Panna młoda odc. 68: Mukadder traci władzę! Sinem mówi DOŚĆ!

Intensywna rozmowa między dwiema kobietami, gdzie jedna, w kolorowej chustce, wyraża swoje zdanie z determinacją, a druga, w eleganckiej odzieży, słucha z uwagą. Ich napotkane spojrzenia i gesty podkreślają napiętą atmosferę, a sytuacja wydaje się być kluczowa w ich relacji. Scena odzwierciedla emocjonalne zmagania i różnice perspektyw.

„Panna młoda” Odc. 68 – streszczenie

Kawiarnia tonie w ciepłym, miękkim świetle. Drewniane ściany odbijają złotawe refleksy lamp, a w powietrzu unosi się zapach świeżo mielonej kawy i cisza przerywana jedynie przytłumionymi rozmowami gości. Przy okrągłych stolikach przykrytych białymi obrusami siedzą nieliczni klienci — każdy pochłonięty własnymi myślami.

Przy jednym z nich siedzą naprzeciwko siebie Cihan i Hancer.

Cihan ma na sobie granatową marynarkę i jasną koszulę, lekko rozpiętą pod szyją. Jego sylwetka jest napięta, a dłonie splecione na blacie zdradzają wewnętrzny niepokój. Co chwilę zaciska palce mocniej, jakby próbował zebrać w sobie odwagę.

Hancer wygląda delikatnie i spokojnie — ubrana w jasną, miękko układającą się bluzkę, z włosami opadającymi swobodnie na ramiona. Jej spojrzenie jest uważne, ciepłe i pełne zaufania.

Cihan pochyla się lekko nad stołem. Jego usta drgają, jakby miał już zacząć…

Wtedy podchodzi kelner.

— Dobry wieczór. Czego sobie państwo życzą?

Cihan prostuje się.

— Dwie kawy, proszę.

Kelner odchodzi, a cisza między nimi na chwilę gęstnieje.

Cihan odchrząkuje.

— Muszę ci coś powiedzieć… — zaczyna, ale nagle zmienia ton. — Wypadła mi pilna sprawa. Muszę lecieć do Dubaju, służbowo.

Hancer patrzy na niego spokojnie.

— Rozumiem.

— Wszystko już załatwiłem — dodaje szybko. — Twój brat będzie miał całodobową opiekę. Najlepszą. Nic mu nie grozi.

— Wystarczy, że ja przy nim będę — odpowiada łagodnie.

Cihan kręci głową.

— Nie chcę, żebyś została z tym sama. Jeśli tylko będziesz mnie potrzebować… wystarczy jeden telefon. Wrócę natychmiast.

Na ustach Hancer pojawia się lekki uśmiech.

Cihan marszczy brwi.

— Co się stało?

— Zaskakujesz mnie — mówi cicho.

— Jak?

Hancer pochyla się odrobinę. Jej głos staje się bardziej miękki.

— Kiedy cię poznałam… byłeś zamknięty. Chłodny. Przy tobie czułam się, jakbym zapadała się w coś, z czego nie ma wyjścia.

— A teraz? — pyta cicho.

— Teraz ci wierzę. Ufam ci bezwarunkowo. I pierwszy raz od dawna… jestem spokojna.

Te słowa trafiają go prosto w serce.

Kelner wraca i stawia przed nimi filiżanki. Hancer sięga po cukier.

— Nie pijesz gorzkiej? — pyta Cihan z lekkim zdziwieniem.

— To dla ciebie — odpowiada z uśmiechem i wsypuje cukier do jego filiżanki.

Sięga po kolejną saszetkę. Wtedy Cihan delikatnie zatrzymuje jej dłoń. Ich palce się stykają.

— Hancer… — jego głos nagle poważnieje. — Musimy porozmawiać.

Podnosi na nią wzrok.

— O mojej byłej żonie.

Uśmiech znika z jej twarzy, ale nie pojawia się niepokój — tylko spokój.

