Wichrowe Wzgórze odc. 363 i 364: Zeynep jest w ciąży! Songul szuka jedzenia po śmietnikach!

Zeynep ze wzruszeniem patrzy na test ciążowy.

„Wichrowe Wzgórze” – Odcinek 363: Streszczenie

Zeynep przypomina sobie, że zostawiła w lesie telefon z włączonym nagrywaniem. Ukryła go na drzewie tuż przed spotkaniem z Gozde. Mówi o tym Halilowi, który natychmiast udaje się we wskazane miejsce. Znajduje telefon, jednak spadł on z drzewa i rozbił się na kamieniu. Ekran jest popękany, a samo urządzenie nie włącza się. Halil nie poddaje się – przekazuje telefon Hakanowi i prosi go, by znalazł najlepszego specjalistę od odzyskiwania danych.

***

Halil nie może pozwolić, by Zeynep została na noc sama w celi. Inscenizuje bójkę z Hakanem, dzięki czemu trafia do sąsiedniej celi.

— Dlaczego tu jesteś? – pyta zaniepokojona Zeynep, dopadając kraty, która dzieli ich cele. — Ciebie też oczernili? Proszę, powiedz mi, że to się nie wydarzyło.

Halil wzdycha teatralnie, ale w oczach błyska mu łagodność.

— Hakan złożył na mnie skargę.

— Co?! Dlaczego miałby to zrobić?

— Cóż, moja ręka… tak jakby mimowolnie powędrowała w stronę jego twarzy…

Zeynep mruży oczy.

— Halil… ty to zrobiłeś specjalnie?

Uśmiecha się ciepło.

— Powiedziałem, że nie zostawię cię samej podczas tej burzy. I oto jestem.

Zeynep przykrywa usta dłonią.

— Wpakowałeś się do celi, żeby mnie chronić?

— Gdy ciebie nie ma, cały świat jest dla mnie więzieniem — odpowiada, dotykając jej palców przez kraty. — Ale tutaj, z tobą… nawet to miejsce jest ogrodem różanym.

Jej oczy błyszczą łzami wzruszenia. Ale w następnej chwili jej twarz poważnieje.

— Czy znalazłeś telefon? Nagranie… to nasza jedyna szansa.

— Znalazłem — mówi Halil. — Telefon jest uszkodzony, ale Hakan już nad nim pracuje. Jutro wszystko będzie gotowe. Wyjdziemy stąd razem, trzymając się za ręce.

— Wiem. Ty zawsze dotrzymujesz słowa — odpowiada, i dopiero teraz jej łzy spływają swobodnie.

Halil zamyka oczy.

— Jak mogłem być tak ślepy? Jak mogłem nie zauważyć, co Songul i Gozde knuły?

— To nie twoja wina — odpowiada miękko. — Zło rośnie w ciemności. Im bardziej kogoś trawi, tym mniej zostaje w nim człowieka. One żyły w cieniu swoich czynów… aż w końcu same w nim zginęły.

Halil zdejmuje płaszcz i podaje go Zeynep przez kraty.

Siadają obok siebie, a ich ramiona stykają się przez kraty. Za oknem grzmi, a światło błyskawic rozświetla ich twarze.

Halil bierze głęboki wdech i zaczyna śpiewać cicho, jakby chciał otulić ją swoim głosem.

Zeynep, czy w twojej krwi jest taka uroda?
W twoim ogrodzie kwitną róże w tylu kolorach.
W przeddzień świąt, w czasie wielkiej radości.

Zeynep moja, Zeynep, czerwonowstążkowa Zeynep,
Wśród pięciu wiosek jesteś tą najsłynniejszą.

Zrobiłem dla Zeynep grzebień ze złota,
Czesz nim włosy, odgarnij je na bok.
Nie mogę do niej pójść — drogi do niej są zbyt dalekie.

Zeynep moja, Zeynep, czerwonowstążkowa Zeynep,
Wśród pięciu wiosek jesteś tą najsłynniejszą.

Liść wierzby jest delikatny, delikatny,
Wewnątrz płonę, choć na zewnątrz jestem chłodny.
Zeynep w tym tygodniu wydano za mąż.

Zeynep moja, Zeynep, czerwonowstążkowa Zeynep,
Wśród pięciu wiosek jesteś tą najsłynniejszą.

