Panna młoda odc. 59: Cihan ma dość! Beyza musi opuścić rezydencję!

Cihan trzyma Mine na rękach. Przed nim stoi Hancer.

„Panna młoda” Odc. 59 – streszczenie

W starym domu panuje ciepła, spokojna atmosfera. Na stole przykrytym jasnym obrusem stoją talerze z kolacją: miska z zupą, sałatka, pieczywo i kilka prostych potraw przygotowanych przez Hancer. Z kuchni wciąż unosi się delikatny zapach jedzenia.

Cihan i Hancer siedzą naprzeciw siebie przy niewielkim stole. Za nimi widać skromny salon z jasną kanapą i zasłony w kwiaty. Choć dom jest prosty, tego wieczoru wydaje się wyjątkowo przytulny.

Hancer patrzy na męża z ciepłym uśmiechem.

— Dzisiaj, przy grobie twojego brata… poznałam prawdziwego Cihana Develioğlu — mówi cicho.

Jej oczy błyszczą. Na twarzy widać coś, co wcześniej rzadko się u niej pojawiało — spokój.

— Wcześniej myślałam, że jesteś człowiekiem nieokrzesanym. A nawet… bezwzględnym i okrutnym.

Lekko się zawstydza.

— Mówiłam tak o tobie za twoimi plecami. Nie będę kłamać.

Cihan unosi brwi, ale nic nie mówi.

— Ale teraz… — kontynuuje Hancer. — To pierwszy raz, kiedy siedzimy przy tym samym stole, w tym samym domu i jemy razem kolację. Nadal trudno mi w to uwierzyć.

Rozgląda się po pomieszczeniu.

— Wcześniej czułam się tutaj bardzo samotna. Dom po drugiej stronie podwórka był pełen ludzi, a ja mieszkałam tu zupełnie sama.

Na jej twarzy pojawia się delikatny uśmiech.

— Dziś pierwszy raz poczułam się tu jak w domu, kiedy weszłam do kuchni.

Spogląda na niego.

— Na początku ci nie wierzyłam.

Cihan odstawia łyżkę.

— A teraz? — pyta spokojnie. — Teraz mi wierzysz?

Choć próbuje zachować spokój, w jego spojrzeniu widać napięcie. Wciąż nosi w sobie ciężar sekretu, który musi wyznać.

Hancer wyciąga rękę.

— Mogę zobaczyć twoją obrączkę?

Cihan zdejmuje ją z palca i podaje jej.

Hancer obraca pierścionek w dłoniach i przygląda się wygrawerowanemu napisowi po wewnętrznej stronie. Po chwili jej twarz rozjaśnia się uśmiechem.

— Teraz ci wierzę — mówi cicho. — Tutaj jest moje imię.

Podnosi wzrok.

— Wiem, że naprawdę jestem teraz częścią twojego życia.

Oddaje mu obrączkę. Cihan powoli zakłada ją z powrotem na palec.

Przez chwilę milczą. Nagle Hancer marszczy lekko brwi.

— Ale… chciałeś mi coś powiedzieć.

Cihan przełyka ślinę.

— Nic między nami nie zaczęło się tak, jak powinno — mówi powoli. — Nie poznałem cię naprawdę. Nic nie wiedziałem o twoim życiu.

Patrzy w stół.

— Dlatego nie czułem odpowiedzialności. Byłaś dla mnie po prostu obcą osobą.

Robi krótką pauzę.

— A kiedy przyszłaś i zaproponowałaś tę umowę…

— Zapomniałam o tym — przerywa mu Hancer spokojnie. — Wymazałam to z pamięci.

Dotyka delikatnie obrączki na jego dłoni.

— Na niej jest dzisiejsza data. Myślę, że właśnie od tego dnia zaczęła się nasza historia.

Cihan patrzy na nią uważnie.

— Jeśli jednak mamy zacząć od nowa, musimy najpierw zamknąć przeszłość — mówi poważnie. — Nie może zostać między nami nic niewypowiedzianego.

Jego głos staje się stanowczy.

— Po założeniu tych obrączek musimy naprawdę być mężem i żoną. Bez sekretów.

Hancer patrzy na niego spokojnie.

— Czy została między nami jakaś tajemnica?

Cihan splata dłonie.

— Wiesz, że zanim się pobraliśmy… byłem już kiedyś w małżeństwie.

