„Wichrowe Wzgórze” – Odcinek 354: Streszczenie
Songül wierci się na łóżku, nerwowo zaciskając palce na kocu. Potrzeba skorzystania z toalety staje się nie do zniesienia. Najpierw woła cicho, potem coraz głośniej:
— Zeynep! Arzu! Słyszycie mnie?!
Dom pozostaje jednak martwy. Nikt nie przychodzi.
Songül zagryza wargę. Wie, że ryzykuje wszystko… ale nie ma wyjścia. Z wysiłkiem zsuwa nogi z łóżka i powoli staje. Serce wali jej jak oszalałe. Kropla potu spływa po jej skroni. Robi zaledwie dwa kroki w stronę łazienki, gdy drzwi nagle się otwierają.
Songül zamiera jak skamieniała. W oczach ma czysty, nagły strach.
Za plecami czuje czyjś oddech. Ciepły. Bliski. Zbyt bliski.
Zeynep? Halil? Arzu? Boże, kto…?
Powoli odwraca głowę. Drży cała, jakby miała się zaraz przewrócić.
A potem widzi ją.
Gözde.
Stoi jak cień, z napiętą twarzą i oczami lśniącymi wściekłą determinacją. Tak właśnie przejawia się w chwili furii: zaciśnięta szczęka, drapieżne spojrzenie i gotowość do ataku, emanująca siłą, która zdaje się przenikać otoczenie.
Gözde w jednej sekundzie rzuca się do przodu, chwyta Songül brutalnie za ramiona i przyciska ją do ściany. Usta ma niebezpiecznie blisko jej twarzy.
— Ty… — syczy, a jej głos drży od złości. — Za kogo ty się uważasz?!
Zaciska dłoń na gardle Songül — nie tak, żeby całkowicie odciąć jej oddech, ale dostatecznie, by poczuła realne zagrożenie.
— Bawisz się ze mną, używając swojego ptasiego móżdżku?! — warczy.
Songül, wstrząśnięta i upokorzona, z całej siły strąca jej dłoń.
— Miałam ci zaufać?! — krzyczy, odpychając ją łokciem. Jej twarz wykrzywia gniew, tak autentyczny jak nigdy wcześniej. — To przez ciebie miałam wypadek! Wjechałaś we mnie z dużą prędkością, żeby wyglądało wiarygodnie! Mogłam zostać kaleką! Mogłam zginąć!
W tym momencie Gözde dostrzega na podłodze reklamówkę, którą przed chwilą upuściła. Schyla się gwałtownie, podnosi ją i macha nią przed twarzą Songül.
— Wiesz, od kogo to właśnie zabrałam? — cedzi przez zęby. — Halil przyniósł ci lekarstwa! Odebrałam to z jego rąk tuż przed drzwiami! — Jej głos tnie powietrze jak ostrze. — A co by było, gdyby to on tu wszedł i zobaczył cię na nogach?
Pochyla się jeszcze bardziej. Jej oczy płoną wściekłym blaskiem.
— Wtedy Zeynep nie musiałaby już zajmować się tobą. Pojechałaby z Halilem do Francji. I wiesz co? — syczy — Nie pozwolę, żebyś odebrała mi tę szansę!
Unosi palec wskazujący tuż pod jej nosem.
— Słuchaj mnie dobrze, Songül. Połóż się natychmiast. I nie waż się więcej wstawać! Ani próbować mnie oszukać. Bo jeśli to zrobisz… zobaczysz, na co mnie stać.
Odwraca się gwałtownie i wychodzi, trzaskając drzwiami tak mocno, że obraz nad łóżkiem drży.
Songül stoi przez chwilę sparaliżowana. Wreszcie wraca na łóżko, zapominając o potrzebie pójścia do toalety. Furia pulsuje na jej twarzy; drżące usta i zmrużone oczy wskazują na to, że w jej sercu właśnie zrodziła się zemsta.
— Ty jeszcze zobaczysz… — mruczy przez zaciśnięte zęby.
***
Halil siedzi na brzegu łóżka, trzymając przedramię Zeynep w swoich dłoniach z taką ostrożnością, jakby dotykał najcenniejszej rzeczy na świecie. Jej skóra jest zaczerwieniona, a on z czułością nakłada chłodzącą maść.