— Ustaliliśmy przecież, że przeszłość zostawiamy za sobą.

Cihan bierze głęboki oddech.

— Może i tak… ale nie chcę, żeby między nami zostało choć jedno niedopowiedzenie. Nie chcę, żebyś kiedyś zwątpiła. Powinnaś wiedzieć wszystko. Dlaczego się ożeniłem. Dlaczego się rozwiodłem. I… dlaczego tak długo milczałem.

Hancer patrzy na niego uważnie.

— Nie mam już wątpliwości. Naprawdę.

— To nie chodzi o ciebie — odpowiada cicho. — To chodzi o mnie.

Zapada cisza.

— Dobrze — mówi w końcu. — Słucham cię.

Cihan rozgląda się po kawiarni. Światło, ludzie, ciche rozmowy… wszystko nagle wydaje się nie na miejscu.

Kręci głową.

— Nie tutaj. To nie jest odpowiednie miejsce.

Hancer nie naciska.

— W porządku. Poczekam.

Cihan wypuszcza powietrze.

— Porozmawiamy, kiedy wrócę. I kiedy twój brat wyjdzie ze szpitala.

— Dobrze.

Chwila ciszy.

Cihan próbuje się uśmiechnąć.

— A teraz… dodaj jeszcze jedną kostkę cukru.

Hancer uśmiecha się lekko i sięga po kolejną saszetkę. Jej ruchy są spokojne, beztroskie i pełne zaufania.

Ale po drugiej stronie stołu…

Cihan czuje, jak ciężar niewypowiedzianej prawdy przygniata go coraz bardziej.

***

Sinem wraca do rezydencji taksówką, ściskając Mine tak mocno, jakby bała się, że ktoś znów ją jej odbierze. Dziewczynka wtula się w nią, wciąż roztrzęsiona, z zapuchniętymi od płaczu oczami.

Gdy tylko przekraczają próg domu, Sinem natychmiast oddaje córkę w ręce Fadime.

— Zajmij się nią. Niech będzie przy tobie — mówi cicho, ale stanowczo.

Nie czeka na odpowiedź. Odwraca się i rusza prosto do salonu.

Jej kroki są szybkie, zdecydowane. W jej oczach nie ma już strachu — jest tylko gniew.

Mukadder stoi na środku pomieszczenia, spokojna, jakby nic się nie wydarzyło.

Sinem zatrzymuje się naprzeciwko niej.

Zapada cisza. Ciężka. Napięta.

— Czy twoje słowo nadal jest dla ciebie najważniejsze? — pyta w końcu Sinem.

Jej głos jest niski, ale pewny. To nie jest ta sama kobieta, która jeszcze niedawno spuszczała wzrok i milczała.

— Odpowiedz mi — dodaje, podnosząc głowę wyżej.

Mukadder patrzy na nią bez emocji. To tylko dolewa oliwy do ognia.

— Czy ty w ogóle wiesz, w jakim stanie znalazłam moje dziecko?! — głos Sinem nagle się załamuje, ale zaraz potem wybucha z jeszcze większą siłą. — Jak mogłaś?! Dlaczego wywiozłaś ją w obce miejsce?!

Robi krok do przodu.

— Wiem, że w twoich oczach jestem niczym. Przypominasz mi o tym każdego dnia. Ale jak mogłaś narazić własną wnuczkę?! Dziedzictwo swojego syna! Tylko po to, żeby mnie ukarać?!

Mukadder milczy. Ani jeden mięsień na jej twarzy nie drga.

To milczenie jest gorsze niż jakakolwiek odpowiedź.

— Obcy mężczyzna wszedł do tego domu! — kontynuuje Sinem, a jej głos zaczyna drżeć od emocji. — Zbliżył się do mojej córki! Rozumiesz to?! Ja… tracę rozum, kiedy o tym myślę! Co on chciał jej zrobić? Porwać ją?!

W końcu Mukadder odzywa się. Jej głos jest zimny.

— Myślisz, że bym na to pozwoliła?