— Tak, wiem — odpowiada spokojnie. — Beyza powiedziała mi o tym, kiedy pokazywała mi ten dom.

Wzrusza ramionami.

— Nigdy nie był to dla mnie problem. Teraz też nim nie jest.

Cihan jednak kręci głową.

— Może dla ciebie nie… ale dla mnie tak.

Nabiera powietrza.

— Moje małżeństwo przed tobą…

W tym momencie Hancer przypomina sobie słowa Beyzy. Jej sugestie, że Cihan wciąż kocha swoją byłą żonę. Na jej twarzy pojawia się cień niepokoju.

Cihan mówi dalej:

— Skoro zaczynamy od nowa, nie chcę już niczego ukrywać. Nie zawiodę twojego zaufania po raz drugi.

Podnosi na nią wzrok.

— Dlatego musisz coś ode mnie usłyszeć.

Właśnie wtedy rozlega się pukanie do drzwi.

Hancer natychmiast wstaje.

— Pójdę zobaczyć…

— Poczekaj — zatrzymuje ją Cihan. — Ja sprawdzę.

Schodzi na dół i otwiera drzwi. Na progu stoi Sinem z małą Mine. Dziewczynka natychmiast rozpromienia się na widok Cihana.

— Wujku! — woła, rzucając mu się w ramiona.

Cihan uśmiecha się i podnosi ją lekko. Sinem patrzy na nich z przepraszającym uśmiechem.

— Przepraszam, ale nie mogłam jej zatrzymać. Kiedy Aysu powiedziała jej, że tu jesteś, uparła się, że musi cię zobaczyć.

Gładzi córkę po włosach.

— Przepraszamy, że przeszkadzamy o tej porze. Dobrze, zobaczyłaś już wujka. Możemy wracać.

Mine jednak energicznie kręci głową.

— Chcę zobaczyć też Kopciuszka!

Nie czekając na odpowiedź, wyrywa się z objęć Cihana i wbiega do domu.

— Mine! — woła Sinem.

Ale dziewczynka już biegnie po schodach na górę.

W tym momencie staje się jasne, że tego wieczoru Cihan nie zdoła wyznać Hancer swojej tajemnicy.

***

W kuchni panuje ciepłe, spokojne światło. Na blacie stoi srebrna taca z kilkoma szklankami do herbaty. Hancer powoli przechyla czajnik, a bursztynowy napar wypełnia cienkie szklanki. Aromat świeżej herbaty unosi się w powietrzu.

Obok niej stoi Sinem. Opiera się lekko o blat, obserwując ją uważnie. Hancer odstawia czajnik i przez chwilę waha się, jakby zbierała odwagę.

— Siostro Sinem… — zaczyna niepewnie. — Nie chciałam pytać przy kolacji, żeby nie martwić Mine.

Spogląda na jej twarz.

— Skąd ten siniak? Co się stało?

Sinem na moment zamiera. Jej ręka odruchowo dotyka policzka, jakby dopiero teraz przypomniała sobie o śladzie. Po chwili uśmiecha się lekko, próbując zbagatelizować sprawę.

— To nic takiego. Byłam trochę nieostrożna.

Szybko zmienia temat.

— A co u ciebie? — Przygląda się Hancer z ciepłem. — Wygląda na to, że pogodziliście się z Cihanem.

Na twarzy Hancer pojawia się szeroki, nieco zawstydzony uśmiech. Lekko kiwa głową.

Sinem uśmiecha się jeszcze szerzej.

— Mówiłam ci, że twoja dobroć wszystko naprawi — przypomina łagodnie. — Widzisz? Jesteście teraz pod jednym dachem.

Patrzy na nią z prawdziwą radością.

— Bardzo się z tego cieszę.

Hancer jednak po chwili poważnieje.

— Ale… pani Mukadder nie jest zadowolona z mojego powrotu.

Sinem wzrusza ramionami.

— Z czasem się przyzwyczai.

Po chwili dodaje z lekkim uśmiechem:

— Kiedy podarujesz jej wnuka, wszystkie problemy nagle znikną. Zapanuje pokój.

Patrzy w stronę salonu.

— A Cihan… myślę, że będzie wspaniałym ojcem.

Hancer uśmiecha się cicho, lekko zawstydzona tą myślą. Podnosi tacę z herbatą.

— Chodźmy.

Obie kobiety wchodzą do salonu.

