„Wichrowe Wzgórze” – Odcinek 366: Streszczenie
Halil, mokry od potu i brudu lasu, dociera w końcu do opuszczonej chaty. Serce tłucze mu się w piersi jak szalone — czuje, że jest blisko. Po chwili odnajduje ją: Zeynep. Leży bezwładnie, z głową opartą o bok krzesła, do którego wciąż jest przywiązana. Jest blada, a jej usta mają sinawy odcień.
— Zeynep… — wyszeptuje drżącym głosem, opadając przy niej na kolana.
Przykłada dwa palce do jej szyi. Puls. Słaby, ale jest. Przez jego ciało przebiega fala ulgi tak silna, że przez sekundę musi zamknąć oczy, by nie stracić równowagi. Szybko rozwiązuje sznury, które wrzynały się w jej nadgarstki, po czym delikatnie bierze ją w ramiona.
W tym właśnie momencie słyszy metaliczny trzask za sobą. Drzwi zamykają się z impetem, a po chwili — klik! — kłódka opada na miejsce. Halil odwraca się gwałtownie.
Za brudnym, zabitym deskami oknem dostrzega sylwetkę Songul.
— Wiedziałam, że przyjdziesz — mówi z uśmiechem, który bardziej przypomina maskę szaleństwa niż triumf. — Wiedziałam, że rzucisz wszystko, żeby ją odnaleźć.
Podnosi głos, by miał pewność, że każde słowo do niego dotrze.
— Będziesz patrzył, jak twoja żona i twoje dziecko umierają! — krzyczy z dziką satysfakcją. — Poczujesz ten sam ból, który mnie pożerał latami! Może wtedy wreszcie zrozumiesz… choć odrobinę…
— Otwórz te drzwi! — ryczy Halil, waląc pięścią w drewniane deski. — Słyszysz?! Otwórz je albo przysięgam, że za to zapłacisz!
Nie słyszy jednak żadnej odpowiedzi. Songul odeszła.
***
Halil wciąga głęboko powietrze i zmusza ciało do opanowania. Nie ma czasu na panikę. Ostrożnie kładzie Zeynep na podłodze, odrywa od niej wzrok tylko na tyle, by wyszukać materiał nadający się na opaskę uciskową. Zdejmuje szalik i mocno przewiązuje ramię żony, by zatamować krwawienie.
— Wytrzymaj, moja miłości — szepcze, z determinacją, która trzyma go przy życiu.
Sięga po znaleziony w kącie łom. Uderza nim w drzwi raz, drugi, trzeci — drewno pęka z hukiem. Za czwartym razem zawiasy odskakują, a drzwi opadają na ziemię.
Chwyta Zeynep na ręce i rusza przez las, nie oglądając się, choć ciało pali go z wyczerpania. Na drodze pojawia się samochód. Zamachuje ręką, krzycząc o pomoc. Kierowca hamuje gwałtownie i opuszcza szybę.
— Szpital! Natychmiast! — woła Halil.
***
Drzwi szpitala rozsuwają się z sykiem, gdy Halil wbiega do środka, niosąc Zeynep jak najcenniejszy skarb. Krzyczy o pomoc, a lekarze od razu przejmują dziewczynę i pędzą z nią na salę operacyjną.
Halil stoi na korytarzu, oszołomiony, drżąc z adrenaliny. Bez wahania zgadza się oddać krew. Gdy kończy, jest blady, słaby, ale pozostaje na nogach — sama siła woli trzyma go przy życiu.
Telefon w jego kieszeni zaczyna wibrować. To Gulhan.
— Halil… — mówi drżącym głosem. — Arzu właśnie wyszła spotkać się z naszą ciocią. Słyszałam ich rozmowę. Mają spotkać się na zboczu przy młynie. Musisz tam jechać. Szybko!
— Dobrze, siostro, zrozumiałem. — Rozłącza się i zwraca do Hakana, który stoi tuż obok: — Wiem, gdzie ukrywa się ciotka. Jadę tam. Daj mi kluczyki.
