Panna młoda odc. 7 i 8: Beyza spada ze schodów! Hancer zabiera ją do szpitala!

Ranna Beyza mdleje w ramionach Hancer.

„Panna młoda” Odc. 7 – streszczenie

Do domu Hancer przyjeżdżają Develioglu — Mukadder, Sinem i Nusret. Ich obecność od progu budzi napięcie. Brakuje jednak najważniejszej osoby. Nie ma Cihana.

Cemil, zaskoczony, rozgląda się po gościach.

— Gdzie jest pan młody? — pyta wprost, z rosnącym niepokojem.

Mukadder nawet nie próbuje udawać skruchy.

— Nie mógł przyjechać — odpowiada chłodno, jakby chodziło o drobną niedogodność. — To my założymy dziewczynie pierścionek.

Derya marszczy brwi.

— Czy zachorował? — dopytuje. — Przyszliście sami, żeby nie tracić czasu?

— Dzięki Bogu, jest zdrowy — wtrąca Nusret. — Uznał po prostu, że tak będzie lepiej.

Cemil czuje, jak narasta w nim gniew i dezorientacja.

— Przepraszam… — zaczyna ostrożnie, ale stanowczo. — Czy pan młody i panna młoda nie powinni być razem? Założenie pierścionków, przecięcie wstążki… to tradycja. Tak to wygląda od pokoleń.

Mukadder sięga do torebki i wyciąga małe, czerwone pudełeczko.

— Nic się nie zmienia — oznajmia. — Ja biorę to na siebie. Założymy pierścionek pod nieobecność Cihana. Cel jest znany, intencje te same. Najważniejsze, by rodzina dziewczyny się zgodziła. Czyż nie?

— Oczywiście — odpowiada Derya z nerwowym uśmiechem. — Młodzi jeszcze będą mieli czas. Przygotowałam herbatę, zaraz przyniosę.

— Nie ma potrzeby — ucina Nusret, coraz bardziej poirytowany. — Zróbmy to szybko.

Mukadder podaje pudełeczko bratu. Wszyscy wstają. Hancer stoi nieruchomo, blada, z opuszczonym wzrokiem — jakby jej dusza była gdzie indziej.

— Bez zbędnych ceregieli — mówi Nusret. — Życzę wam szczęścia.

Wyciąga rękę w stronę Hancer, by założyć pierścionek.

W tej samej chwili Cemil gwałtownie chwyta dłoń siostry i opuszcza ją w dół.

— Nie — mówi stanowczo. — Skoro pan młody nie raczył przyjść, to przynajmniej zadzwoni do nas, prawda?

Nusret zaciska szczękę, ale wyciąga telefon i dzwoni. Po chwili podaje go Cemilowi.

— Z tej strony Cemil — mówi twardo. — Brat dziewczyny, którą planujesz poślubić.

— Coś się stało? — słychać głos Cihana.

— Tak. Stało się. Twój wujek stoi tu z pierścionkiem, a ciebie nie ma. I chcę, żebyś usłyszał to ode mnie: nawet jeśli Hancer się zgodzi, ja jej nie oddam. Nie mamy dziewczyny dla mężczyzny, który nie potrafi przyjść i spojrzeć jej w oczy. Jako starszy brat mówię jasno: nie oddam ci mojej siostry.

Cemil rozłącza się bez czekania na odpowiedź i oddaje telefon Nusretowi.

— To wszystko — oświadcza.

— Co to ma znaczyć?! — wybucha Nusret. — Przyjechaliśmy tu, żeby być obrażani?!

— Cemilu, czy ty słyszysz, co mówisz?! — krzyczy Derya, bliska histerii.

— Słyszę bardzo dobrze — odpowiada mężczyzna. — Moja siostra jest dla mnie wszystkim. Będę ją chronił jak własne życie. A człowieka, który jej nie szanuje… nie chcę znać.

— Uważaj na słowa — wtrąca się Mukadder lodowatym tonem. — Ten człowiek to mój syn. Co jeszcze ma zrobić? Paść ci do stóp?

— Mamo, on nie powiedział nic złego — próbuje załagodzić sytuację Sinem.

