Panna młoda odc. 58: Cihan chce wyznać prawdę o Beyzie! Ona kopie dla niego grób!

Beyza i Nusret siedzą na krawędzi wykopanego dołu. Dziewczyna opiera głowę na ramieniu ojca. Sprawia wrażenie wyczerpanej.

„Panna młoda” Odc. 58 – streszczenie

Po tym, jak ich małżeństwo zostało oficjalnie zaakceptowane przez Cemila, Cihan zabiera Hancer w spokojne, zacienione miejsce na skraju miasta. Wysokie drzewa rzucają na ziemię plamy światła, a między nagrobkami rosną dzikie trawy i krzewy. Panuje tu cisza, przerywana jedynie szumem liści.

Zatrzymują się przed jednym z grobów.

Na jasnym kamieniu widnieje napis: Metin Develioğlu. W niewielkiej, prostokątnej rabacie rosną świeże kwiaty — białe i fioletowe bratki.

Cihan staje nieruchomo przed nagrobkiem. Unosi dłonie do modlitwy.

Hancer robi to samo.

Przez chwilę oboje milczą, pogrążeni w modlitwie.

Kiedy kończą, Cihan patrzy na kamień jeszcze przez moment, jakby w myślach rozmawiał z kimś, kto wciąż jest dla niego bardzo bliski.

— Przyprowadziłem cię do mojego brata — mówi w końcu cicho. — Jest dla mnie jak niewidzialna część mnie. Nawet jeśli go nie ma… wciąż czuję, że jest obok.

Jego głos staje się głębszy.

— Był jedynym człowiekiem, którego naprawdę podziwiałem. To od niego nauczyłem się, czym jest sprawiedliwość i odpowiedzialność. Zawsze mówił, że człowiek nie może się poddawać, nawet jeśli wszystko się wali.

Cihan opuszcza wzrok.

— A jednak… nie potrafiłem go uratować.

Na jego twarzy pojawia się cień bólu.

— Nigdy nie zapomnę dnia, w którym wyszedł z domu. Gdybym wtedy posłuchał mamy… gdybym nie pozwolił mu wsiąść do samochodu…

Przerywa na moment.

— Mine nadal miałaby ojca. A moja bratowa męża.

Hancer patrzy na niego ze współczuciem. Ostrożnie wyciąga dłoń, jakby chciała dotknąć jego ręki i dodać mu otuchy, ale w ostatniej chwili się wycofuje. Nie jest pewna, czy ich relacja jest już na tyle bliska, by pozwolić sobie na taki gest.

Cihan tego nie zauważa.

— Mój brat zginął w wypadku samochodowym — mówi cicho. — I od tamtego dnia czuję, jakbym nosił w sobie coś ciężkiego, czego nie mogę z siebie zdjąć.

Robi powolny wdech.

— Nie cofnę czasu. Nie zmienię tego, co się stało. Taki widocznie był los. Ale mój brat zawsze będzie we mnie… jak rana, która nigdy do końca się nie zagoi.

W oczach Hancer pojawiają się łzy.

— Musi być ci bardzo trudno pogodzić się z tym, że go nie ma — mówi drżącym głosem.

Cihan milczy przez chwilę, po czym lekko kiwa głową.

— Tak. Ale życie toczy się dalej. — Patrzy na nagrobek. — Robiąc to, co on robił, i próbując dokończyć to, czego on już nie zdążył, mam wrażenie, że wciąż jest przy mnie.

Na moment zamyka oczy.

— To daje mi siłę.

Po chwili spogląda na Hancer.

— Czy teraz rozumiesz, dlaczego tak bardzo chcę mieć syna?

Hancer powoli potakuje.

— Nie wiedziałam o tym wszystkim — mówi cicho.

Cihan uśmiecha się blado.

— Może jestem ordynarny, nieokrzesany i gburowaty… tak jak kiedyś o mnie powiedziałaś.

