Panna młoda odc. 64: Brutalny szantaż! Mukadder odbiera Sinem dziecko!

Mukadder i Sinem stoją twarzą w twarz.

„Panna młoda” Odc. 64 – streszczenie

Cemil zostaje zabrany na operację. Drzwi sali operacyjnej zamykają się z cichym trzaskiem, który dla Hancer brzmi jak wyrok.

Na korytarzu zapada ciężka cisza.

Hancer siedzi na krześle, nieruchoma, ze splecionymi dłońmi. Jej spojrzenie wbite jest w drzwi z napisem „Sala operacyjna”. Obok niej siada Sinem i delikatnie kładzie dłoń na jej ramieniu.

— Nigdy się nie obawiaj — mówi cicho, z niezwykłą łagodnością. — Wiesz, kiedy mówimy, że coś jest niemożliwe… Bóg lubi udowadniać nam, że się mylimy.

Hancer nie odrywa wzroku od drzwi.

— Zobacz na siebie — kontynuuje Sinem. — Mężczyzna, o którym byłaś przekonana, że nigdy nie będziecie razem, dziś stoi obok ciebie. Jeśli upadniesz, to on pierwszy wyciągnie do ciebie rękę. Czy uwierzyłabyś w to kilka miesięcy temu?

Hancer uśmiecha się blado, przez łzy.

— Powiedziałabym, że to niemożliwe…

Sinem ściska lekko jej dłoń.

— Właśnie. Dlatego uwierz, że i tym razem stanie się coś, czego dziś nie potrafisz sobie wyobrazić.

Hancer w końcu spogląda na nią.

— Naprawdę tak będzie?

— Musi — odpowiada Sinem spokojnie. — Nie trać nadziei. Bóg słyszy nasze modlitwy.

W tym momencie na korytarzu pojawia się Emir wraz z sąsiadką. Chłopiec trzyma się jej kurczowo, ale jego spojrzenie natychmiast szuka Hancer.

— Gdy usłyszał, że idziemy do szpitala, uparł się, że pójdzie z nami — tłumaczy kobieta. — Kazałam mu zostać w domu z dziećmi, ale nie posłuchał.

Spogląda ciepło na Hancer.

— Niech Bóg ma twojego brata w opiece. Od razu zaczęłam się modlić, kiedy się dowiedziałam.

— Dziękuję, sąsiadko — odpowiada Derya chłodno. — Zabrali go na operację. Teraz tylko Bóg wie, czy przeżyje.

Słowa te zawisają w powietrzu jak ciężar.

Hancer zamiera. Nie tyle same słowa ją ranią, co sposób, w jaki zostały wypowiedziane — bez cienia emocji.

Zaciska wargi. Nic nie mówi. Wie, że Derya się nie zmieni.

***

Hancer wychodzi na zewnątrz. Świeże powietrze uderza ją w twarz, ale nie przynosi ulgi.

Siada na murku przed szpitalem, obejmuje się ramionami i spuszcza głowę.

— Oddałabym wszystko choćby za jeden promyk nadziei — szepcze do siebie. — A ona mówi takie rzeczy…

Zamyka oczy.

— Ach, mój bracie…

W jej myślach pojawia się obraz Cemila — uśmiechniętego, pogodnego, pełnego życia.

Nagle czuje na plecach ciepło.

Otwiera oczy.

Cihan stoi za nią i delikatnie okrywa ją swoim płaszczem. Potem siada obok, blisko — tak, by mogła oprzeć się o niego, jeśli zechce.

— Jeśli myślisz o swoim bracie — mówi spokojnie — musisz zadbać też o siebie.

Hancer spogląda na niego. W jej oczach wciąż widać lęk, ale pojawia się też coś jeszcze — zaufanie.

— Cihanie… — zaczyna niepewnie. — O co poprosił cię mój brat przed operacją?

Zawiesza głos.

— Jeśli to nie tajemnica…

Cihan przez chwilę milczy. Jego spojrzenie mięknie, ale widać w nim wahanie.

— Chciałbym odpowiedzieć na wszystkie twoje pytania — mówi w końcu cicho. — Ale to nie tylko moja historia.

