„Wichrowe Wzgórze” – Odcinek 360: Streszczenie
Gulhan siedzi samotnie na kanapie, skulona, jakby próbowała schować się przed ciężarem własnych myśli. Jej oczy są zaczerwienione, a spojrzenie wbite w pusty punkt na dywanie. Gdy do salonu wchodzi Halil, od razu dostrzega jej smutek. Siada obok i troskliwie pochyla głowę.
— Siostro… zwykle o tej porze jeszcze śpisz — zauważa łagodnie. — Nie zmrużyłaś oka? Coś się stało?
Gulhan ciężko wzdycha.
— Halilu… co teraz będzie? — Jej głos drży. — Ciocia popełniła wiele błędów, to prawda, ale… to nasza jedyna rodzina. Poza nią nie mamy nikogo.
Halil ujmuje jej dłoń, ściskając ją z czułością i stanowczością.
— Mylisz się, Gulhan. Mamy siebie. Jesteśmy rodziną, którą stworzyli mama i tata. Rodziną opartą na lojalności i miłości. Ciocia zdradziła to wszystko. Zdradziła nas i pamięć naszych rodziców. Dlatego nie może już być częścią naszego życia.
Gulhan odwraca wzrok, walcząc ze łzami. Halil, widząc jej cierpienie, prostuje się i dodaje cieplejszym tonem:
— Ale mam dla ciebie coś, co może poprawić ci humor.
Podaje jej elegancki flakon perfum. Gulhan odkręca go, wciąga w nozdrza zapach… i natychmiast jej twarz mięknie.
— Boże… — szepcze. — Znam to. To zapach naszego domu. Naszego dzieciństwa…
Przymykając oczy, uśmiecha się przez łzy.
— Czuję czekoladę, którą mama chowała przed nami w szafie. Pamiętasz, jak podkradaliśmy ją w nocy? — Śmieje się cicho, wzruszona. — Halilu, to… to magia.
— Zeynep stworzyła ten zapach — odpowiada z dumą Halil. — Jest bardziej utalentowana, niż zdajemy sobie sprawę.
— To niezwykła dziewczyna — potwierdza Gulhan, dotykając flakonu jak czegoś świętego. — Przeniosła mnie do miejsca, którego już nie ma, ale gdzie zawsze będzie moje serce.
— I dlatego — mówi Halil z łagodnym uśmiechem — chcę, by spełniła wszystkie swoje marzenia. Pojedziemy razem do Francji i zrealizujemy projekt perfum. To będzie jej czas. Nasz czas.
— Naprawdę? — oczy Gulhan błyszczą dumą. — Halilu, to przepiękne.
W tej chwili do salonu wpada zapłakana Gozde.
— Co się stało? — pytają równocześnie Gulhan i Halil.
— Mój tata… — Gozde dławi się łzami. — Tata jest bardzo chory…
Halil natychmiast wstaje.
— Co z wujkiem Muzafferem? Co się dzieje?
— Zadzwonił jego przyjaciel… Tata trafił na intensywną terapię. Powiedzieli, że potrzebna jest natychmiastowa operacja… nawet nie wiem jaka. — Załamuje ręce. — Halilu… jeśli coś mu się stanie, a mnie tam nie będzie… ja… ja tego nie zniosę…
— Uspokój się — mówi Halil stanowczo, ale łagodnie. — Jeśli trzeba, sprowadzimy go tutaj. Zorganizuję wszystko.
— Nie możemy. On jest zbyt słaby na podróż. To ja muszę polecieć do niego. — Jej głos załamuje się jeszcze mocniej. — Gulhan, błagam, pojedź ze mną. Nie dam rady sama.
Gulhan spuszcza wzrok, skrępowana i zawstydzona.
— Gozde… wiesz, że nie mogę latać. Moja fobia… nawet nie potrafię wejść na pokład samolotu.
— Tak, Gozde. Gulhan nie może latać — dodaje Halil.
Gozde pochyla głowę, ale jej łzy błyszczą jak zasłona teatralna, za którą kryje się coś o wiele ciemniejszego.
Dokładnie o to mi chodziło. Teraz ty polecisz ze mną, Halilu.
— W takim razie… — łka jeszcze głośniej — Polecę sama. Chociaż boję się, że… że nie zdążę.
— Nie będziesz sama — zapewnia Halil.
— Właśnie się dowiedziałam, że ty i Zeynep mieliście wyjechać do Francji — dodaje Gozde drżącym głosem. — Nie chcę wam psuć planów… ale ja… ja nie mam nikogo…
W tym momencie do salonu wchodzi Zeynep. Halil zbliża się do niej i wyjaśnia:
— Stan wujka Muzaffera jest bardzo poważny. Muszę pojechać razem z Gozde.
Zeynep nawet przez chwilę się nie waha.