— On jest głupi! — syczy Derya, patrząc na męża z nienawiścią.

Mukadder prostuje się, a jej spojrzenie twardnieje.

— Być może. Ale powiedział wystarczająco dużo. — Odwraca się do wyjścia. — Teraz, nawet gdybyś zmienił zdanie, my już nie chcemy tej dziewczyny. Idziemy.

Develioglu ruszają w stronę drzwi. Derya rzuca się za Mukadder, błagając, łapiąc ją za rękaw, ale kobieta nawet się nie odwraca.

Drzwi zamykają się z głuchym trzaskiem.

W domu zapada ciężka, bolesna cisza.

***

Develioglu wyszli w takim pośpiechu, że zapomnieli czerwonego pudełeczka z pierścionkiem. Leżało na stoliku, niemal prowokując. Gdy tylko Derya je zauważa, na jej twarzy pojawia się zadowolony, triumfujący uśmiech.

Podchodzi, otwiera pudełeczko i aż wstrzymuje oddech. Duży kamień błyszczy w świetle. Bez chwili wahania wyjmuje pierścionek i wsuwa go na własny palec, unosząc dłoń, jakby chciała się nim pochwalić.

— Narzekałeś, że nie doceniają twojej siostry — mówi z ironią do męża. — A zobacz… przynieśli pierścionek z takim kamieniem. — Jej oczy błyszczą. — Ja zadowoliłabym się nawet mniejszym, ale ciebie nie było stać nawet na to.

Cemil patrzy na nią z narastającym niesmakiem.

— To nie jest nasz pierścień — mówi ostro. — To ich własność. Oddam im go jutro. Daj mi to.

— Nie! — Derya cofa rękę gwałtownie. — Mamy prawo do tego pierścionka!

— Daj mi go, powiedziałem!

— Nie! — powtarza uparcie. — Przynieśli go dla Hancer. To jej pierścień.

Zdejmuje obrączkę z palca i niemal wciska ją w dłoń szwagierki. Hancer jednak stoi nieruchomo, blada, jakby nie miała siły nawet spojrzeć na błyszczący kamień.

— Wyrzuciłem ich z domu — mówi Cemil twardo. — A teraz mamy zatrzymać ich pierścień? — Patrzy żonie prosto w oczy. — Chcesz, żebym wyszedł na złodzieja?

Nie czekając na odpowiedź, gwałtownie wyrywa pierścionek z rąk Deryi, chowa go do czerwonego pudełeczka i zamyka je z trzaskiem.

W pomieszczeniu zapada ciężka cisza, a blask kamienia znika, jakby nigdy go tam nie było.

***

Akcja przeskakuje do następnego dnia. W gabinecie Cihana panuje chłodna, napięta atmosfera. Przez wysokie okna wpada ostre światło dnia, ale nie rozprasza mroku, który zdaje się wisieć w powietrzu.

Drzwi otwierają się i do środka wchodzi Engin. Zamknąwszy je za sobą, podchodzi do biurka, siada w fotelu i odchyla się wygodnie na oparcie, uważnie przyglądając się Cihanowi.

— Musi być jakiś problem — mówi spokojnie — skoro chciałeś spotkać się ze mną tak wcześnie.

Cihan nie traci czasu na wstępy. Jego twarz jest twarda, a głos chłodny.

— Zadzwoń natychmiast do tej dziewczyny — poleca. — Przypomnij jej, że zgodnie z umową musi zapłacić odszkodowanie.

Engin prostuje się gwałtownie, wyraźnie zaskoczony.

— Jak to? — pyta. — Czy wy nie zaręczyliście się wczoraj?

— To koniec — odpowiada Cihan krótko, jakby zamykał sprawę bez prawa do dyskusji.

— Wiesz, w jakiej sytuacji ona się znajduje. — Engin marszczy brwi. — Ta dziewczyna nie jest w stanie zapłacić takiej kwoty. Gdyby było inaczej, nie prosiłaby cię o pieniądze i nie podpisałaby tej umowy. — Robi krótką pauzę. — Mając tego świadomość, naprawdę chcesz domagać się od niej odszkodowania?

