„Złoty chłopak” Odc. 260 – streszczenie
Sevki — mężczyzna, który szantażował Sunę — wraca do swojego domu w biednej, zaniedbanej dzielnicy w środku dnia. Słońce bezlitośnie obnaża odpadający tynk i pęknięcia na ścianach budynku. Ulica jest cicha, niemal pusta. W jednej ręce niesie siatki z zakupami, drugą wyciąga klucz i otwiera drzwi.
Wchodzi do środka i zamyka je za sobą. Kieruje się w stronę kuchni, ale po kilku krokach nagle zastyga.
Siatki wypadają mu z rąk i z głuchym trzaskiem uderzają o podłogę. Warzywa rozsypują się po zniszczonych panelach.
W salonie ktoś siedzi.
— Co tu robisz, Abidinie? — pyta, czując, jak gardło momentalnie mu wysycha.
Na wersalce, pochylony do przodu, siedzi Abidin. Łokcie opiera o kolana, dłonie ma splecione, a spojrzenie — zimne, nieruchome — wbija w Sevkiego jak ostrze.
— Oszukałeś moją żonę na ogromne pieniądze — mówi cicho, ale w jego głosie nie ma ani cienia wahania. — Co jeszcze robisz w tej dziurze?
Sevki przełyka ślinę.
— Więc znasz już prawdę…
Abidin nie mruga nawet.
— Posłuchaj mnie uważnie. Nie jestem Suną. Nie jestem Kazimem. Nie będę z tobą negocjował. Wiem, że wiesz więcej, niż im powiedziałeś. Teraz powiesz wszystko mnie. Skąd wiesz, że jestem Korhanem? Od kogo się tego dowiedziałeś? Kim naprawdę jesteś?
Nagle wstaje.
Powoli. Celowo.
Zaczyna iść w stronę Sevkiego, zacierając dłonie, jakby próbował powstrzymać narastającą furię.
— Powiedz mi… albo połamię ci wszystkie kości. Jedną po drugiej.
Sevki cofa się instynktownie, aż plecami uderza o drzwi. Twarz ma bladą, a oczy rozszerzone strachem.
— Abidinie… uspokój się, proszę. — Jego głos drży. — Ja… jestem twoim wujkiem.
***
Orhan, ochłonąwszy po wybuchu gniewu, zaczyna rozumieć, że wyrzucenie Nurten z rezydencji było pochopne i zbyt impulsywne. Wyrzuty sumienia nie dają mu spokoju. Postanawia więc osobiście przeprosić matkę ukochanej i jedzie do domu, który — jak sądzi — należy do niej. Wciąż nie ma pojęcia, że kobieta była tam jedynie pokojówką.
Tymczasem przerażona Betul w pośpiechu dzwoni do matki. W jej głosie słychać wyraźną panikę. Informuje ją, że przekonała Orhana do cofnięcia decyzji i przywrócenia jej do pracy w rezydencji, ale mężczyzna chce osobiście pojechać do „jej” domu i z nią porozmawiać. Dla Nurten to jak cios w samo serce — zdaje sobie sprawę, że prawda może wyjść na jaw w każdej chwili. W pośpiechu zamawia taksówkę.
Już po kilkunastu minutach stoi pod domem Feride, swojej byłej pracodawczyni. Drzwi otwierają się z wyraźną niechęcią. Feride oznajmia chłodno, że znalazła już kogoś na jej miejsce i nie zamierza wpuścić jej do środka. Nurten jednak nie zamierza się wycofać. Strach przed kompromitacją i utratą wszystkiego popycha ją do desperacji. Wpycha się do domu siłą i dochodzi między nimi do szarpaniny.
W tym samym momencie rozlega się dzwonek do drzwi. Orhan już stoi na progu.
W oczach Nurten pojawia się panika. Jej wzrok pada na ciężki, porcelanowy wazon stojący na komodzie. Decyzja zapada w ułamku sekundy. Chwyta go i z całej siły uderza Feride w głowę. Kobieta osuwa się bezwładnie na podłogę jadalni, między stołem a krzesłami.
Zapada cisza.
