Dziedzictwo odc. 889: Ferit wraca do pracy w policji!

Ayse i Kara z zaintrygowaniem przypatrują się Feritowi i Leyli.

„Dziedzictwo” Odc. 889 – streszczenie

Nana czuwa przy łóżku śpiącego Yusufa, z dłońmi splecionymi w cichej modlitwie. Szeptem błaga Boga o ratunek dla Nazli, o cud, który odmieni ich losy. W półmroku dostrzega zbliżającą się sylwetkę Poyraza. Mężczyzna przysiada obok niej i pochyla się, by nie zakłócić snu chłopca.

— Nie mogę siedzieć bezczynnie — mówi cicho, a w jego głosie słychać determinację. — Idę szukać Nazli. Powiedz o tym mojemu bratu.

Wstaje i kieruje się ku wyjściu, gdy nagle Nana odzywa się głosem pełnym emocji:

— Przepraszam…

Poyraz zatrzymuje się w miejscu, a potem bez wahania chwyta jej dłoń i wyprowadza ją na zewnątrz, z dala od uszu innych. W świetle latarni jego spojrzenie jest ostre, pełne niezłomnej pewności.

— Nie masz za co przepraszać — mówi stanowczo. — Nikomu nie jesteś nic winna.

Nana kręci głową. Jej oczy błyszczą od tłumionych emocji.

— Mów, co chcesz, ale to wszystko wydarzyło się przez nas…

— Nie! — Poyraz niemal unosi głos, ale szybko się opanowuje. — To nie ty jesteś winna. To wszystko przez tego psychopatę. Ty jedynie chroniłaś niewinne dziecko. Zrobiłaś to, czego nikt inny by się nie odważył. Poświęciłaś własne życie, żeby ochronić Yusufa. Kto inny by to zrobił?

Nana spuszcza wzrok, a Poyraz robi krok bliżej.

— Mówię ci, że jesteś szalona. Ale w najlepszy możliwy sposób. Jesteś szalona, bo zaryzykowałaś wszystko, żeby postąpić słusznie. I wiesz co? Ja też jestem szalony.

Ich spojrzenia spotykają się na dłuższą chwilę. Milczą, ale w tym milczeniu kryje się coś więcej — wzajemne zrozumienie, którego nigdy wcześniej nie dostrzegli.

— Oboje robimy to, co należy — dodaje Poyraz cicho. — To nie my jesteśmy winni. To tamten człowiek dopuszcza się najgorszych czynów. Nie popełniamy błędu, walcząc z nim.

Nagle ciszę rozdziera gniewny głos:

— To, co jest słuszne, to to, żeby ta kobieta i dziecko natychmiast stąd zniknęli!

Poyraz i Nana odwracają się. W progu stoi Cennet, a za nią Cansel i Sahin.

— Skoro ty nie możesz ich oddać, ja to zrobię! — oświadcza Cennet i rusza w stronę Nany.

Nim Nana zdąży zareagować, kobieta chwyta ją mocno za przegub. Nana wzdryga się pod jej uściskiem, ale zanim Cennet zdąży zrobić cokolwiek więcej, Poyraz stanowczo ją odsuwa.

— Chcesz uratować swoją córkę kosztem niewinnych ludzi?! — rzuca ostro.

Cennet spogląda na niego. Jej twarz wykrzywiona jest rozpaczą.

— Ja tylko chcę odzyskać moje dziecko… — Jej głos się łamie. — Jeśli coś jej się stanie, nie będę mogła żyć…

— Myślisz, że ja tego nie rozumiem? — Poyraz patrzy matce prosto w oczy. — Nazli jest moją siostrą. Myślisz, że mnie to nie boli?

Cennet, drżąc na całym ciele, wbija w niego spojrzenie pełne bólu i gniewu.

— Przyprowadź mi moją Nazli… — wyszeptuje, a po chwili jej głos zamienia się w pełne rozpaczy błaganie. — Przyprowadź mi moje dziecko, Poyraz…

***

Doga z dumą prezentuje rodzicom swój rysunek. Wesołe, dziecięce kreski przedstawiają ich troje – ją, Ayse i Ferita. Każdą postać podpisała imieniem i nazwiskiem, starannie kaligrafując litery.

Feritowi ściska się serce, gdy jego wzrok pada na nazwisko dziewczynki. Obok jej imienia nie widnieje jego nazwisko, lecz Koraya. Przez chwilę milczy, czując, jak w jego wnętrzu znów rozpala się gniew. Gniew, który od dawna kieruje przeciw Ayse.

