telefon, chcąc czymś zająć myśli, i wtedy zauważa powiadomienie na ekranie:

„Rocznica ślubu”.

Zamarza. To przypomnienie sprzed lat, którego nie usunął po rozwodzie z Beyzą.

Patrzy na nie długo, jakby dopiero teraz zrozumiał, ile błędów wciąż nosi ze sobą — i jak bardzo teraźniejszość splata się z przeszłością, której nie zamknął.

***

Po tym, jak Mukadder kazała jej opuścić rezydencję, Beyza wsiada do samochodu i jedzie prosto do domu ojca. Przez całą drogę pulsuje w niej gniew i upokorzenie, ale gdy przekracza próg, uczucia nagle mieszają się z zaskoczeniem. W środku dnia zastaje swojego ojca w domu — w piżamie, z kocem zarzuconym na ramiona.

— Tato? — pyta zdziwiona, zatrzymując się w przedpokoju. — Dlaczego jesteś w domu? Przecież o tej porze zawsze jesteś w firmie.

Nusret uśmiecha się blado.

— Jestem trochę przeziębiony — odpowiada spokojnie. — Pomyślałem, że jeden dzień odpoczynku dobrze mi zrobi. A ty? — unosi na nią uważne spojrzenie. — Co cię tu sprowadza?

Beyza przez moment waha się, po czym bierze głęboki oddech. Jej głos łagodnieje, jakby ćwiczyła tę odpowiedź już wcześniej.

— Dziś jest… rocznica ślubu — mówi cicho. — Nie chciałam tam być. Czasami zazdrość mnie zaślepia i robię rzeczy, których normalnie bym nie zrobiła. — Spuszcza wzrok. — Pomyślałam, że jeśli zostanę, tylko jeszcze bardziej się rozkleję.

Nusret zbliża się i kładzie dłoń na jej ramieniu.

— Moja mądra córka — mówi z czułością. — Dobrze zrobiłaś, że przyjechałaś tutaj. Dom ojca zawsze jest dla ciebie otwarty.

Gestem zaprasza ją do salonu. Beyza siada obok niego, czując chwilową ulgę.

***

Gulsum przychodzi do starego domu z obiadem na tacy. Tym razem nie jest sama — kilka kroków za nią idzie Mukadder. Jej obecność natychmiast wypełnia przestrzeń ciężkim napięciem, jakby wraz z nią do środka wtargnęło zimne powietrze.

Hancer siedzi na kanapie, skulona, blada, z opuszczonym wzrokiem. Gdy dostrzega teściową, prostuje się odruchowo, choć w jej ruchu nie ma ani pewności, ani siły.

Mukadder podchodzi bliżej i zatrzymuje się tuż przed nią. Nie ma w jej spojrzeniu współczucia — tylko chłód, wyższość i osąd.

— Spójrz, do czego doprowadziłaś swoją upartością — mówi twardo, patrząc na Hancer z góry, jakby wszystko, co wydarzyło się w klinice, było wyłącznie jej winą. — To powinna być dla ciebie nauczka. Sama ściągasz na siebie kłopoty, zamiast iść prostą, właściwą drogą.

Hancer zaciska dłonie na kolanach, ale milczy.

— Mówią, że mężczyzna jest głową domu — ciągnie Mukadder spokojnym, niemal wykładowym tonem — ale to kobieta jest jego szyją. To ona decyduje, w którą stronę ta głowa się obróci. — Jej spojrzenie twardnieje. — Dlatego zapomnij o zapłodnieniu in vitro. Odpuść te procedury.

Robi krok bliżej, jeszcze bardziej naruszając przestrzeń Hancer.

— Zrób to ze swoim mężem. Jak na kobietę przystało. Oboje jesteście zdrowi. — Jej głos lekko drży, ale nie z emocji. Z niecierpliwości. — Chcę wreszcie wziąć mojego wnuka w ramiona. Chcę go przytulić. Myślę, że się zrozumiałyśmy.