Spogląda jej w oczy.

— A twój brat… mógłby nie chcieć, żebym to zdradził.

Hancer przyjmuje tę odpowiedź w ciszy.

***

Cihan stoi na korytarzu, oparty plecami o chłodną ścianę. Ma zamknięte oczy, jakby próbował choć na chwilę odciąć się od napięcia, które wisi w powietrzu. Jego dłonie są zaciśnięte w pięści.

Kilka metrów dalej Derya siedzi z synem. Przez chwilę uważnie obserwuje mężczyznę, po czym pochyla się do chłopca.

— Emir, chodź tutaj — szepcze, chwytając go za rękę.

Wstają.

— Porozmawiam teraz z bratem Cihanem. Usiądź tutaj, spuść głowę i nie odzywaj się, dobrze?

Chłopiec patrzy na nią poważnie i kiwa głową.

Siada posłusznie na krześle obok Cihana, spuszcza wzrok i splata dłonie na kolanach — dokładnie tak, jak mu polecono.

Cihan otwiera oczy i dostrzega go kątem oka, ale zanim zdąży coś powiedzieć, podchodzi Derya.

— Szwagrze… możemy chwilę porozmawiać? — pyta cicho.

— Oczywiście. Stało się coś?

Kobieta uśmiecha się blado, choć w jej oczach czai się napięcie.

— Czy oprócz problemów mam dziś coś jeszcze?

Cihan prostuje się i patrzy na nią uważniej.

— Nie rozumiem.

— Naprawdę? — jej głos staje się ostrzejszy, choć nadal jest ściszony. — Wszyscy udajecie, że wszystko będzie dobrze. Robisz to dla Hancer, żeby się nie załamała. Ale spójrz prawdzie w oczy… wiemy, w jakim stanie jest Cemil.

Cihan kręci głową, stanowczo się nie zgadzając.

— Wierzę, że z tego wyjdzie. Operacja się uda. Wyjdzie stąd o własnych siłach.

— To też moje marzenie — odpowiada szybko. — Jest moim mężem. Ojcem mojego dziecka.

Na moment jej głos łagodnieje, po czym znów twardnieje.

— Ale jest też druga strona. Taka, o której nikt nie chce mówić.

Cihan marszczy brwi.

— Powiedz wprost, do czego zmierzasz.

Derya bierze głęboki oddech.

— Hancer jest bezpieczna. Ma ciebie. Ma tę całą waszą rezydencję. Wszyscy zrobią dla niej wszystko.

Zawiesza głos i wskazuje lekko na drzwi sali operacyjnej.

— A ja? Jeśli Cemil umrze… co zostanie mnie i mojemu dziecku?

Cihan milknie. Jego wzrok mimowolnie pada na Emira — chłopiec siedzi nieruchomo, z opuszczoną głową, jakby próbował zniknąć.

— Nie martw się — mówi w końcu spokojniej. — Dopóki tu jestem, niczego wam nie zabraknie.

Derya przygląda mu się uważnie. W jej oczach pojawia się coś na kształt ulgi, ale też kalkulacji.

— Dlatego przyszłam do ciebie — mówi ciszej. — Jeśli, nie daj Boże, Cemil umrze, wszystko się zmieni. Nie będziemy już częścią życia Hancer.

Zbliża się o krok.

— Szwagrze… czy mogłabym znaleźć pracę w twojej firmie?

Cihan unosi brwi.

— Pracę?

— Potrafię sprzątać i parzyć herbatę. Niczego się nie boję. Przed waszym ślubem właśnie tym się zajmowałam — dodaje szybko. — Nie mam problemu z ciężką pracą.

Zapada krótka cisza. Cihan patrzy na nią długo, po czym jego spojrzenie łagodnieje.

— Nie musisz mnie o to prosić — mówi w końcu. — Jesteście dla mnie dziedzictwem, które Cemil mi powierzył.

Podchodzi do chłopca i delikatnie mierzwi mu włosy.

— A o powierzone rzeczy się dba.

Emir podnosi na chwilę wzrok — po raz pierwszy od początku rozmowy.

