Panna młoda odc. 74: Nusret zrywa z Yoncą! Dziecko nie jest jego!

Nusret odwraca się plecami od Yoncy.

„Panna młoda” Odc. 74 – streszczenie

Gabinet lekarski jest jasny, sterylny, wypełniony cichym szumem aparatury. Na środku stoi łóżko do badań, obok monitor USG, którego ekran migocze chłodnym, niebieskawym światłem.

Yonca leży nieruchomo, napięta jak struna. Jej dłonie są zaciśnięte na brzegu łóżka, a spojrzenie ucieka gdzieś w bok — byle nie patrzeć ani na ekran, ani na stojącego obok Nusreta. Na jej twarzy nie ma radości ani ciekawości — tylko wyraźny niepokój i rosnące z każdą sekundą zniecierpliwienie.

Lekarka przesuwa głowicę aparatu po jej brzuchu, skupiona na obrazie.

— Wszystko jest w porządku — mówi spokojnie, nie odrywając wzroku od monitora. — Ciąża rozwija się prawidłowo. Nie widzę żadnych nieprawidłowości.

Yonca od razu podnosi głowę, jakby tylko na to czekała.

— Skoro wszystko dobrze, to czy mogę już wstać? — pyta szybko, niemal z ulgą.

Lekarka zerka na nią z lekkim zdziwieniem.

— Możesz — odpowiada powoli — ale czy nie chcecie poznać płci dziecka?

Na ułamek sekundy zapada cisza.

— Nie — odpowiada Yonca natychmiast, zbyt natychmiast. — Wolimy niespodziankę.

Odwraca głowę w stronę Nusreta, zmuszając się do lekkiego uśmiechu.

— Prawda, kochanie?

Nusret stoi z rękami splecionymi za plecami. Jego sylwetka jest sztywna, a spojrzenie wbite w ekran USG. Nie odpowiada od razu.

— Czy to nie za wcześnie? — pyta w końcu, marszcząc brwi. — Już teraz można to sprawdzić?

Lekarka kiwa głową.

— Oczywiście. To normalne na tym etapie. — Zerka ponownie na monitor. — Twój syn ma dwanaście tygodni.

Te słowa zawisają w powietrzu.

Nusret nieruchomieje.

Jakby ktoś nagle usunął spod niego grunt.

Powoli przenosi wzrok z monitora na Yoncę. Jego twarz tężeje, a w oczach pojawia się cień, którego nie da się pomylić z niczym innym — niedowierzanie.

— Dwanaście tygodni… — powtarza cicho.

Yonca zamiera.

Nie patrzy na niego.

Nie potrafi.

— Ale my… — zaczyna Nusret, a jego głos staje się cięższy — nie znamy się aż tak długo, pani Yonco.

W gabinecie robi się duszno.

Yonca odwraca wzrok, jakby nagle wszystko wokół stało się ważniejsze — ściany, aparatura, cokolwiek, byle nie jego oczy. Przełyka ślinę, ale nie odpowiada.

Cisza przeciąga się boleśnie.

A spojrzenie Nusreta tylko twardnieje.

***

Salon rezydencji lśni elegancją. Jasne, ciężkie zasłony opadają miękko po obu stronach wysokich okien, a stylowe, kremowo-lawendowe meble tworzą harmonijną, niemal pałacową przestrzeń. Pośrodku stoi rozstawiony statyw, a mocna lampa rzuca jasne, studyjne światło.

Fotografka poprawia ustawienia aparatu, skupiona i profesjonalna.

Mukadder siedzi na aksamitnej kanapie, wyprostowana, z dłońmi splecionymi na kolanach. Jej spojrzenie jest chłodne, uważne — jakby kontrolowała każdy szczegół, każdy ruch.

— Wszystko gotowe — oznajmia Gulcan, nie odrywając wzroku od sprzętu. — Czekamy tylko na pana Cihana.

W tej samej chwili drzwi się otwierają.

Cihan wchodzi do salonu pewnym krokiem. Elegancki, w ciemnym garniturze, w jednej dłoni trzyma niewielką, złotą torebkę prezentową. Jego obecność natychmiast przyciąga uwagę.

— Dzień dobry — rzuca spokojnie.

— Sprzęt gotowy — odpowiada fotografka. — Możemy zaczynać, gdy tylko wszyscy się zbiorą.

Cihan rozgląda się po pomieszczeniu.

— A gdzie Hancer?

Mukadder unosi lekko podbródek.

— W swoim pokoju. Wygląda na to, że nie jest w nastroju.

Na moment zapada cisza.

— Sprawdzę, co się dzieje — mówi Cihan krótko i bez wahania kieruje się na górę.

***

Drzwi do pokoju Hancer uchylają się cicho.

Dziewczyna siedzi na skraju łóżka, jakby czekała albo wahała się przed podjęciem decyzji. Gdy widzi Cihana, natychmiast wstaje.

Ma na sobie elegancką, dopasowaną suknię w odcieniu pudrowego różu. Materiał subtelnie połyskuje w świetle, delikatnie opływając jej sylwetkę. Rękawy są lekkie, półprzezroczyste, miękko opadające na ramiona, dodające jej eterycznej lekkości.