Sinem śmieje się krótko, gorzko.

— Jeśli to miejsce było takie bezpieczne, to jak ten człowiek tam wszedł?! — rzuca ostro. — Może nie uważasz mnie za człowieka, ale powiedz… co byś zrobiła, gdyby coś się jej stało? Jak spojrzałabyś w oczy Cihanowi?!

To imię działa jak zapalnik. W oczach Mukadder pojawia się błysk. W jednej chwili podchodzi bliżej i chwyta Sinem mocno za ramię.

— Nie waż się! — syczy. — Cihan nie może się o niczym dowiedzieć!

Sinem wyrywa rękę. Bez wahania i bez strachu. Podnosi dłoń i wbija palec w pierś teściowej.

— Posłuchaj mnie uważnie — mówi cicho, ale każde słowo brzmi jak ostrze. — Nigdy więcej nie waż się dotknąć mojego dziecka.

Robi krok bliżej. Ich twarze dzieli zaledwie kilka centymetrów.

— Do tej pory znosiłam wszystko. Milczałam. Pozwalałam ci mnie upokarzać… tylko po to, żeby moja córka mogła żyć spokojnie.

Jej oczy płoną.

— Ale jeśli jeszcze raz spróbujesz mi ją odebrać…

Krótka pauza. Cisza aż dzwoni w uszach.

— Spalę wszystkie mosty. I tym razem już nic mnie nie powstrzyma.

Mukadder patrzy na nią nieruchomo. Po raz pierwszy… bez absolutnej pewności siebie.

Sinem odwraca się gwałtownie i wychodzi z salonu, nie oglądając się za siebie.

Mukadder zostaje sama. Nadal stoi w tym samym miejscu.

Ale coś się zmieniło.

Po raz pierwszy czuje… że straciła kontrolę.

Że granica została przekroczona.

I że władza, którą tak długo trzymała w garści, zaczyna wymykać jej się z rąk.

***

Mukadder chodzi po sypialni szybkim, nerwowym krokiem.

Miękkie światło lamp odbija się od ciężkich, drewnianych mebli — zdobionej toaletki z lustrem i czerwonego, aksamitnego fotela stojącego pod ścianą. Wszystko wokół emanuje spokojem i dostatkiem, ale ona sama jest jego całkowitym przeciwieństwem.

Jej dłonie drżą.

Splata je, rozplata, znów zaciska — jakby próbowała utrzymać w ryzach coś, co już dawno wymknęło się spod kontroli.

— Doszłaś do końca drogi, Mukadder Develioglu… — szepcze do swojego odbicia w lustrze.

Zatrzymuje się. Patrzy na siebie długo.

— Sznurki, za które pociągałaś, jeden po drugim wyślizgują ci się z rąk.

Kręci głową, jakby nie mogła w to uwierzyć.

— Nawet ona… — dodaje ciszej, z nutą goryczy. — Synowa, którą miałaś w garści… odwróciła się przeciwko tobie.

Jej spojrzenie twardnieje.

— A jeśli pozna prawdę… — głos lekko jej drży. — Nikt jej nie powstrzyma. Zniszczy wszystko. Wszystko, co budowałaś latami…

Nagle ciszę przecina dźwięk telefonu.

Mukadder drga i natychmiast sięga po aparat leżący na szafce nocnej.

— Co się stało?! — rzuca nerwowo. — Powiedz, że go znalazłeś!

Po drugiej stronie odzywa się mężczyzna.

— Znalazłem, nie martw się. Był niedaleko domu.

Mukadder zamyka oczy. Na moment.

— Dzięki Bogu… — wypuszcza powietrze. — W jakim jest stanie?

— Fizycznie ma się dobrze. Ale jest wystraszony.

Jej brwi marszczą się.

— Dlaczego tam poszedł?

Następuje krótka pauza.

— Przetrzymywaliśmy go tam przez jakiś czas, zanim trafił do ośrodka. Najwyraźniej to miejsce utkwiło mu w pamięci.