Hancer nie podnosi wzroku. W jej gardle narasta ciężka gula, ale nie ma w sobie siły ani odwagi, by zaprzeczyć. Delikatnie kiwa głową — w geście zgody, który bardziej przypomina kapitulację niż porozumienie.

Gulsum, milcząca i wyraźnie spięta, ustawia talerze na stole. Stara się nie patrzeć na Hancer, jakby wstydziła się tego, że jest świadkiem tej rozmowy.

Mukadder odwraca się bez słowa i wychodzi, zostawiając po sobie ciszę gęstą jak dym.

Hancer zostaje sama — z obiadem, którego nie jest w stanie zjeść, i z decyzją, którą właśnie narzucono jej bez pytania o zdanie.

***

Beyza nie potrafi odnaleźć spokoju w domu ojca. W kuchni panuje cisza, przerywana jedynie głuchym stukiem noża uderzającego o deskę. Kroi cytrynę do wieczornej herbaty z taką zaciekłością, jakby chciała ją rozszarpać na strzępy. Zaledwie przed chwilą Gulsum poinformowała ją szeptem przez telefon, że Cihan zabiera Hancer do restauracji. Ta myśl rozpala ją od środka — zazdrość i wściekłość pulsują w niej jak gorączka.

Chwila nieuwagi wystarcza. Ostrze ześlizguje się po skórce i wbija w palec.

— Szlag… — syczy przez zęby.

Na blacie pojawia się kropla krwi. W tym samym momencie do kuchni wchodzi Nusret.

— Nic się nie stało — mówi Beyza zbyt szybko, zanim ojciec zdąży zapytać. Próbuje się uśmiechnąć, ale jej głos zdradza napięcie. — Cytryna była twarda. Nóż mi się omsknął. To tylko drobne zadrapanie.

Nusret nie daje się zwieść. Podchodzi bliżej i przygląda jej się uważnie, jakby widział więcej, niż ona chciałaby pokazać.

— Rozumiem, że uciekłaś z rezydencji z powodu rocznicy — mówi spokojnie. — Ale jeśli coś przede mną ukrywasz…

Beyza odwraca się od blatu. Odkłada nóż, jakby nagle stracił znaczenie, i siada ciężko na kanapie. Przełyka ślinę.

— Co jeszcze miałoby się dziać, tato? — pyta z goryczą. — Czy ty w ogóle wiesz, jak bardzo dziś mnie boli? Mało tego, że jest rocznica, to Cihan zabrał ją jeszcze na kolację. Dzisiaj inna kobieta siedzi w restauracji z moim mężem. Nie jestem z kamienia. — Jej głos drży. — Nienawidzę jej.

Nusret siada obok i kładzie dłoń na jej ramieniu.

— Mężczyźni nie zwracają uwagi na takie szczegóły jak kobiety — mówi rzeczowo. — Wątpię, żeby Cihan wybrał ten dzień celowo. Jestem pewien, że nawet nie pamiętał, co dziś jest.

— I co z tego? — wybucha Beyza. — Mam się tym pocieszać? Dlaczego w ogóle wyszli razem? Przecież to małżeństwo było aranżowane! Ta żmija zawróciła mu w głowie!

— Nieważne, co robi ta dziewczyna — przerywa jej Nusret stanowczo. — Ty i Cihan jesteście rozwiedzeni tylko na papierze. To nie jest prawdziwe rozstanie. To przejściowe. Twoja ciotka zawsze dotrzymuje słowa.

— A jeśli tym razem nie dotrzyma? — Beyza blednie, jakby nagle zabrakło jej tchu. — A jeśli ta dziewczyna go uwiedzie? Jeśli Cihan przestanie mnie chcieć… co wtedy? Co zrobi ciocia? Co ty zrobisz? Jak to powstrzymasz?

Nusret nie waha się ani chwili.