W tej samej chwili na korytarzu pojawia się Hancer. Zatrzymuje się, gdy widzi Deryę stojącą blisko Cihana. Jej spojrzenie natychmiast się wyostrza.

— Niech Bóg cię błogosławi — mówi Derya, cofając się o krok. — Teraz jest mi lżej.

Odwraca się, chcąc odejść, ale Hancer natychmiast ją zatrzymuje.

— O czym rozmawialiście? — pyta cicho, ale ostro.

Ich spojrzenia się krzyżują. Hancer dobrze zna ten ton. I tę twarz.

— O niczym szczególnym — odpowiada Derya, lekko uniesionym głosem, jakby dotknięta podejrzeniem. — Zwykła rozmowa.

Nie czeka na dalsze pytania. Chwyta syna za rękę.

— Emir, chodź. Zobaczymy, czy zostały jeszcze jakieś kanapki.

Chłopiec wstaje bez słowa. Odchodzą razem w stronę stołówki.

Hancer patrzy za nimi jeszcze przez chwilę.

***

Operacja trwa. Czas zdaje się stać w miejscu.

Hancer siedzi na twardym krześle, z dłońmi splecionymi na kolanach. Obok niej Emir wierci się niespokojnie, co chwilę zerkając na drzwi sali operacyjnej.

W końcu nie wytrzymuje.

— Ciociu… — zaczyna cicho. — Boisz się, że wujek Cemil umrze?

Słowa chłopca przecinają ciszę jak ostrze. Hancer odwraca się do niego natychmiast, zmuszając się do łagodnego uśmiechu.

— Mój drogi — mówi miękko. — Czy coś takiego w ogóle jest możliwe? Twój wujek jest silny. Nic mu się nie stanie.

Emir przygląda jej się uważnie, jakby próbował sprawdzić, czy mówi prawdę.

— Ale jeśli… — waha się — jeśli jednak umrze… to wujek Cihan się nami zaopiekuje.

Uśmiech znika z twarzy Hancer.

— Kto ci to powiedział?

— Mama — odpowiada bez wahania. — Powiedziała, że jeśli będę grzeczny, wujek Cihan zapisze mnie do prywatnej szkoły…

Spuszcza wzrok.

— Ale ja nie chcę, żeby wujek Cemil umarł.

Te słowa są jak cios.

Hancer zamiera na ułamek sekundy, po czym gwałtownie wstaje.

Jej oddech przyspiesza. Oczy ciemnieją.

Bez słowa rusza w stronę Deryi. Chwyta bratową za ramię i niemal siłą wciąga ją do pustego pomieszczenia obok.

— Co się stało?! — oburza się Derya, wyrywając rękę. — Dlaczego się tak zachowujesz?

Hancer patrzy na nią z niedowierzaniem. W jej oczach widać gniew i ból.

— Mój brat walczy o życie — mówi drżącym głosem — a ty już planujesz, co zyskasz po jego śmierci?!

Derya unosi brwi.

— O czym ty w ogóle mówisz?

— Przestań udawać! — Hancer podchodzi bliżej. — Dlaczego prosisz Cihana o pomoc? Dlaczego wciągasz w to dziecko?! Czy moje słowo ci nie wystarczy?

— Twoje słowo? — przerywa jej Derya z gorzkim śmiechem. — Jednego dnia nazywasz go mężem, a drugiego wracasz do domu brata z walizką!

Robi krok w jej stronę.

— A ja? Co ja mam zrobić? Mam żyć w niepewności? Czekać, aż łaskawie zdecydujesz, czy jesteś jego żoną, czy nie?

Hancer zaciska pięści.

— Od lat opiekuję się twoim bratem! — ciągnie Derya, coraz ostrzej. — Nie miałam tyle szczęścia co ty. I co teraz? Mam zostać z niczym?!

W tym momencie w drzwiach staje Cihan. Jego spojrzenie natychmiast obejmuje obie kobiety.

— Co się dzieje? — pyta spokojnie, ale stanowczo. — Jest jakiś problem?

Derya odwraca się do niego błyskawicznie. Jej twarz zmienia się w jednej chwili — gniew ustępuje miejsca pozornej bezradności.

