„Wichrowe Wzgórze” – Odcinek 349: Streszczenie
Drzwi do sali otwierają się bez uprzedzenia. Tulay wchodzi powoli, z wyprostowaną sylwetką i spojrzeniem ostrym jak sztylet. Jej płaszcz opada ciężko na ramiona, a złote kolczyki połyskują w świetle szpitalnej lampy. W dłoni trzyma torebkę, którą odkłada z przesadną elegancją na stolik przy łóżku. Przez chwilę milczy, patrząc na Songul z mieszaniną chłodu i triumfu.
– Nie wyobrażasz sobie, jak bardzo się zasmuciłam, gdy usłyszałam wieści od Merve – mówi z przesadną troską, choć w jej głosie słychać jadowitą nutę kpiny. – Natychmiast przybiegłam cię odwiedzić.
Songul, przykuta do łóżka, z szyją unieruchomioną w kołnierzu ortopedycznym, próbuje się podnieść, ale ból zatrzymuje każdy ruch. Jej oczy płoną gniewem.
– Wynoś się stąd! – syczy przez zaciśnięte zęby.
Tulay uśmiecha się lekko, z wyższością.
– Naprawdę myślisz, że możesz mnie wyrzucić w tym stanie?
– Doktorze! Siostro! – Songul zaczyna krzyczeć, desperacko. – Czy jest tu ktoś?! Niech ktoś zabierze stąd tę kobietę!
Ale korytarz milczy. Nikt nie przychodzi. Tulay podchodzi bliżej, a jej cień pada na twarz Songul.
– Pamiętasz dzień, w którym przyszłaś do mojego szpitalnego pokoju, gdy byłam skuta kajdankami? – mówi cicho, ale z wyraźnym naciskiem. – Teraz sprawiedliwości stało się zadość. Role się odwróciły. Tyle że moja sytuacja była o wiele lepsza od twojej obecnej. Żal mi ciebie, Songul.
Zbliża się jeszcze bardziej, pochylając się lekko.
– Mam nadzieję, że nie wrócisz już do rezydencji. A nawet jeśli wrócisz… w tym stanie nie będziesz mogła nikomu wyrządzić krzywdy. Jesteś skończona. Nie różnisz się niczym od zmarłego.
Odwraca się z gracją, jakby kończyła występ. Nim wychodzi, rzuca jeszcze jedno spojrzenie – lodowate, pełne pogardy.
Songul, roztrzęsiona, sięga po pilot leżący na szafce nocnej. Jej ręka drży, ale z siłą wściekłości ciska nim o ścianę. Plastik roztrzaskuje się na kawałki.
– Jeszcze się z tobą rozliczę, Tulay Aslanli! Zobaczysz! – krzyczy, a jej głos odbija się echem od zimnych ścian sali.
Ale Tulay już nie słucha. Drzwi zamykają się za nią bezszelestnie.
***
Następnego dnia.
Gozde siedzi w fotelu przy łóżku Songul. Z trzymanego w dłoniach kubka unosi się delikatny aromat kawy, który wypełnia szpitalny pokój.
— Mówiłam ci, że wszystko będzie dobrze, ciociu Songul — przypomina łagodnym tonem, spoglądając na kobietę wpatrującą się beznamiętnie w biały sufit. — Zobacz, wszystko się układa. Arzu dzwoniła przed chwilą, przygotowuje już twój pokój w rezydencji. Nie będziesz musiała dłużej mieszkać w wychodku. Nasz plan działa znakomicie.
— I co z tego? — odpowiada zrozpaczona Songul. — Mogę pozostać niepełnosprawna do końca życia. Jak możesz udawać, że to nic takiego?
Drzwi otwierają się. Do sali wchodzą Halil i Zeynep, a za nimi lekarka z teczką wyników.
— Przejrzałam pani rezonans — mówi rzeczowo. — Utrata czucia w nogach jest wynikiem urazu, ale w tej chwili wygląda na to, że to stan przejściowy. Niestety, nie da się dokładnie przewidzieć, kiedy odzyska pani sprawność. Może to nastąpić w ciągu dni, miesięcy… a czasem zajmuje to lata. Zdarza się też, że paraliż pozostaje na stałe.
Songul zamyka oczy, próbując powstrzymać łzy, ale dwie ciche strużki spływają po jej policzkach. Jej ramiona drżą w bezgłośnym szlochu.
— Pani doktor, czy istnieją sposoby, by przyspieszyć powrót do zdrowia? — pyta Halil z napięciem w głosie.
— Oczywiście. Pani Songul będzie musiała przejść intensywną rehabilitację. Najważniejsze to zapewnić jej wsparcie i motywację — mówi lekarka z powagą. — To wszystko, co mogę teraz przekazać.
Kiedy wychodzi, w sali zapada ciężka cisza. Songul spogląda na siostrzeńca z rozpaczą w oczach.