W dole Kangal jest wioska Mamaş,
Głęboka jest ich studnia, zimna ich woda.
Wśród wszystkich piękności najpiękniejszy charakter ma Zeynep.

Zeynep moja, Zeynep, czerwonowstążkowa Zeynep,
Wśród pięciu wiosek jesteś tą najsłynniejszą.

Jego śpiew jest miękki, ciepły, kojący jak dotyk dłoni.

Zeynep opiera głowę o chłodne kraty. Jej oczy powoli się zamykają, a oddech staje się spokojniejszy.

W końcu zasypia — w cieniu burzy, ale w objęciach głosu mężczyzny, którego kocha.

***

Nazajutrz Halil odzyskuje wolność po wycofaniu skargi przez Hakana. Wspólnie opracowują skuteczną zasadzkę na Fikreta, zaufanego człowieka Songul. Jego zeznania okazują się kluczowe, dzięki czemu Zeynep zostaje oczyszczona z zarzutów i wraca do domu. Halil dotrzymał danego jej słowa.

„Wichrowe Wzgórze” – Odcinek 364: Streszczenie

Mijają dwa tygodnie. Słońce wlewa się do pokoju złotymi smugami, a Zeynep pochyla się nad klatką z kanarkami. Ptaki ćwierkają radośnie, jakby i one wiedziały, że ich opiekunka odzyskała spokój. Jej twarz jaśnieje łagodnym uśmiechem, a w jej ruchach widać lekkość, której tak długo nie miała.

Do pokoju wchodzi Halil. Przez chwilę stoi w progu, patrząc na Zeynep z czułością, jakby każdy jej oddech był dla niego bezcenny. Potem powoli podchodzi, oplata ramionami jej talię i przyciąga ją do siebie.

– Gdybym miał tysiąc żyć – szepcze przy jej uchu – poświęciłbym je wszystkie, tylko po to, by zobaczyć twój uśmiech.

Zeynep odwraca głowę w jego stronę, a w jej oczach błyska miękki blask.

– Masz na myśli to piękne życie, które spędzimy razem? – pyta, uśmiechając się nieco zalotnie.

Halil delikatnie przesuwa dłonią po jej policzku.

– Piękne i długie życie – odpowiada. – Razem. Oko w oko, ramię w ramię… zawsze z miłością.

Pochyla się i składa na jej policzku krótki, ale pełen uczuć pocałunek, jakby potwierdzał wszystko, co właśnie powiedział.

Przez chwilę po prostu stoją w ciszy, kołysani śpiewem ptaków.

– Wybierasz się gdzieś? – pyta Zeynep, zauważając, że mąż zerka w stronę drzwi.

– Tak – przytakuje Halil, prostując się z powagą. – Jadę na komisariat. Ta kobieta musi zostać odnaleziona i aresztowana. Dopóki jej nie złapią, nie zaznam spokoju.

Zeynep marszczy brwi, delikatnie zaniepokojona.

– Gdzie ona może teraz być?

Halil wypuszcza powoli powietrze, a w jego oczach pojawia się twardy błysk determinacji.

– Jeszcze nie wiem – mówi cicho, ale stanowczo. – Ale dowiem się. Muszę.

A kiedy ją odnajdą… Songul w końcu trafi tam, gdzie od dawna było jej miejsce – do więzienia. I to na bardzo długo.

Zeynep patrzy na niego z mieszanką ulgi i troski. Halil delikatnie ujmuje jej dłoń i ściska ją, jakby składał obietnicę, której nie zamierza złamać.

***

Songul błąka się bez celu po ulicach miasta. Jej ubrania są poszarpane, przesiąknięte brudem i wilgocią, włosy sklejone, a twarz ziemista i wychudzona. Od dwóch tygodni nie wzięła prysznica. Z dawnego luksusu, który kiedyś ją otaczał, nie zostało absolutnie nic.

Nic… poza perłowym naszyjnikiem.

Naszyjnikiem, który teraz połyskuje przy jej szyi jak relikt utraconego świata, groteskowo kontrastując z jej nędznym wyglądem. Trzyma się go kurczowo – jak talizmanu, jak jedynego dowodu, że kiedyś była kimś.

