Złoty chłopak odc. 265: Ferit ucieka sprzed ołtarza, by ratować Seyran!

Seyran zaczyna źle się czuć podczas kolacji.

„Złoty chłopak” Odc. 265 – streszczenie

Sinan zaprasza Seyran na pożegnalną kolację do domu na wsi. Mówi, że chce zakończyć wszystko spokojnie, bez krzyków i żalu. Sam przygotowuje stół — białą zastawę, świece, makaron w gęstym sosie serowym, który kiedyś tak bardzo jej smakował.

Seyran przychodzi bez podejrzeń. Jest zmęczona ostatnimi wydarzeniami, ale spokojna. Siada naprzeciwko niego. W powietrzu unosi się zapach jedzenia i cisza, która wydaje się nienaturalnie ciężka.

Zaczynają jeść. Seyran przełyka pierwsze kęsy makaronu, nieświadoma, że w talerzu kryje się coś więcej niż tylko sos i przyprawy. Sinan patrzy na nią uważnie. W jego oczach miesza się czułość z czymś mrocznym, niepokojącym.

Po tym, jak zażądała rozwodu, podjął decyzję, która w jego umyśle wydawała się jedyną możliwą. Skoro nie mogą być razem w życiu — będą razem w śmierci.

***

W tym samym czasie Ayla znajduje w domu list pozostawiony przez syna. Kartka leży na jego łóżku, starannie złożona. Kobieta rozpoznaje jego pismo od pierwszego spojrzenia.

Drżącymi dłońmi zaczyna czytać:

Bardzo cię kocham, mamo. Ale w tym życiu najbardziej kocham Seyran. Ona jednak nie mogła mnie pokochać. Ani na chwilę nie przestała kochać Ferita. Od pierwszego dnia robiłem wszystko, by to zmienić, ale poniosłem porażkę. Taka jest prawda. Jej serce bije dla niego. Co mogę zrobić? Po tak długim czasie nie mogę bez niej żyć, mamo. Dlatego ona pójdzie ze mną. Jeżeli nie możemy być razem na tym świecie, będziemy razem tam, dokąd trafimy. Kochana mamo, kiedy czytasz ten list, ja już zapewne jestem martwy. Przepraszam. Wybacz mi.

Kartka wysuwa się z jej palców.

— Nie… — szepcze, cofając się o krok. — Sinan, nie…

Krzyk rozdziera ciszę domu. Ayla wybucha rozpaczliwym płaczem, chwytając się za serce, jakby próbowała zatrzymać nadciągającą tragedię.

***

Abidin przyjeżdża do rezydencji z jednym celem — przerwać ślub Ferita i Diyar. Wkracza zdecydowany, gotów wywołać skandal w najważniejszym dniu życia swojego dawnego przyjaciela, a obecnie największego wroga.

Wtedy dzwoni jego telefon. To Hazal. Jej głos drży, gdy przekazuje mu informację o liście pożegnalnym, który zostawił jej brat. Z każdą kolejną sekundą twarz Abidina kamienieje.

W jednej chwili wszystko przestaje mieć znaczenie.

Abidin podnosi wzrok na Ferita. Nie musi nic wyjaśniać — wystarczy kilka słów. Ferit natychmiast rozumie, że stało się coś znacznie poważniejszego niż ich konflikt. Zapomina o sporze, o gniewie, o wzajemnych oskarżeniach. Zapomina nawet o ślubie.

Bez wahania zostawia Diyar — stojącą w sukni ślubnej, pośród zdezorientowanych gości i narastającego chaosu. Nie tłumaczy się, nie ogląda za siebie.

Razem z Abidinem wsiadają do jednego samochodu i ruszają z piskiem opon. Teraz liczy się tylko jedno: zdążyć na czas i uratować Seyran.

***

Akcja wraca do domu na wsi. W salonie panuje półmrok, a ciepłe światło świec odbija się w kryształowej karafce i kieliszkach z wodą. Za oknami czarna noc, w kominku trzaska ogień. Na stole czerwone róże, owoce, makaron w jasnym, serowym sosie. Kolacja jak z romantycznego snu.

Seyran uśmiecha się blado, odkładając widelec.

– Cieszę się, że tak spokojnie zareagowałeś na tę decyzję – mówi cicho. – Byliśmy dobrymi przyjaciółmi. Nie niszczmy tego.