Mukadder milknie. Ta informacja tylko pogłębia jej niepokój.

— Dobrze — mówi w końcu chłodno, odzyskując kontrolę nad głosem. — Natychmiast odwieź go z powrotem do szpitala. I dopilnuj, żeby tym razem nigdzie się nie wymknął.

— Zrozumiałem.

Rozłącza się. Telefon powoli opada z jej dłoni.

Mukadder siada ciężko na łóżku, jakby nagle zabrakło jej sił.

Przez chwilę siedzi nieruchomo. Wpatrzona w podłogę. A potem…

Jej twarz się załamuje.

Zakrywa dłońmi usta, żeby stłumić dźwięk. Ale łzy i tak znajdują drogę.

Ciche. Gorzkie. Pierwsze od bardzo dawna.

Bo po raz pierwszy…

Mukadder naprawdę się boi.

***

Pokój Mine jest cichy, oświetlony ciepłym światłem nocnej lampki. Różowe akcenty, pluszowe zabawki na półce i kolorowa pościel sprawiają, że to miejsce powinno być bezpieczną przystanią.

Sinem siedzi za córką na łóżku i powoli, delikatnie rozczesuje jej włosy. Każdy ruch jest ostrożny, czuły — jakby bała się sprawić jej choćby najmniejszy ból.

Jej oczy wciąż są zaczerwienione. Łzy, choć stara je się powstrzymywać, nadal wracają.

Dwa dni bez córki wydawały jej się wiecznością. Dwa dni, w których była przekonana, że może już nigdy jej nie zobaczyć.

Jej dłoń na moment zatrzymuje się na włosach Mine. Zamyka oczy i bierze cichy, drżący oddech.

Odkłada szczotkę na szafkę nocną i szybko ociera wilgotne powieki.

— Kochanie, czas spać — mówi łagodnie, choć głos jej lekko drży.

Mine odwraca się do niej, z niepokojem w oczach.

— Mamo, nie idź. Śpij ze mną, proszę.

Te słowa łamią jej serce. Sinem natychmiast przyciąga ją bliżej.

— Nie martw się — szepcze, gładząc jej włosy. — Zostanę z tobą. Nigdy więcej nie zostawię cię samej.

Mine wtula się w nią mocniej, jakby chciała się upewnić, że naprawdę tu jest.

— Dlaczego babcia mnie tam wysłała? — pyta cicho.

Sinem na moment zastyga. Szuka słów. Takich, które nie zranią. Które ochronią.

— Chciała, żebyś spędziła czas na świeżym powietrzu — odpowiada ostrożnie.

— Ale tam było okropnie… — szepcze dziewczynka.

Sinem zamyka oczy na ułamek sekundy.

— Już tam nie wrócisz — mówi stanowczo, choć cicho. — Obiecuję. Zawsze będę przy tobie.

Zapada chwila ciszy. Mine podnosi wzrok.

— Mamo, ten mężczyzna…

Sinem natychmiast napina się cała.

— Jaki mężczyzna?

— Ten, który był w domu. Patrzył na mnie. Bałam się go…

Sinem przyciąga ją jeszcze bliżej, jakby chciała osłonić ją własnym ciałem.

— Już go nie ma. Jesteś bezpieczna — mówi szybko, ale łagodnie.

Mine jednak nie przestaje.

— On był… podobny do taty.

Sinem zastyga. Serce na moment przestaje jej bić.

— Do taty? — powtarza cicho.

— Tak. Pamiętasz to zdjęcie przy basenie? Wyglądał tak samo… tylko miał dłuższe włosy…

Cisza. Ciężka. Niepokojąca.

Sinem zmusza się do uśmiechu. Delikatnego. Kojącego.

— To niemożliwe, kochanie — mówi, głaszcząc ją po policzku. — Pewnie ci się przyśniło. To był tylko sen.

Ale jej spojrzenie zdradza coś zupełnie innego. Niepokój. Strach, który dopiero zaczyna kiełkować.

