Wichrowe Wzgórze odc. 345: Miesiąc miodowy zamienia się w dramat!

W pokoju hotelowym zjawiają się policjanci.

„Wichrowe Wzgórze” – Odcinek 345: Streszczenie

Dzień zaczął się spokojnie — stadnina tonęła w porannej mgle, a konie, majestatyczne i łagodne, stąpały po wilgotnej ziemi z gracją, jakby znały rytm serca Zeynep. Halil prowadził ją między stajniami, pokazując kolejne zwierzęta, a ona śmiała się, głaszcząc aksamitne chrapy i wdychając zapach siana, który przypominał jej dzieciństwo.

Potem wszystko nabrało tempa. Przejażdżka quadami, początkowo tylko dla zabawy, szybko zamieniła się w wyścig — adrenalina, śmiech, krzyki wśród drzew, błoto pryskające spod kół. Las drżał od ich obecności, a droga wiła się jak wąż między wzgórzami.

Zeynep zeskoczyła z pojazdu, triumfująca, z rumieńcami na policzkach i włosami rozwianymi przez wiatr.

– Wygrałam! Mówiłam ci! – zawołała, rozkładając ramiona jak skrzydła.

Halil podszedł do niej, objął i przytulił mocno, z uśmiechem pełnym dumy i czułości.

– Tak, wygrałaś – przyznał. – Ale największa wygrana i tak pozostaje w moich rękach. Moim największym triumfem jest to, że jesteś moją żoną. Nie potrzebuję kolejnego zwycięstwa.

Zeynep zaśmiała się, ale jej wzrok nagle spoważniał. Obróciła głowę i dostrzegła znajomą sylwetkę — kobietę z aparatem, tę samą, która robiła im zdjęcia w restauracji, potem w stadninie, a teraz… tutaj.

– Znowu ta dziewczyna! – powiedziała z irytacją. – Halil, proszę cię, tym razem nie mów mi, że zwiedza lokalne atrakcje. Gdziekolwiek pójdziemy, ona podąża za nami! Jakby nie było innych miejsc do zwiedzania… Zobaczmy, czego chce.

Zeynep ruszyła w jej kierunku, ale Halil zatrzymał ją, obejmując ramionami.

– Co jej powiesz? – zapytał z lekkim uśmiechem. – Że jesteś zazdrosna o swojego męża? Powiesz jej, żeby się do mnie nie zbliżała?

– O czym ty mówisz? Boże… Nie jestem w ogóle zazdrosna. Po prostu drażni mnie to, że ciągle kręci się obok nas.

Halil uniósł jej podbródek, spojrzał głęboko w oczy, jakby chciał zajrzeć do samego środka jej duszy.

– Przyznaj się – powiedział miękko. – Jesteś strasznie zazdrosna.

Zeynep westchnęła, ale nie odwróciła wzroku.

– Tak, czasami bywam zazdrosna… Ale to nie ma nic wspólnego z tą sprawą. Mam nad tym kontrolę. Jesteś moim mężem – splata jego dłoń ze swoją. – I tak już pozostanie.

– A ty jesteś moją żoną. Dopóki śmierć nas nie rozłączy. Tak będzie aż do ostatniego tchnienia.

Objął ją mocno, a wokół nich wiatr poruszył liście, jakby chciał zapisać ich słowa w pamięci lasu. Fotografka zniknęła gdzieś między drzewami, a oni zostali sami — w środku dnia, w środku życia, w środku miłości, która nie potrzebowała więcej dowodów.

***

W oficynie panował duszny spokój, który tylko pozornie przypominał ciszę. Za oknami wiatr poruszał firanki, a światło przesączało się przez szyby jak przez mleko. Gozde chodziła tam i z powrotem po drewnianej podłodze, jej kroki były szybkie, nerwowe, jakby próbowała wydeptać sobie drogę do rozwiązania. W dłoni ściskała telefon, a jej palce drżały nieznacznie, choć twarz pozostawała napięta i skupiona.

Songul siedziała w fotelu przy kominku, wyprostowana, z dłońmi złożonymi na kolanach. Choć w jej oczach czaił się niepokój, zachowywała pozory spokoju — jakby chciała zrównoważyć burzę, która kipiała w Gozde.

– Możesz przestać, proszę? W głowie mi się kręci – powiedziała w końcu, nie podnosząc głosu.

– Jestem zdenerwowana! – rzuciła Gozde ostro, nie zatrzymując się ani na moment.

– Ja też, ale to nie powód, żeby tak biegać po domu – odparła Songul, z lekkim westchnieniem, jakby próbowała przywrócić porządek światu, który właśnie się chwiał.

W tym momencie telefon w ręku Gozde zawibrował. Bez chwili wahania odebrała, a jej głos był twardy, niecierpliwy:

– Şahin, nawet się nie odzywaj, jeśli nie masz nic dobrego do przekazania.