Na kanapie panuje niespodziewanie spokojny widok.

Cihan siedzi oparty o oparcie sofy, z głową lekko przechyloną na bok. Na jego ramieniu śpi Mine. Dziewczynka wtuliła się w niego, a jej mała dłoń spoczywa na jego klatce piersiowej.

Oboje zasnęli.

Hancer zatrzymuje się i przez chwilę patrzy na nich z rozczuleniem.

Ostrożnie stawia tacę na stole i podchodzi bliżej.

— Cihanie… — szepcze delikatnie.

Mężczyzna powoli otwiera oczy, wyraźnie zdezorientowany. Spogląda na dziewczynkę śpiącą na jego ramieniu i uśmiecha się lekko.

— Przepraszam — mówi cicho, żeby jej nie obudzić. — Kiedy Mine powiedziała, że jest senna… chyba sam też zasnąłem ze zmęczenia.

Sinem podchodzi bliżej.

— Zabiorę ją do domu — mówi spokojnie. — Ty się połóż i odpocznij, Cihanie.

Cihan kręci głową z uśmiechem.

— Nie trzeba, bratowo. Nasza księżniczka już urosła. Nie możesz jej ciągle nosić na rękach.

Delikatnie bierze dziewczynkę w ramiona. Wstaje powoli, żeby jej nie obudzić, i idzie w stronę drzwi.

Sinem spogląda na Hancer z lekkim zakłopotaniem.

— Chcieliście zjeść kolację sami — mówi przepraszająco. — A my tylko wam wszystko popsułyśmy.

Hancer natychmiast kręci głową.

— Nic się nie stało, Sinem. Naprawdę. Bardzo się cieszę, że przyszłyście. Miło było zjeść razem kolację.

Obie schodzą na dół.

Przy drzwiach stoi Cihan, trzymając śpiącą Mine w ramionach. Dziewczynka wtuliła się w jego ramię.

Sinem zauważa spojrzenie, jakie Cihan kieruje w stronę Hancer. Rozumie, że chce jej coś powiedzieć, dlatego zostawia ich samych.

Przez moment w drzwiach zapada cisza. Cihan patrzy na Hancer z wdzięcznością.

— Dziękuję za wszystko.

Hancer uśmiecha się lekko.

— Nic takiego nie zrobiłam. To tylko faszerowany bakłażan.

Cihan kręci głową.

— Nie mówię o jedzeniu.

Jego głos staje się spokojniejszy.

— Spędziłem w tym domu dzieciństwo. Przeżyłem tu też wiele trudnych chwil. — Spogląda w głąb domu. — Gdyby ktoś kiedyś powiedział mi, że pewnego dnia będę tu szczęśliwy, nie uwierzyłbym.

Patrzy znowu na Hancer.

— Ale dziś wieczorem… było tu spokojnie. — Robi krótką pauzę. — Dzięki tobie.

Delikatny uśmiech pojawia się na jego twarzy.

— Dziękuję.

Po chwili dodaje cicho:

— Dobranoc, Hancer.

***

W pokoju Mine panuje cisza. To jasne, przytulne miejsce pełne dziecięcych kolorów: na półkach stoją pluszowe zabawki i książki, na łóżku leży kołdra w bajkowe wzory. Przy oknie stoi biurko, a na nim niewielka klatka z zieloną papużką. Ptak przeskakuje z pręta na pręt i cicho ćwierka.

W drzwiach pojawia się Beyza.

Rozgląda się po pokoju z chłodnym, niemal obojętnym wyrazem twarzy. Jej wzrok zatrzymuje się na klatce. Podchodzi powoli.

Papużka przechyla głowę, jakby ciekawie przyglądała się nieznajomej.

Beyza otwiera drzwiczki klatki.

Przez chwilę patrzy na ptaka bez cienia emocji. Potem chwyta go w dłoń.

Następuje szybki, brutalny ruch.

Ciszę pokoju przerywa krótki trzask.

Po chwili Beyza zamyka klatkę tak, jakby nic się nie stało. Odwraca się i spokojnym krokiem wychodzi z pokoju.

***

Nazajutrz rano do pokoju wbiega Mine. Dziewczynka podchodzi do biurka i zagląda do klatki.

Marszczy brwi.

— Mamo…? — woła niepewnie.

Sinem wchodzi do pokoju.

— Co się stało, kochanie?

Mine odwraca się do niej z poważną miną.