Cihan podnosi wzrok, w którym błyszczy gniew.

— Zrób to, co ci kazałem, Enginie — mówi lodowato. — Jeśli nie ma pieniędzy, powinna zachowywać się odpowiednio.

Sięga po dokument i wskazuje palcem podpis.

— Oto jej podpis. Umowa jest ważna. — Unosi głowę. — Nikt nie może lekceważyć nazwiska Develioglu. Zapłaci za to, że wyrzuciła moją matkę z domu.

Engin milknie. Wie, że dalsza dyskusja nie ma sensu. Wstaje powoli, zbiera dokumenty i wychodzi, zostawiając Cihana samego z gniewem, który dopiero zaczyna przynosić swoje konsekwencje.

„Panna młoda” Odc. 8 – streszczenie

Hancer ostrożnie wchodzi do pokoju i stawia na stole tacę ze śniadaniem. Jej ruchy są ciche, niemal niepewne, jakby bała się zakłócić spokój, który i tak nie istnieje. Derya siedzi już przy stole. Nie je. W dłoniach trzyma umowę, którą Hancer zawarła z Cihanem. Kartki są lekko pogniecione, jakby były ściskane w nerwach.

— Kiedy próbowaliśmy spłacić weksle, spadły na nas jeszcze większe kłopoty — mówi gorzko, nie podnosząc wzroku. — Kłopoty o imieniu Mukadder. — W końcu spogląda na Hancer. — Jak my się z tego wydostaniemy?

Zanim Hancer zdąży odpowiedzieć, jej telefon zaczyna dzwonić. Numer jest nieznany. Serce dziewczyny natychmiast przyspiesza.

— To któryś z wierzycieli? — pyta Derya z niepokojem, odruchowo prostując się na krześle.

Hancer drżącą dłonią odbiera połączenie.

— Słucham…?

— Dzień dobry. Z tej strony prawnik Engin — odzywa się spokojny, oficjalny głos. — Spotkaliśmy się już w holdingu Develioglu. Pamięta mnie pani, prawda?

— Tak… — odpowiada cicho. — O co chodzi, panie Enginie?

— Dzwonię w sprawie umowy, którą niedawno pani podpisała — mówi beznamiętnie. — Ponieważ nie wywiązała się pani z jej warunków, będzie pani zobowiązana do zapłaty kary umownej. Dzwonię, by panią o tym oficjalnie poinformować. — Robi krótką pauzę. — Pani Hancer? Słyszy mnie pani?

— Tak… — szepcze, ledwo łapiąc oddech.

— W takim razie proszę w ciągu dwóch dni poinformować mnie o planie spłaty. Jeśli tego pani nie zrobi, mój klient…

— Nie musi mi pan tego tłumaczyć — przerywa Hancer drżącym głosem. — Wiem wszystko.

Rozłącza się. Telefon niemal wypada jej z ręki.

Derya, która stała tuż obok i słyszała każde słowo, prycha z wściekłością.

— Wiedziałam! Wiedziałam, że tak się to skończy! — wybucha. — Oto twoja duma! Masz to, czego chciałaś!

— Bratowo, zamilcz… — mówi Hancer przez łzy.

— Mogę milczeć — odpowiada ostro Derya — ale to nie zmieni faktu, że masz pięć milionów do spłaty. Skąd weźmiesz takie pieniądze? Jeśli ich nie zdobędziesz, pójdziesz do więzienia.

— Na miłość boską, dość! — Hancer załamuje ręce. — Kiedy myślałam, że wszystko wreszcie zaczyna się układać, tylko jeszcze bardziej to skomplikowałam…

— Tak się dzieje, gdy podpisujesz coś, czego nawet nie rozumiesz! — Derya nie odpuszcza. — Myślałam, że jesteś mądra, a okazałaś się głupsza od swojego brata! Po co to w ogóle podpisałaś, skoro nie wiedziałaś, czy będziesz w stanie się z tego wywiązać?

Wskazuje na nią palcem.

— Przestań ryczeć i weź się w garść. Natychmiast zadzwoń do Cihana.