Zapadła cisza. Gozde słuchała, a jej twarz zaczęła się zmieniać — napięcie ustępowało miejsca satysfakcji, jakby właśnie otrzymała potwierdzenie, na które czekała od godzin.

– Brawo, dobra robota. Resztą zajmę się sama – powiedziała chłodno, ale z wyraźnym błyskiem w oku.

Songul, zaintrygowana, poderwała się z fotela. Jej sukienka zafalowała wokół nóg.

– Co się stało? Co ci powiedział?

Gozde odwróciła się powoli, jakby chciała celebrować moment triumfu.

– Przekazał mi dobrą wiadomość – powiedziała z uśmiechem, który nie krył ani cienia wątpliwości. – Dzisiaj Zeynep zostanie aresztowana pod zarzutem kradzieży historycznych artefaktów.

Na twarzy Songul pojawił się szeroki uśmiech, pełen ulgi i satysfakcji. Gozde ponownie sięgnęła po telefon.

– Dzień dobry, panie oficerze – powiedziała z lodowatą uprzejmością. – Chcę zgłosić przestępstwo. Chodzi o przemyt artefaktów historycznych. Podejrzana jest teraz w Ağvie. Nazywa się Zeynep Fırat.

Jej głos był spokojny, wyważony, jakby składała zamówienie w restauracji. Ale w oczach błyszczał ogień — nie triumfu, lecz zemsty.

***

Restauracja tonęła w ciepłym świetle świec i lampionów, a kamienne ściany odbijały szept rozmów i delikatne dźwięki muzyki. W powietrzu unosił się zapach jaśminu i pieczonych fig, a czas zdawał się płynąć wolniej, jakby czekał na ich spotkanie.

Halil siedział przy stoliku nakrytym koronkowym obrusem, jego palce błądziły po krawędzi kieliszka, ale wzrok utkwiony był w wejściu. Gdy Zeynep pojawiła się w drzwiach, świat zamarł. Jej śnieżnobiała sukienka falowała przy każdym kroku, a włosy opadały na ramiona jak aksamitne zasłony. Szła lekko, jakby niosła w sobie spokój wieczoru.

Halil wstał, odsunął dla niej krzesło z gestem pełnym szacunku i czułości. Pochylił się, dotknął jej włosów, a jego spojrzenie — głębokie, magnetyczne — nie odrywało się od jej twarzy.

– To było dla mnie bardzo trudne – powiedział cicho. – Nie rozstawajmy się więcej na tak długo. Bardzo tęskniłem.

Zeynep usiadła naprzeciwko, a przez chwilę między nimi panowała cisza — nie niezręczna, lecz pełna znaczeń, jakby każde z nich słuchało bicia serca drugiego.

– Halil… ten dzień był dla mnie jak sen – odezwała się w końcu. – Czułam się jak w bajce. Każda minuta i każda sekunda od rana do wieczora były niesamowicie piękne.

Ich dłonie odnalazły się na stole, palce splatały się powoli, jakby chciały zapamiętać ten dotyk na zawsze.

– Uczyniłeś mnie bardzo szczęśliwą – dodała Zeynep, a jej głos był miękki jak jedwab.

– To jest mój jedyny cel na resztę życia – odpowiedział Halil. – Uszczęśliwić cię i wywołać uśmiech na twojej twarzy. Obiecuję ci, że reszta naszego życia będzie jak ten miesiąc miodowy, moja miłości.

Uśmiech rozkwitł na twarzy Zeynep, jasny, promienny, jak poranne światło. Ale nagle zgasł. Jej wzrok zatrzymał się na sąsiednim stoliku. Tam siedziała ona — fotografka. Ta sama, która pojawiała się w ich życiu jak cień. Trzymała aparat i znów robiła zdjęcia.

– Znowu ta dziewczyna… – mruknęła Zeynep przez zaciśnięte zęby.

– Jaka dziewczyna? – Halil spojrzał na nią z zaskoczeniem.

– Ta fotografka.

Halil odwrócił głowę i ich spojrzenia się spotkały. Kobieta skinęła mu głową — subtelnie, niemal niezauważalnie, ale wystarczająco, by Zeynep dostrzegła gest.

– Tego już za wiele! – wybuchła, podnosząc się gwałtownie. – Ona skinęła głową w twoją stronę!

– Nic takiego nie zrobiła – zaprzeczył Halil, próbując zachować spokój.

– Żartujesz sobie ze mnie?

– Nie…

– Dla mnie to nie jest zabawne. Idę z nią porozmawiać! Niech wyjaśni, dlaczego ośmieliła się skinąć głową w stronę mojego męża, i to w mojej obecności!