Kiedy zostają sami, nie potrafi już dłużej tego tłumić.

— Fałszywe nazwisko mojej córki to także twoje dzieło — rzuca jej w twarz, a jego głos ocieka wyrzutem.

Ayse krzyżuje ręce na piersi, gotowa do walki.

— To ty musisz złożyć wniosek o zmianę nazwiska, Fericie. Dlaczego mnie atakujesz? — Jej oczy błyszczą od tłumionych emocji. — Kiedy Koray trafił do więzienia, chciałam nadać jej moje nazwisko, ale nie mogłam. Wiesz dlaczego?

Zawiesza głos, pozwalając, by jej słowa wybrzmiały z pełną mocą.

— Ponieważ moja córka została porwana.

Ferit przeciera twarz dłońmi, jakby chciał zetrzeć z niej ciężar tych słów.

— Oczywiście — mruczy gorzko. — To ja znowu jestem winien.

Ayse patrzy na niego przez chwilę, a potem spuszcza wzrok. Jej głos jest cichy, ale stanowczy.

— Ferit… nie wytrzymam dłużej. Myślałam, że dam radę, ale nie jestem w stanie cię znieść. Niech Doga wyzdrowieje i każde z nas pójdzie w swoją stronę.

Ferit parska. Jego usta wykrzywiają się w cynicznym uśmiechu.

— Tak właśnie będzie. Myślisz, że zdołam mieszkać z tobą pod jednym dachem?

Ich spojrzenia spotykają się na krótką chwilę. Nie ma w nich już czułości, tylko wypalona historia, której żadne z nich nie chce dłużej pisać.

***

Sinan dowiaduje się, że to nie z winy Aynur doszło do awarii lodówki. Czuje ukłucie wyrzutów sumienia – może zbyt pochopnie ją osądził? Sięga po telefon i wybiera jej numer, zamierzając ją o tym poinformować.

Po drugiej stronie sygnał rozbrzmiewa kilka razy, aż w końcu połączenie zostaje odebrane.

— Halo? Aynur? — odzywa się, ale w odpowiedzi słyszy tylko odległe głosy.

Nie wie, że to Adalet nieświadomie nacisnęła zieloną słuchawkę. Przez chwilę waha się, czy powinien się rozłączyć, ale słowa, które słyszy, sprawiają, że zostaje.

— Sama tego nie udźwigniesz. I tak jesteś wykończona przez pracę — mówi Adalet z troską.

Aynur wzdycha ciężko.

— Gdyby to było tylko to… Muszę jeszcze zmagać się z tym dzikusem.

Sinan prostuje się, a jego dłoń zaciska się na telefonie. Dzikusem? O kim ona mówi?

— Może weźmiemy kredyt i spłacimy ten przeklęty wazon? — proponuje Adalet. — Nie będziesz musiała więcej chodzić do tego domu. Ten Sinan nie zachowuje się normalnie.

— Nie jest niebezpieczny. — Aynur zawiesza głos, szukając odpowiedniego słowa. — Ale jest… problematyczny. Nie ufa ludziom. Ciągle szuka błędów. Gdyby w domu stłukła się szyba, pewnie też obwiniłby mnie. Nawet gdyby przejeżdżający samochód zatrąbił, swoją złość skupiłby na mnie.

Sinan czuje, jak wzbiera w nim gniew. Tak ona o nim myśli? Jeszcze przed chwilą chciał ją przeprosić, a tymczasem ona maluje go jako paranoika.

Rozłącza się gwałtownie. Jego twarz staje się zimna i napięta.

— Co za niewdzięcznica! — syczy przez zaciśnięte zęby. — Jeszcze chciałem ją przeprosić!

Telefon ląduje na biurku, a on odchodzi od niego, by ukryć narastającą złość. Już on jej pokaże, jak wygląda prawdziwy problem.

***

Ferit odwiedza Volkana na komisariacie. W stołówce natrafia na scenę, która przykuwa jego uwagę – prokurator Leyla Kazanci w eleganckim garniturze klęczy na podłodze, zbierając rozsypane dokumenty.

Bez chwili wahania podchodzi i pomaga jej pozbierać akta. Kiedy podaje jej plik, jego wzrok mimowolnie pada na jedno z nazwisk.

Akkoclar.

Serce zaczyna mu bić szybciej. To nazwisko zna aż za dobrze.

— Akkoclar? Przemytnicy broni? — pyta ostro, wbijając spojrzenie w kobietę.

Ona prostuje się i uważnie mu się przygląda.