Jej włosy — długie, czarne, lśniące — są upięte wysoko w gładki, starannie uformowany kucyk. Kilka delikatnych pasm wymyka się przy skroniach, łagodząc rysy twarzy i podkreślając jej naturalne piękno.

Makijaż jest subtelny, ale dopracowany — podkreślone oczy, miękkie, różane usta. Wygląda jak ktoś, kto powinien błyszczeć, a mimo to w jej spojrzeniu czai się niepewność.

Cihan zatrzymuje się przed nią i uśmiecha się z uznaniem.

— Wyglądasz… — na moment szuka słowa — pięknie. Naprawdę. Jesteś gotowa, więc dlaczego nie zeszłaś?

Hancer opuszcza wzrok.

— Pomyślałam… — zaczyna cicho — że może powinniście zrobić zdjęcia sami. Jako rodzina. Nie chcę wchodzić między was.

Cihan marszczy lekko brwi.

— Rozmawialiśmy o tym — przypomina łagodnie, ale stanowczo. — Co się zmieniło?

Zbliża się o krok.

— Mama coś ci powiedziała, prawda?

Hancer nie odpowiada. To milczenie mówi wszystko.

Cihan wzdycha cicho, po czym delikatnie obejmuje jej ramiona.

— Nie wiem, jak mam ci to jeszcze powiedzieć… — mówi ciszej, patrząc jej w oczy. — Chcę, żebyś zawsze była przy mnie.

— Cihan, proszę…

— Nie — przerywa łagodnie, ale stanowczo. — Nie chcę słyszeć sprzeciwu. Jesteś panią tego domu. Nie musisz się nikogo bać. Nawet mojej matki.

Na chwilę zapada cisza.

Potem Cihan przypomina sobie o czymś. Sięga do torebki, którą przyniósł, i wyciąga z niej eleganckie, czarne pudełko.

Otwiera je powoli.

W środku spoczywa komplet biżuterii — delikatny, srebrzysty naszyjnik wysadzany drobnymi, lśniącymi kamieniami, które układają się w subtelny łuk, zwieńczony niewielkim, błyszczącym centralnym elementem. Do kompletu dołączone są smukłe kolczyki i cienka bransoletka — wszystko lekkie, eleganckie, stworzone, by podkreślić, a nie przytłoczyć.

Światło odbija się od kamieni, tworząc miękkie refleksy.

— Chciałbym, żeby to był twój prezent ślubny — mówi spokojnie. — Jeśli go przyjmiesz.

Hancer patrzy na biżuterię, a potem na niego. W jej oczach pojawia się coś ciepłego — wdzięczność, ale też wzruszenie.

Uśmiecha się delikatnie.

— Dziękuję.

Cihan odkłada pudełko na chwilę, podchodzi bliżej i z niezwykłą czułością odgarnia jej włosy na bok, odsłaniając szyję.

Zapina naszyjnik.

Chłodny blask kamieni kontrastuje z jej ciepłą skórą. Biżuteria idealnie układa się na dekolcie sukni, jakby była stworzona właśnie dla niej.

Cihan cofa się o krok i przygląda się jej uważnie. Na jego twarzy pojawia się lekki uśmiech.

— Teraz jesteś kompletna.

Hancer unosi wzrok i patrzy mu prosto w oczy. Tym razem już bez wahania.

***

Salon wypełnia miękkie światło lampy studyjnej. Gulcan poprawia ustawienia aparatu, a w powietrzu czuć napięcie, którego nie da się ukryć.

Mukadder siedzi sztywno na kanapie, z kamienną twarzą i chłodnym spojrzeniem. Obok, na drugiej sofie, Sinem i Mine obserwują sytuację w milczeniu.

— Pan Cihan ożenił się ponownie, moje gratulacje — mówi Gulcan z uprzejmym uśmiechem, nie odrywając rąk od sprzętu. — Widziałam zdjęcia z prezentacji kolekcji. Wyglądają razem naprawdę dobrze. Oby byli szczęśliwi.

Mukadder nawet nie drgnie.

— Przyszłaś tu robić zdjęcia czy plotkować? — ucina chłodno. — Zajmij się swoją pracą.

Gulcan na moment milknie, po czym wraca do ustawiania sprzętu.

— Proponuję zacząć od zdjęć na zewnątrz, póki mamy światło — mówi ostrożniej. — Kiedy pan Cihan i jego żona zejdą?

— Nie zejdą — odpowiada Mukadder bez cienia emocji. — Synowa nie jest dziś w nastroju. Lepiej nie trać czasu.

Fotografka marszczy lekko brwi.

— Odwołałam inne zlecenia dla tej sesji… to naprawdę niefortunne…

— Zrobimy ją innym razem — ucina Mukadder. — Służba pomoże ci się spakować.

W tym do salonu wchodzą Cihan i Hancer.

