Dziedzictwo odc. 879: Cansel knuje za plecami Poyraza!

Cansel rozmawia przez telefon.

„Dziedzictwo” Odc. 879 – streszczenie

Doga nie chciała rozmawiać z rodzicami. W jej małym sercu wrzała złość, gorąca i nieposkromiona, bo nie zgodzili się na wspólne mieszkanie. W przypływie gniewu zaczęła niszczyć swoje zabawki, rozrzucając je po całym pokoju, a każdy upadający przedmiot zdawał się być niemym krzykiem jej rozpaczy. Ferit i Ayse usiłowali ją uspokoić, ale dziewczynka tylko odwracała głowę i rzucała w nich pluszakami, jakby to oni byli wrogami, którym należała się kara.

– To twoja wina! Doprowadziłeś ją do tego stanu! – syknęła Ayse przez zaciśnięte zęby, starając się pohamować gniew.

Ferit spojrzał na nią ostro, a jego twarz stwardniała jak kamień.

– Nie próbuj zwalać na mnie winy – odparł lodowato. – I nie próbuj używać tego jako pretekstu, żeby mnie wyrzucić. Nigdzie się nie wybieram. Będę tutaj, dopóki Doga się nie uspokoi i nie zechce z nami porozmawiać.

***

Poyraz sprowadził Yusufa i Nanę do domu, ale jego matka przywitała ich chłodnym, nieufnym spojrzeniem. W jej oczach czaił się lęk, a może i gniew.

– Synu, wiem wszystko – oznajmiła pani Cennet twardym głosem. – Ich prześladowcy spalą całą dzielnicę, jeśli ich tutaj zatrzymasz. Naprawdę chcesz ich trzymać pod naszym dachem, wiedząc, co może się wydarzyć?

Poyraz nawet nie mrugnął.

– Zostaną – odparł stanowczo. – A jeśli powiesz, że nie mogą, wyprowadzę się razem z nimi.

W pokoju zapadła cisza. Pani Cennet zacisnęła usta, ale nie powiedziała nic więcej. Poyraz skinął głową do swoich gości i zaprowadził ich do jednego z pokoi.

– Zawsze wszystkim się sprzeciwiasz – zauważyła Nana, patrząc na niego z wyraźnym niezadowoleniem. – I temu draniowi, i swojej rodzinie.

Poyraz westchnął.

– Robię to, co słuszne.

– Ale skąd się dowiedziałeś? – W jej głosie zabrzmiała podejrzliwość.

Nana uniosła wzrok na Yusufa, jakby coś przeczuwała. Chłopiec opuścił głowę.

– Nano, ja… – zaczął niepewnie Yusuf. – Powiedziałem, bo chciałem, żeby brat Poyraz wiedział, że nie jesteśmy złymi ludźmi.

Nana znów spojrzała na Poyraza, tym razem z czymś na kształt obawy w oczach.

– Więc wiesz już wszystko? – spytała cicho. – Ten człowiek jest niebezpieczny. Lepiej, żeby domownicy wiedzieli jak najmniej. Niech nadal myślą, że jesteśmy tylko matką i synem.

– Nie musisz się tłumaczyć – zapewnił Poyraz. – Ale wiedz jedno: wszystko zrozumiałem. Jesteście tutaj bezpieczni. Weź się w garść. Porozmawiamy później.

Nana pokręciła głową. Jej oczy błyszczały od tlących się emocji.

– Nie będzie żadnego później – powiedziała z determinacją. – Nie możemy narażać was na niebezpieczeństwo. Jeszcze dzisiaj wydostaniemy się z dzielnicy i odejdziemy.

Poyraz spojrzał na nią uważnie. Przez chwilę zdawał się ważyć jej słowa, analizować każdy ich cień. W końcu odezwał się niskim, twardym głosem:

– Znasz go lepiej niż ja – stwierdził, myśląc o Truciźnie. – On i jego ludzie czekają na was w zasadzce. Dlatego zostaniecie tutaj. Kropka.

Obrócił się na pięcie i wyszedł, nie zostawiając miejsca na dalszą dyskusję.

***

Cansel prasowała ubrania, a jej mąż, Sahin, siedział w fotelu, z pozornym spokojem zatopiony w lekturze gazety.

– Zaczarowali Poyraza, prawda? – zagadnęła kobieta, nie odrywając wzroku od parującego żelazka. – Przyszła z dzieckiem i naruszyła nasz spokój. Mama jest zdruzgotana, jej ciśnienie wzrosło. Boję się, że dostanie udaru. Mój stan również jest oczywisty. Jestem w ciąży. Kiedy najbardziej potrzebuję spokoju, moje serce bije jak szalone. Usłyszałam te groźby na własne uszy. Nogi się pode mną ugięły.

