Panna młoda odc. 28: Poświęcenie Hancer na marne! Derya trwoni każdy grosz!

Derya z dumą pokazuje złote bransoletki.

„Panna młoda” Odc. 28 – streszczenie

Derya siedzi naprzeciwko Hancer, z założonymi rękami, napięta i zmęczona. W jej spojrzeniu miesza się chciwość z lękiem o jutro. Hancer bierze głęboki oddech, jakby podejmowała jedną z najważniejszych decyzji w życiu.

— Dam ci kartę — mówi w końcu spokojnie, choć w jej głosie słychać ciężar odpowiedzialności. — Spłać nią wszystkie długi. Każdy jeden. — Zaciska palce na kolanach. — Chcę, żeby mój brat wreszcie mógł oddychać spokojnie. Bez strachu, bez windykatorów, bez policji.

Derya unosi brew, ale milczy.

— Potem — ciągnie Hancer — otworzę mu nowy sklep. Mniejszy, bez ryzyka. I kupię mu używany samochód, żeby mógł pracować i normalnie funkcjonować.

— Oczywiście — parska Derya z ironią. — A ja przy okazji kupię sobie willę z widokiem na Bosfor… — Kręci głową. — Ty naprawdę wierzysz, że milion wystarczy? Na długi, odsetki, kary? I jeszcze samochód?

Pochyla się do przodu.

— Słuchaj, Cemil już raz otworzył sklep — mówi ostrzej. — I zadłużył nas na dwa pokolenia. Ty mówisz o nowym początku, a ja widzę tylko kolejną katastrofę.

Hancer nie odwraca wzroku.

— Nie liczyłam co do grosza — przyznaje szczerze. — Ale wierzę, że milion wystarczy. — Jej głos staje się twardszy. — Bratowo, zajmij się tym jeszcze dziś. Weź kartę i spłać wszystkie długi. Chcę, żeby to się skończyło. Raz na zawsze.

Derya milknie na chwilę, po czym prycha cicho.

— Załóżmy, że spłacimy długi — mówi wolniej. — A co potem? — Unosi ramiona. — Ty uciekłaś do wielkich Develioglu. Żyjesz w luksusie. A my? — Wskazuje na siebie. — Jak my mamy przetrwać, Hancer?

— Tak samo jak zawsze — odpowiada Hancer bez wahania. — Przetrwaliśmy do tej pory, przetrwamy i teraz. — Jej spojrzenie łagodnieje. — Otworzysz sklep, który będzie przynosił wystarczające dochody. Bez wielkich ambicji, ale też bez ryzyka.

— Daj Boże, żebyś miała rację… — mruczy Derya, wyraźnie marząc o czymś znacznie większym. — Dobrze. Przynieś kartę.

Hancer wstaje z kanapy i wychodzi do drugiego pokoju.

Ledwie znika za drzwiami, Derya natychmiast podchodzi do okna. Jednym ruchem odsuwa zasłonę i wpatruje się w rozległą rezydencję Develioglu. Jej oczy błyszczą fascynacją.

— Skoro już tu jestem… — szepcze do siebie — to i od pani Mukadder pobiorę swoją opłatę.

Unosi dłoń i potrząsa złotą bransoletką na nadgarstku. Metaliczny dźwięk rozbrzmiewa w ciszy.

***

Po opuszczeniu starego domu Derya kieruje się prosto do rezydencji. Wchodzi do salonu bez wahania i siada na kanapie, jakby była u siebie — swobodnie, bez cienia skrępowania.

— Przyszłam do Hancer — oznajmia z lekkim śmiechem. — Ale pomyślałam, że skoro już tu jestem, wpadnę też do was.

Mukadder unosi wzrok znad filiżanki.

— Sinem — zwraca się chłodno do najstarszej synowej. — Idź zobaczyć, co u Mine. Ja zajmę się naszym gościem.

Sinem nie protestuje. Wstaje z kanapy i wychodzi. Chwilę później Fadime podaje Deryi kawę. Bratowa Hancer ujmuje filiżankę w dłonie, jakby celebrowała moment.

— Pani Mukadder, nie będę kłamać — zaczyna spokojnie, ale z wyczuwalną nutą pretensji. — Daliśmy wam idealną dziewczynę. Piękną, inteligentną, zdrową, młodą. — Unosi wzrok. — A zamiast wdzięczności… zamknęłaś nam drzwi przed nosem.