— To my jesteśmy problemem, szwagrze — mówi cicho, z nutą żalu. — Mówiłam ci… Już teraz jesteśmy dla niej ciężarem.

Rzuca krótkie, oskarżycielskie spojrzenie w stronę Hancer.

I wychodzi.

W pomieszczeniu zapada cisza.

Hancer stoi nieruchomo, wiedząc jedno — każde słowo, które teraz powie, może tylko pogorszyć sytuację. Jej bratowa jest mistrzynią manipulacji i odwracania kota ogonem.

***

Drzwi sali operacyjnej rozsuwają się z cichym sykiem.

Wszyscy podrywają się jednocześnie.

Lekarz wychodzi pierwszy, zdejmując rękawiczki. Jego twarz jest poważna, zmęczona. To wystarcza, by w sercach zebranych pojawił się strach.

Bliscy Cemila natychmiast go otaczają.

— Usunęliśmy guz — oznajmia spokojnie.

Na moment w oczach Hancer pojawia się iskra nadziei.

Ale lekarz nie kończy.

— Jednak… pojawiły się nieoczekiwane komplikacje. Na tym etapie nie mogę powiedzieć nic więcej.

Zapada cisza. Gęsta. Nieznośna.

— Co to znaczy? — pyta Cihan, robiąc krok do przodu. Jego głos jest opanowany, ale napięty.

Lekarz spogląda na niego uważnie.

— Mogą wystąpić długotrwałe konsekwencje. Niestety, na razie nie jesteśmy w stanie określić ich zakresu.

Przerywa na moment.

— W tej chwili najważniejsze jest jedno… żeby pacjent się obudził.

Słowa uderzają jak zimna fala.

Oczy Hancer natychmiast wypełniają się łzami.

— Więc… — zaczyna drżącym głosem — istnieje możliwość, że się nie obudzi?

Lekarz nie odpowiada wprost. To milczenie mówi wszystko.

Derya robi krok do przodu, wyraźnie poruszona — ale w jej głosie zamiast troski pobrzmiewa panika.

— Jest w śpiączce? — pyta ostro. — Będzie jednym z tych ludzi, którzy leżą miesiącami, latami… nic nie czują, nic nie wiedzą? W takim stanie?!

— Jest zdecydowanie za wcześnie na takie wnioski — odpowiada lekarz stanowczo. — Więcej będziemy wiedzieć w ciągu najbliższej doby.

Spogląda na wszystkich po kolei.

— Na razie… pozostaje nam się modlić.

Odchodzi.

Zostawia ich z ciszą.

I strachem.

Derya powoli odwraca głowę w stronę Hancer. Jej spojrzenie płonie.

— Cemil nie chciał tej operacji — mówi lodowato. — Wiedział, co się stanie.

To wystarcza. Hancer załamuje się.

— To ja go zmusiłam… — szepcze, a potem wybucha płaczem. — On nie chciał… a ja nalegałam… Zaciągnęłam go tutaj siłą… To moja wina… moja…

Zasłania twarz dłońmi. Jej ramiona drżą.

— Oczywiście, że twoja! — wybucha Derya bez cienia wahania.

— Dość! — głos Cihana przecina powietrze jak ostrze.

Podchodzi bliżej, mierząc Deryę gniewnym spojrzeniem.

— Nie wywieraj na niej presji.

Ale Derya nie zamierza ustąpić.

— Zniszczyłaś mu życie! — rzuca prosto w twarz Hancer.

Te słowa trafiają głęboko. Hancer zamiera.

Wtedy odzywa się Ertugrul.

— Opamiętaj się — mówi spokojnie, ale stanowczo, jak ktoś, kto widział już zbyt wiele. — Zrobiono to, co należało zrobić. Reszta jest w rękach Boga.

Robi gest w stronę krzeseł.

— Usiądźmy. I módlmy się.

Nikt się nie sprzeciwia.

Bo to jedyne, co im zostało.

***

Wieczór zapadł ciężko, jakby przyniósł ze sobą nie tylko zmęczenie, ale i złe przeczucia.

Sinem, wyczerpana po całej nocy i dniu spędzonym w szpitalu, przekracza próg rezydencji. Jej ruchy są powolne, oczy podkrążone, a w spojrzeniu wciąż czai się niepokój o Cemila.