– Poyraz trzyma się swoich decyzji i słowa – odpowiedział Sahin, nie odrywając wzroku znad gazety.

– Brawo! – parsknęła Cansel, odkładając żelazko z ostrym stukotem. – Czy nie jesteś jego bratem? Wystarczy jedno twoje słowo, a zmieniłby zdanie. Ale czego mam się po tobie spodziewać? Po prostu siedzisz w kącie. Wiesz, kiedy przegrałeś? W momencie, gdy powierzyłeś Poyrazowi prowadzenie tej rodziny.

Sahin gwałtownie rzucił gazetę na łóżko i zerwał się na równe nogi.

– Nie przekraczaj granicy! – warknął. – Kiedy umarł mój ojciec, kiedy byłem w gorszym stanie niż teraz… – Wyciągnął przed siebie ręce, prezentując, jak drżały. – Kto rzucił studia i przejął warsztat? Kto zaopiekował się rodziną? Poyraz zapłacił nawet czynsz za twój salon! Czy bez powodu powiedziałem, że jest głową tej rodziny? Oddał za nas życie. Ż-y-c-i-e!

Cansel poczuła dreszcz. Głos jej męża był napięty, pełen surowego żalu.

– Nie denerwuj się, proszę – powiedziała łagodniej. – Powiedziałam to w złości. Wcale tak nie myślę.

Ale Sahin już jej nie słuchał. Wyszedł z pokoju, zatrzaskując za sobą drzwi.

Cansel opadła na fotel i wbiła wzrok w dal.

– Uganiałam się za nim, bo był lwem, ale zmienił się w ulicznego kota – szepnęła do siebie.

W tym momencie rozbrzmiał dzwonek jej telefonu. Podniosła słuchawkę.

– Halo, braciszku?

– Doszły mnie niepokojące wieści – powiedział mężczyzna po drugiej stronie. – Co tam się u was dzieje?

– To dzieło Poyraza – odparła Cansel, sącząc w słowa jadowitą frustrację. – Sprowadził do naszego domu kobietę i bachora, a razem z nimi kłopoty. Próbuje ich chronić. Typowy Poyraz, znasz go.

– Boże mój, jakby mógł rozwiązać wszystkie problemy tego świata… – westchnął jej brat. – Nie martw się, to minie. A co z drugą sprawą? Czy prowadzi dochodzenie?

– Nie. Odkąd wyszedł na wolność, interesuje się tylko nimi – odparła Cansel. – W pewnym sensie to dobrze, zyskamy na czasie.

– Dobrze. Wkrótce wrócę, wtedy wszystkim się zajmiemy.

***

Wilk wkroczył do gabinetu Trucizny.

– Dotarliśmy do nowych informacji o Poyrazie – oznajmił, stając na baczność. – Spędził trzy lata w więzieniu za narkotyki znalezione w jego warsztacie. Wygląda na to, że to było oszczerstwo. Nie ma nic wspólnego z tymi rzeczami, jest czysty.

Trucizna uniósł brew i oblizał wargi w drapieżnej ekscytacji.

– Zatem go zabrudź – powiedział, rozciągając usta w obłąkańczym uśmiechu. – Od tego tu jesteś.

Wilk skinął głową.

– Jeśli dostaniemy się do tej dzielnicy, znajdę sposób. Ale postawili żywy mur, nie ma wejścia.

Trucizna wstał z fotela, a jego oczy zwęziły się jak u kota czającego się na ofiarę.

– Znajdź go! – powiedział z naciskiem. – Wśród mieszkańców musi być ktoś zepsuty.

W tym momencie drzwi gabinetu otworzyły się i do pomieszczenia wszedł inny człowiek Trucizny.

– Jeden facet nalega na rozmowę z tobą. To ważne – oznajmił, podając szefowi telefon.

Trucizna przejął słuchawkę i przyłożył ją do ucha.

– Kim jesteś? – zapytał zatrutym jadem głosem.

Powyższy tekst stanowi autorskie streszczenie i interpretację wydarzeń z serialu Emanet. Inspiracją do jego stworzenia były filmy Emanet 633. Bölüm i Emanet 634. Bölüm dostępne na oficjalnym kanale serialu w serwisie YouTube. W artykule zamieszczono również zrzuty ekranu pochodzące z tych odcinków, które zostały użyte wyłącznie w celach informacyjnych i ilustracyjnych. Wszystkie prawa do postaci, fabuły i materiału źródłowego należą do ich prawowitych właścicieli.

Podobne wpisy