Złoty chłopak odc. 256: Diyar zrywa z Feritem!

Diyar rozmawia przez telefon. W jej oczach błyszczą łzy, a za jej plecami znajduje się woda.

„Złoty chłopak” Odc. 256 – streszczenie

Po podpisaniu dokumentów Seyran wychodzi z budynku firmy. Szklane ściany odbijają popołudniowe słońce, a dziedziniec tonie w zieleni starannie przyciętych krzewów. Siada na betonowej ławce pod przeszklonym zadaszeniem. Dłonie splata nerwowo na kolanach, a wzrok ma wbity w bruk — jakby próbowała uporządkować myśli.

Po chwili ktoś zatrzymuje się obok.

Ferit.

Trzyma w rękach dwa papierowe kubki z kawą. Jeden stawia przy niej, drugi zostawia sobie i siada obok.

— Jak się masz, wspólniczko? — pyta lekko, z półuśmiechem.

Seyran nawet na niego nie patrzy.

— Normalnie.

Ferit przygląda się jej twarzy uważniej.

— Coś się stało. Jesteś spięta.

— Wydaje ci się.

— Przez dwa lata nie zapomniałem, jak wyglądasz, kiedy coś ukrywasz — mówi ciszej. — Nadal marszczysz brwi dokładnie tak samo.

Seyran zerka na niego z ukosa.

— Czyli twierdzisz, że umiesz czytać mi w myślach?

— Nie. — kręci głową — Ale ciebie… trochę tak. Seyran, którą znam, nie zmienia decyzji z dnia na dzień. Coś za tym stoi.

Na moment milknie.

W głowie dziewczyny pojawia się obraz: telefon od agenta nieruchomości i kłamstwo Sinana o awarii domu.

Wzrusza ramionami.

— Po prostu lubię rysować. A ty bardzo nalegałeś. Uznajmy, że się poddałam.

Ferit nie daje się zbyć. Wpatruje się w nią jeszcze uważniej.

— A Sinan?

— Jeszcze nie wie — odpowiada spokojnie. — Sama powiedziałeś, że to nagła decyzja.

— Może być wściekły — zauważa cicho. — Nie wycofasz się potem, bo mu się nie spodoba?

— Znasz mnie. Jeśli coś postanowię, kończę to.

Po chwili dodaje:

— A Diyar?

Ferit odchyla się lekko na ławce.

— Diyar nie jest jak Sinan. Poza tym nie jesteśmy małżeństwem.

Kilka metrów dalej, za gęstym krzewem, Diyar nieruchomieje. Wstrzymuje oddech.

— Nie myślisz o ślubie z nią? — pyta Seyran.

— Nie — odpowiada bez wahania. — Te rzeczy są już za mną.

Seyran spogląda na niego uważniej.

— Chciałeś mieć dziecko.

Ferit milknie na moment.

— Chciałem… z tobą — mówi cicho. — Tamten Ferit tego chciał. Teraz to przeszłość.

Za krzewem palce Diyar zaciskają się na pasku torebki.

— A jeśli ona chce? — dopytuje Seyran.

— Gdyby chciała, nie byłaby ze mną — wzrusza ramionami. — Zna mnie. Wie, że nie chcę ślubu i dzieci.

Na twarzy Diyar pojawia się ból. Oczy zachodzą łzami.

Seyran prostuje się, wracając do konkretów.

— Będę rysować w domu i wysyłać projekty. Nie będę tu przyjeżdżać.

— Chociaż jutro przyjdź — prosi Ferit. — Zobaczysz zespół i inwestorów.

— Tylko raz.

Podnosi dłoń — pierścionek od Sinana błyska w słońcu. Ferit na moment zamiera.

Kilka metrów dalej Diyar odwraca się i odchodzi szybkim krokiem. Łzy spływają jej po policzkach, zanim zdąży opuścić dziedziniec.

Ferit i Seyran tego nie widzą.

***

Diyar idzie powoli wzdłuż wybrzeża. Fale rozbijają się o kamienie jednostajnym rytmem, jakby próbowały zagłuszyć myśli w jej głowie. Wiatr rozwiewa włosy, a ona co chwilę ociera policzki dłonią, choć łzy natychmiast pojawiają się na nowo.

Telefon w torebce zaczyna dzwonić.

Zatrzymuje się. Wyciąga go i na ekranie widzi imię: Ferit.

Przez kilka sekund tylko patrzy. Potem bierze głęboki oddech, próbuje uspokoić drżenie ust i odbiera.

— Wyszedłem z firmy dawno temu i na ciebie czekam — mówi Ferit, a w jego głosie słychać lekkie zniecierpliwienie pomieszane z radością. — Dlaczego nie odbierasz?

Diyar odwraca się plecami do morza.

— Miałam coś do załatwienia…

— Diyar, Seyran się zgodziła — dodaje szybko. — Przyjdź, opowiem ci wszystko.