— I co mu powiem? — pyta Hancer bezradnie.

— Przeproś. Błagaj go o przebaczenie — odpowiada bez wahania Derya. — Nie wiem jak, ale musisz to naprawić. — Jej głos twardnieje. — Bo jeśli tego nie zrobisz, spakuję swoje rzeczy i wyjadę. Zostaniesz sama. Ty i twój chory, bezużyteczny brat.

Hancer stoi nieruchomo, z twarzą zalaną łzami, czując, że ściany zaczynają się nad nią zamykać, a każde wyjście prowadzi prosto w przepaść.

***

Cemil zostaje zaczepiony na ulicy przez jednego z wierzycieli. Najpierw padają ostre słowa, potem pięści. Zaskoczony, osłabiony chorobą, nie ma szans się bronić. Wraca do domu poturbowany, z rozciętą wargą i siniakami, starając się udawać, że „to nic”. Hancer widzi jednak prawdę — i czuje, jak grunt usuwa się jej spod nóg.

Cała drżąc, dzwoni do firmy Develioglu i prosi o rozmowę z Cihanem.

— Pan Cihan nie życzy sobie rozmów — odpowiada sekretarka oficjalnym tonem. — Proszę więcej nie dzwonić.

Hancer odkłada słuchawkę, ale nie potrafi się poddać. Wie, że nie ma już żadnego wyjścia. Jeszcze tego samego dnia jedzie pod siedzibę firmy. Ochroniarz nawet nie próbuje ukrywać niechęci.

— Ma pani zakaz wstępu — mówi krótko. — Pan Cihan nie chce pani widzieć.

— Proszę… tylko minutę — błaga. — To bardzo ważne.

— Proszę odejść.

Hancer nie odchodzi. Zostaje.

Czeka. Godzinami. Słońce chyli się ku zachodowi, pracownicy wychodzą jeden po drugim, aż budynek pustoszeje. Jest zimno, ale ona stoi nieruchomo, jakby tylko upór trzymał ją na nogach.

Wreszcie drzwi się otwierają. Cihan wychodzi, rozmawiając przez telefon. Gdy ją dostrzega, jego twarz twardnieje.

— Ja… — Hancer robi krok do przodu. — Przyszłam z tobą porozmawiać. — Jej głos drży. — O tym, co wydarzyło się wczoraj. Mój brat… on nie chciał tego powiedzieć. Naprawdę.

— Powiedział dokładnie to, co myślał — odpowiada Cihan chłodno. — I właściwie miał rację. — Patrzy jej prosto w oczy. — Problem polega na tym, że ty milczałaś, choć doskonale znałaś warunki naszej umowy.

— Nie odważyłam się — mówi cicho. — Mój brat był tam… nie mogłam go tak zranić.

— Więc postanowiłaś zranić moją matkę, a nie jego? — ripostuje ostro.

— Cemil nie miał złych intencji — broni go Hancer, zbierając resztki odwagi. — Chciał mnie tylko chronić. Nie chciał, żebym wyszła za mąż za kogoś, kto mnie nie docenia.

— Uspokój się — ucina Cihan. — Nie pobierzemy się. — Odwraca wzrok. — Przekaż swojemu bratu tę dobrą wiadomość.

Rusza w stronę samochodu.

— Cihan… — Hancer robi krok za nim. — Przepraszam.

Zatrzymuje się na sekundę, ale nie odwraca.

— Daruj sobie — mówi zimno. — Okazałaś brak szacunku mojej matce. A ona już podjęła decyzję.

Wsiada do samochodu. Drzwi zamykają się z głuchym trzaskiem. Silnik rusza, a auto znika w mroku ulicy.

Hancer zostaje sama przed pustym budynkiem, ze ściśniętym gardłem i poczuciem, że właśnie straciła ostatnią deskę ratunku.

***

Hancer nie poddaje się. Podejmuje jeszcze jedną próbę i przychodzi do posiadłości Develioglu. Staje w bramie z bijącym sercem, jakby miała nadzieję, że tym razem los się zlituje. Zamiast Mukadder pojawia się jednak pokojówka.