— Mamo… gdzie jest mój ptaszek?

Sinem podchodzi bliżej. Widzi pustą klatkę i przez chwilę milczy. W jej oczach pojawia się cień bólu.

Kuca przy córce.

— Odszedł, kochanie…

Mine spogląda na nią z niedowierzaniem.

— Dokąd?

Sinem delikatnie gładzi ją po włosach.

— Zatęsknił za swoimi przyjaciółmi. Poleciał ich odwiedzić.

Dziewczynka spuszcza wzrok.

— Ale… ja tak bardzo go kochałam.

Jej głos drży.

Sinem przytula ją mocno.

— Wiem, skarbie. Ale nie smuć się. — Uśmiecha się łagodnie. — Może jeszcze wróci. Poczekamy trochę. A jeśli nie wróci… przygarniemy nowego ptaszka, dobrze?

Mine przez chwilę milczy, po czym kiwa głową.

— Dobrze… — Na jej twarzy pojawia się słaby uśmiech.

Sinem bierze córkę za rękę.

— Chodź. Czas na śniadanie.

Kilka minut później Sinem stoi przed pokojem Beyzy. Jej twarz nie jest już łagodna. Oczy płoną gniewem.

Beyza wychodzi z pokoju. Sinem zastępuje jej drogę i patrzy na nią twardo.

— Byłaś wczoraj w pokoju Mine?

Beyza unosi brwi z udawanym zdziwieniem.

— Nie. A co miałabym robić w pokoju twojej córki?

Sinem nie daje się zwieść.

— Zrobiłaś to dlatego, że poszłyśmy do Hancer, prawda?

Wbija w nią gniewne spojrzenie, a Beyza w odpowiedzi uśmiecha się lekko, chłodno.

— Więc jednak rozumiesz swój błąd. — Jej głos staje się lodowaty. — Nie mogłam zostawić tego bez kary.

Sinem aż zaciska dłonie ze wściekłości.

— Jakim ty jesteś człowiekiem?! — podnosi głos. — Jak mogłaś zrobić coś takiego? To tylko niewinny ptak! Czy ty w ogóle nie masz sumienia?!

Beyza wzrusza ramionami.

— Nic nie zrobiłam.

Patrzy na nią prowokująco.

— Możesz krzyczeć ile chcesz. I tak niczego mi nie udowodnisz.

Sinem pochyla się lekko w jej stronę.

— Nie martw się. — Jej głos jest teraz spokojny, ale pełen groźby. — Twoje dni w tym domu są policzone.

Beyza marszczy brwi.

— Co chcesz przez to powiedzieć?

Sinem patrzy jej prosto w oczy.

— W ogóle nie znasz Cihana. — Zbliża się o krok. — Nie jest człowiekiem, który potrafi żyć w kłamstwie. Zwłaszcza kiedy naprawdę kogoś szanuje i kiedy ta osoba zasługuje na jego miłość.

W jej spojrzeniu pojawia się pewność. Jakby wiedziała, że prędzej czy później przyjdzie Beyzie zapłacić cenę za wszystkie zbrodnie.

***

Cihan siedzi za biurkiem w swoim gabinecie, ale jego spojrzenie jest nieobecne. Na stole leżą dokumenty i projekty, które przed chwilą prezentował jeden z pracowników. Kartki wciąż są rozłożone, wykresy i szkice czekają na decyzję… lecz Cihan nawet na nie nie patrzy.

Jego myśli krążą zupełnie gdzie indziej.

Naprzeciwko niego siedzi Engin, który przez dłuższą chwilę przygląda się przyjacielowi z rosnącym zdziwieniem. W końcu odkłada długopis na biurko i odchyla się na krześle.

— Cihanie — mówi spokojnie. — Może nie zdajesz sobie z tego sprawy, ale spotkanie już się skończyło.

Cihan podnosi głowę, jakby dopiero teraz wrócił do rzeczywistości.

— Naprawdę? — pyta mechanicznie.

Engin unosi brwi.

— Tak. Pracownik przez całe spotkanie pokazywał ci projekty, czekając na twoją opinię, a ty nie powiedziałeś ani jednego słowa.

Cihan przeciera dłonią twarz.

— To nic, Enginie.

Engin kręci głową z niedowierzaniem.

— Nie mów mi, że to nic. Widzę, że coś jest nie tak.

Pochyla się lekko nad biurkiem.

