„Wichrowe Wzgórze” – Odcinek 367: Streszczenie
Zeynep zostaje wypisana ze szpitala. Gdy tylko przekracza próg rezydencji, wszyscy otaczają ją ciepłem, troską i ulgą, że wróciła cała i zdrowa. Radosna atmosfera rośnie jeszcze bardziej, kiedy razem z Halilem ogłaszają rodzinie wieść o ciąży.
***
Popołudniu cała rodzina gromadzi się przy stole. Rozmowy cichną, gdy Halil podnosi się i staje na jego czele. Wszyscy czują, że zamierza powiedzieć coś istotnego.
— Mam do przekazania coś ważnego — zaczyna powoli, głosem niskim, pełnym ciężaru ostatnich wydarzeń. — Chciałbym przeprosić… moją żonę… i wszystkie kobiety z rodziny Aslanli. Za to, co ta kobieta wam zrobiła.
Na krótką chwilę urywa, jakby jedno słowo nie chciało mu przejść przez gardło.
— Nie potrafię już nazwać jej „ciotką”. Jej nienawiść zatruła moją duszę. Pozwoliłem, by pragnienie zemsty przesłoniło mi to, co najważniejsze. A wy… cierpiałyście przez to, choć byłyście niewinne.
Halil spuszcza wzrok.
— Gdybym mógł cofnąć czas, zrobiłbym wszystko inaczej. Nie wiem, jak wynagrodzić wam to wszystko.
Zapada cicha, pełna emocji chwila.
Zeynep sięga po jego dłoń, delikatnie ją ściskając.
— To nie twoja wina — mówi łagodnie. — Na początku było trudno, to prawda, ale później zrobiłeś dla nas tak wiele. Wszyscy tutaj wiedzą, jak bardzo się starałeś, żebyśmy stali się rodziną. A ja… wiem to najlepiej.
Halil unosi na nią wzrok. W jego oczach widać wzruszenie.
— Od dziś nie pozwolę nikomu skrzywdzić mojej rodziny — mówi stanowczo. — Nigdy więcej. Nikt nie może wam już zrobić krzywdy.
Zumrut uśmiecha się ciepło, ocierając łzę ukradkiem.
— Niech Bóg nigdy was nie rozdzieli — mówi, rozświetlając stół błogosławiącym spojrzeniem.
Rozmowy powoli wracają, lecz atmosfera jest inna — lżejsza, pełna wdzięczności i nowej nadziei. Wszyscy zaczynają jeść… wszyscy poza Zeynep.
Dziewczyna odsuwa talerz, lekko marszcząc brwi.
— Chyba… nie wypoczęłam wystarczająco — mówi przepraszającym tonem. — Położę się na chwilę. Zjem później.
Wstaje powoli, życzy wszystkim smacznego i kieruje się schodami do góry. Halil patrzy za nią czule, z troską.
— Pewnie to wiecie — odzywa się, spoglądając po zgromadzonych — ale pierwsze miesiące ciąży są niezwykle ważne. Zeynep musi unikać stresu, napięcia… wszystkiego, co może jej zaszkodzić.
Jego ton staje się poważniejszy.
— Jeżeli pojawi się jakiś problem, spróbujmy rozwiązać go z dala od niej. Proszę was, żebyście przychodzili ze wszystkim do mnie. Zrobię wszystko, żeby ją chronić.
Gulhan przytakuje zdecydowanie.
— Będziemy ostrożni, Halilu. Obiecuję.
Wszyscy kiwają głowami, jednocząc się w milczącym postanowieniu: chronić Zeynep i dziecko — za wszelką cenę.
***
Wieczorem Zeynep budzi się powoli, jakby wynurzała się z głębokiego snu. Pokój jest półmroczny, cichy, a poduszka obok niej — pusta. Brak obecności Halila od razu wywołuje w niej lekkie ukłucie niepokoju.
Wstaje ostrożnie, wygładza dłonią pościel i podchodzi do okna. Odchyla zasłonę i spogląda w dół, na ogród spowity nocą. Wśród ciemności jedno okno przyciąga jej uwagę — światło w pracowni Halila wciąż się pali.
Delikatnie kładzie dłoń na brzuchu.
— Masz bardzo pracowitego tatę — szepcze z uśmiechem. — Chodźmy do niego razem.
Już ma ruszyć do drzwi, kiedy te nagle otwierają się, a do pokoju wchodzi Tulay, niosąc tacę z parującą zupą i świeżym chlebem.
— Cały dzień nic nie jadłaś — mówi stanowczo, ale z czułością. — Chodź, usiądź.
Delikatnie prowadzi córkę na sofę. Gdy Zeynep siada, Tulay kładzie jej tacę na kolanach i poprawia zagięty róg serwetki, jak robiła to, gdy córka była mała.
— Kochanie, nie możesz się głodzić — kontynuuje z troską. — Musisz jeść, i to regularnie. Kiedy byłam w ciąży z twoją starszą siostrą, przytyłam dwadzieścia kilogramów, a z tobą… dwadzieścia dwa! — śmieje się. — Jadłam dosłownie wszystko, bez przerwy. I zobacz, wszystkie urodziłyście się zdrowe.
Dotyka policzka Zeynep.
— Musisz jeść dla dobra dziecka, moja córko.