— Halilu… jak mam dalej żyć? Czy już na zawsze zostanę przykuta do wózka?
— Ciociu… — Halil delikatnie głaszcze ją po włosach. — Zrobimy wszystko, żebyś znów mogła chodzić. Obiecuję. A winny tego, co się stało, poniesie konsekwencje.
— Halil, błagam… zabierz mnie stąd. Nie chcę już tu być — szepcze Songul, odwracając wzrok od zimnych ścian szpitala.
***
Songul wraca do swojego pokoju w rezydencji, siedząc na wózku inwalidzkim, który prowadzi Halil. Gdy przekracza próg, w jej oczach pojawia się cień rozpaczy.
Czy tak właśnie miał wyglądać mój powrót do tego miejsca? — myśli gorzko.
Halil zdejmuje jej buty, potem delikatnie bierze ją na ręce i kładzie na łóżku. Wszyscy patrzą w milczeniu — przygnębieni, bezradni wobec jej cierpienia. Największy ból maluje się jednak na twarzy Zeynep, której spojrzenie pełne jest żalu i poczucia winy.
Zniszczę cię, Zeynep, twoimi własnymi wyrzutami sumienia — myśli z satysfakcją Gozde. — Nie pozwolę ci spokojnie oddychać.
***
Kiedy Songul zostaje sama, jej twarz twardnieje. Cierpienie ustępuje miejsca gniewowi.
— Zobaczysz, Zeynep — szepcze z nienawiścią. — Zapłacisz za wszystko. Wpadłaś w moje ręce i nie wypuszczę cię tak łatwo.
Drzwi otwierają się cicho. Wchodzi Zeynep, niosąc tacę z parującą zupą. Ostrożnie stawia ją na kołdrze.
— Plecy mnie bolą. Popraw mi poduszkę — rozkazuje Songul chłodno.
Zeynep nachyla się, by spełnić jej prośbę, lecz wtedy Songul wbija paznokcie w jej rękę, mocno, aż Zeynep cofa się z bólem.
— Co się stało? Boli? — pyta Songul, patrząc jej prosto w oczy, z okrutnym uśmiechem. — Ciekawe, czy ten ból jest większy niż mój po wypadku.
Zeynep milczy. Siada na skraju łóżka, zanurza łyżkę w zupie i podsuwa ją do ust chorej. Songul natychmiast krzywi się i odsuwa.
— Ta zupa jest wrząca! — wybucha. — Chciałaś mnie poparzyć, prawda?!
Zeynep znowu nie odpowiada. Nabiera kolejną porcję, tym razem delikatnie dmuchając, by ją ostudzić.
— Ciekawe, jak zapłacisz po śmierci za to, co mi zrobiłaś — syczy Songul.
— To był wypadek… — szepcze Zeynep z trudem, głosem tłumionym przez poczucie winy. — Nigdy nie chciałam, żeby to się stało…
Drzwi otwierają się ponownie. Wchodzą Halil, Gulhan i Gozde. W jednej chwili twarz Songul łagodnieje, a jej głos staje się słodki.
— Zeynep, dziękuję ci, kochanie — mówi, a następnie zwraca się do pozostałych: — Zeynep zrobiła mi zupę. Nadal bardzo bolą mnie ręce, nie mogę sama jeść.
— Nie martw się, ciociu — uspokaja Halil. — Znajdziemy kogoś, kto będzie się tobą zajmował przez całą dobę. Mam już kandydatkę — profesjonalną opiekunkę. — Podaje jej wydruk CV.
— Nie chcę — ucina Songul, nawet nie zerkając na dokument. — Nie mogę odmówić Zeynep. Przed chwilą powiedziała, że zostanie moją opiekunką. Wolę ją niż kogoś obcego. — Posyła Zeynep pogodny uśmiech, w którym czai się cień triumfu.
Halil patrzy na żonę z niedowierzaniem.
— Zeynep, naprawdę tego chcesz? Przecież sama szukałaś pielęgniarki dla cioci. Może źle cię zrozumiała? To duża odpowiedzialność.
Zeynep waha się, ale po chwili mówi pewnym głosem:
— Nie ma potrzeby zatrudniania nikogo. Sama się nią zajmę. Dopóki nie wyzdrowieje.
W pokoju zapada cisza. Songul odwraca wzrok, kryjąc pod maską spokoju cień złowrogiego uśmiechu.
Powyższy tekst stanowi autorskie streszczenie i interpretację wydarzeń z serialu Rüzgarlı Tepe. Inspiracją do jego stworzenia był film Rüzgarlı Tepe 203. Bölüm dostępny na oficjalnym kanale serialu w serwisie YouTube. W artykule zamieszczono również zrzuty ekranu pochodzące z tego odcinka, które zostały użyte wyłącznie w celach informacyjnych i ilustracyjnych. Wszystkie prawa do postaci, fabuły i materiału źródłowego należą do ich prawowitych właścicieli.