Na moment spogląda jej w oczy.

— Ale jestem człowiekiem, który nie schodzi z raz obranej drogi.

Jego głos staje się stanowczy.

— Mam wobec kogoś dług. Wobec mojej rodziny, wobec mojego brata i wobec matki.

Patrzy znów na nagrobek.

— Spóźniłem się ze spłatą tego długu.

Robi krótką pauzę.

— I nie spocznę, dopóki go nie spłacę.

***

Wracają razem z cmentarza, ale tuż za bramą ich drogi się rozdzielają.

Hancer zostaje w starym domu, gdzie czeka na nią cisza i znajome ściany. Cihan natomiast kieruje się do rezydencji.

Gdy przekracza próg salonu, nawet nie zdąży zdjąć płaszcza.

— Dlaczego przyprowadziłeś tę bezwstydnicę do naszego domu?! — rozlega się ostry krzyk.

Mukadder stoi na środku salonu. Jej twarz jest napięta ze złości, a oczy płoną gniewem.

Cihan zatrzymuje się w pół kroku.

— Mamo, przestań! — odpowiada stanowczo. — To moja żona. Nie mów tak o niej.

Mukadder patrzy na niego z niedowierzaniem.

— Dalej nazywasz ją swoją żoną?! — jej głos drży ze wzburzenia. — Powinieneś się wstydzić! Czy w ogóle nie dbasz o swoje imię? O reputację naszej rodziny? Jak możesz pozwolić, żeby taka kobieta przekroczyła próg tego domu?!

Cihan prostuje się. W jego spojrzeniu pojawia się chłód.

— Uważaj na swoje słowa, mamo.

Podnosi ostrzegawczo palec wskazujący.

— Wiem wszystko, co muszę wiedzieć. I nie muszę się nikomu tłumaczyć. A jeśli odważysz się powiedzieć o niej jeszcze jedno obraźliwe słowo…

Mukadder nagle zasłania uszy dłońmi, jakby nie chciała już słyszeć ani jednego zdania.

— Zamknij się! — krzyczy z rozpaczą. — Chciałabym być głucha, żeby tego nie słyszeć! Więc odwracasz się od własnej matki dla tej dziwki?!

Jej oczy wypełniają się łzami.

— O mój Boże… tyle lat… tyle wysiłku… wszystko na marne!

Jej głos łamie się.

— Jestem kobietą, która sama wychowała dwóch synów, odkąd twój ojciec mnie zdradził! Sama was wychowałam! Sama was utrzymałam!

Wskazuje na niego drżącą dłonią.

— Jak szybko zapomniałeś, że twój ojciec nas porzucił! Czy chcesz stać się taki jak on?!

Cihan milczy. Jego szczęka napina się coraz mocniej.

Mukadder nie przestaje.

— Tyle lat ciężkiej pracy, tyle łez… po to, żebyś wyrósł na takiego człowieka?! — jej głos staje się coraz ostrzejszy. — Stawiasz prostytutkę ponad swoją rodziną?!

***

W tej chwili w głowie Cihana pojawia się wspomnienie sprzed wielu lat.

Jest jeszcze dzieckiem.

Stoi w korytarzu rodzinnego domu, obok swojego starszego brata Metina. Obaj słyszą krzyki dobiegające z sąsiedniego pokoju.

Rodzice się kłócą.

— Czy nie masz wstydu?! — krzyczy Mukadder do męża. — Oszalałeś?! Chcesz porzucić rodzinę dla zwykłej ulicznicy?!

W pokoju zapada krótka cisza.

— Uważaj na słowa — odpowiada twardo jego ojciec. — Ona nie jest żadną ulicznicą. To kobieta, którą kocham.

Mukadder patrzy na niego z niedowierzaniem.

— Nie możesz tak po prostu odejść! — krzyczy. — Mamy dzieci! One nigdy ci tego nie wybaczą!

Mężczyzna podnosi walizkę.

