Panna młoda odc. 35: Hancer buntuje się przeciwko kontroli Cihana!

Cihan i Hancer w napięciu patrzą w swoje twarze.

„Panna młoda” Odc. 35 – streszczenie

Hancer wraca do starego domu po spotkaniu z doktor Yasemin. Drzwi zamykają się za nią cicho, ale w środku panuje napięcie tak gęste, że niemal można je dotknąć. Schody skrzypią pod jej stopami, gdy wchodzi na górę. W salonie czeka Cihan.

Siedzi na kanapie, wyprostowany, z rękami splecionymi na kolanach. Gdy tylko ją dostrzega, podnosi się powoli. Jego spojrzenie jest chłodne, oceniające, a postawa mówi jedno: czekał na jej powrót.

— Nie możesz po prostu wychodzić, kiedy ci się podoba — mówi niskim głosem. — I znikać bez słowa, jakbyś nikomu nic nie była winna.

Hancer zatrzymuje się kilka kroków od niego. Nie spuszcza wzroku.

— Dlaczego? — pyta spokojnie, choć w jej głosie pobrzmiewa napięcie. — To mój dom czy więzienie? Miałam ważną sprawę. Załatwiłam ją.

Wyciąga z torebki wizytówkę i wkłada ją w jego dłoń.

— Jutro rano będę w klinice doktor Yasemin Onder. — Jej ton jest stanowczy. — Jeśli chcesz, przyjdź.

Cihan spogląda na kartonik, jakby parzył go w palce. Marszczy brwi.

— Co to ma znaczyć?

Hancer odwraca się, chcąc odejść, ale w tej samej chwili Cihan chwyta ją za ramię. Jego uścisk jest mocny, zbyt mocny.

— Odpowiedz mi — mówi ostrzej. — Nie możesz po prostu wręczyć mi wizytówki i odejść bez wyjaśnień.

Hancer unosi na niego wzrok. Nie ma w nim strachu. Jest za to zmęczenie… i bunt.

— Dlaczego? — pyta pewnym głosem. — Czy ty nie zrobiłeś dokładnie tego samego ze mną?

Wyrywa ramię z jego dłoni, lecz Cihan natychmiast chwyta ją ponownie.

— Nie powiedziałem jeszcze ostatniego słowa.

— Tym razem należy ono do mnie — odpowiada twardo. — Jutro rano tam będę. Jeśli chcesz, przyjdź. Jeśli nie — nie musisz. Decyzja należy do ciebie.

— Nie możesz podejmować takich decyzji beze mnie — rzuca. — To dotyczy nas obojga.

Hancer uśmiecha się gorzko.

— Właśnie dlatego mogę. Czy nie tego dotyczy nasza umowa? Ja wypełnię swoją część.

— Nadal nie rozumiesz — mówi Cihan chłodno. — To ja decyduję, co i kiedy się stanie.

Te słowa działają na nią jak zapalnik.

— Właśnie o to chodzi — odpowiada, a jej głos drży z emocji. — Twoje decyzje. Twoja kontrola. Jakby na tym świecie był tylko Cihan Develioglu i jego wola. Stałeś się więźniem własnej arogancji. Nie znosisz ludzi. Wpadasz w szał za każdym razem, gdy ktoś ma czelność się sprzeciwić.

Cihan nagle chwyta ją za oba ramiona. Mocno. Zbyt mocno. Jego twarz jest napięta.

— Dlatego będziesz mnie słuchać — syczy. — Nie prowokuj mnie.

Hancer bierze głęboki oddech. Nie cofa się.

— Już zdecydowałam — mówi wyraźnie. — Jutro rano pierwszą rzeczą, jaką zrobię, będzie wizyta u siostry Yasemin. Zacznę brać leki tak szybko, jak to możliwe.

— Naprawdę? — Ironia na jego twarzy miesza się z gniewem. — Myślisz, że Yasemin to zaakceptuje?

— Już zaakceptowała. — Hancer robi krótką pauzę i wbija w niego twarde spojrzenie. — Jest tylko jedna osoba, która nie potrafi tego przyjąć.

Cihan milczy.

— Tą osobą jesteś ty — dodaje cicho.