On prowadzi ją pod ramię — pewny, spokojny. Ona idzie obok niego wyprostowana, ale już bez wcześniejszego wahania. Ich obecność natychmiast zmienia atmosferę w pomieszczeniu.

Hancer wygląda olśniewająco. Pudroworóżowa suknia miękko układa się na jej sylwetce, a delikatnie połyskujący materiał łapie światło przy każdym kroku. Wysoko upięty kucyk odsłania jej szyję, na której lśni subtelny naszyjnik — drobne kamienie układają się w elegancką linię, odbijając światło przy każdym ruchu. Do kompletu pasują smukłe kolczyki, które delikatnie poruszają się przy jej krokach.

— Mamo, spójrz na Kopciuszka! — woła Mine z zachwytem. — Jest taka piękna!

Na twarzy Mukadder pojawia się cień niezadowolenia, ale milczy.

Zdjęcia w salonie ruszają. Wszyscy ustawiają się na kanapie — uśmiechy, poprawianie pozycji, drobne uwagi fotografki. Tylko Mukadder siedzi sztywno, z zaciśniętymi ustami, jakby była częścią zupełnie innego obrazu.

Gdy Gulcan proponuje kolejne ujęcie w innym miejscu, Mukadder nagle wstaje.

— Wystarczy tego! — rzuca ostro.

Odwraca się i wychodzi, zostawiając po sobie ciężką ciszę.

Cihan obejmuje Hancer ramieniem, przyciągając ją bliżej.

— Nie mamy wielu wspólnych zdjęć — mówi spokojnie do fotografki. — Czy możesz zrobić kilka tylko nam?

Na twarzy Gulcan pojawia się ciepły uśmiech.

— Z przyjemnością. To zaszczyt fotografować tak piękną parę.

— Nie tutaj — dodaje Cihan. — Chcemy na zewnątrz. Przy basenie i może na wybrzeżu.

— Oczywiście.

***

Na zewnątrz rezydencja skąpana jest w słońcu. Białe ściany, ozdobne balustrady i błękitna tafla basenu tworzą niemal bajkową scenerię.

Cihan i Hancer wychodzą razem — spokojni, zgrani.

Najpierw ustawiają się przy basenie. Hancer lekko chwyta go pod ramię, jak wcześniej w salonie, ale tym razem jej ruch jest bardziej naturalny. Niepewność ustępuje miejsca delikatnej bliskości.

— Spójrzcie na siebie — instruuje Gulcan zza aparatu.

I wtedy to się dzieje.

Ich spojrzenia się spotykają.

Cihan patrzy na nią z ciepłym, spokojnym uśmiechem — jakby chciał ją zapewnić, że wszystko jest na swoim miejscu. Hancer odwzajemnia spojrzenie, a jej oczy miękną. Na jej twarzy pojawia się subtelny, szczery uśmiech.

Klik.

Kolejne ujęcie. Tym razem stoją bliżej siebie. Cihan obejmuje ją jedną ręką w pasie, przyciągając do siebie. Hancer opiera się lekko o jego ramię, unosząc głowę.

— Idealnie — szepcze Gulcan.

Klik.

Przenoszą się bliżej wybrzeża. W tle rozciąga się spokojna tafla morza, a lekki wiatr porusza włosami Hancer, rozluźniając idealną fryzurę i dodając jej naturalności.

Cihan bierze jej dłonie w swoje.

— Teraz spójrzcie tak, jakbyście byli tylko wy dwoje — mówi fotografka.

Hancer patrzy na niego dłużej.

Bez pośpiechu.

Bez strachu.

Cihan uśmiecha się szerzej, a jego dłoń przesuwa się delikatnie na jej plecy, przyciągając ją bliżej.

Klik.

W ostatnich ujęciach stoją już niemal przytuleni. Hancer unosi wzrok, a Cihan pochyla się lekko w jej stronę. Ich twarze dzieli tylko kilka centymetrów — nie ma w tym pośpiechu, tylko napięcie i czułość.

Klik.

Gulcan opuszcza aparat i spogląda na ekran z satysfakcją.

Ujęcia są idealne.

Nie dlatego, że są perfekcyjnie ustawieni.

Tylko dlatego, że między nimi… coś w końcu zaczęło być prawdziwe.

***

Nad Bosforem unosi się ciężkie, wilgotne powietrze. Woda jest niespokojna, pofalowana, jakby odbijała to, co dzieje się między nimi.

Yonca stoi przy barierce, kurczowo ściskając pasek torebki. Jej rudawe włosy porusza lekki wiatr, a oczy są pełne strachu i desperacji. Obok niej stoi Nusret — wyprostowany, nieruchomy, z rękami splecionymi za plecami — patrzy przed siebie, w dal, jakby ona w ogóle nie istniała.

— Przysięgam, że nie wiedziałam… — zaczyna Yonca drżącym głosem. — Nasz związek trwał tak krótko… nawet przez myśl mi nie przeszło, że dziecko może być jego… Byłam pewna, że to twoje…

Nie odpowiada. Ani jednym słowem.

Tylko jego szczęka zaciska się coraz mocniej.