— Gdyby Hancer zabrała męża do łóżka jak prawdziwa kobieta — odpowiada Mukadder lodowato — drzwi nie zostałyby zamknięte. A nasze zobowiązania byłyby już dawno uregulowane.

Derya mruży oczy.

— Hancer zabrałaby go do łóżka — mówi wolniej — gdyby Cihan tego chciał. — Zawiesza głos, po czym dodaje z pozorną troską: — Wstyd pytać, ale… czy Cihan ma jakieś wady?

Twarz Mukadder momentalnie tężeje. Jej spojrzenie wbija się w Deryę jak ostrze.

— Jak śmiesz?! — syczy. — Uważaj, co mówisz!

— A co takiego powiedziałam? — Derya rozkłada ręce. — Złościsz się o byle co. — Uśmiecha się krzywo. — Nie wspomniałam nawet, że twoja bratanica jest jednocześnie twoją byłą synową. Groziłaś mi, a ja… milczę. — Pochyla się lekko do przodu. — Wiesz dlaczego? Bo nie chcę psuć wszystkiego, gdy sprawy wreszcie zaczynają iść w dobrym kierunku. Chcę, żeby Cihan i Hancer byli szczęśliwi. — Jej głos twardnieje. — A gdybym reagowała tak nerwowo jak ty, myślisz, że bylibyśmy dziś w tym miejscu?

W tej chwili do salonu wchodzi Beyza. Bez słowa siada na końcu kanapy, tuż obok Deryi. Jej obecność nie umyka uwadze bratowej Hancer.

— Jasne jest dla mnie to, kto jest winny — ciągnie Derya, rzucając Beyzie wymowne spojrzenie.

Upija dwa łyki kawy.

— Pani Mukadder — mówi już spokojniej — podarowałam ci synową bez wad. Piękną, mądrą, godną. Ideał. — Unosi filiżankę. — Trudno dziś o taką dziewczynę. Mam nadzieję, że wiesz, jak to docenić.

Powoli unosi dłoń i obraca na nadgarstku złotą bransoletkę.

— Ta bransoletka… — mówi niby mimochodem — jest taka samotna.

Mukadder zamyka oczy, bierze głęboki oddech. Po chwili zdejmuje z ręki identyczną bransoletkę i podaje ją Deryi.

Derya uśmiecha się szeroko. Wstaje i demonstracyjnie macha ręką z dwiema złotymi bransoletkami tuż przed twarzą Beyzy.

— Spójrz tylko — mówi słodko. — Jak mi pasują.

Beyza przewraca oczami, ale milczy.

— Wypiłaś kawę i dostałaś to, po co przyszłaś — oznajmia Mukadder chłodno. — Życzę ci szerokiej drogi.

Derya odchodzi z triumfalnym uśmiechem.

— Nie rozumiem cię, ciociu! — wybucha Beyza, gdy tylko zostają same. — Jesteś Mukadder Develioglu! Jak możesz pozwalać, by taka prosta kobieta tak do ciebie mówiła?!

Mukadder odwraca się powoli.

— Sprzątam twój bałagan — odpowiada z lodowatą powagą. — A ty oczekujesz jeszcze wyjaśnień? Miej trochę wstydu. — Jej spojrzenie staje się twarde. — Ale masz rację. Tak to nie może dalej wyglądać. Musimy się jej pozbyć. Sposób jest jeden: Hancer musi zajść w ciążę, nawet metodą in vitro.

Mukadder wychodzi z salonu.

Beyza zostaje sama. Jej twarz blednie. W głowie odzywa się bolesne wspomnienie — własna aborcja, której konsekwencje nosi do dziś.

— To wszystko przez tę konowałkę — szepcze do siebie z nienawiścią. — Nie dość, że odebrała mi córkę, to jeszcze przez nią już nigdy nie zajdę w ciążę. — Jej oczy błyszczą gniewem. — Niech cierpi. Tak samo, jak ja cierpię.

***

Pukanie do drzwi starego domu rozbrzmiewa cicho, ale natarczywie. Hancer podchodzi i otwiera. Na progu stoi Beyza, oparta o framugę, z wymuszonym uśmiechem i wyraźnie oszczędzając jedną nogę.

— Mam już dość leżenia bezczynnie — mówi, wzruszając ramionami. — Pomyślałam, że wpadnę do ciebie. Zmiana otoczenia dobrze mi zrobi.

— Jak twoja noga? — pyta Hancer z troską, cofając się, by wpuścić ją do środka.