Zapada krótka cisza.

— Cieszę się z twojego powodu — mówi w końcu cicho — ale… nie będę mogła przyjść.

— To powiedz, gdzie jesteś. Przyjadę.

— Nie — odpowiada natychmiast. — Nie przyjeżdżaj. Nie możemy się spotkać. Ani teraz… ani później.

Po drugiej stronie zapada ciężkie milczenie.

— Co to ma znaczyć? — głos Ferita momentalnie poważnieje.

Diyar zamyka oczy.

— Ferit… myślę, że powinniśmy zakończyć ten związek.

— Co? — wyrywa mu się. — O czym ty mówisz?

— Nie chciałam mówić tego przez telefon… ale inaczej bym nie potrafiła.

Zaciska palce na barierce.

— To, co było między nami… było ważne. Pomogliśmy sobie nawzajem. Ty stanąłeś na nogi, a ja byłam przez chwilę naprawdę szczęśliwa. I chcę, żeby tak zostało w pamięci. Bez dalszego psucia.

— Diyar, przestań — mówi ostrzej. — Czy to jakiś żart?

— Nie.

— Czekam na ciebie, a ty nagle mnie zostawiasz? Bo jesteś zazdrosna o Seyran?

Diyar przełyka łzy.

— Nie jestem zazdrosna — zaprzecza. — Po prostu… przestałam być szczęśliwa obok ciebie.

Ferit milczy.

— Twoje życie stało się moim obowiązkiem — kontynuuje drżącym głosem. — Pomagałam ci się pozbierać i nawet nie zauważyłam, kiedy przestałam żyć własnym życiem. Zaniedbałam rodzinę, siebie… wszystko kręciło się wokół ciebie.

— Czyli byłem dla ciebie tylko projektem? — pyta cicho, z niedowierzaniem.

— Byłeś wszystkim — szepcze. — Ale ja już nie mogę.

Odwraca wzrok od fal.

— Ten związek donikąd nie prowadził. Przepraszam. Nie przychodź do mnie. Dziadek jest w domu. Dziękuję za wszystko.

Rozłącza się.

Telefon opada jej bezwładnie do dłoni.

Przez sekundę stoi nieruchomo, a potem łamie się całkowicie — opiera czoło o zimną barierkę i wybucha spazmatycznym płaczem.

***

Ferit jeszcze przez chwilę trzyma telefon przy uchu.

— Diyar…? Diyar?

Cisza.

Powoli opuszcza rękę. Jego twarz blednie, jakby ktoś nagle odciął z niej krew. Siada ciężko na ławce, niezdolny ustać na nogach.

Nie rozumie.

I właśnie dlatego boli go jeszcze bardziej.

***

Esme i Suna sprzeciwiają się decyzji Seyran o przeprowadzce do rodzinnego domu Sinana, przekonane, że powtarza błąd z czasów, gdy zamieszkała w rezydencji Korhanów. Widząc jednak, że żadne argumenty do córki nie docierają, Esme rezygnuje z dalszej rozmowy i wychodzi, zostawiając dziewczyny same w pokoju.

Suna siada obok Seyran na łóżku. Przez chwilę milczy, przyglądając się jej uważnie.

— Mi też nie powiesz prawdy?

Seyran splata palce.

— Wiem, co robię. Pani Ayla jest chora. Musimy tam zamieszkać… a Sinan też poniesie tego konsekwencje.

Suna marszczy brwi.

— Jakie konsekwencje?

Seyran spuszcza wzrok.

— Nie dostanie tego, na co czeka od dwóch lat. Nie w domu jego matki.

Suna nieruchomieje.

— Czekaj… — unosi brwi. — Między tobą a Sinanem… do niczego jeszcze nie doszło?

Cisza.

— Przez dwa lata? — dopytuje z niedowierzaniem. — Byliście razem, podróżowaliście… i ty nigdy nie byłaś gotowa?

— Nie — przyznaje Seyran prawie szeptem.

Suna przeciera twarz dłonią.

— To po co było to wszystko? Ślub, pośpiech, podpisy? Dlaczego się na to zdecydowałaś?

Seyran długo nie odpowiada.

— Problem nie leży w Sinanie — mówi w końcu. — Po Fericie nie jestem gotowa, by doświadczyć tego z kimkolwiek.

— Ale Sinan to nie „ktokolwiek”.

— Wiem — jej głos mięknie. — Zrobił dla mnie bardzo dużo. Czekał, nie naciskał, był obok… W drodze do Stambułu usłyszałam jego rozmowę z Abidinem i poczułam… że jestem mu coś winna. Dlatego wzięłam ślub.

Suna patrzy na nią uważnie.

— Ale mimo, że tak bardzo go kochasz, nadal nie jesteś gotowa, by coś z nim przeżyć. Nie wydaje ci się to dziwne?