— Nie obchodzi mnie to. Zejdź mi z drogi.

Mija żonę i rusza w stronę drzwi.

Mały Cihan rzuca się za nim.

— Tato, nie zostawiaj nas! — woła z rozpaczą.

Ale ojciec nawet się nie zatrzymuje.

Odpycha chłopca lekko na bok i wychodzi.

Drzwi zamykają się z głuchym trzaskiem.

***

Wspomnienie znika.

Cihan stoi znów w salonie rezydencji, twarzą w twarz z matką.

Echo dawnych wspomnień wciąż dźwięczy mu w uszach. Jego twarz jest napięta, a w oczach pojawia się gniew, którego już nie potrafi powstrzymać.

— Mamo, dość! — wybucha jeszcze głośniej. — Naprawdę porównujesz mnie do tego człowieka?

Mukadder patrzy na niego z uporem.

— Zachowujesz się dokładnie tak samo!

Te słowa uderzają w Cihana jak policzek.

— Zrezygnowałem ze swojego szczęścia dla ciebie! — mówi, a jego głos drży z emocji. — Przez siedem lat byłem żonaty z kobietą, której nie kochałem!

W salonie zapada ciężka cisza.

— Tylko dlatego, że tego chciałaś, mamo!

W tym momencie kamera przesuwa się w stronę przedpokoju.

Tam, częściowo ukryta za ścianą, stoi Beyza. Zatrzymała się, słysząc podniesione głosy.

Słowa Cihana docierają do niej powoli.

Najpierw marszczy brwi z niezrozumienia.

Potem jej twarz blednie.

Oczy rozszerzają się z niedowierzania.

Jakby ktoś nagle wyrwał grunt spod jej stóp.

Słowa Cihana uderzają w nią jak cios. W jej głowie wciąż rozbrzmiewa jedno zdanie:

Przez siedem lat byłem żonaty z kobietą, której nie kochałem.

Beyza nieruchomieje.

Cihan tymczasem mówi dalej, nie mając pojęcia, że ktoś jeszcze słucha.

— Całe życie poświęcałem swoje szczęście dla ciebie — ciągnie z goryczą. — Żebyś mogła mieć rodzinę, o jakiej marzysz.

Jego głos staje się coraz bardziej stanowczy.

— Żebyś doczekała się wnuka.

Robi krótką pauzę.

— Ale dość. To koniec.

Odwraca się gwałtownie i rusza w stronę wyjścia z salonu.

Przez moment wygląda niemal tak samo jak jego ojciec tamtego dnia — gdy wziął walizkę i wyszedł z domu.

— Czy zakochałeś się w tej dziewczynie?! — krzyczy za nim Mukadder.

Cihan się nie zatrzymuje.

— Nie waż się, Cihanie! — jej głos łamie się między gniewem a rozpaczą. — Nie rób tego… bo stracisz swoją matkę!

Ale Cihan nie odpowiada.

Idzie dalej.

Gdy wchodzi do hallu, nagle ktoś staje mu na drodze.

To Beyza.

Jej twarz jest blada jak papier, a oczy błyszczą od łez, które ledwo powstrzymuje.

Patrzy na niego tak, jakby widziała go po raz pierwszy.

— Powiedziałeś… — zaczyna cicho — że żenisz się z tą dziewczyną tylko ze względu na dziecko.

Zbliża się o krok.

— Cihan Develioğlu nie skłamałby… prawda?

W jej spojrzeniu jest desperacka nadzieja.

Cihan patrzy na nią przez chwilę.

Ale nie odpowiada.

Mija ją w milczeniu i wychodzi.

Drzwi zamykają się za nim cicho.

A Beyza zostaje sama w hallu, z prawdą, która właśnie roztrzaskała jej świat.