— Nie jest tak źle — odpowiada Beyza lekko. — Ale jeśli będę tak stała, może się pogorszyć.

— Oczywiście. Chodź, pomogę ci.

Hancer obejmuje ją ramieniem i powoli prowadzi do kanapy. Beyza opada na poduszki z cichym westchnieniem. Hancer przysuwa krzesło i delikatnie układa na nim kontuzjowaną nogę Beyzy.

— Czy bardzo boli? — pyta, kucając obok.

— Czasami — przyznaje Beyza. — Ale to nic poważnego. Są gorsze cierpienia niż skręcona kostka. — Zawiesza głos, po czym dodaje niby mimochodem: — Na przykład zapłodnienie in vitro. To naprawdę bolesny proces.

Hancer marszczy brwi.

— Skąd wiesz?

— Ja sama tego nie przechodziłam — odpowiada Beyza spokojnie. — Ale była żona Cihana tak. Widziałam, jak cierpiała. — Jej głos staje się miękki, niemal współczujący. — Zastrzyki, leki, hormony… Dzień po dniu. Mężczyźni tego chcą, a kobiety płacą za to własnym ciałem.

Hancer milczy, słuchając uważnie.

— Naprawdę było mi jej żal — ciągnie Beyza. — Dlatego mówię ci to teraz. Bardzo cię polubiłam i nie chcę, żebyś była ślepa na pewne rzeczy. — Robi krótką pauzę. — Jest jeszcze coś… W tej samej klinice, do której ty chodzisz na badania, leczyła się także ona.

Hancer unosi wzrok.

— A Cihan? — pyta ostrożnie. — On też się badał?

— Właśnie — Beyza przechyla głowę. — Myślę, że powinien. Jego była żona nigdy na to nie naciskała. Wzięła cały ciężar na siebie. — Jej spojrzenie ciemnieje. — Wiesz, jak to się dla niej skończyło. Wyrzucili ją z domu.

Zapada cisza.

— Nie chcę, żebyś skończyła tak samo — dodaje Beyza cicho, niemal troskliwie. — Jeśli masz znosić to całe cierpienie… — pochyla się lekko w stronę Hancer — niech przynajmniej będzie warto.

Hancer pozostaje nieruchoma. W jej oczach pojawia się niepokój — zasiane słowa zaczynają kiełkować.

***

Derya wychodzi z banku z kopertą w torebce. Przez chwilę stoi jeszcze na schodach, mrużąc oczy w słońcu — jakby rozważała, w którą stronę pójść. Wierzyciele. Telefony. Groźby. A potem… wystawy sklepów. Lśniące witryny, manekiny w nowych kolekcjach, zapach perfum unoszący się w powietrzu.

Decyzja zapada szybko.

***

Do domu wraca obładowana torbami. Jedne zsuwają się jej z ramion, inne uderzają o drzwi, gdy próbuje je otworzyć biodrem. W progu staje Cemil.

— Co to wszystko jest? — pyta zaskoczony, wodząc wzrokiem po kolorowych reklamówkach.

— To? — Derya uśmiecha się szeroko, niemal triumfalnie. — To zasługa pani Mukadder. — Zrzuca torby na kanapę. — Nie odesłała mnie z pustymi rękami. Dała pieniądze i powiedziała: „Uważam cię za matkę Hancer. Kup sobie, co tylko zechcesz.”

Kręci głową z podziwem.

— Co za wspaniała kobieta!

Sięga do jednej z toreb i wyciąga elegancką, męską koszulę. Materiał miękko opada między jej palcami.

— Popatrz — mówi, przykładając ją do piersi Cemila. — Będzie na tobie wyglądać doskonale.

Cemil uśmiecha się nieśmiało.

— To bardzo ładna koszula, Deryo. — Jego głos jest ciepły, niemal wzruszony. — Ludzie naprawdę nas szanują. — Unosi oczy ku górze. — Czym sobie zasłużyliśmy, że Bóg zesłał nam takich ludzi?

— Nasze serca są czyste, Cemilu — odpowiada gładko Derya.

Odwraca się i zaczyna przeglądać sukienki. Jedną przykłada do siebie, drugą odkłada, trzecią podnosi wyżej, oceniając krój i kolor. Jej oczy błyszczą.

Cemil przygląda się temu chwilę, po czym marszczy brwi.

— Ile zapłaciłaś za to wszystko? — pyta ostrożnie.

Derya zatrzymuje się i zerka na niego z irytacją.