Przez ułamek sekundy wydaje się, że coś w nim pęka. Bez słowa puszcza jej ramiona, odwraca się gwałtownie na pięcie i wychodzi z domu, trzaskając drzwiami.

Hancer zostaje sama. Oddycha ciężko, dłonie jej drżą, ale jest z siebie zadowolona. Nie dała się podporządkować.

***

Cihan siedzi naprzeciwko biurka Yasemin. Na krześle, na którym zaledwie godzinę wcześniej siedziała Hancer. Oparcie skrzypi cicho, gdy przesuwa się niespokojnie, jakby to miejsce wciąż było ciepłe po jej obecności.

— Czy nie byłaś przeciwna tej terapii? — zwraca się do lekarki. — Czy nie mówiłaś, że masz zasady? — Pochyla się lekko do przodu. — Co się stało, Yasemin? Zasady nagle się zmieniły?

Yasemin splata dłonie na blacie. Jej twarz pozostaje spokojna, ale w oczach pojawia się czujność.

— Moje zdanie się nie zmieniło — odpowiada cicho, lecz stanowczo. — Nadal uważam, że ta terapia nie jest dla Hancer.

— Więc jakim cudem cię przekonała? — w głosie Cihana pojawia się irytacja. — Dlaczego tak uparcie staje przeciwko mnie?

Yasemin wzdycha i przez chwilę milczy, jakby ważyła słowa.

— Bo to ty ją do tego doprowadziłeś — mówi w końcu. — Jedna drobna decyzja, jeden nacisk… i mała kula śnieżna zamieniła się w lawinę. — Unosi na niego wzrok. — Nie widzisz, że Hancer nie ma już dla ciebie litości? Tak samo, jak ty nie miałeś jej dla niej. Jest znacznie bardziej dumna, niż myślisz.

Cihan zaciska szczękę.

— Powinnaś była jej odmówić — rzuca z pretensją. — Dlaczego tego nie zrobiłaś?

— Bo nie miałam wyjścia — odpowiada bez wahania. — Gdybym ją odesłała, zapukałaby do drzwi pierwszej lepszej kliniki. Nieznanej. Niezweryfikowanej. — Jej głos twardnieje. — Już raz do tego doszło. I oboje wiemy, jak to się skończyło.

Zapada cisza.

Cihan spuszcza wzrok. Przez moment wygląda, jakby ktoś wyrwał mu grunt spod nóg.

— Zrezygnowałeś z terapii? — pyta Yasemin ciszej.

— Nie — odpowiada po krótkiej pauzie. — Ale to, co się wydarzyło, wstrząsnęło nią. Chcę, żeby zrobiła sobie przerwę. Żeby doszła do siebie. Tylko tyle.

Yasemin patrzy na niego uważnie.

— Cihanie – zaczyna poważnie. – Zamiast ją poznawać, zamiast spróbować się w niej zakochać…

— Yasemin! — przerywa jej ostro. — Umówiliśmy się, że nie będziemy już o tym rozmawiać.

Przez chwilę wydaje się, że lekarka ustąpi. Ale zamiast tego jej twarz twardnieje.

— Dobrze — mówi chłodno. — W takim razie teraz ty posłuchaj mnie.

Unosi podbródek, a jej spojrzenie staje się skupione i nieprzejednane.

— Jeśli jutro Hancer przejdzie przez te drzwi — wskazuje ręką na wejście do gabinetu — rozpocznę terapię. Bez dalszych dyskusji. To od ciebie zależy, czy pozwolisz jej tu wejść. Ale jeśli to zrobi, nie zatrzymam jej.

***

Beyza krząta się po salonie w ciszy, którą przerywa jedynie cichy szum czajnika. Nusret leży na kanapie, okryty grubym kocem, z twarzą zmęczoną i poszarzałą od gorączki. Gdy córka podchodzi do niego z tacą, unosi powieki i patrzy na nią uważnie.

Na tacy stoi miska zupy krem, kromka chleba i szklanka wody z cytryną.

— Dodałaś pieprz? — pyta podejrzliwie.

— Dodałam pieprz i sok z cytryny — odpowiada Beyza spokojnie. — Nie martw się, wszystko tak, jak lubisz.