— Rozmawiałeś z Hancer? Stało się coś między wami?

Cihan przez chwilę milczy, patrząc w blat biurka.

— Nie powiedziałem jej nic.

Po chwili dodaje cicho:

— I dobrze, że tego nie zrobiłem.

Engin marszczy brwi.

— Co masz na myśli?

Cihan opiera się ciężko o oparcie fotela.

— Popełniłbym jeszcze większy błąd, próbując wszystko naprawić w ten sposób.

— Jaki błąd?

Cihan zaciska szczękę.

— Chciałem jak najszybciej powiedzieć jej prawdę. Pozbyć się tego ciężaru raz na zawsze.

Jego głos cichnie.

— Ale nie potrafię.

W gabinecie zapada krótka cisza.

Engin wzdycha ciężko.

— Więc co zamierzasz zrobić? — pyta w końcu. — Nadal będziesz ukrywał prawdę?

Cihan natychmiast kręci głową.

— Oczywiście, że nie.

Jego spojrzenie staje się twardsze.

— Ale nie mogę jej powiedzieć prawdy, dopóki Beyza mieszka w rezydencji.

Po chwili dodaje z goryczą:

— Nie chcę, żeby w jej oczach wyglądało to tak, jakbym był człowiekiem, który próbuje trzymać dwie kobiety naraz.

Jego wzrok nagle nabiera stanowczości.

— Zrobię to, co powinienem zrobić już pierwszego dnia.

Engin patrzy na niego uważnie.

— Co masz na myśli?

Cihan prostuje się w fotelu.

— Beyza opuści rezydencję.

Engin parska cicho.

— Beyza, którą znam, nigdy się na to nie zgodzi.

Cihan uśmiecha się chłodno.

— Nie dam jej wyboru.

Sięga po telefon leżący na biurku i wybiera numer. Po chwili odzywa się do sekretarki zdecydowanym tonem:

— Natychmiast zadzwoń do mojego wujka, do mojej matki i do Beyzy.

Robi krótką pauzę.

— Umów ich na spotkanie ze mną. Dzisiaj.

***

Gabinet Nusreta jest przestronny i uporządkowany. Na ścianie za jego plecami wisi metalowa mapa świata, a na półkach stoją nagrody, statuetki i dwie małe flagi Turcji. Na biurku leżą starannie ułożone dokumenty.

Nusret siedzi w fotelu i podpisuje kolejne strony, które przed chwilą przyniosła mu Yonca. Kobieta stoi obok biurka, lekko pochylona nad otwartym segregatorem.

— Zaraz wyślę ci kopię — mówi, zamykając dokumenty i zsuwając je do teczki. — I… gratuluję zdobycia nowego klienta.

Uśmiecha się ciepło.

— Jeśli nie masz dziś wieczorem żadnych planów, możemy to uczcić. Ale tym razem to ja chciałabym cię zaprosić. Przygotuję coś dobrego. Sama.

Nusret odkłada długopis i przez chwilę patrzy na dokumenty, jakby nie do końca słuchał.

— Nie jestem dziś w nastroju — odpowiada spokojnie. — Innym razem.

Yonca nie traci uśmiechu.

— Oczywiście. Jak chcesz.

Zamyka segregator i odwraca się w stronę drzwi.

— Pani Yonco…

Kobieta zatrzymuje się w pół kroku i spogląda przez ramię.

— Tak?

— Czy mogłabyś na chwilę usiąść?

Yonca wraca i siada na krześle naprzeciwko biurka. Opiera łokieć o blat, ciekawie przyglądając się Nusretowi.

— Stało się coś?

Mężczyzna przez chwilę milczy, jakby ważył słowa.

— Beyza ostatnio nie czuje się najlepiej — mówi w końcu. — Obawiam się, że może zrobić coś… nierozsądnego.

Yonca marszczy lekko brwi.

— Rozumiem.

— Chciałbym, żebyś spędziła z nią trochę czasu — kontynuuje Nusret. — Może zmiana otoczenia dobrze jej zrobi. Oderwie się od swoich myśli.

Sięga do portfela i wyciąga kartę płatniczą, którą kładzie na biurku.

— Zabierz ją gdzieś. Na obiad, na kawę… może na spacer. Kino, zakupy — cokolwiek przyjdzie wam do głowy.

Delikatnie przesuwa kartę w stronę Yoncy.