— Spalę rezydencję do samych fundamentów — mówi chłodno. — Nikt nie będzie szczęśliwy, jeśli ty będziesz cierpieć. Zapłacą za niedotrzymanie obietnicy.

Te słowa działają na Beyzę jak lekarstwo. Jej oddech się uspokaja, a ramiona przestają drżeć.

— Nawet gdyby Cihan próbował się wycofać, twoja ciotka mu na to nie pozwoli — dodaje Nusret. — On zawsze słucha matki. Nie marnuj nerwów na dziewczynę, o której nie warto nawet mówić. Kiedy dziecko się urodzi, wszystko wróci na swoje miejsce. Ty i Cihan będziecie je wychowywać.

Kolor powoli wraca na twarz Beyzy. Prostuje się, a w jej oczach pojawia się cień dawnej pewności.

Tata ma rację — myśli. — Czym ja się właściwie przejmuję?

Powyższy tekst stanowi autorskie streszczenie i interpretację wydarzeń z serialu Gelin. Inspiracją do jego stworzenia były filmy Gelin 19.Bölüm i Gelin 20.Bölüm dostępne na oficjalnym kanale serialu w serwisie YouTube. W artykule zamieszczono również zrzuty ekranu pochodzące z tych odcinków, które zostały użyte wyłącznie w celach informacyjnych i ilustracyjnych. Wszystkie prawa do postaci, fabuły i materiału źródłowego należą do ich prawowitych właścicieli.

Podobne wpisy

  • Panna młoda odc. 26: Hancer znajduje bratnią duszę!

    Hancer chce wreszcie wyznać bratu prawdę o swoim małżeństwie, gdy niespodziewanie w jego mieszkaniu pojawia się Cihan i zabiera ją z powrotem do rezydencji. W drodze stawia jasne warunki: jako jego żona ma zgłaszać każdy problem wyłącznie jemu. Po powrocie do starego domu Hancer spotyka się z otwartą wrogością Mukadder, która brutalnie wyrzuca ją przed dom i doprowadza do jej upadku ze schodów. W obronie Hancer staje Sinem, ujawniając, że to sam Cihan przywiózł ją z powrotem. Upokorzona i ranna Hancer znajduje wsparcie u Sinem, która oferuje jej pomoc i przyjaźń. Tymczasem Beyza i Mukadder obserwują rozwój wydarzeń z narastającą frustracją, zapowiadając kolejne konflikty w rodzinie.

  • Panna młoda odc. 30: Beyza szantażuje lekarkę! Yonca dostaje pracę u Develioglu!

    Beyza odnajduje nową klinikę doktor Fusun Kaby i konfrontuje ją z nielegalną aborcją sprzed lat, grożąc ujawnieniem przestępstwa. Szantażuje lekarkę, żądając, by zniszczyła życie Hancer podczas planowanej procedury in vitro. Wkrótce potem Hancer i Cihan pojawiają się w gabinecie Fusun, gdzie słyszą, że oboje są zdrowi, a in vitro nie jest medycznie konieczne. Lekarka szczegółowo wyjaśnia przebieg zabiegu, co wywołuje u Hancer lęk i załamanie. Tymczasem Yonca kontynuuje grę przeciwko Beyzie: po konfrontacji telefonicznej zdobywa pracę w firmie Develioglu. Gdy Fusun próbuje wycofać się z umowy, Beyza ponownie ją szantażuje, zmuszając do posłuszeństwa i zapowiadając, że dziecko Hancer nigdy się nie urodzi.

  • Panna młoda odc. 3: Hancer zgadza się na układ z Cihanem!