Seyran zaciska palce na materiale sukienki.

— Z Feritem przeżyłam swój pierwszy raz. Nigdy nie wyobrażałam sobie, że kiedyś doświadczę tego z kimś innym.

— Tym „kimś innym” jest twój mąż.

— Wiem — mówi cicho. — Naprawdę wiem. Ale… to jeszcze nie czas.

***

Ferit wpada do domu matki bez pukania. Drzwi uderzają o ścianę, a on sam staje w progu jak ktoś, kto zgubił kierunek — ramiona opuszczone, spojrzenie puste. Na zewnątrz widać zielony ogród, ale on jakby go nie dostrzegał.

— Ferit…? — Gulgun natychmiast podnosi się z miejsca. — Co się z tobą stało?

Chłopak przez chwilę milczy, oddycha ciężko, jak po biegu.

— Diyar mnie zostawiła.

Słowa wypadają z niego matowo, bez złości — bardziej jak wyrok niż skarga.

— Pokłóciliście się?

Ferit nerwowo przeczesuje włosy i kręci głową.

— Nie było żadnej kłótni! — wybucha. — Nic. Zero. Rozumiesz? Po prostu… zadzwoniła. Nawet nie pozwoliła mi przyjechać. Nie chciała mnie zobaczyć. Rzuciła mnie przez telefon, jakbym był kimś obcym.

Zaciska dłonie.

— To było jak nóż w plecy, mamo. Nawet nie miałem szansy się obronić.

Gulgun delikatnie bierze go za ramię i prowadzi do ogrodu. Siadają naprzeciw siebie na wiklinowych fotelach. Nad nimi szumią drzewa, a cisza miejsca kontrastuje z jego rozedrganiem.

— Diyar nie zrobiłaby tego bez powodu — mówi spokojnie. — Coś ją do tego doprowadziło.

Ferit parska gorzko.

— Tak. Powrót Seyran. Jest o nią zazdrosna… tylko nie potrafi się do tego przyznać.

— Co dokładnie powiedziała? — Gulgun pochyla się ku niemu. — Opowiedz mi to od początku.

— Że byłem dla niej… projektem. Rozrywką. — Uśmiecha się krzywo — Powiedz mi, co to w ogóle znaczy? Jestem zabawką? Kimś, kogo się sprawdza, a potem odkłada na półkę?

Spogląda w bok, jakby znów słyszał tamtą rozmowę.

— Coś ukrywa. Wiem to. Ale nie chciała mi powiedzieć.

Zapada chwila ciszy. Ferit opada głębiej w fotel, a Gulgun siada naprzeciw na brzegu stolika, uważnie mu się przyglądając.

— Naprawdę nic więcej ci nie powiedziała?

— Powiedziała… że nie wie, dokąd zmierza ten związek.

Gulgun wzdycha cicho, jakby właśnie usłyszała brakujący element układanki.

— Właśnie od tego powinieneś zacząć, synu. Dokąd on zmierza?

Ferit marszczy brwi.

— Nie rozumiem.

— Do małżeństwa — odpowiada łagodnie, ale stanowczo. — Dla niej to było ważne.

— Jakiego małżeństwa, mamo?

— Normalnego. Prawdziwego. — Patrzy mu prosto w oczy — Czy ty kiedykolwiek ją o to zapytałeś?

Ferit milczy.

— Nie… ale mogła sama powiedzieć.

— Po co? — Gulgun lekko kręci głową. — Żeby usłyszeć odmowę? Która kobieta dobrowolnie naraża swoją dumę przed mężczyzną, którego kocha?

Jej głos mięknie.

— Spróbuj postawić się na jej miejscu. Ona całe miesiące stawiała się na twoim.

Ferit przygryza paznokieć, myśląc. Złość powoli ustępuje miejsca czemuś łagodniejszemu — zrozumieniu.

— Masz rację… — mówi w końcu cicho. — Tego nie da się wyjaśnić przez telefon.

Podnosi wzrok.

— Pojadę do niej. Porozmawiamy twarzą w twarz.

Gulgun uśmiecha się delikatnie. Ferit pochyla się i przytula ją mocno — jak chłopiec, który na chwilę przestał udawać silnego.

— Dziękuję, mamo.

— Idź i ją odzyskaj — szepcze, gładząc go po włosach.

Powyższy tekst stanowi autorskie streszczenie i interpretację wydarzeń z serialu Yalı Çapkını. Inspiracją do jego stworzenia był film Yalı Çapkını 77.Bölüm dostępny na oficjalnym kanale serialu w serwisie YouTube. W artykule zamieszczono również zrzuty ekranu pochodzące z tego odcinka, które zostały użyte wyłącznie w celach informacyjnych i ilustracyjnych. Wszystkie prawa do postaci, fabuły i materiału źródłowego należą do ich prawowitych właścicieli.

Podobne wpisy