— Nie chciałam cię oszukać… — ciągnie Yonca, a głos jej się łamie. — Nie chciałam cię wrobić w dziecko… Proszę, uwierz mi… Mogę przysiąc na wszystko…

— Zamknij się! — jego głos rozcina powietrze jak ostrze.

Odwraca się gwałtownie.

W jego oczach nie ma już wątpliwości — tylko gniew i pogarda.

— Żyjesz tylko dlatego, że jesteś w ciąży — mówi lodowato. — Inaczej nie stałabyś tu przede mną.

Yonca cofa się o pół kroku, jakby te słowa fizycznie ją uderzyły.

— Myślałaś, że możesz mnie oszukać? — kontynuuje, patrząc na nią z góry. — Że jestem na tyle głupi, bo mam swoje lata?

Zbliża się o krok.

— Gdybym chciał mieć więcej dzieci, miałbym je dawno temu. Takich jak ty… — zawiesza głos z pogardą — było przed tobą wiele.

Yonca zaciska usta, próbując powstrzymać łzy.

Nusret sięga do wewnętrznej kieszeni marynarki. Wyciąga gruby plik banknotów i bez cienia wahania wciska go w jej dłoń.

— Weź to — mówi krótko. — To wszystko, co ode mnie dostaniesz.

Yonca patrzy na pieniądze, jakby były czymś obcym.

— Teraz zniknij z mojego życia. Nie chcę cię więcej widzieć.

Odwraca się od niej z powrotem do wody. Jakby rozmowa była zakończona. Jakby ona już nie istniała.

— Nusrecie… — jej głos jest cichy, złamany. — Proszę… nie mogę cię stracić…

Nie reaguje.

— Jeśli chcesz — mówi szybko, rozpaczliwie — usunę ciążę. To potrwa chwilę… Wszystko wróci do normy… Możemy być razem…

Nusret zamyka oczy na sekundę. Jakby to był moment, w którym coś w nim pęka.

— Wynoś się — mówi cicho, ale twardo. — Nie poniżaj się bardziej.

— Nusrecie…

Odwraca się po raz ostatni.

— Wiesz, co jest najgorsze? — jego głos nagle cichnie, ale staje się jeszcze bardziej bolesny. — Przez chwilę naprawdę uwierzyłem, że mógłbym cię pokochać.

Yonca zamiera.

— Zniszczyłaś to.

Sięga do kieszeni i wyciąga tesbih — prezent od niej. Przez ułamek sekundy patrzy na niego, a potem zaciska dłoń.

Sznurek pęka.

Koraliki rozsypują się po kostce brukowej, odbijając się z cichym, suchym dźwiękiem.

Jak coś, czego nie da się już poskładać.

Nusret odwraca się plecami. Bez słowa. Bez spojrzenia.

Yonca stoi nieruchomo, z pieniędzmi w dłoni i łzami w oczach, podczas gdy wiatr niesie pojedyncze koraliki coraz dalej.

Jak resztki czegoś, co właśnie przestało istnieć.

***

Pokój Mukadder tonie w ciepłym, przytłumionym świetle lampy stojącej przy fotelu. Ciężkie, klasyczne meble – toaletka z dużym lustrem, rzeźbione drewno i gruby dywan – nadają wnętrzu powagi, ale i pewnej surowości. Na środku, w czerwonym fotelu, siedzi Mukadder. Wyprostowana, z chłodnym spojrzeniem, jakby była królową tego miejsca.

Drzwi uchylają się cicho.

Do środka wchodzi Gulsum, niosąc w obu rękach dużą miskę z parującą wodą. Zatrzymuje się kilka kroków od Mukadder i spuszcza wzrok.

— Przyniosłam pani gorącą wodę do moczenia stóp — mówi ostrożnie, niemal szeptem.

Mukadder unosi brwi i patrzy na nią z wyraźną irytacją.

— Czy ja cię o to prosiłam? — jej głos jest chłodny jak lód. — Dlaczego wciąż wtrącasz się w sprawy, które cię nie dotyczą?

Gulsum zaciska palce na krawędzi miski.

— Zawsze pani o to prosi, kiedy… kiedy jest zdenerwowana…

Mukadder pochyla się lekko do przodu. Jej spojrzenie staje się ostre.

— Czy ja wyglądam na zdenerwowaną?

Zapada krótka, napięta cisza.

— Nie zeszła pani na kolację… — próbuje tłumaczyć Gulsum. — Po sesji zdjęciowej źle się pani czuła i pomyślałam…

— Więc teraz jesteś lekarzem? — przerywa jej ostro Mukadder. — Wystarczy. Zabierz to.

W tym momencie drzwi otwierają się szerzej.

Do pokoju wchodzi Hancer. Zatrzymuje się przy wejściu, ubrana schludnie, ale wyraźnie spięta. Jej dłonie splatają się nerwowo przed nią.

Mukadder od razu przenosi na nią wzrok.

— A ty czego tu szukasz? — rzuca szorstko. — Po co przyszłaś?

— Czekamy na panią z kolacją — odpowiada cicho Hancer. — Cihan powiedział, że nie zaczniemy bez pani.