Drzwi otwiera Gülşüm.

— Witaj — mówi cicho, ale jej głos drży.

Sinem od razu to wyczuwa.

— Gdzie mama? — pyta, zdejmując płaszcz i rozglądając się po pustym salonie.

— W swoim pokoju… — odpowiada służąca, unikając jej wzroku.

Coś jest nie tak.

— A Mine? Zjadła już kolację?

Gülşüm milknie. Jej dłonie zaciskają się nerwowo.

— Mine…

— Co z nią? — głos Sinem natychmiast się zaostrza. — Przecież zawsze przybiega, gdy wracam. Nie śpi jeszcze, prawda?

Cisza staje się nieznośna.

Z góry schodzi Beyza. Jej kroki są spokojne, niemal obojętne.

Zatrzymuje się w holu i patrzy na Sinem chłodno.

— Mine tu nie ma. Odeszła.

Te słowa uderzają jak policzek.

— Co?! — Sinem nawet nie czeka na wyjaśnienia.

Rzuca się na schody, niemal biegnąc. Drzwi do pokoju Mukadder otwierają się z hukiem.

— Gdzie jest moja córka?! — krzyczy. — Gdzie ją zabrałaś?!

Mukadder siedzi w fotelu, jakby czekała na tę scenę. Powoli unosi głowę. W jej oczach nie ma ani grama skruchy.

— Myślałaś, że mogę cię ukarać tylko kijem?

Sinem zamiera na moment, jakby nie dowierzała.

— To jakiś chory żart — mówi, próbując złapać oddech. — Mine jest w domu. Chcesz mnie tylko nastraszyć, prawda?

Mukadder lekko przechyla głowę.

— Czy kiedykolwiek widziałaś, żebym blefowała?

Te słowa odbierają Sinem resztki pewności.

— Zwariowałaś?! — wybucha. — Jakim prawem zabierasz moje dziecko?!

Mukadder powoli wstaje. Jej sylwetka wydaje się nagle większa, groźniejsza.

— Przede wszystkim — mówi lodowato — ona jest córką mojego Metina. Moją wnuczką. Nosi moje nazwisko.

Podchodzi bliżej.

— Ty możesz być tylko jej opiekunką. I to tylko wtedy, kiedy ci na to pozwolę.

Sinem cofa się o krok, ale w jej oczach pojawia się bunt.

— Zadzwonię do Cihana. Powiem mu wszystko. Wreszcie dowie się, co tu robisz!

Odwraca się, ale Mukadder błyskawicznie chwyta ją za ramię. Jej paznokcie wbijają się boleśnie w skórę.

— Nie waż się — syczy. — Jeśli mu powiesz, nigdy więcej nie zobaczysz swojej córki.

Sinem zamiera.

— Cihan nigdy na to nie pozwoli!

Na twarzy Mukadder pojawia się cień uśmiechu.

— Tak myślisz? A co jeśli powiem mu, że masz przyjaciela?

Sinem blednie.

— To kłamstwo… — jej głos się łamie. — On w to nie uwierzy…

— Wystarczy iskra, żeby wzniecić pożar — odpowiada spokojnie Mukadder. — Pamiętasz, jak zareagował na obcego mężczyznę przy Hancer?

Pochyla się bliżej.

— Myślisz, że będzie analizował prawdę? Czy raczej uwierzy w to, co zobaczy?

Sinem milknie.

— Czy ty masz sumienie…? — szepcze.

— Mam — odpowiada Mukadder bez wahania. — Dokładnie tyle, ile potrzebuję.

Prostuje się.

— Przestań ze mną walczyć. Jeśli komukolwiek coś powiesz, stracisz ją na zawsze.

Zaciska pięść i unosi ją w powietrze.

— Nauczę cię posłuszeństwa.

Cisza.

— A teraz… wynoś się.

Sinem odwraca się powoli. W jej oczach zbierają się łzy, ale tym razem nie płacze. To nie jest już tylko strach.

To początek walki.

Drzwi zamykają się za nią.