***

Cihan wychodzi z rezydencji szybkim krokiem, jakby chciał jak najszybciej zostawić za sobą ciężar kłótni z matką. Powietrze na zewnątrz jest chłodne i wilgotne, a niebo nad miastem zasnute szarymi chmurami.

Po kilkunastu minutach jazdy zatrzymuje samochód przy nadmorskim porcie. Woda w zatoce jest spokojna, a przy pomostach kołyszą się niewielkie łodzie i jachty. Za ogrodzeniem ciągnie się rząd białych kadłubów, a w oddali majaczy panorama miasta.

Przy ogrodzeniu czeka już Engin.

— Dowiedziałem się o niej wszystkiego — mówi Cihan bez wstępu, gdy tylko do niego podchodzi. — Poprosiła mnie o pieniądze dla swojego brata. Nie ma żadnych innych tajemnic. Jej brat jest poważnie chory, dlatego zgodziła się na naszą umowę małżeńską. Chciała spłacić jego długi.

Engin przygląda mu się uważnie.

— Cieszę się, że w końcu to wyjaśniłeś — odpowiada spokojnie. — Zakładam więc, że zrezygnowałeś z pomysłu rozwodu.

Cihan patrzy w stronę portu.

— Zaczynamy wszystko od nowa. Zabrałem ją z domu jej brata i przywiozłem do siebie.

Engin marszczy lekko brwi.

— Skoro się pogodziliście i Hancer wróciła do twojego domu, dlaczego nadal wyglądasz, jakby coś cię dręczyło? Co jest nie tak?

Cihan przez chwilę milczy.

— Ja wiem o niej wszystko, Enginie — mówi w końcu ciężko. — Ale ona nie wie prawie nic o moim życiu.

Odwraca wzrok.

— Zaczęliśmy źle… i tak już zostało. Od początku wszystko było oparte na niedomówieniach.

Engin czeka.

— Ukrywałem przed nią jedną rzecz — mówi Cihan. — Że Beyza jest moją byłą żoną.

Engin wzdycha cicho.

— Szczerze mówiąc… bardzo bym chciał, żeby nigdy nią nie była.

Cihan krzywi się lekko.

— Ja też.

Przez chwilę patrzy w ziemię.

— Nigdy nie była dla mnie ważna. Niczego jej nie obiecywałem. Ale teraz wszystko się zmieniło.

— Co się zmieniło?

Cihan spogląda na przyjaciela.

— Weszliśmy na nową drogę, Enginie. Zaczęliśmy nowy rozdział. I nie chcę już niczego ukrywać. Nie mogę jej tego zrobić.

Obaj ruszają powoli wzdłuż ogrodzenia portu, po czym zatrzymują się przy drewnianej ławce pod samotnym drzewem. Siadają obok siebie.

Przez chwilę patrzą na spokojną wodę i łodzie kołyszące się przy pomostach.

— Zaczęła wypytywać o moją byłą żonę — mówi Cihan. — Muszę to zakończyć. To ode mnie musi się dowiedzieć, że Beyza była moją żoną.

Engin spogląda na niego z boku.

— Skoro jesteś zdecydowany powiedzieć prawdę… na co czekasz? Idź i powiedz jej.

Cihan ciężko wzdycha.

— To już nie jest takie proste, Enginie. Minęło dużo czasu… a z każdym dniem wszystko staje się trudniejsze.

Zamyśla się.

— Beyza zaatakowała mnie dzisiaj.

Engin unosi brwi.

— Poczułem się jak najbardziej nikczemny człowiek na świecie — ciągnie Cihan. — Pomyśl tylko… twoja żona nie może wejść z tobą do twojego domu z podniesioną głową.

Na moment milknie.

— Kiedy wychodziłem z rezydencji, Hancer stała przy oknie i patrzyła na mnie. Nie poszedłem do niej.

Engin splata dłonie.

— Co więc zamierzasz zrobić? Jak jej to powiesz?

Cihan patrzy w dal, jakby już podjął decyzję.