Nurten, drżącymi rękami poprawia włosy i ubranie, po czym idzie otworzyć drzwi. Wpuszcza Orhana do środka z wymuszonym spokojem. Oboje siadają na kanapie w salonie. Mężczyzna przeprasza, mówi o swoim wybuchu, o tym, że działał pod wpływem emocji. Nurten przytakuje, starając się utrzymać opanowaną twarz, choć jej serce wali jak oszalałe. Co kilka sekund zerka ukradkiem w stronę jadalni. Za stołem, częściowo przysłonięta krzesłami, leży nieruchoma Feride.
Orhan, nieświadomy niczego, po krótkiej rozmowie wstaje i wychodzi.
Gdy drzwi się zamykają, maska spokoju znika z twarzy Nurten. Kobieta rzuca się w stronę jadalni. Klęka przy Feride, potrząsa nią, szarpie za ramię, wzywa ją półgłosem.
Brak reakcji.
Ciało leży bezwładnie. W domu znów zapada przerażająca cisza.
„Złoty chłopak” Odc. 261 – streszczenie
Abidin wraca do domu późnym wieczorem. Jego krok jest ciężki, powolny. Wygląda tak, jakby w ciągu jednego dnia postarzał się o kilka lat. Twarz ma bladą, oczy podkrążone, a ramiona opuszczone — jak człowiek, którego przygniotła prawda zbyt wielka, by unieść ją bez szwanku.
W salonie pali się tylko jedna lampka. Na kanapie, skulona w niewygodnej pozycji, śpi Suna. Czekała na niego tak długo, aż zmorzył ją sen.
Abidin podchodzi bliżej i bez słowa opada obok niej. Sprężyny kanapy skrzypią cicho.
Suna porusza się i otwiera oczy.
— Kochanie… — szepcze z ulgą i natychmiast obejmuje go, całując w policzek. — Dzięki Bogu, jesteś. Bałam się.
Abidin nie odwzajemnia uśmiechu. Drżącą dłonią wyciąga z kieszeni złożone zdjęcie i podaje je żonie.
Na fotografii widać młodą kobietę i młodego mężczyznę. Są uśmiechnięci i trzymają na rękach około roczne dziecko.
— To moi rodzice — mówi cicho. Głos mu się łamie. — Moi rodzice… zostali zamordowani przez Halisa Korhana.
Suna wstrzymuje oddech.
— Mój ojciec był nieślubnym synem ojca Halisa – ciągnie Abidin. – Nigdy nie dostał nazwiska ani żadnych praw. Był niewygodnym błędem. — Zaciska szczękę. — A moja mama była niewinna. Po prostu się w nim zakochała.
Łzy napływają mu do oczu.
— Ojciec postanowił walczyć o swoje. Chciał ubiegać się o spadek. Zagroził, że ujawni prawdę i zhańbi Korhanów. I wtedy wydarzył się „wypadek”. Hamulce w ich aucie zawiodły.
Milknie na moment.
— O ile to był wypadek…
Suna obejmuje jego ramię i delikatnie je masuje. Jej własne oczy też są mokre.
— Skąd Sevki to wszystko wie? — pyta cicho.
Abidin wpatruje się w podłogę.
— Ten Sevki, który ci groził… — robi krótką pauzę — to mój wujek. Brat mojej mamy. Babcia powiedziała mu prawdę przed śmiercią. Wyjawiła, że Cicek miała syna. Cicek… to moja mama.
Suna zamiera.
— Babcia oddała mnie Korhanom. Powiedziała, że nie chce pieniędzy splamionych krwią, ale skoro płynie we mnie ich krew, powinni wziąć za mnie odpowiedzialność. — Jego głos staje się gorzki. — A Latif przekazał mnie twojej ciotce, żeby oddała mnie do sierocińca.
Suna ciężko wzdycha, próbując uporządkować to, co słyszy.
— Jeśli nie było żadnej oficjalnej wzmianki… skąd Sevki wiedział, że jesteś jego siostrzeńcem?
Abidin podnosi rękę i odsłania nadgarstek, jakby wciąż widział na nim ślad.
— Miałem etykietkę. Z moim imieniem. Twoja ciotka musiała jej nie zauważyć albo ją zignorować. Moja mama nadała mi to imię. — Jego głos drży. — Całe życie myślałem, że nazwali mnie tak w sierocińcu. A okazuje się, że noszę imię, które wybrała dla mnie moja mama.