— Czy naprawdę musisz o to pytać?

— Cóż… — Cemil wzrusza ramionami. — Czy nie jesteśmy biedni?

Derya prostuje się powoli. Na jej ustach pojawia się pewny, niemal dumny uśmiech.

— Już nie — odpowiada spokojnie. — Nie jesteśmy.

Wraca do przeglądania zakupów, jakby temat był definitywnie zamknięty. W kącie pokoju leżą jednak nietknięte koperty z wezwaniami do zapłaty — ciche, ale wciąż obecne przypomnienie, że ten luksus może mieć bardzo krótką datę ważności.

***

Hancer po rozmowie z Beyzą nie potrafi odzyskać spokoju. Myśli krążą w kółko, serce bije zbyt szybko, a w głowie wciąż dźwięczą zasiane przez nią słowa. Gdy wieczorem Cihan wraca do starego domu, Hancer zbiera się w sobie. Nie chce prowokować, nie chce kłótni — pragnie tylko bezpieczeństwa. Pewności.

— Cihanie… — zaczyna cicho, gdy zostają sami. — Zanim rozpoczniemy procedurę in vitro… może dobrze byłoby, żebyś ty też się przebadał.

Mężczyzna zatrzymuje się. Powoli odwraca w jej stronę. Jego spojrzenie natychmiast twardnieje.

— Co masz na myśli? — pyta chłodno.

Hancer splata dłonie, jakby próbowała w nich ukryć drżenie.

— Chcę tylko, żebyśmy mieli pewność — tłumaczy ostrożnie. — Żeby wszystko przebiegło szybko i bez komplikacji. — Unosi wzrok, napotykając jego napięte spojrzenie. — Dlatego to powiedziałam. Nie ma innego powodu.

Przez ułamek sekundy Cihan milczy. W jego głowie odzywa się wspomnienie z tego samego dnia: telefon z banku, rzeczowy głos konsultanta i pytanie o autoryzację wypłaty całej kwoty z konta, które niedawno otworzył dla Hancer. Milion. Wszystko naraz.

Jego szczęka zaciska się.

— Mogę ci udowodnić na różne sposoby, że jestem zdrowy — odpowiada szorstko, z wyraźną irytacją w głosie. — Ale jednego możesz być pewna. — Robi krok w tył. — Kolejnego miliona już nie dostaniesz.

Hancer blednie.

— To nie o pieniądze… — próbuje zaprzeczyć.

Ale on już jej nie słucha.

Odwraca się gwałtownie, sięga po płaszcz i bez oglądania się za siebie opuszcza stary dom. Drzwi trzaskają głośno, zostawiając po sobie ciężką, bolesną ciszę.

Hancer stoi nieruchomo. Czuje, jak coś w niej pęka — nie z bólu, lecz z bezradności.

***

W rezydencji Beyza stoi przy oknie. Jej wzrok śledzi sylwetkę Cihana, który zdenerwowanym krokiem opuszcza stary dom. Zna ten chód aż za dobrze. Napięte ramiona. Zaciśnięte pięści. Szybkie, nerwowe ruchy.

— Jest wściekły — mruczy do siebie z satysfakcją. — Dokładnie tak, jak planowałam.

Na jej ustach pojawia się powolny, triumfalny uśmiech.

— Ta idiotka mu powiedziała — dodaje cicho. — Jest jeszcze głupsza, niż myślałam.

Odwraca się od okna, pewna jednego: ziarno zostało zasiane. Teraz wystarczy czekać, aż nieufność i gniew zrobią resztę.

***

Po wyjściu ze starego domu Cihan nie kieruje się do rezydencji. Bez słowa wsiada do samochodu, zatrzaskuje drzwi zbyt mocno i rusza w noc. Miasto zostaje za nim — światła, ludzie, oczekiwania. Po kilkunastu minutach zatrzymuje się na cmentarzu.

Jest chłodno. Wilgoć unosi się w powietrzu, a nagrobki połyskują w bladym, niebieskawym świetle lamp. Cisza jest niemal absolutna, przerywana jedynie szelestem liści i cichym trzaskiem gałęzi. Cihan staje przed grobem brata.

Metin Develioğlu

Imię wyryte w kamieniu wygląda tak samo jak zawsze — surowe, niezmienne, obojętne na jego wewnętrzny chaos. Cihan unosi dłonie do modlitwy. Stoi nieruchomo, z zamkniętymi oczami, a jego usta poruszają się bezgłośnie. Na twarzy nie ma gniewu ani dumy — tylko zmęczenie i cichy ból.