— Znajdę sposób. Ale nie pozwolę jej przeżyć tego, co ja przeżyłem dzisiaj.

Podnosi się z ławki.

— Powiem jej prawdę. Że Beyza jest moją byłą żoną.

Sięga do wewnętrznej kieszeni marynarki i wyciąga telefon. Po chwili wybiera numer.

Po drugiej stronie rozlega się głos Hancer.

— Halo?

— Hancer — mówi spokojniej. — Musimy porozmawiać. Zjemy dziś razem kolację, dobrze?

— W porządku — odpowiada po chwili. — Co chcesz, żebym przygotowała?

Cihan lekko się uśmiecha.

— Nie zawracaj sobie tym głowy. Zamówię coś na wynos.

— Nie może tak być — mówi stanowczo. — Powiedz, na co masz ochotę, a ja to przygotuję.

Cihan spogląda na spokojną taflę wody w porcie.

— Przygotuj to, na co ty masz ochotę — odpowiada łagodniej. — Do zobaczenia wieczorem.

***

Akcja przenosi się na stary, zadrzewiony cmentarz. Wśród gęstych koron drzew słońce przebija się tylko wąskimi smugami światła. Ciszę zakłócają jedynie odgłosy uderzeń metalu o ziemię.

Beyza stoi obok grobu Metina Develioğlu. W rękach trzyma kilof i z wściekłością wbija go w ziemię. Każde uderzenie jest gwałtowne, niemal desperackie. Jej włosy są w nieładzie, oddech ma ciężki, a twarz napiętą od tłumionej furii.

W jej głowie wciąż rozbrzmiewają słowa Cihana:

„Przez siedem lat byłem żonaty z kobietą, której nie kochałem.”

Uderza jeszcze mocniej.

Ziemia rozpryskuje się na boki.

— Siedem lat… — szepcze przez zaciśnięte zęby.

W jej oczach pojawia się obłęd.

— Siedem lat mojego życia…

Kolejne uderzenie.

Nagle między drzewami pojawia się jej ojciec. Nusret biegnie ścieżką, zdyszany, zaniepokojony.

— Beyza! — woła. — Czy ty oszalałaś?!

Podbiega bliżej i zatrzymuje się, widząc rozkopaną ziemię obok grobu.

— Co ty wyprawiasz?!

Beyza odwraca się powoli. W jej spojrzeniu jest coś niepokojącego.

— Tato… jesteś tutaj?

Nagle uśmiecha się dziwnie.

Sięga po stojącą obok łopatę i podaje mu ją.

— Spójrz. Kupiłam dwie łopaty. — Wciska mu ją w ręce. — Pomóż mi.

Nusret patrzy na nią w osłupieniu.

— Beyza… o czym ty mówisz?

Ona wskazuje na dół w ziemi.

— Musimy kopać głębiej. Jeszcze głębiej… — mówi gorączkowo. — Taki dół, z którego Cihan nigdy nie będzie mógł się wydostać.

Chwyta łopatę i zaczyna odrzucać ziemię na bok, jak opętana.

Nusret powoli kuca, patrząc na córkę z przerażeniem.

— Beyza…

Dziewczyna zatrzymuje się i mierzy wzrokiem wykopaną jamę.

— Tato, spójrz. — Wskazuje na dół. — Czy Cihan się tu zmieści?

Marszczy brwi.

— Nie… nie zmieści się.

Kręci głową z rosnącą frustracją.

— Jak taki wielki człowiek miałby się tu zmieścić?

Nusret podnosi się i łapie ją za ramiona.

— Wystarczy! Uspokój się!

— Nie uspokoję się! — krzyczy Beyza.

Szarpie się i ponownie chwyta kilof.

— Nie przestanę, dopóki Cihan nie znajdzie się w tym dole!

— Córko, czy ty straciłaś rozum?!

Beyza nagle wybucha płaczem.

— Tak! Straciłam!

Kilof wypada jej z rąk.