— Jedź. Oczywiście, że jedź. To kwestia życia i śmierci. Francja może poczekać.
Halil patrzy na nią z podziwem.
Wszystko w tobie jest piękne. Jesteś największą nagrodą mojego życia.
— Zeynep… dziękuję — mówi Gozde, spoglądając na nią zza kurtyny łez.
A potem, w ciszy, dopowiada myślą, której nikt nie słyszy:
Pożegnaj się ze swoim mężem. Wyślę go ze sobą tak daleko… że już nigdy go nie zobaczysz.
***
Po nocy spędzonej w obskurnym, zimnym pomieszczeniu Songul budzi się rozbita jak nigdy dotąd. Każdy mięsień jej ciała pulsuje bólem po spaniu na starej, zdeformowanej kanapie, której sprężyny wbijały się w plecy jak igły. Powietrze w pokoju jest ciężkie, stęchłe, a ona sama czuje się lepka i brudna — bez dostępu do porządnego prysznica, bez możliwości choćby umycia twarzy w czystej wodzie.
Do tego wszystkiego dochodzi jedna dręcząca myśl: naszyjnik. Dowód największej popełnionej przez nią zbrodni zaginął bez śladu.
— Nie mogę tu zostać ani chwili dłużej — syczy do siebie, masując obolały kark.
Zdeterminowana, żeby opuścić to miejsce jak najszybciej, chwyta za telefon, dzwoni do banku i zleca wypłatę wszystkich środków. Gdy tylko kończy rozmowę, telefon dzwoni ponownie. Na ekranie widnieje imię Gozde.
Songul niemal wyskakuje z miejsca.
— Wreszcie! — wybucha, odbierając. — Ile razy dzwoniłam do ciebie wczoraj?! Dlaczego nie odbierałaś?!
Po drugiej stronie panuje idealnie opanowany spokój.
— Nie miałam okazji ci powiedzieć — zaczyna Gozde chłodnym tonem. — Przeszukałam twój pokój w rezydencji. Szukałam naszyjnika, ale nie ma go tam. Nie wiem, gdzie jeszcze mogłabym go znaleźć.
W oczach Songul pojawia się groźny błysk.
— Nie waż się ze mną grać, Gozde! — warczy niskim, ostrzegawczym tonem. — Znajdziesz ten naszyjnik. Natychmiast. Rozumiesz mnie?
— Och, Songul… — Gozde przeciąga słowa tak gładko, że aż ścina to Songul krew w żyłach. — Od kiedy odeszłaś, mój plan układa się znakomicie. Halil i ja lecimy razem do Stanów. Dzięki temu będziemy sami przez kilka dni. Znajdę sposób, żeby zbliżyć się do jego serca. A kiedy wrócimy… — Głos Gozde staje się aksamitnie jadowity. — Zeynep nie będzie już problemem.
Songul zamiera.
Nie jestem już częścią jej planów… Skreśliła mnie. Zostawiła mnie na dnie.
— Dam ci znać, jeśli znajdę naszyjnik — kończy Gozde i bez wahania rozłącza się.
Songul patrzy na ekran telefonu, jakby ten ją obraził.
— Co za bezczelne dziewuszysko! — grzmi, wyrzucając ręce w górę. — Mówiła tak, jakby się ze mnie śmiała! A potem rozłączyła się jakbym była nikim!
Zaciska pięści tak mocno, że aż bieleją jej knykcie.
— Nie mogę już jej ufać — wyszeptuje z rosnącym gniewem. — Muszę znaleźć ten naszyjnik. Za wszelką cenę.
W jej oczach tli się nowy rodzaj desperacji — ten, który prowadzi człowieka do czynów nieodwracalnych.
***
Zeynep siedzi w altanie, nerwowo splatając dłonie. Chłodne powietrze wkrada się do środka, a ona co chwilę spogląda w stronę ścieżki. W końcu pojawia się Hakan. Od razu dostrzega niepokój w jej oczach.
— Co się stało? — pyta, siadając obok. — Wyglądasz na bardzo poruszoną.
Zeynep bierze głęboki oddech.
— Hakanie, potrzebuję twojej pomocy. Mam dziwne przeczucie dotyczące Gozde. Takie, którego nie potrafię wyjaśnić logicznie. Chcę, żebyś ją sprawdził. Dyskretnie. Bez wiedzy Halila. Nie chcę wywoływać zamieszania, jeśli tylko wyolbrzymiam sytuację.
Hakan kiwa głową ze zrozumieniem.
— Oczywiście. Powiedz tylko, czego dokładnie mam szukać?
***
Kilka godzin później spotykają się ponownie w tym samym miejscu. Tym razem to Hakan wygląda na spiętego.