Po chwili opuszcza ręce. Kuca przy nagrobku i kładzie na nim dłoń, jakby dotykał ramienia brata.

— Nie złość się na mnie — mówi cicho, a głos lekko mu drży. — Wiem, że nie przychodzę tak często, jak powinienem. Ale ty wiesz dlaczego. Wszystko ciągle wymyka mi się spod kontroli.

Przesuwa palcami po chłodnym kamieniu.

— Czasami zadaję sobie pytanie… — robi pauzę, jakby bał się własnych słów — czy ja w ogóle chciałem takiego życia. Czy to naprawdę była moja droga.

Podnosi wzrok. W ciemności migoczą drobne światełka zniczy z oddali.

— Gdybyś żył — kontynuuje ciszej — wszystko wyglądałoby inaczej. Mama nie byłaby taka… twarda. Może byłaby mniej samotna. — Jego głos łamie się na moment. — Moja bratowa bardzo by cię kochała. Mine byłaby szczęśliwa. Wszyscy żyliby bez strachu. Bez presji.

Zaciska dłoń na krawędzi nagrobka.

— A ja… — bierze głęboki oddech — może prowadziłbym normalne życie. Takie, które sam bym wybrał. Nie takie, do którego jestem zmuszany każdego dnia.

Zapada cisza. Długa, ciężka.

— Może spełniłbym to jedno życzenie mamy — dodaje w końcu. — Podarowałbym jej wnuka. Nie z obowiązku. Nie z przymusu. Tylko dlatego, że naprawdę bym tego chciał.

Jego dłoń powoli zsuwa się z nagrobka. Cihan prostuje się, ale nie odchodzi od razu. Jeszcze przez chwilę stoi w milczeniu, jakby czekał na odpowiedź, której nigdy nie usłyszy.

Powyższy tekst stanowi autorskie streszczenie i interpretację wydarzeń z serialu Gelin. Inspiracją do jego stworzenia był film Gelin 16.Bölüm dostępny na oficjalnym kanale serialu w serwisie YouTube. W artykule zamieszczono również zrzuty ekranu pochodzące z tego odcinka, które zostały użyte wyłącznie w celach informacyjnych i ilustracyjnych. Wszystkie prawa do postaci, fabuły i materiału źródłowego należą do ich prawowitych właścicieli.

Podobne wpisy

  • Panna młoda odc. 16: Cihan przeprasza! Hancer przyparta do muru!

    Hancer wdziera się do firmy Develioglu i publicznie konfrontuje Cihana, oskarżając go o skrzywdzenie jej brata po wybuchu medialnego skandalu. Dochodzi do ostrej wymiany zdań, podczas której Hancer grozi, że zniszczy jego świat, jeśli Cemilowi stanie się krzywda. Wkrótce przybywa do szpitala, gdzie dowiaduje się, że stan brata chwilowo się ustabilizował, lecz choroba postępuje. Derya naciska, by Hancer nie rezygnowała ze ślubu, bo to jedyna szansa na ratunek. Tymczasem Cihan, dręczony wyrzutami sumienia, przyjeżdża do szpitala i przeprasza Cemila za swoje zachowanie. Gdy Hancer postanawia zerwać zaręczyny, pojawiają się wierzyciele, grożący więzieniem choremu mężczyźnie. Cihan oznajmia Hancer, że nazajutrz mają stawić się w urzędzie, zmuszając ją do decyzji, od której nie ma już ucieczki.

  • Panna młoda odc. 92: Hancer znajduje sekretną wiadomość! Ktoś chce ją ostrzec!

    Mukadder odkrywa, że ciąża Beyzy jest bardziej zaawansowana, niż wszyscy sądzili. Kobieta reaguje entuzjazmem i nadzieją na narodziny wnuka, jednak Beyza pozostaje chłodna i stawia ultimatum: daje Cihanowi ostatni dzień na wzięcie odpowiedzialności za dziecko, w przeciwnym razie odejdzie do ojca. Jednocześnie żąda od Mukadder, by zmusiła Cihana do rozstania z Hancer. Hancer dzieli się lękiem o Beyzę i ostro ocenia jej męża. Aysu niespodziewanie go broni, sugerując, że jego decyzje wynikają ze strachu, nie braku uczuć. Cihan wraca do sypialni Hancer, okazuje czułość, ale skrywa własne motywy. Po wiadomości od Beyzy opuszcza żonę i spotyka się z nią. Beyza wręcza mu buciki jako symbol ich nienarodzonego syna i przerzuca na niego ciężar odpowiedzialności. Rano Hancer znajduje tajemniczą wiadomość: „Nic nie jest takie, jakim się wydaje”. Podejrzewa Aysu, lecz ta zaprzecza, jednocześnie sugerując, że Hancer nie zna prawdy o sytuacji.