Mukadder odwraca głowę w stronę Gulsum.

— Zostaw miskę i wyjdź.

Ton nie pozostawia miejsca na sprzeciw.

Gulsum ostrożnie stawia miskę na dywanie, tuż przy stopach Mukadder, i szybko opuszcza pokój, nie podnosząc wzroku.

Gdy drzwi się zamykają, w pomieszczeniu zapada ciężka cisza.

Mukadder powoli przenosi spojrzenie na Hancer. Na jej ustach pojawia się cień uśmiechu — chłodnego, wyrachowanego.

— Bolą mnie nogi — mówi spokojnie, niemal miękko. — Dlatego nie zeszłam na kolację.

Zdejmuje buty i z wyraźną ulgą zanurza stopy w ciepłej wodzie. Para unosi się lekko w powietrzu.

— W takich chwilach sól i ciepło potrafią zdziałać cuda.

Unosi wzrok na Hancer.

— Synowo… — przeciąga to słowo z wyraźnym naciskiem. — Pomasuj mi stopy. Chyba zależy ci, żebym poczuła się lepiej, prawda?

Hancer zamiera. Przez moment stoi bez ruchu, jakby nie była pewna, czy dobrze usłyszała. Jej oczy zdradzają wahanie, wstyd i upokorzenie.

— Co się stało? — pyta Mukadder z udawaną troską. — To dla ciebie zbyt wiele? A może sama jesteś chora?

Hancer szybko kręci głową.

— Nie… oczywiście, że nie.

Powoli podchodzi, po czym klęka przy misce. Zanurza dłonie w wodzie i zaczyna delikatnie masować stopy teściowej. Jej ruchy są ostrożne, niemal niepewne.

Mukadder obserwuje ją uważnie, z satysfakcją, której nawet nie próbuje ukryć.

Właśnie tak chciała ją widzieć.

Na kolanach.

Uległą.

Zależną.

Nagle drzwi otwierają się z impetem.

Do środka wpada mała Mine. Zatrzymuje się gwałtownie na widok sceny przed sobą — Hancer klęczącej przy misce, Mukadder siedzącej nad nią jak nad poddaną.

— Co wy robicie? — pyta zaskoczona, marszcząc brwi.

Mukadder nawet na nią nie patrzy.

— Robimy to, co trzeba — odpowiada chłodno. — A ty dlaczego wpadasz tu bez pukania? Czy tak cię matka wychowała?

Dziewczynka spuszcza wzrok, trochę zawstydzona.

— Wujek czeka… — mówi cicho. — Kazał was zawołać.

Mukadder macha lekko ręką, jakby odprawiała służącą.

— Dobrze. Idź i powiedz mu, że zaraz przyjdziemy.

Mine jeszcze raz spogląda na Hancer, jakby coś ją zaniepokoiło, po czym odwraca się i wychodzi.

W pokoju znów zapada cisza.

Słychać tylko cichy plusk wody i spokojny, kontrolowany oddech Mukadder.

***

Mine wraca do jadalni. Milcząc, siada obok swojej mamy.

– Mine, powiedziałaś im? – pyta Cihan.

– Tak, powiedziałam – odpowiada cicho dziewczynka. – Przyjdą za chwile.

– Dlaczego trwało to tak długo?

W tym momencie Mukadder i Hancer wchodzą do salonu.

– Dobrze, możemy zaczynać – mówi Mukadder, skupiając wzrok na synu. – Twoja żona i bratowa już tu są. Czy konieczne było, żebym i ja przyszła?

– Mamo, ten stół jest niekompletny bez ciebie.

– Nie mam ochoty na jedzenie, ale przyszłam z szacunku do ciebie, synu.

Mukadder zajmuje miejsce obok syna.

– Hancer, ty też usiądź – mówi Cihan, a jego żona z wahaniem zajmuje miejsce po drugiej stronie.

***

Kolacja dobiega końca w ciężkiej, nieco napiętej atmosferze. Sztućce cicho stukają o talerze, a rozmowy przygasają. W końcu Aysu wchodzi do jadalni z tacą, na której stoją szklanki parującej herbaty.

Ustawia je starannie przed domownikami.

Mukadder nawet nie sięga po swoją.

Siedzi przez chwilę w milczeniu, z kamienną twarzą, po czym odkłada serwetkę i powoli wstaje od stołu.

— Dobranoc — rzuca chłodno, nie patrząc na nikogo.

Odwraca się i wychodzi. Jej kroki cichną na korytarzu.

Przez moment nikt się nie odzywa.

Nagle Mine, siedząca obok matki, odwraca się w stronę Hancer. Jej spojrzenie jest niewinne, ale pytanie pada zupełnie bez filtra:

— Dlaczego nie pójdziesz z babcią?

Hancer zamiera. Sinem marszczy brwi i spogląda na córkę z wyraźnym zdziwieniem.

— Córko, twoja babcia poszła się położyć — mówi łagodnie, choć w jej głosie słychać niepokój. — Dlaczego Hancer miałaby iść za nią?

