Dziedzictwo odc. 890: Ferit zostaje podwładnym Ayse!

Ayse wyciąga rękę do Ferita.

„Dziedzictwo” Odc. 890 – streszczenie

Człowiek Trucizny, w ręce którego Nana się oddała, przywozi ją do lasu. Gdy tylko samochód się zatrzymuje, dziewczyna wysiada i staje naprzeciw psychopaty. Między drzewami unosi się wilgotna mgła, a w powietrzu czuć napięcie.

– Miło cię widzieć – wita ją Trucizna z drwiącym uśmiechem.

– Przyszłam, ale nie na pogaduszki. Wypuść Nazli!

– Jesteś mądrą kobietą, ale chyba nie aż tak, by mi ufać.

Nana nie wytrzymuje. Rzuca się w stronę Trucizny, gotowa walczyć o dziewczynę, ale Wilk, jego przyboczny, brutalnie ją zatrzymuje.

– Ty podły draniu! – wrzeszczy, szarpiąc się w jego uścisku. – Dałeś mi słowo! Obiecałeś, że ją wypuścisz!

Wilk z uśmiechem rzuca ją na ziemię.

– Spokojnie. – Trucizna podnosi rękę, powstrzymując swojego człowieka. – Chcę się nią nacieszyć. Powoli. Dopiero potem umrze. Tak samo jak Kirimli…

Słysząc to nazwisko, Nana podrywa się na równe nogi. Z wściekłością ponownie rzuca się na psychopatę, ale jego ludzie natychmiast ją obezwładniają.

– Nie wymawiaj tego nazwiska swoimi plugawymi ustami! Zabiję cię!

Trucizna pochyla się nad nią z satysfakcją.

– Jesteś tak samo naiwna jak on. I tak samo gotowa poświęcić się dla innych. Dlatego skończysz dokładnie tak samo.

***

Poyraz i Mert przyjeżdżają do lasu, kierując się sygnałem lokalizatora. Nadzieja w ich oczach gaśnie, gdy dostrzegają urządzenie śledzące porzucone na ziemi. Do pluskwy przyczepiona jest kartka.

„Możesz znaleźć tylko kurz. Trucizna.”

Poyraz zaciska szczęki, a jego pięści drżą ze złości.

– Niech to szlag! – warknął, ciskając pluskwą o ziemię.

– Co teraz? – pyta Mert, zaniepokojony.

Poyraz patrzy w pustkę lasu, jakby szukał tam odpowiedzi.

– Straciliśmy ją z oczu. Jest w jego rękach.

***

Nana znajduje się w mrocznym, wilgotnym magazynie. Dwóch drabów mocno trzyma ją za ramiona, nie pozwalając na najmniejszy ruch. Przed nią stoi Trucizna, z rozbawieniem obserwując jej bezsilność.

– Więc myślałaś, że Poyraz cię odnajdzie i uratuje? – Kpiący uśmiech nie znika z jego twarzy. – Naprawdę doskonały plan… Brawo!

– Nie bawi mnie to. Przyszłam tutaj. To mnie chcesz, nie Nazli. Wypuść ją!

Trucizna przygląda się jej z udawaną zadumą, po czym kręci głową.

– Nie! Żadne z was nie doczeka szczęśliwego zakończenia. – Jego głos nagle staje się zimny jak lód. – Chcę Yusufa. I twojego bohaterskiego mężczyzny. Zobaczycie, co to znaczy zadzierać ze mną i wydawać mnie policji. Wszystkim wam odbiorę oddech!

Machnięciem ręki każe swoim ludziom zabrać Nanę.

Nie potrzebuje słów – jego rozkaz jest jasny. Dwóch drabów natychmiast podchodzi do dziewczyny, brutalnie chwytając ją za ramiona. Nana wyrywa się instynktownie, ale to na nic. Ich uścisk jest zbyt silny.