— Już nic ci nie grozi — dodaje ciszej. — Jestem przy tobie.

Całuje córkę w czoło. Układa ją pod kołdrą, a potem sama kładzie się obok, obejmując ją ramieniem.

Mine powoli się uspokaja. Jej oddech wyrównuje się. Zasypia.

Ale Sinem nie zamyka oczu. Patrzy w ciemność.

I choć przytula córkę najmocniej, jak potrafi, wie jedno.

Niebezpieczeństwo jeszcze nie minęło.

***

Cihan wraca z zagranicznej podróży.

W rękach ma prezenty — starannie zapakowane, przemyślane. Te najważniejsze — te, które wybierał najdłużej — zabiera ze sobą i bez chwili wahania kieruje się do starego domu.

Do Hancer.

Resztę oddaje Aysu.

— Zanieś to do rezydencji — mówi krótko.

***

W salonie rezydencji panuje cisza, którą przerywa dopiero dźwięk odkładanych paczek.

Aysu stawia je ostrożnie na stole.

Mukadder podnosi wzrok.

— Co to jest?

— Pan Cihan przywiózł to z zagranicy — odpowiada dziewczyna.

Beyza unosi brwi, zaskoczona.

— Prezenty dotarły, a on sam nie?

— Pan Cihan już wrócił — wyjaśnia Aysu. — Ale najpierw pojechał do starego domu.

Mukadder milknie. Zanim jednak zdąży cokolwiek powiedzieć, Beyza reaguje szybciej.

— Czy ja cię o to pytałam? — rzuca chłodno. — Idź i zajmij się swoimi obowiązkami.

Aysu spuszcza wzrok i odchodzi.

I wtedy zaczyna się prawdziwa rozmowa.

Beyza kręci głową z wyraźnym niezadowoleniem, po czym spogląda na Mukadder z cieniem ironii.

— Widzisz, ciociu? Twój syn wraca po długiej podróży i gdzie idzie najpierw? Do starego domu.

Uśmiecha się krzywo.

— Naprawdę wzruszające.

Podnosi się z kanapy i zaczyna powoli przechadzać się po salonie. Stukot jej obcasów odbija się echem od ścian.

— Kiedyś wiedział, jak się zachować — ciągnie. — Pamiętasz? Wracał i pierwsze, co robił, to całował cię w rękę.

Zatrzymuje się, a potem odwraca gwałtownie.

— A teraz? Nawet nie raczył się tu pojawić.

Mukadder milczy, ale jej twarz staje się coraz bardziej napięta.

— Ta dziewczyna ma na niego fatalny wpływ — mówi Beyza ostrzej. — W ogóle przestał się tobą przejmować. Własna matka przestała dla niego istnieć.

Wskazuje na paczki leżące na stole.

— Nawet prezentów nie przyniósł osobiście. Wysłał je przez służącą. Dał wszystkim powód do plotek.

Zbliża się do stołu, dotyka jednego z pudeł.

— Aysu niemal z uśmiechem powiedziała mi, gdzie jest. To niewyobrażalne!

Mukadder zamyka oczy na moment. Ale Beyza nie przestaje.

— Pamiętasz, jak to było kiedyś? — jej głos mięknie, ale tylko pozornie. — Przynosił prezenty, siadał z nami i patrzył, jak je otwieramy. Czekał na naszą reakcję.

Podsuwa jedno z pudełek bliżej Mukadder.

— Dalej. Otwórz. Skoro jego tu nie ma, przynajmniej naciesz się tym, co zostawił.

— Beyza, wystarczy — mówi w końcu Mukadder, cicho, ale stanowczo. — Głowa mi pęka.

Podnosi na nią zmęczone spojrzenie.

— Co chcesz, żebym zrobiła?

Beyza unosi brwi.

— Naprawdę nie widzisz problemu?

Mukadder prostuje się.

— Nawet jeśli mojego syna tu nie ma, nie jest z obcą kobietą. Jest ze swoją żoną.