— Pani Mukadder nie życzy sobie wizyt — oznajmia chłodno. — Proszę odejść.

To wystarczy. Drzwi zamykają się przed Hancer niemal demonstracyjnie. Dziewczyna nie protestuje. Nie ma już siły. Odchodzi kilka kroków dalej, ale nie opuszcza podwórka. Zostaje, jakby coś trzymało ją przy tym miejscu.

***

Tymczasem na piętrze Beyza nerwowo chodzi po pokoju. Naprzeciwko niej stoi Yonca. Beyza wyciąga kopertę i podaje ją szantażystce.

— Weź — mówi cicho. — Tyle udało mi się zebrać.

Yonca natychmiast zagląda do środka, szybko przelicza banknoty i krzywi się z pogardą.

— Pięć tysięcy? — prycha. — Brakuje jednego zera. Żartujesz sobie ze mnie?!

— Na razie to ci musi wystarczyć — odpowiada Beyza, coraz bardziej zdenerwowana. — Resztę dam później.

— Później? — Yonca podnosi głos. — Przez cały tydzień zebrałaś tylko pięć tysięcy? Kiedy zamierzasz zdobyć pozostałe czterdzieści pięć?

— Czy ty mnie w ogóle słuchasz? — Beyza traci cierpliwość. — Jestem rozwiedziona! Nie jestem już ich synową! Nie mogę po prostu wyciągnąć ręki po pieniądze!

— Nie próbuj mnie oszukać — syczy Yonca. — Znajdziesz sposób. Zawsze znajdujesz.

— Yonca, przysięgam… dam ci resztę. Tylko nie teraz.

— „Nie teraz”, „później”, „dam”… — kpi Yonca. — Mnie interesuje dzisiaj. — Jej wzrok pada na szyję Beyzy. — Skoro nie masz pieniędzy, wezmę to.

Bez ostrzeżenia sięga i zrywa naszyjnik.

— Oddaj! — krzyczy Beyza. — To prezent od mojej cioci!

Rzuca się na Yoncę, próbując odzyskać biżuterię. Kobiety zaczynają się szarpać, wpadają na siebie, cofają się chaotycznie. Beyza nie zauważa, że jest coraz bliżej schodów.

I nagle traci równowagę.

Spada na półpiętro, uderzając głową o ścianę. Jej ciało bezwładnie osuwa się na stopnie.

Yonca zamiera. Patrzy na nieruchomą Beyzę z szeroko otwartymi oczami, przerażona tym, co właśnie się stało.

— Beyza…? — szepcze, ale nie podchodzi.

***

Kilka minut później Beyza odzyskuje przytomność. Czuje ciepłą strużkę spływającą po czole. Dotyka jej palcami — są czerwone od krwi. Świat wiruje. Na chwiejnych nogach, trzymając się ściany, schodzi na dół.

W domu panuje cisza. Nikogo nie ma.

Za przeszklonymi drzwiami widzi rozmazaną sylwetkę. Obraz faluje, rozmywa się. Beyza wyciąga rękę, resztką sił.

— Pomóż mi… — szepcze ledwie słyszalnym głosem.

Jej kolana uginają się. Wpada prosto w ramiona tej postaci i ponownie traci przytomność.

Tą postacią jest Hancer.

Pomimo wyrzucenia nie opuściła posiadłości Develioglu. Stała na zewnątrz, nie wiedząc dlaczego — aż los postawił ją dokładnie tam, gdzie była najbardziej potrzebna.

***

Cihan, Mukadder i Nusret przyjeżdżają do szpitala w pośpiechu. Automatyczne drzwi rozsuwają się z sykiem, wpuszczając ich do jasnego, chłodnego holu. Zapach środków dezynfekujących potęguje napięcie.

Cihan podchodzi do lady recepcyjnej. Jego twarz jest opanowana, ale w spojrzeniu widać niepokój.

— Dzień dobry. Nazywam się Cihan Develioglu — mówi stanowczo. — Otrzymałem telefon z tego szpitala. Chodzi o Beyzę Develioglu… — zawiesza głos. — Przepraszam. Beyzę Candar. Przywieziono ją tutaj.