Zeynep nerwowo zaciska palce na poduszce.
— Halil, posłuchaj… — zaczyna, chcąc jak najszybciej wyjaśnić sytuację. — Wiem, że myślisz, że twoja ciocia zrobiła to celowo, ale to nieprawda. To był zwykły wypadek.
Halil nie przerywa, choć jego spojrzenie staje się cięższe.
— Wiem, że mówisz tak, bo masz wyrzuty sumienia — odpowiada spokojnie, ostrożnie rozsmarowując maść okrężnymi ruchami. — Niedawno, w lesie, kosmyk twoich włosów został mi w dłoni, a teraz to oparzenie… Zbyt wiele rzeczy dzieje się „przez przypadek”.
Zeynep szybko kręci głową.
— Poparzyłam się, bo nalegałam, żeby pani Songül zjadła zupę — tłumaczy. — Odwróciła się, ja się pochyliłam… i wylałam ją na siebie. A włosy… kiedy pomagałam jej wstać, zaplątały mi się w guzik jej bluzki. To wszystko były wypadki. Twoja ciocia nie zrobiła tego specjalnie.
Halil zatrzymuje rękę w pół ruchu i patrzy na nią poważnie.
— Jeśli tak, to dlaczego ukrywałaś przede mną oparzenie?
Zeynep spuszcza wzrok.
— Bo nie chciałam, żebyś się zdenerwował. Wiedziałam, że pójdziesz z tym do niej, a ja nie chcę konfliktów. Proszę, Halil, nie konfrontuj się ze swoją ciocią.
Przez chwilę Halil milczy. Potem bierze jej dłoń w swoją i mówi głosem niskim, głębokim, pełnym emocji:
— Wiesz, co jest jedyną rzeczą na świecie, która mnie naprawdę boli? — pyta. — To, kiedy ty cierpisz. Kiedy jesteś smutna. Kiedy coś rozdziera twoje serce. Każda krzywda, która cię spotyka, uderza też we mnie.
Znów delikatnie wsmarowuje maść, jakby dotykiem chciał zabrać cały jej ból.
— Odkąd nasze drogi się skrzyżowały, przeszliśmy przez wiele — mówi miękko. — I dobre chwile, i takie, o których wolelibyśmy zapomnieć. Ale we wszystkim, co nas spotkało, widziałem jedno: iskierkę twojego czystego serca. Twoją dobroć. To serce zawsze bije dla innych. Dla tych, których kochasz.
Unosi wzrok i patrzy jej prosto w oczy.
— A moim obowiązkiem jest chronić właśnie to. Chronić ciebie. Podnosić cię, kiedy upadasz. I nie dopuścić, by ktokolwiek cię zranił. Jesteś moim blaskiem księżyca.
Zeynep wzrusza się, a jej oczy błyszczą. Dotyka lekko jego policzka, przesuwając kciukiem po jego skórze.
— Ty też masz dobre serce, Halilu — szepcze. — Piękne i silne, które jednak długo trzymałeś w ukryciu. Ale teraz… twoje prawdziwe „ja” w końcu wyszło na światło dzienne.
Mężczyzna uśmiecha się delikatnie, jakby te słowa znaczyły dla niego więcej, niż potrafi wyrazić.
***
Gdy Zeynep wychodzi z pokoju, Halil zostaje sam. Jego twarz tężeje, a z łagodności pozostał tylko cień. Sięga do kieszeni po telefon i natychmiast wybiera numer Hakana.
— Posłuchaj mnie uważnie — mówi stanowczo. — Znajdź najlepszego specjalistę. Takiego, który postawi moją ciocię na nogi tak szybko, jak to tylko możliwe. To pilne.
Kończy połączenie i przez chwilę patrzy w pusty punkt na ścianie.
— To jedyny sposób, żeby przekonać Zeynep — mówi półgłosem. — Jedyny.
W jego oczach pojawia się determinacja, która nie pozostawia miejsca na sprzeciw.
***
Songül leży na łóżku, niby bezwładna, ale jej oczy co chwilę uciekają w stronę komody. Na niej — telefon. Mały, zdradliwy przedmiot, który coraz mocniej ją kusi.