Zagląda do kontenera na śmieci. Zanurza się w nim, przerzucając kartony, resztki, spleśniałe jedzenie. Znajduje kawałek twardej, suchej bułki. Chwyta ją drżącymi palcami i je łapczywie, jak wygłodniałe zwierzę.

Łzy spływają po jej policzkach, rozmazując brud, tworząc na skórze ścieżki jak po zniszczonej mapie. Jej ramiona drżą, a oddech załamuje się, jakby każdy kolejny był walką o przeżycie.

Świat wokół niej rozpada się na kawałki.

Ale wtedy jej dłoń dotyka chłodnych pereł.

Zatrzymuje oddech. Podnosi naszyjnik, jakby był świętością. Coś w jej oczach błyska – szaleństwo, nadzieja, rozpacz? Wszystko naraz.

Nagle śmieje się. Najpierw cicho, potem coraz głośniej, aż echo tego śmiechu odbija się od brudnych murów, brzmiąc jak pęknięcie.

– Najważniejsze, że jesteś ze mną… – szepcze, gładząc perły tak delikatnie, jakby głaskała dziecko. – Mój skarb… mój jedyny. Nie oddam cię nikomu. Nigdy.

W jej głosie brzmi determinacja – ta twarda, niebezpieczna, rodząca się na granicy obłędu.

Jak Sméagol chronił swój pierścień, tak ona chroni naszyjnik.

Jedyny łącznik z przeszłością.

Jedyny dowód na to, że to ona powinna była zwyciężyć.

Jedyny punkt, który trzyma ją przy resztkach zdrowych zmysłów.

W chwili gdy ociera oczy, jej wzrok pada na zmiętoloną gazetę leżącą na chodniku. Zatrzymuje się. Pochyla. Prostuje papier.

I wtedy widzi twarz.

Twarz kobiety, której nienawidzi bardziej niż kogokolwiek na świecie.

Zeynep.

Obok niej – Halil. Uśmiechnięci. Spokojni. Nietknięci piekłem, które ona przeżywa.

Nad nimi wielki tytuł:

„PRAWDA WYSZŁA NA JAW”

A pod nim:

„Zeynep Firat, oskarżoną o morderstwo, uniewinniono na podstawie zeznań Fikreta Şabana.
Prawdziwa morderczyni, Songul Taşer, jest aktualnie poszukiwana.”

Songul najpierw zastyga. Potem jej twarz zmienia się jak maska – z niedowierzania w czystą, palącą wściekłość.

Gazeta w jej rękach drze się na strzępy w ułamku sekundy.

– Nienawidzę cię, Zeynep! – krzyczy, a jej głos pęka od furii. – Nienawidzę! – Rzuca papier na ziemię i depcze go jak w transie. – Ale to jeszcze nie koniec! Słyszysz?! To jeszcze nie koniec! – Jej oczy nabierają demonicznego blasku. – Dopóki żyję, nie zaznasz spokoju. Zapłacisz, Zeynep… za wszystko. Za wszystko!

Słowa rozbrzmiewają w pustej ulicy jak przekleństwo, jak obietnica zemsty, która dopiero zaczyna nabierać kształtu.

***

Zeynep od kilku dni czuje się inaczej. Jest zmęczona, senna, a poranki przynoszą dziwne zawroty głowy. Słowa matki wracają do niej jak echo:

„Może jesteś w ciąży, córko?”

Myśl, która wcześniej wydawała jej się zbyt śmiała, teraz nie opuszcza jej ani na chwilę. W drżących dłoniach trzyma test ciążowy. Odkłada go na półkę i zaczyna nerwowo przechadzać się po pokoju.

— Czy to możliwe? Czy naprawdę…? — szepcze do siebie, nie mogąc uspokoić biegnących myśli.

Czas wlecze się niemiłosiernie. W końcu bierze głęboki, pełen napięcia oddech i podnosi test.

Dwie czerwone kreski.

Na moment zamiera — jakby cały świat zatrzymał się wraz z jej oddechem. Potem jej dłoń powoli unosi się i ląduje na brzuchu, jakby dotykając czegoś kruchego, świeżego, jeszcze nienazwanego.

Po jej policzku spływa pojedyncza łza. A potem kolejna.