— Tak — potwierdza. — Skąd ich znasz?

Ferit śmieje się gorzko.

— Walczyłem z nimi przez długi czas. Nikt nie zna ich lepiej ode mnie. Mam swój udział w rozbiciu tego gangu.

Twarz kobiety nie zdradza emocji, ale jej spojrzenie staje się czujniejsze.

— Mam złe wieści — mówi po chwili. — Dostałam informację, że ponownie zaczęli działać.

Ferit marszczy brwi.

— Jeden z nich uciekł do Niemiec i zatarł po sobie ślady. To oznacza, że wrócił.

— Uważamy, że wjechał do kraju pod fałszywą tożsamością i reaktywował gang — dodaje kobieta.

Ferit przygryza wargę. Już wie, co to oznacza. Przemytnicy broni to nie ludzie, którzy łatwo rezygnują. Jeśli wrócili, to znaczy, że mają większe ambicje niż kiedykolwiek wcześniej.

— Szukaj ich w podziemiu — radzi, patrząc kobiecie prosto w oczy. — Zastanów się, w jaki sposób mogą prać pieniądze. Skoncentruj się na salonach bukmacherskich.

Kobieta unosi brew.

— Brzmisz, jakbyś nadal był w służbie.

Ferit wzrusza ramionami.

— Cóż… nie jestem. Zostałem wydalony z policji.

Na twarzy kobiety pojawia się lekki uśmiech.

— To nie problem. Mogę przeprowadzić kilka rozmów i zostaniesz przywrócony do służby. Po prostu pomóż mi w tej sprawie.

Ferit patrzy na nią uważnie, próbując wyczytać z jej twarzy, czy mówi poważnie.

— To naprawdę takie proste? Możesz to zrobić?

Prokurator Leyla Kazanci uśmiecha się jeszcze szerzej.

— Tak, to proste — potwierdza. — Wróciłeś do pracy, panie komisarzu.

Ferit czuje, jak w jego żyłach znów zaczyna płynąć adrenalina. Wrócił do gry. A to oznacza tylko jedno — Akkoclarowie pożałują dnia, w którym wrócili do Turcji. Ale oznacza to także, że on i Ayse ponownie będą pracować w tym samym miejscu.

***

Kolejnego ranka warsztat Poyraza pogrążony jest w ciszy. Mert krząta się po wnętrzu, ale gdy zagląda do pomieszczenia, w którym zostawił Nanę, jego serce zamiera.

Nie ma jej tu.

Na stole leży tylko kartka papieru.

Poyraz wbiega do środka i chwyta list. Jego dłonie zaciskają się na papierze, gdy czyta drżące słowa.

Burzo Poyrazie,
Jesteś dobrym człowiekiem. Powiedziałeś, żebym nigdzie nie wychodziła, ale wybacz mi. Nikt z was nie powinien przechodzić przez ten ból.

Idę się oddać w ręce Trucizny. Ale nie myśl, że mu ufam. Mam przy sobie urządzenie śledzące. Wzięłam je z samochodu policjanta, który odwiedził cię wczoraj wieczorem.

Jeśli będziesz miał szczęście, znajdziesz tego drania i uratujesz swoją siostrę. A jeśli coś pójdzie nie tak…

Powierzam ci Yusufa. Wiem, że zawsze robiłeś wszystko, żeby go ochronić. Nawet przeciwko własnej rodzinie. Wiem, że go nie zawiedziesz.

Dziękuję za wszystko.

Do widzenia.

Poyraz czuje, jak serce wali mu w piersi.

— Nie… — szepcze, miażdżąc list w dłoniach.

Jego wzrok pada na stojący nieopodal samochód. W jednej chwili podejmuje decyzję.

— Nana… — mówi do siebie cicho, a jego oczy błyszczą od gniewu i strachu.

Silnik ryczy, gdy samochód rusza z piskiem opon.

— Nie pozwolę ci się poświęcić. Nie tym razem.

Powyższy tekst stanowi autorskie streszczenie i interpretację wydarzeń z serialu Emanet. Inspiracją do jego stworzenia były filmy Emanet 640. Bölüm i Emanet 641. Bölüm dostępne na oficjalnym kanale serialu w serwisie YouTube. W artykule zamieszczono również zrzuty ekranu pochodzące z tych odcinków, które zostały użyte wyłącznie w celach informacyjnych i ilustracyjnych. Wszystkie prawa do postaci, fabuły i materiału źródłowego należą do ich prawowitych właścicieli.

Podobne wpisy