Nusret nabiera łyżkę i próbuje. Po chwili marszczy nos i odkłada łyżkę z wyraźnym niezadowoleniem.

— Co to za zupa? — burczy. — Z czego ona jest zrobiona?

— Z torebki — odpowiada Beyza bez wahania. — Znalazłam ją w szufladzie i zrobiłam.

— Z torebki? — powtarza z oburzeniem. — Sprzątaczka ją kupiła. Czy ty nie wiesz, że nie znoszę zup z proszku? Lepiej zamów mi normalną z restauracji.

— Co za różnica, tato? — wzdycha Beyza. — Jedz. Nic ci nie będzie.

Nusret patrzy na nią spod zmarszczonych brwi.

— Dobrze, że nie wyszłaś za mąż za obcego mężczyznę — mówi z przekąsem. — Gdybyś podała mu coś takiego, nie wytrzymałby z tobą nawet tygodnia.

Beyza nie odpowiada. Jej twarz pozostaje spokojna, ale w oczach na moment pojawia się irytacja. Odkłada tacę na stolik, sięga po telefon i szybko pisze wiadomość do Gülşüm:

„Natychmiast daj mi znać, jeśli wydarzy się coś nowego.”

Odkłada telefon dokładnie w chwili, gdy rozlega się dzwonek do drzwi.

— Zamówiłam coś z targu — rzuca do ojca, odwracając się w stronę przedpokoju. — Zaraz wrócę.

Otwiera drzwi… i zamiera.

Na progu nie stoi żaden dostawca. Tylko Yonca.

— Co ty tutaj robisz? — pyta Beyza ostro, bez cienia uprzejmości. — Dlaczego przyszłaś?

— Przyszłam życzyć panu Nusretowi szybkiego powrotu do zdrowia — odpowiada Yonca z szerokim, niemal zbyt serdecznym uśmiechem.

Beyza mruży oczy.

— Chwila… — mówi powoli. — Skąd wiesz, że mój ojciec jest chory?

Yonca nie odpowiada. Zamiast tego mija Beyzę i bez zaproszenia wchodzi do środka. Kieruje się prosto do salonu.

Nusret, słysząc jej głos, natychmiast prostuje się, poprawia włosy i z wysiłkiem podnosi się z kanapy.

— Pani Yonco — mówi zaskoczony, ale wyraźnie zadowolony. — Cóż za miła niespodzianka. Nie spodziewałem się ciebie.

— Dowiedziałam się od pańskiej sekretarki, że jest pan przeziębiony — odpowiada Yonca słodkim tonem. — Przyniosłam zupę. Domową. Z dużą ilością czosnku. Świetnie działa na przeziębienie.

Beyza staje w progu salonu, wyraźnie spięta.

— Przepraszam bardzo — wtrąca chłodno. — Co ona robiła w twojej firmie?

— Pani Yonca pracuje teraz dla nas — odpowiada Nusret, wzruszając ramionami, jakby to była najoczywistsza rzecz na świecie. — Przestań zadawać pytania i weź tę torbę. Przyniosła ją specjalnie dla mnie.

Yonca podaje Beyzie reklamówkę z pojemnikiem.

— Tak, kochana — mówi z wyraźną satysfakcją. — Weź ją. Jeszcze gorąca.

Beyza chwyta torbę, ale jej spojrzenie pozostaje lodowate. Najchętniej chwyciłaby Yoncę za włosy i wyrzuciła ją z domu, ale wie, że nie może tego zrobić.

***

Nusret je zupę łapczywie, z wyraźnym apetytem, jakby każdy kolejny łyk przywracał mu siły. Na jego twarzy pojawia się zadowolenie — zupełnie inne niż to, które miał, gdy próbował wodnistego kremu przygotowanego przez córkę.

— To jest zupa — mruczy, odkładając łyżkę. — Porządna. Zaczynam się pocić… — Ociera czoło chusteczką i uśmiecha się z ulgą. — Chyba rzeczywiście zaczyna działać. Pójdę się umyć.

Z wysiłkiem podnosi się z kanapy i rusza w stronę schodów. Jego kroki cichną na piętrze.