Te słowa wybrzmiewają mocniej, niż można by się spodziewać.

Beyza patrzy na teściową z niedowierzaniem.

— I mówisz o tym tak lekko?

Mukadder wstaje gwałtownie.

— A czego ode mnie oczekujesz?! — jej głos nagle się podnosi. — Że pójdę i wyrwę go z rąk własnej żony?

Krótkie, ciężkie milczenie.

— Dość już — dodaje ostro.

Odwraca się i rusza w stronę wyjścia. Jej kroki są szybkie, zdecydowane.

Beyza zostaje sama w salonie, ale jej myśli są gdzie indziej.

Zaciska szczękę. Wyobraża sobie ich. Cihana i Hancer.

Są razem. Sami. W starym domu.

Jak siedzą blisko siebie. Jak rozmawiają. Jak on patrzy na nią w sposób, którego już dawno nie widziała w jego oczach.

Którego nigdy nie widziała w jego oczach…

***

Hancer ostrożnie rozwiązuje wstążkę i otwiera pierwsze pudełko.

W środku znajduje się apaszka.

Delikatna, lekka jak mgła — w odcieniach pudrowego różu i subtelnego beżu, z połyskującą nicią, która łapie światło przy każdym ruchu. Materiał miękko przesuwa się między jej palcami, jakby był utkany z powietrza.

— Jest piękna… — szepcze.

Bez wahania unosi ją i zarzuca na ramiona. Powoli układa ją wokół szyi i poprawia końce, spoglądając w lustro.

Na jej twarzy pojawia się nieśmiały, ale szczery uśmiech.

Cihan stoi kilka kroków za nią, oparty lekko o kanapę. Obserwuje ją uważnie — z wyraźnym zadowoleniem.

— Pasuje ci — mówi cicho.

Hancer opuszcza wzrok, jakby zawstydzona.

Sięga po drugie pudełko.

Kiedy je otwiera… na moment zamiera.

W środku leży sukienka.

Zwiewna, elegancka, w tym samym pudrowym odcieniu co apaszka. Materiał jest miękki, lekko połyskujący, a krój prosty, ale niezwykle kobiecy — podkreślający sylwetkę bez przesady. Delikatne detale przy rękawach i dekolcie nadają jej subtelnej elegancji.

Hancer wyciąga ją ostrożnie i przykłada do siebie. Podchodzi bliżej lustra i przez chwilę tylko patrzy. Jakby nie była pewna, czy to naprawdę dla niej.

— Pomyślałem… — odzywa się Cihan — że założysz ją na promocję naszej nowej kolekcji.

Hancer natychmiast odwraca się w jego stronę.

— Promocję? — w jej oczach pojawia się zaskoczenie. A zaraz potem niepokój. — Ale… co ja tam będę robić?

Cihan podchodzi bliżej.

— Zaprezentujemy kolekcję inspirowaną twoim wzorem. — mówi spokojnie. — To ważny dzień. I… będzie tam cała rodzina Develioglu. Moja mama i bratowa.

Robi krótką pauzę.

— Chcę, żebyś była tam ze mną.

Hancer spuszcza wzrok. Jej dłonie zaciskają się lekko na materiale sukienki.

— A jeśli… nie pójdę?

Cihan przygląda jej się uważnie.

— Dlaczego miałabyś nie pójść?

— Bo… — waha się — nie jestem przyzwyczajona do takich miejsc. Nie wiem, jak się zachowywać. Będę się denerwować…

Cihan łagodnieje.

— Nie masz powodu. — mówi cicho. — Będę przy tobie przez cały czas.

Po chwili dodaje:

— Ale jeśli naprawdę nie chcesz, zrozumiem. Nie zmuszę cię.

Hancer szybko podnosi wzrok.

— Nie… nie o to chodzi. — mówi, próbując się uśmiechnąć. — Po prostu… trochę się wstydzę.

Cihan kiwa głową.

— W porządku. Pomyśl o tym spokojnie.

Odwraca się lekko w stronę wyjścia.