Zeynep zanurza łyżkę w zupie. Podnosi ją do ust… ale już po pierwszym kęsie krzywi się lekko, czując, jak żołądek zaciska się buntowniczo.
— Mamo… — mówi w końcu, ostrożnie oddając jej tacę. — Pozwól mi wyjść na krótki spacer. Może przewietrzę się i wtedy zgłodnieję.
Tulay mierzy ją spojrzeniem pełnym troski i lekkiego sceptycyzmu.
— Dobrze — zgadza się w końcu, choć z wahaniem. — Ale obiecaj, że gdy wrócisz, od razu coś zjesz. Dla twojego dobra. I dla dobra dziecka.
Zeynep uśmiecha się, delikatnie ujmując dłoń matki.
— Obiecuję.
Wstaje, narzuca na ramiona lekki sweter i wychodzi z pokoju, pragnąc odetchnąć nocnym powietrzem. I odnaleźć Halila.
***
Akcja przenosi się do pracowni. Halil siedzi przy biurku, pochylony nad dokumentami, a Hakan stoi tuż obok, zaciskając dłonie — obaj pogrążeni są w myślach.
— Wujek Muzaffer… — zaczyna Halil, a jego głos jest napięty. — Obwinia nas o śmierć Gözde, nawet nie próbując nas wysłuchać. Znam go dobrze. Jest mściwy. Nie odpuści.
Przeciera twarz dłonią.
— Martwię się o Zeynep. To nie jest dla niej bezpieczne. Zwiększ środki bezpieczeństwa. I… — spogląda poważnie na Hakana — nic jej nie mów. Nie może się stresować. Musimy przez to przejść jak najciszej i jak najłagodniej.
Hakan kiwa powoli głową, świadomy ciężaru sytuacji.
Wtedy drzwi pracowni otwierają się z hukiem. Do środka wpada Tekin — blady, spocony, roztrzęsiony.
— Halil! — wyrzuca z siebie. — Zadzwonił zastępca dyrektora… W fabryce mąki wybuchł pożar!
Halil natychmiast wstaje, jakby ktoś poraził go prądem.
— Co ty mówisz? — pyta, a na jego twarzy pojawia się napięcie, które ścina powietrze w pokoju.
— Straż była na miejscu bardzo szybko, ale straty są ogromne — odpowiada Tekin, biorąc szybki, nerwowy oddech.
W tej samej chwili telefon Halila wibruje. Otwiera wiadomość:
„Zabrałeś mi to, co było najcenniejsze. Teraz ja zabiorę ci wszystko. Stracisz nawet farmę, na której mieszkasz.”
Po sekundzie tekst znika — wykasowany przez nadawcę.
Halil ściska telefon tak mocno, że jego knykcie bieleją.
— Jak to się stało? Jak wybuchł pożar?! — pyta, zakrywając twarz dłońmi, jakby próbował powstrzymać nadciągający szał.
Tekin bierze głęboki wdech.
— To… to właśnie jest najgorsze. — Zawiesza głos na sekundę. — Jeden z pracowników widział, jak Koray — nasz stróż nocny — podkłada ogień. A Koray powiedział mu, że ty kazałeś mu to zrobić.
Hakan zamiera.
— Co?! — wtrąca Halil.
— Twierdzi, że dałeś mu pół miliona lir w zamian za wzniecenie pożaru, żeby wyłudzić odszkodowanie. Powtórzył to także policji — kończy Tekin.
Halil uderza rękami w biurko tak mocno, że przesuwa się po nim szklanka z wodą.
— Pół miliona lir… — wypowiada przez zaciśnięte zęby. — To miały być pieniądze na operację jego dziecka! Myślałem, że pomagam!
Tekin wzdycha, jakby właśnie spadł na niego kolejny ciężar.
— W takiej sytuacji nie mamy żadnych szans na odszkodowanie — mówi ponuro. — Umowy na dostawy mąki zostały podpisane. Teraz to my będziemy musieli zapłacić kary umowne. Halil… zainwestowałeś wszystko w tę fabrykę. Wszystko. Jak my się z tego wygrzebiemy?
Halil patrzy na szwagra, jak człowiek, który właśnie stanął na skraju przepaści. W jego oczach widać rozpacz, której nie potrafi ukryć.
Nagle drzwi pracowni otwierają się po raz kolejny.
W progu stoi Zeynep.
Cisza zapada natychmiast. Tekin i Hakan zamierają jak posągi, a Halil odwraca się powoli, jakby bał się tego, co zobaczy.
Zeynep spogląda na nich z niepokojem — jej oczy są szeroko otwarte, a dłonie lekko drżą.
Jak wiele usłyszała?
Czy wie, że grozi im niebezpieczeństwo?
Czy wie, że ich świat właśnie się wali?
Powyższy tekst stanowi autorskie streszczenie i interpretację wydarzeń z serialu Rüzgarlı Tepe. Inspiracją do jego stworzenia był film Rüzgarlı Tepe 213. Bölüm dostępny na oficjalnym kanale serialu w serwisie YouTube. W artykule zamieszczono również zrzuty ekranu pochodzące z tego odcinka, które zostały użyte wyłącznie w celach informacyjnych i ilustracyjnych. Wszystkie prawa do postaci, fabuły i materiału źródłowego należą do ich prawowitych właścicieli.