Te słowa łamią go ostatecznie.
Suna obejmuje go mocno i przyciąga do siebie. Abidin chowa twarz w jej ramieniu.
Płaczą razem — nad skrzywdzonym chłopcem, którym kiedyś był, i nad życiem, które od początku naznaczono kłamstwem.
***
Dziadek i babcia Diyar przyjeżdżają do rezydencji Korhanów, aby poznać narzeczonego wnuczki oraz jego rodzinę. Już od pierwszych minut wizyty przeżywają niemały szok. Kolejni domownicy przedstawiają się, wyjaśniają, kto z kim jest związany, kto był czyim mężem, kto czyją byłą żoną, a kto mieszka tu „tymczasowo”. Dla starszego małżeństwa układ relacji jest tak skomplikowany, że trudno im nadążyć.
Zamiast obrazu stabilnej, opartej na jasnych zasadach rodziny, widzą chaos przypominający raczej sagę w stylu „Mody na sukces” niż dom, w którym panują tradycyjne wartości.
— W tym domu nawet nie wiadomo, kto z kim jest żonaty — szepcze Ilyas do wnuczki, gdy przechodzą w stronę salonu. — Czy tu naprawdę nie ma ani jednego normalnego małżeństwa?
— Nasze będzie normalne — odpowiada Ferit z wymuszonym uśmiechem, próbując rozładować napięcie.
Sytuacja jednak szybko wymyka się spod kontroli. Spotkanie zapoznawcze przerywa gwałtowna sprzeczka między Nurten a Kazimem. Kobieta bierze go za złodzieja, podnosi głos, a oskarżenia padają bez zastanowienia. Atmosfera staje się napięta i niezręczna.
Ilyas i jego żona wymieniają znaczące spojrzenia. Nie potrafią wyobrazić sobie, by ich wnuczka miała stać się częścią tego – jak w myślach to nazywają – „domu wariatów”. Bez dłuższego wahania postanawiają zakończyć wizytę i zabrać Diyar ze sobą.
Tuż przed odjazdem dziewczyna prosi dziadka o chwilę rozmowy z Feritem.
— Diyar, przepraszam — zaczyna Ferit. — Nie przypuszczałem, że tak to się potoczy. Skąd miałem wiedzieć, że wszystko wybuchnie w takim momencie?
— A jak miało się potoczyć? — odpowiada z wyraźną irytacją. — W tym domu mieszka jej ciotka, a jej ojciec pojawia się, kiedy chce. Na dodatek to ona jest właścicielką tego domu. Do tego jeszcze pracujecie razem. Seyran jest w centrum twojego życia. Nie wymażesz jej, przestawiając meble w pokoju. Teraz rozumiesz, dlaczego zabroniłam ci się z nią spotykać?
Ferit spuszcza wzrok.
— Rozumiem. I rozwiążę to. Nie wiem jeszcze jak, ale obiecuję, że zrobię porządek.
— Wiem, jak możesz to zrobić — mówi chłodno Diyar. — Powiesz jej wprost, że nie chcesz jej więcej widzieć.
Po tych słowach zdejmuje z palca pierścionek zaręczynowy i podaje mu go.
— Kiedy z nią porozmawiasz i zakończysz tę relację raz na zawsze, wtedy z powrotem go założę.
Odwraca się bez słowa. Chwilę później wsiada do samochodu razem z dziadkami. Auto odjeżdża, zostawiając Ferita stojącego samotnie przed rezydencją — z pierścionkiem w dłoni i obietnicą, która może kosztować go więcej, niż przypuszcza.
Powyższy tekst stanowi autorskie streszczenie i interpretację wydarzeń z serialu Yalı Çapkını. Inspiracją do jego stworzenia był film Yalı Çapkını 78.Bölüm dostępny na oficjalnym kanale serialu w serwisie YouTube. W artykule zamieszczono również zrzuty ekranu pochodzące z tego odcinka, które zostały użyte wyłącznie w celach informacyjnych i ilustracyjnych. Wszystkie prawa do postaci, fabuły i materiału źródłowego należą do ich prawowitych właścicieli.