— Muszę teraz iść do rezydencji. Odwiedzić mamę. Kiedy wrócę, pojedziemy razem do szpitala.

— Dobrze — odpowiada Hancer miękko.

Patrzy jeszcze raz w lustro. Na siebie w apaszce i z sukienką przy ciele. Jakby widziała w nim kogoś nowego.

Cihan rusza w stronę schodów.

— Cihan… — zatrzymuje go jej głos.

Odwraca się.

— Miałeś mi coś powiedzieć, kiedy wrócisz.

Na moment zapada cisza.

Cihan bierze krótki oddech.

— Tak. Porozmawiamy.

Jego spojrzenie na chwilę poważnieje.

— Ale… najpierw zajmijmy się promocją. — Stara się zamaskować napięcie delikatnym uśmiechem. — Potem usiądziemy i powiem ci wszystko.

Hancer patrzy na niego uważnie. Potakuje.

— Dobrze.

***

Cemil zostaje wypisany ze szpitala, jednak jego stan nadal wymaga stałej opieki. Hancer zamierza wrócić z nim do domu, by wesprzeć bratową w opiece, lecz Cihan proponuje inne rozwiązanie — decyduje, że Cemil i Derya zamieszkają razem z Hancer w starym domu, dzięki czemu nie będzie musiał rozstawać się z żoną.

Powyższy tekst stanowi autorskie streszczenie i interpretację wydarzeń z serialu Gelin. Inspiracją do jego stworzenia był film Gelin 47.Bölüm dostępny na oficjalnym kanale serialu w serwisie YouTube. W artykule zamieszczono również zrzuty ekranu pochodzące z tego odcinka, które zostały użyte wyłącznie w celach informacyjnych i ilustracyjnych. Wszystkie prawa do postaci, fabuły i materiału źródłowego należą do ich prawowitych właścicieli.

Podobne wpisy

  • Panna młoda odc. 58: Cihan chce wyznać prawdę o Beyzie! Ona kopie dla niego grób!

    Po uzyskaniu zgody Cemila Cihan zabiera Hancer na grób swojego brata Metina, który zginął w wypadku samochodowym. Wyznaje, że wciąż czuje się winny jego śmierci i dlatego tak bardzo pragnie mieć syna, który będzie kontynuacją rodzinnej historii. Później w rezydencji wybucha ostra kłótnia między Cihanem a Mukadder, która obraża Hancer i oskarża syna o zdradę rodziny. W trakcie sprzeczki Cihan ujawnia, że przez siedem lat był żonaty z Beyzą bez miłości – a ona słyszy to ukryta w przedpokoju. Następnie Cihan spotyka się z Enginem i postanawia powiedzieć Hancer prawdę o swojej byłej żonie. Tymczasem Beyza, załamana wyznaniem Cihana, popada w rozpacz i razem z ojcem zaczyna knuć plan zniszczenia zarówno Cihana, jak i Hancer.

  • Panna młoda odc. 38: Hancer i Cihan spędzają noc w jednym łóżku!

    Cemil i Derya oddają swoją sypialnię Cihanowi i Hancer, sami przenosząc się do salonu. Cemil cieszy się z „pełnej rodziny”, nieświadomy prawdziwych intencji żony. Derya, skupiona na zdjęciach złotych bransoletek, wysyła Mukadder dowód, że małżonkowie zostali sami w jednym pokoju. W nocy odkrywa, że Cihan śpi na podłodze, a Hancer sama w łóżku. By wymusić bliskość, celowo wychładza dom, otwierając okno. Chłód zmusza Cihana i Hancer do położenia się razem, choć oddziela ich mur z poduszek. Rano Mukadder jest przekonana, że noc przyniosła przełom. Tymczasem Beyza, po koszmarze o utracie miejsca w rodzinie, przyjeżdża z Nusretem do rezydencji, gdzie zaskakuje ich nienaturalnie łagodna postawa Mukadder.

  • Panna młoda odc. 9 i 10: Cihan na kolacji w domu Hancer!