Mine wzrusza ramionami, jakby to było oczywiste.

— Żeby umyć jej stopy.

Przy stole zapada cisza.

Hancer spuszcza wzrok, wyraźnie skrępowana. Jej dłonie mimowolnie zaciskają się na kolanach.

Cihan powoli odwraca głowę w jej stronę. Jego spojrzenie jest spokojne, ale tylko na pierwszy rzut oka.

— Córko, co to za słowa? — upomina dziewczynkę Sinem, próbując obrócić wszystko w żart. — Dziecko coś sobie wymyśliło… Chodź, idziemy spać.

Podnosi się z miejsca, chcąc zakończyć temat.

— Bratowo… chwilę — zatrzymuje ją Cihan.

Jego głos jest niski, opanowany, ale stanowczy.

Sinem zatrzymuje się, zaniepokojona.

Cihan pochyla się lekko w stronę bratanicy.

— Kochanie — mówi miękko. — Powiedz jeszcze raz. Co dokładnie widziałaś?

Mine patrzy na niego poważnie.

— Byłam u babci, żeby zawołać ją na kolację — zaczyna. — Hancer była wtedy na kolanach i myła jej stopy.

Słowa dziewczynki wybrzmiewają w ciszy.

Na twarzy Cihana coś się zmienia. Jego brew drga, a dłoń powoli zaciska się w pięść.

— Bratowo, zabierz Mine na górę — mówi cicho, ale stanowczo.

To nie jest prośba.

Sinem bez słowa bierze córkę za rękę i wychodzi. Mine jeszcze raz spogląda na Hancer, jakby nie rozumiała, co się właściwie stało.

Drzwi się zamykają. Małżonkowie zostają sami.

Cihan przez chwilę milczy. Patrzy w stół, jakby próbował zapanować nad emocjami. W końcu podnosi wzrok.

— Czy tak właśnie było? — pyta.

Jego głos jest spokojny, ale napięcie w nim aż drży.

Hancer szybko podnosi głowę.

— Cihanie… przysięgam, twoja mama mnie do niczego nie zmusiła — mówi pospiesznie, z wyraźnym lękiem. — Bolały ją nogi, nie mogła zejść na kolację… więc tylko jej pomogłam. To był drobny masaż, nic więcej…

Nachyla się w jego stronę.

— Ona też jest dla mnie jak matka — dodaje ciszej. — Proszę… nie mów jej o tym. Nie chcę problemów.

Cihan nie odpowiada. Jego szczęka jest napięta, a dłoń nadal zaciśnięta.

W końcu odsuwa krzesło i wstaje gwałtownie.

— Idę zaczerpnąć powietrza — rzuca krótko.

Odwraca się i wychodzi, zostawiając Hancer samą przy stole.

W pomieszczeniu znów zapada cisza. Tym razem cięższa niż wcześniej.

***

Dom pogrążony jest w półmroku. W salonie pali się tylko słabe światło ulicznych lamp wpadające przez okno. Beyza siedzi na kanapie nieruchomo, jakby ktoś wyłączył w niej wszystkie emocje. Jej wzrok jest pusty, utkwiony gdzieś w przestrzeni.

Drzwi się otwierają.

Do środka wchodzi Nusret. Zatrzymuje się na chwilę w progu, widząc córkę siedzącą w ciemności. Bez słowa podchodzi do włącznika i zapala światło. Jasność nagle zalewa pomieszczenie, obnażając jej stan.

Podchodzi bliżej i siada obok niej. Przez chwilę milczy, przyglądając się jej uważnie.

— Rozpadłaś się — mówi w końcu chłodno. — Całkowicie.

Beyza nawet na niego nie patrzy.

— Jakby to cię obchodziło, tato… — odpowiada cicho, z gorzkim uśmiechem.

Nusret wzdycha ciężko, opierając łokcie na kolanach.

— Przestań robić z siebie ofiarę. Naprawdę nie mogę już na to patrzeć.

Te słowa trafiają w nią, ale nie reaguje od razu. Zaciska tylko mocniej dłonie.

— Masz rację — mówi w końcu z ironią. — Twoje życie jest przecież idealne. Ożenisz się z Yoncą i jeszcze raz zostaniesz ojcem.

W jej głosie pobrzmiewa złość, ale też coś więcej — zawód. Nusret prostuje się nagle.

— Jakim ojcem? — rzuca ostro. — Ta kobieta próbowała mnie oszukać. Wrobić w cudze dziecko.

Beyza od razu odwraca głowę w jego stronę. W jej oczach pojawia się błysk zainteresowania.

— Co ty mówisz? — pyta, prostując się. — Naprawdę to zrobiła?

— Tak — odpowiada twardo. — Ale twój ojciec nie jest głupcem.

Na jego twarzy pojawia się cień satysfakcji.

— Zabrałem ją do lekarza. I wiesz co? — pochyla się lekko w stronę Beyzy. — Szkoda, że nie widziałaś jej miny, kiedy lekarka powiedziała, że to trzeci miesiąc.

Na moment milknie, jakby wracał myślami do tej sceny.