    W domu Hancer pojawiają się Mukadder, Beyza i Sinem z rodziny Develioglu, by ponownie ocenić dziewczynę jako kandydatkę na żonę Cihana. Hancer stanowczo odrzuca propozycję, co doprowadza do brutalnej awantury — Derya w furii bije szwagierkę i opuszcza dom z synem. Wkrótce Cemil traci przytomność i trafia do szpitala, gdzie Hancer słyszy druzgocącą diagnozę: torbiel na pniu mózgu i groźba paraliżu lub śmierci. Poznajemy bezwzględne plany Mukadder — dziecko Hancer ma zostać odebrane i wychowane przez Beyzę. Gdy Cemil wraca do domu, Hancer ukrywa prawdę i podejmuje dramatyczną decyzję. Następnego dnia zjawia się w rezydencji Develioglu i ku zaskoczeniu wszystkich informuje Cihana, że zgadza się na układ małżeński.

  • Panna młoda odc. 21: Mukadder szykuje Hancer na noc z Cihanem!

    Mukadder ogłasza w rezydencji, że Cihan spędzi noc w starym domu. Natychmiast rozpoczyna przygotowania: zamawia fryzjerkę, luksusowe koszule nocne i poleca wysłać do Hancer ulubione potrawy syna. Beyza buntuje się przeciw tej decyzji, lecz Mukadder jasno daje jej do zrozumienia, że jedynym celem jest wnuk. Po kłótni Beyza w samotności wpada w histerię, a ojciec zmusza ją do opanowania emocji, by nie straciła wpływów. Wieczorem Hancer czeka w napięciu na Cihana. Niespodziewanie odwiedza ją Beyza, udając życzliwość, i przekazuje szkatułkę rzekomo od byłej żony Cihana. W środku Hancer znajduje zegarek, który Cemil podarował Cihanowi w dniu ślubu. Beyza sugeruje, że Cihan spędził noc u byłej żony i zostawił tam pamiątkę. Wstrząśnięta Hancer zostaje sama, nieświadoma, że Beyza celowo doprowadziła do intrygi, by tej nocy rozdzielić małżonków.

  • Panna młoda odc. 32: Cihan przerywa operację i ratuje Hancer!

    Cihan kontaktuje się z Yasemin, by upewnić się co do wyboru doktor Fusun Kaby, jednak ignoruje jej ostrzeżenia i nie rezygnuje z procedury in vitro. Sinem, działając na polecenie Mukadder, pomaga Hancer wykonać pierwszy zastrzyk hormonalny, przełamując jej paniczny lęk. Beyza szantażuje Fusun dowodami nielegalnej aborcji z przeszłości, zmuszając ją do posłuszeństwa. Gdy Hancer trafia do szpitala na zabieg, Cihan spotyka się z byłą asystentką Fusun i poznaje prawdę o jej nieetycznych praktykach. W ostatniej chwili wpada na salę operacyjną, przerywa procedurę i wynosi Hancer z kliniki. Plan Beyzy załamuje się, a ona dowiaduje się, że operacja nie doszła do skutku.

  • Panna młoda odc. 9 i 10: Cihan na kolacji w domu Hancer!

    Yonca obserwuje posiadłość Develioglu i upewnia się, że Beyza przeżyła wypadek, co budzi w niej wściekłość i zapowiedź dalszego szantażu. Nusret próbuje przekonać Cihana, by zrezygnował z małżeństwa z Hancer, lecz mężczyzna stanowczo odrzuca prośbę i deklaruje, że dotrzyma danego słowa. Mukadder podejmuje decyzję o przygotowaniu domu dla Hancer, co wywołuje gniew Beyzy. Cemil odwiedza Cihana w firmie, oddaje zapomniany pierścionek i żąda zapewnienia, że jego siostra będzie szanowana. W trakcie rozmowy słabnie, a Cihan odwozi go do domu. Wieczorem Cemil przekonuje Hancer i Cihana do założenia pierścionków, traktując to jako symbol zaręczyn. Po wyjściu Cihan zdejmuje obrączkę, a Hancer słyszy, jak brat chwali przyszłego zięcia, nie znając prawdy. Beyza odkrywa, że Cemil spotkał się z Cihanem, i poprzysięga zniszczyć rywalkę. Nazajutrz Derya publikuje w sieci zdjęcie „zaręczonej” pary.