Mukadder wraca do fotela, jakby nic się nie wydarzyło. Sięga po telefon.

— Jak się ma? — pyta chłodno. — Uciszyłaś ją?

***

Akcja przenosi się do innego domu. Niewielki salon. Cisza. Obce ściany.

Mine siedzi skulona na czerwonej kanapie, podciągając kolana pod brodę. Jej oczy są zaczerwienione, a policzki mokre od łez. Rozgląda się niepewnie, jakby szukała wyjścia.

Obok niej siedzi kobieta w średnim wieku, ściskając telefon.

— Wcześniej płakała — mówi do słuchawki. — Ale już przestała. Nawet zaczęła się bawić. To jeszcze dziecko, da się ją czymś zająć.

Mine zaciska dłonie na materiale bluzy. Jej spojrzenie mówi coś zupełnie innego.

Po drugiej stronie zapada krótka cisza.

— Bądź ostrożna — odzywa się głos Mukadder, chłodny i wyrachowany. — Jeśli spadnie jej choć włos z głowy, rozpęta się piekło.

Kobieta prostuje się.

— Rozumiem.

Połączenie zostaje przerwane.

Mine podnosi wzrok.

— Chcę do mamy… — szepcze.

Ale odpowiedzi nie ma.

Jest tylko cisza.

Powyższy tekst stanowi autorskie streszczenie i interpretację wydarzeń z serialu Gelin. Inspiracją do jego stworzenia był film Gelin 43.Bölüm dostępny na oficjalnym kanale serialu w serwisie YouTube. W artykule zamieszczono również zrzuty ekranu pochodzące z tego odcinka, które zostały użyte wyłącznie w celach informacyjnych i ilustracyjnych. Wszystkie prawa do postaci, fabuły i materiału źródłowego należą do ich prawowitych właścicieli.

Podobne wpisy

  • Panna młoda odc. 33: Mukadder atakuje Beyzę laską!

    Mukadder w brutalnej konfrontacji oskarża Beyzę o próbę zniszczenia rodu Develioglu i wyrzuca ją z rezydencji, grożąc surową karą. Upokorzona Beyza wraca do domu ojca, gdzie ukrywa prawdziwy powód swojego wyjazdu, podsycając w sobie gniew i żądzę zemsty. Cihan, wstrząśnięty wydarzeniami w klinice, przyznaje Enginowi, że niemal zrujnował życie Hancer i zleca dokładne śledztwo w sprawie lekarki. Mimo wyrzutów sumienia nie rezygnuje jednak z planów dotyczących in vitro. Mukadder odwiedza Hancer i narzuca jej nową decyzję: rezygnację z procedur i zajście w ciążę w „naturalny” sposób, bez pytania jej o zdanie. Presja wobec Hancer narasta, a Beyza, uspokojona wsparciem ojca, odzyskuje pewność, że wkrótce wszystko wróci na jej miejsce.

  • Panna młoda odc. 18: Mukadder wyrzuca Beyzę z rezydencji!

    Cemil niespodziewanie zaprasza Cihana i Engina na męskie wyjście w noc henny, próbując rozładować napięcie przed ślubem. Tymczasem podczas przygotowań Hancer do ceremonii Derya odkrywa wśród prezentów zdjęcie ślubne Cihana z Beyzą. Wstrząśnięta, decyduje się nie informować Hancer i potajemnie konfrontuje Mukadder, która nagradza jej milczenie i zapowiada ukaranie winnej. Mukadder natychmiast oskarża Beyzę o prowokację i wyrzuca ją z rezydencji, a Nusret zmusza córkę do wycofania się. Następnego dnia Hancer przyjeżdża do rezydencji w innej sukni ślubnej, niż wybrała Mukadder, co wywołuje jej niezadowolenie. Cihan nie komentuje wyboru narzeczonej, a napięcie wokół nieobecnej Beyzy i ukrytego zdjęcia zapowiada kolejne konflikty.

  • Panna młoda odc. 50: Podpalony lont! Nusret wrzuca bombę w ręce Cihana!