W tej samej chwili Beyza prostuje się gwałtownie. Chwyta Yoncę za ramię. Jej palce zaciskają się mocno, niemal boleśnie.

— Co ty wyprawiasz? — syczy, wbijając w nią spojrzenie. — Jakim cudem udało ci się zmanipulować mojego ojca, żeby zatrudnił cię w firmie?

Yonca wyrywa się z jej uścisku.

— Czy ja naprawdę muszę się przed tobą tłumaczyć? — odpowiada chłodno.

— Odpowiadaj natychmiast! — Beyza nie obniża głosu. — Co kombinujesz?!

Yonca poprawia rękaw, jakby strząsała z siebie nie tylko dotyk, ale i całą Beyzę.

— Zapytaj swojego tatusia — mówi spokojnie. — To on zaproponował mi pracę. — Unosi brew. — Czy to w jakikolwiek sposób cię dotyczy? Wątpię.

— Natychmiast złożysz wypowiedzenie! — Beyza niemal krzyczy. — A potem znikniesz z naszego życia. Raz na zawsze.

Yonca przez chwilę milczy. Patrzy na nią uważnie, jakby ważyła słowa. W końcu uśmiecha się blado.

— Dobrze — mówi spokojnie. — Zrezygnuję z pracy.

Beyza zastyga, zaskoczona tak łatwą zgodą.

— Ale — ciągnie Yonca miękko — wtedy znów zapukam do twoich drzwi. Wiesz przecież, że potrzebuję pieniędzy. Chciałam uczciwie na nie zapracować. — Jej głos twardnieje. — Jeśli jednak tak bardzo zależy ci, żebym dalej cię szantażowała… nie mam nic przeciwko.

Zapada cisza.

Beyza odwraca wzrok. Jej ramiona opadają, jakby nagle ubyło jej sił. Wie, że przegrała — przynajmniej na razie.

Kapituluje.

***

Derya wchodzi do biura niepewnym krokiem. Trzyma torebkę oburącz, jakby była dla niej jedyną podporą. Gdy Cihan podnosi wzrok znad dokumentów, natychmiast dostrzega jej napięcie — twarz ma zmęczoną, oczy zaczerwienione, a głos drży już przy pierwszych słowach.

— Cemil… on coraz częściej mdleje — zaczyna cicho, z trudem panując nad emocjami. — Na początku myśleliśmy, że to problemy z ciśnieniem. Wmawialiśmy sobie, że to nic poważnego. — Przełyka ślinę. — Ale kiedy zemdlał tuż przed waszym ślubem… przestraszyłam się. Zabrałam go do lekarza.

Na moment milknie, jakby zbierała siły.

— Nie powiedziałam Hancer — dodaje szybko. — Nie chciałam jej martwić. Wystarczyło, że miała na głowie ślub. Przeprowadzono mnóstwo badań. — Sięga do torebki, wyciąga plik dokumentów i kładzie je na biurku. — Nie do końca to rozumiem, ale wszystko jest tu opisane.

Cihan rzuca okiem na wyniki. Jego twarz nie zdradza emocji, ale w spojrzeniu pojawia się skupienie.

— Czego ode mnie oczekujesz? — pyta wprost.

— Lekarz powiedział, że powinniśmy skonsultować się ze specjalistą — odpowiada Derya. — Z kimś naprawdę dobrym. Ale jak mam do kogoś takiego dotrzeć? — Spuszcza wzrok. — Poza tym prywatne szpitale są strasznie drogie. Wstyd mi to mówić. Dni mijały, a stan Cemila się pogarszał. Nie mogłam powiedzieć Hancer, że jej brat jest chory.

Słowa Deryi uruchamiają wspomnienia. Cihan widzi znów tamten wieczór w restauracji — noc henny. Cemil żartował, nalegał, żeby mężczyźni też świętowali. A jednak był nienaturalnie blady. Ręka drżała mu, gdy nakładał sałatkę. Wtedy Cihan to zignorował. Teraz wie, że nie powinien był.

— Mam kilku znajomych — mówi w końcu. — Skontaktuję się z nimi. Zobaczymy, co da się zrobić.

Derya oddycha z ulgą, jakby właśnie spadł z niej ogromny ciężar.