Prowadzą ją przez ciemne, wilgotne korytarze. W powietrzu unosi się zapach stęchlizny, a pod stopami skrzypią nierówne deski. Cienie na ścianach drżą w mdłym świetle pojedynczych żarówek, jakby same bały się tego, co zaraz się wydarzy.

W końcu zatrzymują się przed ciężkimi, metalowymi drzwiami. Jeden z oprawców otwiera je z głośnym zgrzytem, a potem bezceremonialnie wrzucają Nanę do środka.

Upada na kolana. W pierwszej chwili widzi tylko ciemność, ale potem dostrzega, że nie jest sama.

Przy ścianie, ze związanymi rękami i nogami, stoi Nazli. Jej oczy rozszerzają się na widok Nany.

– Nana…? – wyszeptuje, pełna niedowierzania i strachu.

Nana chce do niej podbiec, ale zanim zdąży się podnieść, draby łapią ją ponownie.

Szarpnięciem dociskają ją do ściany. Nie słuchają jej protestów. Jeden z nich wyciąga gruby sznur i z zimną precyzją wiąże jej ręce i nogi, unieruchamiając ją tuż obok Nazli.

Sznur wbija się w skórę, a palce cierpną. Nana oddycha ciężko, zaciskając zęby.

Hultaje wymieniają między sobą krótkie spojrzenia, jakby uznali swoją robotę za skończoną. Potem bez słowa wychodzą, zatrzaskując za sobą drzwi.

– Jak cię znaleźli?! – pyta zszokowana siostra Poyraza.

– To nieważne. – Nana zerka w jej stronę. – Czy ci dranie cię skrzywdzili?

Nazli kręci przecząco głową.

– Nie bój się. Jestem z tobą. – Nana stara się mówić spokojnie, choć nie ma pojęcia, jak się stąd wydostać.

Nazli patrzy na nią z nadzieją.

– A mój brat? Czy on tu jest?

Nana spuszcza wzrok.

– Przykro mi. Twój brat nie wie, gdzie jesteśmy. Trucizna miał wziąć tylko mnie, a ciebie wypuścić. Dlatego przyszłam sama. Ale ten łajdak nie dotrzymał słowa.

W oczach Nazli pojawia się coś więcej niż strach – podziw.

– Przyszłaś tu dla mnie?

– Tak. To wszystko przeze mnie.

– Nikt inny by tego nie zrobił. – Jej głos drży, ale jest w nim szczerość. – Dziękuję.

Po chwili milczenia, ściska zęby.

– Ale… nie wydostaniemy się stąd, prawda?

Nana spogląda na nią stanowczo.

– Zostaniemy uratowane! Twój brat nas znajdzie. Musisz w to wierzyć.

***

Poyraz i Mert wracają do dzielnicy. W głowie Poyraza kłębią się myśli, ale pierwsze, co robi, to upewnia się, że Yusuf śpi spokojnie. Kiedy wychodzi z jego pokoju, zastaje Rustema czekającego w salonie.

– Bracie, masz jakiś ślad? – pyta z nadzieją w głosie.

Rustem przecząco kręci głową.

– Żadnego. – Zmęczenie maluje się na jego twarzy. – Zespoły przeczesują wszystkie możliwe lokalizacje w pobliżu miejsca, gdzie znaleźliśmy pluskwę. Na razie nic.

Nagle na ulicy rozbrzmiewają podniesione głosy. Po chwili Cennet, Cansel i Sahin zatrzymują się przed Poyrazem.

– Gdzie jest Nazli?! – krzyczy Cennet, a jej twarz wykrzywia gniew i rozpacz. – Dlaczego jej nie przyprowadziłeś?!

Poyraz ledwo otwiera usta, ale kobieta nie daje mu dojść do słowa.

– Chronisz ich! Zawsze ich chronisz! Poświęciłeś własną siostrę dla obcych ludzi! Oni są cali i zdrowi, a moja Nazli…

– Mamo, DOŚĆ! – wybucha Poyraz. Jego głos wibruje od emocji. – Ta kobieta, na którą tak narzekasz, oddała się w ręce mordercy! Poszła tam, by uratować moją siostrę!