  • Panna młoda odc. 86: Zniknięcie Beyzy! Hancer potajemnie jej pomaga!

    Derya znajduje u Cemila pieniądze i zdjęcie tajemniczej kobiety, utwierdzając się w przekonaniu o zdradzie i planując przyłapanie go na gorącym uczynku. Tymczasem Cihan ostrzega Beyzę, by trzymała się z dala od Hancer, ale ta znika bez śladu, wywołując panikę w rodzinie. Nusret obwinia Cihana i ujawnia, że Beyza mówiła o śmierci. Hancer potajemnie kontaktuje się z Beyzą i spotyka z nią nad wodą, gdzie ta wyznaje, że chce usunąć ciążę i potrzebuje pieniędzy. Hancer odmawia, ale proponuje jej ukrycie. Konflikty narastają, a prawda jest coraz bliżej ujawnienia.

  • Panna młoda odc. 15: Skandal w sieci! Portal plotkarski ujawnia zdjęcie Cihana i Hancer!

    Poranek Cihana zaczyna się od skandalu – w sieci pojawia się artykuł plotkarski sugerujący, że po rozwodzie z Beyzą natychmiast związał się z Hancer. Zdjęcie z grilla trafia do mediów, a Engin rozpoczyna śledztwo, by ustalić, kto je ujawnił. Afera wywołuje burzę w rodzinie Develioglu: Nusret oskarża Cihana o zniszczenie honoru Beyzy, Mukadder próbuje opanować kryzys, a sama Beyza potajemnie cieszy się z wybuchu skandalu. Cihan konfrontuje się z Cemilem, brutalnie wyjaśniając, że małżeństwo z Hancer to wyłącznie umowa, bez rodzinnych więzi. Wkrótce potem Cemil trafia nieprzytomny do szpitala. Świadek twierdzi, że tuż przed zasłabnięciem widziała u niego Cihana. Hancer, wstrząśnięta, rusza na spotkanie z nim, przekonana, że przekroczył granicę, której nie wolno było przekraczać.

  • Panna młoda odc. 78: Cihan oskarża Nusreta o zamach! Zrywa z nim wszelkie więzi!

    Cihan wraca do rezydencji i odkrywa obecność Nusreta. Dochodzi do ostrej konfrontacji – oskarża wujka o próbę zamachu i zapowiada zerwanie relacji biznesowych. Mukadder staje po stronie brata, co pogłębia konflikt z synem. Cihan decyduje się definitywnie odciąć od Nusreta i rozpoczyna działania w firmie. Hancer zostaje upokorzona przez Mukadder i zaczyna wątpić w swoje miejsce w rodzinie. Słyszy też bolesne słowa Cihana o różnicach między nimi. Między małżonkami pojawia się napięcie i dystans, choć uczucia Cihana wobec Hancer stają się coraz silniejsze.

  • Panna młoda odc. 56: Cihan porywa Hancer w środku nocy!

    Nusret odwiedza Yoncę w jej gabinecie i proponuje wspólne wyjście po pracy. Kobieta wręcza mu elegancki prezent – tesbih z szafirowych koralików, symbolizujących wierność. Rozmowa szybko schodzi na temat lojalności i zdrady. Nusret przyznaje, że dla ukochanej osoby jest gotów poświęcić wszystko, ale zdrady nigdy nie wybacza. Cemil barykaduje drzwi domu, zdecydowany nie dopuścić, by ktoś tej nocy porwał Hancer. W sypialni Derya żartuje, że Cihan może porwać żonę przez okno. Wkrótce okazuje się, że nie żartowała – Cihan rzeczywiście pojawia się nocą pod oknem Hancer. Pod pretekstem rozmowy wyciąga ją na zewnątrz, a chwilę później zamyka drzwi samochodu i oznajmia, że właśnie ją porywa. Zabiera dziewczynę do odosobnionej chaty w lesie. Gdy Hancer próbuje uciec, Cihan zatrzymuje ją i siłą wnosi do środka.