    Yonca obserwuje posiadłość Develioglu i upewnia się, że Beyza przeżyła wypadek, co budzi w niej wściekłość i zapowiedź dalszego szantażu. Nusret próbuje przekonać Cihana, by zrezygnował z małżeństwa z Hancer, lecz mężczyzna stanowczo odrzuca prośbę i deklaruje, że dotrzyma danego słowa. Mukadder podejmuje decyzję o przygotowaniu domu dla Hancer, co wywołuje gniew Beyzy. Cemil odwiedza Cihana w firmie, oddaje zapomniany pierścionek i żąda zapewnienia, że jego siostra będzie szanowana. W trakcie rozmowy słabnie, a Cihan odwozi go do domu. Wieczorem Cemil przekonuje Hancer i Cihana do założenia pierścionków, traktując to jako symbol zaręczyn. Po wyjściu Cihan zdejmuje obrączkę, a Hancer słyszy, jak brat chwali przyszłego zięcia, nie znając prawdy. Beyza odkrywa, że Cemil spotkał się z Cihanem, i poprzysięga zniszczyć rywalkę. Nazajutrz Derya publikuje w sieci zdjęcie „zaręczonej” pary.

  • Panna młoda odc. 49: Hancer w szoku! Derya sprzeniewierzyła pieniądze!

    Jubiler, któremu Derya powierzyła oszczędności Hancer, znika z pieniędzmi; kobieta mdleje, a Cihan i Hancer jadą jej pomóc. Derya przyznaje, że zainwestowała i wszystko przepadło, po czym bez skrupułów sugeruje Hancer rozwód i kolejne odszkodowanie. Yakup grozi spaleniem sklepu Cemila, żądając zwrotu długu. Cihan organizuje Cemilowi badania w klinice i dowiaduje się, że Hancer odmawia honorarium za swój projekt. Beyza odkrywa, że Yakup nachodzi Hancer i żąda spłaty długu brata, grożąc ujawnieniem sprawy Cihanowi.

  • Panna młoda odc. 3: Hancer zgadza się na układ z Cihanem!

    W domu Hancer pojawiają się Mukadder, Beyza i Sinem z rodziny Develioglu, by ponownie ocenić dziewczynę jako kandydatkę na żonę Cihana. Hancer stanowczo odrzuca propozycję, co doprowadza do brutalnej awantury — Derya w furii bije szwagierkę i opuszcza dom z synem. Wkrótce Cemil traci przytomność i trafia do szpitala, gdzie Hancer słyszy druzgocącą diagnozę: torbiel na pniu mózgu i groźba paraliżu lub śmierci. Poznajemy bezwzględne plany Mukadder — dziecko Hancer ma zostać odebrane i wychowane przez Beyzę. Gdy Cemil wraca do domu, Hancer ukrywa prawdę i podejmuje dramatyczną decyzję. Następnego dnia zjawia się w rezydencji Develioglu i ku zaskoczeniu wszystkich informuje Cihana, że zgadza się na układ małżeński.

  • Panna młoda odc. 41: Aysu ma coś do ukrycia! Beyza chce posagu!

    Po nocnej kłótni z matką Cihan nocuje w firmie i pracuje do świtu nad nowymi projektami. Engin odkrywa, że inspiracją wzoru jest ręcznie robiony sweter Hancer i uświadamia Cihanowi jej talent. Tymczasem w rezydencji Mukadder pogrąża się w gniewie i rozpaczy, odmawia jedzenia i zakazuje służbie pomagać Hancer. Beyza zapowiada, że zażąda od Cihana własnego posagu, co doprowadza Mukadder do załamania. W tajemnicy Aysu dostarcza Hancer śniadanie i ujawnia, że Cihan nie wróci, dopóki matka nie przeprosi. Wieczorem Yonca zbliża się do Nusreta, podsłuchuje jego rozmowę z Beyzą o posagu i odkrywa słaby punkt rywalki, który może wykorzystać.