Sinan siedzi naprzeciwko, wyprostowany, nienaturalnie opanowany. Patrzy na nią długo, zbyt długo.

– Nie martw się, Seyran. Nie stracimy tego, co mamy.

– Spędziliśmy razem bardzo piękne chwile. Jesteś dla mnie bardzo cenny.

– To prawda – odpowiada, ocierając usta serwetką. – Na tyle cenny, że postanowiłaś przekreślić nasze dwa lata i dwa miesiące jednym słowem: „rozwód”.

– Niczego nie przekreśliłam. Zrobiłam to, bo cię szanuję. I wiem, że możesz być szczęśliwy z kimś innym.

Sinan unosi widelec. Na moment zawiesza go w powietrzu.

– To się nie wydarzy – mówi cicho. – Nie uszczęśliwię nikogo innego, ponieważ… – lekko kaszle, jakby coś stanęło mu w gardle – dotarliśmy do końca drogi.

Seyran marszczy brwi.

– Co powiedziałeś?

– Mówię, że przeszliśmy razem tak wiele… że jeśli nie możemy żyć razem, to nie żyjmy w ogóle.

Cisza rozcina pokój ostrzej niż krzyk.

Seyran powoli wstaje. W głowie zaczyna jej wirować. Światło świec rozmazuje się w oczach.

– Sinan… czy my… umrzemy? – pyta szeptem.

On kiwa głową. Spokojnie. Prawie łagodnie. Nadal przeżuwa makaron.

Serce Seyran zaczyna walić jak oszalałe. Chwyta się oparcia krzesła.

– Co mi zrobiłeś?

– Nic takiego – odpowiada. – Po prostu przygotowałem nasz ostatni posiłek.

W tej samej chwili jego telefon zaczyna dzwonić. Spogląda na ekran i uśmiecha się blado.

– Abidin. Na pewno zabrał ze sobą Ferita. Bohaterowie pędzą, żeby cię uratować. – Odkłada telefon. – Nie zdążą.

Seyran cofa się o krok, ale nogi odmawiają jej posłuszeństwa. Czuje, jak siły odpływają z każdą sekundą.

– Co tam dodałeś…? – jej głos jest już tylko cieniem.

– Szef kuchni nigdy nie zdradza sekretów – odpowiada, nabierając kolejną porcję, choć kaszel coraz bardziej daje mu się we znaki.

Telefon Seyran dzwoni gdzieś na kanapie. Ekran rozświetla mrok. Dziewczyna próbuje do niego dojść, robi dwa chwiejne kroki i nagle osuwa się na podłogę. Jej ciało uderza o chłodne kafle. Oddech staje się płytki.

Sinan z trudem wstaje. On także chwieje się, ale dociera do kanapy. Podnosi jej telefon.

– Ferit próbuje się dodzwonić – mówi, wracając i kucając przy niej. – Twój bohater już jedzie. Teraz możesz odejść spokojna.

Wyłącza telefon. Odkłada go obok jej dłoni.

Seyran leży na boku. Jej policzek przywiera do zimnej podłogi. Wzrok traci ostrość, a sufit wiruje. W oddali słyszy trzask drewna w kominku.

– Boże… pomóż mi… – szepcze resztką sił.

Sinan również osuwa się na podłogę, kilka kroków od niej. Jego oddech staje się ciężki.

– Nikt ci nie pomoże… Jest już za późno… – wyszeptuje, po czym bezwładnie opada na plecy.

Łzy spływają po skroni Seyran i wsiąkają w chłodne kafle. Ostatkiem sił porusza ustami. Powieki opadają, coraz wolniej.

– Ferit… znajdź mnie…

Jej głos gaśnie razem z płomieniem świec drżących na stole.

***

Feritowi i Abidinowi udaje się w końcu odnaleźć dom na wsi. Drzwi są zamknięte, w środku panuje cisza, która mrozi krew w żyłach. Gdy wreszcie wpadają do salonu, zastają obraz, którego żaden z nich nie zapomni do końca życia — zastawiony stół, dogasające świece, rozsypane owoce… i dwa nieruchome ciała na podłodze.

Ratownicy medyczni zjawiają się kilka minut później. Klękają przy Seyran. Jeden z nich sprawdza puls.