— Niech Bóg ci to wynagrodzi — szepcze.

Cihan jednak nie spuszcza z niej wzroku.

— Musisz powiedzieć o tym Hancer — dodaje stanowczo. — To jej brat. Sprawa jest poważna. Ma prawo wiedzieć.

— Nie. — Derya gwałtownie kręci głową. — Proszę… nie. — Jej głos łamie się. — Ona przeżyje to gorzej niż Cemil. Dopiero co się pobraliście. Nie chcę, żeby się stresowała. Hancer jest dumna. Gdyby dowiedziała się, że przyszłam do ciebie, zabiłaby mnie. — Podnosi na niego błagalne spojrzenie. — Szwagrze… czy może to zostać między nami?

Cihan milczy przez chwilę, rozdarty między rozsądkiem a współczuciem.

Nie wie, że Hancer zna prawdę.

Nie wie też, że Derya nie przyszła tu tylko jako zmartwiona żona. Choroba Cemila stała się dla niej narzędziem — sposobem na wzbudzenie litości, na zyskanie wpływu. Każde słowo, każdy gest jest częścią cichej umowy z Mukadder.

Umowy, której celem jest jedno: jak najszybsza ciąża Hancer — i wysoka nagroda, która czeka Deryę, gdy plan zostanie doprowadzony do końca.

Powyższy tekst stanowi autorskie streszczenie i interpretację wydarzeń z serialu Gelin. Inspiracją do jego stworzenia były filmy Gelin 20.Bölüm i Gelin 21.Bölüm dostępne na oficjalnym kanale serialu w serwisie YouTube. W artykule zamieszczono również zrzuty ekranu pochodzące z tych odcinków, które zostały użyte wyłącznie w celach informacyjnych i ilustracyjnych. Wszystkie prawa do postaci, fabuły i materiału źródłowego należą do ich prawowitych właścicieli.

Podobne wpisy

  • Panna młoda odc. 21: Mukadder szykuje Hancer na noc z Cihanem!

    Mukadder ogłasza w rezydencji, że Cihan spędzi noc w starym domu. Natychmiast rozpoczyna przygotowania: zamawia fryzjerkę, luksusowe koszule nocne i poleca wysłać do Hancer ulubione potrawy syna. Beyza buntuje się przeciw tej decyzji, lecz Mukadder jasno daje jej do zrozumienia, że jedynym celem jest wnuk. Po kłótni Beyza w samotności wpada w histerię, a ojciec zmusza ją do opanowania emocji, by nie straciła wpływów. Wieczorem Hancer czeka w napięciu na Cihana. Niespodziewanie odwiedza ją Beyza, udając życzliwość, i przekazuje szkatułkę rzekomo od byłej żony Cihana. W środku Hancer znajduje zegarek, który Cemil podarował Cihanowi w dniu ślubu. Beyza sugeruje, że Cihan spędził noc u byłej żony i zostawił tam pamiątkę. Wstrząśnięta Hancer zostaje sama, nieświadoma, że Beyza celowo doprowadziła do intrygi, by tej nocy rozdzielić małżonków.

  • Panna młoda odc. 17: Hancer i Cihan ustalają datę ślubu!

    Hancer i Cihan zjawiają się w urzędzie stanu cywilnego, by jak najszybciej ustalić termin ślubu, jednak urzędnik informuje ich, że formalności nie mogą zostać dopełnione z powodu przysługującego Beyzie ustawowego terminu na odwołanie od rozwodu. Hancer odkrywa, że mężczyzna zaczął szukać nowej żony niemal natychmiast po rozstaniu z Beyzą i w gniewie opuszcza urząd, odmawiając podpisu. Tymczasem Nusret dowiaduje się, że Beyza współpracowała z kobietą, która przekazała mediom plotkarskim informacje o Cihanie i Hancer. Ojciec nie tylko jej nie powstrzymuje, ale podsuwa nową, bardziej wyrafinowaną strategię. Beyza przygotowuje „prezent” dla rywalki. Następnego dnia Hancer i Cihan ponownie składają dokumenty – data ślubu zostaje ustalona. Oboje odchodzą w milczeniu, nieświadomi intrygi, która właśnie zaczyna działać.