— Straciłam wszystko…

Łzy spływają po jej twarzy.

— Cihan… nigdy mnie nie kochał. — Jej głos drży. — Przyznał to dzisiaj.

Zamyka oczy.

— Domyślałam się tego, ale…

Z trudem łapie oddech.

— To było tak bardzo bolesne usłyszeć to z jego ust.

Nusret obejmuje ją ostrożnie.

— Dobrze, spokojnie… uspokój się.

Beyza jednak nagle znowu się zrywa.

— On znowu sprowadził tę dziewczynę do domu! — mówi z wściekłością. — Z kwiatami i czekoladkami pojechał prosić o jej rękę!

Oddycha coraz szybciej.

— A kiedy jej brat mu odmówił… Cihan ją porwał!

Patrzy na ojca z niedowierzaniem.

— Wyobrażasz to sobie?! Posunął się aż do tego dla niej!

Nagle osuwa się na kolana przed ojcem.

— Tato…

Jej głos łamie się całkowicie.

— Błagam cię.

Chwyta go za ręce.

— Zabij go.

Nusret patrzy na nią z niedowierzaniem.

— Córko, co ty mówisz?

— Zabij Cihana — powtarza jeszcze bardziej rozpaczliwie. — Wtedy przynajmniej będę wiedziała, gdzie jest.

Wskazuje na ziemię.

— Pod ziemią.

Jej twarz wykrzywia się w bólu.

— A nie w jej ramionach.

Zerka na wykopany dół.

— Albo sama się tu położę.

Siada na krawędzi jamy. Nusret siada obok niej, a ona opiera głowę na jego ramieniu, wyczerpana płaczem.

Po chwili mówi cicho:

— Zabij Cihana… niech te tortury się skończą.

Nusret spogląda na nią uważnie.

— Myślisz, że to, czego chcesz, jest rozsądne?

Beyza podnosi głowę.

— Nie mówiłeś kiedyś, że zrobisz dla mnie wszystko?

Mężczyzna wzdycha.

— Zrobię.

Jego głos staje się twardy.

— Za jedną twoją łzę mógłbym puścić z dymem całą rezydencję.

Beyza natychmiast podnosi się.

— Więc zrób to! — mówi z błyskiem w oczach. — Spal ją! Niech nic z niej nie zostanie!

Nusret jednak kręci głową.

— Użyj mózgu, córko.

Patrzy na nią chłodno.

— Co wtedy zyskasz?

Robi krótką pauzę.

— Nie masz z nim dziecka. Jesteście po rozwodzie.

Rozkłada ręce.

— Co z tego będziesz miała? Powiedz mi.

Beyza patrzy w ziemię.

— Nie chcę pieniędzy.

Po chwili podnosi wzrok.

— Ale jeśli Cihan nie jest mój, to nie będzie też jej.

Nusret uśmiecha się lekko — zimno i wyrachowanie.

— Posłuchaj mnie uważnie.

Nachyla się do niej.

— Dopóki będziesz działać tak pochopnie, niczego nie osiągniesz.

Beyza marszczy brwi.

— Więc ty też mnie obwiniasz?

— Nie. — Jego głos jest spokojny. — Mówię tylko, żebyś zaczęła myśleć. Cihan jest dokładnie w stanie, w którym chcieliśmy, żeby był.

Beyza patrzy na niego zaskoczona.

— Co masz na myśli?

Nusret uśmiecha się jeszcze szerzej.

— Miłość czyni ludzi głupimi. Nie widzą nawet tego, co mają przed oczami.

Robi krótką pauzę.

— Pozwól mu popełniać błędy.

Patrzy na nią znacząco.

— Kiedy ta dziewczyna urodzi, to ty przejmiesz dziecko. A jeśli nadal będziesz chciała, żeby Cihan umarł…

Wzrusza ramionami.

— W porządku, niech tak będzie.

Jego głos staje się lodowaty.