Hakan podaje mu je od razu, choć jego twarz wyraża głębokie zmartwienie.
— Halil… dopiero co oddałeś krew. Po drodze może ci się zrobić słabo. To niebezpieczne.
— Nic mi nie będzie — odpowiada Halil twardo, jakby siła jego słów miała zmusić ciało do posłuszeństwa. — Nie zatrzymam się, dopóki ona nie stanie przed sądem za to, co zrobiła. Daj znać, jeśli coś się wydarzy. I natychmiast powiadom policję.
Odwraca się, zaciska pięść i szybkim, zdecydowanym krokiem rusza do wyjścia, gotów dokończyć to, co zaczął.
***
Arzu idzie wąską ścieżką przez las. Słychać trzaski gałęzi pod jej stopami, a chłód jesiennego popołudnia przenika przez cienki sweter. W dłoni zaciska torebkę wypełnioną kosztownościami zabranymi z sejfu. Jej oddech jest szybki, niespokojny. Wie, że wkroczyła w coś niebezpiecznego.
Nagle z lewej strony, niczym cień odrywający się od pnia drzewa, wyskakuje Songul. Ubrana w ciemną pikowaną kurtkę, czarne spodnie i głęboko nasuniętą czapkę, wygląda jak ktoś, kto nie chce, by ktokolwiek rozpoznał jej twarz.
— Myślałam, że nie przyjdziesz, Arzu! — syczy z wściekłością. Jej ręce natychmiast sięgają po torebkę. — Daj mi to! Natychmiast!
Arzu cofa się jednak o krok. Nagle, zdecydowanym ruchem, rzuca torebkę na ziemię. Z jej rękawa wysuwa się duży, myśliwski nóż. Unosi go, drżąc, ale z determinacją, której Songul nie spodziewała się po pokojówce.
— Co ty wyprawiasz, Arzu?! — pyta Songul, przerażona bardziej, niż stara się to okazać.
— Wiem wszystko — odpowiada Arzu, a jej głos drży od bólu i gniewu. — Wiem, że kazałaś zabić moją ciocię i kuzynkę. Canan była moją ciocią! Asu była moją kuzynką! — Łzy napływają jej do oczu. — To ty byłaś tą panią domu, o której mówiła ciocia. Ten naszyjnik był twoim sekretem! Zostaniesz ukarana za wszystko, co zrobiłaś. Zachowywałaś się jak potwór wobec pani Zeynep, która niczemu nie zawiniła. A moja ciocia… — jej głos załamuje się. — Myślałam, że po prostu mnie zostawiła. Że wyjechała. A ona… ona nie żyje przez ciebie! Nie ma nawet grobu!
Zaciska mocniej rękę na rękojeści noża i podchodzi bliżej.
— Ty… nie zasługujesz na życie!
Rzuca się na Songul, celując w serce. Songul jednak w ostatniej chwili chwyta ją za nadgarstek. Obie upadają na ściółkę, walcząc zaciekle. Piasek i liście sypią się wokół nich.
— Słuchaj mnie! — wrzeszczy Songul, z trudem odpierając atak. — To nie jest tak, jak myślisz! Nie chciałam skrzywdzić twojej ciotki ani kuzynki!
— Kłamiesz! — wrzeszczy Arzu, napierając mocniej. — Zabrałaś życie tylu osobom! Jedną z twoich ofiar był właściciel tego sztyletu — biedny Ihsan Firat! — Jej oczy błyszczą szaleństwem. — Umrzesz od tego, czym zabijałaś innych!
Nóż zbliża się coraz bardziej do gardła Songul. Jeszcze tylko centymetr…
Nagle ktoś chwyta Arzu za rękę i odciąga ją z ogromną siłą.
Arzu odwraca głowę, dysząc ciężko.
To Halil.
— Panie Halilu! — krzyczy Arzu, rozpaczliwie wskazując na Songul. — Ona zabiła moją ciocię i kuzynkę! Proszę… pozwól mi ją zabić! Ona na to zasługuje!