Nie powinnam… nie powinnam tego robić.
A jednak. Z westchnieniem irytacji zrzuca kołdrę i ostrożnie wstaje. Jej stopy cicho dotykają podłogi, a ona niemal biegnie wzrokiem do telefonu, jakby od tego zależało jej życie. Robi zaledwie trzy kroki, gdy nagle…
Drzwi otwierają się za jej plecami.
Songül zamiera, a serce podchodzi jej do gardła.
W progu stoi Zümrüt. Jej twarz rozjaśnia się niepohamowaną radością.
— Dzięki Bogu, wyzdrowiałaś! — woła, autentycznie zachwycona. — Możesz chodzić! Musimy jak najszybciej przekazać wszystkim tę wspaniałą wiadomość!
W Songül zachodzi błyskawiczna zmiana. W pół sekundy wraca do łóżka, rzuca się pod kołdrę i naciąga ją aż pod szyję, jakby przed chwilą wcale nie stała o własnych siłach.
— O czym pani mówi, pani Zümrüt? — pyta z szeroko otwartymi oczami, jakby była ofiarą niepojętego pomówienia. — Cały dzień leżę tutaj. Pani wyobraźnia płata pani figle.
Zümrüt mruga, kompletnie zbita z tropu.
— Ale… ja widziałam… widziałam, jak stoisz.
— Nie, pani Zümrüt — odpowiada Songül słodkim tonem, który tylko udaje troskę. — Musiało się pani coś przyśnić. Ja… przecież nawet kroku nie mogę zrobić.
— Naprawdę? — w oczach seniorki pojawia się bolesny niepokój, jakby nagle przeleciał przez nią zimny wiatr.
— Niestety — potwierdza Songül, kreując się na ofiarę.
W tym momencie do pokoju wchodzi Zeynep.
— Zapomniałam przynieść ci telefon — mówi i kieruje się ku komodzie. Zatrzymuje się jednak nagle, widząc pustą przestrzeń. Jej wzrok przesuwa się na łóżko… i zastyga na telefonie trzymanym przez Songül.
Zeynep robi wielkie oczy.
— Jak… trafił w twoje ręce?
Songül uśmiecha się szeroko, najpiękniej jak potrafi — z udawaną wdzięcznością.
— Chciałabym powiedzieć, że wstałam i sama go wzięłam… ale to pani Zümrüt mi go podała.
Zümrüt, zagubiona jak we mgle, kręci głową.
— Nie pamiętam tego… ale skoro tak mówi…
Zeynep natychmiast podchodzi do niej i delikatnie dotyka jej ramienia.
— Babciu, jesteś zmęczona. Odpocznij trochę w swoim pokoju.
Zümrüt opuszcza pokój wolnym krokiem, ze spuszczoną głową, jak ktoś, kto nagle zwątpił we własny rozum.
Gdy drwi zamykają się, Songül wzdycha teatralnie.
— Żal mi jej — mówi, udając zatroskanie. — Nie pamięta, co było minutę temu. Powinnaś zaprowadzić ją do lekarza. Może dawka leków jest zbyt niska.
Zeynep patrzy na nią z rosnącym podejrzeniem. Jej spojrzenie jest krótkie, ostre, ale niczego nie komentuje. Wychodzi.
Dopiero wtedy Songül pozwala sobie na głęboki oddech ulgi. Jej twarz rozciąga się w złośliwym uśmiechu.
Znowu jej się udało. Jeszcze raz wymknęła się prawdzie. Jeszcze raz zakpiła z całego domu.
I jest przekonana, że nikt się nie połapał.
Powyższy tekst stanowi autorskie streszczenie i interpretację wydarzeń z serialu Rüzgarlı Tepe. Inspiracją do jego stworzenia był film Rüzgarlı Tepe 206. Bölüm dostępny na oficjalnym kanale serialu w serwisie YouTube. W artykule zamieszczono również zrzuty ekranu pochodzące z tego odcinka, które zostały użyte wyłącznie w celach informacyjnych i ilustracyjnych. Wszystkie prawa do postaci, fabuły i materiału źródłowego należą do ich prawowitych właścicieli.