— Udało mi się ustalić kilka interesujących rzeczy — zaczyna. — Najbardziej zastanawiające jest to, że remont domu Gozde został zakończony już dawno temu. A ona twierdzi, że nadal trwa… i dlatego mieszka na farmie.
Zeynep unosi brwi.
— Czyli wygląda na to, że chce się tutaj zadomowić.
— Dokładnie. Próbowałem skontaktować się z jej ojcem, ale jeszcze mi się nie udało. Nie mogę potwierdzić, czy naprawdę jest chory. Ale dowiem się, obiecuję.
Zeynep kręci głową.
— Nie trzeba, Hakanie. Resztą zajmę się sama. Dziękuję ci za wszystko.
Mężczyzna patrzy na nią uważnie.
— Jeśli to nie tajemnica… co właściwie podejrzewasz?
Zeynep opuszcza wzrok, a jej głos staje się cichszy, ale zdecydowany:
— Jeszcze nie wiem. Ale moja intuicja prawie nigdy mnie nie zawodzi. To, co budzi mój niepokój, prędzej czy później wyjdzie na jaw. Nie chcę martwić Halila, dopóki nie będę miała pewności.
Hakan uśmiecha się lekko, uspokajająco.
— Rozumiem. A jeśli będziesz czegoś potrzebować, wiesz, że możesz na mnie liczyć.
Zeynep kiwa mu głową z wdzięcznością, ale w jej oczach pojawia się nowy błysk — determinacja.
***
Zeynep wchodzi do salonu i od razu jej uwagę przyciąga telefon leżący na stoliku. Zatrzymuje się przed nim, jakby nagle wpadła na trop, którego od dawna szukała.
Odpowiedzi na wszystkie moje pytania są tutaj.
Jej dłoń unosi się powoli i zawisa nad telefonem.
To nie jest właściwe. Ale jeśli od tego zależy moje szczęście z Halilem? Jeśli od tego zależy prawda? Muszę rozwiać te wątpliwości.
Chwyta telefon, wsuwając go głęboko do kieszeni spódnicy — i w tej samej chwili do pomieszczenia wchodzi Gozde.
— Droga Zeynep, nie widziałaś mojego telefonu? — pyta pozornie niewinnie.
— Nie, nie widziałam. Ale pewnie jest gdzieś tutaj. — Zeynep uśmiecha się wymuszenie i natychmiast wychodzi.
W swoim pokoju zamyka drzwi na klucz. Dopiero wtedy wyciąga telefon i zaczyna gorączkowo go przeszukiwać. Szuka numeru do ojca Gozde, ale omyłkowo otwiera galerię zdjęć.
Zamarza.
Setki fotografii Halila. Ujęcia z pracy, z podwórza, zdjęcia robione z ukrycia, a nawet jego zdjęcia sprzed lat.
— Ona… ma obsesję na jego punkcie… — szepcze z obrzydzeniem i przerażeniem.
Przewija dalej i nagle jej oddech przyspiesza. Między zdjęciami Halila widzi fotografię czarnej koszuli — identycznej jak ta, którą miał na sobie tajemniczy szantażysta, który kilka tygodni temu groził, że jeśli nie rozwiedzie się z Halilem, jej matka nigdy nie wyjdzie z więzienia.
To nie może być przypadek.
***
Zeynep wpada do kuchni jak huragan. Arzu stoi przy blacie, krojąc ogórka, ale Zeynep chwyta ją za ramię z taką siłą, że dziewczyna aż podskakuje.
— Arzu! — woła ostro, patrząc pokojówce prosto w oczy. — Zadam ci pytania i oczekuję szczerych odpowiedzi. Natychmiast.
Arzu zesztywnieje.
— W tym domu dzieją się rzeczy, które nie są przypadkiem — kontynuuje Zeynep, a jej głos jest lodowaty, pełen napiętej wściekłości. — Popełniłaś kilka poważnych błędów. I jeśli moje podejrzenia są słuszne, nie mogłaś o nich nie wiedzieć.
Robi krok w jej stronę.
— Powiedz mi prawdę. Czy to Gozde dała ci tę koszulę, którą rzekomo znalazłaś w śmietniku?
Arzu spuszcza wzrok. Jej dłonie zaczynają drżeć.
— Arzu, patrz na mnie! — Zeynep ściska jej ramię mocniej. — Jeśli zataisz cokolwiek, będziesz jej wspólniczką. A jeśli moje podejrzenia są prawdziwe…
Jej głos łamie się od emocji i gniewu.
— …to przez Gozde Cengiz prześladował moją mamę. To przez nią moja mama trafiła do więzienia. To ona wysyłała mi groźby i to ona próbowała oddzielić mnie od Halila.
Arzu wstrzymuje oddech.
A Zeynep patrzy jej prosto w oczy — już nie prosząc o prawdę. Teraz jej żąda.