— Użyj tego.

Kobieta patrzy na kartę przez chwilę, po czym lekko kręci głową.

— To niepotrzebne. Zapłacę sama.

Po chwili dodaje ostrożniej:

— Poza tym… Beyza raczej nie byłaby zachwycona moim towarzystwem.

Nusret spogląda na nią pytająco.

— Wiesz przecież, że jest na mnie zła — wyjaśnia Yonca. — Odkąd… zbliżyłam się do ciebie.

Lekko wzrusza ramionami.

— Nie odbiera ode mnie telefonów. Szczerze mówiąc, myślę, że powinnam dać jej trochę przestrzeni.

Nusret wzdycha cicho.

— Jeśli mam być szczery… odkąd rozstałem się z jej matką, Beyza nigdy nie widziała mnie z inną kobietą. — Patrzy na Yoncę spokojnie. — To naturalne, że trudno jej się z tym pogodzić. Nie chce się mną dzielić.

Po chwili dodaje łagodniej:

— Nie bierz tego do siebie. — Delikatnie popycha kartę bliżej niej. — Spróbuj ją gdzieś wyciągnąć. Porozmawiajcie. Z czasem przyzwyczai się do nowej sytuacji.

Jego głos staje się bardziej stanowczy.

— I proszę… weź tę kartę.

Yonca przez moment patrzy na niego w milczeniu. Potem uśmiecha się miękko i sięga po kartę.

— Skoro nalegasz…

Wstaje z krzesła, bierze segregator pod ramię i rusza w stronę drzwi.

Kiedy wychodzi z gabinetu, na jej twarzy pojawia się zupełnie inny uśmiech — subtelny, przebiegły.

Jej plan działa dokładnie tak, jak zakładała.

Z każdym dniem coraz mocniej owija sobie Nusreta wokół palca.

Powyższy tekst stanowi autorskie streszczenie i interpretację wydarzeń z serialu Gelin. Inspiracją do jego stworzenia były filmy Gelin 38.Bölüm i Gelin 39.Bölüm dostępne na oficjalnym kanale serialu w serwisie YouTube. W artykule zamieszczono również zrzuty ekranu pochodzące z tych odcinków, które zostały użyte wyłącznie w celach informacyjnych i ilustracyjnych. Wszystkie prawa do postaci, fabuły i materiału źródłowego należą do ich prawowitych właścicieli.

Podobne wpisy

  • Panna młoda odc. 2: Miliony w zamian za dziecko!

    W domu pogrążonym w półmroku Hancer budzi się z niepokojącego snu, w którym widzi siebie jako pannę młodą ratującą płaczące dziecko. Tego samego wieczoru do domu przychodzą Hatice i elegancka przedstawicielka bogatej rodziny Develioglu z propozycją małżeństwa Hancer z Cihanem – rozwiedzionym milionerem, który pilnie potrzebuje syna. Dziewczyna stanowczo odrzuca ofertę, sprzeciwiając się traktowaniu kobiety wyłącznie jako narzędzia do urodzenia dziecka. Wkrótce Derya traci pracę i pod presją długów zaczyna rozważać, jak zmusić Hancer do zmiany decyzji. Tymczasem Hancer dowiaduje się od lekarza, że u jej brata wykryto torbiel na pniu mózgu i konieczne są pilne, kosztowne badania.

  • Panna młoda odc. 23: Policja zatrzymuje Cemila! Engin w tajemnicy pomaga Hancer!

    Engin informuje Cihana o zakończeniu spraw związanych z funduszem dla dzieci zmarłego pracownika, po czym słyszy polecenie natychmiastowego rozpoczęcia procedury rozwodowej. Cihan oskarża Hancer o ucieczkę z pieniędzmi i manipulację, odrzucając sugestie rozmowy. W tajemnicy Engin otrzymuje od dr Yasemin informację o miejscu pobytu Hancer i decyduje się jej pomóc, nie informując Cihana. Tymczasem Derya próbuje odnaleźć Hancer w rezydencji, lecz zostaje brutalnie upokorzona przez Mukadder, która oskarża rodzinę dziewczyny o chciwość i zdradę. W kawiarni Yasemin przekonuje Hancer, by nie zgadzała się na in vitro pod presją męża i nie wracała do starego domu. Rozmowę przerywa dramatyczny telefon: brat Hancer zostaje aresztowany z powodu niespłaconych długów. Zdruzgotana Hancer obwinia się o jego los i rusza działać, a Engin postanawia towarzyszyć jej, licząc, że sytuację da się jeszcze odwrócić.