— Ale poczekaj. — Spogląda na świeżo wykopaną ziemię. — Może jeden grób nie będzie wystarczający.

Wskazuje na miejsce obok.

— Może będziemy musieli wykopać jeszcze jeden.

Na twarzy Beyzy powoli pojawia się nowy wyraz.

Najpierw zdziwienie. Potem zrozumienie.

A w końcu… zimny, mroczny uśmiech.

Myśl, że z tego świata mogą zniknąć zarówno Cihan, jak i Hancer, nagle wydaje się jej niezwykle kusząca.

Powyższy tekst stanowi autorskie streszczenie i interpretację wydarzeń z serialu Gelin. Inspiracją do jego stworzenia był film Gelin 38.Bölüm dostępny na oficjalnym kanale serialu w serwisie YouTube. W artykule zamieszczono również zrzuty ekranu pochodzące z tego odcinka, które zostały użyte wyłącznie w celach informacyjnych i ilustracyjnych. Wszystkie prawa do postaci, fabuły i materiału źródłowego należą do ich prawowitych właścicieli.

Podobne wpisy

  • Panna młoda odc. 37: Łóżko obsypane płatkami róż czeka na Cihana i Hancer!

    Cihan i Hancer są nadal uwięzieni w starym domu. Przypadkowa rozmowa o wzorze swetra Hancer prowadzi do odkrycia jej talentu i inspiruje Cihana, który fotografuje i szkicuje jej projekt. Między nimi dochodzi do kolejnego konfliktu, gdy Hancer prosi o zgodę na wyjście na otwarcie sklepu brata. Kłótnia dotyka bolesnych wspomnień Cihana o zmarłym bracie. Wkrótce mężczyzna otrzymuje dramatyczną informację: Cemil jest śmiertelnie chory. Pod wpływem diagnozy Cihan zmienia decyzję i zabiera Hancer na uroczystość. Derya ukrywa pieniądze i cynicznie planuje wykorzystać chorobę męża. Beyza spotyka się potajemnie z doktor Fusun, a Yonca zdobywa kompromitujące zdjęcia. Wieczorem Cihan i Hancer zostają zaproszeni na noc do domu Cemila, gdzie Derya realizuje własny, ryzykowny plan.

  • Panna młoda odc. 34: Cihan zabiera Hancer na kolację!

    Cihan zabiera Hancer na kolację, próbując przełamać napięcie po ostatnich wydarzeniach, lecz spotkanie szybko przeradza się w pełną chłodu i goryczy konfrontację. Hancer czuje się upokorzona i obca w świecie męża, a jej dystans tylko pogłębia konflikt. Tymczasem w rezydencji Aysu, córka Fadime, otwarcie krytykuje Beyzę i zwraca uwagę na jej podejrzaną obecność, a później drażni Mukadder. Wieczór Cihana i Hancer zostaje celowo zakłócony: do ich stolika trafia tort z życzeniami rocznicowymi, będący prowokacją Beyzy, która z satysfakcją obserwuje efekt swojej intrygi. Następnego dnia Hancer udaje się do Yasemin i oświadcza, że podjęła ostateczną decyzję o in vitro, prosząc ją o pomoc. Z kolei Mukadder pojawia się u Deryi, żądając, by ta zdyscyplinowała Hancer i zmusiła ją do podporządkowania się Cihanowi, jasno sugerując użycie presji i bólu.

  • Panna młoda odc. 33: Mukadder atakuje Beyzę laską!