— Jestem… w ciąży. — Jej głos załamuje się od szczęścia. — Będę mamą…

W jej oczach pojawia się blask, którego nie miała od tygodni. To nie jest zwykła radość — to czyste, pełne światła wzruszenie.

Z bijącym sercem sięga po telefon i wybiera numer męża.

— Halilu… kiedy wrócisz? — pyta, starając się ukryć drżenie głosu.

— Wyskoczyła mi pilna sprawa — odpowiada mężczyzna. — Będę w domu za kilka godzin. Wszystko w porządku?

Zeynep przełyka śmiech i łzy jednocześnie.

— Tak. Nie martw się. Porozmawiamy, kiedy wrócisz.

— Do zobaczenia, piękna.

Odkłada telefon, a jej serce niemal unosi się z piersi. Nawet kanarki w klatce zdają się to wyczuwać — zaczynają ćwierkać głośniej, radośniej, jakby świętowały razem z nią.

Zeynep podchodzi do klatki.

— Cicek, jestem taka szczęśliwa… — mówi, uśmiechając się przez łzy. — Zostanę mamą, a Halil zostanie tatą. — Przykłada dłoń do klatki piersiowej, czując, jak serce bije jej szybciej. — Ale jak mu to powiem? To musi być wyjątkowe… zaskoczę go.

Siada przy biurku, wyciąga elegancką kartkę i zaczyna pisać list — każde słowo płynie prosto z serca. Gdy kończy, składa papier starannie, jakby trzymała w dłoni najważniejszą wiadomość swojego życia.

Chowa list do małego, czarnego pudełeczka. Ozdabia je delikatną, przezroczystą fioletową wstążką.

Patrzy na pudełko, uśmiecha się szeroko i szepcze:

— To będzie najpiękniejsza niespodzianka, jaką kiedykolwiek mu zrobiłam.

***

W rezydencji rozlega się dźwięk dzwonka. Zeynep, przekonana, że to Halil wrócił wcześniej, zbiega po schodach niemal biegiem. Otwiera drzwi z uśmiechem, który natychmiast gaśnie.

Przed wejściem stoją dwaj policjanci. Ich twarze są poważne, a postawa sztywna, jakby każde słowo miało ważyć więcej niż powinno.

— Pani Zeynep Firat? — pyta jeden z nich.

— Tak… to ja. — Zeynep marszczy brwi, zaskoczona. — O co chodzi?

Policjant wymienia szybkie spojrzenie ze swoim partnerem.

— Chcemy przyjąć od pani zeznania w związku z morderstwem Gozde Saner. Musi pani pojechać z nami na komisariat.

Zeynep czuje, jak coś zimnego sunie jej po kręgosłupie.

— Ale ja… przecież już składałam zeznania. Czy pojawił się jakiś nowy problem?

Głos funkcjonariusza staje się nieco łagodniejszy, choć nadal oficjalny:

— Proszę się nie martwić, pani Zeynep. W sprawie pojawiły się nowe informacje. To rutynowa procedura, musimy z panią porozmawiać.

Zeynep automatycznie sięga po telefon, chcąc zadzwonić do męża. Mężczyzna jednak nie odpowiada.

Dlaczego nie odbierasz?

Klatka piersiowa Zeynep ściska się lekko, jakby jakaś niewidzialna dłoń próbowała zatrzymać oddech. Ale nie ma wyboru. Policjanci czekają.

Zakłada płaszcz, choć ręce drżą jej lekko. Jeszcze raz spogląda w głąb domu — ciepłego, bezpiecznego, napełnionego nadzieją na nowe życie — jakby podświadomie czuła, że przekracza próg w chwili, która znów odmieni wszystko.

— Dobrze… pójdę z wami.

Drzwi rezydencji zamykają się za jej plecami ciężkim, złowieszczym trzaskiem.

***

Wszystko okazuje się perfidną pułapką.

Zeynep, przekonana, że jedzie na komisariat, dopiero po dłuższej chwili orientuje się, że samochód skręca w zupełnie inną stronę. Zanim zdąży zapytać, co się dzieje, kierowca blokuje drzwi, a drugi z „policjantów” celuje w nią bronią.

Chwilę później znajdują się w gęstym lesie. Tam, w półmroku, czeka Songul — trzyma pistolet wymierzony prosto w jej głowę.