– Zeynep! – Halil zatrzymał ją, chwytając za rękę. – Nie możesz atakować kobiety tylko dlatego, że na mnie spojrzała.

– Nie zaatakuję jej. Po prostu z nią porozmawiam.

Zeynep ruszyła w stronę stolika, ale nagle zamarła.

– Gdzie się ona podziała? – zapytała, rozglądając się. Stolik był pusty. Fotografka zniknęła, jakby rozpłynęła się w powietrzu.

Halil podszedł do niej i ujął jej dłoń z czułością.

– Chodźmy do naszego pokoju. Tam porozmawiamy w spokoju.

I razem odeszli, zostawiając za sobą światło świec, niedopite herbaty i pytania, które jeszcze nie znały odpowiedzi.

***

Pokój tonął w ciepłym półmroku, rozświetlony jedynie przez lampy o kolorowych abażurach i delikatne światło projektora. Na białym ekranie, zawieszonym nad kamienną ścianą, wyświetlały się obrazy — jeden po drugim, jak migawki z bajki, którą Zeynep i Halil przeżyli tego dnia. Stadnina, restauracja, spacer wśród drzew, śmiech, spojrzenia, gesty. Wszystko uchwycone z ukrycia, naturalne, prawdziwe.

Zeynep stała w progu, z dłonią na ustach, zaskoczona i wzruszona.

– Nie mogę uwierzyć – wyszeptała, a jej głos drżał od emocji. – Jak to zrobiłeś?

Halil podszedł do niej, ujął jej rękę i spojrzał z czułością.

– Dzięki dziewczynie, która towarzyszyła nam przez cały dzień. To ja zatrudniłem tę fotografkę.

– Och… Jesteś niesamowitym mężczyzną, Halilu.

– Chciałem, żebyśmy mieli miłą pamiątkę. Ale też chciałem, żeby zdjęcia były naturalne. To miało trwać jeszcze przez kilka dni, ale zacząłem się obawiać, że naprawdę ją pobijesz.

Zeynep zaśmiała się przez łzy.

– Więc zniszczyłam twój piękny plan… Przepraszam.

– Nieważne. Podziwiam w tobie wszystko. Twoją zazdrość, twoją miłość i twój uśmiech. Czy możemy obejrzeć razem to, co zrobiliśmy tego dnia?

– Oczywiście. Jestem bardzo ciekawa tych zdjęć.

Usiedli razem na kanapie, otuleni ciszą i ciepłem. Zdjęcia przesuwały się leniwie, jakby nie chciały się kończyć. Ich dłonie były splecione, ramiona przytulone, a w oczach odbijały się wspomnienia.

Nagle rozległo się pukanie do drzwi. Halil wstał, podszedł i otworzył. W progu stali dwaj mężczyźni w mundurach, z poważnymi twarzami.

– Czy pani Zeynep Fırat jest tutaj? – zapytał jeden z funkcjonariuszy.

– Tak, to moja żona – odpowiedział Halil, zaskoczony.

– Została pani oskarżona o przemyt artefaktów historycznych. Mamy nakaz przeszukania.

Zeynep wyprostowała się jak struna, z twarzą pełną niedowierzania.

– Co? To jakieś nieporozumienie!

Policjanci przeszukali pokój szybko, metodycznie. Jeden z nich sięgnął do torebki Zeynep i wyciągnął niewielki przedmiot z brązu — misternie zdobiony, o geometrycznym wzorze, przypominający starożytny amulet.

– Pierwszy raz widzę to na oczy – powiedziała Zeynep, głosem pełnym paniki. – Nie włożyłam tego do mojej torebki. Być może ktoś inny podrzucił mi to.

– Musimy panią zatrzymać za przemyt artefaktów historycznych – oświadczył funkcjonariusz, wyciągając kajdanki.

Zeynep cofnęła się, jakby chciała zniknąć w ścianie. Jej wzrok padł na Halila — błagalny, pełen lęku i nadziei. On stał nieruchomo, jakby świat właśnie się zatrzymał. Zdjęcia na ekranie wciąż się przesuwały, pokazując ich uśmiechy, ich miłość, ich dzień. Ale teraz wszystko wyglądało jak sen, który ktoś brutalnie przerwał.

Powyższy tekst stanowi autorskie streszczenie i interpretację wydarzeń z serialu Rüzgarlı Tepe. Inspiracją do jego stworzenia był film Rüzgarlı Tepe 201. Bölüm dostępny na oficjalnym kanale serialu w serwisie YouTube. W artykule zamieszczono również zrzuty ekranu pochodzące z tego odcinka, które zostały użyte wyłącznie w celach informacyjnych i ilustracyjnych. Wszystkie prawa do postaci, fabuły i materiału źródłowego należą do ich prawowitych właścicieli.

Podobne wpisy