    Mukadder w brutalnej konfrontacji oskarża Beyzę o próbę zniszczenia rodu Develioglu i wyrzuca ją z rezydencji, grożąc surową karą. Upokorzona Beyza wraca do domu ojca, gdzie ukrywa prawdziwy powód swojego wyjazdu, podsycając w sobie gniew i żądzę zemsty. Cihan, wstrząśnięty wydarzeniami w klinice, przyznaje Enginowi, że niemal zrujnował życie Hancer i zleca dokładne śledztwo w sprawie lekarki. Mimo wyrzutów sumienia nie rezygnuje jednak z planów dotyczących in vitro. Mukadder odwiedza Hancer i narzuca jej nową decyzję: rezygnację z procedur i zajście w ciążę w „naturalny” sposób, bez pytania jej o zdanie. Presja wobec Hancer narasta, a Beyza, uspokojona wsparciem ojca, odzyskuje pewność, że wkrótce wszystko wróci na jej miejsce.

  • Panna młoda odc. 30: Beyza szantażuje lekarkę! Yonca dostaje pracę u Develioglu!

    Beyza odnajduje nową klinikę doktor Fusun Kaby i konfrontuje ją z nielegalną aborcją sprzed lat, grożąc ujawnieniem przestępstwa. Szantażuje lekarkę, żądając, by zniszczyła życie Hancer podczas planowanej procedury in vitro. Wkrótce potem Hancer i Cihan pojawiają się w gabinecie Fusun, gdzie słyszą, że oboje są zdrowi, a in vitro nie jest medycznie konieczne. Lekarka szczegółowo wyjaśnia przebieg zabiegu, co wywołuje u Hancer lęk i załamanie. Tymczasem Yonca kontynuuje grę przeciwko Beyzie: po konfrontacji telefonicznej zdobywa pracę w firmie Develioglu. Gdy Fusun próbuje wycofać się z umowy, Beyza ponownie ją szantażuje, zmuszając do posłuszeństwa i zapowiadając, że dziecko Hancer nigdy się nie urodzi.

  • Panna młoda odc. 15: Skandal w sieci! Portal plotkarski ujawnia zdjęcie Cihana i Hancer!

    Poranek Cihana zaczyna się od skandalu – w sieci pojawia się artykuł plotkarski sugerujący, że po rozwodzie z Beyzą natychmiast związał się z Hancer. Zdjęcie z grilla trafia do mediów, a Engin rozpoczyna śledztwo, by ustalić, kto je ujawnił. Afera wywołuje burzę w rodzinie Develioglu: Nusret oskarża Cihana o zniszczenie honoru Beyzy, Mukadder próbuje opanować kryzys, a sama Beyza potajemnie cieszy się z wybuchu skandalu. Cihan konfrontuje się z Cemilem, brutalnie wyjaśniając, że małżeństwo z Hancer to wyłącznie umowa, bez rodzinnych więzi. Wkrótce potem Cemil trafia nieprzytomny do szpitala. Świadek twierdzi, że tuż przed zasłabnięciem widziała u niego Cihana. Hancer, wstrząśnięta, rusza na spotkanie z nim, przekonana, że przekroczył granicę, której nie wolno było przekraczać.

  • Panna młoda odc. 16: Cihan przeprasza! Hancer przyparta do muru!

    Hancer wdziera się do firmy Develioglu i publicznie konfrontuje Cihana, oskarżając go o skrzywdzenie jej brata po wybuchu medialnego skandalu. Dochodzi do ostrej wymiany zdań, podczas której Hancer grozi, że zniszczy jego świat, jeśli Cemilowi stanie się krzywda. Wkrótce przybywa do szpitala, gdzie dowiaduje się, że stan brata chwilowo się ustabilizował, lecz choroba postępuje. Derya naciska, by Hancer nie rezygnowała ze ślubu, bo to jedyna szansa na ratunek. Tymczasem Cihan, dręczony wyrzutami sumienia, przyjeżdża do szpitala i przeprasza Cemila za swoje zachowanie. Gdy Hancer postanawia zerwać zaręczyny, pojawiają się wierzyciele, grożący więzieniem choremu mężczyźnie. Cihan oznajmia Hancer, że nazajutrz mają stawić się w urzędzie, zmuszając ją do decyzji, od której nie ma już ucieczki.