— Chciała zapaść się pod ziemię.

Beyza unosi brwi, a na jej ustach pojawia się cień uśmiechu.

— I co zrobiłeś?

— Wyrzuciłem ją ze swojego życia — odpowiada bez wahania. — Niech idzie do prawdziwego ojca dziecka.

Beyza powoli opiera się o oparcie kanapy. W jej oczach znika wcześniejsza apatia. Zastępuje ją chłodna determinacja.

— Dobrze zrobiłeś — mówi spokojnie. — Pozbyłeś się problemu.

Przekręca głowę i patrzy przed siebie, jakby coś układało się w jej myślach.

— Teraz moja kolej.

Nusret marszczy brwi, przyglądając się jej uważnie.

— Mój problem… — dodaje Beyza ciszej — jest w rezydencji.

Jej spojrzenie twardnieje.

— I jest przyklejony do Cihana. Ta dziewczyna weszła do rezydencji i nagle wszyscy o mnie zapomnieli.

Jej palce zaciskają się na materiale spodni. Wzrok ma wbity w jeden punkt, jakby przeżywała to jeszcze raz.

— Dzisiaj była tam sesja zdjęciowa — dodaje po chwili. — Rodzinna. A Cihan nawet nie uznał za stosowne mnie zaprosić.

Nusret marszczy brwi i odwraca się w jej stronę.

— Skąd o tym wiesz? — pyta podejrzliwie. — Ciocia ci powiedziała?

Beyza kręci głową, a na jej ustach pojawia się gorzki uśmiech.

— Nie. Najwyraźniej ciocia postanowiła udawać, że nic się nie stało. Jakby to było zupełnie normalne.

Nusret prostuje się, wyraźnie zaniepokojony.

— Nie wierzę — mówi stanowczo. — Mukadder, którą znam, nigdy by na to nie pozwoliła.

Beyza unosi brwi i spogląda na niego z chłodną pewnością siebie.

— Tak myślisz?

Sięga po telefon leżący obok niej na kanapie. Przez chwilę przesuwa palcem po ekranie, po czym podnosi go i wyciąga w stronę ojca.

— W takim razie zobacz sam.

Nusret bierze telefon. Jego wzrok szybko przesuwa się po zdjęciach. Na początku tylko je analizuje — ujęcia elegancko ubranej rodziny, ustawionej do wspólnej fotografii. Ale po chwili jego twarz zaczyna tężeć.

Zatrzymuje się na jednym ze zdjęć.

— Co to jest?! — wybucha nagle, oddając telefon niemal z odrazą. — Jak to możliwe?!

Wstaje gwałtownie z kanapy i zaczyna chodzić po salonie, coraz bardziej wzburzony.

— Jak moja własna siostra mogła mi o tym nie powiedzieć?! — jego głos rośnie z każdym słowem. — Jak mogli mnie tak potraktować?!

Zaciska pięści.

— Jeszcze tego pożałują… — cedzi przez zęby. — Wszyscy.

Zatrzymuje się i odwraca w stronę Beyzy. W jego oczach widać gniew, ale też urażoną dumę.

— Pokażę im, kim jest Nusret.

Powyższy tekst stanowi autorskie streszczenie i interpretację wydarzeń z serialu Gelin. Inspiracją do jego stworzenia były filmy Gelin 51.Bölüm i Gelin 52.Bölüm dostępne na oficjalnym kanale serialu w serwisie YouTube. W artykule zamieszczono również zrzuty ekranu pochodzące z tych odcinków, które zostały użyte wyłącznie w celach informacyjnych i ilustracyjnych. Wszystkie prawa do postaci, fabuły i materiału źródłowego należą do ich prawowitych właścicieli.

Podobne wpisy

  • Panna młoda odc. 33: Mukadder atakuje Beyzę laską!

    Mukadder w brutalnej konfrontacji oskarża Beyzę o próbę zniszczenia rodu Develioglu i wyrzuca ją z rezydencji, grożąc surową karą. Upokorzona Beyza wraca do domu ojca, gdzie ukrywa prawdziwy powód swojego wyjazdu, podsycając w sobie gniew i żądzę zemsty. Cihan, wstrząśnięty wydarzeniami w klinice, przyznaje Enginowi, że niemal zrujnował życie Hancer i zleca dokładne śledztwo w sprawie lekarki. Mimo wyrzutów sumienia nie rezygnuje jednak z planów dotyczących in vitro. Mukadder odwiedza Hancer i narzuca jej nową decyzję: rezygnację z procedur i zajście w ciążę w „naturalny” sposób, bez pytania jej o zdanie. Presja wobec Hancer narasta, a Beyza, uspokojona wsparciem ojca, odzyskuje pewność, że wkrótce wszystko wróci na jej miejsce.

  • Panna młoda odc. 37: Łóżko obsypane płatkami róż czeka na Cihana i Hancer!