— Co się stało z moją córką?! — wtrąca natychmiast Nusret, ledwo panując nad emocjami.

Recepcjonistka zerka w komputer.

— Pani Beyza odpoczywa. W wyniku upadku doznała urazu głowy. Straciła przytomność, ale obecnie jej stan jest stabilny.

— Jak ktoś po urazie głowy może być „w dobrym stanie”?! — oburza się Mukadder. — Czy nikt nie jest w stanie udzielić nam konkretnych informacji?!

— Szczegółowe informacje przekaże państwu lekarz prowadzący — odpowiada spokojnie kobieta.

— Gdzie jest pokój mojej córki? — naciska Nusret. — Chcę ją zobaczyć. Natychmiast.

— Najpierw musi pan uzyskać zgodę lekarza.

Cihan mruży oczy.

— Powiedziała pani, że przywieziono ją nieprzytomną. Z kim przyjechała?

Recepcjonistka wskazuje koniec korytarza.

— Ta młoda kobieta. To ona kazała was powiadomić.

Cała trójka rusza we wskazanym kierunku. Przy ścianie, na plastikowym krześle, siedzi Hancer. Blada, z dłońmi splecionymi nerwowo na kolanach. Gdy ich widzi, podnosi się gwałtownie.

— Co zrobiłaś mojej córce?! — grzmi Nusret, podchodząc do niej.

— Nic… — odpowiada Hancer drżącym głosem. — Przysięgam, nic jej nie zrobiłam…

— Co ty w ogóle robiłaś w naszym domu?! — pyta ostro Mukadder. — Czy nie kazałam ci odejść?

— Wróciłam, bo chciałam jeszcze raz z panią porozmawiać — tłumaczy Hancer, ledwo łapiąc oddech. — Gdy zajrzałam do środka… zobaczyłam pani bratanicę. Była cała zakrwawiona. Poprosiła mnie o pomoc. Nie zastanawiałam się ani chwili. Od razu zabrałam ją do szpitala.

Mukadder przygląda jej się chłodno.

— O czym jeszcze chciałaś ze mną rozmawiać? — pyta lodowatym tonem. — Mój syn powiedział ci wszystko, co powinnaś wiedzieć.

— Tak… powiedział — przyznaje Hancer cicho. — A mimo to chciałam panią przeprosić. Ma pani rację. Zachowaliśmy się bardzo niestosownie.

— Moja córka miała wypadek! — wybucha Nusret. — Czy to jest moment na takie rozmowy?!

Mukadder unosi dłoń, uciszając brata.

— Przyprowadziła tu Beyzę — mówi spokojnie, ale twardo. — Pozwólmy jej przynajmniej przeprosić.

Wyciąga rękę przed siebie.

Hancer pochyla głowę. Jej ruch jest powolny, pełen pokory. Składa pocałunek na dłoni Mukadder.

— To nie wystarczy — dodaje kobieta bez cienia emocji. — Pocałujesz także dłoń Cihana.

Cihan mimowolnie zaciska pięść. Kamera zatrzymuje się na jego dłoni. Hancer podchodzi o krok, chce chwycić jego rękę, ale Cihan cofa się.

— Nie ma takiej potrzeby — mówi twardo. — Naprawdę.

Odwraca się i odchodzi w głąb korytarza.

Mukadder staje twarzą w twarz z Hancer. Jej spojrzenie jest lodowate.

— Jeśli jeszcze raz okażesz mi brak szacunku — mówi cicho, ale groźnie — nie wybaczę ci, nawet gdybyś pocałowała mnie w stopę. Naucz się zachowywać odpowiednio.

Hancer tylko kiwa głową. W jej oczach zbierają się łzy, ale żadna nie spływa. Stoi nieruchomo, jakby bała się poruszyć — świadoma, że w tym miejscu, w tej chwili, nie ma już prawa do żadnego błędu.