  • Panna młoda odc. 2: Miliony w zamian za dziecko!

    W domu pogrążonym w półmroku Hancer budzi się z niepokojącego snu, w którym widzi siebie jako pannę młodą ratującą płaczące dziecko. Tego samego wieczoru do domu przychodzą Hatice i elegancka przedstawicielka bogatej rodziny Develioglu z propozycją małżeństwa Hancer z Cihanem – rozwiedzionym milionerem, który pilnie potrzebuje syna. Dziewczyna stanowczo odrzuca ofertę, sprzeciwiając się traktowaniu kobiety wyłącznie jako narzędzia do urodzenia dziecka. Wkrótce Derya traci pracę i pod presją długów zaczyna rozważać, jak zmusić Hancer do zmiany decyzji. Tymczasem Hancer dowiaduje się od lekarza, że u jej brata wykryto torbiel na pniu mózgu i konieczne są pilne, kosztowne badania.

  • Panna młoda odc. 15: Skandal w sieci! Portal plotkarski ujawnia zdjęcie Cihana i Hancer!

    Poranek Cihana zaczyna się od skandalu – w sieci pojawia się artykuł plotkarski sugerujący, że po rozwodzie z Beyzą natychmiast związał się z Hancer. Zdjęcie z grilla trafia do mediów, a Engin rozpoczyna śledztwo, by ustalić, kto je ujawnił. Afera wywołuje burzę w rodzinie Develioglu: Nusret oskarża Cihana o zniszczenie honoru Beyzy, Mukadder próbuje opanować kryzys, a sama Beyza potajemnie cieszy się z wybuchu skandalu. Cihan konfrontuje się z Cemilem, brutalnie wyjaśniając, że małżeństwo z Hancer to wyłącznie umowa, bez rodzinnych więzi. Wkrótce potem Cemil trafia nieprzytomny do szpitala. Świadek twierdzi, że tuż przed zasłabnięciem widziała u niego Cihana. Hancer, wstrząśnięta, rusza na spotkanie z nim, przekonana, że przekroczył granicę, której nie wolno było przekraczać.

  • Panna młoda odc. 25: Engin wyrzuca Cihanowi prawdę w oczy!

    Beyza przygotowuje się do tajemniczego spotkania z Yoncą i wychodzi z domu z dużą czarną torbą, wzbudzając nieufność Mukadder. W rezydencji narasta napięcie – Mukadder obawia się kolejnych problemów, a jej gniew kieruje się zarówno na Sinem, jak i Beyzę. W firmie dochodzi do ostrej konfrontacji między Cihanem a Enginem, gdy Cihan odkrywa zdjęcie Engina z Hancer i oskarża przyjaciela o zdradę. Engin ujawnia prawdę o zatrzymaniu brata Hancer i podważa osądy Cihana. Po ich rozstaniu Cihan odnajduje pieniądze, które rzekomo zniknęły, co rodzi w nim pierwsze wątpliwości co do winy Hancer. W kawiarni Beyza spotyka się z Yoncą, lecz zamiast gotówki przekazuje jej luksusowe przedmioty, prowokując nowy konflikt i zapowiadając kolejne konsekwencje.

  • Panna młoda odc. 26: Hancer znajduje bratnią duszę!

    Hancer chce wreszcie wyznać bratu prawdę o swoim małżeństwie, gdy niespodziewanie w jego mieszkaniu pojawia się Cihan i zabiera ją z powrotem do rezydencji. W drodze stawia jasne warunki: jako jego żona ma zgłaszać każdy problem wyłącznie jemu. Po powrocie do starego domu Hancer spotyka się z otwartą wrogością Mukadder, która brutalnie wyrzuca ją przed dom i doprowadza do jej upadku ze schodów. W obronie Hancer staje Sinem, ujawniając, że to sam Cihan przywiózł ją z powrotem. Upokorzona i ranna Hancer znajduje wsparcie u Sinem, która oferuje jej pomoc i przyjaźń. Tymczasem Beyza i Mukadder obserwują rozwój wydarzeń z narastającą frustracją, zapowiadając kolejne konflikty w rodzinie.