    Cihan i Hancer są nadal uwięzieni w starym domu. Przypadkowa rozmowa o wzorze swetra Hancer prowadzi do odkrycia jej talentu i inspiruje Cihana, który fotografuje i szkicuje jej projekt. Między nimi dochodzi do kolejnego konfliktu, gdy Hancer prosi o zgodę na wyjście na otwarcie sklepu brata. Kłótnia dotyka bolesnych wspomnień Cihana o zmarłym bracie. Wkrótce mężczyzna otrzymuje dramatyczną informację: Cemil jest śmiertelnie chory. Pod wpływem diagnozy Cihan zmienia decyzję i zabiera Hancer na uroczystość. Derya ukrywa pieniądze i cynicznie planuje wykorzystać chorobę męża. Beyza spotyka się potajemnie z doktor Fusun, a Yonca zdobywa kompromitujące zdjęcia. Wieczorem Cihan i Hancer zostają zaproszeni na noc do domu Cemila, gdzie Derya realizuje własny, ryzykowny plan.

  • Panna młoda odc. 67: Sinem odzyskuje córkę! Niebezpieczny pacjent na wolności!

    Sinem załamuje się po zniknięciu Mine, ale odkrywa, że córka została ukryta w domu w Rivie. Tymczasem ze szpitala psychiatrycznego ucieka niebezpieczny Garip. Mężczyzna dociera do domu, gdzie przebywa Mine i przeraża dziewczynkę, po czym znika. Sinem odnajduje córkę i zabiera ją, nie wiedząc, że Garip wciąż ją obserwuje. Cemil wraca do zdrowia, a Hancer i Cihan zbliżają się do siebie, choć nad ich relacją wisi sekret dotyczący jego byłej żony. Mukadder próbuje zatuszować ucieczkę Garipa, a sytuacja wymyka się spod kontroli.

  • Panna młoda odc. 11 i 12: Dom z koszmaru! Hancer traci przytomność!

    Engin informuje Cihana o wizycie brata Hancer w firmie, a rozmowa ujawnia irytację Cihana koniecznością odgrywania „idealnego zięcia” i jego przekonanie, że Hancer kieruje się wyłącznie pieniędzmi. Derya i Hancer przyjeżdżają do posiadłości Develioglu z prezentami, a Derya chwali się zdjęciami z grilla i „zaręczyn”, co wywołuje zazdrość i gniew Beyzy. Cihan w ostrych słowach upokarza Hancer w gabinecie, zabrania jej rodzinie zbliżać się do Develioglu i każe natychmiast opuścić dom. Beyza prowadzi Hancer do starego domu na terenie posiadłości, gdzie dziewczyna doznaje silnego déjà vu i traci przytomność. Cihan znajduje ją nieprzytomną, oskarża Beyzę, ale po odzyskaniu świadomości Hancer błaga, by nie kazał jej mieszkać w tym domu. Cihan pozostaje niewzruszony, stawiając jej ultimatum, a Hancer odchodzi pieszo, przekonana, że miejsce ze snów kryje mroczną tajemnicę.

  • Panna młoda odc. 40: Cihan odwraca się od matki! Wybiera Hancer!

    Derya, nie mogąc dostać się do starego domu, idzie do rezydencji i domaga się od Mukadder obiecanego złota z Trabzonu, twierdząc, że wywiązała się z umowy, doprowadzając do nocy Cihana i Hancer w jednym łóżku. Mukadder odrzuca jej żądania i wyrzuca ją z domu, a Derya odchodzi z poczuciem zdrady i planem zemsty. Tymczasem po wymianie zamków Cihan i Hancer wracają do starego domu i odkrywają, że wnętrze zostało zdemolowane. Cihan postanawia skonfrontować się z matką. W rezydencji oskarża Mukadder o wtargnięcie i upokorzenie Hancer. Mukadder bierze winę na siebie i przeprasza syna, ale odmawia przeprosin wobec synowej. Cihan stawia ultimatum i, wobec jej sprzeciwu, opuszcza rezydencję razem z Hancer, odwracając się od matki i stając jednoznacznie po stronie żony.

  • Panna młoda odc. 56: Cihan porywa Hancer w środku nocy!

    Nusret odwiedza Yoncę w jej gabinecie i proponuje wspólne wyjście po pracy. Kobieta wręcza mu elegancki prezent – tesbih z szafirowych koralików, symbolizujących wierność. Rozmowa szybko schodzi na temat lojalności i zdrady. Nusret przyznaje, że dla ukochanej osoby jest gotów poświęcić wszystko, ale zdrady nigdy nie wybacza. Cemil barykaduje drzwi domu, zdecydowany nie dopuścić, by ktoś tej nocy porwał Hancer. W sypialni Derya żartuje, że Cihan może porwać żonę przez okno. Wkrótce okazuje się, że nie żartowała – Cihan rzeczywiście pojawia się nocą pod oknem Hancer. Pod pretekstem rozmowy wyciąga ją na zewnątrz, a chwilę później zamyka drzwi samochodu i oznajmia, że właśnie ją porywa. Zabiera dziewczynę do odosobnionej chaty w lesie. Gdy Hancer próbuje uciec, Cihan zatrzymuje ją i siłą wnosi do środka.