Halil jednym ruchem odbiera jej nóż, wyrzucając go w bok. Songul pada u jego nóg, kurczowo obejmując jego łydkę.
— Halilu… — łka, drżąc cała. — Przepraszam… błagam… wybacz mi… Ja już wszystko zrozumiałam…
Halil patrzy na nią z lodowatą wściekłością. Odpycha ją brutalnie.
— Zamknij się! — ryczy. — Śmierć byłaby dla ciebie nagrodą! A ty nie zasługujesz na nagrodę! Nie umrzesz, dopóki nie odpowiesz za wszystkie swoje zbrodnie.
Songul drży jak osaczona, ranna zwierzyna.
— Ja też zrobiłam to z miłości… tak jak ty… — szepcze, rozpaczliwie próbując złapać jego spojrzenie.
— Milcz! — Halil przechodzi o krok w przód. — Ja nigdy nie zniszczyłem czyjejś rodziny z powodu swojej miłości! Nie skrzywdziłem nikogo niewinnego! A ty… ty doprowadziłaś do tego, że mojego ojca nazwano złodziejem! On umarł przez ciebie w więzieniu! Moja mama zmarła ze złamanym sercem! Ukradłaś nam dzieciństwo, rozumiesz?!
Songul nagle prostuje się, jakby te słowa ją ożywiły.
— Chroniłam cię! — krzyczy. — Wychowałam cię! Ty byłeś wszystkim, co miałam! A co zrobiłeś? Zakochałeś się w córce naszych wrogów! Twoje małżeństwo zniszczyło całe moje życie!
Halil zrywa perłowy naszyjnik z jej szyi i rzuca go w pył.
— Nie ma żadnych „nas”! Nigdy nie było!
Songul wyciąga do niego ręce, rozpaczliwa, blada, zapłakana.
— Jestem twoją ciocią… twoją rodziną… Jestem dla ciebie jak matka…
Halil podchodzi bliżej. Jego twarz jest kamienna.
— Jak matka? — powtarza prześmiewczo. — Jesteś tylko zdradziecką kobietą, która ukradła mi dzieciństwo. Zrujnowałaś moje życie. Moja żona i moje dziecko walczyli o życie, a ty śmiesz mówić o miłości?! Jesteś zdrajcą!
Popycha ją jeszcze raz — mocno. Songul pada na ściółkę, zalewając się bezradnymi łzami.
W tej chwili na drogę wjeżdża radiowóz. Dwóch policjantów wysiada i zbliża się szybko.
Halil chwyta Songul za ręce i podnosi ją brutalnie.
— Halil, proszę… nie rób tego… — błaga rozpaczliwie, próbując się wyswobodzić.
Ale on nie ma już w sobie ani grama litości.
Oddaje ją policjantom. Zakuwają ją w kajdanki. Arzu również zostaje zatrzymana — wciąż drży, wciąż płacze.
— Ja nic nie zrobiłam! — protestuje rozpaczliwie Arzu. — To ona! To ona jest morderczynią!
Halil zwraca się do komisarza. Jego głos jest spokojny, choć w oczach widać burzę.
— Pracowała na mojej farmie — mówi o Arzu. — Ukradła biżuterię mojej siostry. Składam na nią skargę.
A potem, gdy policjanci prowadzą dwie kobiety w stronę radiowozu, Halil stoi nieruchomo, jakby patrzył w głąb nocy — pełen gniewu, żalu i ciężaru prawdy, która właśnie się odsłoniła.
***
Halil wraca do szpitala, czując, jak napięcie oplata mu ciało niczym stalowa obręcz. Korytarz jest jasny, sterylny, ale dla niego każda sekunda oczekiwania zamienia się w mękę. Kiedy siada na krześle, telefon w jego kieszeni wibruje.
Otwiera wiadomość — i jego serce zamiera.