***

Nusret wchodzi do sali szpitalnej powoli, jakby każdy krok kosztował go wysiłek. W półmroku widzi Beyzę leżącą na łóżku, z białym opatrunkiem na czole. Jej twarz jest blada, a spojrzenie niespokojne.

— Co się stało, córko? — pyta cicho, z trudem ukrywając drżenie głosu. — Jak doszło do tego upadku?

Beyza odwraca głowę w bok, jakby szukała odpowiednich słów.

— Zakręciło mi się w głowie… — odpowiada po chwili. — Straciłam równowagę i spadłam ze schodów.

— Czy ta dziewczyna, Hancer… — dopytuje Nusret, uważnie obserwując jej reakcję — to ona przywiozła cię do szpitala?

— Nie wiem, skąd się wzięła — mówi Beyza z dezorientacją. — Nagle ją zobaczyłam… Jakby wyrosła spod ziemi. — Jej głos cichnie. — Czy ona… dalej tu jest?

Nusret sięga po krzesło stojące pod ścianą, przysuwa je do łóżka i siada. Przez chwilę milczy, po czym kiwa głową.

— A Cihan? — pyta Beyza gwałtownie, a w jej głosie słychać lęk. — On też tu jest? Są teraz razem?

Nusret splata dłonie, jakby ważył każde słowo.

— Ta dziewczyna jest sprytna — mówi w końcu. — Bardzo dobrze wie, jak grać.

— Co masz na myśli? — Beyza marszczy brwi.

Nusret bierze głęboki oddech i pochyla się bliżej, obniżając głos.

— Lepiej, żebyś usłyszała to ode mnie. Twoja ciocia… wybaczyła jej.

Beyza wstrzymuje oddech, po czym niemal zrywa się do pozycji siedzącej, zapominając o bólu.

— Co?! — krzyczy. — Jak to wybaczyła?!

— Sam nie mogę w to uwierzyć — przyznaje Nusret. — Mukadder przysięgała, że nigdy jej nie wybaczy. A wystarczyło, że ta dziewczyna pochyliła głowę i pocałowała jej dłoń, a wszystko poszło w niepamięć.

Oczy Beyzy napełniają się łzami.

— Widzisz, w jakiej jestem sytuacji, tato? — mówi drżącym głosem. — Jeszcze kilka dni temu byłam żoną Cihana, a teraz ta wieśniaczka… — Zaciska palce na prześcieradle. — Nie mogę nawet słowem zaprotestować. To przez nerwy doszło do tego wypadku. Prawie umarłam!

Nusret patrzy na córkę z mieszaniną gniewu i bezradności, wiedząc, że ta historia dopiero się zaczyna.

Powyższy tekst stanowi autorskie streszczenie i interpretację wydarzeń z serialu Gelin. Inspiracją do jego stworzenia był film Gelin 3.Bölüm dostępny na oficjalnym kanale serialu w serwisie YouTube. W artykule zamieszczono również zrzuty ekranu pochodzące z tego odcinka, które zostały użyte wyłącznie w celach informacyjnych i ilustracyjnych. Wszystkie prawa do postaci, fabuły i materiału źródłowego należą do ich prawowitych właścicieli.

Podobne wpisy

  • Panna młoda odc. 2: Miliony w zamian za dziecko!

    W domu pogrążonym w półmroku Hancer budzi się z niepokojącego snu, w którym widzi siebie jako pannę młodą ratującą płaczące dziecko. Tego samego wieczoru do domu przychodzą Hatice i elegancka przedstawicielka bogatej rodziny Develioglu z propozycją małżeństwa Hancer z Cihanem – rozwiedzionym milionerem, który pilnie potrzebuje syna. Dziewczyna stanowczo odrzuca ofertę, sprzeciwiając się traktowaniu kobiety wyłącznie jako narzędzia do urodzenia dziecka. Wkrótce Derya traci pracę i pod presją długów zaczyna rozważać, jak zmusić Hancer do zmiany decyzji. Tymczasem Hancer dowiaduje się od lekarza, że u jej brata wykryto torbiel na pniu mózgu i konieczne są pilne, kosztowne badania.

  • Panna młoda odc. 5 i 6: Cihan pakuje walizkę! Ma dość Beyzy!