    Beyza podsłuchuje, jak wierzyciel Cemila grozi Hancer pod starym domem i informuje o tym Mukadder. Obie postanawiają wykorzystać nagranie z kamer, by skompromitować „pannę młodą”. Tymczasem Hancer błaga Deryę o pomoc, lecz ta znów sugeruje rozwód i pięć milionów odszkodowania. Mukadder i Beyza wciągają w intrygę Nusreta, który przekazuje Cihanowi pendrive z nagraniem. Cihan ogląda scenę z obcym mężczyzną i zaczyna wątpić w żonę. Pod presją długów Hancer zmienia decyzję i prosi o honorarium, czym jeszcze bardziej pogłębia jego rozczarowanie.

  • Panna młoda odc. 9 i 10: Cihan na kolacji w domu Hancer!

    Yonca obserwuje posiadłość Develioglu i upewnia się, że Beyza przeżyła wypadek, co budzi w niej wściekłość i zapowiedź dalszego szantażu. Nusret próbuje przekonać Cihana, by zrezygnował z małżeństwa z Hancer, lecz mężczyzna stanowczo odrzuca prośbę i deklaruje, że dotrzyma danego słowa. Mukadder podejmuje decyzję o przygotowaniu domu dla Hancer, co wywołuje gniew Beyzy. Cemil odwiedza Cihana w firmie, oddaje zapomniany pierścionek i żąda zapewnienia, że jego siostra będzie szanowana. W trakcie rozmowy słabnie, a Cihan odwozi go do domu. Wieczorem Cemil przekonuje Hancer i Cihana do założenia pierścionków, traktując to jako symbol zaręczyn. Po wyjściu Cihan zdejmuje obrączkę, a Hancer słyszy, jak brat chwali przyszłego zięcia, nie znając prawdy. Beyza odkrywa, że Cemil spotkał się z Cihanem, i poprzysięga zniszczyć rywalkę. Nazajutrz Derya publikuje w sieci zdjęcie „zaręczonej” pary.

  • Panna młoda odc. 30: Beyza szantażuje lekarkę! Yonca dostaje pracę u Develioglu!

    Beyza odnajduje nową klinikę doktor Fusun Kaby i konfrontuje ją z nielegalną aborcją sprzed lat, grożąc ujawnieniem przestępstwa. Szantażuje lekarkę, żądając, by zniszczyła życie Hancer podczas planowanej procedury in vitro. Wkrótce potem Hancer i Cihan pojawiają się w gabinecie Fusun, gdzie słyszą, że oboje są zdrowi, a in vitro nie jest medycznie konieczne. Lekarka szczegółowo wyjaśnia przebieg zabiegu, co wywołuje u Hancer lęk i załamanie. Tymczasem Yonca kontynuuje grę przeciwko Beyzie: po konfrontacji telefonicznej zdobywa pracę w firmie Develioglu. Gdy Fusun próbuje wycofać się z umowy, Beyza ponownie ją szantażuje, zmuszając do posłuszeństwa i zapowiadając, że dziecko Hancer nigdy się nie urodzi.

  • Panna młoda odc. 11 i 12: Dom z koszmaru! Hancer traci przytomność!

    Engin informuje Cihana o wizycie brata Hancer w firmie, a rozmowa ujawnia irytację Cihana koniecznością odgrywania „idealnego zięcia” i jego przekonanie, że Hancer kieruje się wyłącznie pieniędzmi. Derya i Hancer przyjeżdżają do posiadłości Develioglu z prezentami, a Derya chwali się zdjęciami z grilla i „zaręczyn”, co wywołuje zazdrość i gniew Beyzy. Cihan w ostrych słowach upokarza Hancer w gabinecie, zabrania jej rodzinie zbliżać się do Develioglu i każe natychmiast opuścić dom. Beyza prowadzi Hancer do starego domu na terenie posiadłości, gdzie dziewczyna doznaje silnego déjà vu i traci przytomność. Cihan znajduje ją nieprzytomną, oskarża Beyzę, ale po odzyskaniu świadomości Hancer błaga, by nie kazał jej mieszkać w tym domu. Cihan pozostaje niewzruszony, stawiając jej ultimatum, a Hancer odchodzi pieszo, przekonana, że miejsce ze snów kryje mroczną tajemnicę.