  • Panna młoda odc. 30: Beyza szantażuje lekarkę! Yonca dostaje pracę u Develioglu!

    Beyza odnajduje nową klinikę doktor Fusun Kaby i konfrontuje ją z nielegalną aborcją sprzed lat, grożąc ujawnieniem przestępstwa. Szantażuje lekarkę, żądając, by zniszczyła życie Hancer podczas planowanej procedury in vitro. Wkrótce potem Hancer i Cihan pojawiają się w gabinecie Fusun, gdzie słyszą, że oboje są zdrowi, a in vitro nie jest medycznie konieczne. Lekarka szczegółowo wyjaśnia przebieg zabiegu, co wywołuje u Hancer lęk i załamanie. Tymczasem Yonca kontynuuje grę przeciwko Beyzie: po konfrontacji telefonicznej zdobywa pracę w firmie Develioglu. Gdy Fusun próbuje wycofać się z umowy, Beyza ponownie ją szantażuje, zmuszając do posłuszeństwa i zapowiadając, że dziecko Hancer nigdy się nie urodzi.

  • Panna młoda odc. 1: Nowy serial turecki na antenie TVP2!

    Spokojny poranek w ubogim domu Hancer i jej rodziny szybko ustępuje miejsca kolejnym problemom. Dziewczyna opiekuje się małym Emirem i mimo skrajnej biedy stara się zapewnić mu namiastkę normalności. W sklepie spotyka się z odmową dalszego kredytu, a wracając do domu jest świadkiem kolejnego omdlenia swojego brata Cemila, który trafia do szpitala. Tam Hancer mierzy się z pretensjami i chłodem bratowej Deryi. Następnie poznajemy kulisy bezwzględnych planów Mukadder, która szuka idealnej kandydatki na matkę wnuka dla swojego syna Cihana. Dochodzi do rozwodu Cihana i Beyzy, za którym stoją rodzinne naciski i tajemnice. Tymczasem po powrocie ze szpitala rodzinę Hancer czeka kolejny cios: zostają wyrzuceni z domu za zaległy czynsz. Hancer otrzymuje kilka dni na spłatę długu, nie wiedząc, skąd wziąć pieniądze.

  • Panna młoda odc. 55: Cihan jest gotowy na wszystko, by odzyskać Hancer!

    Cihan wraz z Ertugrulem przychodzi do domu Cemila z kwiatami i prezentem, by oficjalnie poprosić o rękę Hancer. Cemil, wciąż rozgoryczony, odrzuca jednak prośbę i zapowiada, że sam spłaci dług wobec Cihana. Podczas wizyty Hancer podaje mężowi słoną kawę, lecz Cihan nie reaguje. Wychodząc, sugeruje, że jeśli nie dostanie zgody, może porwać żonę. Wkrótce Beyza pojawia się pod domem, grożąc ujawnieniem, że jest byłą żoną Cihana. W rezydencji narasta też napięcie – Mukadder uderza Sinem, a kobieta w tajemnicy rozmawia z ojcem.

  • Panna młoda odc. 13 i 14: Cihan i Hancer trzymają się za ręce!

    Derya z entuzjazmem informuje Hancer, że Beyza zaprosiła ją do znajomych w mediach społecznościowych i widzi w tym szansę na zbliżenie z rodziną Develioglu. Beyza, ogarnięta zazdrością, zjawia się niespodziewanie w domu Hancer, by sprawdzić, co naprawdę łączy ją z Cihanem. Podczas rozmowy sugeruje rozwiązanie problemu mieszkania: wspólne życie w rezydencji. Za namową Deryi Hancer umawia się z Cihanem na spotkanie w kawiarni, nie wiedząc, że Beyza wszystko obserwuje z ukrycia. Rozmowa szybko przeradza się w konflikt – Cihan jasno stawia granice i odrzuca wizję „rodziny”, a Hancer uświadamia sobie, jak zimna jest ta relacja. Upokorzona, wraca do domu, podczas gdy Beyza planuje zemstę i zleca Yoncy wywołanie medialnego skandalu. Na koniec Mukadder zabiera Hancer do salonu sukien, gdzie celowo wybiera dla niej używaną, poniżającą kreację.