– Jest bardzo słaby – mówi poważnie. – Ledwie wyczuwalny.

Ferit czuje, jak ziemia usuwa mu się spod nóg.

– Ratujcie ją. Błagam was, ratujcie ją – powtarza, jakby to była jedyna modlitwa, jaką zna.

Seyran zostaje wyniesiona na noszach. Jej dłoń bezwładnie opada z krawędzi materaca. Ferit natychmiast ją chwyta i nie puszcza ani na chwilę. Wskakuje do karetki razem z nią.

Podczas drogi do szpitala siedzi obok, ściskając jej zimne palce. Monitor wydaje nieregularne sygnały, ratownik podaje kolejne leki, a Ferit pochyla się nad jej twarzą.

– Seyran… słyszysz mnie? Jestem tu. Nie zostawiaj mnie. Proszę… – jego głos drży, łamie się, ale nie przestaje mówić. – Walcz. Dla mnie. Dla nas…

***

W szpitalu wybucha chaos. Rodzina Sinana i bliscy Seyran wpadają na siebie na korytarzu. Padają oskarżenia, podniesione głosy odbijają się echem od sterylnych ścian.

Sytuacja niemal wymyka się spod kontroli. Dopiero interwencja personelu i ochrona przywracają względny porządek.

Kiedy emocje opadają choć odrobinę, Ferit oddala się w milczeniu. Idzie do szpitalnej stołówki. Przy jednym ze stolików siedzi Diyar. Bez welonu i bez uśmiechu. Z kubkiem zimnej już herbaty w dłoniach.

Ferit podchodzi i siada naprzeciwko.

– Jesteś zła, prawda? – pyta cicho. – Byłaś przy mnie przez całą noc. A ja… nawet nie potrafiłem cię przeprosić. Nie wtedy, gdy Seyran walczyła o życie.

Diyar patrzy na niego spokojnie.

– Zrobiłeś to, co musiałeś zrobić. Nie ma nic ważniejszego niż czyjeś życie. Nawet własny ślub.

Ferit opuszcza wzrok.

– Jesteś aniołem, Diyar.

– Nie – odpowiada łagodnie. – Po prostu jestem człowiekiem. A gdyby nie ty, Seyran już by nie żyła. To ty ją znalazłeś. Uratowałeś ją.

Po chwili dodaje ciszej:

– Każdego dnia spotykam kobiety, które padły ofiarą przemocy. Nie pozwolę, żeby to przeszło bez konsekwencji. Zrobię wszystko, by winny poniósł karę.

– Nie mogę ci wystarczająco podziękować.

– Nie masz za co. To mój obowiązek. Jako kobiety. Jako prawniczki. I przede wszystkim jako człowieka.

Zapada chwila ciszy.

– Jak myślisz… – odzywa się Ferit z cieniem uśmiechu – czy pan Ilyas mi wybaczy? Czy raczej skaże mnie na śmierć za porzucony ślub?

Diyar unosi brwi.

– Nie znasz jeszcze dobrze mojego dziadka. Jest surowy, to prawda. Ale gdyby był na twoim miejscu, zrobiłby dokładnie to samo. Więc przestań się martwić.

Na twarzy Ferita po raz pierwszy od wielu godzin pojawia się prawdziwy, choć zmęczony uśmiech. Ujmuje dłonie Diyar.

W tym momencie do stolika podchodzi Gulgun. Jej oczy są wilgotne.

– Seyran się obudziła – mówi.

Krzesło zgrzyta o podłogę. Ferit wstaje tak gwałtownie, że niemal je przewraca. W jednej chwili znika ze stołówki, biegnąc korytarzem w stronę sali, w której leży kobieta, którą – mimo wszystko – wciąż kocha.

Powyższy tekst stanowi autorskie streszczenie i interpretację wydarzeń z serialu Yalı Çapkını. Inspiracją do jego stworzenia były filmy Yalı Çapkını 79.Bölüm i Yalı Çapkını 80.Bölüm dostępne na oficjalnym kanale serialu w serwisie YouTube. W artykule zamieszczono również zrzuty ekranu pochodzące z tych odcinków, które zostały użyte wyłącznie w celach informacyjnych i ilustracyjnych. Wszystkie prawa do postaci, fabuły i materiału źródłowego należą do ich prawowitych właścicieli.

Podobne wpisy