Jej oczy błyszczą niezdrowym, fanatycznym blaskiem.

— Myślałaś, że mnie pokonałaś? — syczy z uśmiechem, w którym nie ma ani odrobiny człowieczeństwa. — Ale popatrz… to ty klęczysz przede mną, Zeynep Aslanli. Ty. A ja jestem tu, by zakończyć twoją historię. Nadszedł czas na moją zemstę. To twój koniec.

Zeynep patrzy na nią szeroko otwartymi oczami, próbując uspokoić oddech.

Songul zaciska palec na spuście. Przez sekundę wydaje się, że zaraz pociągnie za spust.

Ale nagle jej twarz zmienia wyraz.

Opuszcza broń.

— Nie. Taka śmierć byłaby dla ciebie zbyt łaskawa. — Odwraca się lekko. — Zabierzcie ją do środka.

Fałszywi policjanci brutalnie podnoszą Zeynep i ciągną w stronę starej, drewnianej chaty. W środku popychają ją na krzesło, krępują ramiona sznurami i wychodzą.

Na kilka sekund zapada martwa cisza.

Drzwi skrzypią. Wchodzi Songul.

W dłoni trzyma długi myśliwski nóż. Obraca go powoli, jakby podziwiała własne odbicie w metalowej powierzchni. Przejeżdża paznokciem po ostrzu — dźwięk sprawia, że Zeynep aż drży.

— Chcesz umrzeć od noża, tak jak Gozde? — pyta, zbliżając się krok po kroku.

— Wypuść mnie! — Zeynep próbuje zachować opanowanie. — Halil cię znajdzie i rozliczy za wszystko. To jego będzie mi żal… nie ciebie.

Kącik ust Songul drga w drapieżnym uśmiechu.

— Skoro nalegasz… niech to będzie nóż.

Przykłada czubek ostrza do brody Zeynep i powoli przesuwa go w dół. Zeynep zaczyna drżeć, a gdy ostrze dociera do okolicy brzucha, jej głos pęka:

— Błagam… nie rób tego!

Songul przystaje. Mruży oczy.

— Ty… jesteś w ciąży? — Z jej twarzy znika maska opanowania, ustępując miejsca czystemu gniewowi. — Odpowiedz!

Unosi nóż, jakby miała go wbić.

— Nie! Nie rób tego! — Zeynep szlocha. — Tak… jestem w ciąży!

Nóż wypada z dłoni Songul i wbija się w podłogę. Kobieta jednak natychmiast bierze zamach otwartą dłonią i z całej siły policzkuje Zeynep.

Coś wypada z kieszeni Zeynep i toczy się po podłodze — małe czarne pudełeczko przewiązane fioletową wstążką.

Songul pochyla się po nie z zaciekawieniem. Otwiera. W środku znajduje się list.

Czyta go na głos z szyderczą powolnością.

Cieszę się, że mogę przekazać ci tę nowinę, Halilu. Zostaniesz tatą. Kiedy dziecko pojawi się w naszym życiu, staniemy się kompletną rodziną, taką, o jakiej zawsze marzyłeś.

Songul zaciska kartkę w pięść. Jej twarz zmienia się w maskę czystego szału.

— A więc… przyszły ojciec jeszcze nic nie wie. — Uśmiecha się złowieszczo. — Nie martw się. Nie popsuję mu tej niespodzianki.

Nachyla się nad Zeynep tak blisko, że ich nosy niemal się stykają. W jej oczach tańczy obłąkańczy błysk.

— Przekażemy mu tę nowinę w sposób, którego nigdy… przenigdy nie zapomni.

Powyższy tekst stanowi autorskie streszczenie i interpretację wydarzeń z serialu Rüzgarlı Tepe. Inspiracją do jego stworzenia były filmy Rüzgarlı Tepe 211. Bölüm i Rüzgarlı Tepe 212. Bölüm dostępne na oficjalnym kanale serialu w serwisie YouTube. W artykule zamieszczono również zrzuty ekranu pochodzące z tych odcinków, które zostały użyte wyłącznie w celach informacyjnych i ilustracyjnych. Wszystkie prawa do postaci, fabuły i materiału źródłowego należą do ich prawowitych właścicieli.

Podobne wpisy