***
Gozde gorączkowo krząta się po pracowni. Otwiera szuflady, zagląda pod biurko, przesuwa stosy dokumentów, a jej oddech staje się coraz płytszy.
— Gdzie on jest? — mamrocze pod nosem, niemal drżącymi rękami odrzucając kolejne kartki na bok. — Gdzie położyłam ten telefon?!
Nagle drzwi pracowni otwierają się. Nie gwałtownie — wręcz przeciwnie — powoli, ale z taką energią, że powietrze zdaje się drżeć z napięcia.
W progu staje Zeynep.
— Jeśli szukasz swojego telefonu… znalazłam go — mówi chłodno, podając jej urządzenie.
Gozde oddycha z wyraźną ulgą.
— Dziękuję. Szukałam go już od godziny — odpowiada, a potem uśmiecha się z niepokojącą pewnością siebie. — A tak przy okazji… jeszcze raz dziękuję, że zgodziłaś się na nasz wyjazd do Stanów. Ale nie martw się. Zawsze będę przy Halilu. Nie spuszczę go z oczu.
Zeynep unosi brwi.
— Och, naprawdę?
A potem — z całej siły, z całą nagromadzoną w niej frustracją — uderza Gozde w policzek. Ostry trzask uderzenia odbija się echem od ścian pracowni.
Gozde aż odrzuca głowę, łapie się za policzek, a jej oczy rozszerzają się ze wściekłego niedowierzania.
— Od tej chwili nawet nie zbliżysz się do Halila! — mówi Zeynep lodowatym, nieznoszącym sprzeciwu tonem. — Wszystko, co zrobiłaś, wyszło na jaw! Wiem, że współpracowałaś z Cengizem, żeby nas rozdzielić! Od pierwszego dnia, gdy postawiłaś stopę na tej farmie, coś było nie tak. Nie mogłam ci zaufać. Teraz wiem dlaczego!
Zaciska pięść.
— Powiem wszystko Halilowi. Znikniesz z naszego życia raz na zawsze.
Zeynep odwraca się w stronę drzwi, ale Gozde dopada ją w sekundę.
— To się nie wydarzy! — wrzeszczy, chwytając ją za ramię.
— Wydarzy się! Halil będzie wiedział o każdym twoim kłamstwie!
— Powiem ci coś! — wybucha Gozde. — Kocham Halila! — Wbija palec w swoją pierś. — Słyszysz?! Zawsze go kochałam! Od dzieciństwa! Dorastaliśmy razem! — Jej twarz wykrzywia się z pogardy. — A ty? Ty pojawiłaś się nagle, jak czarna chmura, która zasłoniła nam słońce!
Zeynep patrzy na nią z niedowierzaniem i obrzydzeniem.
— Kim ty jesteś, żeby zabrać mi Halila? Jesteśmy małżeństwem. Kochamy się. A nawet gdyby mnie nie było — Halil nigdy nie byłby z tobą. Nigdy. Nie z kimś, kto krzywdzi innych i żyje tylko nienawiścią.
Oczy Gozde błyszczą od szału.
— Jestem dla Halila cenna!
— Tylko jako stara przyjaciółka. A kiedy Halil dowie się, co zrobiłaś, już nigdy na ciebie nie spojrzy.
Zeynep rusza do wyjścia, ale Gozde rzuca się na nią w desperacji. Szarpie ją gwałtownie. Zeynep traci równowagę — jej stopa ześlizguje się po dywanie — i…
UPADA.
Głowa Zeynep z impetem uderza w kant drewnianego krzesła. Dziewczyna osuwa się na podłogę bez życia, a jej włosy rozsypują się na dywanie jak czarna aureola.
Gozde cofa się o krok. Patrzy na ciało Zeynep i jej twarz blednie jak papier.
— N-nie… — szepcze drżącymi wargami. — Zabiłam ją…?
W panice chwyta swój telefon, wciska go do kieszeni i ucieka z pracowni, nie oglądając się za siebie.
Zostawia za sobą martwą ciszę.
I Zeynep leżącą nieruchomo na dywanie, jakby świat zatrzymał się wraz z jej oddechem.
Powyższy tekst stanowi autorskie streszczenie i interpretację wydarzeń z serialu Rüzgarlı Tepe. Inspiracją do jego stworzenia były filmy Rüzgarlı Tepe 209. Bölüm i Rüzgarlı Tepe 210. Bölüm dostępne na oficjalnym kanale serialu w serwisie YouTube. W artykule zamieszczono również zrzuty ekranu pochodzące z tych odcinków, które zostały użyte wyłącznie w celach informacyjnych i ilustracyjnych. Wszystkie prawa do postaci, fabuły i materiału źródłowego należą do ich prawowitych właścicieli.



