Cennet zamiera na chwilę, ale Cansel przejmuje pytanie:

– Więc gdzie jest Nazli?!

Poyraz spuszcza wzrok. Jego pięści się zaciskają. 

– Ten łajdak nie dotrzymał słowa. Teraz obie są w jego rękach.

Nagle rozbrzmiewa dzwonek telefonu. Poyraz nie patrzy na ekran, od razu odbiera.

– To ty, łajdaku?!

Z drugiej strony dobiega lodowaty, pozbawiony emocji głos:

– Tobie również dzień dobry.

Trucizna.

– Dzwonię, bo dostawa jest tylko w połowie zrealizowana. Kobieta przyszła, ale dziecka nadal nie ma.

Poyraz czuje, jak krew zaczyna w nim wrzeć.

– Jeśli tkniesz którąś z nich, zabiję cię! – ryczy, a jego głos niesie się echem wśród ulic.

– Zostaw swoje puste groźby i przejdźmy do rzeczy. Masz trzy godziny. – Ton Trucizny jest lodowato spokojny. – Od ciebie zależy, czy Yusuf dostanie słodycze, czy zapewnisz mu inne atrakcje. Pożegnaj się z nim i przyprowadź go do mnie. Jeśli nie, cóż… chyba nie muszę mówić, co się stanie. Pozostawiam to twojej wyobraźni.

– UMRĘ, ale nie oddam ci go! – odgryza się Poyraz, ale po drugiej stronie jest już cisza. Trucizna rozłączył się.

Cennet podchodzi do Poyraza i patrzy mu prosto w oczy.

– Jeśli spalisz moją rodzinę, nigdy ci nie wybaczę.

Nie czekając na odpowiedź, odwraca się i odchodzi, a za nią Cansel i Sahin.

Poyraz stoi nieruchomo. Jego klatka piersiowa unosi się szybko, jakby brakowało mu tchu.

– Jeśli przeze mnie zginie niewinna osoba, sam sobie nie wybaczę – szepcze do siebie.

***

Yusuf budzi się i wychodzi na zewnątrz.

– Bracie Poyrazie? – podchodzi do mężczyzny. – Co się dzieje? Słyszałem krzyki. Zdenerwowałeś się na kogoś? Gdzie jest Nana?

Poyraz ukrywa zmęczenie, przykucając przy chłopcu.

– Ona… jest w szpitalu. – Kłamstwo przychodzi mu ciężko. – Jej rana się pogorszyła. Musiała pojechać na leczenie.

– Chcę ją zobaczyć! – nalega Yusuf, czując, że coś jest nie tak.

– Nie możesz. Musisz zostać tutaj, w bezpiecznym miejscu.

– A siostra Nazli? Wróciła?

– Nadal jej szukamy. Ale przyprowadzę ją. Obiecuję.

Poyraz kładzie mu rękę na ramieniu.

– Chodźmy na śniadanie.

***

W kuchni Cansel przygotowuje jedzenie dla Yusufa. Następnie wychodzi na korytarz, gdzie rozmawia z Cennet.

– Mamo, nie złość się na Poyraza. Poprosił mnie, żebym zajęła się Yusufem. On wciąż nie wie, że jego matka poszła do tego człowieka.

Cennet zaciska usta, a Cansel kontynuuje z pogardą:

– Poyraz kazał mu nic nie mówić, ale ja nie wierzę, że ta żmija się poddała. Na pewno zostawiła dziecko i uciekła.

Podchodzi do Cennet i bierze ją za rękę.

– Chodź, mamo. Weźmiesz lekarstwa i położysz się. 

Nie wiedzą, że Yusuf stoi za drzwiami i słyszy każde słowo.

– Więc Nana poszła do Trucizny? – szepcze do siebie. – Nie może… Nie może tam być.

Serce bije mu szybciej. Myśli wirują w jego głowie.