Moja córka, Gözde, umarła przez ciebie, Halilu. Firatowie będą cierpieć tak jak ja. Nie spodziewasz się, kiedy i z której strony uderzę.
Halil wpatruje się w ekran, a jego twarz twardnieje. Gniew miesza się z poczuciem nadciągającego zagrożenia.
Hakan, stojący kilka kroków dalej, od razu to dostrzega.
— Szefie? Coś się stało? — pyta ostrożnie, ale z wyczuwalną troską.
Halil odrywa wzrok od telefonu. Mówi cicho, ale stanowczo, jak człowiek, który wie, że zaczyna się kolejna bitwa.
— To Muzaffer… ojciec Gözde. — Przesuwa dłonią po twarzy, jakby próbował zetrzeć z niej cień groźby. — Obwinia mnie za jej śmierć. Pisze, że będzie chciał się zemścić. — Spogląda Hakanowi prosto w oczy. — Posłuchaj mnie uważnie. Zwiększ ochronę w szpitalu i wokół rezydencji. Natychmiast.
— Oczywiście, Halilu — odpowiada Hakan bez wahania. — Zaraz to załatwię.
Oddala się, wyciągając telefon, a Halil ponownie zostaje sam — tylko on, ciężar odpowiedzialności i echo groźby, które wciąż brzmi mu w głowie.
Wtedy otwierają się drzwi sali. Wychodzi z nich lekarka.
Halil zrywa się na równe nogi.
— Jak czuje się moja żona? — pyta, nie kryjąc emocji.
Lekarka uśmiecha się lekko.
— Pani Zeynep odzyskała przytomność. Jej stan jest stabilny, czuje się dobrze.
Halil zamyka oczy na sekundę, jakby słowa lekarki były wodą, którą gasi pragnienie jego duszy.
— A… nasze dziecko? — wydusza, łamiącym się głosem.
— Z dzieckiem również jest wszystko w porządku — odpowiada kobieta łagodnie. — Oboje są bezpieczni.
Halil wypuszcza powietrze, jakby ktoś właśnie zdjął z jego ramion ciężar całego świata.
— Bogu niech będą dzięki — szepcze z ulgą. — Mogę ją zobaczyć?
— Oczywiście. Możesz wejść — potwierdza lekarka z ciepłym uśmiechem.
— Dziękuję — mówi głęboko, szczerze, jakby wdzięczność mogła wypełnić cały korytarz.
Chwilę później otwiera drzwi do sali. Zatrzymuje się w progu. Widok jego żony — żywej, oddychającej, patrzącej w jego stronę — sprawia, że w oczach pojawiają mu się łzy ulgi. Przez moment stoi nieruchomo, jakby bał się, że obraz zniknie, jeśli mrugnie.
W końcu rusza do niej, wolno, ale pewnie. Kuca przy łóżku i delikatnie dotyka jej policzka.
— Dzięki Bogu… wszystko z tobą dobrze — mówi cicho, głosem pełnym miłości i drżenia.
Zeynep uśmiecha się słabo, ale szczerze.
— Wszystko w porządku, tato… — odpowiada łagodnie. — Nasze dziecko będzie zawsze bezpieczne, bo ma takiego ojca jak ty.
Słowo „tato” trafia Halila prosto w serce.
Pochyla głowę, wpatrując się w nią intensywnie.
— Jesteś dla mnie wszystkim — wyznaje bez wahania.
Nagle na twarzy Zeynep pojawia się cień niepokoju.
— Tamta kobieta… Songul… co się z nią stało?
Halil zaciska szczękę, ale obejmuje jej dłoń.
— W końcu ją złapaliśmy — mówi stanowczo. — Odpowie za wszystko. Możesz być spokojna, moja miłości.
Zeynep zamyka oczy, wreszcie pozwalając sobie odetchnąć — choć oboje wiedzą, że zagrożenie jeszcze nie minęło.
***
Songul zostaje wepchnięta do chłodnej, betonowej celi. Drzwi zamykają się za nią ciężkim metalicznym trzaskiem. Dopiero po sekundzie orientuje się, że nie jest tu sama.