    Beyza, niepogodzona z rozwodem, zakłada z powrotem obrączkę i składa wniosek o cofnięcie rozwodu. Cihan zabiera Hancer na badanie ginekologiczne, traktując je jak formalność potwierdzającą warunki umowy. Cihan dowiaduje się o ruchu Beyzy i dochodzi między nimi do gwałtownej konfrontacji, zakończonej jego decyzją o odejściu. Beyza, załamana, błaga go, by został, i ostatecznie wycofuje wniosek rozwodowy. Hancer ujawnia Deryi prawdę o pieniądzach i planowanym ślubie, wyznając, że zrobiła to, by zapewnić choremu bratu spokojne ostatnie dni. Tymczasem Mukadder i Nusret ścierają się w konflikcie o przyszłość rodziny. Mukadder ujawnia Beyzie swój bezwzględny plan: Hancer ma urodzić dziecko, a potem zostać usunięta z ich życia.

  • Panna młoda odc. 4: Cihan i Hancer podpisują umowę!

    Hancer przychodzi do rezydencji Develioglu i w cztery oczy spotyka się z Cihanem. Oświadcza, że zgadza się na małżeństwo, ale stawia warunek: chce pieniędzy i absolutnej tajemnicy przed rodzinami. Po ostrej wymianie zdań Cihan zatrzymuje ją i decyduje się na układ. W obecności domowników ogłasza Mukadder, że zawarł z Hancer umowę i poleca rozpocząć przygotowania do ślubu, czym wywołuje szok Beyzy i niepokój w rodzinie. Następnie zabiera Hancer do siedziby firmy, gdzie prawnik Engin przygotowuje kontrakt małżeński: milion dla Hancer i wysoka kara za zerwanie umowy. Hancer podpisuje dokumenty, otrzymuje zaliczkę w wysokości stu tysięcy i po raz pierwszy uświadamia sobie, że właśnie przypieczętowała decyzję, od której nie ma już odwrotu.

  • Panna młoda odc. 3: Hancer zgadza się na układ z Cihanem!

    W domu Hancer pojawiają się Mukadder, Beyza i Sinem z rodziny Develioglu, by ponownie ocenić dziewczynę jako kandydatkę na żonę Cihana. Hancer stanowczo odrzuca propozycję, co doprowadza do brutalnej awantury — Derya w furii bije szwagierkę i opuszcza dom z synem. Wkrótce Cemil traci przytomność i trafia do szpitala, gdzie Hancer słyszy druzgocącą diagnozę: torbiel na pniu mózgu i groźba paraliżu lub śmierci. Poznajemy bezwzględne plany Mukadder — dziecko Hancer ma zostać odebrane i wychowane przez Beyzę. Gdy Cemil wraca do domu, Hancer ukrywa prawdę i podejmuje dramatyczną decyzję. Następnego dnia zjawia się w rezydencji Develioglu i ku zaskoczeniu wszystkich informuje Cihana, że zgadza się na układ małżeński.

  • Panna młoda odc. 1: Nowy serial turecki na antenie TVP2!

    Spokojny poranek w ubogim domu Hancer i jej rodziny szybko ustępuje miejsca kolejnym problemom. Dziewczyna opiekuje się małym Emirem i mimo skrajnej biedy stara się zapewnić mu namiastkę normalności. W sklepie spotyka się z odmową dalszego kredytu, a wracając do domu jest świadkiem kolejnego omdlenia swojego brata Cemila, który trafia do szpitala. Tam Hancer mierzy się z pretensjami i chłodem bratowej Deryi. Następnie poznajemy kulisy bezwzględnych planów Mukadder, która szuka idealnej kandydatki na matkę wnuka dla swojego syna Cihana. Dochodzi do rozwodu Cihana i Beyzy, za którym stoją rodzinne naciski i tajemnice. Tymczasem po powrocie ze szpitala rodzinę Hancer czeka kolejny cios: zostają wyrzuceni z domu za zaległy czynsz. Hancer otrzymuje kilka dni na spłatę długu, nie wiedząc, skąd wziąć pieniądze.