– Niech mnie zabierze. Wtedy Nana będzie wolna.

Ociera oczy i cicho, ostrożnie wymyka się z domu.

***

Kilka chwil później Cansel wpada do salonu, gdzie Poyraz i Mert rozmawiają.

– Czy Yusuf jest tutaj?! – woła zaniepokojona.

Poyraz marszczy brwi.

– Nie ma go w kuchni?

Cansel potrząsa głową.

– Nie. Rozmawiałam z mamą, a kiedy wróciłam… już go nie było.

Poyraz czuje, jak ogarnia go panika.

– O czym rozmawiałyście?

Cansel spuszcza wzrok.

– Powiedziałam… że Nana poszła do Trucizny.

Poyraz zamiera.

– Coś ty zrobiła, bratowo?! – Jego głos jest lodowaty. – Usłyszał was i musiał zrozumieć!

Serce Poyraza wali jak młotem. Nagle wpada w szał, chwyta telefon i ciska nim o dywan.

– Poszedł szukać swojej matki!

***

Ferit wraca do pracy na komisariacie. Już od progu czuje na sobie spojrzenia współpracowników. Męska część zespołu wita go serdecznie – uściski dłoni, poklepywanie po plecach, krótkie żarty na temat jego powrotu. Ale Kara? Kara nawet na niego nie spojrzy.

Trzyma stronę Ayse.

Zamiast ciepłego powitania, obdarza Ferita chłodnym, zdystansowanym spojrzeniem.

W biurze nagle zapada cisza, gdy do środka wchodzi inspektor.

– Witaj, Fericie. – Jego ton jest oficjalny, nie zdradza żadnych emocji. – Mam nadzieję, że będziesz pracował przykładnie. Nie chcę żadnych kłótni, skarg ani napięć. Oczekuję pełnego profesjonalizmu. 

Ferit unosi brodę, zachowując kamienną twarz.

– Oczywiście. – Jego głos brzmi pewnie. – To samo powiedziałem Ayse. Przyszedłem tu pracować, a nie wdawać się w konflikty. A teraz, jeśli pozwolisz, pójdę do swojego gabinetu.

Robi krok w stronę drzwi.

– Zaczekaj. – Inspektor zatrzymuje go stanowczym tonem.

Ferit marszczy brwi. Coś w głosie przełożonego sprawia, że czuje niepokój.

– Coś się stało? Trwa remont?

Inspektor spogląda na niego z kamienną twarzą.

– Nie. Nie masz już swojego gabinetu.

Cisza.

Ferit czuje, jak ściska go w żołądku.

– Co masz na myśli? – pyta wolno, jakby chciał się upewnić, że dobrze usłyszał.

– Po wszczętym dochodzeniu zostałeś zdegradowany. – Oświadczenie inspektora rozbrzmiewa w biurze niczym wyrok. – Od teraz pracujesz pod dowództwem komisarz Ayse. Miłej pracy.

W pokoju zapada niezręczna cisza. Ferit stoi osłupiały.

Kątem oka widzi, jak Kara i Ayse wymieniają znaczące spojrzenia. Uśmiechają się.

Powoli, niemal demonstracyjnie, Ayse podnosi się zza swojego biurka i idzie w stronę byłego męża.

Zatrzymuje się tuż przed nim i wyciąga dłoń.

– Witaj, panie Fericie.

W jej oczach błyszczy satysfakcja.

Powyższy tekst stanowi autorskie streszczenie i interpretację wydarzeń z serialu Emanet. Inspiracją do jego stworzenia były filmy Emanet 641. Bölüm i Emanet 642. Bölüm dostępne na oficjalnym kanale serialu w serwisie YouTube. W artykule zamieszczono również zrzuty ekranu pochodzące z tych odcinków, które zostały użyte wyłącznie w celach informacyjnych i ilustracyjnych. Wszystkie prawa do postaci, fabuły i materiału źródłowego należą do ich prawowitych właścicieli.

Podobne wpisy