W rogu, siedząc na ławce, z pochyloną głową, znajduje się Arzu. Kiedy policjant opuszcza pomieszczenie, pokojówka powoli podnosi wzrok. Jej spojrzenie jest ostre, nienawistne, pozbawione choćby cienia współczucia.
Arzu wstaje. Kroki odbijają się echem od murów celi.
Songul cofa się pod ścianę.
— Nie podchodź, Arzu! — ostrzega, unosząc drżące ręce. — Nie zbliżaj się, bo zacznę krzyczeć!
Arzu uśmiecha się krzywo, chłodno.
— Och, biedactwo… — mówi z jadowitą słodyczą. — Wszystko to zrobiłaś z powodu swojej chorej, obsesyjnej miłości, prawda? Wiesz, że gdyby nie pan Halil, już dawno byś nie żyła? — Robi krok naprzód. — Ale widzisz… los znów oddał cię w moje ręce.
Songul próbuje odejść, ale nie ma dokąd. Ściana za plecami jest lodowata.
Arzu rusza jak drapieżnik — szybka, zdecydowana, pełna gniewu.
Niczym zawodowy bokser wymierza cios prosto w twarz Songul. Ta pada ciężko na kolana. Zanim zdąży wejść w jakąkolwiek ochronną pozycję, Arzu kopie ją w bok i z całej siły rzuca na ścianę.
— Agh! — Songul krzyczy z bólu, ale nie ma czasu na oddech.
Arzu uderza ją ponownie, raz za razem. Songul próbuje zasłonić się rękami, pełza wzdłuż ściany, chcąc uciec przed kolejnym ciosem, ale Arzu nie daje jej najmniejszej szansy.
— POMOCY! RATUNKU! — wrzeszczy Songul, a jej głos odbija się echem w korytarzu. — RATUNKU!
To tylko bardziej nakręca Arzu.
Łapie Songul za szyję oburącz i zaciska palce tak mocno, że jej kciuki bieleją.
— Za wszystko… — syczy Arzu. — Za KAŻDĄ osobę, którą skrzywdziłaś… ZAPŁACISZ!
Songul szarpie się, próbuje odsunąć jej dłonie, ale zaczyna brakować jej powietrza. Jej twarz czerwienieje, a oddech grzęźnie w gardle. Wydaje z siebie tylko zachrypiałe:
— Puść… mnie…
W tej samej chwili do celi wpada dwóch policjantów. Szarpią Arzu, odciągając ją siłą. Mimo to przez chwilę próbuje wciąż dosięgnąć Songul, jakby nie była w stanie odpuścić.
Songul osuwa się na podłogę, kaszląc i trzymając się za szyję. Policjanci natychmiast wynoszą ją z celi, półprzytomną, całą posiniaczoną.
Arzu krzyczy za nią przez kraty, dysząc ciężko, roztrzęsiona z wściekłości.
— Nie wyjdziesz już NIGDY! — wrzeszczy. — Za wszystko zapłacisz! Za wszystko, co zrobiłaś, dostaniesz dożywocie!
Jej głos odbija się od murów, przeszywając ciemny korytarz jak ostrze — a echo jej słów brzmi jeszcze długo po tym, jak Songul znika za drzwiami.
Powyższy tekst stanowi autorskie streszczenie i interpretację wydarzeń z serialu Rüzgarlı Tepe. Inspiracją do jego stworzenia były filmy Rüzgarlı Tepe 212. Bölüm i Rüzgarlı Tepe 213. Bölüm dostępne na oficjalnym kanale serialu w serwisie YouTube. W artykule zamieszczono również zrzuty ekranu pochodzące z tych odcinków, które zostały użyte wyłącznie w celach informacyjnych i ilustracyjnych. Wszystkie prawa do postaci, fabuły i materiału źródłowego należą do ich prawowitych właścicieli.















